Dodaj do ulubionych

czy to poczatek konca?:(

19.06.09, 00:26
zona wyprowadzila sie z sypialni. na pytanie o co chodzi ...jest odpowiedz :
"zastanawiam sie czy chce jeszcze z toba byc". Wszelkie proby rozmowy zostaja
szybko gaszone. Nic sie nie dzieje bez przyczyny - to wiem . Z zona
staralismy sie o dziecko , dwa razy podchodzilismy do invitro. Ciezko to
kobieta przezyla - zdaja sobie sprawe. Ma mi zazle ze przezywam to tak
emocjonalnie jak ona ( taki juz jestem, staram sie nie okazywac emocji ,
wszystko zamykam w mojej glowie )moj tato tak mial, pewnie mam to po nim.Jako
facet staram sie zapewnic byt materialny i gwarancje na lepsze jutro.Moja
milosc zupelne przeciwiensto : bedzie co ma byc wazne zeby dziecko si pojawilo .
Ona w ucieczce i potrzebie porozmawiania stala sie stala bywalczynia forum
dla kobiet ( od przyjscia z pracy po sama noc) . Pracujemy razem ( nienawidze
tego ale z racji tego ze nie ma ona prawo jazdy i finansowo i prawnie( po roku
pracy nie mozna wywalic bez solidnych powodow) bylo latwiej ...do pewnego czasu.
coraz mniej seksu, rozmow. wszystko zaczynalo pekac. NIepodobalo mi sie to -
jestem typem czlowieka ktory potrzebuje uwagi i zainteresowania ( doprowadzalo
mnie do furii ze jak wszodzilem do pokoju nawet nie podnosila glowy od
komputera).
podczas ostatniego IVF dalem powaznie dupy. spanikowana swoim stanem zdrowia
chciala zebym jej kazal zostac w domu . niezrobilem tego kazalem jej te
decyzje podjac samodzielnie ...efekt :placz, lament ze straci dziecko.
krzyknelem zeby sie uspokoilai troch mocniej zlapalem ja za stope( mogla by to
nazwac i nazwala podniesieniem reki. Zrobilem to raz w zyciu(5 lat stazu
malzenskiego)..pewnie o jeden raz zaduzo, bo w momencie wyprowadzania sie z
sypialni powiedziala ze od tego momentu cos peklo . Nie widzialem roznicy w
traktowaniu mnie przed i po tym wsumie niechcianym incydencie . nalezalo by
dodac czemu kazalem jej podjac te decyzje : mamy szefa idiote , zona robi
prace ktorej nikt inny w firmie nie potrafi i kazda jej nieobecnosc doprowadza
go do obledu. a ze juz ten dzien poprzedzily inne nieobecnosci balem sie ze
wpadniemy w powazniejsze problemy finansowe ( teraz ma na glowie 20tys).
Pielegniarka w klinice powiedziala zeby moje kochanie robila te zajecia co
robi na codzien .i nie dali jej zwolnienia z tego powodu.tak czy siak tydzien
przesiedziala w domu...z laptopem na kolanach ( tak jak wspominalem wyzejsad
balem sie ze kolejne dni przyspoza problemow.... i jak sie okazalo przyspozyly

boje sie ! nie widac na jej twarzy emocji ( poker face we wzorowym wykonaniu)
a ja robie w gacie co bedzie z naszym malzenstwem . w koncu 5 lat to kupa
spedzonego razem czasu.
co robic???
na dodatek wyprowadzilem sie z rodzinnego miasta gdzie zostawilem wszystkich z
ktorymi moglem pogadac. nie chce mowic rodzica o problemie- sa starsi,nie chce
zeby sie denerwowali
trudno jest strescic problem swojego zycia w jednym poscie , szczegolnie w
stanie psychicznego cracku . sorry
Obserwuj wątek
    • sauber1 Re: czy to poczatek konca?:( 19.06.09, 01:00
      krystek444 napisał:


      > co robic???


      Eee, no nie przesadzaj gościu, już powinieneś się oglądać za lepszą, która da Ci
      szczęścia trochę więcej, co chcesz zginąć na tej wojnie, czy to warto ?wink
    • marcepanna Re: czy to poczatek konca?:( 19.06.09, 01:48
      To jest skutek uboczny bezpłodności. Histeria, stres, dramaty i płacze
      Normalne w takiej sytuacji
      Ja mysle ze to nie jest koniec małżeństwa
    • jakteraz Re: czy to poczatek konca?:( 19.06.09, 06:20
      Szkoda, że piszesz, że to kupa czasu Was wiąże, a nie jak bardzo ją
      kochasz sad
      • krystek444 Re: czy to poczatek konca?:( 19.06.09, 16:17
        kocham ja ! cokolwiek sie stalo i stanie w dalszym ciagu ja kocham. Staram sie nienaduzywac tego slowa, zamiast tego preferuje czyny. Wielokrotnie bylem swiadkiem tego ze slowa nic nie znacza. widze ze z tego niezly bigos bedzie . jeszcze nie wiem jak to wszystko ogarnac.
        • to.ja.kas Re: czy to poczatek konca?:( 19.06.09, 16:48
          Oj dostanie Ci się chłopie na tym forum, dostanie. Więc ja nie
          zacznę Cię kopać bo i po co.

          Mpim zdaniem macie rozbiezne priorytety. Dla Ciebie najważniejsza
          jest praca a dla niej ciąża.
          I ona chyba się właśnie zorientowała,że tak jest. Nikogo nie
          oceniam, każdy ma prawo do własnych priorytetów.
          • krystek444 Re: czy to poczatek konca?:( 19.06.09, 19:19
            cos napewno w tym jest. Aczkolwiek bardzo naciagane . z jej strony - priorytet ciaza - bez dwoch zdan. moj praca- pracowac nie lubie , ale praca jest jak narazie jedynym zrodlem utrzymania ,a bez pieniedzy ciezko zyc. Mnostwo zwiazkow wlasnie rozpada sie bo tych pieniedzy nie ma- prawda? mialem taki szczescie ze moja kobieta pochodzi z domu gdzie zostala nauczona ze pieniadze raz sa a raz ich niema ( mowimy tu o duzych kwotach) i byle jaki facet w dobrej furze nie jest w stanie jej zaimponowac .
            w mazeniach chcial bym miec kochajaca zone , podzielajaca przynajmniej czesc moich zainteresowan, lub posiadajaca wlasne . pieniedzy na tyle zeby nie martwic sie o jutro.ten uklad , tj kochajacy sie rodzice jest absolutna podstawa . pozniej mysli sie o dzieciach. nawet bezplodnosc nie stanowila by wtedy problemu ( problemy mam ja ) jest tyle dzieci na swiecie ktore potrzebuja milosci , ktores znich napewno nie pogardzilo by rodzicami - mam na mysli adopcje . nawet zaplodnienie nasieniem dawcy zaakceptowal bym jesli tylko byla by baza w formie kochajacych sie bez warunkowo rodzicow.
            ...jestem w gownie . a gdzie nie spojrze to tam gowno . nawet nie mam z kim pogadac . przynajmniej mam was forumowicze... a krytyka- zaakceptuje . byle konstruktywna . co mnie nie zabije napewno wzmocni .
        • kicia031 Re: czy to poczatek konca?:( 19.06.09, 16:50
          Albo sie przelamiesz w kwestii nieokazywania uczuc i zaczniesz mowic
          kocham, albo bedzie po ptokach.

          Musisz wybrac, co dla ciebie wazniejsze.
          • krystek444 Re: czy to poczatek konca?:( 19.06.09, 19:00
            nie sadze ze w tym tkwi problem. uczucia staralem sie okazywac i wyrazic
            slownie tez. W moim komentarzu mielem na mysli ludzi ktorzy rzucaja slowem
            KOCHAM na lewo i prawo, az mdli od tej slodkosc. wiem ze ona tez tego nie lubi.
            przynajmniej nie poslubie i nie do mnie ...
            • triss_merigold6 Re: czy to poczatek konca?:( 19.06.09, 21:06
              Współczuję. Mogę się mylić ale spróbuj się otworzyć, okazać słabość.
              Opowiedzieć, że się denerwujesz, boisz, martwisz, że nie chcesz jej
              stracić, że pragnienie dziecka jest równie ważne dla Ciebie jak i
              dla niej. Powiedz to co tu napisałeś. A słowami uczucia też warto
              okazywać.
              • krystek444 Re: czy to poczatek konca?:( 19.06.09, 22:17
                to co napisalem wielokrotnie bylo poruszane w rozmowach z nia . Moja kobieta doskonale wie jak ja widze sprawe i ja doskonale wiem o co jej chodzi. cos jednak tu nie tyka. ostatnie dni mysle tylko o tym. Probowalem kilku krotnie poruszac temat naprawy zwiazku od momentu separacji.. Ona nawet nie chce tego sluchac. Mowi ze tego felernego dnia ( czerwiec- klutnia) zepsulem caly zwiazek ( nawet moglem zabic nienarodzone dziecko i prawdopodobnie to zrobilem)i nie ma co naprawiac. Zastanawia mnie przebieg separacji. pozatym ze nie spimy razem i w jej oczach widze totalne zobajetnienie nic sie nie zmienia, nawet zaczela gotowac obiady( co wczesniej bylo kwestia losowa miedzy nami). zastanawiam sie czy przyczyna tego niebywale naturalnego stanu rzeczy jest jej wzorzec rodzinny: rodzice jej sa rozwiedzeni od 10 lat i w dalszym ciagu mieszkaja ze soba , lecz spia w innych lozkach. Jednakze kluca sie bardziej niz zwykle malzenstwa .( ze mna sie kluci za czesto , nie mamy kwesti spornych) raczej ugodowy jestem i szukam kompromisu - gdzie mozna go znalezc.
                • crazyrabbit Re: czy to poczatek konca?:( 20.06.09, 00:34
                  Czytam, czytam... i nie wiem, czego Ty tak naprawdę chcesz?
                  Żony, dziecka, układu, jaki mieliście?

                  Obserwowałam kiedyś rozpad małżeństwa z powodu problemów z zajściem
                  w ciążę... Są już po rozwodzie, ona ma synka z innym..
                  Kiepsko to widze, ale masz jeszcze szansę.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka