Dodaj do ulubionych

A ja się nie zgadzam

07.02.08, 09:05
Czytam sobie wątki o rozstawaniu się z klasą, opuszczaniu rodziny
dla innej/innego i dochodze do wniosku, że mam zupełnie inny pogląd
niż większość forumowiczów.
Otóź 95% piszacych osób uważa, że jeżeli w związku się źle uklada,
nie ma juz miłości oraz zadnych szans na przyszłość - to najpierw
należy się rozstać, a potem dopiero ewentualnie szukać nastepnego
partnera.
A ja się pytam, jaki jest sens odchodzić z domu (zakładając, że
związek jest zimny, ale nie ma przemocy, kłótni, itp.) jeżeli sa
dzieci.
Pamiętam, jaką straszna złość poczułam, kiedy mąż oznajmił, że
odchodzi, bo spotkał cudowną kobietę i to z nia chce dożyc końca
swych dni, nie ze mną i z naszymi dziećmi.
No ale od paru juz lat nam się nie układało, mimo wielu prób
naprawiania, nasz związek to była równia pochyła. Ostatnie lata
zyliśmy już wyłącznie obok, nie razem, prowadziliśmy wspólne
gospodarstwo domowe i wspólnie opiekowaliśmy się dziećmi. I uważam,
że w naszej sytuacji to było dobre. Myslę, ze większy żal miałabym
do męża (po ochłonięciu i przmysleniu wszystkiego), jeżeli odszedłby
w pustkę, niż do tej nowej pani. Nie wybaczyłabym mu chyba, że
zranił dzieci bez żadnego istotnego powodu.... Jestem mu wdzięczna,
że podarował dzieciom dodatkowych kilka lat szczęśliwego,
bezpiecznego i beztroskiego dzieciństwa i nie odszedł wcześniej, "z
klasą", bo nasze małżeństwo przestało istnieć....
Obserwuj wątek
    • anja_pl Re: A ja się nie zgadzam 07.02.08, 09:18
      masz prawo...
      • sylwiamich Re: A ja się nie zgadzam 07.02.08, 09:59
        Wiesz...brzmi to logicznie.Tyle że sprawdzić się może wtedy, gdy w
        domu panuje przyjażń i chociaż odrobinę uczucia.Bo jećli jest to
        chłód, brak zrozumienia...nie ma to sensu.Dużo trudniej likwidować
        złe nawyki niż nabierać całkiem nowych.
    • akacjax Re: A ja się nie zgadzam 07.02.08, 10:42
      Gdyby mąż wcześniej kogoś znalazł to odszedłby wcześniej, gdyby nie szukał-moglibyście całe życie tak przeżyć.
      Nie wiemy jak odbierały taką obojetność dzieci, ani, czy na dobre im wyszło, czy na złe.
      Moi rodzice się nie rozwiedli-jednak odnalazłam w sobie wiele cech DDRR.(mieliśmy tu wątek o tym)

      Nie polecamy na forum rozwodów, gdy jest możliwość odnalezienia się na powrót, nie polecamy gdy jest decyzja o wspólnym-choć chłodnym życiu-pytamy tylko-dlaczego, po co, z jakim skutkiem, w imię czego...
      przykład-nasze pisanie ze Scriptusem.

      Pisze na tym forum od lat-nigdy nie czułam, że jest jakaś presja, raczej doświadczenie przekazywane pod rozwagę. Każdy sam podejmuje decyzje.


      W kwestii prawnej-znalezienie partnera przed rozwodem może znaczyć o winie.
      • blizej-nieba Re: A ja się nie zgadzam 07.02.08, 12:23
        Wiem, że na forum nikt nie poleca rozwodów jako panaceum na całe
        zło smile Chcialam się tylko stanąć w obronie ludzi, którzy odeszli
        z "nierokującego" małżeństwa dopiero wtedy, gdy poznali kogoś
        innego. Że nie zawsze jest to tchórzostwo, draństwo, brak honoru -
        tylko czasami mniejsze zło. Tak to postrzegam w naszym przypadku.
        Wiem, że znalezienie partnera przed rozwodem może znaczyć o winie.
        Zrezygnowałam z udowadniania winy i rozwiedliśmy się bez orzekania.
        Własnie dlatego, że zrozumiałam i doceniłam fakt, że mimo że było
        źle już wcześniej, i dusił się w naszym związku - nie odszedł
        wcześniej, właśnie ze względu na dobro dzieci.
        I widząc teraz jak dzieci cierpią przez nasz rozwód ciesze się, że
        nie podjął tej decyzji kilka lat wcześniej.
        • elein Re: A ja się nie zgadzam 07.02.08, 12:42
          Tak, czasem jest mniejsze zło, bo dzieci. I wielu tak się tłumaczy. I zgoda
          jesli żyją w chłodzie ale w zgodzie. Lecz gdy to mniejsze zło (trwanie w
          małżeństwie) ma wymiar kłótni, wrzasków albo nie odzywania się do siebie i
          kumulowania frustracji...? Ta trzecia osoba staje się katalizatorem zakończenia
          związku, ale zanim zdecyduje się rozwód to np małżonek ustawia swoje finanse
          tak, żeby "za dużo nie stracić,żeby na nowym było mu wygodnie" w tajemnicy
          przed współmałżonkim? Zalezy JAK ktoś odchodzi... wypadkowa tego jakim jest
          człowiekiem.
        • akacjax Re: A ja się nie zgadzam 07.02.08, 12:49
          > I widząc teraz jak dzieci cierpią przez nasz rozwód ciesze się, że
          > nie podjął tej decyzji kilka lat wcześniej.

          Mnie się wydaje-im mniejsze dzieci tym łatwiej. Ale to moje zdanie.

          Bardzo dziwnie mi się czyta to-cieszę się, że mój m. odszedł dopiero jak sobie kogoś znalazł(choć źle było wczesniej). Po części brzmi to: dobrze, że wcześniej sobie nikogo nie znalazł. A po części-szkoda, ze już znalazł.
          Tylko gdzie Ty jesteś w tym wszystkim? Miałaś namiastkę związku, teraz nie masz nawet tego. Ale wczesniej gdyby pdszedł-podświadomość sugerowałaby-stereotyp-czy i ona nie winna? Teraz jak jest jawny powód-to nawet wspaniałomyślnie nie trzeba orzekać winy.

          A może gdyby odszedł wcześniej miałabyś jasny obraz, może już ktoś byłby przy Tobie?
          Z tych właśnie powodów staram się unikać myślenia potwierdzającego rzeczywistośc-bo zawsze istnieje szansa na popełnienie tzw. błędu poznawczego.
          • elein Re: A ja się nie zgadzam 07.02.08, 13:02
            Może gdy układ jest jasny : oboje juz się właściwie psychicznie rozstaliśmy,
            każdy z nas daje sobie i współmałżonkowi prawo do szukania nowego partnera, a
            dopóki któreś sobie nowego partnera nie znajdzie to nadal wspolnie wychowujemy
            dzieci. Ale to jakaś idee fix, chyba az tak jasne postawienie sprawy jest
            baaardzo rzadkie i zgoda obu stron na taki uklad.
          • blizej-nieba Re: A ja się nie zgadzam 07.02.08, 13:16
            >
            > Tylko gdzie Ty jesteś w tym wszystkim? Miałaś namiastkę związku,
            teraz nie masz nawet tego.

            Nie uważam, że namiastka związku jest lepsza od jego zupełnego braku.

            Ale wczesniej gdyby pdszedł-podświadomość sugerowałaby-stereotyp-czy
            i ona nie winna? Teraz jak jest jawny powód-to nawet
            wspaniałomyślnie nie trzeba orzekać winy.

            Ależ oczywiście, że jestem winna. W jakimś stopniu. I przyczyna
            rozstania nie ma nic do rzeczy. Uważam, że w bardzo nielicznych
            przypadkach wina leży WYŁĄCZNIE po jednaj stronie.

            >
            > A może gdyby odszedł wcześniej miałabyś jasny obraz, może już ktoś
            byłby przy Tobie?

            Fakt, może już by ktoś był. A może nie. A może pojawi się jutro,
            albo za 10 lat, albo nigdy. Nie wiem tego. Natomiast wiem, że
            dzieciakom było o niebo lepiej niż jest teraz. Nie zdecydowałam się
            rezygnować z tej pewności dla mrzonek.

            Powtarzam - był chłód i obojetnośc. Ale była też wspólna troska o
            dzieci, spokój w domu, w miarę kulturalne rozwiązywanie problemów i
            nieporozumień. Uchodziliśmy nawet za dobre małżeństwo smileTyle, że nie
            potrafilismy się już kochać.
            I tylko o takiej sytuacji tu mówie.
            • akacjax Re: A ja się nie zgadzam 07.02.08, 14:01
              Czasu nie cofniemy. Nie sprawdzimy, czy dzieci łatwiej pogodziłyby się w młodszym wieku. I tak w końcu przez to przechodzą. Moi byli prawie dorośli, powody rozstania były jednoznaczne, zero przyjaźni, normalności-a i tak przeżywali. Wydaje mi się, że mój błąd..że tyle czekałam.
    • otara Re: A ja się nie zgadzam 07.02.08, 13:09
      Nie wybaczyłabym mu chyba, że
      zranił dzieci bez żadnego istotnego powodu...

      -jak to by zranil dzieci?? przecież odchodzac od ciebie nie brał by
      rozwodu z dziećmi...
      poza tym jak to bez istotnego powodu?? to dla ciebie mieszkanie z
      osobą ktorej sie nie kocha, z już obca osoba nie jest istotnym
      powodem ??? no wybacz,ale to tortura, na która ja nigdy nie
      dzecydowałabym sie...
      sama odeszłam w nicosc-i cieszę się z tego. bo zaczęłam życ na nowo,
      bo moje dziecko ma nowe życie...
    • dyderko Re: A ja się nie zgadzam 07.02.08, 13:12
      Zaglądam tu z ciekawości, bo to nie ja jestem po rozwodzie, tylko
      jak to się mówi „mój misiu” (brrr...). Przeczytałam sobie wątki na
      ten temat i mam, z mojej strony patrząc (wszystko mi jedno jak mnie
      nazwiecie), zupełnie inne zdanie – według mnie, jak kończy się
      miłość i porozumienie należy się rozejść, jak najszybciej!
      Jestem z mężczyzną, którego małżeństwo skończyło się kilka lat przed
      naszym poznaniem. Byli ze sobą ze względu na dzieci (nie jest według
      mnie ważne jak to faktycznie wyglądało).
      Jestem właśnie z takim panem co to trwał przy żonie by być blisko
      dzieci. Chwalebne to, że je opuścił dopiero jak były prawie dorosłe.
      Cenię w nim to że nie zostawił żony zanim nie znalazła pracy i nie
      okrzepła w niej na tyle by czuć się bezpiecznie (na tyle na ile w
      dzisiejszych czasach się da). Ale efektem tego są pewne zastarzałe
      nawyki, których on nie widzi i nie umie się pozbyć, a które kładą
      się cieniem na naszych relacjach. Pozostałością jest utrzymująca się
      w głowach dzieci świadomość że ciepłe i życzliwe gesty między
      dwojgiem ludzi to coś dziwnego, głupiego a nawet wstydliwego. No i
      zmilczę na temat tego jak nam się przysłużyło to że ona w pracy ma
      dostęp do ewidencji ludności, bo to akurat tylko dodatkowy bonus.
      • akacjax Słuszna uwaga 07.02.08, 13:18
        Nienormalny jest dom, niewychowawczy, gdy dzieci nie widzą, nie uczą się tym samym-co to jest bliskość w związku, czułość itd.
        • plujeczka Re: Słuszna uwaga 07.02.08, 13:31
          taki dom nosi nazwę dysfunkcyjnego-nie spełnia swojej roli, nie
          daje miłości, ciepła, czułości
          • notting_hill Re: Słuszna uwaga 07.02.08, 13:45
            Tylko że wychowywanie dziecka w pojedynkę też mu takich wzorców nie
            daje.
            I tak źle, i tak niedobrze.
            Wiem, że moje dziecko ma już na starcie przerypane z tego powodu. I
            niewiele chyba można na to poradzić.
        • blizej-nieba Re: Słuszna uwaga 07.02.08, 13:43
          akacjax napisała:

          > Nienormalny jest dom, niewychowawczy, gdy dzieci nie widzą, nie
          uczą się tym sa
          > mym-co to jest bliskość w związku, czułość itd.

          Mieszkając z samotną matką też sie tego nie nauczą.
          • akacjax Re: Słuszna uwaga 07.02.08, 14:06
            Ale nie uczą się, że gdy dwoje ludzi daje na zewnątrz pozory normalności i bliskości to wystarcza. Nie uczą się, jak ma traktować siebie dwoje mieszkających ze sobą małżonków.

            Samotna matka nie uczy bycia w związku, ale też nie spatrza traktowania partnera w związku.
          • burza4 Re: Słuszna uwaga 07.02.08, 14:13
            blizej-nieba napisała:

            > akacjax napisała:
            >
            > > Nienormalny jest dom, niewychowawczy, gdy dzieci nie widzą, nie
            > uczą się tym sa> > mym-co to jest bliskość w związku, czułość itd.
            >
            > Mieszkając z samotną matką też sie tego nie nauczą.

            tak, ale samotna matka ma szanse na ułożenie sobie życia. Dlatego im
            szybciej, tym lepiej.

            Jeśli z nieudanego małzeństwa wyjdzie jako 30-latka, to szanse na to
            ma znacznie większe niż jako 45-latka. Pomijam już fakt, że z czasem
            złe emocje narastają, nie stoją w miejscu, i po latach jest to
            rozwód z nienawiści, a nie z braku uczuć.



            • mini_me Re: Słuszna uwaga 07.02.08, 14:22
              A jeszcze z punktu widzenia kobiety czy mężczyzny w takim związku gdzie nie ma
              uczuć!
              Są razem dla dzieci bo to ważne (nie mówię tu o tym czego uczą dzieci a czego
              nie bo to inna kwestia) ale potem te dzieci odchodza zakładają rodziny i już nie
              są spoiwem dla rodziców to co wtedy?? zostaje dwójka nigdy nie kochających się
              nieszczęśliwych ludzi i to jest przykre moim zdaniem!
              • akacjax Re: Słuszna uwaga 07.02.08, 14:44
                Tak właśnie myślę o swoich rodzicach. Wcale nie wydaje mi się, by się kochali. A jednak są sobie pomocni. Gdyby każde z nich miało swoją "samotność"..pomijam trudność jeżdżenia do każdego z osobna...to i dla nas-dzieci byłby to większy kłopot "opiekuńczy".

                W sumie nie wiadomo co lepiej. Byle tylko nie żałować, że się nie sprawdziło, a nie sprawdzi się dopóki się nie zaryzykuje.
                • mini_me Re: Słuszna uwaga 07.02.08, 14:54
                  No właśnie chodzi o to żeby nie żałować!
                  Kurcze nie wiem może ja egoistka jestem ale nie chciałabym pod koniec życia
                  stwierdzić że poświęcając się dla dzieci straciłam gdzieś swoje życie i swoje
                  szczęście!
                  Poporstu uważam że dobry rodzic to szczęśliwy rodzic i tyle!
                  mój m jest szczęsliwy z nową pania a ja narazie sama (rozpacz już mi mineła hmmm
                  może nie kochałam tak mocno jak mi się wydawało) i nasze dziecko będzie
                  szczęsliwe - mocno w to wierzę (może naiwnie)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka