Dodaj do ulubionych

do 2222-2e

24.11.05, 20:27
Mam pytanie do Pani?
Dlaczego twierdzi Pani, że nie należy dziecka niewidomego w wieku
przedszkolnym oddać np. do Lasek lub innego ośrodka. Przecież jest tam
odpowiednia kadra, dziecko nauczy się tam wszystkiego (nauka chodzenia o
lasce, brajla itd.).
Żeby Pani mnie źle nie zrozumiała - moja Oliwka kończy w grudniu 2 latka, ale
już po mału zaczynam interesować się przedszkolem dla niej.
I szczerze mówiąc bałabym się (może inaczej - miałabym duże obawy) co do
normalnego przedszkola. Kto by się tam nią zajmował, czego by się tam
nauczyła.
Tam są dzieci zdrowe, mają swoje zajęcia (dla dzieci widzących), a co niby w
tym czasie miałaby robić Oliwka?
Przecież chodzi mi o dobro córki. Ona ma się rozwijać, uczyć - na miarę
swoich możliwości. Aczkolwiek również chciałabym aby przebywała i miała
kontakt z dziećmi widzącymi.
Sama nie wiem - mam po prostu mieszane uczucia. Proszę pomóc mi je rozwiać.

Dziękuję i pozdrawiam!
Obserwuj wątek
    • 2222-2e Re: do 2222-2e 24.11.05, 21:43
      Moja droga, pewnie czytałaś to co radziłam innym rodzicom na tej stronie i
      dlatego zadajesz mi to pytanie.Niestety szkoły dla niewidomych są tylko
      przechowalniami dla tych dzieci.Poziom nauczania jest zastraszająco niski.Sama
      widzę to po moim synu z którym odrabiam lekcje.Do tego do takich szkół
      przyjmowane są dzieci ze sprzężeniami czyli niewidome-lekko upośledzone.One
      zaniżają poziom a nauczycielom nie bardzo zależy aby wspiąć się ponad
      minimum.Chodzenie z laską :od dwóch lat proszę w szkole o kurs dla mojego
      dziecka i nic.Po prostu zbywają mnie.W zeszłym tygodniu złożyłam podanie o kurs
      orientacji przestrzennej w PZN .Kurs ma się zacząć za dwa tygodnie!A więc
      widzisz że szkoła nie jest w tym wypadku jedynym miejscem gdzie można się tego
      nauczyć.To samo tyczy się nauki brajla.Ja się sama nauczyłam a potem uczyłam
      syna bo w szkole pani nie miała cierpliwości przy klasie liczącej 12
      niewidomych dzieci.Jeśli od pierwszej klasy nie zaczniesz pomagać dziecku to
      sobie nie poradzi.Twoje dziecko będzie się wolniej rozwiać w stosunku do
      widzących rówieśników.Nie mówię tu o fizycznej stronie ale o psychicznej.A
      teraz coś za szkołą dla widzących żebyś nie myślała że taka jestem mądra a mam
      dziecko w szkole dla niewidomych.Mój syn jest uzdolniony muzycznie ma idealny
      słuch,chodzi do szkoły muzycznej w klasie fortepianu.Obecnie jest w 3
      klasie.Jest jedynym uczniem niewidomym.Wspaniale zintegrował się z
      rówieśnikami,bierze czynny udział wlekcjach,powiedziałabym że stara się być
      nawet lepszym od nich.Jego średnia to 4,9.Nauczyciele wymagają od niego tyle
      samo co od innych.Mój syn pisze na maszynie do brajla i KAJETKU czyli notesie
      brajlowskim.Obie rzeczy będziesz musiała załatwić sobie sama .mam koleżankę
      która ma syna w szkole integracyjnej i bardzo sobie chwalą.W klasie jest
      nauczyciel oraz nauczyciel wspomagający właśnie dla takich dzieci.W tym roku do
      klasy mojego syna miało dojść dwóch nowych uczniów po odwiedzinach w szkole
      rodzice uciekali z dziećmi gdzie pieprz rośnie !"Małpiarnia"tak wyraziła się
      matka jednego z dzieci.I tak sama będziesz się musiała poświęcić i pomagać
      córce więc dlaczego nie posłać jej tam gdzie będzie miała jakąś przyszłość?!
      Większość z dzieci niewidomych które uczą się w takich szkołach trafia potem do
      zawodówek i pracuje w spłódzielniach dla inwalidów.Mało które idzie
      dalej.Rozmawiałam na temat tego forum z koleżankami matkami dzieci niewidomych
      i one też się wam dziwią.My 10 lat temu nie miałyśmy wyboru bo wtedy nie było
      przedszkoli ani szkół integracyjnych ale wy macie wybór!Jeśli dziecko nie da
      rady zawsze możecie przenieść się do szkoły dla niewidomych.Dlatego radzę nie
      zamykajcie dzieciom drogi do życia w świecie ludzi widzących.Mam nadzieję że
      choć w części ci wytłumaczyłam,jeśli masz jakieś pytania to pisz.pozdrawiam ewa
      • sdr To nie prawda, droga p. Ewo! 25.11.05, 18:50
        Generalnie nie odzywam się zbyt wiele na tym forum, choc jestem mama niewidomej
        dziewczynki. A nie odzywam się z tego wzgledu, że moje dziecko własnie jest
        dzieckiem ze sprzężoną niepełnosprawnością, co powoduje, że nasze problemy sa
        hm, delikatnie mówiąc troche inne. Ale to już inny temat. Ale nie mogłam się
        nie odezwac w tej kwestii.
        To nie prawda, że ośrodki typu Laski sa przechowlanią. To nieprawda, że
        przyjmuje się tam dzieci upośledzone, co zaniża poziom. Nieprawda. Nieprawda,
        że dzieci po takich szkołach i ośrodkach nie mają zbyt wielu perspektyw. Jest
        wiele młodych ludzi studiujących i samodzielnie funkcjonujących właśnie dzięki
        temu, że miały okazje usamodzielniac się pod fachową opieką i z fachowym
        wsparciem. Znam Laski. Blisko trzy lata moja córka była tam przedskzolakiem.
        Nie poszła dalej w Laskach do szkoły, bo okazało się, że jej zaburzone
        funkcjonowanie ma podłoże genetyczne a nie tylko funkcjonalne i nie jest li
        tylko konsekwencją tego, że dziecko nie widzi. więc przez te trzy lata miałam
        okazję poznać Laski. Obserwować. Ludzi, dzieci i rodziców. I powiem Pani
        szczerze, że my uważaliśmy się za szczęściarzy, że trafiliśmy własnie tam, że
        mielismy wsparcie, a nasze dziecko fachową i bardzo zaangażowaną opieke. Nie
        uważam, że Natalia przez swoją sprzężoną niepełnosprawność zaniżala poziom
        innych dzieci. To tak jakby w normalnej szkole usuwać dzieci trójkowe z klasy,
        bo przeszkadzają szóstkowiczom odnosić sukcesy.
        Szkoła integracyjna to nie jest chyba najlepsze rozwiązanie. Zawsze mialam
        watpliwości co do integracji. Pojawiało mi się zawsze pytanie - komu służy? Bo
        chyba najmniej dzieciom niepełnosprawnym. One musza jeszcze znacznie więcej
        wysiłku wkładac choćby tylko w to, by grupa je przyjęła. A i bez tego wysiłku
        jest im bardzo trudno. Z rozmów ze znajomymi rodzicami dzieci niepełnosprawnych
        i z badań, które prowadziłam wynika, że de facto prawdziwa integracja nie
        istnieje.
        Mogłabym pewnie długo sobie jeszcze pisać i pisać. Ale przyszedł mi do głowy
        wazny chyba argument - nasze dzieci musza nauczyć się samodzielności. To trudne
        cholernie. Najprostsze czynnoścci samoobsługowe sa trudne, gdy sie nie widzi. I
        wiem to z własnego doświadczenia - że czasem byłam bezradna własnie w uczeniu
        rzeczy pozornie prostych... Czasem odpuszczałam. czasem brakowało mi
        konsekwencji, a czasem sił... Ale zauważyłam, że moja córka dużo nauczyła się
        w Laskach i jeszcze więcej w Radomiu, gdzie uczy się już drugi rok. Bo tam
        nauka to nie tylko 6 godzin szkoły. To cały intensywny dzień. W grupie, w
        społecznosci, w kontakcie z codziennością, w której mama nie wyręcza.
        Zastanawialiśmy sie często co naszej córce jest bardziej potrzebne - świetne
        wykształcenie czy dobre przygotowanie do życia zwykłego, bo nas kiedyś nie
        będzie?
        Oczywiście rozumiem Pani prawo do popierania własnego wyboru i własnych
        decyzji. Ale proszę nie generalizować i nie oceniać. To sa trudne decyzje i
        trudne wybory.
        Pozdrawiam i zycze dalszych sukcesów synowi...
        • ol2 Re: To nie prawda, droga p. Ewo! 25.11.05, 21:52
          Witam Panią! Sama już nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć. Jednakże Pani
          argumenty bardziej do mnie przemawiają, aniżeli P.Ewy. Zgadzam się z tym, że
          nie można wszystkich wrzucać do jednego kotła i uogólniać.
          Jak na razie to moja Oliwka kończy w grudniu 2l. i mamy jeszcze troszkę czasu
          na podjęcie decyzji co do dalszej edukacji córci.
          Ale co mnie najbardziej trapi - my jesteśmy z Górnego Śl. i nie wyobrażam sobie
          oddać córki np. w wieku 3 lat do ośrodka do Lasek (przedszkola).
          Tak małe dziecko bez matki. Aż nie chcę o tym myśleć. Chciałabym ją mieć
          bliżej, widywać się z nią tak często, jak to będzie możliwe.
          Zobaczymy?!

          Pozdrawiam.
        • 2222-2e Re: To nie prawda, droga p. Ewo! 25.11.05, 22:03
          Droga Pani ja nie namawiam rodziców aby nie oddawali dzieci do szkół dla
          niewidomuch lecz proponuje im aby dobrze zastanowili się nad wyborem!Dziś
          właśnie byłam na zebraniu dla rodziców .Mój syn jest w drugiej klasie gimnazjum
          i właśnie niedługo będzie stawał przed wyborem nowej szkoły z czym oczywiście
          wiąże się całe jego przyszłe życie.Niech pani sobie wyobrazi że zaproponowano
          nam wybór :kucharz lub rękodzieło w nauczaniu zawodowym ,Masarzysta jako
          technikum i liceum ogółnokształcące.Wyobraża pani sobie niewidomego kucharza?
          Niestety poziom nauczania jest tak niski że pani stwierdziła że 70% klasy
          powinno iść do zawodówki.Pani mówi że ważne jest przystosowanie do życia ale
          nawet przystosowany nic nie zdziała za 420 zł.renty socjalnej bo niestety tyle
          dostaną nasze dzieci jeśli nie podejmą pracy.Ja mam właśnie to na względzie że
          wiecznie żyć nie będę ,a mój syn będzie musiał w przyszłości sam zarobić na
          swoje utrzymanie.Oczywiście są wyjątki kiedy dziecko po szkole dla niewidomych
          idzie na studia lecz te osoby można na palcach policzyć.Dlaczego twierdzi pani
          że prawdziwa integracja nie istnieje?Mojemu synowi udało się to osiągnąć w
          przeciągu 1 miesiąca!Klasa świetnie go przyjeła.Podjeła pani ciekawy
          temat "mama wyręcza" ja nigdy w niczym nie wyręczam swojego dziecka .Wymagam od
          niego dokładnie tyle ile wymagałabym gdyby widział.Nigdy nie traktowałam jego
          ułomności jako wymówki.Musiał się nauczyć i koniec!I niestety to ja uczyłam go
          wszystkiego.Może Laski są rzeczywiście dobrą szkołą ale na nie przyjdzie
          czas.Ja znam trzy osierodki dla dzieci niewidomych 2 we Wrocławiu i w
          Krakowie>Najlepsze zdanie mam o Krakowie.Przyszłość waszych dzieci leży w
          waszych rękach .Pozdrawiam
          • ol2 Re: To nie prawda, droga p. Ewo! 25.11.05, 22:28
            Właśnie - szkoła w Krakowie. Proszę mi napisać jakie tam mają warunki. Z tego
            co się orientuję to nie ma tam przedszkola, dziecko chyba idzie od razu do
            podstawówki.
            Pytam dlatego ponieważ bierzemy pod uwagę Kraków dla córki (bardziej niż Laski -
            ale w tym wypadku mamy na myśli odległość). Jest to dla nas zdecydowanie
            bliżej aniżeli Laski. I nie ukrywam, że częstotliwość spotkań z córką byłaby
            większa.
            Dziękuję!!!
        • ol2 Re: To nie prawda, droga p. Ewo! 25.11.05, 22:31
          Przepraszam Panią! Coś pomyliłam na forum. Moja wypowiedź odnośnie przedszkola,
          itd. dotyczyła się Pani, a nie 2222-2e.
          • 2222-2e Re: To nie prawda, droga p. Ewo! 26.11.05, 10:31
            2222-2e to mój login a mam na imię Ewa.Do szkoły w Krakowie mój syn chodził 3
            lata.My mieszkamy we Wrocławiu więc był tam w internacie.Opieka jest
            dobra,szkoła ma duży wybór zajęć dodatkowych,ale niestety warunki w internacie
            pozostawiają wiele do życzenia.Chodzi mi głównie o stronę wyposażenia
            pokoi .Czasami bywa tam bardzo zimno.Co prawda wiem że w szkole jest teraz
            remont więc może się poprawi.Napewno ta szkoła lepiej dba o dzieci niż nasza.Na
            duży plus można też zaliczyć to że ma zaplecze do rehabilitacjiw razie
            problemów np. z kręgosłupem.Jest też położona w bardzo miłym miejscu ,nad
            Wisłą,blisko Wawelu,dojazd do szkoły od dworca PKP też jest bardzo łatwy.Mój
            syn poszedł tam ze względu na szkołę muzyczną która działa w ramach
            ośrodka.Niestety poziom nauczania w tej szkole jest dość niski .Syn grał po 3
            utwory rocznie a obecnie 8-9 utworów w normalnej szkole.Jednak szkoła ma dużo
            plusów,bardzo miły personel.Pozdrawiam. ps.jeśli ma pani jakieś jeszcze pytania
            chętnie odpowiem.ewa
    • sdr Re: do 2222-2e 26.11.05, 14:19
      Hm, ta nasza dyskusja przypomina trochę nierozwiązany spór o wyższości Świąt
      Bożego Narodzenia nad Świętami Wielkiejnocy ;-)
      Podejrzewam, że jest tak, że każde rozwiązanie ma swoje plusy i minusy. Cieszę
      się, że Pani syn, Pani Ewo tak dobrze sobie radzi. To, że dobrze wszedł w
      grupę i zintegrował się z grupa zdrowych rówieśników jest wielkie. Ale prawda
      jest taka, że dzieci niewidomych bez żadnych innych kłopotów – nie mówię o
      dzieciach upośledzonych, czy z inną niepełnosprawnością – jest niewiele.
      Zapewne Pani syn należy właśnie do tej grupy dzieci zdolnych, bez lęków,
      ciekawych świata…
      Jednak cały proces decyzji podejmowanych co do przyszłości dziecka powinien
      mieć jeden ważny mianownik – dziecko. Jego obecne możliwości. Pewnie, ja tez
      bym chciała, żeby moja córka sobie świetnie radziła, nauczyła się braille’a,
      radziła sobie sama w przestrzeni. Ale wiem na te chwile, ze nie jest w stanie
      zrobić tego wszystkiego na już. Stopniowe stymulowanie dziecka, uczenie i
      rehabilitacja – w tym wszystkim jest ważny rytm i możliwości dziecka i pod tym
      względem powinniśmy wybierać miejsce nauki dla naszych dzieci., Nie ma
      cudownych złotych środków. Pani Syn radzi sobie w szkole, jest uzdolniony
      muzycznie,. może się realizować. Jest pani szczęściarą, pani Ewo.
      Dla mnie istnieje jeszcze jeden problem, który się tu wyłonił. Pani zdaniem
      dzieci zdolne i rokujące do integracji, mniej zdolne – ale w normie do
      ośrodków, a co z dziećmi, które zostają z tyłu? W ośrodkach – Pani zdaniem nie
      powinny być, bo zaniżają poziom innym dzieciom i odbierają im szanse.
      Integracja ich nie przyjmie, bo wiemy jak wyglądają możliwości samorządów w
      kwestii finansowania trudnych przedsięwzięć. A takie dziecko w szkole czy
      przedszkolu to nie tylko potrzeba tyflopedagoga ale jeszcze innych specjalistów
      współpracujących. A to kosztuje. A gminy nie chcą płacić zbyt wiele…
      W tym wszystkim myślę, że nam też mimo wszystko się udało. Mieszkamy w bliskich
      okolicach Warszawy. Do Lasek mieliśmy przysłowiowy rzut beretem. Trafiliśmy na
      świetnego specjalistę od tzw. trudnych przypadków, który zdecydował się na
      pracę z 3.5-letnim dzieckiem, co było ewenementem, bo Laski przyjmują dzieci
      dopiero 5-letnie. I chociaż Natalia nie została w Laskach na dłużej, bo jest
      mówiąc oględnie „za słaba” na Laskowski poziom – to i tak sporo wyniosła. I
      cieszę się, że nie musiałam tracić czasu na bieganie i załatwianie niezbędnych
      dziecku niewidomemu form terapii. orientacje w przestrzeni Mała zaczęła mając
      właśnie 3.5 roku. Dało efekty. Podobnie jak inne formy pracy. Powoli, swoim
      rytmem moje dziecko moje dziecko poznaje świat.
      I ważny jest jej rytm. I jej spokój i zadowolenie teraz. I nasza radość z tych
      małych kroków do przodu… A przyszłości i tak nie da się zbyt mocno oswoić…
      Decyzje są ciężkie. Ale przecież każda z nas podejmuje je z wiarą, że to
      najlepsze dla naszego dziecka.
      Miłej soboty, pozdrawiam,
      Dominika
      • 2222-2e Re: do 2222-2e 26.11.05, 15:32
        Ma pani rację każde dziecko rozwija się inaczej i potrzebuje pomocy kogo
        innego.Ja się zaparłam i dobro mojego dziecka jest dlamnie priorytetem.Oprócz
        tego że moje dziecko niewidzi mam też inne problemy z jego zdrowiem .Ma
        olbrzymią torbiel pajęczynówkowatą na mózgu 14*11*4* cm.,do tego padaczkę,i
        jaskrę.Mnie też mówili że z niego nic nie będzie że to" warzywko",zapomniałam
        dodać że miał również lekkie porażenie dziecięce.Ale chcieć to móc!Nie ma co
        załamywać rąk i trzeba walczyć!Niestety kolejnym problemem w takich ośrodkach
        są" dzieci zapomniane".Rodzice odwożą dzieci do internatu i zapominają o nich
        wychodząc za próg osierodka.Pozbywają się problemu i to jest smutne.Nauczyciele
        nazywają ich "rodzicami z łapanki"dlatego że trzeba się nieżle za nimi nabiegać
        zanim można porozmawiać o problemach dziecka.Cieszę się bardzo czytając posty
        na tej stronie rodziców którym zależy na dobru dziecka.Mam nadzieję
        że "zapomnianych dzieci"będzie coraz mniej.Pozdrawiam Ewa.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka