Dodaj do ulubionych

I że cię nie opuszczę aż do śmierci.

23.12.07, 22:27
Czy zdawaliście sobie sprawę z wagi tych słów stojąc przed ołtarzem? Czy to
nie za długa perspektywa? Ludzie dziś żyją dużo dłużej niż autorom tych słów
się wydawało, czyha na nich tak wiele pokus.
Czy przysięganie czegoś takiego w młodym wieku nie świadczy o braku wyobraźni?
Czy, gdyby ludzie myśleli, wypowiadaliby te słowa?
Obserwuj wątek
    • tricolour Co proponujesz w zamian? 23.12.07, 22:34
      Kontrakt czasowy? Warunkowy?
      • aron95 Kiedyś już był taki temat i proponowałem 23.12.07, 22:38
        5 letni kontrakt przedmałżenski (takie małżeństwo na próbę )a po nim właściwe
        małżeństwo .
        • tricolour To tylko odwleczenie decyzji... 23.12.07, 22:42
          ... a nie rozwiązanie problemu przysięgi. Poza tym po 5 latach ma się z reguły
          dzieci, więc co?
          • aron95 Re: To tylko odwleczenie decyzji... 23.12.07, 23:47
            Jest się panną z dzieckiem a nie rozwódką . Tylko tyle
            • zimnokrwista_bestia Re: To tylko odwleczenie decyzji... 23.12.07, 23:51
              Wbrew pozorom dla niektórych kobiet to: aż tyle.
    • der1974 Re: I że cię nie opuszczę aż do śmierci. 23.12.07, 22:49
      Tak zdawałem sobie sprawę i do końca chciałem wypełnić tę obietnicę.
      W pewnym momencie starania stały się bezprzedmiotowe. Na siłę nie
      można nikogo uszczęśliwiać.
      • nicol.lublin Re: I że cię nie opuszczę aż do śmierci. 23.12.07, 23:13
        popieram der'a. ja też wiedziałam co mówię, szkoda, że mój mąż nie
        wiedział sad
    • zimnokrwista_bestia Re: I że cię nie opuszczę aż do śmierci. 23.12.07, 23:23
      Nie lubię rzucać słów na wiatr. Dawać pustych obietnic. Zdawałam sobie sprawę, że po czasie "biologicznej", "hormonalnej" miłości pojawi się coś innego, spokojniejszego i dojrzalszego. Dlatego wiedziałam, że nawet, jeżeli pojawi się jakaś pokusa, będę w stanie się jej oprzeć, że nawet jeżeli pojawi się jakiś kryzys, będę próbowała coś z nim zrobić. Między innymi dlatego jest mi źle, że nie mogłam dotrzymać danego również sobie słowa, przyrzeczenia złożonego także moim, przyszłym wtedy, dzieciom.
    • kasiamasia Re: I że cię nie opuszczę aż do śmierci. 24.12.07, 02:02
      W momencie skladania przysiegi mialam nadzieje ze skladam ja do konca zycia. Ale
      moj Ex postawil mnie przed fatem dokonanym, wyprowadzajac sie do swojej
      kochanki. Mam wystraczajaca ilosc dowodow na przeprowadzenie uniewaznienia Slubu
      koscielnego, ale to oznaczaloby z punktu widzenia formalnego ze moj syn urodzil
      sie jako dziecko nieslubne. Nigdy nie moglabym tego zrobic mojemu dziecku.......
      Ja skladajac moja przysiege, robilam to w sposob swiadomy i zyje z jej
      konsekwencjami
      • otara Re: I że cię nie opuszczę aż do śmierci. 24.12.07, 07:22
        wydaje mi się że taka przysięga nieco odbiega od realiów
        dzisiejszego swiata...wystarczy popatrzeć na statystyki rozwodów
        dodając do tego separacje te sądowe i nieformalne...a może tekst tej
        przysięgi powinien być nieco zmieniony ?? po jaką cholerę ludzie
        mają się wzajemnie okłamywać na samym starcie ???
      • tricolour Dziecko nieślubne? 24.12.07, 08:08
        A skądże taki znów pomysł? Przyznaję, że bardzo wygodne wytłumaczenie własnej
        bierności w sprawie ślubu kościelnego. Pytałas dziecko o zdanie? Możo ono
        chciałoby, by matka miała porządek ze swoim stanem cywilnym... bez zbędnych
        kombinacji.
        • nangaparbat3 Re: Dziecko nieślubne? 24.12.07, 14:39
          Skoro slubu nie było, to dziecko nieślubne.
          Jasne, proste, logiczne, oczywiste.
          • tricolour Biorąc pod uwagę liczbę katolików... 24.12.07, 14:54
            ... to 85% populacji wzięła się bez ślubu, bo nie miała katolickiego ślubu
            kościelnego?

            Teraz decyduj: pokora lub logika.

            • nangaparbat3 Re: Biorąc pod uwagę liczbę katolików... 24.12.07, 14:58
              Otwartość.
              Ze ślubem bez slubu, dziecko to dziecko i nic ważniejszego nie ma.
              • tricolour Skoro otwartość... 24.12.07, 15:07
                ... to mając ślub cywilny dziecko jest ślubne. Ślub kościelny (każdej wiary)
                jest dodatkiem w rozumieniu przepisów prawa i może go nie być.
          • tricolour Swoją drogą to jest ciekawe... 24.12.07, 15:03
            ... bo zaobserwowałem, że im kto dalej od zasad wiary tym bardziej broni tego
            ślubu kościelnego nie zgłębiając się w istotę nieważności małżeństwa.

            Podejrzewam, że nierozerwalność małżeństwa kościelnego jest jedyną trwałą
            rzeczą, na której stoi wątła wiara. Wywiodłem to z wielu rozmów z różnymi
            ludźmi, płytko i głęboko wierzącymi. Ci głębiej wierzący traktują proces o
            nieważność w kategoriach normalnej sprawy urzędowej jasno wynikającej ze znanych
            im przepisów.
      • marie.walewska Re: I że cię nie opuszczę aż do śmierci. 25.12.07, 12:27
        Znow wychodzi brak zrozumienia prawa koscielnego. Malzenstwo nie
        jest "uniewazniane" tylko uznawane za niewaznie zawarte. Czego
        implikacja jest zwolnienie z przysiegi, a nie uznanie "za niebyle"
        calego okresu malzenstwa. Dzieci ze zwiazkow uznanych za niewaznie
        zawarte nadal pozostaja dziecmi "legalnymi".
        Za: www.kosciol.pl/article.php?story=20050118141814825
        "[...] Dzieci mimo prawomocnego wyroku Sądu Kościelnego są uznawane
        jako małżenskie i posiadają takie same prawa, jak dzieci zrodzone w
        ważnie zawartym małżenstwie.
        Mgr lic prawa kanonicznego Małgorzata Baran"

        Pozatym jest kwestia "dowodow" o ktorych kasiamasia pisze. Zdrada
        malzenska i opuszczenie rodziny same w sobie nie sa powodem do
        uznania malzenstwa za niewaznie zawarte.
    • sadaga Re: I że cię nie opuszczę aż do śmierci. 24.12.07, 09:27
      Ja wypowiadałam te słowa świadomie. Dla mnie ta przysięga ma
      znaczenie. W przeciwnym razie nie brałabym slubu kościelnego.
      Przykro mi tylko że dla mojego męża okazały się one nieistotne.
    • lilyrush Re: I że cię nie opuszczę aż do śmierci. 24.12.07, 09:52
      Zaraz mi powiecie, ze ide na łatwizne...
      Rózne rzeczy oiecywam mojemu prawie eksowi, ale na pewno nie
      prysiegałam mu jednego- że będę z nim nieszczesliwa az do śmierci.
      Da mnie ta cześci "do śmierci" zawsze bardizej sie odnsiła do
      sytuacji choroby, zniedołelżnienia, starosci, kiedy zwyczajnie
      wygodniej jest odejsc niz byc z drugm czlowiekeim.
      I czy byłam swiadoam jak to mówiłam- byłam. Mało kto bierze ślub z
      załzeniem rozwodu. Mój eks też był i nawe mi ślubował miłosc, tylko
      jakaś wypaczona mu potem wyszła wink
      • scriptus Re: I że cię nie opuszczę aż do śmierci. 24.12.07, 10:59
        Pytanie, czy kontrakt małżeński powinien obowiązywać aż do śmierci?
        Jednym z celów zawarcia małżeństwa na ogół jest spłodzenie i
        wychowanie dzieci. Dlatego uważam, że okres wychowania dzieci jest
        okresem bezdyskusyjnym, tyle małżeństwo powinno trwać.
        A co potem? Czemu odwieczne prawa kościelne, społeczne itd. dyktują
        dożywotnie trwanie więzów małżeńskich? Po co pozostawać we
        wspólnocie ekonomicznej i emocjonalnej po wychowaniu dzieci?
        Patrząc na tych starszych ludzi, którzy jednak, mimo przeciwności
        losu przeżyli w parze, myślę, że to ma głęboki sens. Lepsza jest
        starość we dwoje, kiedy ludzie wzajemnie się sobą opiekują,
        wzajemnie sie wspierają i nie są obciążeniem dla dzieci, albo
        społeczeństwa. Inaczej czeka nas świat męczących i uprzykrzonych
        samotnych staruszków w domach starców, dająch sie we znaki
        wszystkim, sobie wzajemnie, obsłudze domu starców i społeczeństwu,
        bo wiadomo, że tacy samotni, nieszczęśliwi ludzie więcej chorują. I
        to między innymi przed tym zjawiskiem zapewne nas chciał ustrzec
        Kościół, a także cywilni prawodawcy, dyktując dożywotni kontrakt
        małżeński. Patrząc na rodziców, dziadków, którzy do śmierci
        pozostawali we względnie zgodnym stadle, opiekowali sie sobą
        wzajemnie, byli dla siebie prawdziwymi przyjaciółmi, mogę tylko
        pozazdrościć.

        Ja zapewne będę tym staruszkiem z domu starców. Wiem, w weekendy
        mnie będą odwiedzać dzieci i będe mógł dać czekoladę wnusiom,
        pogłaskać je po główce. A przez resztę tygodnia, ale będę
        upierdliwy, ale dam popalić innym staruchom..... smile))))
        • 4tore Re: I że cię nie opuszczę aż do śmierci. 25.12.07, 10:23
          Hey, Scriptus, oplulam sobie kompa ze smiechu...co to za wizje -
          wesolw jest zycie staruszka? Co to za wizje domu starcow etc. i
          jakiejs zamierzonej z gory upierdliwosci...co prawda paraliz
          postepowy naj...trafia glowy, poza tym mam przed oczyma parke
          przecudnej urody staruszkow z Muppet Show (tych zgryzliwych,
          komentujacych wszystko z balkonu) smile)
          Nikt Ci nie zagwarantuje opieki na starosc, najblizsza rodzina tez
          nie. Zadne przysiegi tego nie gwarantuja. Mozesz ewentualnie sobie
          uskladac co nieco na cienkie czasy i miec oficjalnego niezaleznego
          wykonawce Twojej woli (a chocby i notariusza, jak juz ma byc tak
          powaznie o starosci i umieraniu).
          Czasami przysiegaja ludzie zupelnie nieodpowiedzialni, czasami
          powtarzaja slowa przysiegi jak za katechetka wyuczony paciorek,
          czasami po prostu wycieraja sobie ta przysiega usta po kolejnym
          klamstwie. Zinterpretuj to sobie indywidualnie np. Dostojewski mial
          racje, wszyscy ludzie sa podli, etc.
          A mnie najbardziej nie podoba sie ten kawalek o posluszenstwie, bo
          dusza we mnie rogata i nieposluszna. Niech diabli wezma cale to
          liberalne wychowanie...
        • a.niech.to Re: I że cię nie opuszczę aż do śmierci. 25.12.07, 10:43
          scriptus napisał:

          Patrząc na rodziców, dziadków, którzy do śmierci
          > pozostawali we względnie zgodnym stadle, opiekowali sie sobą
          > wzajemnie, byli dla siebie prawdziwymi przyjaciółmi, mogę tylko
          > pozazdrościć.
          Zatocz wzrokiem nieco dalszy krąg, a zobaczysz pary, których prócz
          wzajemnej złośliwości, niechęci i zgorzknienia nic już nie łączy.
          Szczęśliwcy stanowią wyjątek.
          > Ja zapewne będę tym staruszkiem z domu starców. Wiem, w weekendy
          > mnie będą odwiedzać dzieci i będe mógł dać czekoladę wnusiom,
          > pogłaskać je po główce. A przez resztę tygodnia, ale będę
          > upierdliwy, ale dam popalić innym staruchom..... smile))))
          Jeśli tak sobie wyobrażasz starość, zapewne taką ją uczynisz. I znów
          zachęcam Cię do wyłuskania z tła tych osoób, które tak sobie
          urządziły starość, że stanowi ona całkiem niezłą część ich życia.
          • scriptus Re: I że cię nie opuszczę aż do śmierci. 27.12.07, 14:08
            Jasne, troszke przejaskrawiam, dzieląc staruszków na tych pogodnych,
            żyjących w zgodnym stadle i upierdliwych, zgorzkniałych, samotnych.
            Wszystko po to, by siebie, w sumie dość pogodnego człowieka, któremu
            się jednak nie ułożyło, więc w tej pierwszej grupie się nie znajdę,
            umieścić w tej drugiej grupie, do której raczej nie pasuję, zbyt
            duży kontrast z moją osobowiścią. Nie dziwię się, że oplułaś monitor
            ze śmiechu, bowiem życie nie jest czarnobiałe i z reguły żaden
            bipolarny podział w pełni prawdziwy.
            Prawdopodobnie, na 99,9% nie będzie mi dane dożyć moich dni z moja
            żoną, ale też na 99,9% nie grozi mi przyszłość złośliwego samotnego
            staruszka z muppet show smile))) to tylko taki eksperyment myślowy.
            • a.niech.to Re: I że cię nie opuszczę aż do śmierci. 27.12.07, 14:57
              Teraz już jestem spokojna, że nie uraziłam Cię wigilijną wizytą.
              Miewam dość specyficzne poczucie humoru.smile))))
    • yoginka_pl Re: I że cię nie opuszczę aż do śmierci. 27.12.07, 11:17
      Ja składałam tą przysięgę świadomie i szczerze chciałam byc aż do
      śmierci z moim facetem. Myślałam, ze on ma takie same intencje. Moze
      i miał, choć tu pewności dziś już nie mam.

      Dziś nie uwierzę już w takie słowa "...aż do śmierci..." nikomu.
      Nie mozna skaładac takich przyrzeczen, to absurd, takie gadanie
      szalonych/naiwnych ludzi. I ja osobiście nigdy juz nikomu tego nie
      będę przysięgać m.in. dlatego nie będę strała się o koscielne
      uniewaznienie małzeństwa.

      Małżeństwo powinno kończyć się (stawać nieważnym) gdy obie strony
      zgodnie tego chcą. Jakie to proste.
      • yoginka_pl Re: I że cię nie opuszczę aż do śmierci. 27.12.07, 11:30
        i jeszcze jedno
        W przypadku ślubu kościelnego takie słowa to branie
        odpowiedzialności nie tylko za siebie. I to nie jest fair. Dziś
        ponosze odpowiedzialnośc (zycie w grzechu) za lekkomyslnośc mojego
        męża. Uwazam, ze mozna wymagać odpowiedzialnosci tylko i wyłącznie
        za swoje czyny i słowa.

        Kiedy skaładałm przysiegę małżeńską byłam NAIWNA i czuję się
        wpuszczona w maliny przez Kościól.

        • tricolour Niezły tekst... 27.12.07, 13:48
          Kombinacja alpejska jak tu zwalić winę na kogos innego, bo:

          1. Nie ponosisz dziś odpowiedzialności za lekkomyślność męża, bo nikt Cie nie
          zmusił do życia w grzechu. Można zyć samemu.

          2. Nie musiałaś brać ślubu kościelnego więc to nie Kościół wpuścił Cię w maliny
          tylko sama podjęłaś decyzję.

          Za co masz pretensję do Kościoła? Za to, że sama CHCIAŁAŚ slubu kościelnego? Za
          to, że TOBIE się rozsypało małżeństwo? Za to, że TY byłaś naiwna?

          Może też za to, że żyjesz?
          • yoginka_pl Re: Niezły tekst... 27.12.07, 14:25
            Można żyć samemu. Napisz moze ze Ty mogłbys. Ja nie potrafię zyc
            sama. Nie rozumiesz takiej sytuacji. Potrzebuję drugiej połówki jak
            powietrza (a przeciez jestesm stworzona na wzór i podobieństwo
            Boga). Jesli tak to On chciał, zebym tej połowki potrzebowała. Ale
            Ty tri tego nie zrozumiesz. Dla Ciebie swiat jest czarny albo biały
            bez szarosci. Do zrozumienia potrzeba trochę wrażliwości, a tego Ci
            brak. Nie rozumiesz tego co czuję, o czym piszę tak samo jak ja nie
            rozumiałam zgrozy tej całej chorej przysięgi "do smierci". Nie wiemy
            co stanie się jutro... co zrobimy w konkretnej sytuacji a juz wiara
            w to, ze małżonek nie opuści nas do smierci to totalna głupota.
            Teraz to widzę. Niestety fakcie.

            Nie musiałam i nigdy wiecej nie zamierzam brac slubu koscielnego. W
            przeciwieństwie do Ciebie bo Ty nadal wierzysz w "az do smierci"
            zarówno swoje jak i Twojej wybranki. Czasami niektórym się udaje az
            do smierci. Tylko po co skazywac tych którym się nie udało na bycie
            samemu (nie mylic z samotnoscia). Kogo skrzywdze jesli związę się z
            kimś. NIKOGO. A i moje sumienie nie wyrzuca mi tego grzechu. Czuję
            się tylko wyrzucona z Kościoła za nic. Za jakąs chorą przysiege. Za
            przysięge, która jest narzucona przez Kosciól.

            Pytasz czy mam pretensje o to ze zyję:
            No ja się na swiat nie pchałam. Podobnie jak nikt mnie nie pytał czy
            mam ochotę walczyć o niebo czy piekło (zastosowałam tu duzy skrót
            myslowy). Gdyby mnie zapytano to odpowiedziałabym, ze wolę zostać w
            niebycie. Nie było mi tam źle :o))))))))) tutaj jest o wiele gorzej.
            • yoginka_pl Re: Niezły tekst... 27.12.07, 14:27
              tri
              czasmi nie warto kruszyc kopii o tradycje czy wartosci, bo po latach
              okazuje się ze mozna inaczej. I tak było już w Kościele, był czas,
              ze prowadził wojny a teraz tego się wstydzi.
            • tricolour Czyli Bóg jest winny... 27.12.07, 14:32
              ... że Cię taką stworzył. A ja myślałem, że kobiety same stanowią o sobie, a nie
              są bezwolnymi kukłami w przekornych rękach Boga.

              Mówiąc serio: nie chcesz wziąć odpowiedzialności za grzech zycia w kolejnym
              związku, to zwalasz winę na Boga (że Cię jakąś stworzył) na Kościoł (że Cię
              wyrzucił, choć wcale Cie nie wyrzucał) na przysięgę (która sama chciałaś składać)

              A możesz przecież odważnie powiedzieć, że sama się zdecydowałaś na życie w
              grzechu godząc się z konsekwencjami.
              • yoginka_pl Re: Czyli Bóg jest winny... 27.12.07, 14:44
                no cóz tri
                dzis wiem, ze małzeństwo kościelne jest dobre dla szaleńców. Ja już
                szalencem nigdy nie bedę. A szalonych jak widac nie brakuje. Sa tacy
                co walcza o uniewaznienie, zeby probowac znowu az do smierci. Zycze
                powodzenia. To prawie tak prawddopodobne jak wygrana w totka.
                • yoginka_pl Re: Czyli Bóg jest winny... 27.12.07, 14:45
                  tri
                  kosciól tez jezt omylny. I to my jestesmy kosciolem. I mamy prawo
                  walczyc o to, zeby byl lepszy.
                • tricolour Mylisz się - rozpada się połowa małżeństw... 27.12.07, 14:50
                  ... a wygrana w totka jest wielokroć mniejsza.

                  Małżeństwo kościelne jest dla ludzi, którzy chcą takiego sakramentu i nie ma to
                  nic wspólnego z szaleństwem. To Ty nazywasz to szaleństwem, by zmienić status
                  swojego nieudanego związku, by ten obecny był lepszy w obliczu grzechu.
                  • yoginka_pl Re: Mylisz się - rozpada się połowa małżeństw... 28.12.07, 09:49
                    tri
                    pytanie czy przysięga musi tak brzmiec jak brzmi? I czy aż do
                    smierci jest konieczne? I czy taka formuła związku małżenskiego jaką
                    narzuca Kościół cos komuś daje? Małżenstwa katolickie nie są ani
                    szczęśliwsze ani trwalsze ani ...



                    • tricolour Przysięga jest, jaka jest... 28.12.07, 09:51
                      ... nie musisz jej składać. Przecież nie wloką siłą do slubu kościelnego.
                      • yoginka_pl Re: Przysięga jest, jaka jest... 28.12.07, 11:16
                        tak jest i tak ma być i tak jest najlepiej. Gdyby wszyscy tak
                        podchodzili do zycia to ludzkosc do dzis łupała by kamieniem o
                        kamień.

                        Pytałam po co? komu to i do czego potrzebne? komu to i co daje?
                        • tricolour Pomimo wrednej przysięgi ludzkość nie łupie... 28.12.07, 11:24
                          ... kamieni i ma się bardzo dobrze.

                          Na zadane pytania chętnie odpowiem:
                          1. Po co? Bo z zasad wiary wynika obowiązek ślubu kościelnego. Jesli ktoś ma
                          inny pomysł, to niech wyrzeknie sie wiary i przymie inną lub żyje w grzechu - ma
                          wybór.
                          2. Do czego potrzebne: do spokojnego sumienia, że żyje się zgodnie z zasadami
                          wiary (w zakresie sakramentu małżeństwa)
                          3. Komu to daje: wierzącym chcącym żyć wedle swojej wiary.
                          4. Co daje? Patrz p2.
                          • yoginka_pl Re: Pomimo wrednej przysięgi ludzkość nie łupie.. 28.12.07, 11:45
                            moje sumienie jest spokojne mimo iż mój nowy zwiazek spowoduje zycie
                            w grzechu. Własciwie już zyje w grzechu bo zakładam życie w związku
                            bez slubu koscielnego.

                            A jesli Twoje sumienie cos ci wyrzuca to moze jednak nie powinienes
                            starac się o uniewaznienie. Wiesz dla bOga ważniejsza jest
                            szczerosc intencji niz spełnienie wszystkich procedrur zgodnie z
                            przepisami
                            • tricolour Ja się nie staram o unieważnienie.... 28.12.07, 11:51
                              ... tylko mam proces o nieważność małżenstwa. To różnica...

                              W poprzednim poście zadałas kilka pytań, co jest dla mnie dowodem, że Twoje
                              sumienie jest dalekie od spokoju w tej sprawie. Podjęłaś decyzję, a to co innego
                              od sumienia.

                              Być może ja też będe musiał taką decyzję podjąć, ale na razie nie muszę. Na
                              razie mam zamiar wygrac proces o nieważnośc małżeństwa.
                              • yoginka_pl Re: Ja się nie staram o unieważnienie.... 28.12.07, 12:18
                                rany tri jak Ty lubisz czepiac się słowek. Mam proces a nie staram
                                sie, 50% to duzo wiecej niz mozliwosc wygranej w totka. Przeciez to
                                są skróty mslowe nieistotne w tej dyskusji. Nie dyskutujemy o
                                procedurach koscielnych czy o prawdopodobienstwie...

                                Tylko o tym czy warto zmieniac swiat, kosciol, zasady czy lepiej
                                tkwic i upierac się ze cos jest wieczne i na zawsze...

                                Nie uwazam zebym grzeszyła (robila komus krzywde) Kosciol uwaza ze
                                grzeszę i tu jest dysonans. Ciekawa jestem co na to rzekłby Bóg, bo
                                jakoś zasdy/sądy formułowane przez ludzi są dla mnie ułomne. I
                                trudno mi je przyjąc bezdyskusyjnie w przeciwienstwie do ciebie.

                              • yoginka_pl Re: Ja się nie staram o unieważnienie.... 28.12.07, 12:34
                                > Być może ja też będe musiał taką decyzję podjąć, ale na razie nie
                                muszę. Na
                                > razie mam zamiar wygrac proces o nieważnośc małżeństwa.

                                tri odkryłam z przerazeniem, ze Ty takze zyjesz w grzechu. Własciwie
                                skoro rozawazasz taką ewentualnośc nie powinienies juz teraz
                                podchodzic do spowiedzi, zaden ksiądz nie powinien dac Ci
                                rozgrzeszenia.
                                Z pkt widzenia naszej wiary do spowiedzi i komunii mógłbys
                                przystępowac z czystym sumieniem tylko wówczas gdybys nie rozwazał
                                takiej ewentualnosci tzn. jesli uniewaznienia nie dostaniesz nie
                                wchodzisz w zaden zwiazek no poza tzw. białym ;0)))
                                • tricolour Oczywiście się mylisz... 28.12.07, 12:45
                                  ... i na podstawie błędnych załozen wciągnęłas mylne wnioski. No tak masz, że z
                                  podstwami u Ciebie kiepsko...
                                  • yoginka_pl wiem ze nic nie wiem 28.12.07, 12:51
                                    piszesz o gzreszeniu przez Ciebie. Może i w Twoim przypadku się
                                    myle, nie siedze w Twojej głowie. Natomiast co do zasady się nie
                                    mylę taka jest nasza wiara.

                                    Nie mozesz isc do spowiedzi kiedy zakładasz, ze będziesz grzeszyc (w
                                    przypadku gzrechów cięzkich) bo taka spowiedz jest swietokradzka.
                                    Jesli rozawarzasz zycie w związku poza małzenskim nie dostaniesz
                                    rozgrzeszenia.
                                    • tricolour Mylisz się... 28.12.07, 13:06
                                      ... proces o nieważność małżeństwa jest czynem, który jasno określa moje
                                      stanowisko. Inną sprawą jest myślenie i przewidywanie niekorzystnego wyroku, ale
                                      to nie jest grzechem, bo nie jest nim nieznana przyszłość.
                                      • sylwiamich Re: Mylisz się... 28.12.07, 13:16
                                        Yoginka..a jesli Tri nie sypia ze swoją panią?Jeśli tylko rozmawiają
                                        o seksie i tych wszystkich cudownych niuansach słowa bliskość,
                                        bezpieczeństwo, czułość, satysfakcja?To wtedy nie grzeszy.Może
                                        zachowuje dziwictwo...nie, czystość aż do ślubu?Hę?...to nie grzeszy
                                        przecież.
                                        • yoginka_pl Re: Mylisz się... 28.12.07, 13:34
                                          poza małzenstwem można zyc bez grzechu w tzw. białym zwiazku czyli
                                          bez seksu. Nie wiem do jakich granic mozna się w takim zwiazku
                                          posunąc zeby nie nagrzeszyc.

                                          Nie interesowałam się głebiej problemem bo nie jestem w stanie pojąc
                                          takiego zwiazku miedzy kobieta i mezczyzną. No chyba, ze po 70-
                                          siatce...
                                      • yoginka_pl Re: Mylisz się... 28.12.07, 13:30
                                        tri
                                        nie masz racji. Jesli spowiadasz sie ze współzycia poza małzenskiego
                                        zakładając ze postanawiasz poprawe na np. miesiac po spowiedzi to
                                        juz jest spowiedz swioetokradzka. Masz założyc, ze w ogóle nie
                                        będziesz współzył poza małżenstwem, ze nie ma takiej opcji bez
                                        wzgledu na wzgląd. Wówczas mozesz spowiadac się i przystępowac do
                                        komunii. Taka jest nasza wiara.

                                        Zadziwia mnie jak ludzie zyjący w związkach poza małzenskich idą do
                                        spowiedzi i przystepuja do komunii np. na pogrzebach swoich
                                        rodziców. Potem wracają do domu i bzykanko. I tak do następnej
                                        uroczystości rodzinnej. Przeciez i ta spowiedz i komunia to
                                        swiętokradztwo.
                                        • tricolour Znów się mylisz... 28.12.07, 13:37
                                          ... przeczytaj warunki dobrej spowiedzi. Nie ma tam słwowa, że do grzechu sie
                                          nie wraca i już. Gdyby tak było, to dziesięć spowiedzi w zyciu i zabrakłoby
                                          grzechów do popełniania.

                                          Chodzi o to, że nie chcesz grzeszyć i unikasz okazji, możliwości, nie namawiasz,
                                          nie cieszysz się z grzechu itp. Liczy się zamierzenie, intencja, plan...
                                          • yoginka_pl Re: Znów się mylisz... 28.12.07, 13:43
                                            jak zamierzasz unikac okazji do grzechu kiedy zaczniesz zyc w
                                            zwiazku poza małzenskim (poza białym oczywiscie)

                                            Niestety to Ty nie masz racji. Osoba zyjąca w zwiazku poza
                                            małzenskim nie moze przstępowac do sakramentów z tego powodu o
                                            którym pisałam. Jesli tak nie jest to dlaczego tacy ludzie nie mogą
                                            przystępowac do komunii i spowiedzi???????? Po co wobec tego
                                            instytucja tzw. białego małzenstwa
                                            • tricolour Piszesz jakbym już zaczął... 28.12.07, 13:47
                                              ... żyć w związku pozamałżeńskim, a ja robię dokładnie odwrotnie - wszystko by w
                                              pozamałżeńskim nie żyć.

                                              "Osoba zyjąca w zwiazku pozamałzenskim nie moze przstępowac do sakramentów" - to
                                              jest oczywiste i o to się procesuję.
                                              • yoginka_pl Re: Piszesz jakbym już zaczął... 28.12.07, 13:58
                                                > "Osoba zyjąca w zwiazku pozamałzenskim nie moze przstępowac do
                                                sakramentów" - t
                                                > o
                                                > jest oczywiste i o to się procesuję.

                                                dlaczego to jest oczywiste? bo .... patrz wyzej. Bo nie ma
                                                odrzegnania się od grzechu w postaci stwierdzenia, nigdy więcej nie
                                                będę tego robił. Nie mozna myslec robię małą przerwe az mi się znowu
                                                ktos fajny trafi. Ale dopoki sie nie trafi to jestem cacy. Nie
                                                jestes cacy bo zakladasz, ze jak spotkasz kogos to zgrzeszysz. I to
                                                jest powód dla którego nie mozna przystępowac do sakramentów.
                                                • tricolour O co Ty sie spierasz? 29.12.07, 22:26
                                                  Żyjesz sama w grzechu i zazdrościsz, że kto inny może wygrać proces i mieć
                                                  czyste sumienie? No to masz czego zazdrościć w istocie...
                                                  • sylwiamich Re: O co Ty sie spierasz? 29.12.07, 23:42
                                                    tricolour napisał:

                                                    > Żyjesz sama w grzechu i zazdrościsz, że kto inny może wygrać
                                                    proces i mieć
                                                    > czyste sumienie? No to masz czego zazdrościć w istocie...


                                                    To pewnie nie do mnie było...szkodacrying((
                                                  • tricolour Fakt, nie do Ciebie... 29.12.07, 23:53
                                                    ... ale możesz cuś napisać jak chcesz...
                                                  • sylwiamich Re: Fakt, nie do Ciebie... 29.12.07, 23:57
                                                    e tam...tak bez podniety? O tej porze?
                                          • sylwiamich Re: Znów się mylisz... 28.12.07, 22:39
                                            tricolour napisał:
                                            > Chodzi o to, że nie chcesz grzeszyć i unikasz okazji, możliwości,
                                            nie namawiasz
                                            > ,
                                            > nie cieszysz się z grzechu itp.

                                            Jesooo..Tri..ja już wiem czemu Ty taki jesteśwink))
    • brygida_jonska Re: I że cię nie opuszczę aż do śmierci. 28.12.07, 12:33
      ja bardziej zastanawialam sie nad: "i slubuje Ci milosc". no tak,
      juz wtedy balam sie, ze nie bede kochac "do grobowej deski". i stalo
      sie: samospelniajaca sie przepowiednia czy co?sad

      a szczerze to uwazam, ze jest to najpiekniejsza przysiega jaka
      czlowiek moze zlozyc drugiemu czlowiekowi. tylko w zwiazku z tym, ze
      skladaja ja ludzie, b czesto nie wytrzymuje ona zderzenia z
      rzeczywistoscia: z "na dobre i zle" i "w zdrowiu i chorobie" (czego
      akurat w polskich, koscielnych przysiegach malzenskich nie ma) robi
      sie problem jak robi sie zle i chorobowo. a to wlasnie pokazuje jak
      bardzo nie potrafimy dotrzymywac danego slowa w sytuacjach
      kryzysowych. pisze rowniez o sobie - wyjatkiem nie jestem. z drugiej
      strony (ze wzgledu na to ze moj ex jest b normalny) nie wiem jak
      moglabym dotrzymac slowa danego alkoholikowi bez widokow na rzucenie
      uzaleznienia czy damskiemu bokserowi, ktory uwaza, ze nic zlego nie
      robi. zatem to nie swiadczy o braku wyobrazni, ale o naszej coraz
      slabszej woli do walki z przeciwnosciami. wygodnictwie. umierajacej
      moralnosci. braku zasad oraz silnej woli. braku checi
      wczytania/wsluchania sie, co tak naprawde kryje sie pod tymi slowami
      i powiedzeniu sobie "czy na pewno dam rade?" i odpowiedzeniu: "dam
      rade" bez wzgledu na wszystko. nikt przeciez nie mowil, ze zawsze
      bedzie dobrze i zdrowo... chcialabym byc kiedys tak 100% pewna,
      ze "dam rade"...

      na razie musze sie zatem skupic na "dam rade" w rzuceniu fajeksmile
      • zamczyste Re: I że cię nie opuszczę aż do śmierci. 28.12.07, 13:33
        Instytucja małżeństwa ma dopiero 2000 lat, człowiek jeszcze nie zdążył się do
        tego przystosować (patrz jeszcze się na tyle nie zmutowaliśmy, żeby geny ludzi
        jaskiniowych, żyjących poligamicznie osłabły, na to trzeba czasu).I że cię nie
        opuszczę, aż do śmierci, dziwne ale nie jest prawdą, że do końca życia
        przeznaczony nam ma być tylko jeden partner. To kłamstwo. Jedna miłość się
        kończy a za nią mogą stać trzy kolejne...
      • lapina Re: I że cię nie opuszczę aż do śmierci. 28.12.07, 23:30
        Ja mówiąc słowa przysięgi byłam pewna, że chcę kochać do grobowej
        deski...wtedy byłam o tym przekonana, że tak będzie zawsze bedziemy
        razem, zawsze i wszędzie. Teraz juz wiem,że tak nie będzie... juz
        tak nie jest. Myślę sobie jednk, że wazne są intencje z jakimi
        wypowiada się te słowa, ja wierzyłam i byłam głęboko przekonana o
        sensie tej przysięgi wtedy. Prze kilka lat "walczyłam" aby przysięga
        miała sens, ale nie na wszystko mamy wpływ...
    • ha-pa Przeczytajcie .... co myślicie? 28.12.07, 20:55
      Sama mam teraz dużo pytań ... i wątpliwości czy rozwód oznacza, że
      mam już nigdy nie mieć rodziny, dzieci - zawsze być sama?

      Znalazłam jakiś czas temu taki artykuł:

      www.malina-home.de/Witam/OSOBISTE_/Slub_po_rozwodzie_/slub_po_rozwodzie_.html
    • z.odzysku I że Ci nie odpuszczę aż do śmierci... 30.12.07, 16:37
      ... po 15 latach małżeństwa i prawie 5 miesiącach po rozwodzie,
      obserwując zachowanie ex tak odczytuję przysięgę małżeńską.

      "i że Cę nie opuszczę aż do śmierci", to zdecydowanie zbyt długa
      perspektywa. Przysiąga ta wiąże ludzi mieniących się katolikami, a
      potem w imię jej dotrzymania każe trwać przy sobie dla tzw. "dobra
      dzieci" nie bacząc np. na to jaki przykład relacji damsko-męskich
      daje się tym dzieciom.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka