Witam serdecznie, od dziecka cierpię na nerwicowe zaburzenia lękowe.
W różnych latach różnie bywało, obecnie mam 30 lat podjąłem leczenie u terapeuty bo kilka razy lądowałem na pogotowiu w panice i myślałem że po mnie. Robili mi tam różne badania krwi i ekg, za każdym razem spławiali do domu i zalecali resztę wyjaśnić z psychiatrą.
Sytuacja wygląda następująco, jak to w nerwicy, człowiek doszukuje się chorób u siebie, czyta fora, artykuły itp. Więc zacząłem robić różne badania i w tym na tarczycę, byłem na usg, babka stwierdziła że w normie, do badania skłoniło mnie to że lekarz na pogotowiu z zainteresowaniem patrzył na mój podbródek który niemal że łączy się z szyją, również lekarz od echa serca pytał czy nie choruję i moja narzeczona

, moja wyobraźnia urosła wtedy, kiedy powtórzyłem to kobitce od usg to się uśmiechnęła i stwierdziła że po tym nie można stwierdzić. Później zrobiłem TSH i wyszło 2,98 lub 2,89, czyli w normie.
W mojej rodzinie choroba tarczycy występuje, kiedy byłem na badaniach okulistycznych babka coś wypatrzyła mi w oczach i pytała czy w rodzinie nikt nie choruje bo i mnie może to spotkać.
Z tego co zaobserwowałem to nie mam jakichś innych objawów poza lękowymi, zimnymi kończynami w chwili ataku nerwicowego, ciągle podkrążone oczy, co prawda nie za dobrze sypiam w nocy, waga w normie i nic poza tym, czy powinienem się dodatkowo badać?
Przepraszam za tak długi post, ale chodziło o oddanie sytuacji a nerwica to straszne paskudztwo które każe mi nie wierzyć w wyniki badań, podkopuje moją opinię o zdrowiu i ciągle skłania do obaw i następnych badań

.