Witajcie!
Pragnę Wam opowiedzieć przebieg mojej wizyty u lekarki pierwszego kontaktu w
przychodni rejonowej

nie wiem,czy śmiać się,czy płakać)
Poszłam sobie do pani dr.,bo potrzebowałam kilka skierowań:do endo,[bo moja
endo wpędziłaby mnie do grobu twierdząc,że mam dobre wyniki,kiedy byłam w
niedoczynności i tylko dzięki Waszej mąrdości zwiększyłam sama dawkę
Euthyroxu(mam hashi)]do laryngologa(hashi osłabiła mi już drugie ucho i
rodzina zwraca uwagę,że zbyt głośno mówię),na poziom żelaza we krwi(bo
choruję też na chorobę Addiosna i grozi mi niedokrwistość,więc co 3 m-ce muszę
to badać).Najpierw pani dr.stwierdziła,że nie jestem jej pacjentką,bo na
kopercie historii choroby jest wpisany inny lekarz,kiedy powiedziałam,że
jestem jej nie dała temu wiary i zadzwoniła do rejestraji.Tam miłe panie
potwierdziły moje słowa.Skierowania do lekarzy dostałam od dr.bez
problemu,natomiast co do skierowania na żelazo to ja musiałam pani dr.robić
wykład o chorobie Addisona i zagrożeniu niedokrwistością.Z niepewną miną
wystawiła mi to skierowanie.I teraz nadchodzi najdziwniejszy moment

tóż
dr.widząc moje wypisy ze szpitala i stwierdzoną tam chorobę Hashimoto
"pouczyła"mnie,że Hashimoto,to jest właśnie choroba Addisona!!!Ku
wyjaśnieniu:choroba Addisona,to pierwotna niedoczynność kory nanderczy,a
Hashimoto każda z nas wie.Kiedy usłyszałam,co wygaduje LEKARZ nie wiedziałam
jak zareagować.Poważnie,zatkało mnie!Boże,uchroń nas od takich lekarzy!!Lekarz
pierwszego kontaktu powinien diagnozować i kierować do szpitala,albo na
badania,tak?!Ja się pytam jak ma to robić lekarz,który gada takie
bzdury?!Normalnie nóż sam się w kieszeni otwiera...