moje problemy zaczeły sie 3 lata temu. pod koniec roku szkolnego byłam strasznie zmeczona, nie maiąłm siły popawiać ocen szkole. Tłumaczyłam sobie to zmeczeniem. Przejdzie-myślałam. Pojechałam na wakacje, a gdy z nich wróciłam, to zauważyłam ze dziwnie widze, jakos tak inaczej, nienaturalnie. Doszły szumy uszne i już w październiku wylądowałam w szpitalu na neurologi. Oprócz drobnych, pdobno nieistotnych zmian w EEG nic nie wykryto. Oczywiście nerwica hipohondryczna. Tylko, ze to nie przechodziło, a wręcz przeciwnie nasilało się. widziałam coraz gorzej, zaczełąm mieć jakby mroczki-błyski przed oczami, problemyz koncentracją, pamięcią, nerwowość, depresje, postępujące otępienie i odrealnienie, gorszy słuch, dzwnienie w uszach, jakby podwyższone ciśnienie wewnątrz czaszki, przytkane uszy. stałąm sie powolna, bez energii, bolą mnie mieśnie, strzykają stawy. nie mam siły ani energii nic robić a czasem nawet mówić. Poprostu koszmar. na zmane jest mi zimno, albo leje sie ze mnie pot, do tego zawroty głowy, jakieś arytmie serca. "zaliczyłam" neurologów, laryngologa, okuliste. przez 2 tyg. leczyłąm sięna przewlekłą borelioze, ale nic się nie poprawiało wiec dałam sobie spokój. U endokrynologa byłam już w dzieciństwie. podobno miałam powiekszoną tarczyce. jednak wszystki hormony były ok, wiec uznano, ze taka juz moja uroda. 2 raz byłam pół roku temu gdy internistka uznała, ze mam powiekzoną tą tarczyce. znowu hormony były ok, jednak tak na próbe dostałam euthyrox 100. biore go od 3 mies. i nie ma żadnej poprawy. Chyba dałabym sobie spokój z ta całą tarczycą gdyby nie opinia pewnej lekaraki. a mianowicie irydologa. udałam się do niej załamana niepowodzeniem dotychczasowego leczenia i ona powiedziała mi, ze na 100% mam reakcje autoimmunologiczne wobec tarczycy i stąd to wszytsko i że podawanie hormonów w takim przypadku moze nie działać. co wy o tym sądzicie. Prosze o rade, bo dłużej już tego nie wytrzymam.