Witajcie!
Na Hashimoto choruję od lutego 2008 roku. Od 12 miesięcy byłam na dawce Euthyrox 100, samodzielnie zwiększanej (przy pomocy lektury forum). Nie chodzę do żadnego endokrynologa, bo wizyty u 3 różnych nie dały nawet 10% tego co lektura forum. Leki przepisuje mi internistka - według dawki jaką jej podam

.
I byłam tą szczęściarą, że prawie rok jechałam na dawce 100 -przy optymalnym samopoczuciu (bo już się przyzwyczaiłam, że tak jak przed hashi to już raczej nie będzie).
Oczywiście poprawne samopoczucie spowodowało, że przez prawie rok nie kontrolowałam poziomów hormonów (wiem, błąd). Ale jak się człowiek normalnie czuje to ...same wiecie jak to jest

. W dodatku u mnie objawy są wyłącznie związane z samopoczuciem (czyli nie mam wypadania włosów, nie jest mi zimno, okres mam jak w zegarku-a jak coś szwankuje w tarczycy to po prostu czuję jakbym miała zaraz umrzeć

).No i w końcu 2 tygodnie temu w weekend oragnizm upomniał się o swoje. Zaczęło się od osłabienia wskazujacego na to że czułam że zaraz zemdleję, potem oczywiście strach, i tak na zmianę przez weekend. W poniedziałek od rana wizyta w laboratorium. I oto wyniki:
FT3 38.75%
FT4 49.35%
Ferrytna 44 (norma 15-150)
Magnez 0,82 (norma 0,66-1,07).
Po odebraniu wyników zwiększyłam dawkę o 6,25 (fatalnie znoszę zmiany dawek). I tak upłynęły we względnym spokoju 2 tygodnie. Ale dziś w pracy znów mi się zrobiło słabo (na chwilę) i nie wiem czy nie za mało zwiększyłam.
Jak myślicie- coś jeszcze dołożyć?
No i co z żelazem- czy przy takim wyniku mam suplementować żelazo?
Pozdrawiam cieplutko