i33
07.02.08, 10:41
-jak to właściwie jest --kochać wszystko wszystkich--czy to wogóle
możliwe?
mamy dobry dzień-madytacja sie udała, nic nie boli, nie ma
kłód,wokół sie uśmiechają---świat jest piękny--kocham wszystkich i
wszystko--ale wystarczy że zgrzyt,potknięcie-już mniej kocham--
staram sie ale ciężko--a najbardziej wtedy--kiedy tym, których tak
ciepło traktowaliśmy---oddają nam tęgim mrozem,albo i nawet warczą,
oszukują..
niesprawiedliwe..
i jak tu przmóc sie i kochać?
a może to wcale nie tak ---może--bezwarunkowo znaczy-jak mądry
sędzia--nalezy ci sie reprymenda,...hola z daleka ode mnie---ale
razem z "powodzenia","błogosłaie cie"...itd..
zdrowa reakcja nie ocena,obrona nie kontynuacja szermierki--
odpuszczam--odczuwam spokój--masz prawo żyć i być jak chcesz..!?
jesli czuje sie że prosto kochać nie da sie bez poświęceń?..ale też
nie da sie [i to mocno czuje]--żyć "niesobą"--bo czuje sie swad
trupka od samego siebie...
jak kochać--tych co nas nie rozumieją, nie odwzajemniają,,nie czuja--
że im dobrze życzymy?
choć odrobine tej strawy wzajemności mieć..?