scriptus 27.03.08, 09:43 Żona w pozwie napisała, że powołuje świadka na okoliczność dziecka. W jakim celu to może robić i czy ja również mogę/powinienem to zrobić. O co tu właściwie może chodzić?? Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
sylwiamich Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 27.03.08, 09:47 Jesooo...Scri!!! forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=24087&w=77443510 Odpowiedz Link
z_mazur Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 27.03.08, 09:53 To standardowa procedura wynikająca z przepisów KRiO. W przypadku gdy w małżeństwie są małoletnie dzieci sąd w trakcie sprawy rozwodowej musi sie zorientować w aktualnej i przyszłej sytuacji dzieci po rozstaniu rodziców. Ponieważ w przypadku zeznań rodziców można się spodziewać stronniczości sąd musi przeprowadzić dowód na tą okoliczność. Najczęściej takim dowodem są zeznania niezależnego świadka, rzadziej wywiad kuratora. Odpowiedz Link
akacjax Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 27.03.08, 11:26 Mój syn miał 17,5 w dniu sprawy. Sędzina mówi-proszę przyprowadzić kogoś-no bo muszę mieć coś w papierach. Chyba, że woli pani wywiad kuratorski, ale to trzeba zapłacić. Teraz jak nie ma pojednawczych-od razu siezgłasza świadka do opieki nad dzieckiem-znaczy żona o taką opiekę wystepuje. Czy Ty też? Czy uzgadnialiście cokolwiek? Co dziecko-przecież nie malutkie- na to? Odpowiedz Link
scriptus Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 27.03.08, 15:23 Czytałem ten drugi wątek, mimo to mam mnóstwo pytań i wątpliwości... Żona występuje "w domyśle", to znaczy nie ma o tym wprost w pozwie, ale widocznie uważa to za coś tak oczywistego, że nawet tego ze mną nie omawiała, ani nawet o tym nie napisała w pozwie. Zresztą, ja "oficjalnie" jeszcze nic o tym pozwie i rozwodzie nie wiem, nic nie przyszło pocztą, po prostu sam poszedłem do sądu i zajrzałem w akta, zrobiłem fotokopię dokumentów... Zapewne to wszystko przyjdzie na dwa tygodnie przed rozprawą, albo nie wiem, kiedy. Zatem rozmowy na ten temat nie wszczynam, żona też nie zechciała mnie poinformować licząc zapewne na efekt zaskoczenia. Widzę, że muszę sobie przygotować własnego świadka, nie wiem, jaka jest procedura powołania takiego świadka, chyba nim może być mój ojciec... Czy w tym celu muszę napisać jakiś kontrpozew, czy też wystarczy to zgłosić na rozprawie?? Na temat wywiadu kuratorskiego, na czym to polega i ile to kosztuje?? Czy kuratora wyznacza sąd, czy też trzeba znaleźć własnego?? (Pytam przez analogię do adwokata) Odpowiedz Link
scriptus Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 27.03.08, 15:27 Żona występuje "w domyśle" o przyznanie opieki nad dzieckiem. Przepraszam, "skróciło mi się" Odpowiedz Link
chalsia Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 27.03.08, 16:00 > Na temat wywiadu kuratorskiego, na czym to polega i ile to kosztuje?? Czy > kuratora wyznacza sąd, czy też trzeba znaleźć własnego?? (Pytam przez analogię > do adwokata) kuratora wyznacza sąd. Nie wiem czy to w ogóle kosztuje skoro jest przysyłany "z urzędu". Co do twojego ojca jako świadka - wnieś o jego przesłuchanie jako świadka na okoliczność warunków dzieci w swojej odpowiedzi na pozew (jak już go dostaniesz). I wtedy po prostu przybadź do sądu na rozprawę od razu z ojcem. Odpowiedz Link
sylwiamich Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 29.03.08, 08:01 za kuratora parę lat temu zapłaciłam bodajże 70zł.Opłacało się...rozwodziłam się na drugim końcu polski. Odpowiedz Link
scriptus Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 31.03.08, 07:50 Dzięki, to jest konkret Rozumna cena. Odpowiedz Link
akacjax Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 31.03.08, 15:14 Piszesz o występowaniu w domyśle-nie napisała w pozwie, że chce opiekę? Nie musi z Tobą rozmawiać, ale jakoś dowiedziałeś się, że pozew złożyła. Może wiedziała, że masz prawo do wglądu. Czy masz termin sprawy wyznaczony? Odpowiedz Link
scriptus Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 31.03.08, 17:11 Nie napisała, że chce opiekę, ale napisała, że chce alimenty... więc przyznanie jej opieki uważa za defaultowe. Nie wiem, czy tak jest, ale według powszechnego mniemania raczej tak. Oby tak można włączyć ten Control Panel i przełączyć to we właściwy stan... tj. opieka obojga rodziców O pozwie mi powiedziała dwa miesiące po jego złożeniu, ale ponieważ już mi ze trzy razy powiedziała, że złożyła, a nie złożyła, nie wziąłem tego bardzo poważnie. Zdenerwowało mnie to jednak jako dręczenie i zadałem pytanie na forum, jak to sprawdzić. Doradzono mi tu na forum, żebym poszedł do sądu, co też zrobiłem i w związku z tym znam już termin sprawy, choć oficjalnie ani ja, ani ona (chyba) nic nie dostaliśmy. Odpowiedz Link
akacjax Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 31.03.08, 19:01 To dziwne, że nic nie przyszło, a termin podany(czyli wpłata wpłynęła). Możesz pofatygować się jeszcze raz do sądu lub zadzwonić do sekretariatu-czy aby nie odesłano Twojego powiadomienia. W zasadzie sąd przysyła znacznie wcześniej, bo jest wyznaczony czas na odpowiedź..i to nie jest dwa tyg. przed sprawą. Czy ktoś mógł odebrać podając się za Ciebie? Odpowiedz Link
chalsia Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 01.04.08, 00:35 akacjax napisała: > To dziwne, że nic nie przyszło, a termin podany(czyli wpłata wpłynęła). Możesz > pofatygować się jeszcze raz do sądu lub zadzwonić do sekretariatu-czy aby nie o > desłano Twojego powiadomienia. > W zasadzie sąd przysyła znacznie wcześniej, bo jest wyznaczony czas na odpowied > ź..i to nie jest dwa tyg. przed sprawą. Czy ktoś mógł odebrać podając się za Ci > ebie? Akacjax dobrze prawi. Odpowiedz Link
scriptus Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 01.04.08, 10:18 Dzięki za podpowiedź, jednak jeśli ktoś odebrał to pismo za mnie, to chyba źle zrobił.... dla siebie. Jeśli nic nie otrzymam, to chyba nie mam powodu stawić się na sprawie, a to raczej nie mi na tym zależy. I nie mi zależy na czasie. Przeciwnie, sprawa to ryzyko, że przegram i zostanie mi odebrane dziecko, ale także możliwość, że wygram i dziecko zostanie ze mną.... więc może lepiej pograć na zwłokę? Przecież obecnie dziecko jest z nami obojgiem, a ja praktycznie ponoszę niemal wszystkie wydatki na dom i utrzymanie dziecka. Nie wiem, czy dobrze myślę i jakie mogą być konsekwencje, że ktoś odebrał za mnie, albo ktoś schował awizo. Czy jeśli nic nie dostanę, to iść na sprawę, czy nie iść. Czy taka sprawa może się odbyć bez mojego udziału?? Chyba nie. Czyim obowiązkiem jest skuteczne doręczenie mi pozwu? Co by się stało, gdybym pozwu nie odebrał z własnej, a co, gdyby nie z własnej winy? jak to udowodnić, że to nie moja wina? Szczerze mówiąc nie chcę wykazywać złej woli, to mnie tylko może pogrążyć, ale czy taką złą wolę można mi przyszyć, na przykład chowając awizo, a potem twierdzić, że umyślnie nie odebrałem? Sam już nie wiem, jakie działanie jest w moim interesie, a jakie może zaszkodzić A co do alimentów, nie chcę występować o ich niezasądzenie, ale o zasądzenie alimentów od żony na rzecz dziecka w wysokości 0 zł, może lepiej, niech to będzie 1 zł?? Przecież napisała w pozwie, jaką to ma strasznie ciężką sytuację materialną, przecież nie chcę jej pozbawiać środków do życia... Nie jestem materialistą. Nawet chętnie pomogę, z domu jej przecież nie wyganiam lodówki przecież nie zamknę, za czynsz też nie musi płacić, pieniędzy też dam, jak by naprawdę potrzebowała .... to chyba razem warte nawet więcej, niż te alimenty, które ona chce wysądzić ode mnie. Nie wiem, co mam robić i smutno mi. Z jednej strony wiem, że Jej nie zatrzymam, chociaż Ją kocham.... z drugiej, dziecko potrzebuje ojca i matki i to mu chcę zapewnić. Samemu jest mi coraz trudniej to wszystko wytrzymać i najchętniej bym uciekł. Wiem, że to jeszcze muszę wytrzymać kilka latek, aż dziecko dorośnie, a potem, niech się dzieje wola nieba. Moje dziecko zawsze znajdzie drogę do mnie. A żona, niedługo była żona, ode mnie Odpowiedz Link
tricolour Scriptusie! 01.04.08, 11:53 Twierdzę, że działasz na szkodę żony, dziecka i swoją. Twoja biernośc i niechęć do podjęcia jakiejkolwiek decyzji szkodzi bliskim. Nawet dziecko chcesz pozbawić alimentów żeby tylko nie trzeba było dać głosu. Nie da się całego życia spędzić na uciekaniu od WŁASNYCH spraw. Odpowiedz Link
scriptus Re: Scriptusie! 01.04.08, 13:41 Tri, ja decyzje podjąłem, że zablokuję wszelkie działania rozwodowe do matury dziecka, albo tylko do pełnoletniości, to jeszcze tylko kilka lat. Potem, można powiedzieć, będzie mi to obojętne, mogę się zgodzić na cokolwiek. Również zadam pytanie jak można pozbawić dziecko czegoś, czego nie ma?? Jeśli ja je utrzymuję w tej chwili, to co zmieni się po sprawie? Żeby tak się stało, dam głos, i to zdecydowany, mocno poparty. Odpowiedz Link
akacjax Re: Scriptusie! 01.04.08, 14:24 1. Zbadaj w sądzie sprawę doręczenia wezwania. 2.Pomyśl-jeżeli nie wyrazisz zgody na rozwód bez orzekania-do tego powiesz, że ucierpiałoby na tym małoletnie dziecko-sprawa bedzie się ciagnąć......żona będzie musiała udowodnić Twoją winę-inaczej nie będzie tematu. Tylko, co w sumie lepsze dla dziecka? 3. Wg mnie zona chce tzw. opieki nad dzieckiem-sąd musi wskazać jednego z rodziców-skup sie nad udowodnieniem, że lepiej się dzieckiem niż żona zaopiekujesz-sprawa alimentów w tym wypadku drugorzędna. A tak na marginesie napisz nam-dlaczego Ty się lepiej zaopiekujesz? jak z czasem u Ciebie wolnym od pracy-wiesz to dla sądu się liczy. Może sąd zapyta dziecko-jeżeli dośc duże lub wyśle go na płątne badania-z kim ma większa więź. 4. Dziwnie tak bez rozmów z zoną zakładaćjak ona sobie wyobraża Wasze życie po...zostajecie w tym domu razem? Czy ona ma inna wizję? Dowiedz się jaką. 5. Jak myślisz na ile żona jest nastawiona na rozwód, na ile chce walczyć, na ile gotowa jest manipulować, wykorzystać Twoją łagodność... Bo to, że Ty chcesz by było łagodnie i cicho nie znaczy, że tak będzie. Odpowiedz Link
scriptus Re: Scriptusie! 01.04.08, 15:17 akacjax napisała: > 1. Zbadaj w sądzie sprawę doręczenia wezwania. OK, dzięki, tak zrobię > 2.Pomyśl-jeżeli nie wyrazisz zgody na rozwód bez orzekania-do tego powiesz, że > ucierpiałoby na tym małoletnie dziecko-sprawa bedzie się ciagnąć......żona będz > ie musiała udowodnić Twoją winę-inaczej nie będzie tematu. Tylko, co w sumie le > psze dla dziecka? Wolałbym sprawę ustabilizować, mniej stresu i kosztów, jednak już określiłem sobie cel, po prostu rozwodu nie będzie do pełnoletniości dziecka, to raptem 4 lata. Dlatego mam zamiar się zgodzić na ewentualną separację, pod warunkiem, że ona odłoży swoje "zabiegi o rozwód" na te 4-5 lat. A co do tego, co lepsze dla dziecka? Nie ma u nas jakichś awantur, gospodarstwo domowe funkcjonuje względnie poprawnie. > 3. Wg mnie zona chce tzw. opieki nad dzieckiem-sąd musi wskazać jednego z rodzi > ców-skup sie nad udowodnieniem, że lepiej się dzieckiem niż żona zaopiekujesz-s > prawa alimentów w tym wypadku drugorzędna. > A tak na marginesie napisz nam-dlaczego Ty się lepiej zaopiekujesz? jak z czase > m u Ciebie wolnym od pracy-wiesz to dla sądu się liczy. > Może sąd zapyta dziecko-jeżeli dośc duże lub wyśle go na płątne badania-z kim m > a większa więź. Czas pracy, w zasadzie mam elastyczny, i tak się dzieckiem opiekuję, pomagam w nauce, robię mu znaczną część posiłków, śniadanka, kanapki do szkoły, budzę go rano, robię kolacyjki, to ja kupuję jedzenie dla niego, często także piorę mu i prasuję. I tu się nic nie zmieni. Może najwyżej to, że zamiast robić to w 70 % przypadków będę to robił w 100 % On zresztą uwielbia ze mną na przykład gotować > 4. Dziwnie tak bez rozmów z zoną zakładaćjak ona sobie wyobraża Wasze życie po. > ..zostajecie w tym domu razem? Czy ona ma inna wizję? Dowiedz się jaką. Ona ma zdecydowanie inną wizję, polegającą na wymianie mieszkania na dwa mniejsze. Uważam, że o tym możemy ewentualnie myśleć, jak dzieciak dorośnie. > 5. Jak myślisz na ile żona jest nastawiona na rozwód, na ile chce walczyć, na i > le gotowa jest manipulować, wykorzystać Twoją łagodność... > Bo to, że Ty chcesz by było łagodnie i cicho nie znaczy, że tak będzie. Żona jest na pewno mocno nastawiona na rozwód, jest wytrawną manipulatorką, tyle, że ja tez się na tych jej sposobach znam i przeważnie udaje mi się likwidować skutki manipulacji Odpowiedz Link
akacjax Re: Scriptusie! 01.04.08, 19:32 Czy masz na mysli separację sądową? Mam taką-uważam, że mogę się wypowiadać: toż to jest na zewnątz takie samo jak rozwód. Ta sama rozdzielność, też można o podział wystapić, wyprowadzić się też się nie dziedziczy itd. I tez ustala się opiekę nad dziećmi, nawet też jest lub nie ma orzekanie winy. Tylko nie można zawrzeć ponownie ślubu, kobieta zmienić nazwiska nie może. Co to zmieni Twojemu dziecku? A wygląda, że to jest priorytet. Więcej, o ile jedna ze stron wystepuje o sep. a druga o rozwód-rozstrzyga się wniosek dalej idący-czyli rozwód. Innymi słowy-nie jest podstawa co ty byś chciał-ale co i jak możesz osiagnąć. Musisz miec dobrych świadków na okolicznośc opieki-rodzina, znajomi, do sądu ludzie wloką różne rzeczy-opinie ze szkoły dziecka-kto chodzi na zebrania, itd. Nie chcę pisać za wiele szczegółów-bo nie wiemy kto podczytuje i zechce wykorzystać info w złym celu. Oczywiście nie ma mocnych byś musiał się wyprowadzić z mieszkania, w którym masz stały meldunek, ale jak zona chce osiagnąć zamierzony cel? Założy sprawę o podział majatku? Mieszkanie wspólne? Musisz patrzeć nie tylko tu i teraz, ale do przodu! Z tego, co piszesz nie wiem-czy ty nadal kochasz zonę, czy tylko nie umiesz odnaleźć się nagle w nowej rzeczywistości. W nowym obrazku, który nie Ty układasz. Odpowiedz Link
scriptus Re: Scriptusie! 02.04.08, 07:47 Boję się zemsty, czyli jakiegoś robienia długów itp. Już i tak ich dość spłacam. Może powinienem uzyskać jakąś rozdzielność majątkową. Żenić się nie zamierzam, a ona, niech się wstrzyma te kilka latek, nie sądzę, żeby zachodziła jakaś okoliczność wymagająca gwałtownych ruchów, wpadka, czy coś.... Moje dziecko wierzy, że mu zapewnię bezpieczne dorastanie w obecności mamy i taty i nie mogę go zawieść. Odpowiedz Link
sylwiamich Re: Scriptusie! 02.04.08, 08:01 Scri...jestem przerażona tym co piszesz.Nie znam Twojej sytuacji zbyt dobrze, więc trudno mi wyrokować.Ale nie masz prawa zatrzymywać jej siłą.Ona jest wolnym cżłowiekiem i chce od Ciebie odejść.Czy fakt że coś tam obiecałeś dziecku (a może sobie?) stwierdza Twoje prawo do podejmowania prób zatrzymywania kogoś manipulowaniem?Jakie zresztą miałeś prawo coś takiego obiecywać?Co zmieni trzymanie trupa w szafie następne 4 lata?Podaj choć jeden rzeczywisty powód. I jeszcze jedno...wiek 18 lat jest jedynie umownym wiekiem wkroczenia w dorosłość. Odpowiedz Link
scriptus Re: Scriptusie! 04.04.08, 01:52 > Więcej, o ile je > dna ze stron wystepuje o sep. a druga o rozwód-rozstrzyga się > wniosek dalej idący-czyli rozwód. Dzięki za informację, zatem wystąpienie o separację jest błędem. Odpowiedz Link
krolowazla Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 03.04.08, 14:12 Mój m dostał wezwanie na sprawę wraz z odpisem mojego pozwu 13 dni przed rozprawą. Odpowiedz Link
fragile66 Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 31.03.08, 17:32 Pamiętaj że ten świadek może zeznawać tylko na okoliczność sytuacji dzieci, a nie rozpadu więzi. Więc jeśli zgadzasz się z żoną co do opieki nad dziećmi po rozwodzie, to powoływanie własnego świadka nie ma sensu - to tak czy inaczej jest tylko formalność i jak słusznie ludzie piszą, zastępuje wywiad środowiskowy. Chyba że w odpowiedzi na pozew napiszesz coś całkiem przeciwnego do pozwu, np. że się nie zgadzasz na rozwód, chcesz się opiekować dziećmi i dostawać od żony alimenty - wtedy świadek na okoliczność sytuacji dzieci jest moim zdaniem niepotrzebny, bo i tak czeka cię (paro)-letnia gehenna z udowadnianiem winy. Po paru miesiącach już nie będzie miało znaczenia, co mówił świadek na okoliczność dzieci - tyle sobie nawzajem szpil powtykacie. Podsumowując, jeśli zgadzasz się z tym co jest w pozwie, to nie powołuj drugiego świadka na okoliczność dzieci. Jeśli się nie zgadzasz, tym bardziej. Odpowiedz Link
scriptus Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 31.03.08, 18:12 Otóż wcale nie chcę udowadniać winy żony... Do czego mi ta wina? Przecież ostatnie, co bym zrobił, to przyjął jakiekolwiek pieniądze od niej po rozwodzie. Chcę po prostu uzyskać opiekę nad dzieckiem, bo wiem, że wtedy mi nikt nie utrudni kontaktów z nim. A sam gotów jestem jeździć po żonę, jeśli by zbyt rzadko odwiedzała dziecko, to nie jej dobra wola, tylko obowiązek. I nie chcę żadnych alimentów, jeśli matka zechce coś dziecku kupić, dobrze, nie zechce, drugie dobrze i tak ja jestem mu w stanie zapewnić lepszą opiekę, bo ją zapewniam już teraz na codzień. Odpowiedz Link
chalsia Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 01.04.08, 00:35 > żadnych alimentów, jeśli matka zechce coś dziecku kupić, dobrze, nie zechce, > drugie dobrze takiej opcji nie ma - sąd z urzędu musi zasądzić alimenty na dziecko - czy jako klepnięcie ustalonej przez strony sumy (wtedy sąd nie wnika czemu akurat taka kwota) czy jako efekt zażartej walki o kazdy grosz. Odpowiedz Link
scriptus Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 01.04.08, 10:27 Nie chcę walczyć o grosze, zastanawiam się, jaka jest najniższa kwota, którą sąd zaakceptuje. Jeśli będzie najniższa, to i żona nie oprotestuje tej kwoty, dlatego chciałem zaproponować alimenty w kwocie zero, ale to może nie przejść. Zresztą, czy mogę nie przyjąć zasądzonych alimentów ?? Po co mi to, alimenty są wprawdzie na dziecko, ale potem ktoś będzie gadał, że daję się utrzymywać kobiecie. Jak ma ochotę i chce być taką dobrą matką, może po prostu coś dziecku kupić. Odpowiedz Link
mini_me Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 01.04.08, 10:58 Ja nie widzę probelmu bierzesz tyle kasy ile chce Ci dać otwierasz konto i wpłacasz pieniądze a potem konto przepisujesz na dziecko! Dziecko ma to co mu się nalezy a Ty masz czyste sumienie i nie boisz się że " ktoś będzie gadał, że daję się utrzymywać kobiecie." Odpowiedz Link
libra22 Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 01.04.08, 13:36 W tym roku kurator 71 zł z groszami. Mój eks proponował świadka na okoliczność dziecka, ale sąd go nie wezwał - wystarczyła opinie kuratora. Dziwne, że żona nie wniosła o opieke oraz o miejsce zamieszkania dziecka. Opiekę możecie sprawowac oboje, ale miejsce zamieszkania sąd wksazuje przy jednym rodzicu. Taki rodzic może np rozliczać się z podatku, jako samotny razem z dzieckiem, co bywa korzystniejsze. Zakładasz chyba na wyrost, że to Tobie sąd przyzna to miejsce zamieszkania i że to żona tobie będzie płacić alimenty. Możesz w razie takiej sytuacji chyba powiedzieć, że wnosisz o jak najniższą kwotę od żony. Sąd i tak bierze pod uwagę jej dochody. Co do terminów: mój eks wniósł sprawę w sierpniu, a pismo przyszło 29 grudnia z terminem na 17 stycznia. Choć termin był znany w październiku - ale dowiedzielismy się o nim, dzwoniąc i pytająć (przez podanie sygnatury akt). Więc pewnie jeszcze nic Ci nie przysżło. Na dodatek na moimw ezwaniu była adnotacja, że moje niestawienie się sprawi, że sprawa może zostać rozstrzygnięta beze mnie. Więc jeśli Ty chcesz te opiekę nad dzieckiem to jakim cudem chcesz ją dostać bez pojawienia się w sądzie? Chyba, że ja Cię źle zrozumiałam. Odpowiedz Link
scriptus Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 01.04.08, 14:24 Rozumiem już sens schowania przede mną awiza.... skoro sprawa może się odbyć beze mnie. To nawet bardzo sprytne. Nic z góry nie zakładam, ale chciałbym, żeby sąd oszczędził bolesnych zmian mojemu dziecku. W tej chwili mieszka ze mną i z mamą i to mama się separuje. Dziecko ma swój domek, swój pokój i mieszka w nim niemal od urodzenia, ma swój azyl i poczucie bezpieczeństwa. Ma podwórko, kolegów, itd.... Nie mam zamiaru pozwolić mu tego odebrać z powodu jakichś fanaberii znudzonej kobiety. Na alimentach mi nie zależy, więc masz rację, że właściwe będzie wnioskowanie po prostu o jak najniższą kwotę alimentów. Odpowiedz Link
libra22 Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 01.04.08, 17:31 Możesz chodzić na pocztę co dwa dni i się pytać. I zastrzec niewydawanie do rąk żony poleconego z Sądu. Poza tym widzę, że do Ciebie nie dociera pomimo tylu lat bywania tutaj, że przyznanie Ci opieki nad dzieckiem może nie być takie łatwe jak Ci się wydaje. Nie wystarczy, że rzucisz te kilka argumentów, które tu napisałeś. Kurator po rozmowie z Tobą , żoną i dzieckiem (w moim przypadku tylko ze mną i dzickiem, bo eks od 3 lat nie mieszkał) napisze pismo, między innymi o związku emocjonalnym z rodzicami/rodzicem. Jesli będziesz chciał opieki nad dzieckiem, to pewnie sprawa będzie się przeciągać i zahaczy o dalsze opinie psychologów. A dziecko ile ma lat? Może jego zapytają? Odpowiedz Link
ivone7 Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 01.04.08, 23:52 czytam i tak mi sie samo nasunelo.. -dziecko ma lat 14-15..moze samo zadecydowac z kim chce zostac ( takie prawa nabywa sie chyba w wieku 13 lat) -teraz jest takie prawo, ze jesli jest pismo z sadu, lub policji i go nie odbierzesz a jest wyslane na adres zameldowania, to i tak oni biora za pewnik ze jest doreczone i ponosisz tego konsekwencje -walka o opieke nad dzieckiem to ciezka sprawa, szczegolnie ciezka jak przeciwnik manipulator ( a tak piszesz o zonie)i to dodatkowo z parciem na wygrana -alimenty, jesli takowe uzyskasz mozesz wplacac dziecku na konto/polise lub ewnentualnie na dom dziecka..jesli tak cie parza -zacznij myslec jak facet z jajami, bo moze ktos to zrobi za ciebie i bedzie na to za pozno Odpowiedz Link
scriptus Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 02.04.08, 08:00 Zadawanie dziecku pytania, z kim chce być, z tatą, czy mamą.... to po prostu niemoralne, gdy chce być i z tatą i z mamą. Odpowiedz Link
panda_zielona Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 02.04.08, 02:59 > Chcę po prostu uzyskać opiekę nad dzieckiem, bo wiem, że wtedy mi nikt nie > utrudni kontaktów z nim. A jak można utrudnić kontakty z drugim rodzicem dziecku,które ma 14- 15 lat.Co zamknie go w domu na klucz i nie pozwoli widywać się z ojcem.Popadasz w jakąś paranoję. Odpowiedz Link
scriptus Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 02.04.08, 07:57 Wystarczy się przeprowadzic na drugi koniec miasta, już jest utrudnienie. W godzinach popołudniowych sam przejazd w jedna stronę, to ponad godzina. Odpowiedz Link
z_mazur Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 02.04.08, 08:39 Scri trochę Cię rozumiem. Jednak uważam, że to w tej chwili nie ma sensu. Jeśli ta kobieta będzie chciała od Ciebie odejść, to to zrobi. Kobiety mają na to tysiąc i jeden sposobów, kwestia tylko determinacji. A jej determinacja rośnie. Swoją postawą doprowadzisz do tego, że się po prostu spakuje i wyprowadzi. Albo zacznie stosować taktykę zimnej wojny, żeby Ci pokazać bezsens tkwienia pod jednym dachem, a to nie pozostanie bez wpływu na dziecko. Dziecko jest już duże. Zaczyna mieć swój świat, do którego zacznie uciekać przed chorą sytuacją w domu, której będzie miało coraz bardziej dość, a to już krok w niebezpiecznym kierunku. Czy nie lepiej pomyśleć o tym, żeby dziecko miało dwa azyle (nawet jeśli w jednym nie będzie przebywało stale) niż żadnego? Moja córka jest też 15-latką i wiem, że ma już swój świat, znajomych, hobby. W domu spędza niewiele czasu, ale przynajmniej wraca do niego chętnie. Ba mało tego, ma w pobliżu ojca, na którego może w każdej chwili liczyć, poprosić o pomoc, wygadać się, wpaść na chwilę gdy potrzebuje świętego spokoju. Czy to aż taki czarny obraz? Czy nie lepiej dążyć do takiej sytuacji? Nie rozstajesz się z 2 latkiem, który potrzebowałby Ciebie na codzień, taka jest brutalna prawda. Dzieci w wieku nastu lat często już wyjeżdżały do szkół z internatem i spędzały w domu tylko weekendy. Mam wrażenie, że dziecko jest dla Ciebie tylko pretekstem do tkwienia dalej w tym układzie. Odpowiedz Link
julka1800 Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 02.04.08, 10:59 Na poczatku napiszę Scri, ze bardzo mi przykro, ze tak potoczylo sie Twoje zycie. Tak samo przykro jak w przypadku dziesiatek innych osob, piszących tu na forum, a moze bardziej, bo znam Cie wirtualnie nie od wczoraj. A teraz chcialabym zebys odpowiedzial sobie na pytanie: co takiego sie stanie, gdy Wasze dziecko skonczy owe magiczne 18lat? Zostanie zdjeta z Twoich barków obietnica dana synowi? czy moze sobie? I obietnica czego wlascicwie? Ze bedziecie zyc z zona w zgodzie lub niezgodzie ale pod jednym dachem? Wiem Scri, ze sie boisz, kazdy z nas bał sie, a im ma sie wiecej lat tym ten stach ma większe oczy. Ale do diabla nie mozna wiecznie uciekac i mowic "ja sie nie rozwiode bo ja sobie postanowilem..." Guzik. Nie chciales rozwodu, mimo to pozew lezy w Sadzie. Przepraszam jesli napisalam zbyt dosadnie, ale... je tez nie chcialam rozwodu i co? Nic. Od kilku lat jestem rozwiedziona. I teraz dziekuje, ze wtedy stac mnie bylo na powiedzenie TAK, choc moje serce krzyczalo NIE. Cena jest spokoj, moj i dzieci. Zastanow sie czy dla tego spokoju nie warto zmienic zdania. I jeszcze jedno, zastanawiales sie nad tym, ze Twoja zona przekonana jest o tym ze nie chcesz sie rozwiesc. A co by bylo gdybys nagle radykalnie zmienil swoje nastawienie w tym temacie? Nie daloby jej to do myslenia? Odpowiedz Link
lilyrush Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 02.04.08, 10:13 Scriptus..przerażąsz mnie Tkwienie w chorym układzie przez 4 lata jest dla Ceibi dobrem dziecka???? A kiedy on ma sie nauczyć normalnych, zdrowych relacji w domu. myślisz, ze jeśli nie zgodzisz sie na rozwód i będziecie sie z żona żarli w sądzie to ta wasza pokojowa egzystencja będzie trwała? Jak sie będziecie żarli w sądzie to tylko kwestią czasu jest jak sie będziecie żarli i w domu. zresztą nie wierze, ze Twoja żona będzie z Tobą dalej mieszkać- wyprowadzi sie gdziekolwiek przy najbliższej okazji. A jeśli nie masz bardzo mocnych dowodów, ze ona sie nie nadaje na matkę to dziecko pójdzie z nią i koniec. Jedyna szansa, ze opiekę dostaniesz Ty to właśnie sprawa sądowa i zapytanie dziecka. Teraz twierdzisz, ze on chce mieszkać z obojgiem rodziców. Teraz tak. Pożryjcie sie z miesiąc i zmieni zdanie. To czas szkoły średniej, szukania siebie i swojego miejsca w świecie. Nastolatkom i tak jest trudno a Ty chcesz mu zmontować piekło w domu. Twoja zona che do ciebie odejść, chce rozwodu i czy dostanie go formalnie po jednej rozprawie czy nie to i tak odejdzie. Gdyby wykazywała chęci porozumienia to co innego. Po co Ci to??? Zastanów sie także nad sobą. I pamiętaj, ze będziecie sie bili nie o książkę czy psa tylko o wasze dziecko!!!!! Może opcja sprzedania mieszkania i kupna 2 mniejszych nie jest taka zła. Może warto pomyśleć o tym, żeby zrobić to pokojowo i kupić 2 mieszkania w tym samym bloku czy nawet klatce- wtedy młody sam wybierze u kogo spędza czas. Twoje podejście do alimentów też nie wykazuje rozsądku...nie sadze, żeby Sad ocenił to jako odpowiedzialne. możesz nie wydawać alimentów i odkładać je dla dziecka. Odpowiedz Link
scriptus Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 02.04.08, 19:58 lilyrush napisała: ............. > nie zgodzisz sie na rozwód i będziecie sie z żona żarli w sądzie to ta wasza > pokojowa egzystencja będzie trwała? > Jak sie będziecie żarli w sądzie to tylko kwestią czasu jest jak sie będziecie > żarli i w domu. Czy uważasz, że nie ma innego sposobu rozwiązywania konfliktów, niż "żarcie się" ? Ja się w ogóle nie angażuję w konflikty. Jeżeli jakaś sprawa wymaga mojego działania i nie może bez niego być zrealizowana, wysłuchuję wszystkich argumentów, które są mi przedstawione, rozważam ich słuszność, a następnie decyduję, co zrobię. Kiedyś próbowałem dyskutować, uzgadniać, ale prowadziło to do paraliżu decyzyjnego. Jeżeli sprawa nie wymaga mojego udziału, nie angażuję się w żadne dyskusje o niej. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego miałbym sie angażować w jakieś przepychanki i wojny domowe. Optymista, to źle poinformowany pesymista. Kobiet nie trzeba rozumieć, kobiety trzeba kochać... Odpowiedz Link
z_mazur Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 02.04.08, 23:05 Scriptusie, tworzenie rodziny to nie zamieszkiwanie pod jednym dachem, a do tego chcesz doprowadzić. Rodzina to wspólne problemy i wspólne ich rozwiązywanie. Stawianie im razem czoła, rozmawianie ich i wspólne szukanie rozwiązań. Dwie bliskie osoby zawsze znajdą kompromis i nie ma mowy o paraliżu decyzyjnym. Unikanie za wszelką cenę konfrotnacji i stosowanie uników, jest tak samo złą postawą jak "żarcie się" i to jest też kiepski wzorzec dla dorastającego człowieka. Chcesz dziecku zafunfować życie w tak chorym środowisku? Odpowiedz Link
lilyrush Re: Dlaczego powołuje się świadka na okoliczność 03.04.08, 12:11 scriptus napisał: > Czy uważasz, że nie ma innego sposobu rozwiązywania konfliktów, > niż "żarcie się" ? > Ja się w ogóle nie angażuję w konflikty. Jeżeli jakaś sprawa wymaga > mojego działania i nie może bez niego być zrealizowana, wysłuchuję > wszystkich argumentów, które są mi przedstawione, rozważam ich > słuszność, a następnie decyduję, co zrobię. Kiedyś próbowałem > dyskutować, uzgadniać, ale prowadziło to do paraliżu decyzyjnego. > Jeżeli sprawa nie wymaga mojego udziału, nie angażuję się w żadne > dyskusje o niej. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego miałbym sie > angażować w jakieś przepychanki i wojny domowe. > no to powodzenia. Zobaczymy jak długo Ci sie uda. Ja tez próbowałam. Nie dyskutowałam, ograniczyłam kontakty do absolutnego minimum. I tak kiedy kilka dni temu chciałam uzgodnić przez gg zabranie dziecka na jeden wieczór dostałam kurwami i komentarzami na temat braku MOJEGO dobrego wychowania. Odpowiedz Link
chalsia Przykro mi 02.04.08, 11:06 Sriptus, ale po przeczytaniu wszystkiego co tu napisałes (i ze swiadomością, że od daaaawna na tym forum przeczytałes setki historii), mogę podsumowac to jedynie słowami: pieprzysz jak potłuczony. Odpowiedz Link
akacjax Re: Przykro mi 02.04.08, 13:50 Popieram Chalsie! I wydaje mi się, że pod pretekstem tematu dziecko(a i tak ono odczuje Wasz rozwód! bo to działa inaczej niz tylko wspólne obiadki, mieszkanie-to jest na poziomie emocji) kryje sie Twój strach. Dopóki z tym sie nie zmierzysz-wylądujesz albo w szpitalu, albo sam, byle nie z flaszką pseudopocieszycielką. Odpowiedz Link
tricolour Bo to jest zwyczajne tchórzostwo... 02.04.08, 17:04 ... które Sci uprawia już na forum ze cztery lata. No i jeszcze cztery lata chce zafundować dzieciakowi: obłudę, kłamstwo, eskapizm, nieumiejętnośc podejmowania decyzji. W sumie z 18 lat życia prawie połowa minie na leżeniu bykiem. Niezły początek dorosłości, czyli jak nic nie robić w ważnych sprawach, a potem dziwić się resztę życia. Kobitka sobie powoli działa i dostanie to, co zaplanowała - bo chcącemu nie dzieje sie krzywda. Odpowiedz Link
scriptus Re: Bo to jest zwyczajne tchórzostwo... 02.04.08, 20:15 Juz nie mam powodu się bać. Nie boje sie przeciwstawic decyzji żony, podjąłem decyzję, jak będzie wyglądała przyszłość i jestem przekonany, że dokładnie tak będzie, jak postanowiłem. Nasz związek juz nie istnieje, został zniszczony, ale tak jak od wspólników potrafię wyegzekwować wykonanie zawartych umów, tak mam zamiar po prostu wyegzekwować wykonanie umowy cywilnej, jaka jest częścią umowy małżeńskiej. To nie ja usiłuje złamać pewne warunki umowy zawartej mniędzy nami podczas ślubu, więc czuję sie w porządku i uprawniony do takiego postępowania. Przez lata byłem tolerancyjny i ustępliwy, jednak w skrajnych warunkach wcale nie muszę sie tak zachowywać. To jest to, co się przysłowiowo nazywa - ustępuję w sprawach mało ważnych i niewaznych, by decydować w tych najważniejszych. Odpowiedz Link
rumba65 Re: Bo to jest zwyczajne tchórzostwo... 02.04.08, 20:29 Tu jest coś nie tak... Jakoś mi dziwnie jak czytam, co pisze Scri... To jest chore...Tak się nie da żyć, no ja bym w każdym razie nie mogła Odpowiedz Link
jp66-2 Scri.... 02.04.08, 20:46 To co piszesz jest chore. Jak Ciebie czytam to znajduje wytłumaczenie dla obozów zagłady (ktoś podjął decyzje i zaplanował życie milionom innych ludzi)Wiesz co sie stanie po pierwszej sprawie? Ona odejdzie z dzieckiem do tego znienawidzi Ciebie, jak sobie wyobrażasz ją zatrzymać?? Odpowiedz Link
to.ja.kas Re: Scri.... 02.04.08, 21:12 Scri muszę się odezwać. Krew mnie zalewa a wiesz, że ja raptus jestem !!!! Zlituj żesz się nad ta kobietą, własnym dzieckiem i sobą. Małżeństwo to nie tylko umowa cywilno - prawna. Małżeństwo to związek dwojga ludzi którzy CHCĄ być ze sobą. Twoja żona nie chce z Tobą być. Zrozum to. Daj kobiecie odejść i pozwół być szcześliwą. Sprawiasz wrażenie faceta rozsądnego, dobrego i kochającego. Ale po tym co piszesz mam wrażenie, że czytam posty osoby bez litości i bezdusznej. Pozdrawiam serdecznie Kasia Odpowiedz Link
panda_zielona Re: Bo to jest zwyczajne tchórzostwo... 02.04.08, 21:29 > podjąłem decyzję, jak będzie wyglądała przyszłość i jestem > przekonany, że dokładnie tak będzie, jak postanowiłem Może wyrwane z konstektu,ale to zdanie bardzo wiele mówi o Tobie. Odpowiedz Link
z_mazur Re: Bo to jest zwyczajne tchórzostwo... 02.04.08, 23:00 Scriptusie, tak patrząc od strony prawnej, to każdą umowę da się wypowiedzieć, oczywiście często z pewnymi konsekwencjami, ale każdą się da. Czasem jest to wypowiedzenie jednostronne i często wtedy kończy się konfliktem, ale czasem strony dochoddzą do porozumienia i rozwiązują umowę za porozumieniem jak najmniej niekorzystnym dla każdej z nich. Sam sobie odpowiedz, które z tych powyższych działań jest właściwsze. Twoja żona właśnie to chce zrobić, wypowiedzieć tą umowę i ma do tego PRAWO. Tak gwoli ścisłości to Twoja żona ślubowała Ci też miłość i Ty jej również. Ona Cię już nie kocha (nie ważne dlaczego, ale tak się stało), więc umowa już została złamana. Ty ją kochasz (a przynajmniej tak twierdzisz) i jeśli chciałbyś być tak do końca fair i samemu przestrzegać tej umowy, to powinieneś zrobić dla niej to co się robi dla kogoś, kogo się kocha, nawet jeśli trzeba to zrobić własnym kosztem. Zapytaj się tej kobiety którą kochasz, czego ona chce i co da jej szczęście, i daj jej to... Odpowiedz Link
scriptus Re: Bo to jest zwyczajne tchórzostwo... 03.04.08, 08:26 Wkurzył mnie wczoraj Tri, napisałem nieco emocjonalnie. Tak naprawdę, to ja to wszystko wiem i rozumiem. Chciałbym umozliwić mojej żonie wszystko, czego pragnie, wiem, jednak jej pragnienia stoja w sprzeczności z pragnieniami mojego dziecka. Pragnę również spełnić pragnienia dziecka. Czyli stoję przed wyborem, ona, albo dziecko. Pomijam juz od dawna dawna moje pragnienia, one juz sie nie liczą. Zatem, kogo kocham bardziej?? Muszę skorzystać z mojego prawa do decyzji, czyich interesów bronić. Ja w każdym przypadku jestem stracony, żadna z mogących zaistniec sytuacji nie jest "szczytem moich marzeń". Ale o siebie sie nie boję, ja sobie rady dam. A syna uczę przede wszystkim tego, że najważniejsza jest rodzina i dzieci, nikomu nie wolno z powodu swoich fanaberii szkodzić rodzinie. To on w przyszłości będzie odpowiedzialny za swoją rodzinę. Oczywiscie nie wprost, przenigdy go nie nastawię przeciw mamie i nic na mamę nie powiem złego. Następny aspekt, to jest wojna. Wynikiem wojny może być pokojowe rozwiązanie, kompromis, ale każda strona musi zacząć od jakiegos stanowiska wyjściowego. Moje obecne stanowisko jest: na nic się nie zgadzam, ma być tak, jak jest. Przewidywany kompromis: odejdziesz, jak dziecko dorośnie. Czyli któregoś tam maja 2012 ja po prostu stracę całkowicie zainteresowanie sprawą, niezależnie od jej stadium, stopnia zaawansowania, kroków poczynionych przedtem. Mój, określony ostatnio cel zostanie osiagnięty. Jej stanowisko wyjściowe jest również nie do przyjęcia dla mnie. Pierwsze juz odrzuciłem, brzmiało - wyprowadź się. Drugie, obecne, zabieram dziecko, a twoja rola, to płacić alimenty. W zasadzie nie różni sie od pierwszego, tyle, że tam, jako opuszczający rodzinę z automatu byłbym winien, tu jest propozycja bez orzekania winy. Nie muszę dodawać, że również jest nie do przyjęcia dla mnie. W zasadzie już, nic nie robiąc uzyskałem jakieś ustępstwo. Następny krok wymaga ode mnie asertywnego powiedzenia "nie". Nie boję się, jak sugeruje Tri, zrobię to. Mógłbym od razu zaproponować stanowisko kompromisowe. Jednak, kto w wojnie oddaje pozycje bez ich obrony, traci. W moim przypadku równiez czas działa na moją korzyść, strategia nie rób nic aż do osiągniecia celu jest wystarczająca, chyba, że żonka wyciągnie ciężką artylerię, na co się chyba zanosi. A ponadto, jak żonka troszkę powalczy, moje ustępstwa uzna za swoją wygraną, będzie zadowolona zatrzymując się na przedpolu, jak oddam wszystko od razu, ona uzna, że trzeba walczyć, kontynuować oblężenie, bo jeszcze ma coś do osiągnięcia. Takie jest życie .... . Odpowiedz Link
sylwiamich Re: scxri... 03.04.08, 09:15 Nie jest wstydem przyznać się do strachu....zwłaszcza dla mężczyzny.Bo do tego trzeba mieć jaja: -odwaga -wysoką samoocenę, nieuzależnioną od gdybań palantów Chcę Ci jednak dośc szczegółowo odpisać na Twój post. 1."Chciałbym umozliwić mojej żonie wszystko, czego pragnie"-błąd Ona nie jest Twoją żoną.Pomimo papierka niewiele was łaczy.Zajmij się kimś kto tego potrzebuje...sobą. 2."Pragnę również spełnić pragnienia dziecka" Są pragnienia które warto spełniać.I takie których nie wolno pod żadnym pozorem obiecywać.To do nich należy. 3." Pomijam juz od dawna dawna moje pragnienia, one juz sie nie liczą" Jedenym słowem juz dawno popełniłeś zwoiste samobójstwo?A skoro nie zyjesz...co możesz komukolwiek z siebie dać? 4. "Zatem, kogo kocham bardziej?? Muszę skorzystać z mojego prawa > do decyzji, czyich interesów bronić" Nie masz żadnych praw w tym temacie.Okres zniewolenia kobiet dawno minął.A za niewolnictwo są przewidzine sankcje karne. 5."> A syna uczę przede wszystkim tego, że najważniejsza jest rodzina i > dzieci, nikomu nie wolno z powodu swoich fanaberii szkodzić > rodzinie. To on w przyszłości będzie odpowiedzialny za swoją rodzinę" Uczysz swojego syna że ważne jest pojęcie" rodzina".Czy jesteś szczęśliwy?A uszczęśliwiasz swoją żonę?Czy Twój syn jest szczęsliwy? Jakie potrzeby zaspokaja Twoja rodzina?Żadnych których nie mozna by zaspokoić oddzielnie.A nie daje najważniejszego dla rodziny...poczucie wspólnoty, patrzenia w ta samą stronę, opieki, bezpieczeństwa, liczenia sie z potrzebami wszystkich jej członków, poszanowania dla inności i tysiąca innych które właćnie rodzina ma spełniać. Uczysz syna trwania.A trwanie to też swoiste samobójstwo, cierpiętnictwo.A czynienie z tego cnoty...to już gruba przesada 6."Następny aspekt, to jest wojna. Wynikiem wojny może być pokojowe > rozwiązanie, kompromis, ale każda strona musi zacząć od jakiegos > stanowiska wyjściowego. Moje obecne stanowisko jest: na nic się nie > zgadzam, ma być tak, jak jest. " Wojna zawsze zostawia trupy.W tym przypadku w rodzinie.I w dupę...kompromis, pokojowe rozwiązanie.Trupy będą.A Ty walczysz by zabić.Bo Tój kompromis jest jedynie po Twojej myśli. 7.Jesteś dobrym strategiem.Ale żony nie kochasz, nie szanujesz, a twoje chcę dla niej jak najlepiej jest bzdurą..Tak jak ktoś napisał poprzednio.To co piszesz wiele mówi o Tobie. Odpowiedz Link
panda_zielona Re: scxri... 03.04.08, 14:31 Sylwia szacunek za analizę postępowania Scri. Scri toczy walkę o syna,ale z tego co pamiętam ma także córkę,chyba już pełnoletnią,ale na pewno ma swoje zdanie w tym temacie.I też przeżywa całą tę sytuację. Odpowiedz Link
to.ja.kas Zaraz, zaraz 03.04.08, 15:21 Scri ma pełnoletnia córkę? W tym trójkącie kto kogo pokona na sali rozpraw nie istnieje córka....ale może dlatego, że jest pełnoletnia ??? Czyli to prawda, że po uzyskaniu pełnoletności opieka i martwienie sie o dziecko konczy sie????? E, nie chyba nie. To Tri ma córke Odpowiedz Link
panda_zielona Re: Zaraz, zaraz 03.04.08, 15:52 to.ja.kas napisała: > Scri ma pełnoletnia córkę? Tak mi chodziło po głowie jeszcze z dawnych wpisów Scri,ale może coś mi się pozajączkowało.Wydaje mi się,że bez względu na wiek dziecko dla rodzica będzie zawsze dzieckiem. Pamiętam rozterki mojej siostry,pełnoletniej. Odpowiedz Link
tricolour I na dodatek jesteś śmieszny... 03.04.08, 09:35 ... i żałosny w jednym. Dziecko, tak ważne teraz, w roku 2012 pójdzie won na bok, bo tatus przestanie być zainteresowany sprawą. Osiągniesz swój cel... żałosne. Dziecka uczysz, że najważniejsza jest rodzina pokazując, że nie masz rodziny, a żona ma Cię w dupie, co masz na piśmie - weź się facet udaj do jakiegoś lekarza od głowy. Odpowiedz Link
scriptus Re: Bo to jest zwyczajne tchórzostwo... 03.04.08, 08:31 z_mazur napisał: > Scriptusie, tak patrząc od strony prawnej, to każdą umowę da się wypowiedzieć, > oczywiście często z pewnymi konsekwencjami, ale każdą się da. Czasem jest to wy > powiedzenie jednostronne i często wtedy kończy się konfliktem, ale czasem stron > y dochoddzą do porozumienia i rozwiązują umowę za porozumieniem jak najmniej ni > ekorzystnym dla każdej z nich. > > Sam sobie odpowiedz, które z tych powyższych działań jest właściwsze. > > Twoja żona właśnie to chce zrobić, wypowiedzieć tą umowę i ma do tego PRAWO. > > Tak gwoli ścisłości to Twoja żona ślubowała Ci też miłość i Ty jej również. Ona > Cię już nie kocha (nie ważne dlaczego, ale tak się stało), więc umowa już zost > ała złamana. Ty ją kochasz (a przynajmniej tak twierdzisz) i jeśli chciałbyś by > ć tak do końca fair i samemu przestrzegać tej umowy, to powinieneś zrobić dla n > iej to co się robi dla kogoś, kogo się kocha, nawet jeśli trzeba to zrobić włas > nym kosztem. Zapytaj się tej kobiety którą kochasz, czego ona chce i co da jej > szczęście, i daj jej to... > Każdy ma prawo wypowiedzieć umowę, pod warunkiem wynagrodzenia strat wynikłych z jej wypowiedzenia drugiej stronie. Mniejsza z tym, jednak moja żona ma zamiar nie tyle wypowiedziec umowę , co ją zerwać, bez wypełniania jakichkolwiek warunków. A co do szczęścia, toż ona juz robi co chce, jakkolwiek jest mi przykro, nie ingeruję w to. Odpowiedz Link
z_mazur Re: Bo to jest zwyczajne tchórzostwo... 03.04.08, 08:44 Jak już napisałem rozumiem Cię trochę, sam przeżywałem podobne dylematy, ale doszedłem do innych wniosków. Wydaje mi się, że Twój ogląd sytaucji nie jest do końca racjonalny, a przynajmniej jest błędny i z tego powodu budując strategię swojego działania w oparciu o tak błędne przesłanki skupiasz się nie na tym co powinieneś. Ustalmy fakty, Twoja 3 osobowa rodzina nie istnieje. Wydaje mi się, że to jest pierwszy punkt, od którego pownienieneś zacząć budowanie wszelkich strategii. Ty błędnie zakładasz, że dopóki nie ma formalnego rozwodu, to nic się nie zmienia. Nie ma rodziny (i kwestie formalne są tutaj sprawą drugoplanową), więc jak ułożyć relacje między tymi 3 osobami, które kiedyś ją stanowiły, żeby odbyło się to jak najmniejszym kosztem dla każdej z nich ze szczególnym uwzględnieniem interesów dziecka. I przez interes dziecka nie rozumiem tutaj jego chciejstwa. Bo dziecko by wiele rzeczy chciało (w tym mieć całą rodzinę), ale to my jako dorośli, a nie dziecko, wiemy co będzie dla niego lepsze i w ten sposób powinniśmy działać. Dziecko chciałoby mieć pod jednym dachem dwoje kochających się rodziców, a nie dwie obce i niechętne sobie osoby. Nie wie jak będzie wyglądało jego życie w innej sytuacji, bo po prostu nie ma skąd tego wiedzieć, więc boi się tej zmiany i deklaruje, że nie chce żeby rodzice się rozstawali. Ale to Ty jako dorosły w oparciu o tomy wiedzy psychologicznej powinieneś wiedzieć, że taka sytaucja jest chora i szkodliwa dla dziecka (tak samo jak wiesz, że jedzenie słodyczy przed snem jest szkodliwe, mimo że dziecko bardzo by chciało je jeść) i podjąć najwłaściwsze działania, a nie zasłaniać się mrzonkami dziecka. Odpowiedz Link
rumba65 Ja nie wierzę.... 03.04.08, 09:51 że normalny nastolatek chce żyć w takiej "rodzinie". Mam dwoje nastoletnich dzieci i kontakt z takimi dzieciakami zawodowo. No nie wierzę... Raczej próbuje przeczekać i odnaleźć się w tej chorej sytuacji. Nie muszę dodawać, że skutki będą opłakane. I teraz i na przyszłość... Obym się myliła... Scriptusie, pogadaj z kimś jeszcze. Mam wrażenie, że po własnym "paraliżu decyzyjnym" okopałeś się i teraz "po trupach - żona mi nie podskoczy". Może jest ktoś blisko Was, ktoś z dalszej rodziny, kto potrafi ocenić obiektywnie to co się dzieje. Bo z tego co piszesz, źle się dzieje i to przede wszystkim dla dziecka... Odpowiedz Link
manderla Re: Bo to jest zwyczajne tchórzostwo... 03.04.08, 10:32 Odnosze wrazenie, ze Ty Scriptus bardziej dbasz o to poczucie "jak ja bede się czuł bez dziecka, bez rodziny(ktora de facto nie istnieje i zaden rozwod niczego juz tu nie zmieni), jakim biedny itp. To Ci opowiem, jak to u mnie było. Najpierw prosiłam, błagałam, płakałam, uprzedzałam że jeżeli w naszej pożal sie boze rodzinie nic sie nie zmieni, to odejde. Trwalo to parę lat (w sumie byliśmy lat 12 razem). Do momentu, az stwierdziłam, ze źle zaczyna sie to odbijac na dziecku (mój niewiele młodzy, bo teraz ma troche ponad 11 lat). Znalazlam prace ( w innym miescie! 160 km od tego gdzie mieszkaliśmy! a nie na koncu tego samego miasta) i wyjechałam. Na poczatku sama. Potem się dowiedziałam, bom głupia była i niedouczona, ze zostawiając dziecko, wyprowadzając się znacząco zmniejszam swoje szanse na to, by sądownie ustalic prawo do opieki nad dzieckiem. Wtedy tego nie wiedziałam oczywiście. Zostawiłam go z dzieckiem na połtora roku, zeby poczuł, jak to jest tak naprawdę OPIEKOWAĆ sie dzieckiem, domem i jeszcze pracowac. Przyjezdzałam jak mogłam, byłam z nimi od piątku wieczór do poniedziłku do 5 rano. Byłam Sprzątałam ten tygodniowy syf, prałam, gotowałam, sprawdzałam lekcje dziecka i wszelakie zaległosci itp. Kiedy załatwiłam sobie lokum do mieszkania i jako takie warunki zycia, zaczełam przebąkiwać, ze skoro miedzy nami i tak juz nic nie ma i byc nie moze to dobrze, aby dziecko bylo jednak ze mna.BO: pod jego opieką z dziecka bystrego, inteligentnego, wesolego i dobrzeuczacego sie moje dziecko stało sie kompletnym leniem, same dwóje i troje na koniec semestru, syf , kiła i mogiła w domu, a ilekroć zadzwoniłam wieczorem w tygodniu i zapytałam młodego, czy jest tata (ok godz. 21-22), to taty przeważnie nie było w domu. Przyjechałam pewnego dnia, spakowałam młodego i parę rzeczy, których nie wziełam jak odchodziłam i wywiozłam go. Płakał. Prze całą drogę był odwrócony do szyby i płakał. Kurdę, nie wiesz jak to boli... Było ciężko. Bardzo. Wzywał policję, że mu porwałam dziecko. Zabierał go ze szkoły, kiedy nie zdążyłam młodego odebrać, bo byłam w pracy i wywoził z powrotem. Zaczełam wczesniej sie zwalniac z pracy by moc odprowadzac i zaprowadzac dziecko do szkoły. Nie pomagało. Zdarzało sie kilkakrotnieze w tygodniu robiłam ok 1000 km. Bo jezdziłam w te i wewte, kiedy on mi dzieciaka zabierał. Owszem, moje dziecko tez mowilo, ze najlpeije to on by chciał być z mamą i tatą. Łagodziłam sytuację jak mogłam. Wreszcie musiałam sie zwolnić z pracy, aby nie na krok nie zostawiac dziecka. Jak przyjezdzal, to pozwalalam mu pogadac z mlodym u mnie w domu, godzina-dwie. Powiedzialam mu ze mam urlop bezplatny i i tak dlugo bede na tym urlopie, az sobie da z dzieciakiem spokoj. Bo zastrzegłam od razu, ze nie mam zamiaru utrudniac mu kontaktów z dzieckiem, ale sorry, na moich warunkach. Miałam juz dość jego zyciowego chaosu. W ramach "ugody" wycofałam wniosek o alimenty i o opieke nad dzieckiem. Czułam, ze jego opór bardziej wynika z poczucia upokorzenia, ze to zrobiłam, niz faktu, ze czegoś go pozbawiam i jeszcze czegoś od niego chce. Jak to facet!(Ba! wyobraź sobie ze dwa tygodnie temu zgodziłam sie na prosbe eks wyrobic mlodemu paszport! i wlasnorecznie sie podpisałam na wniosku. Ale już sie nie boje, ze mi go zabierze). Nie wyobrazalam sobie sytuacji, by jacyś kuratorzy, obcy ludzie, mieli przesluchiwac moje dziecko na okoliczność relacji dziecko-rodzice i stawiać dziecko w sytuacji wyboru: kogo bardziej kocham - matke czy ojca. To jest czyste znęcanie sie nad wlasnym dzieckiem. Ono nie odpowiada bowiem za glupotę wlasnych starych i wiec gleboko nie w porządku jest stawiac go przed dokonaniem takiego wyboru. Po kilku wizytach u roznych adwokatów wywaliłam swojemu eks wszystko kawe na ławe. I sie uspokoił. Mmam nadzieje ze zrozumial, ze to nie my jestesmy w tym wszystkim wazni, skoro kazdy z nas deklaruje wielka milość do dziecka. Przyjezdza (ponad 300 km w obie strony) raz w tygodniu, a drugi raz - przyjezdza by zabrac mlodego do siebie na weekend. O pieniadze prosze tylko na podstawie rachunków (obiady w szkole, ubrania, dentysta , ksiązki itp), jest tego miesiecznie ok 400 zł. Nie potrzebuje wiecej. Ale wiem, ze to ja lepiej tym dzieciek sie zaopiekuje, dziecko, wbrew pozorom bardzo szybko sie przyzwyczaja do roznych sytuacji, a najwazniejsze by nim nie szarpac i nie urzadzac mu hustawki. Ono zaakceptuje kazde warunki, ale musi wiedziec dokladnie o co chodzi, na czym stoi i na kogo może liczyć. Inaczej zniszczysz zycie i sobie i dziecku i tej swojej kobiecie.. Trzeba sobie zadac tak naprawde pytanie, - czego wlasciwie chcę? A nie załatwiac swoje kompleksy kosztem dziecka. A wiec, jezeli naprawde uwazasz, ze jestes lepszym ojcem dla dziecka niz ona matką, to walcz. Ale nie w taki sposob jaki wybraleś. Bo to bez sensu jest na dłuższa mete. I basta. Chaotycznie troche napisałam, ale przemyśl to. powodzenia. Odpowiedz Link
chalsia Re: Bo to jest zwyczajne tchórzostwo... 03.04.08, 10:57 > Ustalmy fakty, Twoja 3 osobowa rodzina nie istnieje. Wydaje mi się, > że to jest pierwszy punkt, od którego pownienieneś zacząć budowanie > wszelkich strategii. Ty błędnie zakładasz, że dopóki nie ma > formalnego rozwodu, to nic się nie zmienia. Nie ma rodziny (i > kwestie formalne są tutaj sprawą drugoplanową), więc jak ułożyć > relacje między tymi 3 osobami, które kiedyś ją stanowiły, żeby > odbyło się to jak najmniejszym kosztem dla każdej z nich ze > szczególnym uwzględnieniem interesów dziecka. > > I przez interes dziecka nie rozumiem tutaj jego chciejstwa. Bo > dziecko by wiele rzeczy chciało (w tym mieć całą rodzinę), ale to my > jako dorośli, a nie dziecko, wiemy co będzie dla niego lepsze i w > ten sposób powinniśmy działać. > > Dziecko chciałoby mieć pod jednym dachem dwoje kochających się > rodziców, a nie dwie obce i niechętne sobie osoby. Nie wie jak > będzie wyglądało jego życie w innej sytuacji, bo po prostu nie ma > skąd tego wiedzieć, więc boi się tej zmiany i deklaruje, że nie chce > żeby rodzice się rozstawali. Ale to Ty jako dorosły w oparciu o tomy > wiedzy psychologicznej powinieneś wiedzieć, że taka sytaucja jest > chora i szkodliwa dla dziecka (tak samo jak wiesz, że jedzenie > słodyczy przed snem jest szkodliwe, mimo że dziecko bardzo by > chciało je jeść) i podjąć najwłaściwsze działania, a nie zasłaniać > się mrzonkami dziecka. AMEN. I jeszcze jedno - żona "ustąpiła" i z opcji "wyprowadzka Scriptusa" zrobiło się "zabieram dziecko i odchodzę a Ty płać alimenty" plus rozwód bez orzekania o winie. A dla Scriptusa to za mało, bo on chce by było z orzeczeniem winy zony. Scri zastanów się, czy nie wylewasz właśnie dziecka z kąpielą. To orzeczenie winy w Twoim przypadku i nastoletniego już dziecka nie ma znaczenia. A żona nie ma szans ograniczyć Ci kontaktów z synem bo on na to za duży już jest. Więc i tak będziesz miał ten kontakt i tak alimenty płacić będziesz musiał (jesli dziecko będzie mieszkać z matką). IMHO jedyne o co warto walczyć w Twojej sytuacji to: - opieka nad dzieckiem - podział majątku reszta się nie liczy. Odpowiedz Link
z_mazur Re: Bo to jest zwyczajne tchórzostwo... 03.04.08, 11:19 > IMHO jedyne o co warto walczyć w Twojej sytuacji to: > - opieka nad dzieckiem > - podział majątku > reszta się nie liczy. Ale oba te cele można osiągnąć bez walki i to jest właśnie najistotniejsze w tym. Żona jest pewnie tak zmęczona sytuacją, że chętnie podejmie każde rozsądne negocjacje. Co do podziału majątku, to sprzedaż dużego mieszkania i zakup dwóch mniejszych w dużym stopniu załatwiłoby tą sprawę. Co do opieki, to zakup tych dwóch mieszkań w niezbyt dużej odległości od siebie i zarazem w podobnej odległości od szkoły dziecka również załatwiałoby ten problem, a za jakiś czas dziecko samo po zastnowieniu się podjęłoby decyzję z kim chce przebywać. I jak dla mnie to wszelkie działania i inicjatywa (właśnie inicjatywa, a nie nicnierobienie) powinny być sierowane na osiągnięcie tych celów. Odpowiedz Link
lilyrush Re: Bo to jest zwyczajne tchórzostwo... 03.04.08, 12:25 z_mazur napisał: > > Żona jest pewnie tak zmęczona sytuacją, że chętnie podejmie każde > rozsądne negocjacje. Co do podziału majątku, to sprzedaż dużego > mieszkania i zakup dwóch mniejszych w dużym stopniu załatwiłoby tą > sprawę. Co do opieki, to zakup tych dwóch mieszkań w niezbyt dużej > odległości od siebie i zarazem w podobnej odległości od szkoły > dziecka również załatwiałoby ten problem, a za jakiś czas dziecko > samo po zastnowieniu się podjęłoby decyzję z kim chce przebywać. > > I jak dla mnie to wszelkie działania i inicjatywa (właśnie > inicjatywa, a nie nicnierobienie) powinny być sierowane na > osiągnięcie tych celów. > Z_mazur-ja pisałąm tak samo, ale Scri sam podjął decyzje i wie lepij. I tak naprawdę zaraz przestanie nas czytać, bo jesteśmy wbrew jego planowi. Jakbym miała przed sobą mojego eksa- odbija mu, racjonalność i logiczność myślenia poszły się bujać. Byle dokopać, bo on jest nieszczęśliwy. Zona Scri odejdzie na pewno. Ja to wiem doskonale. Ja tak odeszłam tylko zrobiłam to szybko i zdecydowanie, bo pomogła mi wodoszczelność majątkowa. Zostawiłam jego mieszkanie w spokoju, kupiłam sobie inne. Odeszłam, kiedy jeszcze zostały mi w stosunku do eks ludzkie odruchy. Niestety od pewnego czasu on robi absolutnie wszytko, żebym je straciła. I niestety robi to kosztem dziecka- bo nie ma innej możliwości. Czasami mam ochotę walnąć w łeb, żeby sie zastanowił.... Proponuje zakończyć ten watek. Scri i tak wie lepiej... Odpowiedz Link
scriptus Re: Bo to jest zwyczajne tchórzostwo... 03.04.08, 12:16 > A dla Scriptusa to za mało, bo on chce by było z orzeczeniem winy zony. > Scri zastanów się, czy nie wylewasz właśnie dziecka z kąpielą. To orzeczenie > winy w Twoim przypadku i nastoletniego już dziecka nie ma znaczenia. Kilkakrotnie już pisałem, że nie interesuje mnie orzeczenie czyjejkolwiek winy, nie ma dla mnie żadnego znaczenia, co będzie w orzeczeniu sądowym, mogę być winien ja, teściowa i marsjanie, a moja żona może dostać medal za niewinność i anielskie skrzydła. Ja chcę tylko, żeby mój syn mieszkał ze mną tak długo , dopóki on tego będzie chciał, a ja tego też chcę. Chciałbym, żeby ona mieszkała z nami, bo tego chce syn, ale na to nie mam wpływu. Niestety, ponieważ jeżeli orzeczony byłby rozpad małżeństwa z mojej winy, nie mam szansy na uzyskanie opieki nad synem, to jest powód, żeby do takiego orzeczenia nie dopuścić. Odpowiedz Link
to.ja.kas Re: Bo to jest zwyczajne tchórzostwo... 03.04.08, 12:25 scriptus napisał: > Ja chcę tylko, żeby mój syn mieszkał ze mną tak długo , dopóki on >tego będzie chciał, a ja tego też chcę. Bez zapytania dziecka z kim woli mieszkac sie nie obejdzie, chyba ze znów autorytarnie podejmiesz decyzje za niego. > Chciałbym, żeby ona mieszkała z nami, bo tego chce syn, ale na to >nie mam wpływu. No jak nie, Scri, juz mówisz, ze nie zgodzisz sie na rozwód i rozstanie do 18 roku zycia syna, bo ani Ty ani syn nie zyczycie sobie rozwodu >Niestety, ponieważ jeżeli orzeczony byłby rozpad małżeństwa z mojej > winy, nie mam szansy na uzyskanie opieki nad synem, to jest powód, >żeby do takiego orzeczenia nie dopuścić. I to jest jedyne sensowne zdanie ...wiec nie dopusc do rozwodu z Twojej winy, usiadz z zoną, ustal szczegóły i ustepstwa, bo moze sie obejdzie bez bitwy na sali sądowej....jedo jest pewne bitwy w sadzie ZAWSZE przenosza sie do domu. Odpowiedz Link
ak70 Scri!! 03.04.08, 12:37 Popatrz na mnie... moja matka też trzymała się kurczowo ojca, bo "chciała aby dziecko miało oboje rodziców"... czy wiesz jak sie to skończyło?? Jeśli kochasz swojego syna i chcesz dla niego dobrze, nie zatrzymuj jej... wybierzcie kompromis dobry przede wszystkim dla niego... nie zatrzymuj jej, bo efekt tego bedzie sie za nim wlókł przez całe życie ( Odpowiedz Link
to.ja.kas Ak70 03.04.08, 14:30 Witaj, ostatnio zastanawiałam sie co u Ciebie i czy poradziłaś sobie ze swoimi demonami? Odpowiedz Link
z_mazur Re: Bo to jest zwyczajne tchórzostwo... 03.04.08, 12:46 Rzeczywiście nie ma sensu ciągnąć tej dyskusji, bo Scri wie lepiej. Jego syn chce, a że jego zachcianka jest zbieżna z chęciami Scri, no to mu w to graj. Jak syn będzie chciał przyćpać, bo tak sobie zachce, a Scri akurat będzie potrzebował świętego spokoju i żeby syn się sobą zajął, to też pewnie się zgodzi i jeszcze działkę mu kupi. Scri zrozum, że rolą rodzica nie jest robienie tego co dziecko chce, tylko tego co jest dla niego dobre. Przebywanie dziecka z dwojgiem rodziców, z których jedno chce odejść, a drugie mu to skutecznie to uniemożliwia jest dla dziecka złe (nie będę się już tutaj rozwodził dlaczego) i dziecko może tego nie wiedzieć i nie chcieć, ale Ty jako rodzic powienieneś to wiedzieć. A Ty z tej zachcianki dziecka zrobiłeś sobie pretekst do działania na jego szkodę, nie życzę Ci tego, ale żebyś kiedyś od tego 18 latka nie usłyszał: "że on ma w dupie Twoje starania i że nigdy Ci tego nie wybaczy". Tak jak ja mam teraz pretensje do rodziców, że mało skutecznie gonili mnie do wieczornego mycia zębów i stąd teraz moje problemy z próchnicą. I co z tego że ja wtedy migałem się od tego i niespecjalnie mi się paliło do tego mycia. To rodzice wiedzieli (a przynajmniej powinni wiedzieć) jakie mogą być tego konsekwencje. Odpowiedz Link
scriptus Re: Bo to jest zwyczajne tchórzostwo... 03.04.08, 13:09 Gdybym rozumiał, na czym polega ta szkoda dla dziecka, może bym zmienił zdanie. Dlaczego szkoda ma być mniejsza, gby mieszkamy osobno, niż, gdy mieszkamy razem? Przecież mieszkanie osobno w niczym nie powoduje poprawniejszego wizerunku rodziny dla dziecka, nie poprawi relacji pomiedzy mną i żoną. A poprzez mieszkanie osobno ma na pewno gorszy kontakt co najmniej z jednym z rodziców. Patrząc na wyroki sądowe, większą szansę byćtym odsuniętym mam ja, bo opiekę w 97% dostają matki Odpowiedz Link
z_mazur Re: Bo to jest zwyczajne tchórzostwo... 03.04.08, 13:33 Poniżej efekt 2 minut poszukiwania w necie, artykuł jest napisany przez księdza, więc trudno tu zarzucać jakieś zbyt liberalne podejście do problemu. Przeczytaj sobie kilkakrotnie ostatnie zdanie. Właśnie to chcesz z pełną ŚWIADOMOŚCIĄ zafundować dziecku. WPŁYW KONFLIKTU RODZICÓW NA DZIECKO Konflikty rodzinne powstające na tle nieprzystosowania się rodziców do siebie pod względem emocjonalnym czy intelektualnym lub charakterologicznym i dążeniowym, albo na tle czynników obiektywnych, takich jak złe warunki materialne, mieszkaniowe, wypadki losowe itp. - stwarzają atmosferę utrudniającą lub wprost uniemożliwiającą przystosowanie się dziecka do środowiska rodzinnego. W takiej atmosferze czuje się ono zagrożone w poczuciu swego bezpieczeństwa, na skutek czego rozwój jego osobowości ulega zaburzeniu. Tego rodzaju warunki zaburzające mogą się zrodzić także na skutek właściwości psychopatycznych tkwiących w osobowościach rodziców lub na skutek błędnych metod wychowawczych, alkoholizmu połączonego z awanturniczym zachowaniem się. Praktycznie nie ma małżeństwa bez kłótni, konfliktów, rozterek, tzw. kryzysów. Jednak nie zawsze małżonkowie, jako rodzice, zdają sobie sprawę ze skutków, jakie ich konflikty powodują u dzieci. Ważną więc sprawą jest dostrzeżenie tych skutków, jak też poszukiwanie sposobów rozładowania negatywnych emocji, które wówczas rodzą się w dziecku. Częste i ostre konflikty między rodzicami mogą doprowadzić do wielu zaburzeń psychosomatycznych: lęków, płaczu, ogólnego rozdrażnienia, zaburzenia snu, odczucia duszności, bólu głowy czy brzucha. Jeśli w rodzinie konflikty się mnożą, gdy na dobre wybuchnie wojna pomiędzy rodzicami, a kolejne próby porozumienia kończą się zaciekłą awanturą, to sytuacja dziecka jest nie do pozazdroszczenia. Bezpieczny do tej pory świat zaczyna się walić wraz z kolejną kłótnią rodziców. Brak stabilności, niejasność i nieprzewidywalność tego, co może się zdarzyć, nie pozostaje bez wpływu na rozwój dziecka. Jest przerażone, wystraszone, zagubione w panującym chaosie. Rodzice zajęci swoimi sporami, kłótniami, nie znajdują czasu ani energii, by w sposób uważny zająć się dzieckiem. Traci ono poczucie bezpieczeństwa, zaczyna się zamartwiać o przyszłość swoją i rodziców. Dziecko zazwyczaj ma tendencje do przypisywania sobie winy za kłótnie domowe. Może myśleć, że to z jego powodu rodzice nie mogą się ze sobą porozumieć. Może dlatego, że było niegrzeczne, a może już go nie chcą? Zaczyna się zastanawiać, czy rodzice nadal go kochają i potrzebują. Niezaspokojona potrzeba miłości i akceptacji powoduje przygnębienie i smutek. Dziecko źle o sobie myśli: jestem beznadziejny, nic mi się nie udaje, nikt mnie nie kocha itd. Unika kontaktów z rówieśnikami w obawie, że go zdemaskują, wyśmieją, wyszydzą (oni są w porządku, ich rodzice się nie kłócą). Dziecko zamyka się w sobie, przeżywa silne napięcie, ma coraz liczniejsze wątpliwości. Jego sytuacja jeszcze bardziej się pogarsza, gdy rodzice oczekują, by się opowiedziało po czyjej jest stronie, kto ma rację. Dziecko miota się od jednego do drugiego rodzica, próbując ich jakoś pogodzić. Odczuwa silny lęk przed odrzuceniem, przed samotnością. Może on być tak silny, że wywołuje u dziecka objawy nerwicowe, moczenie nocne, nocne koszmary, kłopoty ze snem. Zdarza się i tak, że na sytuacje konfliktowe dziecko reaguje buntem, złością i agresją. Staje się nieznośne, nie tylko w domu, ale i w szkole. Sprawia tzw. trudności wychowawcze, wszczyna bójki, zaniedbuje naukę, wagaruje. Podejmuje rozpaczliwe próby zwrócenia na siebie uwagi dorosłych. I jeśli w porę rodzice tego nie zrozumieją, poszuka akceptacji, gdzie indziej np. w grupach rówieśniczych. A tam na swój sposób z podobnymi sobie rozbitkami będzie szukać zapomnienia i ulgi w alkoholu czy też w narkotykach. Ale czy są takie spory rodziców, w których dziecko może lub powinno uczestniczyć? Łatwiej odpowiedzieć na pytanie, w jakich kłótniach nie powinno brać udziału. Na pewno nie należy w obecności dziecka kłócić się na temat pożycia seksualnego i wychowania dzieci. Nie należy, gdy kłótnie prowadzą do agresji, obrażania się, "cichych dni". Wtedy na pewno warto chronić dzieci przed małżeńskimi kłótniami. W małżeństwie dochodzi do wielu mniej lub bardziej znaczących sprzeczek (gdzie pojedziemy na urlop, na co oszczędzamy pieniądze, jak spędzimy wolny czas itd.), które nie prowadzą do awantury ani do zerwania komunikacji. Wtedy dzieci mają możliwość uczenia się, w jaki sposób można rozwiązywać spory, by dojść do porozumienia. Ważne jest, by dziecko uczyło się, że konflikty i wrogie uczucia zdarzają się ludziom, którzy się kochają. Można się ze sobą nie zgadzać, sprzeczać, kłócić, nie przestając się kochać i szanować. Dzieci, które nigdy nie były świadkami kłótni, która zakończyła się porozumieniem, wszelkie przejawy niezadowolenia, złości kierowane pod ich adresem mogą odbierać jako koniec miłości ze strony rodziców, bliskich. Ukrywając przed dziećmi małżeńskie spory, uczymy je, że jest to coś złego, wstydliwego, że różnice zdań należy bezwzględnie tłumić. Jeżeli jest tak, że rodzice się kłócą dość często i jest to ukrywane przed dzieckiem, to prawdopodobnie jest tam przewlekły konflikt, a dziecko i tak czuje napięcie. Już dwu-, trzyletnie dziecko to czuje. Kompletne ukrywanie nie ma sensu. Ważne jest to, jak się kłócić, o co i jak to się zakończy. Dla dziecka mniej zagrażające są nawet częste, drobne kłótnie rodziców niż ciągłe silne napięcie między rodzicami, którzy się nie kłócą. Odpowiedz Link
chalsia Re: Bo to jest zwyczajne tchórzostwo... 03.04.08, 14:09 scriptus napisał: > Gdybym rozumiał, na czym polega ta szkoda dla dziecka, może bym > zmienił zdanie. Fakt, nie ma co dyskutować ze Scri, który od lat czyta tu setki postówi historii i jeszcze się impregnowany biedaczek NIE DOWIEDZIAŁ na czym polega krzywda dziecka mieszkającego w lodowni. Odpowiedz Link
to.ja.kas Re: Bo to jest zwyczajne tchórzostwo... 03.04.08, 14:12 > scriptus napisał: > > > Gdybym rozumiał, na czym polega ta szkoda dla dziecka, może bym > > zmienił zdanie. Ech szkoda gadac. Jak tak wygladało Twoje zycie rodzinne, byłes tak uparty i tak nierozumiałes rzeczy dla Ciebie niewygodnych to ja szczerze mówiąc nie dziwie sie, ze tak się to skończyło. Scri sam jestes jak dzieciak który tupie nogą i woła "a ja chce!!!". Odpowiedz Link
chalsia Re: Bo to jest zwyczajne tchórzostwo... 03.04.08, 14:12 > Patrząc na wyroki sądowe, większą szansę byćtym odsuniętym mam ja, > bo opiekę w 97% dostają matki co czytam kolejny tekst Scri, to coraz bardziej dochodze do wniosku, że on jest nie tylko impregnowany ale i ślepy. Tak, w większości opiekę dostają matki, ale to głównie dotyczy dzieci młodszych, których opinie nie są brane pod uwagę przez sąd i jedynie RODK ma głos dodatkowy w sprawie. Odpowiedz Link
to.ja.kas Re: Bo to jest zwyczajne tchórzostwo... 03.04.08, 14:16 Chalsia, Bo Scri nie chce zrozumieć. Zrozumienie musiałoby zweryfikować jego zachowanie i podejście do problemu. A tak nie rozumie i koniec. Scri ja nie znałam jeszcze szczesliwego i nie raniacego siebie i dzieci małżeństwa na siłę. Poczytaj dzieje forumowiczów i foremek co sie zaparły, że rozwodu nie dadzą. Nigdzie happy endu. A najbardziej cierpią dzieci. Odpowiedz Link
cathy_bum Znam osobiście... 03.04.08, 18:03 ...sytuacje, kiedy rodzice nastolatka postanowili trwać w formalnym związku i mieszkać pod jednym dachem dla "jego dobra". Tam nawet specjalnie kłótni nie było, ot każde z małzonków żyło swoim życiem, nie zwracając szczególnej uwagi na tego drugiego. Ten człowiek, dziś już dorosły, wspomina chłód i podskórne napięcie, które aż zatykało. Choć sobie wtedy tego nie uświadamiał. Miał w końcu oboje rodziców w domu, siadali razem do niedzielnych obiadków i dzielili się nawet obowiązkami w domu... Wyniósł z domu lęk przed związkami. Długo doszukiwał się w sobie winy, na swoje życiowe niepowodzenia patrzył tylko przez to, jak to wpłynie na domową sytuację. Przez to wszystko odsunął się od obojga rodziców. Kontakt z nimi odbudował dopiero ładnych parę lat po ich rozwodzie. Twierdzi, że stokroć by wolał, gdyby się wtedy rozwiedli, nie fundując mu atmosfery lodowni w domu. Ten człowiek to mój brat przyrodni..., który mi zazdrości, że moja matka rozwiodła się z naszym wspólnym ojcem bez zbędnej zwłoki. To tak pod rozwagę. Odpowiedz Link
crazyrabbit Re: Bo to jest zwyczajne tchórzostwo... 03.04.08, 18:40 z_mazur napisał: > Rzeczywiście nie ma sensu ciągnąć tej dyskusji, bo Scri wie lepiej. > > Jego syn chce, a że jego zachcianka jest zbieżna z chęciami Scri, no > to mu w to graj. Zastanawiam się , czy to na pewno syn tak chce , czy mu Scri to wmówił... Kurcze , przerażasz mnie Scriptus... Odpowiedz Link
chalsia Re: Bo to jest zwyczajne tchórzostwo... 03.04.08, 14:05 > Ja chcę tylko, żeby mój syn mieszkał ze mną tak długo , dopóki on tego będzie > chciał, a ja tego też chcę. > Chciałbym, żeby ona mieszkała z nami, bo tego chce syn, ale na to nie mam > wpływu. Niestety, ponieważ jeżeli orzeczony byłby rozpad małżeństwa z mojej > winy, nie mam szansy na uzyskanie opieki nad synem, to jest powód, żeby do > takiego orzeczenia nie dopuścić. Scri, bzdury wypisujesz i sam sobie przeczysz. Ostatnia Twoja tu wersja była, że żona chce się wyprowadzić i chce bez orzekania o winie. I nie jest prawdą, że w przypadku orzeczenia o winie ojca nie ma on szans na uzyskanie opieki nad dzieckiem w przypadku gdy chodzi o 14-sto latka, którego opinia w kwestii z kim chce na stałe mieszkać, jest brana przez sąd pod uwagę. Odpowiedz Link
betuana Re: Bo to jest zwyczajne tchórzostwo... 03.04.08, 14:17 A może Scriptus boi się, że syn zapytany odpowie: "Kocham Cię Tato, ale mieszkać chcę z Mamą"?... Odpowiedz Link
tricolour No to na czym stanęło? 03.04.08, 18:10 Że żona Scri ma rację. Że chce odejść, bo nie może żyć z automatem. Że dziecku będzie lepiej gdy nie będzie lodu, a będzie miało dwa domy, w którym będzie dbane o dziecko. Że trzeba taktycznie przegrać, ponieść życiową porażkę, zrewidować chore ambicje, przyznać się, że nie potrafi się utrzymać związku, że każdy dureń ma żonę, a ja nie - to właśnie trzeba zrobić. Przyznać się do podstawowej nieumiejętności życiowej i na jej podstawie zacząć życie ze świadomością, że się NIE ZBUDOWAŁO STABILNEGO ZWIĄZKU. Narysowanie układu odniesienia powala zobaczyć własne położenie i wyznaczyć cel. Odpowiedz Link
phokara Re: No to na czym stanęło? 03.04.08, 18:22 > Narysowanie układu odniesienia powala zobaczyć własne położenie i > wyznaczyć cel Jeszcze zapomniałes tylko dodać, że taka postawa jest sensowna wyłacznie dla osób, które mają charakter i siłę cos z tym zrobić. Bo po kiego grzyba wyznaczać cel, którego się nigdy nie zrealizuje? To cholernie frustrująca sprawa. Najprościej jest poczekac, aż ktoś to za nas załatwi (dobra wróżka albo zła żona) - bo wtedy można miec dalej pretensję do wszystkich dookoła, a samemu trwać w papierowym (ale jednak) wizerunku cierpietnika tudziez bohatera. Odpowiedz Link
akacjax Re: No to na czym stanęło? 03.04.08, 18:51 A najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że lata czytania, bywania na tym forum nie otworzyło ani trochę oczu Scri. Dla niego rodzina w jednym domu-to gwarancja szczęscia dziecka. Tudzież 18 lat załatwia sprawę. Gdy się ma dorosłe dzieci sąd ani je wspomni na sprawie, a to nie znaczy, że na nich sie rozwód nie odbija. Przeciwnie im dziecko starsze tym bardziej, nawet niechcąco jest zaangażowane w rozwód. Pomijam, że u Scri dziecko już ze 4 lata jest w nicości rodzinnej. Odpowiedz Link
sylwiamich Re: No to na czym stanęło? 03.04.08, 22:19 Tak czytam ten wątek i ogarnia mnie niesmak.Najpierw z powodu niezauważenia chorego myślenia Scri.Teraz z powodu nagonki na niego, w której ja uczestniczę. Scri.... 1.Kobiety nie odchodzą bez powodu.NIGDY.Jeśli twoja żona nie ma nikogo....jest szansa.I mówię Ci to jako kobieta. Zastanów się chłopie czego chcesz? Mieć papierową rodzinę z nieszczęśliwymi "człowiekami"-jak mawia mój kot? Czy roztlić to co przygasa? Bo jesli to drugie....i całym sercem.....to jest możliwe. Wiem że się boisz.Myślę że pustki...takiej antymaterii co wchłania. To iluzja.W Twojej głowie. Nie wiem czy to prawda...ale myślę że boisz się że popłyniesz.... Odpowiedz Link
ivone7 Re: No to na czym stanęło? 03.04.08, 23:52 zgadzam sie sylwia...kobiety nie odchodza do nikad... a scri walczyl o to malzenstwo przez dlugi czas... mnie zastanawia jedno..czy dopiero teraz nie slucha tego co sie do niego mowi i pisze czy to juz tak trwa..bo nie wyobrazam sobie naprawy malzenstwa, kiedy nie ma sluchania potrzeb innych.. na poczatek proponuje lekture fajnej ksiazki "jak mowic by dzieci sluchaly, jak sluchac by dzieci mowily" mozna to naprawde odniesc do kontaktow z doroslymi.. i jeszcze jedno..drogi scriptusie, nie zmienisz innej osoby, nie masz takiej mocy, mozesz tylko zmienic siebie i to spowoduje zmiane postrzegania ciebie przez innych..ale tutaj musialbys wiedziec gdzie popelniles blad, a mnie sie wydaje, ze do tej pory nie wiesz.. powodzenia, mam nadzieje ze szybko sie otrzasniesz Odpowiedz Link