fragile66
22.07.09, 10:17
Pani od kadr i płac pokazała mi wczoraj pismo od komornika o zajęciu
wynagrodzenia - komornik domaga się potrącenia mi z wynagrodzenia
alimentów za czerwiec i lipiec plus odsetki, a od sierpnia żąda
przesyłania alimentów na jego konto plus 221 złotych kosztów
komorniczych.
W piśmie stoi, że ex poszła do sądu po klauzulę wykonalności 11
maja. Alimenty wysyłam przelewami na konto bankowe, w wyroku mam
napisane, że mam to robić do 10-go każdego miesiąca. Ponieważ 10
maja to była niedziela polecenie przelewu założyłem na piątek 8
maja. Prawdopodobnie na koncie ex były dostępne w piątek po 17-ej,
czyli po ostatnim transferze SWIFT-u.
Alimenty za czerwiec i za lipiec nadawałem odpowiednio 10 czerwca i
9 lipca. Teraz chyba zacznę je wysyłać pierwszego dnia miesiące, bo
jak widać nie ma co się kopać z zawziętą idiotką.
Kochani, czy to jest normalne, żeby z jednego dnia spóźnienia robić
sprawę dla komornika i zwiększać mi koszty o 221 złotych, z których
przecież dzieci nie zobaczą ani grosza?
Czy prawo bezpłatnego egzekwowania alimentów nie powinno być
zarezerwowane jednak dla ludzi faktycznie w potrzebie, którzy po
kilka tygodni/miesięcy nie mogą się doczekać należnych pieniędzy?
Czy złość i żądza zemsty za porażkę w sądzie tak potrafią zaślepić,
że nie trafiają do głowy nawet najsensowniejsze argumenty?
Ex robi to wszystko bezpłatnie, bo może! - i przez to uprzykrza mi
życie. Ja żeby się przed tym bronić muszę zapłacić 100 złotych od
skargi na poczynania komornika albo 240 złotych od pozwu
przeciwegzekucyjnego.
I to ma być sprawiedliwość???