Dodaj do ulubionych

Adaptacja dziecka pl do nl

04.03.06, 23:27
znaczy prosilabym was o podzielenie sie waszymi, a wlasciwie tez waszych dzieci, doswiadczeniami..najchetniej w zakresie jezyka,ale moga byc w innych dziedzinach. wiem ze inaczej bedzie sytuacja wygladala z dziecmi pol-hol a inaczej w rodzinach wylacznie polskich, jak u mnie. jak dlugo to jeszcze potrwa....zaczynam sie niepokoic bo niebawem szkola...

no bo ja tak sobie ogladam tego mojego synka (3i 3 m-ce) w miejscach gdzie jest wiecej dzieci (mysle o wylacznie holenderskich dzieciach) i mi go szkoda,...bo on sobie, oni sobie...czasem widze jak go dzieci po prostu ignoruja, po jakiejs chwili proby komunikacji...wogole mu sie jeszcze myli i jeszcze nie rozumie za wiele. panie w przedszkolu mnie zapewnija ze mlody sobie swietnie radzi..ze rozumie proste zdania..ale jak np spiewaja jakies piosenki to moj synek tylko kreci glowa na lewo i prawo znudzony....dobrze ze choc melodie zapamietuje,bo czasem cos spiewa czego nie znam...
jak sobie radzic, jak mu pomoc? oprocz tego ze tlumacze dzieciakom ze mlody nie mowi za wiele ale ciut rozumie, tlumacze mu co mowia troche sie z nimi razem bawie itp ale przeciez nie moge tego ciagle robic? ogolnie wytlumaczylma mu ze ma kontakt z 2 jezykami i do kogo w jaki jezyku....ma mowiec niet doen jak mu kots go glowie chce dac, ale nie oddawac itd;)
co robic? czekac? samo przyjdzie? kiedy? poradzcie.dzieki.zuzka
Obserwuj wątek
    • beba3 Re: Adaptacja dziecka pl do nl 05.03.06, 12:34
      Oj Zuzka!
      Identycznego posta mogalbym napisac. Ta sama sytuacja. Jak wychodzimy z domu to
      juz sie stresuje... Jak troche popatrze przez szybe w szkole czy pobede
      pomiedzy dziecmi, to samo. Szkoda mi moich dziewczyn. Nie sa to bardzo
      przebojeowe osoby. Sa niby dosc ruchliwe i maja pomysly na zabawe ale we
      wlasnym domu. W szkole czy przedszkolu na pierwszy rzut oka wygladaja na
      pierdoly. No wlasnie na 'pierwszy rzut oka'. Czasmi faktycznie sa ale bywaja
      tez momenty ze radza sobie dosc dobrze. Jak tylko cos takiego dostrzege czy
      ktos mi opowie o czyms takim, bardzo sie ciesze i rosnie mi wiara w to, ze moje
      dzieciaki nie sa krzywdzone przez zaistniala sytuacje....
      Byly teraz u nas przez tydzien kuzynki z Polski. Jagoda nie chciala rozmawiac
      ze swoimi kolezankam z podworka. Jakos ciezko jej bylo sie przelamac i zaczac
      mowic na dwa fronty ale jak juz zaczela, to moje bratanice otworzyly szeroko
      oczy. Najzwyczajniej w swiecie sobie z nimi rozmawiala. Zapewne nie bylo to
      super poprawne ale 5 i 7 letnie dzieci ja rozumialy i chcialy miec z nia
      kontakt. Krotko ale jednak.
      Przy mnie Jagoda tez za duzo nie mowi po holendersku ale kiedy zostawie otwarte
      dzwi slysze jak rozmawia z kolezanka. Uzywa prostego slownictwa ale potrafi sie
      porozumiec.
      Niepokoje sie, ze trwa to juz dlugo ale nie widze wyjscia jak to przyspieszyc.
      Zorganizowalam jej dodatkowe zajecia. Chciala na balet zainspirowana ksiazka o
      myszcze baletniczce, poszla na balet. Moze nie ma tam mozliwosci pocwiczenia
      holenderskiego ale spotyka sie z innymi rowiesnikami i uczy zycia w grupie.
      Troche sie tez rozrusza.
      Zapisaialam ja niedawno rowniez na mini teatr. Skusialo mnie to ze chodzi tam
      dziewczynka z jej klasy i moze sie z nia troche lepiej pozna. Sa tam zreszta
      dzieci z jej szkoly. Widuje je na placu zabaw.
      Z samym teatrem ma to niewiele wspolnego. Jest to przebieranie sie i malowanie
      twarzy, zabawy w grupie i na koniec czytanie krotkiego tekstu. Duzo zabawy w
      gronie dzieci.
      No i poszla juz na pierwsza lekcje plywania. Jak na razie to porazka ale to juz
      osobny temat...
      Mysle, ze juz wystarczy tych zajec dodatkowych ale rekompensuja one Jagodzie
      naturalny kontakt z dziecmi z podworka. Nie moge liczyc na ich ciagle
      zainteresowanie i jakies 'fory'. Jaga juz slyszla od nich, ze jest glupia tylko
      dlatego, ze sie nudzily i nie mialy pomyslu na zabawe. Nie musze chyba pisac
      jak bardzo bylo jej przykro. Nie musze tez chyba pisac z jakim entuzjazmem sie
      z nimi bawi i biega do momentu kiedy _im_ sie 'odwidzi'.
      Patrzac na Jagode i Patrycje widze, ze starsza bardziej lgnie do kontaktu z
      dziecmi. Patrycja jest w wieku Twojego synka i zagaduje do dzieci kilkoma
      slowami, wiecej rozumie ale wciaz jeszcze bawi sie z dziecmi przez chwile.
      Szybko sie nudzi. Woli przebywac wsrod dzieci ale niekoniecznie z nimi sie
      bawic.
      Nie wiem czy Cie troche uspokoilam ale nie widze dla nas/ naszych dzieci innej
      drogi jak umozliwiac im kontakt z innymi dzicmi. Stwarzac warunki do nauki
      jezyka przez zabawe.
      Dla rownowagi, zabawy, i szlifowania polskiego spotykamy sie tez z dziecmi z
      rodzin mieszanych czy polskich. Tam dziewczyny sa bardziej otwarte gdy juz
      lepiej sie poznaja z dziecmi.
      • mona812 Re: Adaptacja dziecka pl do nl 05.03.06, 14:06
        Dziewczyny a jak u was z ksiazkami , bajkami itd ? Mysle ze taki kontakt z
        jezykiem jest jakby nieswiadomy wiec najprostszy chyba .Trzymam kciuki za wasze
        dzieciaczki coby sie odnalazly wsrod rowiesnikow .
        • bibi1 Re: Adaptacja dziecka pl do nl 05.03.06, 17:32
          najlepsze efekty w nauce jezyka daje mojemu Pawlowi zabawa z dziecmi.
          Po szkole zawsze sie z kims umawia i bawia sie w domu.
          Tu jakos nie spotkalam sie z takim podworkowym kolezenstwem,bo dzieci zwykle
          bawia sie w domach,a umawiaja sie w szkole.
          Czesto przychodza z tymi dziecmi ich mamy i zostaja na kawe.W taki sposob ja
          tez mam towarzystwo.

          Nauczyciele Pawla tez mowia,ze zwlaszcza po feriach,kiedy najwiecej sie bawi z
          innymi, zna duzo wiecej nowych slow,bo jednak najlatwiej poznaje jezyk poprzez
          kontakty z rowiesnikami.
    • diuna22 Re: Adaptacja dziecka pl do nl 05.03.06, 19:28
      Hej, u nas to wyglada tak - my oboje PL, dzieci mowiace tylko po polsku.
      Zamieszkalismy tu pol roku temu i poczatki byly strasze.
      Starszy zaczal chodzic do szkoly, nic nie rozumial, nic nie mowil, my
      komunikowalismy sie po angielsku. Pani byla w ciazy - olala go, mowiac krotko.
