Ludzie pomidory sadzą. To post dla tych, którzy stawiają pierwsze kroki w pomidoromanii

Jeśli macie już jakieś doświadczenia, przemyślenia, dorzućcie je w komentarzach. Pytać też można, z chęcią odpowiem, jeśli tylko będę umiała. Człowiek się ciągle uczy, a więc zachęcam do dzielenia się swoimi doświadczeniami.
No to sadzimy. Wytyczamy miejsca do posadzenia. Często widziałam jak na ogródkach działkowych pod pomidory przeznaczano jedną, dużą grzędę. Sama tak kiedyś robiłam. Otóż nie jest to najlepszy sposób. Pomidory czują się zdecydowanie lepiej, mniej chorują, gdy mają większy przewiew. Jeśli ktoś ma taką możliwość, to doskonale byłoby posadzić je w jednym rządku, ewentualnie w dwóch. Ja sadzę w trzech i też dają radę. Im większe odległości między sadzonkami, tym większa szansa na powodzenie. Po pierwsze przewiew, a więc choroby grzybowe nie tak łatwo się zagnieżdżają, a po drugie słońce, które kocha pomidory. 60, a nawet 70 cm, to byłby ideał, 50 cm też może być.
Ja przed rozpoczęciem całej akcji sadzenia opatruję każdą sadzonkę etykietką Tyvek, podpisuję wypróbowanym markerem wodoodpornym albo po prostu długopisem. Etykietki kosztują grosze, a pozwalają na bezbłędną identyfikację. W ten sposób eliminuję odmiany, które w jakiś sposób mi podpadły i dokładnie wiem co mi smakuje, a co tak sobie. Kopiemy dołek, szpadlem, a nie jakąś tam małą łopateczką, na dno kładziemy trochę obornika, a jak ktoś nie ma i nie chce go kupować, to koniecznie kompost. Jedno i drugie jest do kupienia w PomiDorce, ale myślę, że większość z Was ma swój kompost. Nie ma się co łudzić, że posadzimy pomidory w naszej piaszczystej ziemi i będziemy je zbierać taczkami. Dołek wykopany, kompost nasypany, lejemy wodę. Pełny dołek wody, czekamy aż trochę wsiąknie. Przyciskamy boki doniczki, wyciągamy roślinę delikatnie i wkładamy do dołka z błotem. W myśl zasady "kto sadzi w błoto, ten zbiera złoto"

Pomidory ode mnie nie są wyciągnięte, są zahartowane, a więc nie ma potrzeby sadzić ich głębiej niż rosły w doniczkach. Jeśli macie wyciągniętą rozsadę, trzeba je posadzić głębiej, prawie pod pierwsze liście właściwe. W książkach ogrodniczych jest napisane żeby od razu stawiać kołki, ja tego nie robię, bo sadzę tak dużo pomidorów, że po prostu brakuje mi sił i czasu. Wbijam je kilka dni później. Ale też nie można z tym czekać zbyt długo, bo pomidory naprawdę szybko się korzenią i wbijając kołki znacznie później, zniszczymy korzenie. Większe odstępy między pomidorami pozwalają na umieszczenie w przerwach różnych innych roślin, które dobrze rosną w ich towarzystwie. W narożnikach sadzę aksamitki - dla uroku i odstraszania owadów niepożądanych, między pomidorami selery, sałaty, bazylię, majeranek. W każdej przerwie coś. Oczywiście tylko na obrzeżach grzędy. Kiedyś próbowałam posiać fasolkę szparagową, ale to był niewypał. Fasolka w takiej dobrej ziemi rośnie bardzo bujnie i robi się zbyt tłoczno. Selery, sałata i bazylia, to najlepsze towarzystwo. Wczesną wiosną na grzędzie pod pomidory wysiewam szpinak, jest do zebrania parę dni po wysadzeniu pomidorów, a więc przez jakiś czas rosną razem. Oczywiście trzeba to tak wymierzyć, aby rzędy szpinaku wypadały między pomidorami. Moi rodzice wysadzali wczesną kapustę, a później między dorastającą kapustę sadzili pomidory. U mnie tak będzie z papryką w tym roku. Będę sprawozdawać. A tymczasem zbieram się do sklepu, bo dziś jestem solo

Dobrego dnia Wam życzę. Pogoda piękna, można coś działać