Witam wszystkich!
Jestem 7 miesięcy po porodzie. Jakieś dwa miesiące temu zaczęły się moje problemy z tarczycą. Gdyby nie trzesły mi się nogi po wejściu na 1 piętro i wysoki puls podczas mierzenia ciśnienie nie wiedziałabym o tym, że coś nie tak. Zrobiłam sobie badania kontrolne. Tarczyca wynik zerowy, ft3 i ftr podwyższone, na szczęście nie aż tak bardzo! Poszłam do lekarza rodzinnego i dostałam skierowanie do endokrynologa. Nie czekałam na wizyte z NFZ bo mogłabym się nie doczekać. Dostałam się prywatnie po dobrym tygodniu. Endokrynolog zobaczył moje wyniki i mówił, że nie są dobre. Zrobił USG i mówi, że to zapalenie, Graves Basedowa. Przepisał leki i kazał odstawić moją córkę od piersi, za 14 dni mam wizyte kontrolną i od kilku dni ściagam sobie pokarm laktatorem. Bardzo dużo o tym czytam i nie mogę pogodzić się z tym, ze nie mogę karmić piersią. Moja Córka bardzo to przeżywa, w dzień tak o tym nie pamięta choc dzisiaj rano był płacz, bo chciała pierś. Wieczorami razem płaczemy.

( Nigdy nie ciągnęła cycka, dawiśmy jej niekapek a tu teraz taka zmiana
Ft3- 26,08 - gdzie norma mieście się 3,90-7,80
Ft4-45,85 - gdzie norma mieście się 11,50-21,00
Lekar przepisał mi Thyrozol 20mg po 1,5 tabl rano i Propranolol 3x1 tabl.
Mierze ciśnienie od kilku dni i moje tętno spadło, niejest powyżej 110, a max 96 dochodzi, więc uważam, że jest znaczna poprawa.
Chciałabym wrócić do karmieni. Poprosić go na następnej wizycie o zmniejszenie dawek lekarstw i możliwośći karmienia - załamie się jeśli będzie inaczej

(
Czy ktoś z Was tak miał? Możliwe jest zmniejszenie dawki leków i powrót do karmienia?