      Na nic prosby, rozmowy z juf i dyrektorem. Do pazdziernika wszystko bylo ok wg
      nich i tyle. My ze swej strony widzielismy ze nie jest dobrze, poslalismy go na
      sporty - tenis, balsport - zeby mial kontakt z jezykiem i dziecmi. Szukalismy
      prywatnego nauczyciela - choc kazdy nam to odradzal. Odwiedzali go koledzy -
      sasiedzi. W szkole jednak nie bylo kolorowo - wysmiewali sie z niego, nikt nie
      chcial sie z nim bawic. Horror dla nas. Wracal z placzem do domu, trzesl sie
      caly ze strachu :(. W pazdzierniku okazalo sie - otrzymalismy noty - ze w cale
      nie jest tak rozowo. Nic nie rozumie, nie mowi - jedynie matematyka ok. Jezyka
      zero. No i panika: i szkola i my. Od poczatku prosilismy o dodatkowe lekcje ale
      dyrekcja nie uwazala tego za konieczne. Zaczal sie wyscig - znaleziono
      dodatkowego nauczyciela, doszla dodatkowa pani juf do pomocy do klasy bo tamta
      juz wysiadala. I wtedy tak na prawde cos ruszylo. To nowa pani zwrocila uwage
      na niego, posadzila blizej, podpowiadala, pomagala. Teraz ona sprawuje funkcje
      wychowawcy - i dobrze. Synek zaczal mowic po przerwie swiatecznej - w styczniu.
      Jeszcze to nie to ale juz duzo rozumie, dogaduje sie z kolegami. Koledzy
      odwiedzaja go w domu i zapraszaja do siebie. Z checia biega do szkoly. Ma teraz
      6,5 roku :).
      A mlodszy - z nim inna historia - wlasnie skonczyl 3 latka, ale jest
      niepelnosparwany. Mowi non stop - mieszjac jezyki :) - umyslowo jest oki - i on
      pewnie predzej od nas zacznie gadac :). Chodzi do peuterspeelzal 2 razy w tyg
      po 2 godz - panie go bardzo chwala - i mimo ze sam nie chodzi super sobie daje
      rade, ma kontakt z dziecmi i co najwazniejsze jest akceptowany. Jest jedynym
      niepelnosprawnym dzieckiem w tej placowce :).
      • beba3 Re: Adaptacja dziecka pl do nl 05.03.06, 20:08
        Diuna!
        Swietnie, ze mlodszy nie ma nieprzyjemnych sytuacji w przedszkolu. Im wczesniej
        oswoji sie z innymi dziecmi tym lepiej. Zapewne nie omina go wysmiewki bo
        zawsze sie ktos glupiutki znajdzie. Mam nadzieje, ze bedzie pamietal, ze to
        tylko wyjatki. Inni go lubia i akceptuja takim jaki jest.
        Patrycja chodzi do peuterspeelzal az 4 razy w tygodniu. W moim miescie jest w
        jednym czy dwoch taka mozliwosc. Na dodatkowe zajecia chodza dzieci
        cudzoziemcow, samotnych matek, zapewne tez takie holenderskie ktore maja
        klopoty jezykowe. Polecam bo jest to duza roznica dwa razy w tygodniu a cztery
        po diwe i pol godziny. Podczas dodatkowych zajec dzieci na ogol nie wychodza na
        dwor a maja wiecej zajec 'mowionych'. Panie sa po dodatkowych kursach.
        _Wydaje_mi sie, ze tu latwiej niz w Polsce bedzie zaadaptowac sie Twojemu
        mlodszemu synkowi. Jakos mi Holedrzy wygladaja na bardziej tolerancyjnych. Moze
        sie myle? No i jeszcze widze osoby starsze lub niepelnosprawne jak smigaja na
        wozkach i nikt ich palcami nie pokazuje i nie traktuje 'specjalnie'. bardzo mi
        sie to podoba!
        O tym, ze nasze dzieci wyprzedza nas nie uczace sie jezyka w szkolach czy na
        kursach wiem az naddto. Problem w tym, ze one sa jeszcze takie otwarte,
        bezbronne, przed nimi jeszcze cale dziecinstwo, mlodosc, wybory zyciowe, dalsza
        edukacja, wybor zawodu, poszukiwanie pracy, partnera... Ja mam juz to za soba.
        Potrzebuje nauczyc sie holenderskiego po to aby miec ulatwoiny kontakt rowniez
        ze swoimi dziecmi i z osobami je otaczajacymi. Po to by sie tu jednak lepiej
        zasiedlic i moze znalezc prace. Praca powinna z zasady wplynac na lepsza
        sytuacje finnasowa a z tym zakorzenianaiem w holandii to az tak tez mi sie nie
        pali... Chyba ze wg na dzieci bede sie tego jezyka kiedys uczyc.
        Co do starszego syna. Mi caly czas wszyscy nauczyciele powtarzaja, ze jest
        coraz lepiej, widza poprawe itp Moze moj apetyt i aspiracje rosna a moze jakos
        ciezko zaakceptowac mi innosc mojego dziecka i swoja?
        Dobry nauczyciel to podstawa. Fajnie ze u Was ruszylo to w dobrym kierunku.
        Jagi pani wiecznie choruje. od jakiegos czasu przeszla z calego etatu na dwa
        dni w tygodniu. Zatrudnili studentke ktora miala u nich staz. Jest moze troche
        mniej zorganizowana i ma mniejsze doswiadczenie ale wiecej entuzjazmu i ochoty
        do pracy.
        Co do odwiedzin kolegow, kolezanek ze szkoly to jak na raze wyglada to kiepsko.
        Zapraszlam juz kilka osob ale jedna mama mnie zwodzila i w koncu zaproponowala
        ten mini teatr. Nie ma ocgoty siedziec i pic kawke ze mna. Inna szuka pracy i
        sama zajmuje sie synkiem. Tez czasu jej brakuje. Trzecia byla u nas jeden raz i
        czuje sie w obowiazku do rewiazyty ale akrat sie przeprowadzaja itd
        Zaczynam myslec ze jestem jakas dziwna i ludzie nie unikaja? Moze powinnam byc
        bardziej otwarta ale jakos ciezko mi sie tak napraszac...
        Znowu sie podpytam jak Jaga wroci do szkoly. Wciaz ma 40 stopni i jutro nic ze
        szkoly.
        • diuna22 Re: Adaptacja dziecka pl do nl 05.03.06, 20:33
          Co do dzieci w domu - kolegow , kolezanek - zwykle wystepuje to z zaskoczenia.
          Ide po syna a mama tego czy tej pyta mnie czy Mateusz moze sie u nich dzis
          pobawic, ogolnie tam czesto dzieci bawia sie razem i ciesze sie za nas tez juz
          to dotyczy - a ze ja mam mlynek z mlodszym, inne obowiazki - nie bardzo mam go
          jak potem odebrac - proponuje zeby pobawili sie u nas tym razem a nastepnym u
          niego i zabieram takiego delikwenta do nas a ktos z rodzicow odbiera go po 2-3
          godz. Bylam w domku u jednej z dziewczynek ale z jej mama tak od razu kontakt
          podlapalam - najpierw to ja ja do nas zaprosilam - nie odmowila :) po czym
          okazalo sie ze jest rehabilitantka i wczesniej pracowala z dziecmi tam gdzie
          biegam co tydzien z mlodszym. I .... Ogolnie rozmawiam z duza iloscia mam,
          stoje zwykle pod szkola z kims, mowie po angielsku - mowia do mnie po
          holendersku jak nie rozumiem powtarzaja lub mowia po angielsku i ja staram sie
          coraz czesciej lamanym holenderskim odpowiedziec :)))). Ale wiem ze nie w
          kazdej szkole tak jest - ze rodzic jak ja obcokrajowiec jest tak traktowny. Nie
          wiem co ma na to wplyw ale oby nic sie nie zmienilo w tej materii.
          A co do mlodszego - u nas max w innym peuterspeelzal jest 3 x tyg po 2 godz -
          ale tu gdzie trafil ma rewelacyjnie - powiem ze nie tak prosto bylo dyrekcji
          wszystkich tych placowek w naszym miescie! uzasadnic ze dziecko mowiace po
          polsku, niepelnosprawne nadaje sie do tejze placowki i tyle. Ale udalo sie:))).
          Ma super nauczycielki i raczej tego nie zamienie ale dzieki za podpowiedz. Moze
          gdyby byl zdrowy ale ... A i jeszcze jeden plus - to obok szkoly starszego i
          tak mam dopasowane jego pobyty zeby za duzo nie jezdzic - poszli mi na reke ;).
          A zwykle trzeba czekac na dana grupe - chodzi o godziny zajec.
          Pozdrawiam :)
          • beba3 Re: Adaptacja dziecka pl do nl 05.03.06, 21:39
            No to w sumie bardzo fajnie sie ukalda.
            Niby w szkole jest fajan atmosfera ale ja jakos nie moge sie przelamac i bratac
            z kazdym. jak ktos wysle mi jakis syganla to c innego, wtedy sobie stoje i
            gadam ale jakos nie wiadoma jaki i kiedy ograniczylao sie to do kilku osob.
            Zupelna niemozliwoascia jest poznac rodzica nowych dzieci. I tak nie pamietam
            imion dzieci juz nie mowie o rodzicach. Moze za duzo oczekuje?
            Nasz szkola jest _az_ 10 min drogi od domu. Dwa razy w tygodniu po szkole
            odbieram Pysie z przedszkola i musze sie pospieszyc aby zdazyc.
            Jako ze to wciaz male dzieci od 4 do 6 lat nie nadaza same za mna na rowerze a
            ja na swoj nie moge nikogo wziac bo mam juz dwoch pasazerow... Zreszta jakos
            nie kwapie sie zabierac samo dziecko bo przy najmniejszym konflikcie nie dam
            sobie rady z tym holendrskim. A dzieci do mnie zagaduja ale ja czesto musze
            zgadywac czy powinnam potwierdzic czy zaprzeczyc, zmartwic sie czy ucieszyc.
            ;-)
            Mam nadzije, ze jednak znajdzie sie ktos co bedzie miala ochote na kawe i
            ciacho. Z drugiej strony chyba i jak zaczne zagladac do kaledarza zanim sie
            umowie bo Jaga ma juz 3 dodatkowe zajecia a i Pysia prosi o lekcje tanca. ;-D
            A gdzie wg nich nadawalo by sie Twoje dziecko, do jakiej placowki? Wydawalalo
            mi sie ze oni tu bardziej integracyjnie podchodza?
            Tak czy inaczej, fajnie ze znalaz sie ktos rozsadny!
            Tez sie zdziwilam jak uslyszlam, ze mama kolezanki Jagi jest nauczycielka. ;-)
            Niestety bardzo pobiezny to kontakt a ja jestem z typu niesmialego ale
            gadatliwego. Co zreszta mozna wywioskowac po moich postach. ;-D
            Wroce jeszcze do tematu TV. Moje dziewczyny ostatnio znowu lapczywie ogladaja
            polskie bajeczki. Po Swietach wrocil, szczgolnie Jagodzie bo Pys jeszcze nie
            mial tego problemu, akcent polski i sa na etapie Reksia, Muminkow, Smerfow,
            Makowej Panienki itp Bajki holenderksie tez ogladaja ale troche jak TV ogolnie.
            Szczegolnie Jaga, oby wpatrywac sie hipnotycznym wzrokiem w ekran...
            • zuzka71 Re: Adaptacja dziecka pl do nl 05.03.06, 23:22
              kurcze razniej sie poczulam dziewczyny..dzieki;)

              diuna ja to mysle jak beba ze zdecydowanie tutaj niz w pl bedzie lepiej sie mogl rozwijac twoj mlodszy synek. u nas mimo ze nie jest opozniony umysl. by mogl tylkmo do szkoly specjalnej przypuszczam....chcialabym sie jednak mylic...

              beba skoro twoja starsza juz mowi to wszystko idzie w dobra strone. a ja jak ta choragiewka..wracac nie wracac. pocieszam sie ze najwyzej po 2 latach szkoly tu co mu na zle nie wyjdzie wrocimy i w pl zacznie od poczatku, bo i tak szkola jest od 6 roku zycia...
              kurcze ciezko jest. pewnie bezdie wicej kontaktu z rowiesnikami w szkole,ale ja chcialabym, zeby mlody juz cos zaczal lapac zanim tam pojdzie...
              mona masz na mysli czytanie mlodemu przeze mnie holenderskich ksiazeczek?;)

              chcialabym zeby juz chodzil do szkoly, gadal po nl i moglabym sobie wspominac moje obecne obawy z usmieszkiem ulgi...;P...no niby zapisali go do szkoly to chyba dobry znak, czy zapisuja dzieci jak leci, bez wzgledu na znajomosc jezyka? mam nadzieje ze w razie problemow uda sie to takladnie zalatwic i pomoc dziecku jak mial synek diuny...a czy szkola zawsze tak pomaga, czy zmusza mnie do zmiany szkoly na jakas specjalna?...
              pozdr.zu
              • diuna22 Re: Adaptacja dziecka pl do nl 06.03.06, 08:40
                A wiec w PL dla mlodszego - przedszkole integracyjne - ale od 4 roku dopiero -
                albo jak wczesniej planowalismy - ja mialam wrocic do pracy, starszy chodzilby
                dalej do przedszkola - to i tam by robil zerowke a maly chodzil na zajecia do
                takiego osrodka rehab - codziennie z nim jezdzilam na ok 2 godz - ale mieli
                grupe przedszkolna wiec wtedy moglby zostawac od 6.30-16. Poukladalo sie
                inaczej. A tutaj no niestety Panie z dyrekcji sugerowaly jakis osrodek dla
                dzieci niepelnosprawnych ale na szczescie za maly do niego i za malo
                uposledzony! tzn umyslowo oki tylko ruchowo - a ze jak sie dowiedzialam w
                naszym miescie sa jednostki z RiW - jak moj wiec oni nie sa na to przygotowani.
                Wracajac do miejsca gdzie mialby byc cos pseudo szkola - funkcjonuje u nas przy
                szpitalu i osrodku rehabilitacyjnym. No ale jak pisalam - udalo sie, nerwow,
                telefonow, rozmow kosztowalo ale bylo warto. Placimy cos ponad 40 eur za to ale
                sie bardzo cieszymy :)). I teraz mam nadzieje latwiej bedzie go do zwyklej
                szkoly posalc. Ale to juz zalezy od niego - niedlugo wozek dostanie wiec bedzie
                prosciej - bedzie mobilny ;).
                A co do normalnego trybu - obowiazek szkolny jest od 5 roku zycia ale zwykle
                kazdy posyla od 4 bo to za darmo i dzieci sie maja szanse razem zzyc, pobawic
                itp a jednak to juz szkola ;). Nasz zaczal w gr 2 przed wakacjami - w lipcu
                jeszcze - na 2 tyg a potem od wrzesnia juz byl w gr 3. Bo duzy, bo madry itd.
                A ze nic nie mowil? No i bardzo wysoki jest jak na 6,5 latka :)).
                Zuzka, Beba Wszystko bedzie ok :).
                Beba a co do matek - no coz one same do mnie podchodzily - od poczatku - i czy
                to z ciekawosci bylo wtedy czy nie - pozostalo nadal - podpowiadaja co oki a co
                nie, co na papierach pisze ze szkoly jak wazne, inne istotne rzeczy. U nas w
                szkole zdecydowanie istnieje to zabieranie dzieci - ja najpierw mialam opory -
                tez dojezdzamy 6 km w jedna strone - ale jak zobaczylam ze to jest normalne
                przestalam je miec. No i co tu mowic zrobilam to dla synka :). Ja autkiem -
                wiec prosciej - rowerow nie posiadamy na razie ;).
                • beba3 Re: Adaptacja dziecka pl do nl 06.03.06, 13:11
                  Autkiem to prosciej! Niby tez mogalbym przesadzic meza na rower ale ja sie
                  panicznie boje wozic dzieci swoje. O cudzych to juz nawet wole nie myslec...
                  Dla mnie autko jest "be". Niestety....
                  Zuzka!
                  U Jagody progres nastapil wlasnie po pojsciu do szkoly. Wczesniej czy pozniej
                  musi sie cos ruszyc do przodu! Jako ze musialm odwozic Jage i Pysie dokladnie
                  na ta sama godzine dwa razy w tygodniu na poobiedzie, Jagoda prawie od poczatku
                  zaczela chodzic na lunche szkolne. Tzn ze 3 razy w tygodniu spedza w szkole 6 i
                  pol godziny a dwa razy w tygodniu 3 i pol. _Musiala_ choc troche chwycic jezyka.
                  Na poczatku nawet nie chciala sie przywiatac z pania. Nie chodzi nawet o dzien
                  dobry ale zwykle Hi czy Dag to mogalby wydusic. Ona sie wstydzila i koniec...
                  Teraz sama podchodzi do pani i o cos sie pyta, prosi itp. Wciaz jest duza
                  roznica pomiedzy nia a nawet srednio odwaznym dzieckiem holenderskim ale postep
                  jest ogromny.
                  Nie moge zapomniec jak na pierwszej lekcji plywania stala z boku, zupelnie nie
                  sluchala instruktora i nie zwracla na niego uwage kiedy pokazywal co ma
                  robic... Potem oczywiscie robila cos innego, pan do niej podchodzil i
                  tlumaczyl, ze nie tak... W polowie lekcji zaczela rozpaczliwie plakac. Zupelnie
                  nie wiedzialm co mam robic. Pan nie wiedzial, ze ona troche mowi po
                  holendersku. Myslal pewnie ze to krnabrne i nieposluszne dziecko i zapewne boi
                  sie wody...
                  Jaga wode lubi i chlapie sie z nami na basenie a wlasnie tego dnia zaczela
                  chorowac. Ja glupia baba myslalam, ze jest troche zmeczona. Dalam jej calusa w
                  czolo i stwierdzilam, ze nie ma goraczki. dopiero po powrocie z basenu ciupasem
                  zmierzylam jej temperature i zbladlam. Paracetamol i do lozka.
                  Do tej pory temperatura jest w okolicach 40 stopni. Jak nareszcie spada to
                  rosnie i czekamy nakoleja dawke paracetamolu.
                  Mam nadzije ze nie zrazilam jej do wody i tych lekcji....
                  Pamietam tylko ta bezradnaosc kiedy moje dziecko placze i kuli sie w sobie a ja
                  stoje na pietrze i odliczam minuty do konca lekcji... Jak samotna ona sie
                  musiala czuc. Obawiam sie ze to nie pierwszy i ostatni raz. Teraz to byla moja
                  wina ale beda sytuacje nie do unikniecia i nasze dzieci beda musialy sobie
                  radzic same. Doluje mnie to bardzo...
    • tijgertje A kurczatko idzie do przedszkola... 06.03.06, 14:45
      No, stalo sie... Znalazlam przedszkole dla mlodego. Przez poltora tygodnia trwailam, dzisiaj go zapisalam. Jutro zadzwonia, kiedy moze zaczac, najprawdopodobniej juz w przyszlym tygodniu. Na razie raz w tygodniu, zobaczymy jak bedzie ze wstawaniem, bo normalnie spi przynajmniej do 8.30, a ze sniadaniem to czasem i do 10.00, a w przedszkolu musi byc o 9.00... U nas przyjmuja dzieci od 2,5 roku, w sasiedniej wsi od 2 lat, wiec mlody dluzej skorzysta. Grupy sa male, 10-13 dzieci w tej chwili, sala czysciutka, moze niezbyt olbrzymia, ale dobrze rozplanowana i dzieci maja troche miejsca, jasna, panie fajne, 2 lub 3. Ogrodzony ogrodek, duzo piasku, rozne tunele, zjezdzalnie itp, wszystko z solidnego drewna. Mlodemu sie podoba, ja oczywiscie zwrocilam uwage na wszystko co mi sie w naszej wsi nie podobalo: wyjscie do ogrodka przez korytarz z wieka wycieraczka, osobno magazyn na rzadko uzywane zabawki, pomieszczenie gospodarcze, kuchnia oddzielona od sali scianka, ubikacje czysciutkie, dzisiajjeszcze ogladalam, jak dzieci konczyly zajecia:-) Maja dla 3-latkow dodatkowy dzien, zeby wyrownac zaleglosci jezykowe na przyklad, musze zrobic zdjecia z roznymi czynnosciami , kazde dziecko ma swoj albumik i panie na nim ucza mowic, opowiadac itp. Wszystko fajnie, ale i tak sie denerwuje. Trzymajcie kciuki.
      • beba3 Re: A kurczatko idzie do przedszkola... 06.03.06, 16:02
        Nerwy nieuniknione nawet jesli wszystko wyglada bardzo dobrze.
        A czy Kasperek zostawal wczesniej sam z opiekunka lub z sasiadka? Cos mi swita,
        pisalas, ze owszem. To na ogol ulatwia pojscie do przedszolka.
        Tak czy inaczej, pogadaj sobie przy kazdej mozliwej okazji jak to jest w
        przedszkolku, entuzjastycznie lub chociaz pozytywnie. No i dodawaj ze to na
        krotko i po zajeciach odbierzesz syneczka.
        U nas do tej pory Pysia schodzi na temat przedszkolka i oczekuje zapewnien
        mojego powrotu. Pewnie pamietasz, ze u niej to jednak troche trwalo.
        Mam nadzieje, ze Kasperek uzna ze to mila odmiana w ciagu dnia pobawic sie z
        innymi dziecmi. Powodzenia dla Was dwojga!
        PS A sasiadka gdzie zapisuje swoje dziecko. Do tego samego przedszkolka co Ty w
        innej wsi?
        • nesla Re: A kurczatko idzie do przedszkola... 06.03.06, 19:25
          Trzymam kciuki zeby Kasperkowi spodobalo sie w przedszkolu, tobie tez przyda
          sie taki jeden dzien w tygodniu luzu, pierwsze kilka razy bedziesz przezywac a
          potem z gorki
    • mamamai4 Re: Adaptacja dziecka pl do nl 15.03.06, 22:11
      Hej Zuzka. Ja mam dokladnie takie same dylemty jak Ty. Maja bedzie miala 3
      latka w maju, chodzi do przedszkola 3 razy w tygodniu (ale za kazdym razem jak
      ja zostawiam placze ze nie chce zostac). Mysle ze problem twi w jezyku. Panie
      tez mi mowia ze Maja swietnie daje sobie rade ale widze ze bawi sie z dziecmi w
      milczeniu. Mam szczescie bo mam sympatycznych sasiadow z dziewczynkami w wieku
      4-5 lat i te dzieci chca sie bawic z Maja, ale Maja troche od nich ucieka,
      musze ja byc przy niej i tez z nimi bawi sie niewiele mowiac. Zupelnie inaczej
      to wyglada jak sie bawi z polskimi dziecmi, wiec mam pewnosc ze to bariera
      jezykowa. Wszyscy mowia ze dziecko tak szybko sie uczy jezyka i tak latwo, ale
      jakos nie widze zeby to szlo az tak latwo. Choc Maja doskonale wie ze sa rozne
      jezyki: codziennie mam przepytywanie:"mamo a jak drzewo (albo inne slowo) jest
      po holendersku" - odpowiadam, a ona pyta "a po angielsku?" A ostatnio zapytala
      a po niemiecku? Ale wlasnie boje sie troche tego wyocowania w szkole. I tez nie
      wiem czy zostajemy tu i jak dlugo, czy wracamy do PL.
      • zuzka71 Re: Adaptacja dziecka pl do nl 15.03.06, 23:27
        dzieki dalas mi otuche, ze nie juestesmy sami, wlasnie to zawieszenie..i co dalej. pozdrowki.zuzka
        • beba3 Re: Adaptacja dziecka pl do nl 16.03.06, 23:49
          Widze po Pysce ze garnie sie do nauki ale coz z tego kiedy ja nie moge uczyc
          jej i polskiegi i holenderskiego. Sytuacja bylaby o niebo lepsza gdyby maz
          mowil po holendersku... Przeczkole to w gruncie rzeczy malo i jedynie co my
          mozemy dac naszym dzieciom to czas...
          Dzisiaj pyska jadla takie kuleczki ziemniaczane, cos jak frytki i powiedziala:
          kulecjes. Od kuleczek i od zdrobnienia holenderskiego. Poprawialam ja i jej sie
          spodobalo ale to wszystko jest za malo...
          Problem jest i mam nadzieje ze to sie jedank wczesniej czy pozniej dobrze ulozy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka