Od jakiegoś czasu bawię się w uczestnictwo w portalach randkowych.
Jestem osobą posuniętą w leciech, więc na wielkie sukcesy trudno
byłoby mi liczyć.
Niemniej muszę stwierdzić, że nie spotkała mnie ze strony
wirtualnych randkowiczów żadna przykrość czy też obelga. Zadziwiła
mnie natomiast szczerość spotkanych osób. Mile wspominam n.p. pana,
który już na wstępie przyznał się, że jest podwójnym rozwodnikiem,
bezrobotnym wymeldowanym donikąd. Mile podbechtała moją próżność
subtelnie przemycona propozycja sponspringu. Przekroczyłam jakiś
czas temu pięćdziesiątkę.

Spotkałam się z prawdą o człowieku i tym, czego poszukuje. Jeśli
odrzucić oceny, a nie mienię się Panem Bogiem, pozostaje nurt
najprawdziwszego życia.
Myślę, że receptą na dobrą i pouczającą zabawę, płynącą z obecności
na Randkach jest zwyczajne lubienie ludzi, chęć zrozumienia ich
problemów i obowiązkowy pogodny dystans do siebie i innych, może
przede wszystkim do siebie.
Weźmy na przykład starzejącego się pana, przed którym otwiera się (w
jego mniemaniu) groza samotnej starości. Nieśmieszne to, prawda?
Albo kogoś innego, kto szamocze się w pustym związku, a nie ma już
siły, żeby z niego wyjść ani w nim pozostać. Pospolita sytuacja, a
przecież indywidualny ludzki dramat.
Nie przekreślajcie tej drogi zawierania znajomości. Wśród wielu
tych, z którymi nam nie po drodze, być może znajdzie się ten
właściwy.