tekst o rozwoju duchowym

04.07.05, 12:17
Zapraszam do dyskusji.
Tekst zamieszczam tu na prosbe autora.

"Masz odwagę zacząć zmieniać świat począwszy od siebie?"

Gdyby ciało mogło mówić, mówiłoby nam nieustannie: „Nie jesteś moim panem”.
Czy możemy coś zrobić ze swoim ciałem? Możemy je trochę upiększyć, uczynić je
bardziej atrakcyjnym i czystszym. Możemy ufarbować włosy, pomalować
paznokcie... Ale gdy nadchodzi starość, lub choroba, jesteśmy bezradni. Nie
możemy tego zmienić. Nie możemy rozkazać ciału: „Nie starzej się!!!”,
lub „Zabraniam ci chorować!!!” Ciało nas się nie posłucha. Ciało jest jak
pojazd, który wykorzystujemy, ale nie jesteśmy jego właścicielami

Ale tym co nieustannie możemy zmieniać i upiększać jest nasz umysł. Umysł nie
ma smaku, ani koloru. Nikomu jeszcze nie udało się umysłu schwytać,
wysublimować, wyodrębnić. Nikomu jeszcze nie udało się pokazać umysłu palcem
i powiedzieć: „O, to jest umysł ”. Czy można zmieniać i upiększać coś, czego
nie widać, czego nie ma???

I to jest istotą, esencją duchowości.

Zmienianie czegoś czego nie ma, zmienianie czegoś, co po zmianie żadną
miarką pomierzyć się nie da. I to jest istotą, definicją, określeniem
duchowości.

Wyjazd do świętych, lub cudownych miejsc, praktyki mową, uczynkiem, nie są
duchowością. Nie są zmienianiem umysłu. Ktoś wykona te same gesty, czynności,
podróże, pojedzie w te same miejsca co jakiś święty, wygłosi te same modlitwy
i efekt będzie ten sam? Osiągnie takie same efekty? Stanie się bardziej
święty?

Człowiek jest istotą wielowymiarową. Wielu badaczy ezoterycznych doszukuje
się różnych warstw w ciele energetycznym człowieka. Czy wiedza, że np.
składamy się z 7 czy 12 warstw ma dla nas i nasze działanie jakikolwiek
wpływ?

Istnieją jednak dwie warstwy, dwa obszary, przestrzenie, które mają wpływ na
nas, na nasze zachowanie, poglądy i sposoby działania.

Pierwszy obszar, to obszar związany z podświadomością. Z podświadomym
gadaniem w głowie. Z tą nieustannie nadającą taśmą magnetofonową. Tak, taśmą,
bo podświadome myśli są tylko międleniem czegoś co było. Przy czym nie
jesteśmy w stanie zorientować się, czy mamy tzw. dobrą pamięć, czy przy
wspomnieniach nie jesteśmy oszukiwani przez konfabulacje podświadomości.
Podświadomość zapamiętuje wszystko. I wszystkie informacje odbierane przez
zmysły naszego ciała są przepuszczane przez filtr podświadomości. Nawet
czytając te słowa słyszy się w głowie komentarze: z tym się zgodzę..., to
bzdura..., to trzeba przemyśleć... a to jest śmieszne...

Podświadome myślenie funkcjonuje w przeszłości i przyszłości. W przyszłości
planuje, wyobraża sobie sytuacje które mają dopiero zaistnieć. Im bardziej
sobie jakąś sytuację w przyszłości wymarzymy, wyobrazimy, tym bardziej
jesteśmy rozczarowani, że w praktyce wyszło inaczej. Bo w tej zaplanowanej
przez podświadomość wszystko było super.

Całe wychowanie, tresura z dzieciństwa, wpajana religia, szkoła, rodzice,
podwórko, książki, gazety mają wpływ na nasze zachowanie. Nasze działanie
jest wypadkową tego, co nam, często wbrew naszej woli, wdrukowano w
podświadomy umysł. To czym nasiąkliśmy grając godzinami w wojenne gry na
komputerze. To te wszystkie przeczytane i obejrzane horrory, kryminały. Dla
podświadomości są to zakodowane wzorce postępowania. Ileż to razy łapiemy się
na tym, że np. w rozmowie z kimś, uśmiechamy się przytakujemy, a w myślach
obrzucamy przekleństwami, mordujemy, wyobrażamy sobie, że dokonujemy
rękoczynów. A osoby które są na tyle śmiałe, by mieć inne zdanie? Które są
na tyle śmiałe, by wyznawać inną religię? Być kibicami innej drużyny? Dla
podświadomości istnieje jedyne rozwiązanie. Zabić !!! Dać w mordę!!! I już
nie ma problemu. Ale kto chce ich zabić? Ja? Moje ciało? Nie. To ta
pozbawiona etyki podświadomość. A podświadome myśli schizofreników, wszelkie
nerwice natręctw, psychozy, depresje. A lęki przed pająkami, ciemnością,
cmentarzem, śmiercią? Mamy to jakikolwiek wpływ? Skąd się one biorą? Co je
generuje? I dlaczego?

Drugim obszarem związanym z umysłem jest obszar nazwany jaźnią. Jaźń działa w
TU I TEAZ. W jaźni znajduje się uniwersalna etyka i wyrzuty sumienia. Jaźń
jest tym czymś co czuje, odczuwa i w co warto inwestować. Jest tym właściwym
umysłem. Między jaźnią, a podświadomością zachodzi ciągły konflikt.
Podświadomość używając ciała jako swojego pojazdu, pragnie zaspokoić swoje
zachcianki. Alkohol, przesadny seks, narkotyki, kradzież... Jaźń, czyli to
właściwe odczuwanie swoich myśli, stara się postępować etycznie. Ale jak jaźń
ma odebrać władzę podświadomości nad poczynaniami ciała? I czy w ogóle warto
starać się ograniczyć wpływ podświadomego myślenia na nasze działanie?

Warto. I trzeba. Przyjmij wreszcie do wiadomości, że ciało zdominowane przez
podświadome myślenie krzywdzi siebie i innych. Puszczona luzem podświadomość
potrafi ciało zabić. Zapić na śmierć, zatruć narkotykami. A przedtem
doprowadzić do zaburzeń psychicznych, nawet schizofrenii. Do chorób
fizycznych. Do rozpadu rodziny.

Najbardziej widać jak bardzo „panujemy” nad podświadomością, generowanymi
przez nią myślami, kiedy chcemy usnąć, a przed wewnętrznymi oczami przesuwają
się jakieś obrazy, rozmowy, jakieś niedokończone sprawy... Im bardziej
staramy się wycisnąć je z głowy, tym są wyrazistsze, mocniejsze, bardziej
realne...

Czy widzisz już dualizm, podwójność w nas, że z jednej strony nasze ciało
przyozdabia kwiatami przydrożne kapliczki i ołtarze, a z drugiej strony
dokonuje pogromu żydów w Kielcach?

Całe działanie w rozwoju duchowym, cała duchowość, jest tym wszystkim, co
podejmujemy w celu uspokojenia, okiełznania, wytłumienia podświadomego
myślenia. Dróg jest wiele. Przy próbach okiełznania podświadomości przy
pomocy zewnętrznych narzędzi, czy środków ponosimy klęskę. Używanie np.
lekarstw powoduje wygłuszenie umysłu, ale skończą się lekarstwa i jest
jeszcze gorzej. Znalezienie sobie jakiegoś guru, który prostowałby za nas i
dla nas życiowe drogi też niewiele daje. To są wszystko zewnętrzne formy
pracy z ciałem. Nie z umysłem. W decydującym momencie zostajemy sami i sami
musimy dać sobie radę. A lekarstwa, czy guru, akurat pod ręką nie ma. I
jesteśmy praktycznie w punkcie wyjścia. Czyli nigdzie.

I mamy tylko to co ze sobą i przy sobie. Czyli swój umysł. I tylko na nim
możemy się oprzeć. Jak to zrobić?? Powtórzę jeszcze raz.

Istotą, esencją duchowości jest zmienianie czegoś czego nie ma, zmienianie
czegoś, czego po zmianie żadną miarką pomierzyć się nie da. Jak zmienić swój
umysł, żeby był dla nas podporą i ostoją? Przede wszystkim uspokoić i uciszyć
podświadomy umysł. I do tego służą wszelkie techniki pracy z umysłem. Tak, by
umysł sprowadzić do odczuwania w TU I TERAZ. Osiągnięcie wewnętrznej ciszy
jest kluczem otwierającym przejście pomiędzy światami, środek wiodący do
prawdziwego poznania. Wyciszenie wewnętrznego dialogu uwalnia ze świata
interpretacji. Interpretacji narzucanej przez podświadome myślenie, przez to
czym „nasiąkliśmy za młodu”. Pozwala to postrzegać rzeczywistość taką, jaka
jest naprawdę – bez pośrednictwa opisu umysłu. Co więcej, stan bycia w TU I
TERAZ unicestwia egoosobowość, egodumę, egopychę – największe przeszkody na
drodze do osiągnięcia pustego umysłu. Pustego od ciągłego nadawania, gadania,
oceniania, myślenia. Bowiem tam gdzie nie ma myśli, nie ma też pragnień, a
tam gdzie nie ma pragnień – nie ma bólu czy nieszczęścia.


Pusty umysł nie oznacza pustej ( w negatywnym tego słowa znaczeniu) głowy.
Oznacza byciem poza cierpieniami wywołanymi żądzami podświadomości.
Zaspokajanie takich żądz nie daje nam szczęścia. Próba zaspokajania żądz
powoduje powstanie wciąż nowych i nowych potrzeb. I nie ma żadnej gwarancji,
że po zaspokojeniu kolejnej żądzy podświadomy umys
Pełna wersja