anahella
18.04.05, 03:17
Zakladam taki temat: jak rozmawiac na trudne tematy z bliskimi, czy w ogole
mamy prawo udzielac rad?
Rozwoj duchowy, to rowniez pobieranie madrosci. Czy madrym jest mowienie "ja
bym na Twoim miejscu zrobila to_czy_tamto"?
Z drugiej strony ktos prosi o rade w trudnym temacie, albo nie prosi i na
koncu jezyka mamy cos, co chcielibysmy powiedziec.
Kazdemu czlowiekowi wydaje sie ze jest w jakims sensie madry. Widzac drugiego
czlowieka robiacego glupoty mamy dwa wyjscia:
1. wspomoc rada
2. nie ingerowac, w koncu on tez w jakim sensie jest madry.
Rozum mowi: "nie strzep jezyka i tak cie nie poslucha", serce zas: "nie wolno
zostawiac nikogo w potrzebie".
Gdy na mojej drodze staje ktos w beznadziejnej sytuacji (niezaleznie od tego
czy sam sie w to wkopal czy czynniki zewnetrzne) mam takie mysli, ze to moja
karma, ze trzeba ja jakos wypelnic. Jakos. No wlasnie, jak?