Dodaj do ulubionych

mój koteczek moja historia

29.08.15, 23:15
Mam na imię Jasmina i 12 sierpnia obchodziłam swoje 38 urodziny a właściwie to oprócz mnie nikt o nich nie pamiętał życzeń i prezentów też nie było. Ani mąż ani dwójka moich niegrzecznych dzieci nikt nie pamiętał nawet moja mama u której właśnie spędzaliśmy wakacje. Oczywiście nie gniewam się na nich za to bo już dawno wyrosłam z hucznego obchodzenia urodzin. Mój prezent pojawił się w moim życiu następnego dnia, najpiękniejszy jaki tylko mogłam sobie wymarzyć. A było to tak. Synek bawił się na wsi i widział jak z jadącego samochodu ktoś wyrzuca coś czarnego. Przestraszył się gdy to coś zaczęło biec w jego kierunku. Okazało się, że to był kociak. Upodobał sobie mojego synka do tego stopnia, że przybiegł za nim do domu. Synek z drżącym głosem pytał czy możemy go zatrzymać, byliśmy w gościach u babci i to ona decydowała czy przyjmie koteczka pod swój dach. Na szczęście zgodziła się bez wahania. Ja zakochałam się od pierwszego wejrzenia pomyślałam, że to mój spóźniony prezent urodzinowy od losu. A koteczek był piękny pod każdym względem i w każdym szczególe. Nie dało się go po prostu nie kochać. Był calutki czarny miał duże uszka, długą szyję i malutką główką. Mądre oczka, tak patrzyły na mnie gdy do niego mówiłam jakby wszystko rozumiał. Miał dość długą bardzo delikatną i miękką sierść, był po prostu cudowny w dotyku. Od razu dostosowaliśmy się do jego potrzeb miękka karma bo jeszcze nie radził sobie dość dobrze z gryzieniem, kuweta i przytulne posłanie do spania. Najchętniej nie wypuszczała bym go ani nia chwilę z rąk. Byłam tak mile zaskoczone że te moje niegrzeczne dzieci tak potrafią kochać, tak się troszczyć, dbać delikatnie i łagodnie, tak jak tego wtedy koteczek potrzebował. Spędzaliśmy z nim przecudowne niezapomniane wakacyjne chwile. Nazwalismy go Kajtuś. Jakiż on był wszystkiego ciekaw, najbardziej podobała mu się kabina prysznicowa, kiedy córeczka się kąpała nie mógł się nadziwić co też tam w środku się dzieje stawał na dwóch łapkach opierając się o drzwi kabiny wyciągał się jak tylko wysoko dał radę, żeby się dokładnie przyjżeć. Jakby co najmniej miał chęć sam wziąć prysznic. We wszystkich domowych pracach chciał pomagać a właściwie z wszystkich domowych czynności umiał zrobić sobie zabawę, umycie szmatą podłogi nie było możliwe bo to on przecież na tej szmacie jeździł. Podobały mu się wszelkie prace w ogrodzie, zabawa wykopanymi ziemniakami czemu nie. Ale najbardziej lubił bawić się z córeczką w piaskownicy i tarzać się w trawie szukając swojej piłeczki-grzechotki. Wieczory przy nim były pełne ciepła i radości wtedy poczułam, że dla takich chwil warto żyć. Taka mała istota a może dać tyle szczęścia Kiedy się przytulał, kiedy mruczał nawet wtedy gdy informował, że potrzbuje skorzystać z kuwety był cudowny był mądry. A ja czułam, że będzie tylko nasz już na zawsze. Szkoda tylko, że nawet takie proste marzenie nie jest w stanie się spełnić do końca. Wakacje dobiegały końca i 23 sierpnia musieliśmy wracać do naszego blokowego mieszkania w mieście, mąż nie zgodził się abym zabrała koteczka do nas do miasta, ale mama obiecała mi, że będzie się maluchem opiekować. Przed wyjazdem zakupiłam mu karmy na zapas, solidną budkę i piach do kuwety żeby mu na pewno niczego nie zabrakło do naszego następnego spotkania. Pożegnałam się z nim wyściskałam, wygłaskałam jak tylko mogłam, żeby mi na długo starczyło. Całą podróż w aucie przepłakałam. Noc w domu z niedzieli na poniedziałek to był koszmar córeczka tęskniła za koteczkiem płakała synek tak samo cały czas jęczał, że to przecież on go znalazł i koteczek powinien być przy nim. Wtedy zrozumiałam jak wielki popełniłam błąd ulegając mężowi i przyżekłam dzieciom i sobie, że w najbliższy weekend wrócimy po koteczka, bo to w naszym domu i w naszych sercach jest jego miejsce. Mama zadzwoniła w środę 26 sierpnia, że koteczek wymknął się do sąsiadów bo tam usłyszał bawiące się dzieci i wpadł pod samochód. Moje dzieci codziennie dzwonią do babci by zapytać jak się czuje Kajtuś i co dzisiaj robił, a babcia stale odpowiada, że śpi. Bo to prawda tyle, że dla nas z tego snu już nigdy się nie obudzi. Dzisiaj już sobota a ja nadal zalewam się łzami i mam do siebie ogromny żal, że nie przeciwstawiłam się mężowi, aby móc koteczka zabrać tak jak o tym marzyłam.Wtedy myślałam, że w domu powoli będę męża przekonywać aby koteczek mógł być z nami. A teraz znowu jestem nieszczęśliwą żoną i matką dwójki dzieci. To takie niesprawiedliwe. Boże po co nam go dałeś, żeby za chwilę go nam odebrać.
Obserwuj wątek
    • andreadoria13 Re: mój koteczek moja historia 30.08.15, 00:57
      Taki długi i wzruszający list .... Po przeczytaniu go - nie wiedziałam, co Ci napisać .... Chyba tylko tyle, że bardzo dobrze Cię rozumiem i jestem z Tobą !
      • jesmina Re: mój koteczek moja historia 30.08.15, 09:41
        Witam i dziękuję za dobre słowo, dzisiaj wieszając pranie przypomniałam sobie jak mój koteczek w ciągu kilku chwil pościągał wszystkie świerzo uprane rzeczy z suszarki wystawionej na podwórku. I znowu płacz. Ach ileż on przy tym miał zabawy.
        • andreadoria13 Re: mój koteczek moja historia 30.08.15, 12:52
          A może pomyśl, że koteczek jest już w dobrym świecie, za Tęczowym Mostem .... Tam na pewno spotkał się z moimi kochanymi kotami, które się nim zaopiekowały .... .
          • jesmina Re: mój koteczek moja historia 31.08.15, 00:15
            Czytałam opowieść o tęczowym moście i wiem, że mój koteczek zasługuje na tę krainę wiecznego szczęścia. Ale serce nadal boli, bo to nie tak miało być. Na pewno ta maleńka istota bardzo zmíeniła moje życíe. Teraz już wiem, że ważnych spraw níe odkłada się do jutra bo tego jutra może już nie być. sad
            • mitta Re: mój koteczek moja historia 31.08.15, 09:28
              Jesmino, przeczytałam tę historię i bardzo smutno mi się zrobiło. Bo to nie jest tylko historia tego biednego koteczka, ale też smutna opowieść o Twoim życiu, w którym nikt nie pamięta o Twoich urodzinach, dzieci są niegrzeczne, a decyzje podejmuje mąż. I kiedy wreszcie znalazłaś istotę, która Cię bezinteresownie pokochała i dawała się kochać - równie szybko ją straciłaś.
              Chciałabym Ci z okazji urodzin życzyć, abyś zawalczyła o siebie i dzieci, nie pozwoliła się ignorować, byś miała dość siły, aby spełniać swoje marzenia - wtedy śmierć tego koteczka nie pójdzie na marne.
              Życzę Ci, by los dał Ci szansę zaopiekowania się jakimś zwierzątkiem, sama widziałaś, jaki to miało dobroczynny wpływ na dzieci, na rozwój ich wyższych uczuć. Kot, nawet w najmniejszym mieszkaniu, nie jest wielkim problemem, jest czysty, mało absorbujący, a daje tyle radości, zresztą poczytaj sobie ten wątek
              forum.gazeta.pl/forum/w,25085,153371055,,Po_co_Wam_koty_.html?v=2
              • jesmina Re: mój koteczek moja historia 31.08.15, 16:37
                Bardzo dziękuję za zrozumienie i ciepłe słowa. Teraz już mam oczy szeroko otwarte ciągle jeszcze pełne łez ale żałoba to nie katar, który mija po kilku dniach. O przygarnięciu kotka myślę cały czas, ale czy to jest dobry sposób na otarcie łez?.
                • kot404 Re: mój koteczek moja historia 31.08.15, 18:58
                  Nie, to nie jest dobry sposób na otarcie łez!!! Na depresję dobry jest lekarz, lekarz psychiatra, nie żaden psycholog tylko psychiatra!!! Depresję zdiagnozuje psychiatra, który ewentualnie zlecić może psychoterapię.
                  • jesmina Re: mój koteczek moja historia 31.08.15, 22:05
                    Proszę nie mylić przeżywania kolejnych etapów żałoby z depresją.
                    • mitta Re: mój koteczek moja historia 01.09.15, 12:33
                      Każdy inaczej przeżywa stratę, musisz sama wyczuć, czy przygarnięcie nowego kotka, teraz, to dobry pomysł.

                      W każdym razie, zanim w ogóle go przygarniesz - odpowiedz sobie na pytanie, na co on Ci w ogóle jest potrzebny. Jeżeli ma Ci kompensować niedobór jakiś uczuć - to odradzam. Bo nie o to chodzi, by się odgrodzić, zamknąć w swoich smutkach i wylewać łzy w futerko, ale o to, by to zwierzątko integrowało rodzinę, było jego członkiem.

                      Ja, kiedy mój chłop narzeka, że musi sprzątać po kotach (a uwielbia je przecież), mówię mu, że skoro chce korzystać z dobrodziejstwa ich posiadania, niech się też trochę postara. Tyle, że u nas nigdy nie było dylematów, czy w ogóle, ale "ile" - na ile kotów nas stać. Aktualnie mamy cztery.
                      • jesmina Re: mój koteczek moja historia 01.09.15, 21:55
                        Wiem jedno, że jeżeli teraz zdarzyłaby się taka sytuacja, jak ta poprzednia czyli koteczek znajda czy przybłęda, jak zwał tak zwał, to bez wahania przyjęła bym go pod swój dach.
                        • mitta Re: mój koteczek moja historia 02.09.15, 18:23
                          No to pomóż losowi.

                          Szukaj tutaj, albo tutaj, wystarczy poszukać swojego regionu, albo w schronisku, rozglądaj się po osiedlu - są na pewno jakieś osoby dokarmiające koty lub fundacje - możliwości jest mnóstwo, a przed zimą warto dać domek jakiejś kociej biedulce.
                          • jesmina Re: mój koteczek moja historia 05.09.15, 16:10
                            Początek roku szkolnego to nie tylko dla dzieci ale i dla rodziców trudny okres więc zajęłam się bardziej dziećmi i przestałam myśleć o tym jak ja się czuję. A o koteczku i tak pamiętam i będę się rozglądać, mama też rozpytuje po okolicy więc myślę, że będzie ok.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka