Dodaj do ulubionych

Nie udało mi się

21.06.08, 00:14
w końcu się odzywam...po roku...nie miałam odwagi nawet przed Wami
sie przyznać. Nie wyszło mi, rok temu odeszłam, ale ...tylko na dwa
miesiące. W skrócie dla tych co nie pamiętają lub nie czytali wtedy:
dwoje dzieci, jedno chore, totalny brak szacunku, wyzwiska, przemocy
fizycznej już nie ma, teraz jest psychiczna. Moi nieustający
kochankowie, całkowita odpowiedzialnośc za kasę, długi, pracuję 12
godzin czasem 14 zeby zarobić więcej, on swój etat bo "nie ma gdzie
zarobić". Nie zasługuję na prezent na urodziny, kwiatek, czekoladę.
Byłam juz suką, szmatą...i poszłam. Wróciłam, bo młodsza córka
płakała, bo nie stać mnie na wynajęcie mieszkania, bo nie mam dla
dzieci warunków u mamy, bo pomyślałam że się czepiam i nie moge
fundować dzieciom rozwodu. Teraz - każdy nadchodzący dzień planuję
bez niego, z dziećmi, nie bijemy sie, za to na środku skrzyzowania
naszego dużego miasta otwiera mi drzwi i karze wypier.... z
samochodu, bo "jestem niezrównoważona i nienormalna" smilesmilea ja siedze
sobie i czekam aż dojadę do pracy. Długo pracowaliśmy na to co mamy,
teraz oznajmił, że nigdy niczego mi nie zostawi i nie pójdzie stąd
za nic na świecie. Jest dobry bo jak ja pracuje, on zabiera dzieci z
przedszkola, podłogi umyje, uprasuje...

Ostatnio wróciłam do domu, biegnie do mnie córka i oznajmia że tatuś
nazwał ją idiotką...ma 5 lat...kur, sama siebie nienawidzę.
Obserwuj wątek
    • teuta1 Re: Nie udało mi się 21.06.08, 00:17
      Jezu, dziewczyno, jak strasznie mi ciebie żal. Nie potrafisz życ bez
      niego?
      • anka262 Re: Nie udało mi się 21.06.08, 00:30
        potrafię...chcę...dlatego Was ciągle czytam!!! ja go nienawidzę.
        Uwielbiam jak wychodzi, polubiłam samotność w domu, czekam tylko
        kiedy gdzieś wyjdzie, biorę nadgodziny. W was po prostu szukam
        pomysłu dla siebie, jak poradzic sobie finansowo, gdzie mieszkać
        itp.

        Wczoraj usłyszałam : "to pisz ten pozew, a mieszkajmy dalej razem".
        • danagr Re: Nie udało mi się 21.06.08, 00:42
          anka262 napisała:

          > Wczoraj usłyszałam : "to pisz ten pozew, a mieszkajmy dalej razem".
          zapytalas sie dlaczego dalej chce z toba mieszkac skoro wedlug niego jestes
          niezrownowazona???
          • anka262 Re: Nie udało mi się 21.06.08, 00:53
            Zapytałam oczywiście na co odpowiedział, że znów zaczynam te swoje
            durne pytania. Chce mieszkać ze mną bo nie ma innego pomysłu. On
            jest mało zaradny, bardzo, zawsze wszystko robiłam za niego łącznie
            z decyzjami o kupnie samochodu, mebli, remontu itp. Boi sie pewnie
            bardziej ode mnie, a swoją męskość wyraża w wyzywaniu mnie itp.
            Tylko że on jest w stanie sie jeszcze godzić na takie życie, a ja
            staram się myśleć logicznie o dobru dzieci, o ich spokoju,
            atmosferze w domu itp. Widziały nieraz jak się tłukliśmy. Oczywiście
            jestem temu winna, nigdy sobie tego nie wybaczę, pewnie bardziej
            winna niż on bo jestem ich matką, ale nie umiałam stać i nie daj
            boże płakać jak wykręcał mi ręce czy roztrzaskał o podłogę mój
            telefon.
            A nadzieję dalej mam, że napisze do Was to, co sobie ułożyłam już
            dawno, pozdrawiamsmile
            • d234 Re: Nie udało mi się 21.06.08, 13:52
              Aniu, cóż napisać, kiedy aż dech zapiera jak to bywa u innych.
              U mnie nie było (teraz) aż tak źle, a granice sie przebrały. Kiedyś, owszem,
              różne rzeczy latały po kuchni i pokojach. Ale o tym chcę zapomnieć. Dzisiaj
              reaktywuję się, odnawiam w samotności.
              Tylko trochę dziwię się Tobie, że jednak wróciłaś do gada, małe mieszkanko u
              mamy lepsze, bo w spokoju, bez wyzwisk, poniżeń.
              Dzieciom też ułatwiłabyś życie, a tak to muszą przeżywać to wszystko na nowo.
              Ratuj je
              • womania Re: Nie udało mi się 21.06.08, 18:19
                bo ugotuje, postprzata.... wygodnicka jestes, i dla wlasnej wygody i
                bezpieczenstwa nie chcesz odejsc. i ze strachu, ze utracisz
                te 'normalnosc' (patologiczna!!).
                ale to jest pozorne bezpieczenstwo, iluzja wygody. i on cie tym
                trzyma. i manipuluje. jemu jest wygodnie i ma sie na kim wyladowac,
                i jeszcze niedorozwiniety spolecznie... no nie, moze ty piszesz o
                moim mezu???
                tylko uwazaj nadzieci, bo jak one sie od niego uzaleznia, to sobie
                tego nie wybaczysz.
                toskyczny gad
                • sbelatka Re: Nie udało mi się 21.06.08, 21:00
                  Anka, no to co piszesz to mocno trudne do roplątania sie wydaje.
                  Ale zawsze jest koniec nitki, która tworzy kłębek... Nie wiem gdzie
                  jest Twoj koniec.. ale poszukaj, pomyśl... Mówia, ze każdy ma wybór
                  i zawsze jest rozwiązanie każdej ze spraw...
                  Tylko żadne z tych, ktore ci przychodzily do głowy pewnie nie bylo
                  proste - a może nawet wszystkie byly diabelnie trudne...

                  Pierwszy krok - musisz zrobic pierwszy krok...Jakiś... W kierunku,
                  który określisz jako swoj cel. Ale najpierw pomyśl dokąd chcesz
                  dojśc... Chyba nie da sie inaczej...
                • anka262 Re: Nie udało mi się 21.06.08, 21:14
                  nie jestem wygodnicka, naprawdę. Wzięłam nadgodziny tylko dlatego,
                  że on powiedział "to zarób, ja nie mam gdzie" i po nocach kotlety
                  smażę, i do przedszkola szykuję i wszystko to, co robi każda z Was.
                  Jestem normalna smile ale się strasznie boję, albo nie umiem, albo nie
                  wiem co jeszcze. Gdybym się na to godziła, to po co czytałabym to
                  forum juz tyle czasu, ja wiem że spiepszył mi kawałek życia i ja
                  teraz spiepszę je sobie jeszcze bardziej jeśli zostanę. Dlatego
                  napisałam, że po cichu Was śledzę i szukam pomysłu, drogi dla
                  siebie. Każda z Was zaczynała inaczej tę samotną walkę i dlatego
                  jesteście dla mnie bogatym skarbcem. 18 km stąd jest małe
                  miasteczko, w którym mieszkania są o wiele tańsze, zrobiłam prawo
                  jazdy by dojeżdzać, największy strach jest o moje niepełnosprawne
                  dziecko. W razie ataku np nie mam co zrobić z młodszą córunią bo tam
                  nie mam juz nikogo...

                  nie jestem wygodnicka...

                  • burza4 Re: Nie udało mi się 21.06.08, 21:47
                    nikt nie będzie miał pełnego obrazu twojego życia, choćbyś napisała
                    wiele maili. Sama musisz przygotować sobie biznes plan jak sobie z
                    tym wszystkim poradzić, jak wyjść z impasu. Bo zawsze jest jakieś
                    wyjście. I jeśli nie pomyślisz konstruktywnie co i jak zrobić, żeby
                    się od niego uwolnić - spędzisz kolejne 10 lat w toksycznym związku.
                    Nie wiem czy mieszkacie u niego, czy możesz liczyć na podział
                    majątku. Nie wiem jakie masz wyksztalcenie i zawód - czy możesz
                    liczyć na lepszą pracę i zarobki. Coś możesz zrobić, żeby podnieść
                    swoje kwalifikacje. Urzędy pracy oferują różne kursy. Może wyjazd za
                    granicę - wbrew pozorom może ci być łatwiej niż teraz. Mam rodzinę w
                    Anglii, mają niepełnosprawne dziecko. Opieka tam jest
                    nieporównywalna z tym na co możesz liczyć od polskiego państwa. Jest
                    i szkoła, dzieci są odbierane i odwożone specjalnym autobusem, jest
                    i opieka medyczna, rehabilitacja, są najróżniejsze zasiłki dla mniej
                    zarabiających. Nie zostawia się takich ludzi samym sobie z ich
                    problemem, jak u nas. Może to byłaby lepsza opcja, choć na pierwszy
                    rzut oka wydaje się to karkołomne.

                    wiem jedno - tak jak jest teraz dalej się po prostu nie da.

                    P.S. moja kolezanka była w takim związku, jej mąż do 5 letniej córki
                    zwracał się per "głupia k..o". Ona w oświacie, groszowe zarobki.
                    Odeszła, mieszka nadal z rodzicami, ale ma spokój i nowe życie.

                    • anka262 Re: Nie udało mi się 21.06.08, 21:58
                      i właśnie za to siebie nienawidzę, niedosyć, że nie szanuję
                      całkowicie m. przestałam szanować i siebie. Mam wyzsze
                      wykształcenie, pracuję w urzedzie znanym Wam wszystkim i
                      nielubianym smilesmile, postrzegają mnie wszyscy jako silną osobowość z
                      własnym zdaniem, wyrobionymi ideałami i nie dającą się kopać po d....

                      A tu taki zonk, własnie przed chwilą zaczęłam rozmowę o rozwodzie,
                      10000000 już z kolei i usłyszałam "no to idę jeść kolację".

                      Trzymcie się i dziekuję za odpowiedzi, utwierdzacie we mnie to, o
                      czym sama marzę.

                      • anula36 Re: Nie udało mi się 22.06.08, 16:26
                        piszesz o mamie - czy nie moglabys jednak z nia zanieszkac dla opieki nad chorym dzieckiem?
                        Moze bedzie ciasniej,ale spokojniej i bezpieczniej.
                        Myslisz ze dzieciom sluzy ogladanie wszych bijatyk na wiekszym metrazu?
                        Przydalaby Ci sie jakas realna grupa wsparcia dla ofiar przemocy, dzialaja przy osrodkach terapii,osrodkach interwencji kryzysowej.
                      • przed.brama Re: Nie udało mi się 22.06.08, 16:49
                        anka262 napisała:

                        > postrzegają mnie wszyscy jako silną osobowość z
                        > własnym zdaniem, wyrobionymi ideałami i nie dającą się kopać po
                        >d....
                        Coś w tym musi być na rzeczy.
                        • womania Re: Nie udało mi się 22.06.08, 18:05
                          nie chcialam Cie urazic absolutnie ta wygoda. napisalam, bo ja mam
                          podobna sytuacje ja tkwie w tym z wyrachowania, ze strachu,
                          wygodnictwa, przyzwyczajenia i cynizmu, i zeby dziecko mialo ojca.
                          ja tez: tez na zewnatrz twarda i ambitna sztuka, a w toksycznym
                          zwiazku, i male dziecko... i tez sie waham, i mysle mysle, co tu
                          zrobic i jak, ukladam plan, i na biezaco weryfikuje. ale prawda to,
                          ze dwie rzeczy wazne: ogolny plan, twoj cel dalekosiezny, i pierwszy
                          maly kroczek, jaki mozesz zrobic. tak zupelnie z brzegu. albo mozesz
                          droga eliminacji tych dalekosieznych planow dojsc do tego, co Musisz
                          zrobic. to strasznie zagmatwane, ja sama jestem pogubiona..
                          powodzenia
                          • przed.brama Re: Nie udało mi się 22.06.08, 18:51
                            Ważne, aby nie tracić z oczu głównego celu i przystąpić do jego
                            realizacji z założeniem, że będzie się postępować najlepiej jak się
                            potrafi. Później już tylko konsekwentne działanie, jak każde - nie
                            wolne od błędów i potknięć.
                            • zielona_ropucha Re: Nie udało mi się 22.06.08, 18:58
                              Tak,to jest bardzo ważne,chyba najważniejsze w tym całym
                              gówienku...i tak sobie pomyslałam w chwili zwątpienia...mam 50 %
                              szans,albo się uda albo nie,wolę powalczyć,bo jak nie,to mam 100%,że
                              stracę ten cel,nie tylko z oczu ale i z życia.
    • przed.brama Re: Nie udało mi się 22.06.08, 18:53
      Nie obwiniaj się za powrót. Teraz masz pewność, że dysponujesz
      realistycznym obrazem swojego związku.
    • plujeczka Re: Nie udało mi się 22.06.08, 19:55
      twój post pokazuje tak naprawdę obraz wielu polskich kobiet,
      zyjacych w toksycznych związkach bo tak naprawdę z mezem wiąze ich
      niestety ekonomia.Okrutny to obraz bo wydaje sie być pozbawionym
      pespektyw .Z drugiej strony takdo końca nie jest. Po pierwsze
      wybierz sie do dzielnicowego, opowiedz o zachowaniu męża,przedstaw
      mu w jaki sposób twój mąz odzywa sie do Ciebie i do dzieci to
      przeciez jest najzwyczajniej w swiecie znecanie się psychiczne a to
      już podlega karze .Gdyby Ci sie udało porzez policje skierować spawe
      do sądu to juz byłoby coś. Zwróć sie do działających na twoim
      terenie organizacji pomocowych dla kobiet. Moze udałoby Ci sie
      zamieszkać w domu samotnej matki.Pamietaj ,ze walczysz nie tylko o
      swoje zycie i swoją godność osobista ale również o spokój i
      bezpieczeństwo swich dzieci.Przecież one wyrosna okrutnie okaleczone
      psycgicznie przez ojca sadystę i wtedy niestety to bedzie tylko i
      wyłącznie twoja wina.Pamietaj o jednym rany fizyczne sie zagoją,
      siniaki znikna, wybite zeby mozna wprawić, włosy wyrwane odrosna ale
      niestety nigdy nie goja sie tzw rany psychiczne ich nie da sie
      wymazać przysłowiową gumka myszką.Bardzo Ci współczuje ale
      uwazam ,ze nie możesz ustać w swoich staraniach o zmiane swojego
      zycia.Masz przecziez przyjaciół , matkę nie jestes sama.Nie piszesz
      co z mieszkaniem.Może mozna wystapić o sprzedaz tego mieszkania
      wówczas miałabyś szanśe na malutkie mieszkanie sama z dziećmi ale w
      ciszy i spokoju .Nie rezygnuj na Boga bo przyjdzie taki dzień w
      którym nie bedziesz mogła spojrzec na siebie w lustrze.....trzymam
      kciuki.
      • anka262 Re: Nie udało mi się 02.08.08, 19:26
        nie mogę ustać w staraniach, bo nie mam pomysłu na "co dalej",
        miotam się, chodzę po ścianach i popadam w coraz większą deprechę.
        Bo jedyne czego jestem pewna, to to, że nie chcę z nim być...i że
        nie mogę. Boję się samej siebie- coraz gorsze myśli przychodza mi do
        głowy i ta nienawiść już do samej siebie.
        Mieszkanie jest komunalne na nas oboje, więc sprzedaż nie wchodzi w
        grę, zamiana na dwa mniejsze również bo nie jest aż takie duże, by
        sie kwalifikowało.
        Jeśli mogę prosić o poradę - czy mogę kupić mieszkanko w trakcie
        trwania tego "małżeństwa" biorąc na współkredytobiorcę np moją mamę
        i żeby on do tego mieszkania nie miał nic? Udowodnić muszę że
        kupiłam z własnych środków, albo że sama spłacam itp(nie mamy
        rozdzielności)...to chyba nierealne?
        Mogę złożyć pozew i mieszkać z nim dalej, czy ktoś z Was mieszkał
        nadal razem po rozwodzie? To dla mnie nie do ugryzienia
        jest...kosmos jakiś...było by jeszcze gorzej.
        • adela38 Re: Nie udało mi się 02.08.08, 20:02
          Masz jeszcze takie rozwiazanie, ze odkladasz kase "w skarpete"- mozesz trzymac u
          mamy, czy w skrytce bankowej tyle by starczylo by uzyskac kredyt hipoteczny z
          banku i miec cos na start.Z nim wynegocjuj, ze warunkiem waszego bycia razem
          jest jego grzeczne odnoszenie sie do ciebie i dzieci...Jak sam nie umie sie
          powstrzymac mozecie isc na terapie malzenska.Powiedz mu, ze to jest to co
          powoduje, ze nie mozesz sie powstrzymac i ze ciebie to nakreca...ze jak bedzie
          grzeczny to z czasem ty badziesz spokojniejsza i milsza...Jak sie nie umie
          powstrzymac niech sobie wyobrazi ze jestes kims nieznajomym, albo kims na czyjej
          opinii mu zalezy, albo niech liczy do dziesieciu ,albo gryzie sie w jezyk...Nic
          nie mow o rozwodzie, bo to go stresuje a na tym etapie nic ci nie da.Jak
          oszczedzisz wystarczajaco pieniedzy wyprowadzisz sie i niech siedzi w tym
          mieszkaniu...bedzie mial gdzie spotykac sie z dziecmi...
        • przed.brama Re: Nie udało mi się 02.08.08, 20:21
          anka262 napisała:

          > Mogę złożyć pozew i mieszkać z nim dalej, czy ktoś z Was mieszkał
          > nadal razem po rozwodzie? To dla mnie nie do ugryzienia
          > jest...kosmos jakiś...było by jeszcze gorzej.
          Masz absolutną rację. Przemocowiec jest nim przed złożeniem pozwu,
          będzie w trakcie rozwodu i po nim. Sięgnie po cały drastyczny
          arsenał, w końcu będzie mu wszystko jedno.
          • anka262 Re: Nie udało mi się 02.08.08, 21:51
            To jakiś potworny problem z emocjami jest, ja już go nie rozumiem
            totalnie, chociaż myślałam, że znam na wylot. Problem ze sobą, z
            poczuciem nieudacznika, nie wiem. Tu by psycholog miał pole do
            popisu, ale m nigdy tam nie dojdzie. Ostatnio np. odwieźliśmy dzieci
            do przedszkola i jedziemy do pracy. Oczywiście nie wolno się z nim
            kłócić w samochodzie, trzeba milczeć, choć per SUKO się zwraca, bo
            podczas sprzeczki przejeżdża przez wielkie skrzyżowania np na
            czerwonym świetle!!! I wykrzykuje, że to przeze mnie.
            No i wracamy z tego przedszkola, jakaś sprzeczka i...wrąbał się na
            skrzyżowanie z dużą prędkością, pisk opon, wcale nie zwolnił i
            jeszcze pod jakieś auto. Ja w szoku do niego co wyprawia, przecież
            tym na złość MI nie zrobi, na co
            odpowiedział ...................."miałem nadzieję, że uderzę w prawą
            stronę"
            dziś mnie kocha smilesmile, już o tym nie pamięta, tzn udaje, jak zawsze,
            a ja zła wredna baba wszystkie "pierdoły" wypominam.
            To taka ciekawostka byłasmile
            • adela38 Re: Nie udało mi się 02.08.08, 22:10
              Bo pewnie chcialby zapomniec...Moze mu nic nie wypominaj ale porozmawiaj
              spokojnie... nie mow nic o rozwodzie tylko zacznij od poczatku...zaproponuj mu
              najpierw przyjazn i wzajemne okazywanie szacunku...choc troche...To co piszesz
              swiadczy, ze on ma do ciebie bardzo duzo zalu...Moze powinniscie sprobowac sobie
              wzajemnie wybaczyc (odejsc mozesz i po wybaczeniu...)moze to i rozmowy moga
              pomoc?Kiedys przeciez sie kochaliscie...
              • a.b1 poszukaj 02.08.08, 23:36
                w googlach o ludziach z BPD "borderline" bo cos mi tu tak pachnie...
                prawdopodobnie nie rozwiąze to Twoich obecnych problemów ale choc
                trochę powie o motywacji Twojego męża
                • lelinona Re: poszukaj 03.08.08, 12:38
                  Jak czytam Twoje posty to przypomina mi sie moj ojciec i moje dziecinstwo...
                  Mama uciekala do pracy gdzie byla silna babka, pani dyrektor a w domu maz tyran,
                  ktory znecal sie nad nia psychicznie, wyzywal wciaz wszystkich od kretynek i
                  idiotek... Ona nie miala odwagi od niego odejsc bo "dokad pojdziemy"? To byla
                  wioska ale nikt nic nie wiedzial co dzialo sie u nas w domu... wszyscy sie
                  znali, on byl osoba bardzo znana we wsi i szanowana... Dopiero jak umarl to
                  odetchnela... Poczytaj o borderline bo chyba tak sie objawia ta choroba...
                  Wybaczylam mu gdy zrozumialam ze byl po prostu chory... Ale dlugo musialam
                  pracowac aby odzyskac choc troche wiare w siebie...
                  bpd.szybkanauka.net/
                  • anka262 Re: poszukaj 01.09.08, 19:42
                    ...wróciłam z pracy po nadgodzinach, wiedzialam, że nigdzie dzieci
                    nie wziął, więc zaplanowałam szybka wycieczkę z dziecmi do mojej
                    rodziny na świeże powietrze. po wejściu do domu z torebki zabrał mi
                    kluczyki od auta, dowód rej i odjechał swoim samochodem mówiąc ze
                    nigdzie nie pojadę...nazajutrz - dzieci stoja obok, a ja zostaje
                    nazwana smieciem, pomiotem i szmatą. podchodzę upominam, nie pomaga -
                    slyszymy parchu - próbuje uderzyć by przestał - zostaję uderzona o
                    ścianę, reka puchnie i tryska krew. On wychodzi - wpada teściowa i
                    zaczyna przy dzieciach - jesteś do niczego, wszystko Twoja wina,
                    gdzie mój dywan sprzed 8 lat smile: a mi z ręki leje sie krew, dzieci
                    przerazone płacza....
                    Zrobiłam obdukcję i do domu nie wróciłam. Znów jestem z dziecmi u
                    mamy. Już na dobre. Nie mam nic, kompletnie. O przepraszam, prawie
                    święty spokój mam. Ale kompletnie nie wiem co dalej. na dzieci nie
                    dał ani zlotówki i powiedzial, że nie da. Młodsza córka bardzo za
                    nim płacze, a mi sie serce kraja. Powiedział, że spiepszyłam
                    dzieciom zycie. Nienawidzę siebie. Nikt z jego rodziny sie do mnie
                    nie odzywa, za to że nie chce wrócić. Ale ja już nigdy nie wrócę.
                    Muszę iść do domu po dokumenty żeby zlożyc pozew o alimenty...
                    Po domem stoja dwa auta - moje i jego - moje nieużywane, brudne -
                    wracamy dziś z przedszkola, dzieci siedzą w autobusie na podłodze bo
                    miejsca dla nich nie było i przez drzwi zobaczyły mój samochód...nie
                    musze wam mówić jakie było ich pytanie...
                    kur...muszę sobie poradzić...jak, od czego zacząc - pewnie od pozwu.
                    One pamiętają jak bylo, ale chyba mają mi to za złe.
                    • zmienilamnicka Re: poszukaj 01.09.08, 20:00
                      Złóż ten pozew i nie bój się. Majątkiem wspólnym się musi podzielić, alimenty na
                      dzieci będzie musiał płacić. Nie daj się zastraszać i nie bierz na siebie winy,
                      działaj.
                      Jesli boisz się iść po dokumenty i samochód sama, poproś o asystę policjanta
                      wyjaśniając, że czujesz się zagrożona, że była juz obdukcja i przy nim spakuj
                      swoje rzeczy.
                      powodzenia.
                    • sbelatka dxiewczyno 01.09.08, 20:22
                      dasz radę.. pisałas,ze to Ty zarabiasz..
                      masz dach nad glowa, potrfisz pracować...spokojnie..
                      weź kilka głębokich oddechów - nie musisz znac odpowiedzi na
                      wsyztskie pytania od razu...

                      To co ludzie mówią i co sobie myśla.. to naprawde ich sprawa.. Ilu z
                      nich byla dla Ciebue kims naprawde waznym i bliskim. na ilu z nich
                      mogłas polegać.. Jesli na nikim z tego zetawu.. to spokojnie im sie
                      obrażąc i obgadywac Ci tyłek. Dokladnie tyle mogą...
                      dzieci sa pzrerazone, zdezorientowane. Pewnie małe jeszcze. Więc
                      możliwe, ze nie płacza ZA tatusiem tylko z innego powodu - ktorego
                      nawet dokladnie nie potrafia nazwac.
                      Tym sie w ogole nie przejmuj.. Ich prawo płakac.. Dzieci nie są
                      strona w sprawach małżeństwa. Choc byc może ktos zglosi swój
                      sprzeciw w tej sprawie.
                      Wazne jedynie żebys potrafiłam im okazac milosc i lepeisj dla nich
                      żeby widzialy Cie silną i spokojną - na ile mozesz. Twoj spokoj da
                      im spokoj. Bo to tak dziala.

                      A to co gośc Ci zarzuca, ze spieprzylas im życie czy jakos tak. Z
                      tego co czytam - klasyka wrzasków męza, który traci swoją ofiare..
                      Zastaszyć, wpędzic w poczucie winy i takie tam. Proponuje strategię
                      zaciętej płyty :"mam na ten temat inne zdanie" . Kropka. Żadnych
                      dyskusji i udowadniania swoich racji.. bo to i tak bezcelowe. Szkoda
                      tracic energie na jałowe ruchy...

                      trzymam kciuki
                      pisz, zawszeć dobrze sie wygadac...




                    • a.b1 zacznii od 01.09.08, 20:53
                      sprawy karnej
                      zabrzmi okrutnie...ale
                      zacznii od sprawy karnej i powiedz mężowi, ze tylko od niego zalezy
                      czy będzie go mniej czy bardziej boleć
                      w zależności od tego jakie będzie nastawienie męża działaj
                      następnym krokiem są alimenty na dzieci
                      chłoptaś łaski nie robi, jak nie zapłaci ciagaj szanownych teściów
                      nie masz nic do stracenia
                      powodzenia
                    • kingas38 Re: poszukaj 05.09.08, 10:57
                      Widzisz Aniu przeszłam podobną ,,drogę krzyżową" i tak samo początkowo obwiniana
                      byłam za wszystko a co najgorsze sama siebie nienawidziłam że nie potrafiłam
                      wyrwac sie z tego zaklętego kręgu...Zaczęłam od terapii, pomogła mi koleżanka
                      znależć dobrego psychoterapeutę i spojrzałam na to wszystko inaczej.Przestałam
                      obwiniac siebie ale upłynęło dużo czasu zanim wróciłam do równowagi i zaczęłam
                      porządkowac swoje zycie.nie pozwalaj na takie traktowanie a jedynym wyjściem to
                      tak jak pisały dziewczyny nie wdawać się w dyskusje tylko twardo walczyc o
                      siebie i dzieci...tak to już jest że kiedy chcesz naprawic na siłę to czego się
                      juz nie da to będziesz zawsze winna w oczach jego i jego rodziny bo ciągle
                      jeszcze panuje przekonanie że jak zle dzieje sie w małżeństwie to winna jest
                      kobieta, gdzies nawet czytałam wypowiedz jednej pani która stwierdziła że ,,to
                      kobieta powinna robic tak aby mąż miał w domu wszystko czego pragnie" a nawet
                      posunęła sie do stwierdzenia że gardzi rozwódkami, bo to gorszy gatunek
                      kobiet.Szlag trafia jak czyta sie takie nawiedzone baby...Znajdz w sobie siłę,
                      ona jest upchnięta gdzies głęboko tylko musisz ją wydobyć z tych zakamarków ...
                      będzie Ci ciężko ale musisz dać radę czego z całego serca ci życzę...
              • sbelatka Re: Nie udało mi się 03.08.08, 11:24
                Tak sobie jeszcze mysle o tym co pisalas o malym miasteczku... Moim
                zdaniem to może byc niezly pomysl..
                tam żcyie toczy sie w innym rytmie.
                i mam takie wrazene, ze znajduje sie - i to wszystko jedno gdzie -
                ZAWSZE ludzi, ktorzy sa gotowi pomagac innym. Bezinteresownie czasem.
                Bo mają taka wewnętrzna potrzebe...
                Chyba jest ich nawet więcej niz sie spodziewamy - i wystarczy tylko
                poprosic..
                Ja osobiście nie zachęcam do zamieszkiwania z mąma. Chyba, ze ajkos
                bardzo na chwile...
                ale może masz bardzo dobre relacje z mama. Z akcentem na bardzo...
                • lalolula Re: Nie udało mi się 01.09.08, 20:58
                  Ania, odejdz do mamy, do mieszkania, ktore kupicie na kreche na
                  mame, bierz dzieci i zmykaj

                  odeszlam od podobnego "przypadku"
                  zostal z nim nastoletni syn, jak napisano na forum -
                  wspoluzalezniony syn, bede o niego walczyla, bo sytuacja jest chora
                  i wymaga madrych kroczkow, albo i twardej walki

                  a Ty mozesz z dziecmi?!smile))

                  Jestesmy twarde i bardzo slabe, bo bardzo wrazliwe, ale warto
                  powalczyc o swoje zycie i zycie naszych dzieci; wierze, ze bedzie
                  dobrze chociaz dolow trudno uniknac
                  pozdrawiam cieplutko
    • marlena_mill Re: Nie udało mi się 03.09.08, 15:05
      Aniu, nie wracaj już tam, to okropne co przeżywasz Ty i dzieci.
      W kwestiach formalnych, możesz kupić mieszkanie ale dopóki nie masz
      rozwodu to tylko na mamę, bo nie macie rozdzielności majątkowej.
      Dobrze Ci wszyscy radzą abyś zaczęła działać formalno-prawnie wobec
      niego. Pozew o alimenty, na utrzmanie dzieci, mam nadzieję, ze po
      pobiciu zrobiłaś obdukcję, to bedzie ważne przy rozwodzie.
      Bądź silna ! bardzo współczuję...
      pozdrawiam
    • timi_i_aga Re: Nie udało mi się 05.09.08, 10:05
      Nie możesz pisac że ci sie nei udało bo jeszcze może sie udać!!

      To że on idzie jeść kolację kiedy ty kolejny raz zaczynasz rozmowe o rozwodzie
      to tylko wyraz tego że nei bierze cie poważnie, bo wróciłąś, bo po raz tysięczny
      ta sama rozmowa!!!

      Nie rozmawiaj zrób!!!!
      Ja mieszkam z rodzicami. I też jest ciasno. Bo ja z synkiem, moi rodzice i
      siostra 13-letnia. W jednym pokoju wszyscy. Ale mam spokój, miłość, ciszę....
      zero wyzwisk, przemocy, upokorzeń...
      Walcz dla dzieci... a on niech sie weźmie do roboty bo go alimenty czekają!!!!
      daj przykład dzieciom że można żyć inaczej!!!
      A mama napewno pomoże ci przy chorym dziecku.
      • elka.net Re: Nie udało mi się 05.09.08, 12:02
        Nie mo sie uzalac tylko zakasac rekawy i do dziela. Najwazniejsze co musisz
        zrobic to podac drania o alimenty i zrobic przed rozwodem rozdzielczosc
        majatkowa i tu nie wchodzi juz chec zakupu przez Ciebie mieszkania do spolki z
        Twoja mama ale o to,ze kazdy dlug jaki zaciagnie Twoj maz to Twoj dlug....Musisz
        sie przed tym uchronic.
        Ja robilam rozdzielczosc majatkowa na dlugo przed rozwodem od razu z podzialem
        majatku, I nie przejmuj sie,ze nie ma co dzielic, bo w Twojej sytuacji kazdy
        mebel czy lozko czy lodowka jest potrzebna. Ja wynioslam prawie pol domu bo
        jakims cudem sad nie dzielil tego wszystkiego na pol tylko tez i na dziecko....

        Masz duzo szczescia,ze masz mame ktora przygarnela Cie pod swoj dach i nie
        musisz sie tulac po obcych mieszkaniach i slono za to placic. Ja nie mialam
        matki na ktorej moglabym tak polegac mimo iz ma swoj wlasny domek z 3
        sypilaniami i ogrodem..niestety.
        ,mialam niewiele ponad 500 zl, z tego placilam za czynsz, swiatlo i wode. Z tego
        tez jadlam i wysylalam dziecko do zerowki-nie musze tlumaczyc jaki to byl
        koszmar dla Nas-trwal 2 lata.

        Nie zaslaniaj sie dziecmi i nie patrz na to,ze placza, placza bo sie boja, bo
        nie wiedza w jakiej sa sytuacji i tak samo kochaja Ciebie jak i swego tate-sa
        za male by to zrozumiec. Gdybys zostala to za pare lat gdy dzieci bylyby juz
        duze same blagalyby Cie o to byscie uciekali.

        Nie cofaj sie do tylu tylko idz do przodu i nie wazne jaka jest dzis sytuacja
        wazne ,ze spisz spokojnie i nie boisz sie,ze jadac z Nim postara sie tym razem
        walnac w ta prawa strone....masz dzieci do wychowania i to niech bedzie Twoj cel.


        • anka262 Re: Nie udało mi się 09.09.08, 22:44
          Witajcie, jestem rzadko bo internetu też już nie mam - korzystam
          grzecznościowo.

          Narazie tak: nie wrócę, nie wrócę, nie wrócę...
          dzieci chcą do niego, ale...już się nie wyzywają, są usmiechniete i
          jakby spokojniejsze. Ale tęsknią za nim...on bierze je bardzo rzadko.

          Mam juz wszystkie papiery, pozew, odpis zupełny, odpsiy skrócone,
          wniosek o stanie majątkowym...wszystko. W piatek mam wizytę u radcy
          prawnego i jak bedzie wszystko dobrze - lecę do Sądu.

          Jestem podła, zła, teściowa powtarza to córkom, M mnie.
          Poszłam, "porzuciłam mieszkanie" więc nic mi nie da. Ma dwa
          samochody, ja wcale. Wzięłam kredyt, ale kupię auto na brata. Byłoby
          mi o wiele łatwiej, bo pracuję na jednym końcu miasta, mieszkam na
          drugim, a dzieci mają przedszkole na trzecimsmile

          Wnoszę od razu o rozwód i alimenty. do tej pory nie dał mi ani
          grosza, i powiedział że nie da.
          Obdukcję mam...nie wiem co jeszcze tyle mam wątpliwości, ale zbyt
          mało czasu na necie.

          No cięzko mi jak cholera...ale juz powoli układam plan. Chyba już
          ułożyłam.... spytałam mame, czy weźmie ze mną hipoteczny i
          mieszkanie. Zgodziła się!!!!!! pomoże mi!!!big_grinbig_grin bedziemy miały
          współwłasność. Zaraz po rozwodzie zacznę to załatwiać, bo teraz
          chyba nie moge, jesli nie mamy rozdzielności?? Samej mamie
          hipotecznego nie dadzą pewnie.

          Dziewczynkom tez jest ciężko, wiem o tym. Staram się byc dla nich,
          cały czas. Ale on daje ciała...strasznie rzadko je bierze, a one
          pytaja kiedy zjemy wspólny posilek itp. Nie mają nawet swojego
          biurka. Kurcze..dam radę...oby udało mi sie kupic to mieszkanie i
          jakos pomału im urządzic. Daję sobie na to...nie wiem...rok...dwa.
          on i tak nie bedzie mi płacił, nie wiem ile zajmuje załatwienie
          funduszu alimentacyjnego, komornika...poczekam, chociaż finansowo
          ciężko.

          Czy w związku z tym, że pozew o rozwód jest razem z alimentami, mam
          szansę na szybsze zalatwienie tej sprawy?? Opisałam tam wydatki, i
          jasno wynika ze na życie na naszą trojkę zostaje mi około 200 - 300
          zł po opłaceniu przedszkola.
          Ale sie rozgadalam....ale wiecie co?? chyba jestem troche
          szczęśliwsza niż wtedy jak tu pisałam. Mimo, że jest mi o wiele
          ciężej.
          Trzymcie się, buźka big_grin
          • burczybrzuszek Hmmm.... 09.09.08, 23:04
            Już to gdzieś widziałam...Deja Vu ...???...
            Znam dokładnie taką samą sytuację...

            Uciekaj dziewczyno, uciekaj...

            A poczytaj o osobowości borderline.
            Zobaczysz ilu to dotyczy...
    • kurka_wodna2 Re: Nie udało mi się 10.09.08, 08:21
      Twoja przeprowadzka niczego nie zmieni, we wszystkich tu wypowiedziach bronisz
      go i usprawiedliwiasz. Nie jesteś asertywna i sama siebie oszukujesz.
      Zastanów się, skoro problemem jest jego agresja i lenistwo, to znajdź mu daleko
      robotę na budowie, choćby do taczek i podaj wiadro.
      Przeciez go utrzymujesz, to kosztuje.
      Jak go wywalisz, to już sama sobie poradzisz.
      A może postaraj sie o takie alimenty, które będą prawdziwym obrazem potrzeb
      dzieci, a nie jego możliwościami. Widmo wiezienia za brak płacenia alimentów
      może go zmobilizuje aby podnieść zadek.
      A tam szybciutko znajdzie sobie ciepłe gniazdko następnej naiwnej siłaczki.
      • pc_maniac Nie udało Ci się, bo nie chciałaś by się udało 11.09.08, 09:22
        Sorry, może będę skurwielem, ale chyba ktoś musi tutaj Tobą potrząsnąć, a nie
        użalać się nad Twoją sytuacją.

        Jeśli sama nie masz do siebie szacunku, to czemu wymagasz by miał go do Ciebie mąż?
        Utrzymując takie status quo sama zgadzasz się i przyzwalasz na złe traktowanie
        Ciebie.
        Ale to najmniejszy problem, bo Ty masz wolną wolę i sama wybrałaś taki swój los,
        ale Twoja decyzja trwania w tym chorym układzie wpływa również na innych, a
        konkretnie na dzieci, które niestety nie mają wyboru i muszą również w tym
        układzie egzystować, bo Ty nie możesz się z niego wyrwać.

        Przypomina mi to ostatnio tak roztrząsaną przez media sytuację tej dziewczyny
        gwałconej przez zwyrodniałego ojca przez 6 lat. Matka o tym wiedziała ALE TO
        AKCEPTOWAŁA a powinna była zrobić wszystko by chronić swoje dziecko. Jeśli
        dziecko nie ma oparcia w żadnym z rodziców, nie ma z e strony matki ochrony, to
        do kogo ma się do k. nędzy zwrócić?

        Oczywiście może Wasza sytuacja nie jest tak drastyczna, ale sama piszesz, że
        ojciec dziecko również potrafi wyzwać od idiotów.
        A to już pierwszy krok ( a na pewną będą kolejne) by zacząć z pełną premedytacja
        pomiatać dziećmi i wprowadzać wobec nich bardziej drastyczne metody PRZYMUSU.

        Skończ użalać się nad możliwym pogorszeniem się Twojego statusu ekonomicznego po
        odejściu, bo znam dziesiątki rodzin, które żyją bardzo biednie, a jednak
        szczęśliwie. Zaś te, w których w domu nie ma szacunku wobec siebie nawzajem,
        szczęśliwe nigdy nie będą. Mało tego - z takich domów wychodzą w dorosłe życie
        dzieci skrzywione psychicznie, z urazami, lękami, nienawidzące ludzi, którzy im
        nie pomogli, gdy tej pomocy oczekiwały.

        Zwróć się do opieki społecznej, dowiedz się czy w Twoim mieście są hotele dla
        samotnych matek, RÓB COKOLWIEK, tylko przestań oczekiwać, ze sytuacja sama się
        naprawi.
        • anka262 Re: Nie udało Ci się, bo nie chciałaś by się udał 19.10.08, 00:37
          sorki, ale nie wiesz co pieprzysz... i uraziłeś mnie jak cholera...

          piszę przecież, że podjęłam decyzję, choć bardzo trudna. 17
          listopada mam sprawę, jeśli Cię to interesuje, przeszłam kuratora i
          inne ciosy pod moim adresem. Samochód, który sobie kupiłam postawił
          pod MOIM TERAŹNIEJSZYM DOMEM brudny bo nie używany. I nie pieprz
          proszę, że użalam się nad sobą bo NIE MAM JUŻ NIC i żyję!!! Oprócz
          dwójki zajebistych dzieci oczywiście, które codziennie buntują się,
          że nie mają tego co miały dotychczas. Że "w tym roku dmuchając
          świeczki na urodzinowym torcie nabiorą więcej powietrza i pomyślą
          życzenie, żeby mama w końcu pogodziła się z tatem". Ja na to
          oczywiście udaję twardziela, a jak idą spać - beczę. Ale ok, jestem
          wygodna i patrzę na swój stan materialny. Super...przypomnę może, że
          przedszkole za dwoje dzieci kosztuje 700 zł, a od 15 sierpnia nie
          dostałam do dzisiaj od niego ani grosza.
          Kur...przykro mi
          pozdrawiam
        • anka262 Re: Nie udało Ci się, bo nie chciałaś by się udał 19.10.08, 00:40
          Aha i niczego moim córkom nie brakuje... bo Staję na głowie, sama i
          daję radę. Znów wzięłam nadgodziny, więc najwyżej brakuje im matki
          bo zapier... na nie. Ale o tym cisza, bo znów będzie że się użalam i
          że nie chcę by mi sie udało...
          • sauber1 Re: Nie udało Ci się, bo nie chciałaś by się udał 19.10.08, 00:43
            Skoro tyle pracujesz to musisz wydawać też nie mniej na opiekunki dla dzieci-
            prawda?
            • anka262 Re: Nie udało Ci się, bo nie chciałaś by się udał 19.10.08, 00:53
              no akurat nie, jest przedszkole a później proszę mamę. A to kolejna
              ironia pod moim adresem?
              • sauber1 Re: Nie udało Ci się, bo nie chciałaś by się udał 19.10.08, 01:06
                anka262 napisała:

                > ... A to kolejna
                > ironia pod moim adresem?

                SŁUCHAM???
                • anka262 Re: Nie udało Ci się, bo nie chciałaś by się udał 19.10.08, 01:28
                  tak wolę zapytać pro forma...nic poza tym
                  • sbelatka Re: Nie udało Ci się, bo nie chciałaś by się udał 19.10.08, 09:33
                    no, domyslam się, ze post pc_maniaca Cie naprawde dotknął... Kiedy
                    zarzucaja nam coś o czym myslimy, ze jest inaczej
                    ze nie chcemy.. wtedy gdy chcemy... na przykład.. albo na odwrót..

                    Aniu, ale wiesz co...
                    To tak czasem bywa, ze tak chcemy ... no.. chcemy... ale ostatecznie
                    nie hccemy nA TYLE do końca żeby próbowac pzrekraczać ograniczenia,
                    które od celu nas dzielą...

                    Ja juz sobie to pzremyslalam.. I jak dziisaj zreszta pamiętam taką
                    sytaucację z jaka tu mamy do czynienia.
                    jakaś baba poiwedziala mi, ze ja nie chce zrobic czegos tam .. a ja
                    kurde chcialam i tylko WIEDZIALAM< ze to sie nie da...

                    Z perspektrywy... cóż... musze powiedziec, ze jak juz tak kurcze
                    czegos chce NAPRAWDE to znajduje sposoby żeby to zrobic.. owszem,
                    czesto to dramatycznie trudne jest... I o to w tym chodzi...

                    O to ile i jakich pzreszkód jestesmy gotowi pokonac żeby dostac to
                    czego chcemy...

                    Rozumiem Twoja reakcję.. bo dla mnie ten zarzut spzred lat - mimo,
                    ze w duperelnej sprawie - jakos pobrzmiewa do dzisiaj.. Choc juz
                    nawet nie pmiętam kto byl jego autorem smile

                    Do czego zmierzam... Ze choc Cie to zabolało.. a może WLASNIE
                    DLATEGO .. to co napisał pc_maniac.. jest ważne...

                    bo obiektywnie to nie bylo jakies okropnie wredne ... Ja jakos nie
                    odebralam złych intencji...

                    Cieszę sie, ze znalazłas sliłe żeby zrobic krok..pierwszy
                    najważniejszy...

                    mysle na dodatek, ze to musi byc dla Ciebie bardzo trudne
                    konfrontowac sie z niezadowleniem dzieci...

                    no i jeszcze jedno... kasa cholernie ważena jest! Ale niesmialo
                    sugnalizuje, ze w takim momentach gdy świat sie dzieciom wali na
                    glowe rodzic "duzurujący" musi byc fizycznie obecny przy dzieciach..
                    babcie nie do końca moga wypełnic zadanie stowrzenie poczucia
                    bezpiezeństwa

                    tryzmam za Ciebie kciuki!
    • farukh2 Re: Nie udało mi się 19.10.08, 10:25
      Czytalam, czekalam.Chcialam zabrac glos, gdy cos bedzie troszke
      jasniejsze,bo latwo szybko reagujac strzelic jakas glupote.
      Teraz ,gdy maniac powiedzial swoje, widze,ze obecnie moje zdanie
      rozni sie od tego,ktore mialam na Twoj temat na poczatku. Teraz
      mysle,ze:
      -nie lubisz krytki, nawet,jezeli jest sluszna)ale to raczej czesto
      spotykane)
      -oczekujesz tylko przytakiwania
      -masz bardzo silna osobowosc i wiesz o tym
      -lubisz jednak,gdy zrzucasz na innych swoje obowiazki
      -maz w domu naprawde nie mial wiele do powiedzenia, pogubiliscie
      sie, jestes od niego inteligentniejsza i w ktoryms momencie mocno to
      akcentowalas,zrobil sie agresywny,taka glupia forma obrony,
      udowodnienia swojej pozycji w stadzie
      -bylas z nim z kilku powodow,np. bo to ojciec Twoich dzieci, moze
      tez nie jest taki zly, w koncu z jakiegos powodu zakochalas sie w nim
      -rana jaka pozostala po tym zwiazku jest brak wiary w to,ze sobie
      sama poradzisz.Zmien to!Jestes madra i zaradna mimo wszystko, to
      widac z postow!
      -brakuje Ci bliskosci, namietnosci jaka byla na poczatku zwiazku,ale
      to normalne, nie mozna bylo przytulic sie do faceta,ktory nie tylko
      wyzywa,bije,ale i w porownaniu z Toba(wedlug tego co piszesz) jest
      na nizszym poziomie. Tylko ,ze to powoduje frustracje. Nie szukaj
      przypadkiem teraz zwiazku na szybko,bo to na 100% bedzie pomylka

      Pytalas o zdanie.Mysle,ze nie oczekiwalas tylko stroniczych
      wypowiedzi smile
      Pozdrawiam
      -
      • anka262 Re: Nie udało mi się 19.10.08, 10:53
        Jak mogę nie znosić krytyki, jak słyszę ją od wielu wielu lat.
        Uderzyło mnie raczej to, że wbrew wielu osobom zdecydowałam się na
        rozwód, na pozostawienie mieszkania w całości a przeczytałam w
        poście ze nie chcę by mi się udało, bo zmieni mi się sytuacja
        materialna. A to największa bzdura, bo zmieniła mi się nie tylko syt
        finansowa, ale cały świat. I idę do przodu, chociaż wszystko się
        wali na głowę. Codziennie powtarzam sobie, że kiedyś będzie lepiej.
        Dziś nie mam dla dziecka na okulary...a M się śmieje w twarz - sama
        tak wybrałaś......

        jak można mówić że go bronię....no nie wiem...

        Krytyka jest bardzo potrzebna, daje pewien obraz siebie...byle by
        nie była sprzeczna z faktami.
        Pozdrawiam
        • manderla Re: Nie udało mi się 19.10.08, 23:57
          Anka, nie przejmuj się. Każdy tu odbiera posty wg swojej historii.
          A ja nie mam dziecku za co zęby wyremontować od dwóch prawie lat, aż
          sam się upomina smile, trudno. Pakuję więc w niego im więcej wapnia.
          Nędza to nędza. Nic na to nie poradZisz. W sensie finansowym. Ale z
          tego się wychodzi. Z Czasem...
          Będzie lepiej. smile

          ps. A tą krytyką to już rzygać się chce, masz rację. Ileż można. I
          co trzeba zrobić aby tego nie słyszeć...?
          Zniknąć? Aby nikomu nie przeszkadzać?
          Może i byłoby to lepsze....jakby nie dziecko..
        • farukh2 Re: Nie udało mi się 20.10.08, 08:29
          nie mowie o ponizaniu, ktore zafundowal Tobie maz.Mam na mysli
          zwrocenie uwagi na sama siebie,na to,ze najprawdopodobniej sama
          wychowalas gada na swojej krwi.Ale mysle, ze moze pogubiliscie sie
          gdzies na poczatku,ze mieliscie szanse, tylko zycie wa
          zniszczylo.Teraz ,kiedy mialas odwage zmienic to wszystko, wyrwac
          sie, wytrwaj w tym! Juz pisalam,jestes iteligentna i silna, chociaz
          i takie osoby maja momenty zalamania. Bylo ci zle, dziec cierpialy.
          Zrobilas ten trudny do wykonania krok, zycze,zeby wystarczylo Tobie
          sily, zeby nie zawrocic!
          Jesli chodzi o kase na zeby dzieci, okulary,konieczna prywatna
          wizyte u specjalisty ortopedy i inne rzczeczy te, ktore serce matki
          chcialoby dziecku zapewnic, nie dyskutuje.Znam i mam to w swoim
          domu. I mam tez prawo zabrac glos ,o mie to dotknelo.
          Po kilku latach poprawila sie ta sytuacja z kasa.Wiec UWIERZ I DO
          PRZODU! Najlepiej ignoruj jego osobe,slowa. To trudne, ale mozesz
          odlaczyc sie od tego bolu, ktory niesie nawet pozornie niewinna
          rozmowa z nim. Ja dalam rade. Tylko trzeba cierpliwosci.
          • anka262 Re: Nie udało mi się 01.11.08, 17:27
            Witam serdecznie wszystkich życzliwych..i tych mniej teżsmilesmile
            Dziękuję Wam bardzo za wszystkie posty, na co dzień
            z nikim o tym nie gadam, więc czytam z chęcią. Prawdziwego obrazu pewnie
            szukam, takiego obiektywnego. Wiecie co...za 2 tyg mam sprawe, ale zleciało.
            Boję się... On mnie błaga, przeprasza, klęka, prosi. Nie wróciłam. Tylko ...
            kurcze, mam straszne wyrzuty sumienia, że spieprzyłam dzieciom życie, rodzinę.
            Jakoś mnie ta myśl nie opuszcza przez ostatni miesiąc. Że jestem do niczego, nie
            wiem czego chcę, że to moje widzimisie ten rozwód może...ale głupiesmile

            A kasa...dla moich lasek zawsze będę miała, jakoś na tym nie ucierpiały zbytnio.
            Ja ucierpię, ale one nie. Bardziej szkoda mi mieszkania, tego co tam, zrobiłam i
            zostawiłam. 3 tygodnie temu wziął ode mnie klucze do naszego mieszkania, bo
            "wpadły mu do studzienki kanalizacyjnej" i za 2 dni miał oddać jak dorobi...do
            dziś nie oddał, taki chwyt. Więc już nawet po ubrania nie mogę sama pójść.
            Przykre to, bo nic mu nie zabrałam, wszystko zostawiłam, a on traktuje mnie
            jakbym okradła go po całości. I po tym wszystkim mówi ze mam wrócić...

            To tyle u mnie teraz lece poczytać Wassmile
            Pozdrawiam
            • zupka.vifon Re: Nie udało mi się 03.11.08, 02:52
              Bardzo trzymam za Ciebie kciuki, nie daj sie! I trwaj przy swoim, moim
              zdaniem masz racje w swoim wyborze.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka