właśnie jestem na etapie pisania pozwu... minęło już pół roku, kiedy mój mąż
powiedział mi, że kocha koleżankę z pracy... wiele bólu, wiele łez i nie
zapowiada się, żeby to był koniec. wszystko idzie mi bardzo trudno. zwłaszcza,
że zostałam sama z dwójką malutkich dzieci. rodzina daleko. całe dnie sama z
brzdącami mam wrażenie, że zaraz zwariuję. wstyd, żal, upokorzenie, niemoc.
nie wiem co robić. wiele decyzji do podjęcia. jak to powiedzieć dzieciom?
dlaczego musze je tak skrzywdzić? dlaczego to ja mam wyrzuty sumienia?
dlaczego to ja mam cierpieć a nie mój mąż, który bawi się dobrze korzystając z
uroków beztroskiego życia?czy ten ból kiedyś minie?
jest tyle pytań i spraw do rozwiązania. a ze wszystkim musze radzić sobie
sama. gdzie mieszkać? jak zapewnić bezpieczeństwo dzieciom? z czego się
utrzymać? jak znaleźć pracę? chciałabym bardzo żeby pojawił się w moim życiu
jakiś Anioł i pomógł

finansowo i emocjonalnie.
boję się każdego następnego dnia... odliczam każdą minutę byle do wieczora i
zasnąć... przynajmniej jak zasnę to nie myślę...