o sobie samym - prosze Was o rade

30.06.05, 03:14
czuje sie zle - mam wrazenie ze moje zycie jest bardzo nie wiele warte i nie
tak jak innych wypelnone radoscia i zainteresowaniem.
Przezywam swoje gdzies na uboczu, nie interesuje sie tym czym inni - ze
czyjsc kot ma pchly, albo brat przyjechal z Florydy i jest teraz wielka
impreza. Moj swiat wydaje sie byc nie pasujacy do zewnetrznego - mam w sobie
za duzo emocji - potrafie przy sprzyjajacym wietrze przeniesc gory zeby zaraz
potem drobna sprawa zbila mnie z tropu /jak na przyklad moj szef ktory
zapomina o umowie dla mnie juz czwarty miesiac, co jest absolutnym brakiem
szacunku i nalezy mu sie kop podczas gdy inni maja cierpliwosc czekac bez
odzywania sie/.
Potrafie przejsc przez dwa dni dumajac o tym i o tamtym podczas kiedy
terazniejszosc nie zdaje sie miec znaczenia.
Budze sie rano i 20 minut rozmyslam o sobie, mojej dziewczynie, rodzicach
ktorzy zostali w Polsce, dawnych milosciach i tym kim teraz jestem dla innych
i czy przypadkiem nie zrobilem jakiejs duzej gafy ktora narobi mnie samemu
krzywdy - bo wydaje mi sie ze zawsze tak jest ze mna i moimi relacjami z
innymi - najpierw ciu ciu, a potem cos sie chlodzi, cos zamarza i dystansuje.
Czesto czuje sie bez celu, wole kiedy inni go wyznaczaja dla mnie. A kiedy
przychodzi dzien wolny od pracy mam wrazenie zagubienia i czasu
przeciekajacego bezuzutecznie przez palce.
Wyjechalem z domu 8 lat temu, zyje od tamtad na wlasny rachunek. Mam wrazenie
ze moj dom jest bardzo depresyjny - moja matka nie potrafi odnalezc celu a to
co robi jest zawsze zwiazanie z cierpieniem - nawet gotowanie dla rodziny
ktore podobno lubi ale w koncowym rozrachunku "stoi przy garach caly dzien".
Ojciec ma duzy kompleks nizszosci przez co jako maly obserwowalem duze napady
furii - dla mnie a dla tamtego dziecka zupelnie bez sensu. Kiedy rodzice
wrzeszcza na siebie w kuchni a ja zasypiam to mam wrazenie ze swiat sie
konczy i ktos zapomnial mi do jasnej cholery powiedziec ze wcale nie, ze to
normalne ze ludzie sie kloca.
Moj ojciec zwykl mawiac "mama zrobila z Ciebie pucke /cieniasa/". A mama
mowila idz do siebie po ojciec idzie.

Bylem z kobieta przez 7 lat, ktora pochodzila z podobnej do mojej rodziny -
matka ciagnie dom, a ojciec albo go nie ma, a jak juz jest to matka uwaza go
za pasozyta co wymaga. Tutaj chyba zaczal sie konflikt we mnie samym, bo ta
zla kobieta zwykla mawiac zebym trzymal sie od mojej rodziny z dala a ona
lepiej wie co dobre. Nawiasem mowiac z jej matka w komitywie ktora kiedy juz
kupilismy mieszkanie powiedziala corce ze to ona jest wlasicielem i to
wszyscu jej maja sluchac, nie wylaczajac jej i mojego ojca ktorzy przyjechali
z pomoca.

I teraz zaczynam sie ja:
27 lat i czuje ze nie wiem kim jestem. Gdzies po drodze zaginela moja
swiadomosc siebie. Nie wiem do konca czego chce, nie mam wizji na spedzanie
wolnego czasu, nie mam wizji na moja dziewczyne. Zdazaja mi sie dni bardzo
dobre, ide do przodu, zaden klopot nie jest problemem, smieje sie sam z
siebie. Jednak dochodzi moj drugi glos ktory albo krytykuje to co robie, albo
kaze mi myslec ze to co robie to jakas dziesiecina i nigdy nie zostanie
doceniona.
I tak balansuje.
A w moim zyciu na zewnatrz: najbardziej ciesze sie ze ktos mnie awansowal,
zostalem managerem duzego sklepu z paroma osobami w postaci zalogi. Ide z
dnia na dzien ale czuje ze nie wykazuje zbyt duzej inicjatywy, nie potrafie
przec do przodu bo to co wymysle uwazam po 5 minutach za niezbyt sensowne.

