Moj (a raczej syna) kot uwaza tak: ja jestem od sprzatania, karmienia i baiwenia sie z nim i wychodzenia na dwor. I to ode mnie sie tego domaga. Ale to u mojeg syna zasypia w ramionach i z nim sie idzie witac. U mnie nawet na rekach nie chce posiedziec dluzej niz kilka sekund, a u niego spi...
No i gdzie tu sprawiedliwosc! Ale i tak jest slodki