Mam taki problem. Mieszkałem z żoną przez 2 lata u jej matki i od
samego początku żona traktowała mnie jak uzupełnienie, bo na
pierwszym miejscu była mamusia

W pewnym momencie zaczęła robić
wszystko by się ze mną kłócić

zabraniała mi spotykać się ze
znajomymi rodzina.Zrobiłem tak by nie dawać jej powodów do
kłutni.Wymyśliła nowy patent by przy każdej kłótni mnie bić
prowokując bym i ja ją uderzył a ja i tym razem jej ustępowałem
wychodząc do pokoju jej matki czy z domu.Wtedy nadszedł etap
oskarżania o zdradę najpierw jak wychodziłem z dziećmi wiecznie mnie
ktoś widział z jakąś kobietą, ale nie chciała mi przedstawiać
świadków.Przestałem sam wychodzić z dziećmi to widywano mnie tym
razem przed pracą i stwierdziła, że ma zdjęcia świadków. W styczniu
już nie wytrzymałem i się wyprowadziłem

żona w maju złożyła pozew
bez orzekania o winie. Dwa dni temu mieliśmy 1szą rozprawę.Mamy dwie
córeczki 1 i 3latka żąda 1000zł alimentów ja zarabiam 1800zł. Na
rozwód się nie zgodziłem i poprosiłem o negocjatora.Żona po sprawie
mnie wyśmiała, że nic mi to nie da

(, Co mam teraz robić??? Czy
mogę zadąć o jej winie? Błagam pomóżcie, co mam robić

((