mena_25
10.02.07, 18:08
Witam serdecznie wszystkich. Od jakiegos czasu dziennie zagladam na stronke i
czytam, szukam podobnego problemu do mojego, jest duzo podobnych, ale moj tak
mnie pożera, ze zwariuje psychicznie, wykoncze sie fizycznie. Od zeszlego
sierpnia dowiedzialam sie o DDA i ze jestem takim dzieckiem. Szoku nie bylo,
ale ulga, nagle dowiedzialam sie skad moje problemy w kontaktach z mama i
problemy z zwiazkach. Od prawie 12 miesiecy jestem w toksycznym zwiazku,
wiecznie klotnie, placz, prosby, targanie sie odejsc czy zostac?? Moj chlopak
daje mi powody do stresów, oklamal nie raz i to nie w byle jakiej sprawie,
wiec z moim zaufaniem wobec niego jest kiepsko, zawsze obiecuje, ze juz tego
nie zrobi (czegos co niepowinien) a za chwile powtorka z rozrywki :( ja przez
jego zachowanie stalam sie bardzo zazdrosna, zaborcza i wiem ze to jest
uciazliwe dla zwiazku, ale ilekroc chce to ograniczyc on robi cos co
wyprowadza mnie z rownowagi np, umawia sie, ze bedzie po mnie o 20 a
przyjezdza o 2 w nocy... on sam jest agresywny i wybuchowy, ile razy juz
tlumaczylam, ze boli mnie takie traktowanie, ze niech mnie zostawi jesli mu
nie pasuje, ale on zawsze twierdzi ze chce ze mna byc a i tak zyje po
swojemu, manipuluje mna, bo wie, ze bardzo mi zalezy na nim! kazdy dzien to
jak wyrocznia o ktorej sie zjawi, czy w ogole sie zjawi, bedzie trzezwy czy
po piwku, czasami boje sie odezwac nawet jak mam uzasadnione pretensje, bo
wiem ze zrobi klotnie i oczywiscie tak pokieruje abym to ja sie czula winna.
Nie potrafie jesc, spac, cieszyc sie zyciem, wyjsc ze znajomymi, caly dzien
mysle o nim, co robi, z kim i gdzie? Wiecznie podejrzewam go o zdrade, boje
sie ze jest ze mna, ale szuka sobie innej.ON ma swoje mieszkanie, mowi abym
sie wprowadzila tak na serio, bo teraz tylko spie u niego, ale ilekroc jest
klotnia on che mnie odstawic do domu jak niepotrzebna zabawke, wiec obawiam
sie przeprowadzki, bo nie wyobrazam sobie aby za kazdym razem kiedy sie
poklocimy on bedzie kazal mi sie wynosic...Nie wiem juz sama dlaczego ciagne
ten zwiazek czy go kocham i na wszystko sie zgadzam, wybaczam, czy tak bardzo
boje sie samotnosci. sama nie potrafie zerwac a kiedy zanosi sie, ze on chce,
tez nie chce konca zwiazku! Zaczynam nienawidzic siebie samej... rok temu
bylam calkiem inna osoba: wesola, usmiechnieta, spontaniczna, mialam swoje
zajecia..a teraz zostal cien.. chodze na terapie, ale zostal mi rok do
zakonczenia. Teraupetka obwinia, ze to moja wina, bo zgadzam sie na takie
traktowanie i powinnam podjac decyzje-ok, ale dlatego sie tam zglosilam bo
nie potrafie podjac owej decyzji, nie czuje sie na tyle pewna siebie. Gdyby
bylo to takie oczywiste jak fakt, ze zwiazek jest toksyczny dawno bym
zerwala. Jestem juz u schyłku sil.. nie wiem co robic.. Chcialabym moc mu
pokazac, ze juz nie bedzie ze mna robil co chce, ze mam swoje zdanie i go
dotrzymam, ale tak nie jest :o( ( w moim domu pil tata (od 10 lat nie zyje),
przez to rodzice sie rozwiedli, mama upija sie na imprezach. Z nia tez nie
potrafie sie dogadac, tlamsze zlosc nie potarfie powiedziec jej wprost co
mnie boli..