Dodaj do ulubionych

nie wiem, czy potrafię kochać...tak bez niczego...

28.06.08, 21:32
kocham, gdy mam poczucie winy, wyrzuty sumienia,gdy muszę ratować miłość,
oczywiście w przenośni,
uświadamiam sobie to uczucie, gdy targają mną różne sprzeczne emocje,
nie jestem zdolna do uniesień, ochów i achów, słodzenia, ciumciania,
od dziecka nienawidziłam ojca za to,jaki był "fajny", terapia uświadomiła mi,
że moja ucieczka w pracę, perfekcjonizm, to ucieczka przed życiem, takim
rodzinnym, jak z elementarza z czasów prl-u,
czuję się pusta, jak słoik, nic nie warta (to oczywiście ekstremalne emocje w
dole)bo najważniejszy mężczyzna nie zrobił nic, by mi pokazać, ze mu na mnie
zależy....
chcę żyć szczęśliwie, wejść w relację - mam lęki, przerażenie, że zupełnie nie
udźwignę tej roli, powoli wykluczam "winnych" mojego nieszczęścia (teoria
spychologii odpowiedzialności)....
w terapii doszłam do kwestii partnera, jak jest dobrze, to się boję i nie
wiem, co czuję, jak są konflikty, to nienawidzę, bluźnię, pakuję, wyzywam i
gdy złość przechodzi czuję,że kocham, nawet podwójnie i mam żal do siebie, że
jestem taka wredna.....
macie jakiś sposób? zmiana faceta wykluczona, żadnemu innemu nie zaufam i
gdyby mój związek nie przetrwał, nie spojrzałabym na żadnego gościa...
jestem dzieckiem rozwiedzionych rodziców, perspektywa rodzica, żony (bony, jak
to śmiesznie brzmi) mnie irytuje, śmieszy, tylko że koniec śmiechów, kariera
zrobiona, 30 lat stuknie niedługo.....zupełnie nie pasuję do tego świata, gdy
patrzę na innych, zazdroszczę znajomym rodzin, przede wszystkim pełnych,
wielopokoleniowych, gdzie nabywa się poczucia wartości, tożsamości, ja
jedynaczka zostałam sama z partnerem,nie wiem, może uciekam od
odpowiedzialności za siebie....
jak ddd....radzą sobie w dorosłym życiu?
Ps. mam pamiątkę w postaci nerwicy lękowej
Obserwuj wątek
    • sibeliuss Re: nie wiem, czy potrafię kochać...tak bez nicze 30.06.08, 09:28
      No to masz typową huśtawkę emocjonalną, jestem chłopem więc u mnie
      jest to łagodniejsze. Czy aby Ty też nie masz przesadnej potrzeby
      kontrolowania swojego życia "na zimno"?
      ps. jak ma Ci pokazać, że mu na Tobie zależy, tak szczerze?
      • only_isabelle Re: nie wiem, czy potrafię kochać...tak bez nicze 30.06.08, 10:41
        dzięki za odpowiedź,
        kontrola owszem, uciekanie w lęki, przeszłość, bo to łatwiejsze, niż
        dać sobie kopa do przodu i olać historię,
        całe życie dawałam sobie radę bez ojca, do czego miałby być teraz
        potrzebny??? nigdy mną się nie interesował, mam czystą kartę,
        teoretycznie super warunki, by zająć się swoim życiem,on ma swoją
        rodzinę, która zajmie się nim na starość, skąd te myśli, po cholerę?!
        Może tak prościej uciekać od życia, zamiast wziąć je w swoje ręce...
        • sibeliuss Re: nie wiem, czy potrafię kochać...tak bez nicze 30.06.08, 14:53
          Zdecydowanie jest to ucieczka.
    • ava62 Re: nie wiem, czy potrafię kochać...tak bez nicze 30.06.08, 14:29
      A musisz kochać ? To takie konieczne? Nie zmuszaj sie do czegoś czego nie
      czujesz. Ok twoi rodzice się rozeszli być może byli beznadziejni szczególnie
      ojciec .
      Uświadom sobie wreszcie ze ojciec to nie rodzic a w trudach życia w chorobie,
      kalectwie lub w innej trudnej sytuacji można liczyć tylko na matkę. Nawet jeżeli
      ten twój ojciec ma nową rodzinę i wydaje ci się ze jest dla nich lepszy to
      wbij sobie do głowy ze to iluzja.Dobry człowiek nie porzuca rodziny a jeżeli ta
      jego żona umrze to te jego dzieci z drugiego związku będą w takiej samej
      sytuacji jak ty tylko być może o tym jeszcze nie wiedzą.Zrozum wreszcie że
      większość ojców nawet gdy są z żonami i tak się nie sprawdza ,który ojciec
      zajmuję się dziećmi na którego w każdej sytuacji można liczyć? Na żadnego
      przynajmniej ja niczego takiego nie widziałam.
      Mówisz o rodzinach wielopokoleniowych a co myślisz ze tam nie ma
      problemów,zawodów że nikt nikogo np nie zdradza . Z rodziną ładnie wychodzi się
      tylko na zdjęciu przynajmniej z dalszą.
      Czasami nam sie wydaję że mamy duża rodzinę a jest to fikcja sama musiałam w
      przeciągu paru lat wyciąć wszystkich bo zrozumiałam że są toksyczni.
      Brak ci ojca? Zrozum że nic cię z nim nie łączy oprócz biologii a to czego ci
      brak to tylko biologia.
      Zaakceptuj siebie taką jaka jesteś ze np możesz być osobą zimną że może nie
      umiesz okazywać uczuć.
      Mówisz o rodzinie ze chcesz ją mieć ,będziesz miała jeżeli urodzisz sobie
      dziecko,rodzina to zazwyczaj tylko matka i dziecko,naucz sie żyć sama i polub to
      wtedy człowiek jest wolny.
      A jak ojciec cię bardzo skrzywdził to może zemścij się na nim nie zmieni to
      przeszłości ale daje niesamowita frajdę.Wcześniej donoszono do SB teraz ludzie
      donoszą do skarbówki.
      Zostaję ci jeden ruch walka o kasę albo wyciecięcie dla ciebie lepsze to ty już
      musisz wybrać. Mam nadzieję ze pomogłam pozdrawiam.
      • only_isabelle Re: nie wiem, czy potrafię kochać...tak bez nicze 30.06.08, 14:39
        nooo ostro, dzięki, potrzebowałam chyba takiego kopniaka, chyba
        wydrukuję i powieszę na ścianie!!!
        • ava62 Re: nie wiem, czy potrafię kochać...tak bez nicze 30.06.08, 14:44
          Wydrukuj a jak chcesz to możesz napisać do mnie e maila zawsze chętnie służę
          rada i pomocą a w wycięciach mam spore doświadczenie.Pozdrawiam serdecznie.
          • womania Re: nie wiem, czy potrafię kochać...tak bez nicze 01.07.08, 14:23
            ciekawe rady, sama pomysle. ale to wlasnie chyba jest ucieczka!
            takie 'wyciecie'. kojarzy mi sie z zaprzeczeniem i wyparciem. ze nic
            mnie nie laczy z tym gadem itd. moze tak trzeba dzis? ale jak sie
            odetniemy to mamy mala szanse na introspekcje, na rzeczywiste
            zrozumienie przyczyny lekow. a o tym trabia wszystkie szkoly
            terapetyczne.
            he?
            • ava62 Re: nie wiem, czy potrafię kochać...tak bez nicze 01.07.08, 20:10
              Tak trzeba zachowywać się do ludzi którzy nas nie kochają ,którzy się nie
              sprawdzają i nie można na nich w życiu liczyć.To nie jest ucieczka ale wycięcie
              toksycznego człowieka z naszego życia bo jak tego się nie zrobi będziemy mieć
              wokół siebie coraz więcej takich popaprańców nie koniecznie związanych z nami
              biologicznie, będziemy podświadomie wybaczać wszystko bo będzie nam się wydawać
              ze tak trzeba.
              • egon26 Re: nie wiem, czy potrafię kochać...tak bez nicze 02.07.08, 11:04
                Też jestem zdania że jeśli ktoś nam działa na nerwy lepiej się z nim nie
                kontaktować. W sumie ludzie traktują nas tak jak pozwolimy im się traktować więc
                powiedzenie stanowczego NIE może nawet zmienić ich stosunek do nas- jeśli im na
                nas zależy. Jeśli nie trudno nie będziemy mieć więcej stresów związanych z
                kontaktami z tą osobą.
                Jednak nie zgodzę się z tym że rodzina to tylko matka i dzieci. I wydaje mi się
                że takie twierdzenie świadczy tylko o twoim problemie w relacji z mężczyznami.
                Znam kilka rodzin w których głównym elementem scalającym jest ojciec- to on
                zajmuje się dziećmi i daje im dużo ciepła. Znam też kilka rodzin gdzie rodzice
                wspólnie dbają o dzieci. Od faceta często trzeba po prostu wymagać a nie liczyć
                że sam się czymś zajmie. Poza tym rolą matki od zawsze było być przy dzieciach,
                teraz te role trochę się zmieniły. Zatarły się granicę miedzy zajęciami męskimi
                i damskimi. Jednak kobiety mają tą przewagę w domu i przy dzieciach że znają
                swoją rolę z obserwacji swoich matek. My, nasi ojcowie tej roli dopiero się
                uczymy i w zależności od tego jak dobrze wyjdzie nam ta nauka tym łatwiej będzie
                naszym synom odnaleźć się kiedyś w roli ojców.
                • womania Re: nie wiem, czy potrafię kochać...tak bez nicze 02.07.08, 12:50
                  z jednym zastrzezeniem, ze juz od daaawna nie jest regula, ze
                  kobiety znaja od wlasnych matek. co sie teraz robi z babciami? juz
                  to gdzies pisalam, szaleja, chodza do kin, teatrow, relacja matka-
                  corka zanikla juz dawno (przynajmniej u mnie, ale sadze w wielu
                  domach, zwlaszcza w miescie i po wychowaniu w zlobkach,
                  przedszkolach...prl, tu polecam watek na forum depresja i nerwice).
                  no tak czy inaczej z ta nauka rol jest roznie. a moj maz np swietnie
                  sie zajmuje dzieckiem, a ja jestem mama dochodzaca (pracuje). nie
                  zajelam tradycyjnej pozycji wlasnie przez brak przekazu. to mnie
                  bardzo boli, choc staram sie dawac dziecku jak najwiecej ciepla.
                  jesli chodzi o przewage to mamy jedna - mleko.
                  pozdr.
                  • sibeliuss Re: nie wiem, czy potrafię kochać...tak bez nicze 02.07.08, 14:06
                    No to jestem dla avy62 ewenementem.
                    Oswoiłem swoją przeszłość, nie wybaczyłem - ale pamiętam.
                  • egon26 Re: nie wiem, czy potrafię kochać...tak bez nicze 02.07.08, 14:11
                    Myślę że przewag macie więcej wink
                    Nasze mamy to nie nasze babcie, u nas obie babcie pracują i sporadycznie mają
                    czas i ochotę zająć się dzieckiem. Jednak gdy były matkami zajmowały się swoimi
                    dziećmi, też pracując ale i tak poświęcały więcej czasu i uwagi swoim dzieciom
                    niż ich ojcowie, pewnie u Ciebie też było podobnie. I właśnie o taki przekaz mi
                    chodzi, który moim zdaniem jest w nas gdzieś głęboko zakorzeniony. Ojcowie
                    zajmujący się dziećmi to nowość, pierwsze lub gdzieniegdzie drugie pokolenie.
                    Dlatego wydaje mi się że wam to łatwiej wychodzi, nie lepiej łatwiej po prostu
                    niż nam. Mam nadzieje że mój syn już w ogóle będzie miał lepiej bo dostanie ten
                    przekaz już ode mnie.
          • bo1234 Re: nie wiem, czy potrafię kochać...tak bez nicze 11.02.09, 12:08
            to eskalacja , zło nakręci następne zło. W ten sposób nasze dusze
            nigdy się nie uspokoją. Amputacja to ostateczność gdy zawodzi inne
            leczenie, gdy pozostawienie nażądu zagraża reszczie organizmu ale
            to zrobili już nasi rodzice, za nas. Nie załatwiamy w ten sposób
            naszych problemów, nie zaczynamy ''normalnie żyć'' w ;;normalnym
            świecie''. Zróbmy coś co pozwoli spokojnie spać i rano z optymizmem
            myślec o przyszłości bez ciągłego rozdrapywania przeszłości.
            Niedopuśćcie do wyżutow sumienia ja je mam i nikomu nie życzę
            • rennie77 Re: nie wiem, czy potrafię kochać...tak bez nicze 02.05.09, 09:13
              isa- idz na terapie. nie jestes w stanie skrzywdzic swojego ojca bardziej, niz
              on sam siebie skrzywdzil odcinajac sie od ciebie jako dziecka. walcz o siebie.
              bonneville ma racje, rady avy sa toksyczne. jesli jestes z kims zwiazana chocby
              nienawiscia, to i tak posrednio pozwalasz mu sie kontrolowac. a chyba tego nie
              chcesz prawda? nienawisc i zemsta. niby co maja ci dac? zmienia to, ze nie
              mialas ojca, albo to, ze nie umiesz kochac?

              jestem mama samotnie wychowujaca synka. moj eks zostal skrzywdzony przez
              wlasnych rodzicow, a pozniej przeniosl to wszystko na swoja rodzine. rozmawialam
              z nim o tym wiele razy, proponowalam terapie. w ostatecznym rozrachunku to on
              przegra, bo nie istnieje prawie w zyciu wlasnego dziecka. ja tez borykam sie z
              wlasnymi problemami, ale te nie sa tak destrukcyjne i nie wplywaly na nasza
              rodzine. uswiadomilam sobie pewny schemat, ktory powielam i walcze z nim.
              poznalam kogos milego, zupelnie innego niz moj eks.

              mozna z pewnych rzeczy wyjsc, jesli tylko zrozumiemy co jest toksyczne i
              bedziemy to siebie od tego odcinac. terapia powinna pomoc. jestes w moim wieku
              isabelle i nie mam zamiaru tutaj cie pouczac, ale szkoda zycia, zeby oddawac sie
              mysleniom o zemscie. ci, ktorych chcialybysmy skrzywdzic, zazwyczaj karza siebie
              w tak wymyslny sposob, ze nawet my nie umialybysmy tego zrobic lepiej. zaluj
              ojca, popatrz na siebie i zobacz ile stracil. popatrz ile w zyciu osiagnelas i
              poswiec samej sobie chwile, pogratuluj sobie i zacznij zyc wlasnym zyciem.
              nalezy ci sie to.
              li i jedynie.
      • zonka77 ava 02.07.08, 14:36
        wybacz ale piszesz takie głupoty że mi słów brakuje.
        • ava62 Re: ava 02.07.08, 14:58
          A z czym się nie zgadzasz?
          • only_isabelle Re: ava 02.07.08, 23:16
            jeśli chodzi o mnie, to już luzik, mam ojca w doopie, jak on miał
            mnie, jestem po lekturze toksycznej milości i czuję się o niebo
            lepiej
            • ava62 Re: ava 03.07.08, 15:03
              Tak trzymaj powodzenia.
    • ava62 Do egona 26 03.07.08, 15:16
      Napisałeś:

      Poza tym rolą matki od zawsze było być przy dzieciach,
      teraz te role trochę się zmieniły. Zatarły się granicę miedzy zajęciami męskimi
      i damskimi. Jednak kobiety mają tą przewagę w domu i przy dzieciach że znają
      swoją rolę z obserwacji swoich matek. My, nasi ojcowie tej roli dopiero się
      uczymy i w zależności od tego jak dobrze wyjdzie nam ta nauka tym łatwiej będzie
      naszym synom odnaleźć się kiedyś w roli ojców.

      I tu się mój drogi w jednym mylisz kochanie kogoś nie można nauczyć poprzez
      wychowywanie albo się kogoś kocha albo nie
      Miłość jest tylko wtedy gdy w trudach życia chorobie kalectwie albo np dziecko
      nie spełnia naszych oczekiwań np jest narkomanem można liczyć tylko na matkę w
      większości wypadków pomijając wyjątki od tej reguły.
      Mężczyźni w trudach życia się nie sprawdzają i nie mówię o patologii ale o
      przeciętnych facetach.
      Być może nie ma takiego nacisku na mężczyzn i z tym bym się zgodziła ale może
      dzięki temu wie się ze miłości nie ma.
      To forum nie powinno sie nazywać dzieci rozwiedzionych rodziców ale dzieci
      zawiedzione przez rodziców lub dzieci beznadziejnych rodziców itp bo problem
      nie tkwi w rozwodzie ale w tym że ktos nas nie kochał bo gdyby kochał takich
      problemów byście nie mieli. To proste i widoczne widziane gołym okiem a to że
      odpowiedzi na takie pytanie nie są miłe i ze odpowiedzi nam sie nie odpowiadają
      to już inna sprawa. Pozdrawiam.
      • zonka77 ava nie zgadzam się z: 05.07.08, 11:22

        - ojciec to nie rodzic a w trudach życia w chorobie,
        kalectwie lub w innej trudnej sytuacji można liczyć tylko na matkę.

        - większość ojców nawet gdy są z żonami i tak się nie sprawdza ,który ojciec
        zajmuję się dziećmi na którego w każdej sytuacji można liczyć? Na żadnego
        przynajmniej ja niczego takiego nie widziałam.

        -Z rodziną ładnie wychodzi się tylko na zdjęciu przynajmniej z dalszą.

        -rodzina to zazwyczaj tylko matka i dziecko,naucz sie żyć sama i polub to wtedy
        człowiek jest wolny.

        - A jak ojciec cię bardzo skrzywdził to może zemścij się na nim nie zmieni to
        przeszłości ale daje niesamowita frajdę.
        Zostaję ci jeden ruch walka o kasę albo wyciecięcie dla ciebie lepsze to ty już
        musisz wybrać. Mam nadzieję ze pomogłam pozdrawiam.


        Ava postrzegam Cię jako bardzo zgorzkniałą osobę, chyba wiele przeszłaś ale
        popełniasz błąd myśląc tak jak myślisz.

        Widzisz ja o wiele więcej znam mężczyzn którzy są dobrymi ojcami, nawet tych
        rozwiedzionych ojców.

        Mój własny tata dał by się za mnie pokroić a w chorobie czy nieszczęściu właśnie
        na niego mogę liczyć na 100%. Mama tez miałam kochaną ale już nie żyje. Tata sam
        zajmuje się moją 15 letnią siostrą i robi to świetnie.
        Mój brat ma dwójkę dzieciaków i za ich zdrowie i szczęście oddałby wiele a za
        życie jak sądzę oddałby własne. Mój mąż ma córkę z poprzedniego małżeństwa którą
        kocha i która w chorobie czy nieszczęściu będzie mogła na niego całe życie
        liczyć nawet jeśli będzie go olewała.
        Naszą córkę również mąż kocha i jestem pewna że w razie czego zajmie się nią
        wspaniale.
        Straszne rzeczy piszesz ava. I nieprawdziwe. Są różni ludzie i wśród kobiet i
        mężczyzn. Są źli ojcowie i złe matki. Przykro mi że nie znasz żadnego ojca/męża
        na którego rodzina mogła liczyć. Albo masz pecha i żyjesz w jakimś dziwnym
        środowisku albo masz tak spaczone podejście że nie widzisz niczego dobrego a
        wychwytujesz tylko samo zło.
        Ja jestem protestantką z wyznania. W naszym zborze i wielu innych są ojcowie nie
        tylko kochający woje rodziny ale i odpowiedzialni.

        Ogólnie przypominasz mi moją babcię której mój dziadek dał strasznie po 4
        literach - ale cóż, sama sobie na to pozwoliła. Zakochała się w gnojku i dała
        wykorzystać do ostatniej złotówki. Ona również uważa że wszyscy meżczyźni to
        podłe gnoje. Wyjątek stanów jej syn, mój tata (czyli jej zięć), mój brat i mój
        mąż. Ma dookoła siebie sporo wartościowych facetów ale nie widzi tego - ta
        czwórka to wg niej wybryk natury a cała reszta do piachu. Zawsze jej współczułam
        zgorzknienia i tego że nienawidziła całe życie marząc o zemście.

        Moja mama miała ojca do bani (właśnie tego dziadka)Już jako młoda dziewczyna
        odpuściła sobie nienawiść i zemstę - i dobrze, przeżyła życie jako wolna osoba.
        Postanowiła że jej rodzina będzie inna i JEST inna. Miała dobrego męża (mojego
        kochanego tatę) i trójkę fajnych kochających ją bardzo dzieci. Sądzę że pod
        koniec życia była zadowolona bardzo. A tata scala naszą rodzinę do teraz.
        Dodam jeszcze ze np na mojego brata mogę liczyć również zawsze a on na mnie - o
        czym przekonaliśmy się już kilka razy.
        • miranda.hobbes Re: ava nie zgadzam się z: 05.07.08, 12:48
          bardzo podoba mi się to, co napisałaśsmile
          masz absolutną rację, nie można generalizować, nie wszyscy faceci są źli
          chociaż miałam dwóch złych ojców (ojciec i ojczym) nie poddaję się - mam fantastycznego narzeczonego i znam wielu świetnych mężczyzn, którzy są wspaniałymi ojcami
          czytając to forum mam wrażenie, że bardzo wiele osób tu piszących z premedytacją robi z siebie ofiary losu, a przecież nie o to w życiu chodzi - trzeba walczyć o swoje szczęście, brać garściami z życia to, co najlepsze
          takie jest moje zdanie, może dzięki takiemu podejściu nie mam problemów egzystencjonalnych jako "podwójne" dorosłe dziecko rozwiedzionych rodzicówwink
        • ava62 Re: ava nie zgadzam się z: 06.07.08, 14:52
          To co napisałam nie dotyczy patologii gdzie np maż biję żonę czy znęca sie nad
          dziećmi ten temat możemy sobie darować,miałam namyśli zwykłych mężczyzn przeciętnych

          Andrzej Zaorski ten kabareciarz gdy był w szpitalu po wylewie zaobserwował
          smutna prawidłowość Przy mężczyznach po wylewie były matki żony córki,siostry.
          Przy kobietach po wylewie nie było mężczyzn.
          W najtrudniejszych chwilach na mężczyzn ,ojców nie można liczyć. I może ci się
          ta prawda nie podobać bo i ona mi się nie podoba ale taka jest prawda. Jak
          chcesz możesz jednak nadal żyć złudzeniami,w fikcji.Powodzenia.
          • sibeliuss Re: ava nie zgadzam się z: 07.07.08, 10:34
            Faceci są takimi na jakich wychowają ich kobiety.
            Masz zakorzenioną awesję do facetów, to chyba nierozpracowana trauma.
            ps. muszę o to zapytać - czy mogłabyś mieć z palantem udany seks?
            • ava62 Re: ava nie zgadzam się z: 07.07.08, 16:53
              Traumy nie mam żadnej stwierdzam fakty.
              • sibeliuss Re: ava nie zgadzam się z: 08.07.08, 15:08
                ava62 napisała:

                > Traumy nie mam żadnej stwierdzam fakty.
                --
                Postrzegasz świat w określony sposób i chyba nie wierzysz, że ktoś
                patrzy inaczej.
          • zonka77 w takim razie cały świat dookoła 07.07.08, 12:38
            mnie to złudzenie i fikcja...
            Albo...to ty ava widzisz tylko to co chcesz widzieć.
          • egon26 Re: ava nie zgadzam się z: 08.07.08, 15:33
            ava62 napisała:
            > Andrzej Zaorski ten kabareciarz gdy był w szpitalu po wylewie zaobserwował
            > smutna prawidłowość Przy mężczyznach po wylewie były matki żony córki,siostry.
            > Przy kobietach po wylewie nie było mężczyzn.

            Moja bratowa jak urodziła dziecko leżała w szpitalu z taką kobietą. Do bratowej
            ciągle ktoś przychodził interesował się dzieckiem itd. Do tamtej kobiety nie
            przyszedł nikt. Czy to jest dowód na coś... tylko na to że miała fatalną rodzinę
            (bo miała) skoro jej nikt nie odwiedził.
          • bonneville Do Avy i innych 04.02.09, 23:55
            Potrafię zrozumieć krzywdy i nienawiść do mężczyzn. Niestety bywa tak, że
            rozżalone kobiety budują takich popaprańców jak ja i całą resztę znienawidzonych
            mężczyzn. Rozżalona matka, zawsze jechała po ojcu. On nie był zły, oboje byli
            trudni i po prostu do siebie nie pasowali. Ojciec nigdy nie nastawiał mnie źle
            do kobiet, natomiast matka pluła jadem tak jak Ty a ja miałem wtedy około 10 lat
            a trwało to jeszcze parę. Efekt był taki, że starałem się bardzo matce za dość
            uczynić krzywdy ojca, nienawidziłem go jako chłopiec choć mi nic nie zrobił
            bezpośrednio. Za to, że nie umiał z nią żyć. Matka kiedy wylewała żal, mówiła o
            nim same najgorsze rzeczy. A wiesz co mówiła kiedy np. zapomniałem umyć naczyń?
            No? Moja kochająca mama? Że jestem taki jak ojciec i za co to ją spotyka. Czyli,
            że jestem jak człowiek napiętnowany jako najgorszy na świecie.
            Efekt, proszę bardzo. Boję się kobiet. Potrafię oczarować i zdobyć kobiety,
            staram się je rozumieć tak bardzo jak starałem się zrozumieć matkę. Byłem za
            młody i za głupi. Cholernie pragnę miłości kobiecej, ale nie umiem jej
            odwzajemnić. Po prostu zachowuję dystans, bo to właśnie matka kochając mnie, tak
            boleśnie raniła. Nie wyzwalam uczuć, nie potrafię.
            Mój dawny przyjaciel, wychował się z matką nienawidzącą ojca i rzecz jasna
            mężczyzn. Tylko z nią. Taka wolna kobieta z rodziną czyli dziećmi. Jak myślisz
            jak się czuje chłopak, który czuje się wyrzutem sumienia? Zresztą zostawiła go
            samego w domu i wyjechała za granicę kiedy miał lat 16. Stał się potworem, jest
            po więzieniu. Chyba socjopata. Ogromnie inteligentny i wrażliwy facet. Dzięki
            takim mamusiom z nienawiścią do mężczyzn jak Ty. Wytwarzajcie popieprzonych
            synów, którzy będą wytwarzać nienawidzące mamusie. Oto właśnie cudowna moc
            sprawcza zemsty. Tyle tylko, że mały chłopiec nie rozumie nienawiści matki do
            mężczyzn czyli do niego samego i on zaczyna nienawidzić siebie za błędy ojców.
            Czy to nie są najczęściej błędy obojga RODZICÓW?
            Natomiast dorosła świadoma kobieta, może chyba nabrać dystansu i przerwać błędne
            koło. Tacy jak ja i mój kumpel, uwielbiamy kobiety, ale nie umiemy ich kochać bo
            byliśmy odtrącani. Przez ojców nie bronieni. Ojcowie często nie wiedzą jak ich
            synowie są sami. Chłopcy czując miłość do matki, żałują jej. Sami się od ojców
            odcinają a matki ich ranią.
            Do miłości zmusić się nie da, zaakceptować siebie, kiedy przestało się to robić
            jako dziecko, jest diabelnie trudno natomiast wybaczać i zauważać drugą stronę
            medalu jest po prostu łatwiej.
            • sibeliuss Re: Do Avy i innych 04.02.09, 23:58
              Czujesz żal do matki?
              • bonneville Re: Do Avy i innych 05.02.09, 00:08
                Nie, nie mam żalu do matki. Mam z nią dobry kontakt. Z ojcem też niezły.
                Pokochałem moich rodziców kiedy odrzuciłem żal i zemstę. Nie wiem dlaczego. Może
                to, że wyjechałem na jakiś czas za granicę. Musiałem się usamodzielnić, nabrać
                dystansu. Zacząłem zauważać, że dorośli błądzą, nie ze złej woli. Po prostu tak
                się dzieje i trzeba rozumieć przyczyny. Wiem, że nienawiść do ojca tkwi w mojej
                siostrze, ona ciągle nie zauważa, że czasem ludziom nie wychodzi a wina nie
                zawsze leży po stronie mężczyzn. Ja jestem ubogi w uczucia przez ich oboje. Boję
                się kochać, nie umiem.
    • moonflour Re: nie wiem, czy potrafię kochać...tak bez nicze 30.07.08, 14:14
      ava62 napisała:
      Uświadom sobie wreszcie ze ojciec to nie rodzic a w trudach życia w
      chorobie,
      kalectwie lub w innej trudnej sytuacji można liczyć tylko na matkę.


      większość ojców nawet gdy są z żonami i tak się nie sprawdza


      dziecko,rodzina to zazwyczaj tylko matka i dziecko,naucz sie żyć sama


      A jak ojciec cię bardzo skrzywdził to może zemścij się na nim


      Ava62,zdecydowanie za ostro!Przynajmniej w moim odbiorze.
      • ava62 Re: nie wiem, czy potrafię kochać...tak bez nicze 30.07.08, 23:06
        Prawda bywa brutalna a czasami za ostra, ale taka ona jest niestety.
    • bo1234 Re: nie wiem, czy potrafię kochać...tak bez nicze 11.02.09, 11:56
      only-izabell Siostro. Nie potrafię Ci pomóc, sam pomocy nie
      oczekuję bo nikt kto tego nie przeżył nie wejdzie za nasze
      mury.Jestem już po 40 i nic się nie zmienia, mam dzieci, żonę (z
      miłości) i z dnia na dzień coraz więcej wyżutów sumienia. Czuję to
      samo co Ty. Twój list mogłby być listem o mnie ( pod względem
      odczuć i przeżyć ) bo sytuacji odmienne choć podobne. Nie pomogę bo
      nie potrafię ale jeżeli podniesie Cię to na duchu to jestem z Tobą
      Siostro, trzymam za rękę. Jednak wołam pomocy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka