Trzy tygodnie temy zaczelam nauke jazdy konno, dwa razy w tygodniu. Zawsze o tym marzeylam.
Na poczatku dostalam Spice, klacz quarter horse, ktora trzeba wrecz kopac zeby ruszyla z miejsca-jest bardzo leniwa
Miejsce jest super, maja duza arene pod dachem..
Jako ze potzrebowalam helmu i butow, wybralismy sie do sklepu Horse and Rider, gdzie moaj corka zauwazlyla figure konia naturalnej wielkosci-oczywiscie musiala byc na wierzchu-wlascicielka sklepu sama zaproponowala. Corka dumna i blada
i kilkanascie hektarow wokol. A dzis po raz pierwszy wyjechalismy na prerie w trzy konie, tzn instruktorka, jej syn i ja-tym razem dostalam Romano, tez quarter, ale z duza energia, ktory o wiele chetniej chodzi stepa i klusuje niz Spice. Przejechalismy przez row melioracyjny i Romano wybiegl z niego klusem-tak mi sie spodobalo ze poprosilam czy mozemy zrobic to jeszcze raz-no i zrobilismy z 10 razy w sumie, dostalam tez pozwolenie na klusa, ktorego robilam po raz pierwszy-trenerka pochwalila mnie a mi urosly skrzydla!

N nastepnej lekcji bede lonzowana na Romano, bez wodzy, zebym uczyla sie balansowac cialem-trenerka mowi, ze wielu poczatkujacych uzywa wodzy do utrzymania sie w siodle.
A to jeden z koni w siodle westernowym-ja jezdze na siodle trejlowym (tzw endurance, ktory jest czyms pomiedzy angielskim i westernowym);
Nie moge sie doczekac wtorku! A to bedzie moja szosta lekcja