Witajcie,
Czytam forum od dłuższego czasu, bardzo dokładnie. I przyznam, że była to moja deska ratunku, kiedy dowiedziałam się, że mam Hashimoto. Problemy z tarczycą zdiagnozował niedawno - w maju 2011 - mój nowy gin, bo chciałam mieć dziecko, tylko jakoś sie nie udaje... Dostałam od gina receptę na Euthyrox 50, później poszłam skonsulotwać się do endo i podwyższyła mi dawkę do 75. Słabo toleruje zwiększenia dawki ale po 4 tyg przyjmowania 75 mam takie wyniki:
TSH - 0,29 [0,35 - 4,94]
fT3 - 3,64 [1,71 - 3,71] - 96,5%
fT4 - 1,20 [0,70 - 1,48] - 64,1%
ferrytyna - 41,03 [4,63 - 204] - 18,26%
B12 - 340 [191 - 663] - 34,57%
Na chwilę obecną nie łykałam żadnych dodatków poza hormonem tarczycy oczywiście

Mam w domu żelazo (było na receptę) i zacznę je brać.
Martwi mnie bardzo jedna sprawa, zdecydowana większość na forum ma ft4 wyższe niż ft3 a u mnie jest na odwrót... nie wiem co zrobić, żeby te wartości były podobne. Czy takie wyniki oznaczają, że mam ciągle za niską dawkę hormonu? Poziom fT4 powyżej połówki, ale 64% to może ciągle za mało?
Dodam, że czuję sie duuużo lepiej niż kiedy zaczynałam leczenie. Jak to trafnie było określone - "zdechły królik" odszedł w zapomnienie. Mam od czasu do czasu uczucie podrażnienia gardła (a nie jest to przeziębienie), wieczorami koło 21 robię się senna, bardzo wypadają mi włosy i bardzo drętwieją mi ręce - choć myślę, że to może być brak żelaza i chyba magnezu. Ale przestałam już przybierać na wadze i poprawił mi się ogólny wygląd skóry. Wcześniej byłam w stanie przespać cały weekend, a teraz wraca mi chęć do życia.
Proszę poradźcie co zrobić z tymi rozjechanymi wartościami hormonów czy jeszcze zwiększyć dawkę, czy zostać przy moim 75?