o milosci

21.06.05, 00:31
jak oceniacie gdy sie wykorzystuje do przyjemnosci mezczyzne ktory nas
wykorzystuje, czy jest to brak szacunku do siebie czy raczej mniejszy rozmiar
zbrodni???zakladajac ze jestesmy nieszczezy w stosunku do osoby ktora jest w
stosunku do nas nieszczera, nie krzywdzimy oszczedzamy kogos niewinnego ---
czy to bez sensu, zakladam ze ta osoba to nie przypadkowy facet, ktos kto sie
podoba ale jest pusty i nie wart milosci.
    • sc200 Re: o milosci 21.06.05, 09:08
      Każdy zasługuje na miłość.
      Skoro piszesz to co piszesz, to raczej jest Twój to problem. Widocznie na razie
      złudnie uważasz że nie zasługujesz na miłość i przyciągasz bylejakość. Pora to
      poprawić. To jakie doświadczenia przyciągasz to jest Twoja indywidualna sprawa.
      Nie wiń tego drugiego człowieka za to. On tylko manifestuje to... co Ty chcesz
      zobaczyć. JEśli zmienisz swoje nastawienie (zaczniesz pracować nad swoją istotą
      - podświadomością) to jest możliwe że nawet ta sama osoba się zmieni, lub też
      miłość do Ciebie przyjdzie z innej strony...

      Nawiasem mówiąc, aż mnie rusza jak ktoś mówi "że ktoś jest pusty i nie wart
      miłości" brrrr smile
      • scarlet111 Re: o milosci 22.06.05, 00:12
        ...dziekuje za twoj post..... i pozdrawiam cieplo
      • scarlet111 Re: o milosci 22.06.05, 00:39

        sad ,,co mam mowic skoro czasu nie cofne , glowa muru tez nie przebije, nic nie
        zrobie ,, to chyba prawidlowe ze w tej chwili ze nie zywie do niego uczucia
        zalu , milosci , czy jakis ogromnych uczuc - przeciez nie znam go nawet
        troszeczke , a nie wydaje mi sie zeby silne pozadanie bylo tym wlasnie
        najwazniejszym uczuciem.
        Czy naprawde jestem az tak bardzo dziwna, moje kolezanki uwazaja ze tak, jakas
        zbyt malo uczuciowa, zbyt sztywna i zasadnicza
        itp. itd -
        P.S> no i ze znow wielka burza namietnosci mnie ominela, ehhsadto ze ja lecialam
        na niego a nic nie zrobilam znowu, ehhsadsad
        A ja jestem tylko soba, co w tym zlego? To zawsze jest zle jak sie czeka na
        ksiecia z bajki.

        • sc200 Re: o milosci 22.06.05, 08:22
          Wiesz...
          Taki mit o księciu z bajki jest z pewnego punktu widzenia szkodliwy.
          Ten przysłowiowy Książe z bajki to synonim człowieka (mężczyzny):
          - urodziwego
          - przystojnego
          - pięknego
          - bogatego
          - szlachetnego itp

          Prawdziwy ideał. No oczywiście nie dla wszystkich.
          Oczywiście musiałbym poruszyć bardzo ciekawy temat "Czego się oczekuje po
          związkach", bo jest to temat bardzo obszerny (zasługuje na osobny wątek jeśli
          chodzi o punkt widzenia Rozwoju Duchowego). Ale na razie nie będe "szokował" w
          tym temacie wink

          W każdym razie, nie należy "wyśrubowywać" swoich pragnień. Bo (taka osoba):
          Primo) Prawdopodobnie sam dla siebie jestem zupełnie inny
          Secundo) Ten ktoś ma mieć coś czego ja nie mam - i przez to się "uzupełniamy"

          Obydwa powyższe "uzasadnienia" są nieprawdziwe. I prędzej czy później (np. w
          następnej inkarnacji wink ) kończą się "cierpieniem". Celowo dałem to ulotne
          pojęcie w "".

          Pod względem kulutorowym "księcia z bajki" nie ma.
          Pod względem duchowym... każdy jest nim. Wystarczy tylko to dojrzeć?
          A jak dojrzeć?
          Temat wałkujemy od początku tego forum.
          Zmienić siebie. Zmienić filtry jakimi przesiewamy widzenie świata (w tym
          innych). Nagle może sie okazać, że taki książe z bajki jeździ codziennie z Tobą
          autobusem do pracy... jest sąsiadem albo bileterem w kinie, gdzie lubisz chodzić.
          Osho kiedyś powiedział, że "Wszystko co jest nam potrzebne do życia nas otacza.
          Nie trzeba szukać, wystarczy umyć szyby i wyjrzeć przez okno"

          Tak czy siak. Na Twoim miejscu brałbym się za siebie... No cóż może to nudne,
          ale prawda jest taka, że zawsze jeśli coś się nam nie układa w życiu, to zawsze
          staramy się szukać tego na zewnątrz, oskarżyć "cały świat", sąsiada, ciocie znad
          morza, nawet Boga !. Zawsze to fajnie i jest tak lżej jak "wiemy" że to inni
          są winni że nie mamy miłości,radości, zdrowia czy bogactwa w naszym życiu.
          Jakże ukontentowana jest wówczas podświadomość - nie ma poczucia winy - "No jak
          to...! Co złego w naszym życiu to nie My" wink
          Ale prawda jest tylko jedna.
          Wszystko zależy w życiu od Nas.
          scarlet111 Twoja świadomość kochania jest albo jeszcze "nie rozwinięta" albo
          jest przysłoniona (przefiltrowana) przez Twoje wyobrażenia o tym jak to powinno
          wyglądać. Daj sobie luz. Zacznij pracować nad sobą, a to co najlepsze jest przed
          Tobą.

          Przeszłość to przeszłość. Jest tylko po to, abyś wyciągnęła wnioski. Jeśli
          wyciągniesz takie jak ja powyżej lub zbliżone, to moim zdaniem masz wielkie jak
          nie 99% szanse na lepszą teraźniejszość.
          Zabierz się za afirmacje, oddechy, dekrety o miłości, modlitwy itp.

          Jeśli się nie zabierzesz do pracy nad sobą, to może się zdarzyć że za pare lat
          będziesz w tym samym punkcie co jesteś dzisiaj.
          No chyba żę możesz liczyć na dobrą karme smile Ale to już trzeba niejako "obliczyć"
          i z wiadomych względów tego nie wiem(y)
          • sc200 Re: o milosci 22.06.05, 08:25
            Jest: przysłoniona
            Ma być: przysłonięta
            smile
      • junkoh Re: o milosci 27.06.05, 09:48
        sc200 napisał:

        JEśli zmienisz swoje nastawienie (zaczniesz pracować nad swoją istotą
        > - podświadomością) to jest możliwe że nawet ta sama osoba się zmieni,


        ??? osoba sie zmieni?
        • sc200 Re: o milosci 27.06.05, 12:51
          A kto? Tu nie chodzi o manipulacje kimś. To chodzi o pokazanie się "w innym
          świetle" dla kogoś innego. Jest naturalne, że On (w omawianym przykładzie) szuka
          czegoś w związku (jak każdy zresztą). Jest również naturalne, że u Niej tego nie
          znajduje (stąd do Niej Go nie ciągnie - co Ona nazywa "odpornością na miłość") .
          A może po prostu skutecznie Ona to przesłania.

          Prawda jest taka (i nie dotyczy to tylko uczuć w relacjach damsko-męskich).
          Zmieniając siebie, zmieniamy się też... w postrzeganiu innych. To jak nas
          odbierają i co w nas dostrzegają (czytaj: to na co Im pozwalamy).
          Stąd też wysnułem hipoteze, że może się nawet okazać że po transformacji... nie
          mogą żyć bez siebie. Jest taka możliwość.

          Pasuje? smile
          • scarlet111 Re: o milosci 27.06.05, 21:14
            nie mowcie prosze o neij Ona bo Ona ma na imie scarlet, on ma na imie Andrzej.
            • sc200 Re: o milosci 28.06.05, 08:10
              Scarlet? smile Jest takie imie?
          • scarlet111 Re: o milosci 27.06.05, 21:18
            mysle sc,moze tak byc jak piszesz ze i on sie zmieni albo ona...z tego co wiem
            to zapotrzebowania na milosc nie bylo z zadnej strony, jednak ta milosc nagle
            rozkwitla, moze to jest kluczem do milosci.....nie potrzebowac jej.

            P.S. ja nie wiem jak to wyszlo, jakos bezposrednio nie jestem w to
            zaangazowana, ale troszke mi wlasnie szkoda sad.
            • scarlet111 Re: sceptycyzm 01.07.05, 16:07
              musze dopisac bo zaszybko wysunelam wniosek , a tak naprawde mam watpliwosci
              czy milosc przychodzi gdy sie robi rozne afirmacje, czy wtedy gdy sie na nia
              nie czeka, nie szuka jej - po lekturze roznych postow widze ze sa rozbierzne
              opinie na ten temat
              prawda jest taka ze wszyscy moi znajomi ktorzy szukaja milosci wczesniej czy
              pozniej ja znajduja, a ci co w milosc nie wierza albo jej sie obawiaja
              angazuja sie w toksyczne chore uklady.
              Wiem ze istnieja modlitwy i afirmacje - ale co nalezaloby uczynic jako
              pierwszy krok , jezeli ktos jest osoba niewierzaca, co zrobic zeby uwierzyc
              dziwne ale czasami wydaje mi sie ze jedyne rozwiazanie jest takie jak w
              ksiazce Pabla Cohelo - jedynym lekarstwem na nieumiejetnosc kochania jest
              milosc drugiego czlowieka, milosc i akceptacja przez taka osobe, a skoro tak
              jest to chyba zamkniete kolo
              w jaki sposob mam przyciagnac do siebie cos obcego i nieznanego dla mnie, jak
              mam robic afirmacje badz afirmacje jak nie jestem w stanie wyobrazic sobie czym
              wlasciwie jest milosc
              P.S.nie mam tez wlasnych granic i nie wiem tez w jaki sposob bedzie zachowywalo
              sie to moje kochanie jak mnie pokocha, jestem z takiego srodowiska ze moze mi
              sie zdawac ze milosc to jest tez wtedy gdy ktos rani mnie, zadaje mi bol
              fizyczny badz psychiczny
              i nawet teraz to znam bo jakos nie umiem sie myslami wyzwolic z toksycznego
              ukladu, dodam ze nie mam juz z ta osoba kontaktu, a jednak bez niej tak mi
              ponuro, smutno, samotnie _ rozumiem iracjonalosc tego ale nie umiem z tym
              walczyc.
              Jaki jest sposob na wyjscie z takiej sytuacji, moze afirmacja na
              nieprzyciaganie zlego lecz odpychanie (najtrudniej mi gdy slysze wybacz tej
              osobie, bo wtedy momentalnie biore wine na siebie i jest mi tym gorzej) - a
              moze ktos ma dostep do tanszych ksiazek badz linki na temat budowania lepszej
              samooceny, wiary w siebie.
              Prosze o rade, pomoc.
    • buena.vista.sc Re: o milosci 21.06.05, 13:53
      Czy ta wzajemna manipulacja nie wydaje ci sie bezsensowna?


      Oklamujecie siebie-po co?


      Być z kimś,byle by byl?



      Zacznij od zaprzestania oklamywania siebie samej.To zawsze prowdzi do zalosnego
      zakonczenia.


      Czy jesteś już gotowa zrozumieć,że ten związek się nie sprawdza?


      Czy może potzrebujesz dalszych lekcji?


      Jeśli facet wg ciebie nie wart milosci,to po co w to wchodzisz? Może sama
      uwazasz,że nie jesteś warta milosci?
    • krytyk2 Re: o milosci 21.06.05, 15:44
      Twoją moralność,ktorej próbkę tutaj dałaś, możnaby zdefiniować poprzez zasadę
      wzajemności i symetrii.Konsekwentne jej stosowanie prowadzi do absurdu:np skoro
      on mi zabił matkę ,to teraz ja mu zabiję matkęitd.
      Wydaje mi sie ,że prawdziwe stanięcie na własnych nogach oznacza całkowitą
      autonomię w dokonywanych wyborach i ocenach moralnych swojego i czyjegoś
      postępowania.Gdy ja robię świństwa ,to nie interesuje mnie to czy ktoś przede
      mna robil swinstwa .Nic nie kaze mi być nasladowczym, reaktywnym.Nie zwalnia
      mnie też odpowiedzialności za to ,że są to m o j e ś w i ń s t w a.Jesli chcę
      byc mściwy, to jest mój wybór a nie święty nakaz np ze Starego Testamentu (oko
      za oko..),czy reguła psychologiczna (etiologowie zwierząt mówia agresji
      reaktywnej)
      • bei Re: o milosci 24.06.05, 22:24
        """"
        Taki mit o księciu z bajki jest z pewnego punktu widzenia szkodliwy.
        Ten przysłowiowy Książe z bajki to synonim człowieka (mężczyzny):
        - urodziwego
        - przystojnego
        - pięknego
        - bogatego
        - szlachetnego itp"""


        ja...nie szukałam...i taka osoba mnie znalazłasmile...

        kocham...nawet nie podejrzewam istnienia innych mężczyzn...on dla mnie jest
        herosem...i tak od kilku latsmile

        nie twierdzę, że ideał....

        bogactwo- elokwencji...ciągnie intelektualnie...budzi cos w głowie...smile


        bo takim jest mężczyzna- dla zakochanej kobietysmile
        • sc200 Re: o milosci 25.06.05, 10:35
          Wyjmujesz z kontekstu smile
          Książe z bajki ma w moim poście inne znaczenie.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja