po co miłość? jest coś takiego?
po co slub?
(przecież to nie ma żadnego sensu) -
czy coś takiego w ogóle istnieje?
wszyscy płaczą i narzekają na brak miłości, brak szczęśliwych
zwiazków
a ci którzy już nawet w nim są - myślą tylko o zdradach?
cały czas poznaje facetów którzy szukają tych swoich odskoczni -
kochanek itd itp
więc na co wychodzi? - chyba na to że może lepiej być "taką żoną" -
przynajmniej ma zapłacone rachunki, domek, dzidzisia, niż "taką
kochanką" która nie ma nic
zagubiłam się w tym wszystkim
od razu mówię - NIE - nikt mnie nie skrzywdził, nie przeżyłam
jakiejś wielkiej zranionej miłości - to doświadczenia innych a nie
moje złamane serduszko
patrzą na świat, na te "szczęśliwe związki" i chce mi się ...
zwymiotować
tylko seks , seks i seks
a z drugiej strony - takie rozdarte serduszka, złamane i zranione
jak tu - na tym forum
to przecież zwątpić można
ja się poddaje

to po prostu nie ma sensu
ci ktorzy nie maja slubu chca slubu i milosci
ci ktorzy maja - chca kochanek.kochankow
ci ktorzy nic nie maja chca tej jedynej bo sa sami i nie maja ani
meza/zony ani kochanka/kochanki
ja naprawde mam dosyc i moge sobie byc sama i chyba chce byc sama