Prosze Was o zewnetrzna opinie i rade. Pojscie do psychologa nie bardzo
wchodzi w gre, bo mieszkam w Irlandii i mimo ze mowie plynnie to obcy jezyk
nie dociera do mnie tak jak ojczysty.
Jak to zrobic zeby sie cieszyc. Jak do jasnej cholery. Przestudiowalem juz
pare ksiazek od Pokochaj Siebie do przemilych ksiazej Garczynskiego. Kazda z
nich daje nowa wiedzie i pare kluczy, ale po czasie i one sie zuzywaja i
potrzebuje nowych. Jestem w ogole osoba ktora potrzebuje silnych i czestych
bodzcy aby funkcjonowac tak jak chce - z radoscia i motywacja. Trudno mi ja
znalezc czasem w samym sobie. Mecze sie sam z soba. Mysle ze nie mam nikogo w
otoczeniu kto moglby mi pomoc: rodzina okrotnie pesymistyczna i jakas taka
przyziemna, a moja dziewczyna ktora jest 7 lat mlodsza bardziej potrzebuje
wsparcia niz jej dania.
Chcialbym wyjsc na prosta, mam dosyc wegetacji, ciaglego ukladania sie pod
czyjac opinie zeby nie doprowadzic do ostrej konfrontacji bo to zawsze mnie
boli po czasie. Zawsze czuje ze powiedzialem za duzo i mam sobie do
zarzucenia ze bylem taki a taki.
Cholera by to wziela.

Pomozcie prosze.

Tak na prawde moje pytanie to: jak wziac siebie za przyslowiowy ryj i
zaprowadzic tam gdzie szczescie i czeresnie.
    • koalaa Re: o sobie samym - prosze Was o rade 30.06.05, 15:50
      zacznij może od spraw praktycznych - czyli idź do prawnika i dowiedz sie jakie
      masz prawa do mieszkania o ile dokładałeś forsę do zakupu mieszkania. Bo jesli
      nie- to faktycznie dziewczyna jest właścicielem.
      Jeśli Twoja rodzina pomaga, a dziewcze traktuje to jako pasożytnictwo - to
      wybacz, ale ja bym powiedziala rodzinie - kochani- dość pomocy. radzimy sobie
      sami - lub niech dziewczę sobie radzi samo.

      Jeśli możesz, to się wyprowadź od kobitki, skoro ona i jej matka traktują Cię
      jak pasozyta. Kontakt przecież można utrzymywać na odległość. Moim zdaniem nic
      dobrego nie będzie z takiego związku w którym traktują Cię jak trutnia.
      Dopiero jak pozałatwiasz, powyjaśniasz te sprawy , możesz dalej rozmyslać.
      pozdrawiam
      • zamroczony1 Re: o sobie samym - prosze Was o rade 01.07.05, 04:03
        Te "sprawe" zamknalem 2 lata temu, opisalem okolicznosci zeby dac wyobrazenie
        do jakiego bagna trafilem. Ale kiedy 7lat kochania, to podobno 7lat
        odczarowania, no i tak sie walesam /z szacunkiem dla tego Pana/. Kiedy pisalem
        tamten post buszowalem po internecie... ktos napisal, najwazniejsze zeby
        wybaczyc sobie. Ja tego nie zrobilem, do wczoraj. Zdalem sobie sprawe ze pluje
        sobie w brode bo obudzilem sie po 7 latach, zamiast zrobic to w polowie drogi i
        zaoszczedzic sobie przyjemnosci-nie.
        Ale chyba los tego chce, zeby docenic i sie wprowadzic w zycie, trzeba najpierw
        doswiadczyc. I tak czlowiek glupi sie rodzi, i glupi umiera smile))
        Ale podsumowalem, kon by sie usmial.
    • wicca11 Re: o sobie samym - prosze Was o rade 30.06.05, 21:15
      Witaj!
      Jesli jeszcze nie straciles zaufania do ksiazek to polecam:
      "The Power of Now - A Guide to Spiritual Enligehtenment" by Eckhart Tolle,
      polskie wydanie pt.: "Potega terazniejszosci".

      Przejmujace jest dla mnie, ze tak dokladnie opisales swoja sytuacje.
      To wazne, ze wiesz, ze nie czujesz sie dobrze w otaczajacym Cie swiecie, bo to
      pierwszy krok do tego, zeby zajrzec w siebie i tam poszukac oparcia i sily,
      ktora sprawi, ze swietnie sobie poradzisz ze wszystkimi sprawami swiata
      zewnetrznego smile

      Pamietaj o tym, ze jestes piekna i wazna istota! Najpiekniejsza i najwazniejsza
      na calym swiecie a nawet dalej smile

      To, co przezywasz nie jest na zadnym uboczu, lecz jest najwazniejsze i
      najcudowniejsze! To jest Twoje! I masz do tego pelne prawo!

      Troszeczke wydaje mi sie, ze wiem, co przezywasz. U mnie takie mysli i stany
      emocjonalne stanowily wstep do przelamania schematow i pozwolenia sobie na
      bycie w pelni szczesliwa, wolna i niezalezna! I to przejscie i uwolnienie
      stanowilo dla mnie dopiero maciupenki poczatek pieknej i rozleglej krainy smile

      Mozna wylaczyc sie z mocy rodziny, z tych wszystkich spraw, ktore wdrukowywane
      byly w Twoj umysl. Gdybys mieszkal w Polsce potrafilabym kogos polecic a tak to
      najblizej jest w Anglii, ale mozesz rowniez poradzic sobie sam. Bo tak
      naprawde, jesli sam nie bedziesz chcial i nie zostawisz tej calej przeszlosci
      za soba (bez myslenia, rachunkow sumienia) to nikt inny za Ciebie tego nie
      zrobi.

      Wybacz, ze pisze tak ogolnikowo, ale nie sposob wypowiedziec sie tu w wielu
      sprawach, o ktorych napisales. Mysle, ze jesli sc200 sie odezwie to potrafil
      bedzie w kilkunastu/dziesieciu zdaniach cos bardziej konkretnego poradzic. Ja
      jestem kobietka i az tak "dosadnie" mowic nie umiem. A poza tym to nie mam na
      tyle doswiadczenia i nie czuje sie na tyle kompetentna, zeby cos az tak Ci
      poradzic.

      Zastanow sie i pomysl, co sprawia Ci przyjemnosc, co lubisz np.: czy jest to
      muzyka, czy ksiazki, czy medytacje czy afirmacje... To bedzie troszke blizej i
      moze wtey cos fajnego Ci podesle.

      Trzymaj sie! Jesli bedziesz mial ochote zapraszam na mail, jesli nie - pisz tu
      lub nie pisz w ogole, jesli nie chcesz.

      Ja zycze wszystkiego, co najlepsze dla Ciebie

      pozdrawiam serdecznie

      wicca
    • zlotoslanos Re: o sobie samym - prosze Was o rade 12.07.05, 12:08
      Nie jesteś zamroczony skoro tak obszernie potrafisz wyartykułować co Ci
      jest.Dostrzegasz wagę problemu,rozumiesz go i umiesz nazwać.A to najważniejsze-
      poprawne zdiagnozowanie.Sięgasz do żródeł,do dzieciństwa,wiesz co zaważyło na
      Twoim życiu.Ja polecam umiescić Ci Twój post na sąsiednim forum Psychologia.
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=210 Bo problem tkwi w
      dzieciństwie.Pozdrawiam smile
      • zamroczony1 Re: o sobie samym - prosze Was o rade 23.07.05, 01:25
        tak zrobilem dziekuje na razie
    • sc200 Re: o sobie samym - prosze Was o rade 12.07.05, 12:25
      Na Twoim miejscu nie próbowałbym psychologów czy psychiatrów (zresztą sam to
      piszesz) albowiem jest duża szansa żę dostaniesz jeszcze większego pomieszania smile

      Przede wszystkim musisz zacząć od oceny siebie.
      Musisz spisać co postąpiłeś jest dla Ciebie właściwe a co nie.
      Następnie ustal co jest dla Ciebie ważne.
      To będzie Twój plan życiowy.

      Kiedy już to ustalisz - a nie będzie to łatwe. To zaczniesz "afirmacyjnie"
      realizować swój plan.
      To co mi się rzuca u Ciebie w oczy to na 99% do przepracowania:

      1. Syndrom DDA
      2. Niskie poczucie wartości --> patrz wątek o afirmacjach

      A propos syndrom DDA - jest to bardzo często spotykane. To co opisujesz -
      wrażenia z domu rodzinnego to jest typowy DDA. na 90% Twoi rodzice mają DDA
      "dziedziczony" mentalnie i duchowo (inkarnacyjnie) po swoich rodzicach itd...

      Jest to bardzo istotne abyś to przepracował.

      www.cudownyportal.pl/article.php?article_id=766
      www.cudownyportal.pl/article.php?article_id=320
      Później pójdzie jak z płatka.
      Zabierzesz się za afirmacje. Myśle że po roku zapomnisz o swoich problemach. Po
      roku wytężonej pracy.
      Irlandia jest pięknym krajem wielkich możliwości, czego Ci serdecznie życzę smile

      Metody o których mówimy na tym forum, mają ścisły związek z Bogiem. I dlatego są
      negowane przez psychologie i psychiatrie. Nic dziwnego - gdyby było inaczej,
      świat musiałby przyznać się, że większość ludzi na planecie żyje w złudzie smile
      • zamroczony1 Re: o sobie samym - prosze Was o rade 23.07.05, 01:32
        Oczy mi wyszly z orbit kiedy Ciebie czytalem... pamietam ze moj ojciec ma jakis
        dziwny aktorski stosunek do alkoholu i do prowadzenia samochodu tuz po piciu,
        ale kiedy przychodzi do imienin to jest w czolowce i az natretnie namawia do
        picia... nie myslalem nigdy ze moglby miec problem z alkoholem, ale chyba jego
        ojciec a moj dziadek... moj tato nigdy nie mowi o dziadku, przynajmniej o pracy
        z nim, ale o innych nieistotnych drobnostkach. Lubi mowic: a Dziadek to by sie
        z tego czy tamtego cieszyl.
        Matka zawsze byla nie spokojna, z papierosem i latajaca po kuchni o 16
        przygotowujac mise dla lwa ktory wpadnie za chwile z najciezszej na swiecie
        pracy. A matka zawsze ta na nizszym padole, tak zwana od roboty.

        Cos tak sie tutaj to w calosc sklada.

        Zapomnialem jeszcze napisac o swoim bracie. 7 lat starszy, zawsze mialem od
        niego ciezkie manto, nie wiem nawet za co i kiedy, i kiedy prosilem mame "mamo
        on mnie bije" ona nie robila z tego wiekszej sprawy, a ja w tym czasie... i
        chyba to zabrzmi bardzo drastycznie... :
        Jako okolo 7 latek, lubilem stac na balkonie i patrzec w dol z trzeciego pietra
        z mysla ze gdybym skoczyl to bez tego brata moje zycie byloby takie lekkie.

        Skora mi na rekach gesieje.

        • scarlet111 Re: o sobie samym - prosze Was o rade 24.07.05, 18:45
          ale zycie wlasnie takie jest i nic nie poradzisz,
      • scarlet111 Re: o sobie samym - prosze Was o rade 24.07.05, 15:48
        ..ale czy mozna dziedziczyc DDA?? czy to ze ktos nie moze siebie okreslic jako
        DDA ale wychowuje sie w takiej rodzinie ma jakis wplyw, nigdzie jeszcze nie
        spotkalam sie z taka opinia, a czesto pytam o to na forum....( moj problem z
        dziadkiem ktory pil i tyranizowal wszystkich w rodzinie, ale nie mnie bo nie
        mieszkalam z nim, tylko rodzica i swoja zone - babcie)???
        mozna powiedziec ze tyran i alkoholik))
        skoro zaden specjalista z dziedziny psychologii nie wysunol takich wnioskow
        ze dziedziczone dda , ze cos takiego istnieje......?? skad takie twierdzenie sc>
        • sc200 Re: o sobie samym - prosze Was o rade 24.07.05, 16:33
          scarlet: Przeczytaj dokładnie artykuł Leszka. On tam to rewelacyjne tłumaczy.
          Syndrom DDA to coś więcej niż zachowania "alkoholizmowe", to cały zespół
          specyficznych zachowań i reakcji, przekazywanych niejako "dziedzicznie". I nie
          mam tu na myśli dziedziczenie jako pojęcie biologiczno/medyczne. Ale chociażby
          dziedziczenie "karmiczne" lub środowiskowe. O tym pierwszym dziedziczeniu
          raczej "czołowi specjaliści psycholodzy" przemilczą...

          I nie mam pojęcia o czym się wypowiadają "specjaliści z dziedziny psychologii".
          Tak btw. Zdaje się, ze Andrzej S. też do niedawna był takim czołowym
          specjalistą? smile
          Najważniejsze jest, aby nie uznawać autorytetów... Bo to sami dla siebie
          jesteśmy autorytetem. Nikt inny nie zastąpi Go. Bóg jest autorytetem, pod
          warunkiem też... odnalezienia Go w sobie samym. Gdzie indziej nadaremno Go
          szukać smile (i autorytetu i... Boga). Dopiero później (po dostrzeżeniu Boga w
          sobie samym) dostrzega się Go w innych rzeczach/ludziach/sytuacjach - ale to
          już inksza bajka suspicious
          Ktoś napisał, że żyjemy w czasach "upadku autorytetów". Powiem tak. Upadek jest
          dla tych co te autorytety uznawali. Dla reszty nic się nie zmienia. Być może
          wreszcie zainicjuje to myśl, jak iluzoryczny jest to termin. Im bardziej jest
          zewnętrzny tym bardziej jest iluzją.
      • zamroczony1 Re: o sobie samym - prosze Was o rade 31.07.05, 19:40
        opowiadal kiedys mi ktos o tym jak to nie nalezy obarczac sie samego siebie za
        dziecinstwo, to tak jakby z punktu dawac sobie za przegrana. po przeczytaniu
        mysle sobie ze to nie jest mozliwe bo przeciez kazdy jest zlepiony szczegolnie
        z dziecinstwa, jego oddzielenie to tak jakby smierc, ale dystans do niego,
        krytyka /ale w pozytywnym sensie/ i postanowienie bycia takim jakim chcemy to
        chyba juz dobrze.

        co o tym myslisz?
    • kabalista Re: o sobie samym - prosze Was o rade 15.07.05, 21:59
      kiedys zawsze dochodzi sie do rozdroza, no i nastepuje rozdarcie.
      Dotychczasowosc wyczerpala swoje wartosci, poza tym doczesnosc nigdy w pelni
      nie zaspakaja czlowieka, bo czlowiek pochodzi ze zrodla Zycia, ktore jest
      natury duchowej, wiec albo bedzie zapychal sie coraz to nowymi bodzcami
      zewnetrznymi, albo zwroci sie ku swiadomemu rozwojowi duchowemu. Ale byc
      pasywnym i zupelnie nie starac sie ukierunkowywac siebie, pomimo posiadania
      wolnej woli, czyli rownowazyc emocji, to nic innego jak skazywac sie na
      negatywne konsekwencje takiego bezwolnego pomiatania darem Zycia. A moze to sie
      nazywa 'syndrom Jonasza', siedzenie w brzuchu wielkiej Ryby, z dala od
      zuzywania swojego istnienia w taki sposob w jaki by sie pragnelo i w jaki
      prawdziwe zycie i czlowieczenstwo, ukryte we mnie chce? Tam Skarb gdzie Serce.
      Co sie kocha to Jest Bogiem, temu sie sluzy. Niespelnianie pragnien zamienia je
      w cien zycia. Czlowiek zaczyna byc otumaniony. Zdawanie sie na same przypadki i
      intuicje, jak tez reakcje czysto instynktowne, to niewolnictwo, ktore przeczy
      naturze Zycia. Od czego zaczac klikwidowac chaos niewiedzy o sobie, swoich
      pragnieniach? Chyba od wsluchiwania sie w siebie. Zadania sobie pytania, czego
      ja tak na prawde jako czlowiek chce? A potem pokornie milczec wsluchujac sie w
      siebie, az glos sam przyjdzie. Czasem to trwa dlugo, przyslowiowe 9 miesiecy, a
      moze 7 lat, kto wie? Kazdy jest inny, choc taki sam (bo tez czlowiek), wiec
      zlotych srodkow nie ma. Jesli dotychczasowosc nie wystarcza to znaczy iz brak
      Ci jakiegos spelniania wartosci trwalszych od tych jakie sa Ci obecnie
      dostepne. Zmiana jest Wolnoscia. Symptomy status quo mowia iz potrzebna jest
      zmiana, poniewaz nic nie stoi w miejscu. Albo progres albo regres. Trzeba
      dokonac sekekcji zainteresowan, dazyc do spelnienia, bo spelnienie zakorzenione
      jest w zrodle zycia. Polecalbym szukanie w jakims dzialaniu tworczym, pisanie
      wierszy, refleskji na tematy ktore najbardziej poruszaja Cie emocjonalnie.
      Potem mozna dokonac selekcji pragnien, sprowadzic je do tych najwazniejszych.
      Im mniej pragnien, tym mocniejsza wola.
      Jonasz w koncu zdobyl Nowy Lad, Nowa Swiadomosc, ale nie mozna tracic nadzieii,
      trzeba bezustannie podtrzymywac wole, intencje szukania prawdy, odnalezienia
      swiatla, pomimo zwatpien. Nie wolno watpic. Gdyby slonce watpilo to by nigdy
      nie swiecilo. Wszystkie dary sa w Tobie, trzeba po nie siegnac.Odkryc je w
      sobie. Same modlitwy nie orza, itd.,itd.itd. wink
    • darkoholik Re: o sobie samym - prosze Was o rade 23.07.05, 17:18
      Ciekawe co Ty tam masz w horoskopie urodzeniowym i jakie są szanse
      przepracowania tego stanu. Do tego potrzebne jednak są Twoje dane: dzień,
      miesiąc, rok, godzina ur. z minutami i miejscowość ur. Jeżeli zechcesz podać te
      dane spróbuję Ci jakoś pomóc. Dane prześlij (o ile chcesz) w mailu.
      • zamroczony1 Re: o sobie samym - prosze Was o rade 23.07.05, 18:29
        musze zapytac mamy wink o godzine tylko
        • ciupazka Re: o sobie samym - prosze Was o rade 26.07.05, 15:08
          urcze blade, weź no się w "gorzść" tak po naszemu. Bo albo nie masz
          pracy, albo za dużo czasu. Coś Ci poradzę, wysiłek fizyczny w
          górach, zacząć od chodzenia po mniejszych, a w końcu wybierz sie
          kondycyjnie przygotowany w Tatry. Nic tak dobrze nie leczy psyche i nie
          dowartościowuje, jak przyroda i wysiłek fizyczny na łonie przyrody lub
          uprawianie sportu , tego który oczywiście lubisz. Używki na bok! Udowodnij
          sam sobiue, że potrafisz się bez nich obejść. W góry, w góry , miły
          bracie , tam swoboda i piękno czeka na Cię. To moja recepta dla
          wszystkich. Zaręczam Ci, że uwierzysz w siebie!
          • virginia1 Re: o sobie samym - prosze Was o rade 26.07.05, 21:51
            O, tak ciupażko- góry są cudownym lekiem na wszystko.Uwielbiam je.( nie jestem z
            gór, a szkoda) Ostatni raz byłam w górach 15 lat temu.Bardzo,bardzo dużo
            chodziliśmy i wiem o czym piszesz.Uwierzcie ciupażce na słowo.
          • zamroczony1 Re: o sobie samym - prosze Was o rade 31.07.05, 19:36
            od posedbysem na Chocholoskom i byloby cudnie. ale mam tam 2000 km do
            pselotania i nic mi po tym.

            Ale pieknie chociaz pomarzyc.
            Pojade wlasnie tam w psyslym roku.
            • sc200 Re: o sobie samym - prosze Was o rade 01.08.05, 08:09
              Chochołowska jest fajna smile Lubie stamtąd zaczynać wędrówki...
    • tom1111 Re: o sobie samym - prosze Was o rade 01.08.05, 22:39
      www.astro.eco.pl/przebudzenie.html
      miłej lektury smile
    • iinka Re: o sobie samym - prosze Was o rade 06.08.05, 20:10
      smile Witam.
      Muszę przyznać, że czasem też wydaje mi się, że czas płynie, a ja powinnam
      robic coś pożytecznego. Z resztą pewnie tak jest. Po prostu trzeba się
      zdecydować - raz a solidnie. Chwilowo myślę intensywnie, bo nie chciałabym
      popełnić błędu. Myślę sobie i przyglądam się z różnych stron.

      Chyba ważne, że zdajesz sobie sprawę z tego, że jest jakieś rozdwojenie między
      tym "gdzie jesteś" - w sensie w jakiej sytuacji życiowej, a tym czego byś
      chciał.
      Teraz trzeba pobyć sobie troszkę samemu w skupieniu i pomyśleć intensywnie,
      może pisać sobie w jakimś zeszycie - jak byś chciał, żeby wyglądało Twoje życie
      za... 10 lat.
      Pomyśl - co sprawia Ci radość.
      Kiedy wymyślisz co byś chciał rzeczywiście robić, jak żyć za 10 lat - tak żeby
      to było przyjemne, to już będzie krok. Później trzeba pomyśleć o realizacji
      planu - warto wierzyć, że się uda - wtedy można robić niesamowite rzeczy i
      wszystko wokół nam pomaga.
      Nawet jeśli chcesz zmienić życie o 180 stopni - wszystko jest możliwe i brak
      jest sytuacji bez wyjscia.
      Co do "wdrukowania" zachowań rodziny - również posiadam takowe, mimo, że moja
      rodzina stroni od alkoholu jako diabeł od święconej wody, ale posiadam przykre
      wspomnienia z dzieciństwa, które odświeżane są starannie /mieszkam nadal z
      rodzinką smile/ i dodawane nowe smile
      Od zawsze miałam poczucie, że jestem śmieciem bez wartości. Teraz to się
      zmienia. Oczywiście do dumy daleko mi, ale jak się przyglądam ludziom, to taka
      bardzo gorsza nie jestem. Poza tym zauważyłam że ludzie strasznie są pogubieni
      w życiu i nieszczęśliwi, intuicję zagłuszają jak mogą, przyzwyczajają się do
      swoich więzów i nieszczęść, aż w końcu, po jakimś czasie odechciewa im się
      wyrwania z toksyn, w których siedzą.
      To smutne, bo przyzwyczajenie takie jest zgubne. Wydaje im się że znajome jest
      bardziej bezpieczne, ale to "znajome" jest toksyczne i powoli ich truje.
      Niepotrzebnie boją się zmian.
      Był taki bohater w rosyjskiej literaturze - Obłomow się nazywał, nawet powstał
      film na podstawie książki - bardzo sympatyczny miły faćo z niego był. Całymi
      dniami leżał w pokoju na kanapie i myślał - dla czego taki jest? Miał
      przyjaciela, który zmuszał go do innego trybu życia, poznał go z piękną
      kobietą... a Obłomow... cóż nie dał się zreformować... kobietę dał sobie
      sprzątnąć sprzed nosa, jego majątek się rozpadał...a on leżał i smucił się że
      taki jest...
      Drogi Zamroczony - jak Cię lubię - wstań z kanapy! Są takie dni, kiedy nic nam
      się nie chce, ale trzeba w końcu przemyśleć i dokonać zmian w życiu!
      W końcu to Twoje życie, a chyba chcesz być z niego zadowolony?
      Przepraszam, że to takie długaśne liścisko
      pozdrawiam serdecznie smile
      • lavia78 Re: o sobie samym - prosze Was o rade 11.08.05, 23:38
        witam....oh wiele tego czytania.nie przeczytałam postów do ciebie bo sa do
        ciebie..jestesmy równolatkismileto troche życia za i..i przed po pewnym czasie po
        prostu trzeba wziąść się w garśc i zrobic cos dla siebie...to co się lubi kocha
        co jest pasją...a doświadczenie uczy i na tym bazujmy nie ma lepszego
        nauczyciela jak własne doświadczenia więc odczytuj z niego wskazówki...każdy ma
        w życiu taki czas ...jak sobie radzić próbowac(a dzieciństwo ma wieeeelki wpływ
        i nic nie poradzisz na to)może za 10 lat będziesz się z tego śmiac...wiesz po
        prostu wązny jest cel w zyciu..i nie spędzać go samemu ale z kimś o podobnych
        marzeniach bo marzyć trzeba...gratuluje takich wyznac naprawde jesteś bardzo
        emocjonalna osobą ale poradzisz sobie..tylko spójrz na zycie z perspektywy
        spełnienia co już dokonałeś a co przed tobą ..i idź ta drogą życze powodzeniasmile
        (jesli pamiętasz swoje sny chętnie je zinterpretuje tam na pewno tez jest wiele
        rozwiązań).....papa pozdrawiamsmile
        • zamroczony1 Re: o sobie samym - prosze Was o rade 20.08.05, 03:23
          moje sny jakos zanikaja z biegiem czasu, ale najlepiej pamietam jazde na golasa
          po parku w moim rodzinnym miescie... na zielonym pelikanie. Czy pelikan moze
          cos znaczyc wink
          • eevvaa Re: o sobie samym - prosze Was o rade 20.08.05, 11:51
            zamroczony1 napisał:

            > moje sny jakos zanikaja z biegiem czasu, ale najlepiej pamietam jazde na golasa
            >
            > po parku w moim rodzinnym miescie... na zielonym pelikanie. Czy pelikan moze
            > cos znaczyc wink

            Tłumaczenie snów na forum Wróżbiarstwoforum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=468
    • zamroczony1 Re: o sobie samym - prosze Was o rade 20.08.05, 03:41
      Zabralo mi dwa miesiace zeby znow budzic sie rano i myslec sobie ze to co dzis
      sie wydarzy wcale nie musi byc nudne.
      Zaczalem od samotnosci, od bycia z samym soba, przez 3 tygodnie chodzilem tylko
      do pracy, robilem swoje a reszte czasu spedzalem w samotnosci, myslac o sobie,
      o tym co dookola, o tym co w srodku. Udalo mi sie nie czuc nudy kiedy wokol nie
      bylo nikogo, ani muzyki ani ksiazki. Okazalo sie ze moge sam dla siebie
      stworzyc takie mysli ktore mnie ciesza. Ucze sie wciaz mowic to co na prawde
      mam na mysli a nie to co powinno sie mowic. Odkrylem szczepy przyjemnosci w tym
      co codziennie robie. Zdalem sobie sprawe z tego co codziennie robie. Mam
      wrazenie jakby obudzilo sie we mnie dziecko, to co widze mnie cieszy, to co
      wybieram zaczelo mnie cieszyc i co najwazniejsze chyba... zaczalem wybierac.
      Zrobilem sobie samemu dwumiesieczna szkole przetrwania.
      Chyba sie udalo, jest mi lepiej. Miewam jeszcze zle momenty, ale one trwaja
      krocej, jakby 10 razy krocej.
      To zadziwiajace... najbardziej chcialem w koncu opowiedziec Komus o tym co mam
      w srodku i nie bylem pewien czy to przypadkiem nie jakas paranoja, jakies
      przywidzenie. Dziekuje Wam. Chce mi sie znow do swiatla, i to juz nie tunel, to
      jakby laka ze swiatlem. Gdzie nie spojrze tam jasno.

      Moim miestrzem zostal slabo znany mi czlowiek, facet ktory kazdy szczegol dnia
      traktuje jak wielkie wydarzenie i otacza je opieka. Bawi sie nim, przeobraza,
      wchodzi w interakcje starajac sie je zmienic, chce aby jego marzenia staly sie
      czynem i... on to na prawde robi.

      Wy daliscie mi wiare, a on dal mi czyn.

      Dziekuje Wam, nagle obcy mi ludzie zechcieli mi pomoc. Bardzo pomoc.

      • eevvaa Re: o sobie samym - prosze Was o rade 20.08.05, 11:50

        właśnie o to chodzi, żeby obudzić w sobie dziecko - potrafić się cieszyc tak jak
        ono. Wiem to z praktyki ( pracuję z małymi dziećmi), właśnie obserwacja tych
        dzieci pozwala zawsze cieszyć się życiem i wracać do równowagi. Pomaga mi też
        bardzo okres mojego dzieciństwa- wracam wyobraźnią do momentów, które mnie
        cieszyły, jak sie wtedy czułam, jak postępowałam i o dziwo znajduję rozwiązanie
        swoich dorosłych problemów. Uczę cieszyć się chwilą i drobiazgami, a każdy dzień
        traktuję jak worek pięknych niespodzianek.
        Cieszę się właśnie takimi momentami jak Twój, że forum pozwoliło znaleźć Ci
        radość i sens życia. Powodzenia, na pewno teraz będzie tylko lepiej , bo
        znalazłes drogę i kierunek.

        Serdecznie pozdrawiam smile
        ewa
        Życie jest piękne -tylko trzeba to jeszcze zauważyć.
        • lavia78 Re: o sobie samym - prosze Was o rade 20.08.05, 13:10
          witam,
          ciesze się że potrafiłeś się odnaleźć. poprostu czasem trzeba szukac małych
          szczegołow ale ttych ktore cieszą, tak samo w związku jak i w życiu, trzeba
          cieszyć się choćby najmniejszą miła chwilka, znleźć to co łączy a nie dzieli i
          to co uskrzydla(marzenia sa takie wazne) a nie znosi na dnosmile życze powodzenia
          a na moim forum opowiadaj o swoich snach, postaram się je interpretować.a
          propos nagości i parku......czujesz zażenowanie i wstyd.czego się wstydzisz
          bycia z ludźmi, widziec się nagim oznacza własnie obniżenie pewnego statusu
          społecznego i wynikającech z tego moralnej straty, nagosc to próba moralna w
          celu wzmocnienia ducha, który powinien zachować pogode w obliczu pierwotnej
          prawdy......nagośc to oderwanie i zdystansowanie się....a czemu w
          parku.romantyk z ciebie i do tego tęskinisz, hcesz byc swobodny i naturalny,
          ten park przypomina ci o tym żebyś w zyciu kirował się silniej swoimi
          instynktami....o pelikanie moge powiedzeiec tyle że składasz siebie w ofierze,
          przed życiem i społeczeństwem. To identyfikowanie się z rola "ojca-wybawiciela,
          który płaci najwyższą cenę za wyżywienie sobie podobnych"..no to chyba pasuje
          do ciebie..a nie chodzi o poświęcanie się w zupełności, ty musisz coś czerpac
          radość, miłoścsmileżyczę więc powodzenia i zapraszam czasem na moje forumsmile
          • zamroczony1 Re: o sobie samym - prosze Was o rade 21.08.05, 16:51
            Pelikan to byl taki rower dzieciecy smile
            • lavia78 Re: o sobie samym - prosze Was o rade 22.08.05, 11:27
              hihihi no widzisz małe nieporozumienie, ale znaczenie może miec podobne choćby
              z nazwysmile pozdrawiam zatem goraco, trzymaj się,
              lavia
      • mz124 Re: o sobie samym - prosze Was o rade 20.08.05, 13:28
        zamroczony1 napisał:

        > Zabralo mi dwa miesiace zeby znow budzic sie rano i myslec sobie ze to co dzis
        > sie wydarzy wcale nie musi byc nudne.
        > Zaczalem od samotnosci, od bycia z samym soba, przez 3 tygodnie chodzilem tylko
        >
        > do pracy, robilem swoje a reszte czasu spedzalem w samotnosci, myslac o sobie,
        > o tym co dookola, o tym co w srodku. Udalo mi sie nie czuc nudy kiedy wokol nie
        >
        > bylo nikogo, ani muzyki ani ksiazki. Okazalo sie ze moge sam dla siebie
        > stworzyc takie mysli ktore mnie ciesza. Ucze sie wciaz mowic to co na prawde
        > mam na mysli a nie to co powinno sie mowic. Odkrylem szczepy przyjemnosci w tym
        >
        > co codziennie robie. Zdalem sobie sprawe z tego co codziennie robie. Mam
        > wrazenie jakby obudzilo sie we mnie dziecko, to co widze mnie cieszy, to co
        > wybieram zaczelo mnie cieszyc i co najwazniejsze chyba... zaczalem wybierac.
        > Zrobilem sobie samemu dwumiesieczna szkole przetrwania.
        > Chyba sie udalo, jest mi lepiej. Miewam jeszcze zle momenty, ale one trwaja
        > krocej, jakby 10 razy krocej.
        > To zadziwiajace... najbardziej chcialem w koncu opowiedziec Komus o tym co mam
        > w srodku i nie bylem pewien czy to przypadkiem nie jakas paranoja, jakies
        > przywidzenie. Dziekuje Wam. Chce mi sie znow do swiatla, i to juz nie tunel, to
        >
        > jakby laka ze swiatlem. Gdzie nie spojrze tam jasno.
        >


        Chciałabym powiedzieć, że to o czym pisze zamorczony1 stało się tez moim
        udziałem w ciągu oststnich miesięcy - i to w dużej mierze dzięki temu forum
        (choć sama rzadko zabieram głos w dyskusji to uważnie czytam wypowiedzi innych,
        a tam znalazłam "ścieżki" do odpowiedzi na wiele dla mnie istotnych pytań) -
        fajna sprawa DZIĘKI smile
        pozdrawiam serdecznie
        m.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja