Moje pierwsze małżeństwo trwało 5 lat, miłość studencka, wpadka,
związek nieudany, odeszłam ... Z tego małżeństwa mam córkę, na które
sąd zasądził alimenty 200 zł miesiecznie, ale były mąż nie płaci i
nie płacił bo nie pracował, na garnuszku u rodziców, poeta-
marzyciel, "nieprzystosowany do życia w rodzinie", nieodpowiedzialny
itp. Próbowałam wyegzekwować- nie udało się, w końcy machnełam ręką.
Jego rodzice, czyli dziadkowie raz na jakiś czas, gdy dziecko było u
nich dawali jej kieszonkowe (np. 100 zł), kupowali jakiś ciuch itp.
Teraz jestem w takiej sytuacji, że szykuje mi się drugi rozwód,
musiałam odejść z pracy, mam dwójkę dzieci. Chciałabym złozyć pozew
o podwyższenie aleminetów do 350 zł (obecnie nasza córka ma 12 lat)
i żeby były płacone przez dziadków - stąd dylemat ... Z jednej
strony skoro go utrzymują, pozwalają nie pracować to może gdyby
musieli jeszcze płacić poczuł by jakiś wstyd i jednak coś z tym
zrobił, może oni zmusiliby go do płacenia. Z drugiej żal mi ich, ja
walczę o przetrwanie ... ale wiem, że im też cięzko. Sama nie wiem,
ogólnie ciężko ostatnio podejmuje mi się decyzje

Może doradzicie jak zwykle coś mądrego?