Dodaj do ulubionych

Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność dziec

27.03.08, 09:43
Żona w pozwie napisała, że powołuje świadka na okoliczność dziecka. W jakim
celu to może robić i czy ja również mogę/powinienem to zrobić. O co tu
właściwie może chodzić??
Obserwuj wątek
    • sylwiamich Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 27.03.08, 09:47
      Jesooo...Scri!!!

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=24087&w=77443510
    • z_mazur Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 27.03.08, 09:53
      To standardowa procedura wynikająca z przepisów KRiO.
      W przypadku gdy w małżeństwie są małoletnie dzieci sąd w trakcie
      sprawy rozwodowej musi sie zorientować w aktualnej i przyszłej
      sytuacji dzieci po rozstaniu rodziców. Ponieważ w przypadku zeznań
      rodziców można się spodziewać stronniczości sąd musi przeprowadzić
      dowód na tą okoliczność. Najczęściej takim dowodem są zeznania
      niezależnego świadka, rzadziej wywiad kuratora.
    • akacjax Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 27.03.08, 11:26
      Mój syn miał 17,5 w dniu sprawy. Sędzina mówi-proszę przyprowadzić kogoś-no bo muszę mieć coś w papierach.
      Chyba, że woli pani wywiad kuratorski, ale to trzeba zapłacić.

      Teraz jak nie ma pojednawczych-od razu siezgłasza świadka do opieki nad dzieckiem-znaczy żona o taką opiekę wystepuje.
      Czy Ty też?
      Czy uzgadnialiście cokolwiek? Co dziecko-przecież nie malutkie- na to?
      • scriptus Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 27.03.08, 15:23
        Czytałem ten drugi wątek, mimo to mam mnóstwo pytań i wątpliwości...


        Żona występuje "w domyśle", to znaczy nie ma o tym wprost w pozwie, ale
        widocznie uważa to za coś tak oczywistego, że nawet tego ze mną nie omawiała,
        ani nawet o tym nie napisała w pozwie.
        Zresztą, ja "oficjalnie" jeszcze nic o tym pozwie i rozwodzie nie wiem, nic nie
        przyszło pocztą, po prostu sam poszedłem do sądu i zajrzałem w akta, zrobiłem
        fotokopię dokumentów...
        Zapewne to wszystko przyjdzie na dwa tygodnie przed rozprawą, albo nie wiem,
        kiedy. Zatem rozmowy na ten temat nie wszczynam, żona też nie zechciała mnie
        poinformować licząc zapewne na efekt zaskoczenia. Widzę, że muszę sobie
        przygotować własnego świadka, nie wiem, jaka jest procedura powołania takiego
        świadka, chyba nim może być mój ojciec... Czy w tym celu muszę napisać jakiś
        kontrpozew, czy też wystarczy to zgłosić na rozprawie??
        Na temat wywiadu kuratorskiego, na czym to polega i ile to kosztuje?? Czy
        kuratora wyznacza sąd, czy też trzeba znaleźć własnego?? (Pytam przez analogię
        do adwokata)
        • scriptus Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 27.03.08, 15:27
          Żona występuje "w domyśle" o przyznanie opieki nad dzieckiem. Przepraszam,
          "skróciło mi się"
        • chalsia Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 27.03.08, 16:00
          > Na temat wywiadu kuratorskiego, na czym to polega i ile to kosztuje?? Czy
          > kuratora wyznacza sąd, czy też trzeba znaleźć własnego?? (Pytam przez analogię
          > do adwokata)

          kuratora wyznacza sąd. Nie wiem czy to w ogóle kosztuje skoro jest przysyłany "z
          urzędu".
          Co do twojego ojca jako świadka - wnieś o jego przesłuchanie jako świadka na
          okoliczność warunków dzieci w swojej odpowiedzi na pozew (jak już go
          dostaniesz). I wtedy po prostu przybadź do sądu na rozprawę od razu z ojcem.
          • scriptus Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 29.03.08, 01:34
            Dzięki
            • sylwiamich Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 29.03.08, 08:01
              za kuratora parę lat temu zapłaciłam bodajże 70zł.Opłacało
              się...rozwodziłam się na drugim końcu polski.
              • scriptus Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 31.03.08, 07:50
                Dzięki, to jest konkret smile Rozumna cena.
                • akacjax Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 31.03.08, 15:14
                  Piszesz o występowaniu w domyśle-nie napisała w pozwie, że chce opiekę?
                  Nie musi z Tobą rozmawiać, ale jakoś dowiedziałeś się, że pozew złożyła. Może wiedziała, że masz prawo do wglądu.
                  Czy masz termin sprawy wyznaczony?
                  • scriptus Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 31.03.08, 17:11
                    Nie napisała, że chce opiekę, ale napisała, że chce alimenty... więc przyznanie
                    jej opieki uważa za defaultowe. Nie wiem, czy tak jest, ale według powszechnego
                    mniemania raczej tak. Oby tak można włączyć ten Control Panel i przełączyć to we
                    właściwy stan... tj. opieka obojga rodziców sad

                    O pozwie mi powiedziała dwa miesiące po jego złożeniu, ale ponieważ już mi ze
                    trzy razy powiedziała, że złożyła, a nie złożyła, nie wziąłem tego bardzo
                    poważnie. Zdenerwowało mnie to jednak jako dręczenie i zadałem pytanie na forum,
                    jak to sprawdzić. Doradzono mi tu na forum, żebym poszedł do sądu, co też
                    zrobiłem i w związku z tym znam już termin sprawy, choć oficjalnie ani ja, ani
                    ona (chyba) nic nie dostaliśmy.
                    • akacjax Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 31.03.08, 19:01
                      To dziwne, że nic nie przyszło, a termin podany(czyli wpłata wpłynęła). Możesz pofatygować się jeszcze raz do sądu lub zadzwonić do sekretariatu-czy aby nie odesłano Twojego powiadomienia.
                      W zasadzie sąd przysyła znacznie wcześniej, bo jest wyznaczony czas na odpowiedź..i to nie jest dwa tyg. przed sprawą. Czy ktoś mógł odebrać podając się za Ciebie?
                      • chalsia Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 01.04.08, 00:35
                        akacjax napisała:

                        > To dziwne, że nic nie przyszło, a termin podany(czyli wpłata wpłynęła). Możesz
                        > pofatygować się jeszcze raz do sądu lub zadzwonić do sekretariatu-czy aby nie o
                        > desłano Twojego powiadomienia.
                        > W zasadzie sąd przysyła znacznie wcześniej, bo jest wyznaczony czas na odpowied
                        > ź..i to nie jest dwa tyg. przed sprawą. Czy ktoś mógł odebrać podając się za Ci
                        > ebie?

                        Akacjax dobrze prawi.
                        • scriptus Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 01.04.08, 10:18
                          Dzięki za podpowiedź, jednak jeśli ktoś odebrał to pismo za mnie, to chyba źle
                          zrobił.... dla siebie.
                          Jeśli nic nie otrzymam, to chyba nie mam powodu stawić się na sprawie, a to
                          raczej nie mi na tym zależy. I nie mi zależy na czasie. Przeciwnie, sprawa to
                          ryzyko, że przegram i zostanie mi odebrane dziecko, ale także możliwość, że
                          wygram i dziecko zostanie ze mną.... więc może lepiej pograć na zwłokę? Przecież
                          obecnie dziecko jest z nami obojgiem, a ja praktycznie ponoszę niemal wszystkie
                          wydatki na dom i utrzymanie dziecka.

                          Nie wiem, czy dobrze myślę i jakie mogą być konsekwencje, że ktoś odebrał za
                          mnie, albo ktoś schował awizo.

                          Czy jeśli nic nie dostanę, to iść na sprawę, czy nie iść.

                          Czy taka sprawa może się odbyć bez mojego udziału??
                          Chyba nie.
                          Czyim obowiązkiem jest skuteczne doręczenie mi pozwu? Co by się stało, gdybym
                          pozwu nie odebrał z własnej, a co, gdyby nie z własnej winy? jak to udowodnić,
                          że to nie moja wina?

                          Szczerze mówiąc nie chcę wykazywać złej woli, to mnie tylko może pogrążyć, ale
                          czy taką złą wolę można mi przyszyć, na przykład chowając awizo, a potem
                          twierdzić, że umyślnie nie odebrałem?

                          Sam już nie wiem, jakie działanie jest w moim interesie, a jakie może zaszkodzić sad

                          A co do alimentów, nie chcę występować o ich niezasądzenie, ale o zasądzenie
                          alimentów od żony na rzecz dziecka w wysokości 0 zł, może lepiej, niech to
                          będzie 1 zł?? Przecież napisała w pozwie, jaką to ma strasznie ciężką sytuację
                          materialną, przecież nie chcę jej pozbawiać środków do życia... Nie jestem
                          materialistą. Nawet chętnie pomogę, z domu jej przecież nie wyganiam lodówki
                          przecież nie zamknę, za czynsz też nie musi płacić, pieniędzy też dam, jak by
                          naprawdę potrzebowała .... to chyba razem warte nawet więcej, niż te alimenty,
                          które ona chce wysądzić ode mnie.

                          Nie wiem, co mam robić i smutno mi.
                          Z jednej strony wiem, że Jej nie zatrzymam, chociaż Ją kocham.... z drugiej,
                          dziecko potrzebuje ojca i matki i to mu chcę zapewnić. Samemu jest mi coraz
                          trudniej to wszystko wytrzymać i najchętniej bym uciekł. Wiem, że to jeszcze
                          muszę wytrzymać kilka latek, aż dziecko dorośnie, a potem, niech się dzieje wola
                          nieba. Moje dziecko zawsze znajdzie drogę do mnie. A żona, niedługo była żona,
                          ode mnie sad
                          • tricolour Scriptusie! 01.04.08, 11:53
                            Twierdzę, że działasz na szkodę żony, dziecka i swoją. Twoja
                            biernośc i niechęć do podjęcia jakiejkolwiek decyzji szkodzi
                            bliskim. Nawet dziecko chcesz pozbawić alimentów żeby tylko nie
                            trzeba było dać głosu.

                            Nie da się całego życia spędzić na uciekaniu od WŁASNYCH spraw.
                            • scriptus Re: Scriptusie! 01.04.08, 13:41
                              Tri, ja decyzje podjąłem, że zablokuję wszelkie działania rozwodowe do matury
                              dziecka, albo tylko do pełnoletniości, to jeszcze tylko kilka lat. Potem, można
                              powiedzieć, będzie mi to obojętne, mogę się zgodzić na cokolwiek.
                              Również zadam pytanie jak można pozbawić dziecko czegoś, czego nie ma?? Jeśli ja
                              je utrzymuję w tej chwili, to co zmieni się po sprawie?
                              Żeby tak się stało, dam głos, i to zdecydowany, mocno poparty.
                              • akacjax Re: Scriptusie! 01.04.08, 14:24
                                1. Zbadaj w sądzie sprawę doręczenia wezwania.
                                2.Pomyśl-jeżeli nie wyrazisz zgody na rozwód bez orzekania-do tego powiesz, że ucierpiałoby na tym małoletnie dziecko-sprawa bedzie się ciagnąć......żona będzie musiała udowodnić Twoją winę-inaczej nie będzie tematu. Tylko, co w sumie lepsze dla dziecka?
                                3. Wg mnie zona chce tzw. opieki nad dzieckiem-sąd musi wskazać jednego z rodziców-skup sie nad udowodnieniem, że lepiej się dzieckiem niż żona zaopiekujesz-sprawa alimentów w tym wypadku drugorzędna.
                                A tak na marginesie napisz nam-dlaczego Ty się lepiej zaopiekujesz? jak z czasem u Ciebie wolnym od pracy-wiesz to dla sądu się liczy.
                                Może sąd zapyta dziecko-jeżeli dośc duże lub wyśle go na płątne badania-z kim ma większa więź.
                                4. Dziwnie tak bez rozmów z zoną zakładaćjak ona sobie wyobraża Wasze życie po...zostajecie w tym domu razem? Czy ona ma inna wizję? Dowiedz się jaką.
                                5. Jak myślisz na ile żona jest nastawiona na rozwód, na ile chce walczyć, na ile gotowa jest manipulować, wykorzystać Twoją łagodność...
                                Bo to, że Ty chcesz by było łagodnie i cicho nie znaczy, że tak będzie.
                                • scriptus Re: Scriptusie! 01.04.08, 15:17
                                  akacjax napisała:

                                  > 1. Zbadaj w sądzie sprawę doręczenia wezwania.
                                  OK, dzięki, tak zrobię

                                  > 2.Pomyśl-jeżeli nie wyrazisz zgody na rozwód bez orzekania-do tego powiesz, że
                                  > ucierpiałoby na tym małoletnie dziecko-sprawa bedzie się ciagnąć......żona będz
                                  > ie musiała udowodnić Twoją winę-inaczej nie będzie tematu. Tylko, co w sumie le
                                  > psze dla dziecka?

                                  Wolałbym sprawę ustabilizować, mniej stresu i kosztów, jednak już określiłem
                                  sobie cel, po prostu rozwodu nie będzie do pełnoletniości dziecka, to raptem 4
                                  lata. Dlatego mam zamiar się zgodzić na ewentualną separację, pod warunkiem, że
                                  ona odłoży swoje "zabiegi o rozwód" na te 4-5 lat. A co do tego, co lepsze dla
                                  dziecka? Nie ma u nas jakichś awantur, gospodarstwo domowe funkcjonuje względnie
                                  poprawnie.
                                  >

                                  3. Wg mnie zona chce tzw. opieki nad dzieckiem-sąd musi wskazać jednego z rodzi
                                  > ców-skup sie nad udowodnieniem, że lepiej się dzieckiem niż żona zaopiekujesz-s
                                  > prawa alimentów w tym wypadku drugorzędna.
                                  > A tak na marginesie napisz nam-dlaczego Ty się lepiej zaopiekujesz? jak z czase
                                  > m u Ciebie wolnym od pracy-wiesz to dla sądu się liczy.
                                  > Może sąd zapyta dziecko-jeżeli dośc duże lub wyśle go na płątne badania-z kim m
                                  > a większa więź.

                                  Czas pracy, w zasadzie mam elastyczny, i tak się dzieckiem opiekuję, pomagam w
                                  nauce, robię mu znaczną część posiłków, śniadanka, kanapki do szkoły, budzę go
                                  rano, robię kolacyjki, to ja kupuję jedzenie dla niego, często także piorę mu i
                                  prasuję. I tu się nic nie zmieni. Może najwyżej to, że zamiast robić to w 70 %
                                  przypadków będę to robił w 100 %
                                  On zresztą uwielbia ze mną na przykład gotować


                                  > 4. Dziwnie tak bez rozmów z zoną zakładaćjak ona sobie wyobraża Wasze życie po.
                                  > ..zostajecie w tym domu razem? Czy ona ma inna wizję? Dowiedz się jaką.

                                  Ona ma zdecydowanie inną wizję, polegającą na wymianie mieszkania na dwa
                                  mniejsze. Uważam, że o tym możemy ewentualnie myśleć, jak dzieciak dorośnie.

                                  > 5. Jak myślisz na ile żona jest nastawiona na rozwód, na ile chce walczyć, na i
                                  > le gotowa jest manipulować, wykorzystać Twoją łagodność...
                                  > Bo to, że Ty chcesz by było łagodnie i cicho nie znaczy, że tak będzie.

                                  Żona jest na pewno mocno nastawiona na rozwód, jest wytrawną manipulatorką,
                                  tyle, że ja tez się na tych jej sposobach znam i przeważnie udaje mi się
                                  likwidować skutki manipulacji
                                  • akacjax Re: Scriptusie! 01.04.08, 19:32
                                    Czy masz na mysli separację sądową? Mam taką-uważam, że mogę się wypowiadać: toż to jest na zewnątz takie samo jak rozwód.
                                    Ta sama rozdzielność, też można o podział wystapić, wyprowadzić się też się nie dziedziczy itd.
                                    I tez ustala się opiekę nad dziećmi, nawet też jest lub nie ma orzekanie winy.
                                    Tylko nie można zawrzeć ponownie ślubu, kobieta zmienić nazwiska nie może.
                                    Co to zmieni Twojemu dziecku? A wygląda, że to jest priorytet. Więcej, o ile jedna ze stron wystepuje o sep. a druga o rozwód-rozstrzyga się wniosek dalej idący-czyli rozwód.
                                    Innymi słowy-nie jest podstawa co ty byś chciał-ale co i jak możesz osiagnąć.
                                    Musisz miec dobrych świadków na okolicznośc opieki-rodzina, znajomi, do sądu ludzie wloką różne rzeczy-opinie ze szkoły dziecka-kto chodzi na zebrania, itd. Nie chcę pisać za wiele szczegółów-bo nie wiemy kto podczytuje i zechce wykorzystać info w złym celu.

                                    Oczywiście nie ma mocnych byś musiał się wyprowadzić z mieszkania, w którym masz stały meldunek, ale jak zona chce osiagnąć zamierzony cel?
                                    Założy sprawę o podział majatku? Mieszkanie wspólne? Musisz patrzeć nie tylko tu i teraz, ale do przodu!

                                    Z tego, co piszesz nie wiem-czy ty nadal kochasz zonę, czy tylko nie umiesz odnaleźć się nagle w nowej rzeczywistości. W nowym obrazku, który nie Ty układasz.
                                    • scriptus Re: Scriptusie! 02.04.08, 07:47
                                      Boję się zemsty, czyli jakiegoś robienia długów itp. Już i tak ich
                                      dość spłacam. Może powinienem uzyskać jakąś rozdzielność majątkową.
                                      Żenić się nie zamierzam, a ona, niech się wstrzyma te kilka latek,
                                      nie sądzę, żeby zachodziła jakaś okoliczność wymagająca gwałtownych
                                      ruchów, wpadka, czy coś....
                                      Moje dziecko wierzy, że mu zapewnię bezpieczne dorastanie w
                                      obecności mamy i taty i nie mogę go zawieść.
                                      • sylwiamich Re: Scriptusie! 02.04.08, 08:01
                                        Scri...jestem przerażona tym co piszesz.Nie znam Twojej sytuacji
                                        zbyt dobrze, więc trudno mi wyrokować.Ale nie masz prawa zatrzymywać
                                        jej siłą.Ona jest wolnym cżłowiekiem i chce od Ciebie odejść.Czy
                                        fakt że coś tam obiecałeś dziecku (a może sobie?) stwierdza Twoje
                                        prawo do podejmowania prób zatrzymywania kogoś manipulowaniem?Jakie
                                        zresztą miałeś prawo coś takiego obiecywać?Co zmieni trzymanie trupa
                                        w szafie następne 4 lata?Podaj choć jeden rzeczywisty powód.
                                        I jeszcze jedno...wiek 18 lat jest jedynie umownym wiekiem
                                        wkroczenia w dorosłość.
                                    • scriptus Re: Scriptusie! 04.04.08, 01:52
                                      > Więcej, o ile je
                                      > dna ze stron wystepuje o sep. a druga o rozwód-rozstrzyga się
                                      > wniosek dalej idący-czyli rozwód.

                                      Dzięki za informację, zatem wystąpienie o separację jest błędem.
                      • krolowazla Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 03.04.08, 14:12
                        Mój m dostał wezwanie na sprawę wraz z odpisem mojego pozwu 13 dni przed rozprawą.
    • fragile66 Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 31.03.08, 17:32
      Pamiętaj że ten świadek może zeznawać tylko na okoliczność sytuacji
      dzieci, a nie rozpadu więzi. Więc jeśli zgadzasz się z żoną co do
      opieki nad dziećmi po rozwodzie, to powoływanie własnego świadka nie
      ma sensu - to tak czy inaczej jest tylko formalność i jak słusznie
      ludzie piszą, zastępuje wywiad środowiskowy.

      Chyba że w odpowiedzi na pozew napiszesz coś całkiem przeciwnego do
      pozwu, np. że się nie zgadzasz na rozwód, chcesz się opiekować
      dziećmi i dostawać od żony alimenty - wtedy świadek na okoliczność
      sytuacji dzieci jest moim zdaniem niepotrzebny, bo i tak czeka cię
      (paro)-letnia gehenna z udowadnianiem winy. Po paru miesiącach już
      nie będzie miało znaczenia, co mówił świadek na okoliczność dzieci -
      tyle sobie nawzajem szpil powtykacie.

      Podsumowując, jeśli zgadzasz się z tym co jest w pozwie, to nie
      powołuj drugiego świadka na okoliczność dzieci. Jeśli się nie
      zgadzasz, tym bardziej.
      • scriptus Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 31.03.08, 18:12
        Otóż wcale nie chcę udowadniać winy żony...
        Do czego mi ta wina? Przecież ostatnie, co bym zrobił, to przyjął jakiekolwiek
        pieniądze od niej po rozwodzie.
        Chcę po prostu uzyskać opiekę nad dzieckiem, bo wiem, że wtedy mi nikt nie
        utrudni kontaktów z nim. A sam gotów jestem jeździć po żonę, jeśli by zbyt
        rzadko odwiedzała dziecko, to nie jej dobra wola, tylko obowiązek. I nie chcę
        żadnych alimentów, jeśli matka zechce coś dziecku kupić, dobrze, nie zechce,
        drugie dobrze i tak ja jestem mu w stanie zapewnić lepszą opiekę, bo ją
        zapewniam już teraz na codzień.
        • chalsia Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 01.04.08, 00:35
          > żadnych alimentów, jeśli matka zechce coś dziecku kupić, dobrze, nie zechce,
          > drugie dobrze

          takiej opcji nie ma - sąd z urzędu musi zasądzić alimenty na dziecko - czy jako
          klepnięcie ustalonej przez strony sumy (wtedy sąd nie wnika czemu akurat taka
          kwota) czy jako efekt zażartej walki o kazdy grosz.
          • scriptus Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 01.04.08, 10:27
            Nie chcę walczyć o grosze, zastanawiam się, jaka jest najniższa kwota, którą sąd
            zaakceptuje.
            Jeśli będzie najniższa, to i żona nie oprotestuje tej kwoty, dlatego chciałem
            zaproponować alimenty w kwocie zero, ale to może nie przejść.
            Zresztą, czy mogę nie przyjąć zasądzonych alimentów ?? Po co mi to, alimenty są
            wprawdzie na dziecko, ale potem ktoś będzie gadał, że daję się utrzymywać
            kobiecie. Jak ma ochotę i chce być taką dobrą matką, może po prostu coś dziecku
            kupić.
            • mini_me Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 01.04.08, 10:58
              Ja nie widzę probelmu bierzesz tyle kasy ile chce Ci dać otwierasz konto i
              wpłacasz pieniądze a potem konto przepisujesz na dziecko! Dziecko ma to co mu
              się nalezy a Ty masz czyste sumienie i nie boisz się że " ktoś będzie gadał, że
              daję się utrzymywać kobiecie."
              • libra22 Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 01.04.08, 13:36
                W tym roku kurator 71 zł z groszami. Mój eks proponował świadka na okoliczność dziecka, ale sąd go nie wezwał - wystarczyła opinie kuratora.
                Dziwne, że żona nie wniosła o opieke oraz o miejsce zamieszkania dziecka. Opiekę możecie sprawowac oboje, ale miejsce zamieszkania sąd wksazuje przy jednym rodzicu. Taki rodzic może np rozliczać się z podatku, jako samotny razem z dzieckiem, co bywa korzystniejsze.

                Zakładasz chyba na wyrost, że to Tobie sąd przyzna to miejsce zamieszkania i że to żona tobie będzie płacić alimenty. Możesz w razie takiej sytuacji chyba powiedzieć, że wnosisz o jak najniższą kwotę od żony. Sąd i tak bierze pod uwagę jej dochody.

                Co do terminów: mój eks wniósł sprawę w sierpniu, a pismo przyszło 29 grudnia z terminem na 17 stycznia. Choć termin był znany w październiku - ale dowiedzielismy się o nim, dzwoniąc i pytająć (przez podanie sygnatury akt). Więc pewnie jeszcze nic Ci nie przysżło. Na dodatek na moimw ezwaniu była adnotacja, że moje niestawienie się sprawi, że sprawa może zostać rozstrzygnięta beze mnie. Więc jeśli Ty chcesz te opiekę nad dzieckiem to jakim cudem chcesz ją dostać bez pojawienia się w sądzie?
                Chyba, że ja Cię źle zrozumiałam.
                • scriptus Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 01.04.08, 14:24
                  Rozumiem już sens schowania przede mną awiza.... skoro sprawa może się odbyć
                  beze mnie. To nawet bardzo sprytne.
                  Nic z góry nie zakładam, ale chciałbym, żeby sąd oszczędził bolesnych zmian
                  mojemu dziecku. W tej chwili mieszka ze mną i z mamą i to mama się separuje.
                  Dziecko ma swój domek, swój pokój i mieszka w nim niemal od urodzenia, ma swój
                  azyl i poczucie bezpieczeństwa. Ma podwórko, kolegów, itd.... Nie mam zamiaru
                  pozwolić mu tego odebrać z powodu jakichś fanaberii znudzonej kobiety.
                  Na alimentach mi nie zależy, więc masz rację, że właściwe będzie wnioskowanie po
                  prostu o jak najniższą kwotę alimentów.
                  • libra22 Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 01.04.08, 17:31
                    Możesz chodzić na pocztę co dwa dni i się pytać. I zastrzec niewydawanie do rąk żony poleconego z Sądu.

                    Poza tym widzę, że do Ciebie nie dociera pomimo tylu lat bywania tutaj, że przyznanie Ci opieki nad dzieckiem może nie być takie łatwe jak Ci się wydaje. Nie wystarczy, że rzucisz te kilka argumentów, które tu napisałeś. Kurator po rozmowie z Tobą , żoną i dzieckiem (w moim przypadku tylko ze mną i dzickiem, bo eks od 3 lat nie mieszkał) napisze pismo, między innymi o związku emocjonalnym z rodzicami/rodzicem. Jesli będziesz chciał opieki nad dzieckiem, to pewnie sprawa będzie się przeciągać i zahaczy o dalsze opinie psychologów.
                    A dziecko ile ma lat? Może jego zapytają?
                    • ivone7 Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 01.04.08, 23:52
                      czytam i tak mi sie samo nasunelo..
                      -dziecko ma lat 14-15..moze samo zadecydowac z kim chce zostac (
                      takie prawa nabywa sie chyba w wieku 13 lat)
                      -teraz jest takie prawo, ze jesli jest pismo z sadu, lub policji i
                      go nie odbierzesz a jest wyslane na adres zameldowania, to i tak oni
                      biora za pewnik ze jest doreczone i ponosisz tego konsekwencje
                      -walka o opieke nad dzieckiem to ciezka sprawa, szczegolnie ciezka
                      jak przeciwnik manipulator ( a tak piszesz o zonie)i to dodatkowo z
                      parciem na wygrana
                      -alimenty, jesli takowe uzyskasz mozesz wplacac dziecku na
                      konto/polise lub ewnentualnie na dom dziecka..jesli tak cie parza
                      -zacznij myslec jak facet z jajami, bo moze ktos to zrobi za ciebie
                      i bedzie na to za pozno
                      • scriptus Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 02.04.08, 08:00
                        Zadawanie dziecku pytania, z kim chce być, z tatą, czy mamą.... to
                        po prostu niemoralne, gdy chce być i z tatą i z mamą.
        • panda_zielona Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 02.04.08, 02:59
          > Chcę po prostu uzyskać opiekę nad dzieckiem, bo wiem, że wtedy mi
          nikt nie
          > utrudni kontaktów z nim.

          A jak można utrudnić kontakty z drugim rodzicem dziecku,które ma 14-
          15 lat.Co zamknie go w domu na klucz i nie pozwoli widywać się z
          ojcem.Popadasz w jakąś paranoję.
          • scriptus Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 02.04.08, 07:57
            Wystarczy się przeprowadzic na drugi koniec miasta, już jest
            utrudnienie. W godzinach popołudniowych sam przejazd w jedna stronę,
            to ponad godzina.
    • z_mazur Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 02.04.08, 08:39
      Scri trochę Cię rozumiem. Jednak uważam, że to w tej chwili nie ma
      sensu. Jeśli ta kobieta będzie chciała od Ciebie odejść, to to
      zrobi. Kobiety mają na to tysiąc i jeden sposobów, kwestia tylko
      determinacji. A jej determinacja rośnie. Swoją postawą doprowadzisz
      do tego, że się po prostu spakuje i wyprowadzi. Albo zacznie
      stosować taktykę zimnej wojny, żeby Ci pokazać bezsens tkwienia pod
      jednym dachem, a to nie pozostanie bez wpływu na dziecko.

      Dziecko jest już duże. Zaczyna mieć swój świat, do którego zacznie
      uciekać przed chorą sytuacją w domu, której będzie miało coraz
      bardziej dość, a to już krok w niebezpiecznym kierunku.

      Czy nie lepiej pomyśleć o tym, żeby dziecko miało dwa azyle (nawet
      jeśli w jednym nie będzie przebywało stale) niż żadnego?

      Moja córka jest też 15-latką i wiem, że ma już swój świat,
      znajomych, hobby. W domu spędza niewiele czasu, ale przynajmniej
      wraca do niego chętnie. Ba mało tego, ma w pobliżu ojca, na którego
      może w każdej chwili liczyć, poprosić o pomoc, wygadać się, wpaść na
      chwilę gdy potrzebuje świętego spokoju. Czy to aż taki czarny obraz?
      Czy nie lepiej dążyć do takiej sytuacji?

      Nie rozstajesz się z 2 latkiem, który potrzebowałby Ciebie na
      codzień, taka jest brutalna prawda. Dzieci w wieku nastu lat często
      już wyjeżdżały do szkół z internatem i spędzały w domu tylko
      weekendy.

      Mam wrażenie, że dziecko jest dla Ciebie tylko pretekstem do
      tkwienia dalej w tym układzie.
      • julka1800 Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 02.04.08, 10:59
        Na poczatku napiszę Scri, ze bardzo mi przykro, ze tak potoczylo sie
        Twoje zycie. Tak samo przykro jak w przypadku dziesiatek innych
        osob, piszących tu na forum, a moze bardziej, bo znam Cie wirtualnie
        nie od wczoraj.

        A teraz chcialabym zebys odpowiedzial sobie na pytanie: co takiego
        sie stanie, gdy Wasze dziecko skonczy owe magiczne 18lat? Zostanie
        zdjeta z Twoich barków obietnica dana synowi? czy moze sobie? I
        obietnica czego wlascicwie? Ze bedziecie zyc z zona w zgodzie lub
        niezgodzie ale pod jednym dachem?
        Wiem Scri, ze sie boisz, kazdy z nas bał sie, a im ma sie wiecej lat
        tym ten stach ma większe oczy. Ale do diabla nie mozna wiecznie
        uciekac i mowic "ja sie nie rozwiode bo ja sobie postanowilem..."
        Guzik. Nie chciales rozwodu, mimo to pozew lezy w Sadzie.
        Przepraszam jesli napisalam zbyt dosadnie, ale... je tez nie
        chcialam rozwodu i co? Nic. Od kilku lat jestem rozwiedziona. I
        teraz dziekuje, ze wtedy stac mnie bylo na powiedzenie TAK, choc
        moje serce krzyczalo NIE. Cena jest spokoj, moj i dzieci.

        Zastanow sie czy dla tego spokoju nie warto zmienic zdania.

        I jeszcze jedno, zastanawiales sie nad tym, ze Twoja zona przekonana
        jest o tym ze nie chcesz sie rozwiesc. A co by bylo gdybys nagle
        radykalnie zmienil swoje nastawienie w tym temacie? Nie daloby jej
        to do myslenia?
    • lilyrush Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 02.04.08, 10:13
      Scriptus..przerażąsz mnie
      Tkwienie w chorym układzie przez 4 lata jest dla Ceibi dobrem dziecka????
      A kiedy on ma sie nauczyć normalnych, zdrowych relacji w domu. myślisz, ze jeśli
      nie zgodzisz sie na rozwód i będziecie sie z żona żarli w sądzie to ta wasza
      pokojowa egzystencja będzie trwała?
      Jak sie będziecie żarli w sądzie to tylko kwestią czasu jest jak sie będziecie
      żarli i w domu.
      zresztą nie wierze, ze Twoja żona będzie z Tobą dalej mieszkać- wyprowadzi sie
      gdziekolwiek przy najbliższej okazji. A jeśli nie masz bardzo mocnych dowodów,
      ze ona sie nie nadaje na matkę to dziecko pójdzie z nią i koniec. Jedyna szansa,
      ze opiekę dostaniesz Ty to właśnie sprawa sądowa i zapytanie dziecka. Teraz
      twierdzisz, ze on chce mieszkać z obojgiem rodziców. Teraz tak. Pożryjcie sie z
      miesiąc i zmieni zdanie. To czas szkoły średniej, szukania siebie i swojego
      miejsca w świecie. Nastolatkom i tak jest trudno a Ty chcesz mu zmontować piekło
      w domu.
      Twoja zona che do ciebie odejść, chce rozwodu i czy dostanie go formalnie po
      jednej rozprawie czy nie to i tak odejdzie. Gdyby wykazywała chęci porozumienia
      to co innego.
      Po co Ci to???
      Zastanów sie także nad sobą.
      I pamiętaj, ze będziecie sie bili nie o książkę czy psa tylko o wasze dziecko!!!!!
      Może opcja sprzedania mieszkania i kupna 2 mniejszych nie jest taka zła. Może
      warto pomyśleć o tym, żeby zrobić to pokojowo i kupić 2 mieszkania w tym samym
      bloku czy nawet klatce- wtedy młody sam wybierze u kogo spędza czas.
      Twoje podejście do alimentów też nie wykazuje rozsądku...nie sadze, żeby Sad
      ocenił to jako odpowiedzialne. możesz nie wydawać alimentów i odkładać je dla
      dziecka.
      • scriptus Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 02.04.08, 19:58
        lilyrush napisała:

        .............
        > nie zgodzisz sie na rozwód i będziecie sie z żona żarli w sądzie
        to ta wasza
        > pokojowa egzystencja będzie trwała?
        > Jak sie będziecie żarli w sądzie to tylko kwestią czasu jest jak
        sie będziecie
        > żarli i w domu.

        Czy uważasz, że nie ma innego sposobu rozwiązywania konfliktów,
        niż "żarcie się" ?
        Ja się w ogóle nie angażuję w konflikty. Jeżeli jakaś sprawa wymaga
        mojego działania i nie może bez niego być zrealizowana, wysłuchuję
        wszystkich argumentów, które są mi przedstawione, rozważam ich
        słuszność, a następnie decyduję, co zrobię. Kiedyś próbowałem
        dyskutować, uzgadniać, ale prowadziło to do paraliżu decyzyjnego.
        Jeżeli sprawa nie wymaga mojego udziału, nie angażuję się w żadne
        dyskusje o niej. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego miałbym sie
        angażować w jakieś przepychanki i wojny domowe.


        Optymista, to źle poinformowany pesymista.

        Kobiet nie trzeba rozumieć, kobiety trzeba kochać...
        • z_mazur Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 02.04.08, 23:05
          Scriptusie, tworzenie rodziny to nie zamieszkiwanie pod jednym dachem, a do tego chcesz doprowadzić. Rodzina to wspólne problemy i wspólne ich rozwiązywanie. Stawianie im razem czoła, rozmawianie ich i wspólne szukanie rozwiązań. Dwie bliskie osoby zawsze znajdą kompromis i nie ma mowy o paraliżu decyzyjnym.
          Unikanie za wszelką cenę konfrotnacji i stosowanie uników, jest tak samo złą postawą jak "żarcie się" i to jest też kiepski wzorzec dla dorastającego człowieka.


          Chcesz dziecku zafunfować życie w tak chorym środowisku?
        • lilyrush Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 03.04.08, 12:11
          scriptus napisał:


          > Czy uważasz, że nie ma innego sposobu rozwiązywania konfliktów,
          > niż "żarcie się" ?
          > Ja się w ogóle nie angażuję w konflikty. Jeżeli jakaś sprawa wymaga
          > mojego działania i nie może bez niego być zrealizowana, wysłuchuję
          > wszystkich argumentów, które są mi przedstawione, rozważam ich
          > słuszność, a następnie decyduję, co zrobię. Kiedyś próbowałem
          > dyskutować, uzgadniać, ale prowadziło to do paraliżu decyzyjnego.
          > Jeżeli sprawa nie wymaga mojego udziału, nie angażuję się w żadne
          > dyskusje o niej. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego miałbym sie
          > angażować w jakieś przepychanki i wojny domowe.
          >

          no to powodzenia. Zobaczymy jak długo Ci sie uda. Ja tez próbowałam. Nie
          dyskutowałam, ograniczyłam kontakty do absolutnego minimum. I tak kiedy kilka
          dni temu chciałam uzgodnić przez gg zabranie dziecka na jeden wieczór dostałam
          kurwami i komentarzami na temat braku MOJEGO dobrego wychowania.
    • chalsia Przykro mi 02.04.08, 11:06
      Sriptus, ale po przeczytaniu wszystkiego co tu napisałes (i ze swiadomością, że
      od daaaawna na tym forum przeczytałes setki historii), mogę podsumowac to
      jedynie słowami:
      pieprzysz jak potłuczony.
      • akacjax Re: Przykro mi 02.04.08, 13:50
        Popieram Chalsie!
        I wydaje mi się, że pod pretekstem tematu dziecko(a i tak ono odczuje Wasz rozwód! bo to działa inaczej niz tylko wspólne obiadki, mieszkanie-to jest na poziomie emocji) kryje sie Twój strach.
        Dopóki z tym sie nie zmierzysz-wylądujesz albo w szpitalu, albo sam, byle nie z flaszką pseudopocieszycielką.
      • tricolour Bo to jest zwyczajne tchórzostwo... 02.04.08, 17:04
        ... które Sci uprawia już na forum ze cztery lata. No i jeszcze cztery lata chce
        zafundować dzieciakowi: obłudę, kłamstwo, eskapizm, nieumiejętnośc podejmowania
        decyzji. W sumie z 18 lat życia prawie połowa minie na leżeniu bykiem. Niezły
        początek dorosłości, czyli jak nic nie robić w ważnych sprawach, a potem dziwić
        się resztę życia.

        Kobitka sobie powoli działa i dostanie to, co zaplanowała - bo chcącemu nie
        dzieje sie krzywda.
        • scriptus Re: Bo to jest zwyczajne tchórzostwo... 02.04.08, 20:15
          Juz nie mam powodu się bać. Nie boje sie przeciwstawic decyzji żony,
          podjąłem decyzję, jak będzie wyglądała przyszłość i jestem
          przekonany, że dokładnie tak będzie, jak postanowiłem. Nasz związek
          juz nie istnieje, został zniszczony, ale tak jak od wspólników
          potrafię wyegzekwować wykonanie zawartych umów, tak mam zamiar po
          prostu wyegzekwować wykonanie umowy cywilnej, jaka jest częścią
          umowy małżeńskiej. To nie ja usiłuje złamać pewne warunki umowy
          zawartej mniędzy nami podczas ślubu, więc czuję sie w porządku i
          uprawniony do takiego postępowania. Przez lata byłem tolerancyjny i
          ustępliwy, jednak w skrajnych warunkach wcale nie muszę sie tak
          zachowywać. To jest to, co się przysłowiowo nazywa - ustępuję w
          sprawach mało ważnych i niewaznych, by decydować w tych
          najważniejszych.
          • rumba65 Re: Bo to jest zwyczajne tchórzostwo... 02.04.08, 20:29
            Tu jest coś nie tak... Jakoś mi dziwnie jak czytam, co pisze Scri... To jest
            chore...Tak się nie da żyć, no ja bym w każdym razie nie mogła
          • jp66-2 Scri.... 02.04.08, 20:46
            To co piszesz jest chore. Jak Ciebie czytam to znajduje wytłumaczenie dla obozów
            zagłady (ktoś podjął decyzje i zaplanował życie milionom innych ludzi)Wiesz co
            sie stanie po pierwszej sprawie? Ona odejdzie z dzieckiem do tego znienawidzi
            Ciebie, jak sobie wyobrażasz ją zatrzymać??
            • to.ja.kas Re: Scri.... 02.04.08, 21:12
              Scri muszę się odezwać. Krew mnie zalewa a wiesz, że ja raptus
              jestem !!!!
              Zlituj żesz się nad ta kobietą, własnym dzieckiem i sobą.
              Małżeństwo to nie tylko umowa cywilno - prawna. Małżeństwo to
              związek dwojga ludzi którzy CHCĄ być ze sobą.
              Twoja żona nie chce z Tobą być. Zrozum to.
              Daj kobiecie odejść i pozwół być szcześliwą.
              Sprawiasz wrażenie faceta rozsądnego, dobrego i kochającego. Ale po
              tym co piszesz mam wrażenie, że czytam posty osoby bez litości i
              bezdusznej.

              Pozdrawiam serdecznie
              Kasia
          • panda_zielona Re: Bo to jest zwyczajne tchórzostwo... 02.04.08, 21:29
            > podjąłem decyzję, jak będzie wyglądała przyszłość i jestem
            > przekonany, że dokładnie tak będzie, jak postanowiłem

            Może wyrwane z konstektu,ale to zdanie bardzo wiele mówi o Tobie.
          • z_mazur Re: Bo to jest zwyczajne tchórzostwo... 02.04.08, 23:00
            Scriptusie, tak patrząc od strony prawnej, to każdą umowę da się wypowiedzieć, oczywiście często z pewnymi konsekwencjami, ale każdą się da. Czasem jest to wypowiedzenie jednostronne i często wtedy kończy się konfliktem, ale czasem strony dochoddzą do porozumienia i rozwiązują umowę za porozumieniem jak najmniej niekorzystnym dla każdej z nich.

            Sam sobie odpowiedz, które z tych powyższych działań jest właściwsze.

            Twoja żona właśnie to chce zrobić, wypowiedzieć tą umowę i ma do tego PRAWO.

            Tak gwoli ścisłości to Twoja żona ślubowała Ci też miłość i Ty jej również. Ona Cię już nie kocha (nie ważne dlaczego, ale tak się stało), więc umowa już została złamana. Ty ją kochasz (a przynajmniej tak twierdzisz) i jeśli chciałbyś być tak do końca fair i samemu przestrzegać tej umowy, to powinieneś zrobić dla niej to co się robi dla kogoś, kogo się kocha, nawet jeśli trzeba to zrobić własnym kosztem. Zapytaj się tej kobiety którą kochasz, czego ona chce i co da jej szczęście, i daj jej to...
            • scriptus Re: Bo to jest zwyczajne tchórzostwo... 03.04.08, 08:26
              Wkurzył mnie wczoraj Tri, napisałem nieco emocjonalnie.
              Tak naprawdę, to ja to wszystko wiem i rozumiem. Chciałbym umozliwić
              mojej żonie wszystko, czego pragnie, wiem, jednak jej pragnienia
              stoja w sprzeczności z pragnieniami mojego dziecka. Pragnę również
              spełnić pragnienia dziecka. Czyli stoję przed wyborem, ona, albo
              dziecko. Pomijam juz od dawna dawna moje pragnienia, one juz sie nie
              liczą. Zatem, kogo kocham bardziej?? Muszę skorzystać z mojego prawa
              do decyzji, czyich interesów bronić. Ja w każdym przypadku jestem
              stracony, żadna z mogących zaistniec sytuacji nie jest "szczytem
              moich marzeń". Ale o siebie sie nie boję, ja sobie rady dam.

              A syna uczę przede wszystkim tego, że najważniejsza jest rodzina i
              dzieci, nikomu nie wolno z powodu swoich fanaberii szkodzić
              rodzinie. To on w przyszłości będzie odpowiedzialny za swoją rodzinę.
              Oczywiscie nie wprost, przenigdy go nie nastawię przeciw mamie i nic
              na mamę nie powiem złego.

              Następny aspekt, to jest wojna. Wynikiem wojny może być pokojowe
              rozwiązanie, kompromis, ale każda strona musi zacząć od jakiegos
              stanowiska wyjściowego. Moje obecne stanowisko jest: na nic się nie
              zgadzam, ma być tak, jak jest. Przewidywany kompromis: odejdziesz,
              jak dziecko dorośnie. Czyli któregoś tam maja 2012 ja po prostu
              stracę całkowicie zainteresowanie sprawą, niezależnie od jej
              stadium, stopnia zaawansowania, kroków poczynionych przedtem. Mój,
              określony ostatnio cel zostanie osiagnięty.

              Jej stanowisko wyjściowe jest również nie do przyjęcia dla mnie.
              Pierwsze juz odrzuciłem, brzmiało - wyprowadź się. Drugie, obecne,
              zabieram dziecko, a twoja rola, to płacić alimenty. W zasadzie nie
              różni sie od pierwszego, tyle, że tam, jako opuszczający rodzinę z
              automatu byłbym winien, tu jest propozycja bez orzekania winy. Nie
              muszę dodawać, że również jest nie do przyjęcia dla mnie. W zasadzie
              już, nic nie robiąc uzyskałem jakieś ustępstwo. Następny krok wymaga
              ode mnie asertywnego powiedzenia "nie". Nie boję się, jak sugeruje
              Tri, zrobię to.

              Mógłbym od razu zaproponować stanowisko kompromisowe. Jednak, kto w
              wojnie oddaje pozycje bez ich obrony, traci. W moim przypadku
              równiez czas działa na moją korzyść, strategia nie rób nic aż do
              osiągniecia celu jest wystarczająca, chyba, że żonka wyciągnie
              ciężką artylerię, na co się chyba zanosi. A ponadto, jak żonka
              troszkę powalczy, moje ustępstwa uzna za swoją wygraną, będzie
              zadowolona zatrzymując się na przedpolu, jak oddam wszystko od razu,
              ona uzna, że trzeba walczyć, kontynuować oblężenie, bo jeszcze ma
              coś do osiągnięcia. Takie jest życie ....

              sad.
              • sylwiamich Re: scxri... 03.04.08, 09:15
                Nie jest wstydem przyznać się do strachu....zwłaszcza dla
                mężczyzny.Bo do tego trzeba mieć jaja:
                -odwaga
                -wysoką samoocenę, nieuzależnioną od gdybań palantów
                Chcę Ci jednak dośc szczegółowo odpisać na Twój post.
                1."Chciałbym umozliwić mojej żonie wszystko, czego pragnie"-błąd
                Ona nie jest Twoją żoną.Pomimo papierka niewiele was łaczy.Zajmij
                się kimś kto tego potrzebuje...sobą.
                2."Pragnę również spełnić pragnienia dziecka"
                Są pragnienia które warto spełniać.I takie których nie wolno pod
                żadnym pozorem obiecywać.To do nich należy.
                3." Pomijam juz od dawna dawna moje pragnienia, one juz sie nie
                liczą"
                Jedenym słowem juz dawno popełniłeś zwoiste samobójstwo?A skoro nie
                zyjesz...co możesz komukolwiek z siebie dać?
                4. "Zatem, kogo kocham bardziej?? Muszę skorzystać z mojego prawa
                > do decyzji, czyich interesów bronić"
                Nie masz żadnych praw w tym temacie.Okres zniewolenia kobiet dawno
                minął.A za niewolnictwo są przewidzine sankcje karne.
                5."> A syna uczę przede wszystkim tego, że najważniejsza jest
                rodzina i
                > dzieci, nikomu nie wolno z powodu swoich fanaberii szkodzić
                > rodzinie. To on w przyszłości będzie odpowiedzialny za swoją
                rodzinę"
                Uczysz swojego syna że ważne jest pojęcie" rodzina".Czy jesteś
                szczęśliwy?A uszczęśliwiasz swoją żonę?Czy Twój syn jest szczęsliwy?
                Jakie potrzeby zaspokaja Twoja rodzina?Żadnych których nie mozna by
                zaspokoić oddzielnie.A nie daje najważniejszego dla
                rodziny...poczucie wspólnoty, patrzenia w ta samą stronę, opieki,
                bezpieczeństwa, liczenia sie z potrzebami wszystkich jej członków,
                poszanowania dla inności i tysiąca innych które właćnie rodzina ma
                spełniać.
                Uczysz syna trwania.A trwanie to też swoiste samobójstwo,
                cierpiętnictwo.A czynienie z tego cnoty...to już gruba przesada
                6."Następny aspekt, to jest wojna. Wynikiem wojny może być pokojowe
                > rozwiązanie, kompromis, ale każda strona musi zacząć od jakiegos
                > stanowiska wyjściowego. Moje obecne stanowisko jest: na nic się
                nie
                > zgadzam, ma być tak, jak jest. "
                Wojna zawsze zostawia trupy.W tym przypadku w rodzinie.I w
                dupę...kompromis, pokojowe rozwiązanie.Trupy będą.A Ty walczysz by
                zabić.Bo Tój kompromis jest jedynie po Twojej myśli.
                7.Jesteś dobrym strategiem.Ale żony nie kochasz, nie szanujesz, a
                twoje chcę dla niej jak najlepiej jest bzdurą..Tak jak ktoś napisał
                poprzednio.To co piszesz wiele mówi o Tobie.
                • panda_zielona Re: scxri... 03.04.08, 14:31
                  Sylwia szacunek za analizę postępowania Scri.
                  Scri toczy walkę o syna,ale z tego co pamiętam ma także córkę,chyba
                  już pełnoletnią,ale na pewno ma swoje zdanie w tym temacie.I też
                  przeżywa całą tę sytuację.
                  • to.ja.kas Zaraz, zaraz 03.04.08, 15:21
                    Scri ma pełnoletnia córkę?
                    W tym trójkącie kto kogo pokona na sali rozpraw nie istnieje
                    córka....ale może dlatego, że jest pełnoletnia ???
                    Czyli to prawda, że po uzyskaniu pełnoletności opieka i martwienie
                    sie o dziecko konczy sie?????
                    E, nie chyba nie.
                    To Tri ma córke tongue_out
                    • panda_zielona Re: Zaraz, zaraz 03.04.08, 15:52
                      to.ja.kas napisała:

                      > Scri ma pełnoletnia córkę?

                      Tak mi chodziło po głowie jeszcze z dawnych wpisów Scri,ale może coś
                      mi się pozajączkowało.Wydaje mi się,że bez względu na wiek dziecko
                      dla rodzica będzie zawsze dzieckiem.
                      Pamiętam rozterki mojej siostry,pełnoletniej.
              • tricolour I na dodatek jesteś śmieszny... 03.04.08, 09:35
                ... i żałosny w jednym.

                Dziecko, tak ważne teraz, w roku 2012 pójdzie won na bok, bo tatus
                przestanie być zainteresowany sprawą. Osiągniesz swój cel... żałosne.

                Dziecka uczysz, że najważniejsza jest rodzina pokazując, że nie masz
                rodziny, a żona ma Cię w dupie, co masz na piśmie - weź się facet
                udaj do jakiegoś lekarza od głowy.
            • scriptus Re: Bo to jest zwyczajne tchórzostwo... 03.04.08, 08:31
              z_mazur napisał:

              > Scriptusie, tak patrząc od strony prawnej, to każdą umowę da się
              wypowiedzieć,
              > oczywiście często z pewnymi konsekwencjami, ale każdą się da.
              Czasem jest to wy
              > powiedzenie jednostronne i często wtedy kończy się konfliktem, ale
              czasem stron
              > y dochoddzą do porozumienia i rozwiązują umowę za porozumieniem
              jak najmniej ni
              > ekorzystnym dla każdej z nich.
              >
              > Sam sobie odpowiedz, które z tych powyższych działań jest
              właściwsze.
              >
              > Twoja żona właśnie to chce zrobić, wypowiedzieć tą umowę i ma do
              tego PRAWO.
              >
              > Tak gwoli ścisłości to Twoja żona ślubowała Ci też miłość i Ty jej
              również. Ona
              > Cię już nie kocha (nie ważne dlaczego, ale tak się stało), więc
              umowa już zost
              > ała złamana. Ty ją kochasz (a przynajmniej tak twierdzisz) i jeśli
              chciałbyś by
              > ć tak do końca fair i samemu przestrzegać tej umowy, to powinieneś
              zrobić dla n
              > iej to co się robi dla kogoś, kogo się kocha, nawet jeśli trzeba
              to zrobić włas
              > nym kosztem. Zapytaj się tej kobiety którą kochasz, czego ona chce
              i co da jej
              > szczęście, i daj jej to...
              >


              Każdy ma prawo wypowiedzieć umowę, pod warunkiem wynagrodzenia strat
              wynikłych z jej wypowiedzenia drugiej stronie. Mniejsza z tym,
              jednak moja żona ma zamiar nie tyle wypowiedziec umowę , co ją
              zerwać, bez wypełniania jakichkolwiek warunków.

              A co do szczęścia, toż ona juz robi co chce, jakkolwiek jest mi
              przykro, nie ingeruję w to.
              • z_mazur Re: Bo to jest zwyczajne tchórzostwo... 03.04.08, 08:44
                Jak już napisałem rozumiem Cię trochę, sam przeżywałem podobne
                dylematy, ale doszedłem do innych wniosków.

                Wydaje mi się, że Twój ogląd sytaucji nie jest do końca racjonalny,
                a przynajmniej jest błędny i z tego powodu budując strategię swojego
                działania w oparciu o tak błędne przesłanki skupiasz się nie na tym
                co powinieneś.

                Ustalmy fakty, Twoja 3 osobowa rodzina nie istnieje. Wydaje mi się,
                że to jest pierwszy punkt, od którego pownienieneś zacząć budowanie
                wszelkich strategii. Ty błędnie zakładasz, że dopóki nie ma
                formalnego rozwodu, to nic się nie zmienia. Nie ma rodziny (i
                kwestie formalne są tutaj sprawą drugoplanową), więc jak ułożyć
                relacje między tymi 3 osobami, które kiedyś ją stanowiły, żeby
                odbyło się to jak najmniejszym kosztem dla każdej z nich ze
                szczególnym uwzględnieniem interesów dziecka.

                I przez interes dziecka nie rozumiem tutaj jego chciejstwa. Bo
                dziecko by wiele rzeczy chciało (w tym mieć całą rodzinę), ale to my
                jako dorośli, a nie dziecko, wiemy co będzie dla niego lepsze i w
                ten sposób powinniśmy działać.

                Dziecko chciałoby mieć pod jednym dachem dwoje kochających się
                rodziców, a nie dwie obce i niechętne sobie osoby. Nie wie jak
                będzie wyglądało jego życie w innej sytuacji, bo po prostu nie ma
                skąd tego wiedzieć, więc boi się tej zmiany i deklaruje, że nie chce
                żeby rodzice się rozstawali. Ale to Ty jako dorosły w oparciu o tomy
                wiedzy psychologicznej powinieneś wiedzieć, że taka sytaucja jest
                chora i szkodliwa dla dziecka (tak samo jak wiesz, że jedzenie
                słodyczy przed snem jest szkodliwe, mimo że dziecko bardzo by
                chciało je jeść) i podjąć najwłaściwsze działania, a nie zasłaniać
                się mrzonkami dziecka.
                • rumba65 Ja nie wierzę.... 03.04.08, 09:51
                  że normalny nastolatek chce żyć w takiej "rodzinie". Mam dwoje nastoletnich
                  dzieci i kontakt z takimi dzieciakami zawodowo. No nie wierzę...
                  Raczej próbuje przeczekać i odnaleźć się w tej chorej sytuacji. Nie muszę
                  dodawać, że skutki będą opłakane. I teraz i na przyszłość... Obym się myliła...
                  Scriptusie, pogadaj z kimś jeszcze. Mam wrażenie, że po własnym "paraliżu
                  decyzyjnym" okopałeś się i teraz "po trupach - żona mi nie podskoczy". Może jest
                  ktoś blisko Was, ktoś z dalszej rodziny, kto potrafi ocenić obiektywnie to co
                  się dzieje. Bo z tego co piszesz, źle się dzieje i to przede wszystkim dla
                  dziecka...
                • manderla Re: Bo to jest zwyczajne tchórzostwo... 03.04.08, 10:32
                  Odnosze wrazenie, ze Ty Scriptus bardziej dbasz o to poczucie "jak
                  ja bede się czuł bez dziecka, bez rodziny(ktora de facto nie
                  istnieje i zaden rozwod niczego juz tu nie zmieni), jakim biedny itp.

                  To Ci opowiem, jak to u mnie było.
                  Najpierw prosiłam, błagałam, płakałam, uprzedzałam że jeżeli w
                  naszej pożal sie boze rodzinie nic sie nie zmieni, to odejde. Trwalo
                  to parę lat (w sumie byliśmy lat 12 razem). Do momentu, az
                  stwierdziłam, ze źle zaczyna sie to odbijac na dziecku (mój niewiele
                  młodzy, bo teraz ma troche ponad 11 lat).
                  Znalazlam prace ( w innym miescie! 160 km od tego gdzie mieszkaliśmy!
                  a nie na koncu tego samego miasta) i wyjechałam. Na poczatku sama.
                  Potem się dowiedziałam, bom głupia była i niedouczona, ze
                  zostawiając dziecko, wyprowadzając się znacząco zmniejszam swoje
                  szanse na to, by sądownie ustalic prawo do opieki nad dzieckiem.
                  Wtedy tego nie wiedziałam oczywiście. Zostawiłam go z dzieckiem na
                  połtora roku, zeby poczuł, jak to jest tak naprawdę OPIEKOWAĆ sie
                  dzieckiem, domem i jeszcze pracowac. Przyjezdzałam jak mogłam, byłam
                  z nimi od piątku wieczór do poniedziłku do 5 rano. Byłam Sprzątałam
                  ten tygodniowy syf, prałam, gotowałam, sprawdzałam lekcje dziecka i
                  wszelakie zaległosci itp.
                  Kiedy załatwiłam sobie lokum do mieszkania i jako takie warunki
                  zycia, zaczełam przebąkiwać, ze skoro miedzy nami i tak juz nic nie
                  ma i byc nie moze to dobrze, aby dziecko bylo jednak ze mna.BO: pod
                  jego opieką z dziecka bystrego, inteligentnego, wesolego i
                  dobrzeuczacego sie moje dziecko stało sie kompletnym leniem, same
                  dwóje i troje na koniec semestru, syf , kiła i mogiła w domu, a
                  ilekroć zadzwoniłam wieczorem w tygodniu i zapytałam młodego, czy
                  jest tata (ok godz. 21-22), to taty przeważnie nie było w domu.
                  Przyjechałam pewnego dnia, spakowałam młodego i parę rzeczy, których
                  nie wziełam jak odchodziłam i wywiozłam go. Płakał. Prze całą drogę
                  był odwrócony do szyby i płakał. Kurdę, nie wiesz jak to boli...
                  Było ciężko. Bardzo. Wzywał policję, że mu porwałam dziecko.
                  Zabierał go ze szkoły, kiedy nie zdążyłam młodego odebrać, bo byłam
                  w pracy i wywoził z powrotem. Zaczełam wczesniej sie zwalniac z
                  pracy by moc odprowadzac i zaprowadzac dziecko do szkoły. Nie
                  pomagało. Zdarzało sie kilkakrotnieze w tygodniu robiłam ok 1000 km.
                  Bo jezdziłam w te i wewte, kiedy on mi dzieciaka zabierał. Owszem,
                  moje dziecko tez mowilo, ze najlpeije to on by chciał być z mamą i
                  tatą. Łagodziłam sytuację jak mogłam. Wreszcie musiałam sie zwolnić
                  z pracy, aby nie na krok nie zostawiac dziecka. Jak przyjezdzal, to
                  pozwalalam mu pogadac z mlodym u mnie w domu, godzina-dwie.
                  Powiedzialam mu ze mam urlop bezplatny i i tak dlugo bede na tym
                  urlopie, az sobie da z dzieciakiem spokoj. Bo zastrzegłam od razu,
                  ze nie mam zamiaru utrudniac mu kontaktów z dzieckiem, ale sorry, na
                  moich warunkach. Miałam juz dość jego zyciowego chaosu. W
                  ramach "ugody" wycofałam wniosek o alimenty i o opieke nad
                  dzieckiem. Czułam, ze jego opór bardziej wynika z poczucia
                  upokorzenia, ze to zrobiłam, niz faktu, ze czegoś go pozbawiam i
                  jeszcze czegoś od niego chce. Jak to facet!(Ba! wyobraź sobie ze dwa
                  tygodnie temu zgodziłam sie na prosbe eks wyrobic mlodemu paszport!
                  i wlasnorecznie sie podpisałam na wniosku. Ale już sie nie boje, ze
                  mi go zabierze). Nie wyobrazalam sobie sytuacji, by jacyś kuratorzy,
                  obcy ludzie, mieli przesluchiwac moje dziecko na okoliczność relacji
                  dziecko-rodzice i stawiać dziecko w sytuacji wyboru: kogo bardziej
                  kocham - matke czy ojca. To jest czyste znęcanie sie nad wlasnym
                  dzieckiem. Ono nie odpowiada bowiem za glupotę wlasnych starych i
                  wiec gleboko nie w porządku jest stawiac go przed dokonaniem takiego
                  wyboru. Po kilku wizytach u roznych adwokatów wywaliłam swojemu eks
                  wszystko kawe na ławe. I sie uspokoił. Mmam nadzieje ze zrozumial,
                  ze to nie my jestesmy w tym wszystkim wazni, skoro kazdy z nas
                  deklaruje wielka milość do dziecka.
                  Przyjezdza (ponad 300 km w obie strony) raz w tygodniu, a drugi
                  raz - przyjezdza by zabrac mlodego do siebie na weekend. O pieniadze
                  prosze tylko na podstawie rachunków (obiady w szkole, ubrania,
                  dentysta , ksiązki itp), jest tego miesiecznie ok 400 zł. Nie
                  potrzebuje wiecej. Ale wiem, ze to ja lepiej tym dzieciek sie
                  zaopiekuje, dziecko, wbrew pozorom bardzo szybko sie przyzwyczaja do
                  roznych sytuacji, a najwazniejsze by nim nie szarpac i nie urzadzac
                  mu hustawki. Ono zaakceptuje kazde warunki, ale musi wiedziec
                  dokladnie o co chodzi, na czym stoi i na kogo może liczyć. Inaczej
                  zniszczysz zycie i sobie i dziecku i tej swojej kobiecie.. Trzeba
                  sobie zadac tak naprawde pytanie, - czego wlasciwie chcę? A nie
                  załatwiac swoje kompleksy kosztem dziecka.
                  A wiec, jezeli naprawde uwazasz, ze jestes lepszym ojcem dla dziecka
                  niz ona matką, to walcz. Ale nie w taki sposob jaki wybraleś. Bo to
                  bez sensu jest na dłuższa mete. I basta.
                  Chaotycznie troche napisałam, ale przemyśl to.
                  powodzenia.
                • chalsia Re: Bo to jest zwyczajne tchórzostwo... 03.04.08, 10:57
                  > Ustalmy fakty, Twoja 3 osobowa rodzina nie istnieje. Wydaje mi się,
                  > że to jest pierwszy punkt, od którego pownienieneś zacząć budowanie
                  > wszelkich strategii. Ty błędnie zakładasz, że dopóki nie ma
                  > formalnego rozwodu, to nic się nie zmienia. Nie ma rodziny (i
                  > kwestie formalne są tutaj sprawą drugoplanową), więc jak ułożyć
                  > relacje między tymi 3 osobami, które kiedyś ją stanowiły, żeby
                  > odbyło się to jak najmniejszym kosztem dla każdej z nich ze
                  > szczególnym uwzględnieniem interesów dziecka.
                  >
                  > I przez interes dziecka nie rozumiem tutaj jego chciejstwa. Bo
                  > dziecko by wiele rzeczy chciało (w tym mieć całą rodzinę), ale to my
                  > jako dorośli, a nie dziecko, wiemy co będzie dla niego lepsze i w
                  > ten sposób powinniśmy działać.
                  >
                  > Dziecko chciałoby mieć pod jednym dachem dwoje kochających się
                  > rodziców, a nie dwie obce i niechętne sobie osoby. Nie wie jak
                  > będzie wyglądało jego życie w innej sytuacji, bo po prostu nie ma
                  > skąd tego wiedzieć, więc boi się tej zmiany i deklaruje, że nie chce
                  > żeby rodzice się rozstawali. Ale to Ty jako dorosły w oparciu o tomy
                  > wiedzy psychologicznej powinieneś wiedzieć, że taka sytaucja jest
                  > chora i szkodliwa dla dziecka (tak samo jak wiesz, że jedzenie
                  > słodyczy przed snem jest szkodliwe, mimo że dziecko bardzo by
                  > chciało je jeść) i podjąć najwłaściwsze działania, a nie zasłaniać
                  > się mrzonkami dziecka.

                  AMEN.

                  I jeszcze jedno - żona "ustąpiła" i z opcji "wyprowadzka Scriptusa" zrobiło się
                  "zabieram dziecko i odchodzę a Ty płać alimenty" plus rozwód bez orzekania o winie.
                  A dla Scriptusa to za mało, bo on chce by było z orzeczeniem winy zony.
                  Scri zastanów się, czy nie wylewasz właśnie dziecka z kąpielą. To orzeczenie
                  winy w Twoim przypadku i nastoletniego już dziecka nie ma znaczenia. A żona nie
                  ma szans ograniczyć Ci kontaktów z synem bo on na to za duży już jest. Więc i
                  tak będziesz miał ten kontakt i tak alimenty płacić będziesz musiał (jesli
                  dziecko będzie mieszkać z matką).
                  IMHO jedyne o co warto walczyć w Twojej sytuacji to:
                  - opieka nad dzieckiem
                  - podział majątku
                  reszta się nie liczy.
                  • z_mazur Re: Bo to jest zwyczajne tchórzostwo... 03.04.08, 11:19
                    > IMHO jedyne o co warto walczyć w Twojej sytuacji to:
                    > - opieka nad dzieckiem
                    > - podział majątku
                    > reszta się nie liczy.

                    Ale oba te cele można osiągnąć bez walki i to jest właśnie
                    najistotniejsze w tym.

                    Żona jest pewnie tak zmęczona sytuacją, że chętnie podejmie każde
                    rozsądne negocjacje. Co do podziału majątku, to sprzedaż dużego
                    mieszkania i zakup dwóch mniejszych w dużym stopniu załatwiłoby tą
                    sprawę. Co do opieki, to zakup tych dwóch mieszkań w niezbyt dużej
                    odległości od siebie i zarazem w podobnej odległości od szkoły
                    dziecka również załatwiałoby ten problem, a za jakiś czas dziecko
                    samo po zastnowieniu się podjęłoby decyzję z kim chce przebywać.

                    I jak dla mnie to wszelkie działania i inicjatywa (właśnie
                    inicjatywa, a nie nicnierobienie) powinny być sierowane na
                    osiągnięcie tych celów.
                    • lilyrush Re: Bo to jest zwyczajne tchórzostwo... 03.04.08, 12:25
                      z_mazur napisał:


                      >
                      > Żona jest pewnie tak zmęczona sytuacją, że chętnie podejmie każde
                      > rozsądne negocjacje. Co do podziału majątku, to sprzedaż dużego
                      > mieszkania i zakup dwóch mniejszych w dużym stopniu załatwiłoby tą
                      > sprawę. Co do opieki, to zakup tych dwóch mieszkań w niezbyt dużej
                      > odległości od siebie i zarazem w podobnej odległości od szkoły
                      > dziecka również załatwiałoby ten problem, a za jakiś czas dziecko
                      > samo po zastnowieniu się podjęłoby decyzję z kim chce przebywać.
                      >
                      > I jak dla mnie to wszelkie działania i inicjatywa (właśnie
                      > inicjatywa, a nie nicnierobienie) powinny być sierowane na
                      > osiągnięcie tych celów.
                      >
                      Z_mazur-ja pisałąm tak samo, ale Scri sam podjął decyzje i wie lepij. I tak
                      naprawdę zaraz przestanie nas czytać, bo jesteśmy wbrew jego planowi.
                      Jakbym miała przed sobą mojego eksa- odbija mu, racjonalność i logiczność
                      myślenia poszły się bujać. Byle dokopać, bo on jest nieszczęśliwy. Zona Scri
                      odejdzie na pewno. Ja to wiem doskonale. Ja tak odeszłam tylko zrobiłam to
                      szybko i zdecydowanie, bo pomogła mi wodoszczelność majątkowa. Zostawiłam jego
                      mieszkanie w spokoju, kupiłam sobie inne. Odeszłam, kiedy jeszcze zostały mi w
                      stosunku do eks ludzkie odruchy. Niestety od pewnego czasu on robi absolutnie
                      wszytko, żebym je straciła.
                      I niestety robi to kosztem dziecka- bo nie ma innej możliwości. Czasami mam
                      ochotę walnąć w łeb, żeby sie zastanowił....

                      Proponuje zakończyć ten watek. Scri i tak wie lepiej...
                  • scriptus Re: Bo to jest zwyczajne tchórzostwo... 03.04.08, 12:16

                    > A dla Scriptusa to za mało, bo on chce by było z orzeczeniem winy zony.
                    > Scri zastanów się, czy nie wylewasz właśnie dziecka z kąpielą. To orzeczenie
                    > winy w Twoim przypadku i nastoletniego już dziecka nie ma znaczenia.


                    Kilkakrotnie już pisałem, że nie interesuje mnie orzeczenie czyjejkolwiek winy,
                    nie ma dla mnie żadnego znaczenia, co będzie w orzeczeniu sądowym, mogę być
                    winien ja, teściowa i marsjanie, a moja żona może dostać medal za niewinność i
                    anielskie skrzydła.

                    Ja chcę tylko, żeby mój syn mieszkał ze mną tak długo , dopóki on tego będzie
                    chciał, a ja tego też chcę.
                    Chciałbym, żeby ona mieszkała z nami, bo tego chce syn, ale na to nie mam
                    wpływu. Niestety, ponieważ jeżeli orzeczony byłby rozpad małżeństwa z mojej
                    winy, nie mam szansy na uzyskanie opieki nad synem, to jest powód, żeby do
                    takiego orzeczenia nie dopuścić.
                    • to.ja.kas Re: Bo to jest zwyczajne tchórzostwo... 03.04.08, 12:25
                      scriptus napisał:

                      > Ja chcę tylko, żeby mój syn mieszkał ze mną tak długo , dopóki on
                      >tego będzie chciał, a ja tego też chcę.
                      Bez zapytania dziecka z kim woli mieszkac sie nie obejdzie, chyba ze
                      znów autorytarnie podejmiesz decyzje za niego.
                      > Chciałbym, żeby ona mieszkała z nami, bo tego chce syn, ale na to
                      >nie mam wpływu.
                      No jak nie, Scri, juz mówisz, ze nie zgodzisz sie na rozwód i
                      rozstanie do 18 roku zycia syna, bo ani Ty ani syn nie zyczycie
                      sobie rozwodu
                      >Niestety, ponieważ jeżeli orzeczony byłby rozpad małżeństwa z mojej
                      > winy, nie mam szansy na uzyskanie opieki nad synem, to jest powód,
                      >żeby do takiego orzeczenia nie dopuścić.
                      I to jest jedyne sensowne zdanie ...wiec nie dopusc do rozwodu z
                      Twojej winy, usiadz z zoną, ustal szczegóły i ustepstwa, bo moze sie
                      obejdzie bez bitwy na sali sądowej....jedo jest pewne bitwy w sadzie
                      ZAWSZE przenosza sie do domu.
                      • ak70 Scri!! 03.04.08, 12:37
                        Popatrz na mnie... moja matka też trzymała się kurczowo ojca,
                        bo "chciała aby dziecko miało oboje rodziców"... czy wiesz jak sie
                        to skończyło?? Jeśli kochasz swojego syna i chcesz dla niego dobrze,
                        nie zatrzymuj jej... wybierzcie kompromis dobry przede wszystkim dla
                        niego... nie zatrzymuj jej, bo efekt tego bedzie sie za nim wlókł
                        przez całe życie sad(
                        • to.ja.kas Ak70 03.04.08, 14:30
                          Witaj,

                          ostatnio zastanawiałam sie co u Ciebie i czy poradziłaś sobie ze
                          swoimi demonami?smile
                      • z_mazur Re: Bo to jest zwyczajne tchórzostwo... 03.04.08, 12:46
                        Rzeczywiście nie ma sensu ciągnąć tej dyskusji, bo Scri wie lepiej.

                        Jego syn chce, a że jego zachcianka jest zbieżna z chęciami Scri, no
                        to mu w to graj.

                        Jak syn będzie chciał przyćpać, bo tak sobie zachce, a Scri akurat
                        będzie potrzebował świętego spokoju i żeby syn się sobą zajął, to
                        też pewnie się zgodzi i jeszcze działkę mu kupi.

                        Scri zrozum, że rolą rodzica nie jest robienie tego co dziecko chce,
                        tylko tego co jest dla niego dobre. Przebywanie dziecka z dwojgiem
                        rodziców, z których jedno chce odejść, a drugie mu to skutecznie to
                        uniemożliwia jest dla dziecka złe (nie będę się już tutaj rozwodził
                        dlaczego) i dziecko może tego nie wiedzieć i nie chcieć, ale Ty jako
                        rodzic powienieneś to wiedzieć. A Ty z tej zachcianki dziecka
                        zrobiłeś sobie pretekst do działania na jego szkodę, nie życzę Ci
                        tego, ale żebyś kiedyś od tego 18 latka nie usłyszał: "że on ma w
                        dupie Twoje starania i że nigdy Ci tego nie wybaczy".

                        Tak jak ja mam teraz pretensje do rodziców, że mało skutecznie
                        gonili mnie do wieczornego mycia zębów i stąd teraz moje problemy z
                        próchnicą. I co z tego że ja wtedy migałem się od tego i
                        niespecjalnie mi się paliło do tego mycia. To rodzice wiedzieli (a
                        przynajmniej powinni wiedzieć) jakie mogą być tego konsekwencje.
                        • scriptus Re: Bo to jest zwyczajne tchórzostwo... 03.04.08, 13:09
                          Gdybym rozumiał, na czym polega ta szkoda dla dziecka, może bym
                          zmienił zdanie. Dlaczego szkoda ma być mniejsza, gby mieszkamy
                          osobno, niż, gdy mieszkamy razem? Przecież mieszkanie osobno w
                          niczym nie powoduje poprawniejszego wizerunku rodziny dla dziecka,
                          nie poprawi relacji pomiedzy mną i żoną. A poprzez mieszkanie osobno
                          ma na pewno gorszy kontakt co najmniej z jednym z rodziców.
                          Patrząc na wyroki sądowe, większą szansę byćtym odsuniętym mam ja,
                          bo opiekę w 97% dostają matki
                          • z_mazur Re: Bo to jest zwyczajne tchórzostwo... 03.04.08, 13:33
                            Poniżej efekt 2 minut poszukiwania w necie, artykuł jest napisany
                            przez księdza, więc trudno tu zarzucać jakieś zbyt liberalne
                            podejście do problemu.

                            Przeczytaj sobie kilkakrotnie ostatnie zdanie. Właśnie to chcesz z
                            pełną ŚWIADOMOŚCIĄ zafundować dziecku.

                            WPŁYW KONFLIKTU RODZICÓW NA DZIECKO
                            Konflikty rodzinne powstające na tle nieprzystosowania się rodziców
                            do siebie pod względem emocjonalnym czy intelektualnym lub
                            charakterologicznym i dążeniowym, albo na tle czynników
                            obiektywnych, takich jak złe warunki materialne, mieszkaniowe,
                            wypadki losowe itp. - stwarzają atmosferę utrudniającą lub wprost
                            uniemożliwiającą przystosowanie się dziecka do środowiska
                            rodzinnego. W takiej atmosferze czuje się ono zagrożone w poczuciu
                            swego bezpieczeństwa, na skutek czego rozwój jego osobowości ulega
                            zaburzeniu. Tego rodzaju warunki zaburzające mogą się zrodzić także
                            na skutek właściwości psychopatycznych tkwiących w osobowościach
                            rodziców lub na skutek błędnych metod wychowawczych, alkoholizmu
                            połączonego z awanturniczym zachowaniem się.

                            Praktycznie nie ma małżeństwa bez kłótni, konfliktów, rozterek, tzw.
                            kryzysów. Jednak nie zawsze małżonkowie, jako rodzice, zdają sobie
                            sprawę ze skutków, jakie ich konflikty powodują u dzieci. Ważną więc
                            sprawą jest dostrzeżenie tych skutków, jak też poszukiwanie sposobów
                            rozładowania negatywnych emocji, które wówczas rodzą się w dziecku.
                            Częste i ostre konflikty między rodzicami mogą doprowadzić do wielu
                            zaburzeń psychosomatycznych: lęków, płaczu, ogólnego rozdrażnienia,
                            zaburzenia snu, odczucia duszności, bólu głowy czy brzucha.

                            Jeśli w rodzinie konflikty się mnożą, gdy na dobre wybuchnie wojna
                            pomiędzy rodzicami, a kolejne próby porozumienia kończą się zaciekłą
                            awanturą, to sytuacja dziecka jest nie do pozazdroszczenia.
                            Bezpieczny do tej pory świat zaczyna się walić wraz z kolejną
                            kłótnią rodziców. Brak stabilności, niejasność i nieprzewidywalność
                            tego, co może się zdarzyć, nie pozostaje bez wpływu na rozwój
                            dziecka. Jest przerażone, wystraszone, zagubione w panującym
                            chaosie. Rodzice zajęci swoimi sporami, kłótniami, nie znajdują
                            czasu ani energii, by w sposób uważny zająć się dzieckiem. Traci ono
                            poczucie bezpieczeństwa, zaczyna się zamartwiać o przyszłość swoją i
                            rodziców. Dziecko zazwyczaj ma tendencje do przypisywania sobie winy
                            za kłótnie domowe. Może myśleć, że to z jego powodu rodzice nie mogą
                            się ze sobą porozumieć. Może dlatego, że było niegrzeczne, a może
                            już go nie chcą? Zaczyna się zastanawiać, czy rodzice nadal go
                            kochają i potrzebują.

                            Niezaspokojona potrzeba miłości i akceptacji powoduje przygnębienie
                            i smutek. Dziecko źle o sobie myśli: jestem beznadziejny, nic mi się
                            nie udaje, nikt mnie nie kocha itd. Unika kontaktów z rówieśnikami w
                            obawie, że go zdemaskują, wyśmieją, wyszydzą (oni są w porządku, ich
                            rodzice się nie kłócą). Dziecko zamyka się w sobie, przeżywa silne
                            napięcie, ma coraz liczniejsze wątpliwości. Jego sytuacja jeszcze
                            bardziej się pogarsza, gdy rodzice oczekują, by się opowiedziało po
                            czyjej jest stronie, kto ma rację. Dziecko miota się od jednego do
                            drugiego rodzica, próbując ich jakoś pogodzić. Odczuwa silny lęk
                            przed odrzuceniem, przed samotnością. Może on być tak silny, że
                            wywołuje u dziecka objawy nerwicowe, moczenie nocne, nocne koszmary,
                            kłopoty ze snem.

                            Zdarza się i tak, że na sytuacje konfliktowe dziecko reaguje buntem,
                            złością i agresją. Staje się nieznośne, nie tylko w domu, ale i w
                            szkole. Sprawia tzw. trudności wychowawcze, wszczyna bójki,
                            zaniedbuje naukę, wagaruje. Podejmuje rozpaczliwe próby zwrócenia na
                            siebie uwagi dorosłych. I jeśli w porę rodzice tego nie zrozumieją,
                            poszuka akceptacji, gdzie indziej np. w grupach rówieśniczych. A tam
                            na swój sposób z podobnymi sobie rozbitkami będzie szukać
                            zapomnienia i ulgi w alkoholu czy też w narkotykach.

                            Ale czy są takie spory rodziców, w których dziecko może lub powinno
                            uczestniczyć? Łatwiej odpowiedzieć na pytanie, w jakich kłótniach
                            nie powinno brać udziału. Na pewno nie należy w obecności dziecka
                            kłócić się na temat pożycia seksualnego i wychowania dzieci. Nie
                            należy, gdy kłótnie prowadzą do agresji, obrażania się, "cichych
                            dni". Wtedy na pewno warto chronić dzieci przed małżeńskimi
                            kłótniami.

                            W małżeństwie dochodzi do wielu mniej lub bardziej znaczących
                            sprzeczek (gdzie pojedziemy na urlop, na co oszczędzamy pieniądze,
                            jak spędzimy wolny czas itd.), które nie prowadzą do awantury ani do
                            zerwania komunikacji. Wtedy dzieci mają możliwość uczenia się, w
                            jaki sposób można rozwiązywać spory, by dojść do porozumienia. Ważne
                            jest, by dziecko uczyło się, że konflikty i wrogie uczucia zdarzają
                            się ludziom, którzy się kochają. Można się ze sobą nie zgadzać,
                            sprzeczać, kłócić, nie przestając się kochać i szanować. Dzieci,
                            które nigdy nie były świadkami kłótni, która zakończyła się
                            porozumieniem, wszelkie przejawy niezadowolenia, złości kierowane
                            pod ich adresem mogą odbierać jako koniec miłości ze strony
                            rodziców, bliskich. Ukrywając przed dziećmi małżeńskie spory, uczymy
                            je, że jest to coś złego, wstydliwego, że różnice zdań należy
                            bezwzględnie tłumić.

                            Jeżeli jest tak, że rodzice się kłócą dość często i jest to ukrywane
                            przed dzieckiem, to prawdopodobnie jest tam przewlekły konflikt, a
                            dziecko i tak czuje napięcie. Już dwu-, trzyletnie dziecko to czuje.
                            Kompletne ukrywanie nie ma sensu. Ważne jest to, jak się kłócić, o
                            co i jak to się zakończy. Dla dziecka mniej zagrażające są nawet
                            częste, drobne kłótnie rodziców niż ciągłe silne napięcie między
                            rodzicami, którzy się nie kłócą.
                          • chalsia Re: Bo to jest zwyczajne tchórzostwo... 03.04.08, 14:09
                            scriptus napisał:

                            > Gdybym rozumiał, na czym polega ta szkoda dla dziecka, może bym
                            > zmienił zdanie.

                            Fakt, nie ma co dyskutować ze Scri, który od lat czyta tu setki postówi historii
                            i jeszcze się impregnowany biedaczek NIE DOWIEDZIAŁ na czym polega krzywda
                            dziecka mieszkającego w lodowni.
                            • to.ja.kas Re: Bo to jest zwyczajne tchórzostwo... 03.04.08, 14:12
                              > scriptus napisał:
                              >
                              > > Gdybym rozumiał, na czym polega ta szkoda dla dziecka, może bym
                              > > zmienił zdanie.

                              Ech szkoda gadac. Jak tak wygladało Twoje zycie rodzinne, byłes tak
                              uparty i tak nierozumiałes rzeczy dla Ciebie niewygodnych to ja
                              szczerze mówiąc nie dziwie sie, ze tak się to skończyło.

                              Scri sam jestes jak dzieciak który tupie nogą i woła "a ja chce!!!".
                          • chalsia Re: Bo to jest zwyczajne tchórzostwo... 03.04.08, 14:12
                            > Patrząc na wyroki sądowe, większą szansę byćtym odsuniętym mam ja,
                            > bo opiekę w 97% dostają matki

                            co czytam kolejny tekst Scri, to coraz bardziej dochodze do wniosku, że on jest
                            nie tylko impregnowany ale i ślepy.
                            Tak, w większości opiekę dostają matki, ale to głównie dotyczy dzieci młodszych,
                            których opinie nie są brane pod uwagę przez sąd i jedynie RODK ma głos dodatkowy
                            w sprawie.
                            • to.ja.kas Re: Bo to jest zwyczajne tchórzostwo... 03.04.08, 14:16
                              Chalsia, Bo Scri nie chce zrozumieć.
                              Zrozumienie musiałoby zweryfikować jego zachowanie i podejście do
                              problemu.
                              A tak nie rozumie i koniec.
                              Scri ja nie znałam jeszcze szczesliwego i nie raniacego siebie i
                              dzieci małżeństwa na siłę.
                              Poczytaj dzieje forumowiczów i foremek co sie zaparły, że rozwodu
                              nie dadzą. Nigdzie happy endu. A najbardziej cierpią dzieci.
                          • cathy_bum Znam osobiście... 03.04.08, 18:03
                            ...sytuacje, kiedy rodzice nastolatka postanowili trwać w formalnym
                            związku i mieszkać pod jednym dachem dla "jego dobra". Tam nawet
                            specjalnie kłótni nie było, ot każde z małzonków żyło swoim życiem,
                            nie zwracając szczególnej uwagi na tego drugiego.
                            Ten człowiek, dziś już dorosły, wspomina chłód i podskórne napięcie,
                            które aż zatykało. Choć sobie wtedy tego nie uświadamiał. Miał w
                            końcu oboje rodziców w domu, siadali razem do niedzielnych obiadków
                            i dzielili się nawet obowiązkami w domu... Wyniósł z domu lęk przed
                            związkami. Długo doszukiwał się w sobie winy, na swoje życiowe
                            niepowodzenia patrzył tylko przez to, jak to wpłynie na domową
                            sytuację. Przez to wszystko odsunął się od obojga rodziców. Kontakt
                            z nimi odbudował dopiero ładnych parę lat po ich rozwodzie.
                            Twierdzi, że stokroć by wolał, gdyby się wtedy rozwiedli, nie
                            fundując mu atmosfery lodowni w domu.
                            Ten człowiek to mój brat przyrodni..., który mi zazdrości, że moja
                            matka rozwiodła się z naszym wspólnym ojcem bez zbędnej zwłoki.
                            To tak pod rozwagę.
                        • crazyrabbit Re: Bo to jest zwyczajne tchórzostwo... 03.04.08, 18:40
                          z_mazur napisał:

                          > Rzeczywiście nie ma sensu ciągnąć tej dyskusji, bo Scri wie lepiej.
                          >
                          > Jego syn chce, a że jego zachcianka jest zbieżna z chęciami Scri,
                          no
                          > to mu w to graj.

                          Zastanawiam się , czy to na pewno syn tak chce , czy mu Scri to
                          wmówił...
                          Kurcze , przerażasz mnie Scriptus...
                    • chalsia Re: Bo to jest zwyczajne tchórzostwo... 03.04.08, 14:05
                      > Ja chcę tylko, żeby mój syn mieszkał ze mną tak długo , dopóki on tego będzie
                      > chciał, a ja tego też chcę.
                      > Chciałbym, żeby ona mieszkała z nami, bo tego chce syn, ale na to nie mam
                      > wpływu. Niestety, ponieważ jeżeli orzeczony byłby rozpad małżeństwa z mojej
                      > winy, nie mam szansy na uzyskanie opieki nad synem, to jest powód, żeby do
                      > takiego orzeczenia nie dopuścić.

                      Scri, bzdury wypisujesz i sam sobie przeczysz.
                      Ostatnia Twoja tu wersja była, że żona chce się wyprowadzić i chce bez orzekania
                      o winie.
                      I nie jest prawdą, że w przypadku orzeczenia o winie ojca nie ma on szans na
                      uzyskanie opieki nad dzieckiem w przypadku gdy chodzi o 14-sto latka, którego
                      opinia w kwestii z kim chce na stałe mieszkać, jest brana przez sąd pod uwagę.
                      • betuana Re: Bo to jest zwyczajne tchórzostwo... 03.04.08, 14:17
                        A może Scriptus boi się, że syn zapytany odpowie: "Kocham Cię Tato,
                        ale mieszkać chcę z Mamą"?...
    • tricolour No to na czym stanęło? 03.04.08, 18:10
      Że żona Scri ma rację. Że chce odejść, bo nie może żyć z automatem. Że dziecku
      będzie lepiej gdy nie będzie lodu, a będzie miało dwa domy, w którym będzie
      dbane o dziecko.

      Że trzeba taktycznie przegrać, ponieść życiową porażkę, zrewidować chore
      ambicje, przyznać się, że nie potrafi się utrzymać związku, że każdy dureń ma
      żonę, a ja nie - to właśnie trzeba zrobić. Przyznać się do podstawowej
      nieumiejętności życiowej i na jej podstawie zacząć życie ze świadomością, że się
      NIE ZBUDOWAŁO STABILNEGO ZWIĄZKU.

      Narysowanie układu odniesienia powala zobaczyć własne położenie i wyznaczyć cel.
      • phokara Re: No to na czym stanęło? 03.04.08, 18:22
        > Narysowanie układu odniesienia powala zobaczyć własne położenie i
        > wyznaczyć cel

        Jeszcze zapomniałes tylko dodać, że taka postawa jest sensowna
        wyłacznie dla osób, które mają charakter i siłę cos z tym zrobić. Bo
        po kiego grzyba wyznaczać cel, którego się nigdy nie zrealizuje? To
        cholernie frustrująca sprawa. Najprościej jest poczekac, aż ktoś to
        za nas załatwi (dobra wróżka albo zła żona) - bo wtedy można miec
        dalej pretensję do wszystkich dookoła, a samemu trwać w papierowym
        (ale jednak) wizerunku cierpietnika tudziez bohatera.
        • akacjax Re: No to na czym stanęło? 03.04.08, 18:51
          A najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że lata czytania, bywania na tym forum nie otworzyło ani trochę oczu Scri.
          Dla niego rodzina w jednym domu-to gwarancja szczęscia dziecka. Tudzież 18 lat załatwia sprawę. Gdy się ma dorosłe dzieci sąd ani je wspomni na sprawie, a to nie znaczy, że na nich sie rozwód nie odbija.
          Przeciwnie im dziecko starsze tym bardziej, nawet niechcąco jest zaangażowane w rozwód.
          Pomijam, że u Scri dziecko już ze 4 lata jest w nicości rodzinnej.


          • sylwiamich Re: No to na czym stanęło? 03.04.08, 22:19
            Tak czytam ten wątek i ogarnia mnie niesmak.Najpierw z powodu
            niezauważenia chorego myślenia Scri.Teraz z powodu nagonki na niego,
            w której ja uczestniczę.
            Scri....
            1.Kobiety nie odchodzą bez powodu.NIGDY.Jeśli twoja żona nie ma
            nikogo....jest szansa.I mówię Ci to jako kobieta.
            Zastanów się chłopie czego chcesz?
            Mieć papierową rodzinę z nieszczęśliwymi "człowiekami"-jak mawia mój
            kot?
            Czy roztlić to co przygasa?
            Bo jesli to drugie....i całym sercem.....to jest możliwe.
            Wiem że się boisz.Myślę że pustki...takiej antymaterii co wchłania.
            To iluzja.W Twojej głowie.
            Nie wiem czy to prawda...ale myślę że boisz się że popłyniesz....
            • ivone7 Re: No to na czym stanęło? 03.04.08, 23:52
              zgadzam sie sylwia...kobiety nie odchodza do nikad...
              a scri walczyl o to malzenstwo przez dlugi czas...
              mnie zastanawia jedno..czy dopiero teraz nie slucha tego co sie do
              niego mowi i pisze czy to juz tak trwa..bo nie wyobrazam sobie
              naprawy malzenstwa, kiedy nie ma sluchania potrzeb innych..
              na poczatek proponuje lekture fajnej ksiazki "jak mowic by dzieci
              sluchaly, jak sluchac by dzieci mowily" mozna to naprawde odniesc do
              kontaktow z doroslymi..
              i jeszcze jedno..drogi scriptusie, nie zmienisz innej osoby, nie
              masz takiej mocy, mozesz tylko zmienic siebie i to spowoduje zmiane
              postrzegania ciebie przez innych..ale tutaj musialbys wiedziec gdzie
              popelniles blad, a mnie sie wydaje, ze do tej pory nie wiesz..
              powodzenia, mam nadzieje ze szybko sie otrzasniesz

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka