asiaiwona_1
07.02.14, 16:49
jak niektóre wiedzą od kilku miesięcy pracuję. Na pół etatu. Za naprawdę małe pieniądze. Kilka dni temu byłam na rozmowie w innym miejscu - typowa korporacja. Nie ja szukałam pracy. Praca znalazła mnie. Czekając na rozmowę byłam świadkiem jakie buraki w tej firmie pracują. Jeden z jakichś dyrektorów czy menagerów nie mogąc znaleźć śmietnika rzucił papier na ziemię mówiąc, że sprzątaczka sprzątnie. Do asystentki biura (na to stanowisko była rozmowa) zagadnął "kiedy przestaniesz tą cieciówę robić i za normalną pracę się weźmiesz". jak dla mnie teksty mocno buraczane, pokazujące gdzie ów szef ma pracowników niższego szczebla. Specjalnie powiedziałam zaporową stawkę, żeby mnie nie chcieli. No i dziś się dowiedziałam, że się spodobałam. fakt, jestem trochę za droga i mają do mnie dzwonic negocjować warunki. Praca 9h codziennie.
No i nie wiem co zrobić. Obecna praca ma tylko minus w postaci niskiego wynagrodzenia. A tak jest lekka, spokojna, z naprawdę super ludźmi. Nie ma w niej szans na cały etat.
Praca "nowa" - 9 godzin pracy codziennie - przy mocno napiętym grafiku męża ciężko będzie dobrze ogarnąć dom i dzieci (szkolno-przedszkolne). Plus - pensja ok. 6 razy wyższa. Możliwość rozwoju i "kariery". No i nie wiem co robić.
Powiedzcie, czy dla was też takie teksty są mocno buraczane. I co byście zrobiły - ale umówmy się, że nie bierzemy pod uwagę, czy muszę więcej zarabiać czy nie. Wiadomo fajnie mieć więcej kasy, ale czy warto kosztem znoszenia takich typków na co dzień...