Dodaj do ulubionych

Czym był dla was sygnał do rozwodu? pomocy...

05.12.07, 15:26
10-letni związek (wydawało by się w rozsądnym już wieku założony), 3-letnia
córka. On z patologicznej rodziny (pod względem psychicznym), uciekł od niej
daleko, wżył się w moją, którą cenił i lubił za to wszystko, co dojadło mu we
własnej. Jego zdrada, gdy byłam w ciąży, łzy, szarpanina, straszna boleść,
depresja, leczona do dziś. Jego nieodpowiedzialność, łatwość kłamstwa na każdy
temat, psychiczne gówniarstwo, absolutna nieporadność w znalezieniu godziwej
pracy, ja stale go utrzymuję (albo nic nie zarabiał, albo g...no, ale
naprawdę) przy ogólnie dobrym charakterze, pracowitości, zdolności kochania
itp. Wyssał sobie z palca moją zdradę, po karczemnej awanturze, wyzwiskach
(które potem powtarzały się przy BARDZO dużych kłótniach. Kilka razy ręka mu
poleciała, nigdy mnie nie uderzył, jakby to powiedzieć, w celu uderzenia,
raczej to było na zasadzie odepchnięcia albo potrząśnięcia, - nie
usrapwiedliwiam go, tylko chcę, żeby było uczciwie powiedziane.), groźby, że
porwie mi dziecko, zdemolowanie mieszkania, popisane ściany, podarte zdjęcia,
moje krwawiące serce. Podałam go na policję. Jego wyjazd na 3 miesiące,
"odpocząć od siebie i poszukać pracy". Mieszkał kątem u brata, za jego kasę,
ja zostałam sama z rocznym dzieckiem, pracowałam w domu, na nas, na kredyty)
Wrócił z podkulonym ogonem. Ja - cięta, złośliwa, dużo lepiej umiejąca władać
słowami, ale w 100% uczciwa, szczera i lojalna. Górki i dołki. WRESZCIE
zaczęło sie wydawać, że od pół roku zaczął coś kumać, widziałam PROCES,
zmieniał się, myślał, dogadywaliśmy się jak cywilizowani ludzie. Ja nie mogę
do końca pozbyć się paranoi na temat jego zdrady - przyjęłam ją jak kompletne
zdruzgotanie mojej osoby, mojego zaufania, które pomimo swego charakteru miał.
NIE robiłam karczemnych awantur, NIE wywlekałam sprawy, ale paranoja była i
czasem musiałam o coś spytać, jeśli mnie dręczyło (np kim jest MAŁGONIA w jego
komórce, czemu wrócił 1,5 godziny później niż miał) Stale kłamie, w różnych
duperelach, to prawda, ale przecież jeśli ktoś kłamie w duperelach, kłamie i
we wszystkim. W każdym razie widziałam już jakieś światło, znacznie poprawiły
się też jego stosunki z córką (która od jego wyjazdu miała do niego dwoiste
podejście - histeria, że "tata nie wróci", kiedy wychodził do pracy, a z
drugiej ciągła jej agresja na niego) I nagle pierdut. Znowu. Na moje niewinne
w sumie pytanie, postawione początkowo tonem żartobliwym, jaką to panią wzywał
przez sen całą noc, dowiedziałam się: jestem paranoiczką, nienormalną
wariatką, narkomanką (?), on przyklejony do mojej dupy od 2 lat, a ja w kółko
tylko go sprawdzam i drążę (absolutna nieprawda), on ma dosyć, ja nie
zdradziłam go tylko dlatego, że nikt mnie nie chciał (OK, jestem trochę
zaniedbana, bo od dbania o dziecko, dom i pracę, którą wykonuję w domu,
tyrając jak pies całe dnie, już mi czasu i sił nie starcza, ale jestem ładna,
szczupła, wysportowana. On nawet nie wie, ile propozycji na kawę odrzuciłam,
nigdy mu o tym nie mówiłam, bo po co? odrzuciłam bo jestem uczciwa i sama
sobie nie mogłabym spojrzeć w twarz, gdybym osobę tak mi bliską oszukała) itp.
Od słowa do słowa oberwałam. W ataku szału zaczął mną szarpać, w pewnej chwili
dusić, kopniakami zrzucił mnie z kanapy. Przerażona zwiałam do łazienki,
wyrwał zamek z klamką. Od 10 dni się do mnie nie odzywa. Swoje obowiązki w
domu (bardzo nieliczne) załatwia, jak ma ochotę, albo nie śpi, ja muszę
wszystko załatwiać za niego, przy czym nie jestem informowana, które z nich
załatwi, więc cały dom zdezorganizowany. Robi sobie sam jedzenie, sam je, mnie
podrzuca gary do zmycia. Byłam chora, i to dość poważnie. Spytalam, czy
odbierze dziecko z przedszkola, powiedział, że nie i wyszedł. POjechałam ja,
autobusem, zasmarkana i kaszląca. Okazało sie, że ja odebrał 1o minut
wcześniej. Proponowałam mu terapię, bo sam w dobrych momentach mówił, że mu ze
sobą ciężko i musi coś z tym zrobić. Zapisał się, sam, na dziś. Nie poszedł.
Pytałam wieczorem, czy zawozi dziecko rano do przedszkola, bo nie pracował.
Powiedział, że tak. O 11 rano dalej spał, jak usiłowałam go obudzić,
usłyszałam (przy dziecku) "To, kurwa weź samochód, i sama ją zawieź!"
Zawiozłam. Przesiedziałam trzęsąc się z bólu i bezradności 1,5 h w
samochodzie. Wróciłam, on śpi. Wiem, że rozwód to klęska: rodziny, moja,
córki, która wreszcie ostatnio zaczęła rozkwitać z tatusiem, która znów
cierpi, że tata już jej nie odwozi do przedszkola, nic nie mówi. Zaczęła się
bić z dziećmi. Straciłam rozeznanie, jestem na niego wściekła, rozczarowana,
serce boli tak, że mało nie pęknie, boję się go, mam go dosyć. I nie mogę
znaleźć w sobie uczucia, które mi powie "rozwodź się, natychmiast".
Doświadczeni rozwodnicy i mądrzy ludzie - podzielcie się chłodną oceną sytuacji.
Obserwuj wątek
    • julka1800 Re: Czym był dla was sygnał do rozwodu? pomocy... 05.12.07, 15:38
      Moja chlodna ocena sytuacji - uciekaj razem z dzieckiem od niego
      daleko. Albo. Jesli masz poparcie kogos ze swojej rodziny - wywal
      jego z mieszkania i potem z zycia.
      • pszczolkalodz Re: Czym był dla was sygnał do rozwodu? pomocy... 05.12.07, 15:50
        hmmm a ja bym powiedziala, ze oboje sie pogubiliscie. Ty nie mozesz
        mu wybaczyc zdrady, co rozumiem w 100%, on nie zrobil nic by zdobyc
        na nowo Twoje zaufanie. Siedzicie w tym blocie oboje. On nie ma
        motywacji do dzialania, pracy, udzielaniu sie w zyciu rodzinnym Ty
        wybuchasz bo tracisz cierpliwosc.
        Jesli kochasz i masz troche sil to ja bym proponowala terapie,
        stawialabym wymagania. To moze wypalic bo m ma swiadomosc, ze to Ty
        rzadzisz w domu, ze on sam bez Ciebie rady nie da. Nie mozna byc
        biernym w takich sytuacjach bo to zabija wasza cala trojke!! Musisz
        dzialac.
        Jesli brak Ci sil to spakuj m i wystaw walizki, moze jak zobaczy ze
        masz dosc to przemysli pewne rzeczy, jak nie to jego problem, Ty
        masz dziecko ktore patrzy na ta chora sytuacje co kaleczy jego
        psychike. Pozdrawiam
        • aron95 Ja Ci radzę 05.12.07, 16:03
          umów się na ta kawę
    • kurka_wodna2 Re: Czym był dla was sygnał do rozwodu? pomocy... 05.12.07, 17:12
      Lodowatym tonem odpowiem.
      Sprawa jest już dawno ustalona- swoje uczucia do Ciebie i chęć
      budowania przedstawił Ci bardzo wyraźnie zdradzając Cię.
      A reszta- to zwykłe pozdradowe życie wynikajace z braku uczuć:
      przemoc, wyżywaniu się na dzieciach, robienie na żlość bo nie może
      patrzeć na swoją rodzinę, próby pozbycia się żony i dzici,
      wykorzystywanie rodziny jako służących, żerowanie na ich pracy i
      finansach, oskarżanie zdradznych o powód zdrady, wyolbrzymianie
      wszystkiego co jest zgodne z aktualnie potrzebną ideologią,
      dorabianie ideologii do potrzeb.
      Nie jesteś pierwszą ani ostatnią szukajacą uczuć tam gdzie ich dawno
      zabrakło.
      Oprócz tego to on powiela to co zna- manipulację, przemoc,
      uzależnienia, wyuczona bezradność, pasożytnictwo.
      Jesteś uzależniona , może zwróc się do kobiecych organizacji.
      Nic nowego na wszystkich znanych mi forach.
      Pozdrawiam
    • nangaparbat3 Re: Czym był dla was sygnał do rozwodu? pomocy... 05.12.07, 17:38
      Nie wystarczy uciec z patologicznej (pod wzgledem psychicznym) rodziny, by
      uwolnic sie spod jej wplywu. Top zostaje na całe życie, choc mozna znacznie ten
      wpływ redukować, głownie terapią.
      On jest nieszczęslliwym, prawdopodobnie nawet chorym psychicznie czlowiekiem, i
      dlatego Cie krzywdzi - nie wytłumaczysz mu, nie wygrasz w dyskusji.
      Ja bym - w sytuacji, gdy czułby sie na tyle dobrze, by w ogóle moc rozmawiać -
      postawiła warunek: leczysz się albo sie rozstajemy. ale mowic mu o tym warunku
      mozesz w sposob wiarygodny dopiero wtedy, kiedy uznasz i zaakceptujesz, ze on
      tez cierpi (ja wiem, że to sie wydaje dziwaczne, ale tak jest).
      Jeśli on nie zacznie sie leczyc, trzeba wiać, bo zmarnujesz siebie i dzicko, a
      jemu to i tak nie pomoże.
      Sobie tez sie przyjrzyj - sama piszesz, ze masz paranoje na punkcie jego zdrady
      i przegladasz mu komórkę.
      To do niczego nie prowadzi.
    • messina Re: Czym był dla was sygnał do rozwodu? pomocy... 05.12.07, 18:20
      Dziękuję Wam. Niby to człowiek sam wie różne rzeczy, ale jak usłyszy od mądrej
      osoby, to jakoś bardziej w to wierzy. We mnie coś się złamało, kiedy dotarło do
      mnie, że nigdy się nie zmieni. Wtedy nagle poczułam, że procz wiary w to
      niewiele mnie trzymało przy nim. Moje uczucia były, starania o związek także, i
      nawet wierzę dalej, że nie jest złym człowiekiem, bo nie jest, znam go tyle lat
      i tyle strasznych rzeczy przeszliśmy razem... Ale mój wydatek energii na ten
      związek nagle przekroczył jakikolwiek zysk, nawet ten przyszło-potencjalny. To,
      że nie poszedł na tę terapię, pokazało mi jasno, że nie zależy mu na naszej
      rodzinie. A z takim człowiekiem nie mogę być.
      • bennaz wrozba 05.12.07, 18:44
        pytanie; czy bedziesz z ojcem sowjego dziecka

        jak nic wyszla mi 'krolowa pucharow'

        od Ciebie zalezy rozwoj tego zwiazku: jestes osoba 'dobrotliwa',
        osoba nadoopiekuncza, sklonna do poswiecen, do nasdskakiwania,
        ulegania, przyciagasz ludzi-ktorymi trzeba sie zaopiekowac, zajac,
        pomoc, bo sa niezaradni..
        'Karta ogromnego samoddania innym'- tu cytat, karta zapomnienia o
        sobie na rzecz innych, w pewnym sensie wlasnej destrukcji.
        Z pewnoscia karta rodziny, dzieci.
        Straszne przeciazenie: wrecz ofiarnosc, niesienie pomocy, przesadna,
        ale z wielkiej troski...
        Ogromna emaptia.
      • jasminowo Re: Czym był dla was sygnał do rozwodu? pomocy... 05.12.07, 20:15
        Powyżej powiedziano już Ci kilka madrych słów. wierzę, że z
        wszystkim dasz sobie radę. Proszę tylko o jeszcze jedno - spójrz na
        swoją córkę. Wahania jakie jej fundujecie ją niszczą. Nie chodzi mi
        o wywołanie w Tobie poczucia winy, bron boże! Zatroszcz się o nią
        proszę. To małe, bezbronne dziecko, które nie radzi sobie z tą
        sytuacją. Dorośli sobie nie radzą a co dopiero kilkulatek. Krzyczała
        na ojca? Nie dziwię się- żal... Teraz wyładowuje złość na innych
        dzieciach. Myślisz, że nie wie, że w domu nie jest ok? Jesteś od
        tego, żeby ją chronić. Poszukaj proszę jakiś publikacji na temat
        dzieci, poradź sie psychologa dziecięcego. Naszym obowiązkiem jest
        chronić te istoty, które sami powołaliśmy do życia... nie prosiły
        nas o to...
        • messina Re: Czym był dla was sygnał do rozwodu? pomocy... 05.12.07, 22:29
          Myślę o niej stale. Problem polega na tym, że ona zawsze męża bardzo kochała,
          nawet jak go gryzła i pluła na niego (tylko na niego), to widziałam, że to z
          bólu, że tata, taki kochający, lubiący się z nią bawić, umiejący się
          zaopiekować, robiący razem z nią kąpiele i biegający na basen - znikł na tak
          długo. Widzę, że on jest jej bardzo potrzebny, i widzę też, że wraz z dzieckiem
          on dojrzewa, że z biegiem czasu jest im coraz lepiej ze sobą, że on wobec niej
          nabiera dobrych cech. To własnie był ten okres jego rozwoju, na który tak
          liczyłam. Wiem, że dziecku lepiej jest w domu spokojnym, zrównoważonym
          uczuciowo, rozmawiałam nieraz o tym z moją terapeutką, ale widzę, jak bardzo ona
          go kocha i jak drży czasem, że "tata nas zostawi", choć ja nigdy o mężu przy
          niej nie mówiłam źle i nigdy takich słów nie używałam. To wobec mnie teraz
          zachował się źle, wobec niej jest nadal OK. Ale czy mogę mieć pewność, że kiedyś
          (większe dziecko=większy problem) nie rzuci się tak na nią? Wprawdzie nigdy na
          nią ręki nie podniósł, już ja czasem daję klapa, nie on. Nie wiem, jak to się
          skończy. Muszę pokonać strach przed powiedzeniem, że to koniec. Nie boję się być
          sama, dam sobie radę. Tylko tego przełomu się boję, przejścia z "kochamy się
          (jakoś tam), jesteśmy parą" do "jesteśmy obcy, nasze drogi się rozchodzą"
          • sylwiamich Re: Czym był dla was sygnał do rozwodu? pomocy... 05.12.07, 23:07
            Messina...bo wy obydwie jesteście uwikłane w ten syf.Ty się boisz,
            dziecko się boi razem z Tobą.A poza tym Wy się nie kochacie.Ani Ty
            jego, ani on Ciebie.To tylko ułuda spowodowana kołomyją wokół Was.
            • jarkoni Re: Czym był dla was sygnał do rozwodu? pomocy... 05.12.07, 23:48
              messina, staram się zrozumieć całą Waszą skomplikowaną sytuację, ale mam jednak
              jakieś "ale"..
              Po pierwsze to jest relacja jednostronna, on się bronić nie może.
              I niby nie musiałby wcale, całość Twojej historii przyjąłbym za pewnik, ale..
              Jako wredna męska szowinistyczna świnia zapytam:
              JAKIM PRAWEM ZAGLąDAłAS DO JEGO KOMóRKI?
              Skąd się dowiedziałaś o Małgoni? Bo przeglądałas jego komórkę po cichu bez jego
              wiedzy?
              Tutaj tracę cały szacunek..
              Poza tym napisałaś jasno, że Cię nie zdradził, tylko tak myślisz..
              A opisane sytuacje są jak w "Misiu" stwierdzenie, ze pytania są tendencyjne..
              Oczywiście opisałaś jaki z niego zły facet, nie pracuje, Ty utrzymujesz rodzinę
              i o nią dbasz.
              Czemu nie uciekasz?
              I wraca moje pytanie: pozwolił Ci gmerać w swojej komórce? Kieszenie też mu
              trzepiesz? Spóźnienie z pracy wyliczasz do ilu minut?
              Bo podobno raz się spóźnił "aż" 1,5 godziny.
              Ja potrafiłem się spóźnić i ze 6, zmordowany i wściekły.

              Oczekuję nagonki Pań, szczególnie tych grzebiących mężom po kieszeniach,
              szperających w komórkach i komputerach..
              Tutaj tracę
              • messina Re: Czym był dla was sygnał do rozwodu? pomocy... 06.12.07, 00:15
                Ależ odpowiem Ci, tchórzliwa nie jestem, jak mi mądrze wytłumaczą, to i swoją
                winę chętnie przyznam, bez problemu. Kwestia z komórką jest śliska, wiem. Było
                tak, że odkryłam jego zdradę (była, była, sam się wyspowiadał i beczał jak
                baran, że kocha, że idiota, że nigdy itp - totalna skrucha) przez SMSa, ale
                głupek sam mi prosił, żebym przyniosła mu ją do wanny, bo się kąpał, no to z
                dobrego serca otworzyłam SMSa, żeby nie pomoczył telefonu,a wtedy jeszcze miał
                całe moje zaufanie i moja styczność z tym potworem z antenką ograniczała się do
                np sprawdzania mu w niej czegoś, jak ją {notorycznie zostawiał w domu). Od czasu
                zdrady czasem sprawdzałam ją, przyznaję, wstyd mi, ale lepsze to było niż
                gryzienie się straszne w duchu, bo zwykle robiłam to, gdy miałam jakąś poważną i
                strasznie dołującą wątpliwość na jakiś temat. Ale było to podkreślam,
                sporadycznie, poza tym mąż wiedział o tym (choć "pod stołem") i nigdy jej nie
                chował, nie zasłaniał hasłami itp. Chyba też mu było łatwiej, że moja paranoja
                przejawiała się nie nękaniem, tylko po cichutku sobie coś tam zobaczyłam i miał
                spokój. Kieszeni nie przeglądałam, jego maili też nie. Chodziło tylko o tę
                zasraną komórkę, której w mojej wyobraźni już urosły rogi i ogon, i która w
                sumie służyła mi tylko zaleczeniu jakiejś wyjątkowo dręczącej kwestii. Sprawa
                druga: nie chodzi o to, że się spóźnia ileś tam, bo spóźna się norotycznie
                wszędzie i zawsze, ale o to, że jakby to ująć - wraca i nic nie mówi. Zwykle
                wchodzisz spóźniony i mówisz, Ale jestem wkur..iony, bo .... A tu nic. Człowiek,
                który okłamuje Cię nagminnie, że oddał pranie do magla, choć od miesiąca wozi je
                w bagażniku itp - sorry, ale od razy zaczyna to głupio pachnieć. Ironią losu nie
                jestem osobą z charakteru zazdrosną i w sumie jakos przełknęłam, że jego ...
                sobie dotykał ... jakiejś niuni, ale to OSZUSTWO!! Że nie wspomnę o tym, że
                byłam w ciąży, a seksu były jeszcze więcej niż normalnie, jakoś tak na mnie
                hormony wpłynęły dziwnie. W ciąży utyłam 7 kg, w wieloryba jak widać, nie
                zamieniwszy się wcale.
                Rzecz trzecia: nie napisałam, że taki zły z niego facet, be, bo wtedy nie
                miałabym problemu z odejściem, a zapewne wcale bym się z nim nie związała, bo
                dwa lata mieszkaliśmy razem przed ślubem i miałam rozumek i okazję, żeby go
                poznać. I wierz mi - nigdy nie wykazywał choćby minimalnych oznak, że takie coś
                z niego wylezie. Właśnie napisałam, że w sumie jest dobrym facetem, który miała
                fatalnego pecha do tatunia i ciotuni, która go wychowała. Im bardziej ich znam,
                tym bardziej sie dziwię, że w ogóle nie wyrósł z niego jakiś patologiczny
                dziwoląg albo psychopata. I dlatego wciąż z nim jestem, tym bardziej, że
                ostatnie pół roku było naprawdę... dawało nadzieję, nawet osobie tak mało
                łatwowiernej, niż ja. Ale to, co napisałam w 1 poście, też jest faktem. Dlatego
                tak trudno. A mąż na pewno mnie kochał bardzo (kocha?), wiele dla mnie
                poświęcił, wiele razy wykazywał czułość i wrażliwość. I to też prawda.
                • jarkoni Re: Czym był dla was sygnał do rozwodu? pomocy... 06.12.07, 23:34
                  Zrozumiałem...
                  Jeśli tak, nie miałem racji
              • sylwiamich Re: Czym był dla was sygnał do rozwodu? pomocy... 06.12.07, 08:10
                jarkoni napisał:
                > JAKIM PRAWEM ZAGLąDAłAS DO JEGO KOMóRKI?
                > Oczekuję nagonki Pań, szczególnie tych grzebiących mężom po
                kieszeniach,
                > szperających w komórkach i komputerach..

                O..nastepny Pan Manipulantsmile)Oczywiście każda kobieta która się
                wypowie w tym temacie, będzie "poszukiwaczem w każdym mężczyżnie
                szowinistycznej świni" i "grzebiącą w komórce i kompie męża".
                Nie tak dawno ktoś dość mądrze wypowiedział się, że może warto
                byłoby zawsze robić badania stwierdzające ojcostwo.Skończyły się
                czasy zniewolenia ekonomicznego kobiety,braku możliwości
                zabezpieczenia się, więc czemu nie prawda?
                Wiesz Jarkoni dlaczego kobiety grzebią w komórakch i kompach
                mężczyzn?Bo dzięki temu jest wysoka wykrywalność zdrad, romansów i
                innych ściem męskich.
                Ocvzywiście "najlepiej" byłoby pogonić zdrajcę i nie musieć go
                sprawdzać na przyszłość.Ale wiele kobiet stosuje zasadę znaną w
                resocjalizacji.Zasadę ograniczonego zaufania.A czyż facet nie
                popełnił zbrodni?Oczywiście można od kobiety wymagać aby zapomniała
                o wszystkim, dała następny, odnawialny kredyt zaufania.Aby była
                wspaniała?Ńiemalże święta?Aby uporała się ze swoimi lękami i nie
                nękała mężusia wiarołomcy? Nie bronię tu przypadków kobiet które
                kontrolują swojego męża na każdym kroku, obsesyjnie zazdrosnych.
                • munieca Re: Czym był dla was sygnał do rozwodu? pomocy... 06.12.07, 08:28
                  Moj mąż sprawdzal moja komorkę, moje maile, wszystko w kompie...Ale oczywiscie
                  szowinistycznej świni można to wybaczyć.Nawet skopiowal sobie całą moją ksiazke
                  telefoniczną.A wiecie gdzie w nocy trzyma swój fon? Pod materacem w
                  łózku....hehehehhe
                  Pierwsza sprawa 20 grudnia, ten facet ma gest...cudowny prezent dla rodziny na
                  święta.
                  • sylwiamich Re: Czym był dla was sygnał do rozwodu? pomocy... 06.12.07, 08:36
                    A ma powody, czy to tylko jego hobby?smile)
                    • munieca Re: Czym był dla was sygnał do rozwodu? pomocy... 06.12.07, 09:16
                      Kiedys myślałam, że to facet bez polotu, fantazji....a tu masz...Zapytuje mnie o
                      mojego rzekomego kochanka tudziez "jebakę" a ja wciąż rozglądam sie dookoła jak
                      mogłam to przegapić hahahaha
                      Fantasta, zeszlej zimy posuwał jakaś lalunie , więc chyba nie wierzy ,że mozna
                      godzic sie na rozwód bez oporów i przede wszystkim bez "miecia" jebaki.
                      • sylwiamich Re: Czym był dla was sygnał do rozwodu? pomocy... 06.12.07, 09:30
                        Hihi...mój były tez mnie zaskakiwał.....rozbieżnością swoich
                        zainteresowań.W jego sypialni zastałam: Pół litra (nigdy nie pił ani
                        kropli), sałatkę która zrobiłam na zimę (zawsze żle gotowałam),
                        biblię (kłamca i manipulant) oraz filmy porno (nie lubił seksu...był
                        brudny)smile))Komórkę tez mi trzepał, śledził mnie, włamywał się do
                        skrzynki mailowej.A nie musiałsmile))...sama mu powiedziałam wszystko.
                • dirtydevil nie wolno NIKOMU 06.12.07, 23:29
                  grzebadz w czudzych rzeczach, kobietom, mezczyznom - obojetne

                  WARA OD CUDZYCH RZECZY i koniec!

                  to jest wyjatkowo glupi tekst:
                  > Wiesz Jarkoni dlaczego kobiety grzebią w komórakch i kompach
                  > mężczyzn?Bo dzięki temu jest wysoka wykrywalność zdrad, romansów i
                  > innych ściem męskich.

                  kobiety tez zdradzaja
              • z_mazur Re: Czym był dla was sygnał do rozwodu? pomocy... 06.12.07, 10:21
                Jarkoni nie wiem jak panie, ale ja sam byłem zdradzony i doskonale
                wiem co czuje wtedy człowiek.

                Nie chciej nigdy być w takiej sytuacji gdy wiesz, że coś jest nie
                tak (zakładając, że nie jesteś paranoikiem), a ta druga strona w
                żywe oczy zapewnia Cię, że wszystko jest ok, gdy zaczynasz tracić
                poczucie rzeczywistości, gdy zastanawiasz się czy to z Tobą jest coś
                nie tak i masz co do tego poważne wątpliwości (bo może rzeczywiście
                jesteś paranoikiem). Nie życze Ci tego bo sam to przeżyłem i powiem
                Ci, że z dużą dozą prawdopodobieństwa jestem przekonany, że
                zachowywałbyś sie w takiej sytuacji dokładnie tak samo.
                • 3renifery Re: Czym był dla was sygnał do rozwodu? pomocy... 06.12.07, 19:45
                  mi mąż wmawiał paranoję. że mi się wydaje, że się spotyka. że mi się
                  wydaje, że udostępnił mój pamiętnik swojej "tylko przyjaciółce".
                  uwierzyłam. zaczęłam się leczyć u psychiatry... i okazało się, że to
                  nie paranoja.
                  • z_mazur Re: Czym był dla was sygnał do rozwodu? pomocy... 07.12.07, 09:28
                    No właśnie, ze mną było podobnie. Zacząłem uważać, że to ze mną jest
                    coś nie tak, że mam obsesję i jestem chorobliwie zazdrosny. W
                    zasadzie o to, że doszedłem do takiego stanu emocjonalnego mam
                    większe pretensje, niż o to że zostałem zdradzony.
                    • sylwiamich Re: Czym był dla was sygnał do rozwodu? pomocy... 07.12.07, 10:53
                      Prawda?Gdyby powiedziała prawdę...Ty nie musiałbyś robić z siebie
                      idioty.Mógłbyś mieć szacunek do niej i nie zabrudziłąby tak bardzo
                      tego co było między wami.
              • milenium5 Re: Czym był dla was sygnał do rozwodu? pomocy... 06.12.07, 20:03
                Jarkoni, jak taka głupia byłam co to nigdy komórki, poczty... I nic
                nie podejrzewałam gdy mój maż sypiał z komórką wyłączonym dźwiękiem.
                Wierzyłam w męskie mecze do trzeciej w nocy. W spanie u kolegi. I
                teraz gdy wiem już o wszystkim wszyscy mówią: jak mogłaś być taka
                naiwna. A mój mąż Gdybyś powiedziała coś wcześniej, zaportestowała,
                może nie posunąłbym się aż tak daleko... Więc może te ktedyt
                zaufania to wcale nie jest taki dobry pomysł... Ale ja się mogę
                mylić, bo mocno pogubiona jestem.
                • munieca Re: Czym był dla was sygnał do rozwodu? pomocy... 06.12.07, 20:08
                  żadnych kredytów...moj po pół roku od rozstania z lalunią twierdził , że sie z
                  nią nie kontaktuje.Pech chciał , że dal mi swój tel do wysłania smsa, jego
                  aparat zapamietuje numery ostatnio wysłanych.Ha! Zgadnijcie czyj numer był
                  ostatni...
                  A tak się starał , czyścił, kasował.....jak pech to pech...
    • marek_gazeta Nie zarabia, zdradza, co to za facet? 06.12.07, 08:45
      Nie wiem, na ile Twoja relacja jest obiektywna, ale jeśli podstawowe fakty są prawdziwe, to facet nie ma ambicji i honoru. Kiepski egzemplarz.

      No, chyba, że ma gust do krawatów, to by go jakoś tłumaczyło.
      • sylwiamich Re: Nie zarabia, zdradza, co to za facet? 06.12.07, 08:52
        Marku...ja mam "gust do krawatów", do tego obiad ugotuję, pomiziam,
        pogadam....wink)
        • julka1800 Re: Nie zarabia, zdradza, co to za facet? 06.12.07, 10:01
          Sylwio, do swojej oferty zapomnialas dorzucic zdjeciatongue_outPP
          To ostatnio w modzietongue_outPP, nie wiedzialas?

          tongue_outPP
          • anja_pl Re: Nie zarabia, zdradza, co to za facet? 06.12.07, 10:20
            julka,
            po twoim wpisie wiele rzeczy mi sie nagle wyjaśniło wink))
            • julka1800 Re: Nie zarabia, zdradza, co to za facet? 06.12.07, 10:27
              Juz sie bojetongue_outPP a co sie wyjasnilo???
          • sylwiamich Re: Nie zarabia, zdradza, co to za facet? 06.12.07, 22:37
            julka1800 napisała:

            > Sylwio, do swojej oferty zapomnialas dorzucic zdjeciatongue_outPP
            > To ostatnio w modzietongue_outPP, nie wiedzialas?
            >
            > tongue_outPP


            Nigdy!!!Niech ktoś wreszcie poleci na moje przymioty ducha, nie na
            dupęwink))
      • messina Re: Nie zarabia, zdradza, co to za facet? 06.12.07, 14:17
        Dupa, nie taternik, co? Zgadzam się. Ale cóż, ma swoje zalety, i to z tych
        raczej obiektywnych. I tu jest ratler pogrzebany. A gust do krawatów i
        wszystkiego innego ma, skubaniec jeden, na naprawdę dużym poziomie - czasem
        sobie nawet ciuchy pozwalam wybierać, bo wybierze lepsze niż ja. I gotować umie
        i gotuje. I zazwyczaj taki z niego serce-człowiek, psy i dzieci uwielbia, a psy
        i dzieci jego. Tylko wyłazi takie coś potem i człowiek ma ochotę iść i zmienić
        nazwisko, byle sie nie nazywać, jak on.
        • julka1800 Re: Nie zarabia, zdradza, co to za facet? 06.12.07, 15:48
          Wiesz co Messino? Twoj pierwszy wpis znacznie rozni sie od tego
          dzisiejszego. Czyzby czorajszy pisany byl pod wplywem emocji?
          • messina Re: Nie zarabia, zdradza, co to za facet? 06.12.07, 22:25
            W pewnym sensie, ale to wszystko prawda. A dziś piszę trochę inaczej, bo mi
            nagle zwisło to wszystko, chyba pierwszy raz od 10 lat. I od razu mi się humor
            poprawił. I od to chyba od razu wyczuł, cwaniak, bo od razu się zrobił jakiś
            bardziej cywilizowany, choć dalej się nadyma. Jak się chce odymać, niech się
            odyma. Ja i tak jestem na dobrej drodze do rozwodu, i bardzo sie cieszę, że moja
            psychika wykonała taką pozytywną woltę. I szczerze mówiąc, spora w tym Wasza
            zasługa ! smile)) Więc bardzo bardzo duże DZIĘKUJĘ!!!
            • jarkoni Re: messina 06.12.07, 23:48
              Moja chyba w tym wszystkim zasługa najmniejsza, bo adwokatem byłem (oby nie
              diabła), broniłem tylko praw do prywatności...
              Ale wyjaśniłas to skutecznie.
              A ja hmm, chciałbym trochę z innej beczki.
              Tylko trochę strach, bo się mogą niektórzy śmiać smile
              Mianowicie Twój ostatni post utwierdził mnie w przekonaniu, że pisujesz niemal w
              stylu Chmielewskiej (Joanny zresztą), kto dobrze się przyjrzy, ten niuanse zauważy.
              A to oznacza, ze już Cię sympatią darzę.
              A teraz konkret: ostatnia taka, którą darzyłem widoczną sympatią- obraziła się,
              uciekła od nas i założyła własne forum...
              Już czuję niebezpieczeństwo
              • messina Re: messina 07.12.07, 09:55
                Bez obaw, inteligencja mnie nie przeraża, jeśli już, to głupota. smile) A jako
                osoba pisująca (do szuflady), za opinię chmielewsko-pochodną mogę być tylko
                wdzięczna smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka