monna_innominata
29.03.09, 11:43
Mam 25 lat i jestem po kilku związkach.Problem w tym , że w dośc szybkim
czasie uciekałam z nich emocjonalnie. Czuje, ze zalezy mi tylko na początku,
kiedy jest fascynacja, odkrywanie drugiej osoby, pokazywanie siebie z tej
najlepszej. Jakby udowadniając sobie, że tak wspaniały człowiek zwrócił na
mnei uwagę, bo jestem tego warta. Kiedy minie pierwsze zaurocznie, następuje
powolny odwrót. Ucieczka w prace, fantazje, przyjazn. Do tej pory tłumaczyłam
sobie, ze to dlatego ze nie znalazłam "tej" osoby. Ale kiedy poznałam mojego
obecnego chłopaka, wszystko wydawało się idealne i naturalne. Ale nie na
długo. W pewnym momencie, dosc nagle, poczułam straszny lęk. Zaczeło wydawac
mi się ze to uczucie mija - uczucie które było mi najdrozsze na swiecie.
Wpadłam w taką panikę, ze własciwie od razu trafiłam do psychologa i
psychiatry. Obydwoje stwierdzili lęk przed bliskoscia wywołany przezyciami z
dziecinstwa, glownie rozwodem rodziców. Tylko ze ja tak strasznie chce być
szczesliwa, byc blisko, byc z nim. To trwa juz ponad miesiąc - stan
straszliwego napięcia, depresji, lęków. Mimo terapii mam wrazenie ze jest
coraz gorzej. Ja jestem coraz dalej. Bardzo tego nie chce. Chce byc w koncu
szczesliwa. Czy ktos moze przezył cos podobnego?