jeg_heter_asia Re: Feblikowe irytacje 11.11.15, 18:53 Wegetarianizm Grzegorza... W 2013 roku na miarę Polski wczesnych lat 90... Aktualnie rozmaitość produktów i przepisów dla wegetarian i węglan jest ogromna i każdy prawdziwy z braku lepszego słowa 'wyznawxa' bardzo przywiązuje wagę do tego co je i z czego to jest przyrządzone.... A tu ciągle jest przestawiane jakby Grzesiu zjadal te same posiłki co reszta rodziny tylko więcej ziemniaków i surówki zamiast mięska.... Zamawianie pizzy wege i sałata w lodówce serio?? Odpowiedz Link
zla.m Re: Feblikowe irytacje 11.11.15, 19:21 jeg_heter_asia napisała: > Wegetarianizm Grzegorza... W 2013 roku na miarę Polski wczesnych lat 90... Aktu > alnie rozmaitość produktów i przepisów dla wegetarian i węglan jest ogromna i k > ażdy prawdziwy z braku lepszego słowa 'wyznawxa' bardzo przywiązuje wagę do teg > o co je i z czego to jest przyrządzone.... A tu ciągle jest przestawiane jakby > Grzesiu zjadal te same posiłki co reszta rodziny tylko więcej ziemniaków i suró > wki zamiast mięska.... Zamawianie pizzy wege i sałata w lodówce serio?? No właśnie, co to za węglanin, co chociaż raz na tydzień bryłki koksu nie skosztuje ;) Odpowiedz Link
jeg_heter_asia Re: Feblikowe irytacje 12.11.15, 10:55 Pardon! czasami mądrość urządzeń mobilnych mnie przerasta!! Hahaha! miało być weganin oczywiście! Ale ... wyszło całkiem śmiesznie tak sądzę... Komentarz: zrobił mi dzień :) Odpowiedz Link
srebrny_lisek Re: Feblikowe irytacje 11.11.15, 19:31 Pizza wege albo tofu w sosie z chińczyka jeszcze jakoś przejdzie, czasami się po prostu nie chce nawet ruszyć do sklepu, ale ta sałata rzeczywiście mocno mnie zdziwiła. Zwłaszcza, że jest wegetarianinem, a nie weganinem, który w skrajnym (!) przypadku jest zdany na pastwę jabłek i frytek. ;) Dla mnie, jako (prawie) weganki, wegetarianie mają miliony możliwości nawet na największym odludziu. Dziwi mnie, że nie zapełnił sobie lodówki czymś bardziej pożywnym niż zapychająca pizza albo sałata, zwłaszcza, że w trakcie remontu powinien jednak zadbać o siebie... Odpowiedz Link
yasmeen Re: Feblikowe irytacje 11.11.15, 20:01 Nie zapelnil, bo - jak sie GAbrysia obawiala - sam Grzes nie pomysli i nie zrobi, jak ona sie nie zaopiekuje i nie kupi cos wiecej niz salate zielona lekko przejrzala ;) W ogole MM preferuje dwa typy zwiazkow - albo inwalida zyciowy wtloczony pod skrzydla dzielnej i zaradnej malzonki - vide starzy Borejkowie, Gaba i Grzegorz, Ida i Marek. Albo watla lelija oddana w poddanstwo jedynemu slusznemu panu i wladcy - vide Pyza, Nutria, Tygrys po przemianie... Odpowiedz Link
sowca Re: Feblikowe irytacje 11.11.15, 23:28 Może jestem przewrażliwiona, ale zupełnie nie bawi mnie scena, kiedy dręczona migreną Róża w samolocie opiekuje się zarazem własnym dzieckiem z biegunką, jak i cudzym wymiotującym. Prawie dorosła Łuśka czyta Prousta, a Frycek śpi. Pomijając moją prywatna uwagę,że ja bym Fryca jednak obudziła, a potem zabiła, to na miejscu Idy byłoby potwornie wstyd, że siostrzenica ma kłopoty przez moje dzieci. Nie obwiniam tu bynajmniej Ziutka o, pardon my french, rzyganie. Ale cholerna, dorosła prawie Łucja mogłaby chyba ruszyć tyłek i pomóc kuzynce? A Ida zapisała sobie tego smsa i rozkosznie pokazuje go siostrze, ciesząc się, jaką ma dowcipną siostrzenicę. Odpowiedz Link
iwoniaw Re: Feblikowe irytacje 11.11.15, 23:41 CytatPomija > jąc moją prywatna uwagę,że ja bym Fryca jednak obudziła, a potem zabiła, to na > miejscu Idy byłoby potwornie wstyd, że siostrzenica ma kłopoty przez moje dziec > i. Nie obwiniam tu bynajmniej Ziutka o, pardon my french, rzyganie. Ale cholern > a, dorosła prawie Łucja mogłaby chyba ruszyć tyłek i pomóc kuzynce? A Ida zapis > ała sobie tego smsa i rozkosznie pokazuje go siostrze, ciesząc się, jaką ma dow > cipną siostrzenicę. Prawda. A biorąc pod uwagę, że z migreną człowiek _naprawdę_ nie jest w stanie funkcjonować, to nie wyobrażam sobie, jak Róża właściwie ogarniała tę sytuację SAMA. Zachowanie Łucji powinno Idę co najmniej poważnie zawstydzić, z wieści od Róży wynika jednoznacznie, że panna uważa, iż nie jest domownikiem choć trochę współodpowiedzialnym za małego brata, lecz gościem, któremu należą się wszelkie gościowe prawa. Proust, no doprawdy... Odpowiedz Link
tt-tka Re: Feblikowe irytacje 11.11.15, 23:56 iwoniaw napisała: . A biorąc pod uwagę, że z migreną człowiek _naprawdę_ nie jest w stanie > funkcjonować, to nie wyobrażam sobie, jak Róża właściwie ogarniała tę sytuację > SAMA. Zachowanie Łucji powinno Idę co najmniej poważnie zawstydzić, z wieści od > Róży wynika jednoznacznie, że panna uważa, iż nie jest domownikiem choć trochę > współodpowiedzialnym za małego brata, lecz gościem, któremu należą się wszelki > e gościowe prawa. Proust, no doprawdy... Co chcesz, najlepsze borejcze tradycje. Wkraczam w cudze progi, pardon, zaszczycam czyjs dom swoja obecnoscia, nalezy mi sie pelna obsluga. Ciezko nastoletnia, czy juz nawet dziestoletnia Laura u Flobrych tez tak sie zachowywala. Natalia nadal tak sie zachowuje. A moze Lusce tak dokopalo zostawianie jej, wtedy 9-letniej, malego, notorycznie ulewajacego brata na jej odpowiedzialnosci i opiece, ze teraz ma uraz ? A prac domowych nigdy nie tykala ... u dziadkow nikt nie wymagal, Idusia nie nauczyla... Odpowiedz Link
jeg_heter_asia Re: Feblikowe irytacje 12.11.15, 11:02 Tutaj raczej Autorce zależało na pokazaniu postaci: nastoletnia czyta Prousta! a że z sytuacją jakoś koliduje... no trudno nie spięło się, nie pierwszy raz zresztą... Odpowiedz Link
lowett Re: Feblikowe irytacje 12.11.15, 15:09 Sądzę, że wiele osób w tym MM nie zdaje sobie sprawy, co to takiego migrena. Zresztą widać to czasem w filmach/serialach, gdzie migrena= boli mnie trochę głowa bez powodu. Odpowiedz Link
bupu Re: Feblikowe irytacje 11.11.15, 23:49 sowca napisała: > Może jestem przewrażliwiona, ale zupełnie nie bawi mnie scena, kiedy dręczona m > igreną Róża w samolocie opiekuje się zarazem własnym dzieckiem z biegunką, jak > i cudzym wymiotującym. Prawie dorosła Łuśka czyta Prousta, a Frycek śpi. Pomija > jąc moją prywatna uwagę,że ja bym Fryca jednak obudziła, a potem zabiła, to na > miejscu Idy byłoby potwornie wstyd, że siostrzenica ma kłopoty przez moje dziec > i. Nie obwiniam tu bynajmniej Ziutka o, pardon my french, rzyganie. Ale cholern > a, dorosła prawie Łucja mogłaby chyba ruszyć tyłek i pomóc kuzynce? A Ida zapis > ała sobie tego smsa i rozkosznie pokazuje go siostrze, ciesząc się, jaką ma dow > cipną siostrzenicę. Migrena to jest potworność i doprawdy Łucyja musi mieć empatię zmurszałego pnia, że cierpiącej Pyzie nie chce pomóc, tylko się Proustem zasłania. Odpowiedz Link
mariamm87 Re: Feblikowe irytacje 12.11.15, 15:16 Jako osoba cierpiąca na regularne migreny, po przeczytaniu tego SMSa autentycznie na chwilę musiałam odłożyć czytanie, bo mnie zmierziło. Pisałam już w recenzjach, swój ogólny raczej zachwyt Feblikiem, przynajmniej jego główną fabułą, ale ten opis był naprawdę ohydny. Już pal licho Łusię i Frycka (choć nie popisali się obydwoje), ale na Jowisza Ida! Lekarz! Osoba, która z własnego doświadczenia zawodowego powinna wiedzieć jak okrutnie ciężka jest to przypadłość, obśmiewa się jaka to zabawna sytuacyjka była i szkoda że tego nie widziała... Na jej miejscu obsztorcowałabym Łusię z góry na dół i wstydziła się do końca swoich dni przed Różą za zachowanie swoich dzieci. Odpowiedz Link
vi_san Re: Feblikowe irytacje 12.11.15, 15:22 No, może nie za rzygającego Ziutka? Na wymioty niewiele można poradzić, to odruch jest. Natomiast za Łuśkę i owszem. Niezależnie od tego, czy czytała Pousta, czy komiks o Supermanie. Odpowiedz Link
mariamm87 Re: Feblikowe irytacje 12.11.15, 15:26 No rzygający Ziutek niewinny ale i tak bym się wstydziła, że obarczyłam chorą siostrzenicę takimi atrakcjami w podróży. Odpowiedz Link
j_a_ch Re: Feblikowe irytacje 12.11.15, 14:59 Nie wiem czy ktoś już wspomniał o kontrolnym telefonie Gabryeli "nie jestem nadopiekuńcza, tylko opiekuńcza" na Roosevelta z samego rana, gdzie jej syn nocował pod jednym porządnym mieszczańskim dachem, sam na sam, z koleżanką...? Coś co bardziej śmieszy niż irytuje: Gaba dzwoni, odbiera Agnieszka i zupełnie przypadkowo rozmówka toczy się tak, że Stroskana Matula wypytując o dorosłego syna w stylu "czy aby nie wypadł przez okno", zupełnie przypadkowo otrzymuje zapewnienie, że dziewczyna nie widziała typka "od wczoraj", że zasnął był na klawiaturze w swoim pokoju (uff, nie spędzili razem nocy), a ona zrobiła kanapki, wyrzuciła starą sałatę i grzecznie czytała do późna "Krystynę" (uff, pokrewna dusza, porządna dziewczyna/gospodyni/opiekunka w jednym, a NIE jakaś nowa Magdusia :) Oczywiście Gaba dzwoni z zaproszeniem na obiad, bo się żółtym serem nie najedzą (uff, będzie mieć ich blisko i pod kontrolą, a dziewczynę się szybko przeskanuje wzrokiem babuni). Macki rodzinne witają :)) Odpowiedz Link
ewaty Re: Feblikowe irytacje 12.11.15, 16:07 Wiecie z kim mi się IG kojarzy w wersji feblikowej? Z Tomkiem Wilmowskim, postacią literacką irytującą mnie już w wieku nastoletnim. Też wygłaszał wykłady poszerzające horyzonty czytelników. W świecie realnym zostałby zamordowany w trzydziestej sekundzie. I, może to moje czepialstwo, ale podpisywanie się w mailu dwoma imionami w wykonaniu dwudziestolatka wydaje mi się dziwactwem. Mało prawdopodobnym. Odpowiedz Link
lowett Re: Feblikowe irytacje 12.11.15, 16:12 Mnie irytują nie tyle dwa imiona, co to, że wszyscy do niego mówią "Ignaś". Aga tak w myślach nazywa IG. Trudno mi sobie wyobrazić, że spotkam po kilku latach znajomego i tytułuję go w myślach Pawełek czy inny Marcinek. Odpowiedz Link
dakota77 Re: Feblikowe irytacje 12.11.15, 16:20 Czemu? Czy jak masz znajomego Piotra, nigdy nie powiesz o nim Piotrek, a o Tomaszu- Tomek? Zawsze pelnym imieniem? :) Odpowiedz Link
lowett Re: Feblikowe irytacje 12.11.15, 16:26 "Piotrek" powiem, ale "Ignaś" to bardziej jak "Piotruś" niż "Piotrek". ;) Nie lubię takich imion: w podstawowej formie brzmią raczej formalnie, a w zdrobnieniu już infantylnie. Nie ma nic pomiędzy i nigdy nie wiadomo jak się zwracać :P Odpowiedz Link
gat45 Re: Feblikowe irytacje 12.11.15, 16:39 lowett napisał(a): > "Piotrek" powiem, ale "Ignaś" to bardziej jak "Piotruś" niż "Piotrek". ;) > > Nie lubię takich imion: w podstawowej formie brzmią raczej formalnie, a w zdrob > nieniu już infantylnie. Nie ma nic pomiędzy i nigdy nie wiadomo jak się zwracać > :P Jedyny znany mi osobnik, którego skrzywdzono imieniem Ignacy, był od przedszkola Gackiem i Gackiem pozostał. Odpowiedz Link
lowett Re: Feblikowe irytacje 12.11.15, 16:58 Hahaha, świetne! Właśnie zastawiałam się, jakbym sama miała nazywać kolegę Ignacego. "Gacka" akceptuję całkowicie i tak prawdopodobnie nazywany byłby Ignacy G. w szkole (przyszło mi na myśl jeszcze "Icek"). Zauważcie, że np. Józef buntuje się w wieku lat ok. 9 wobec powszechnego nazywania go "Józinkiem". Róża też w pewnym wieku prosi, żeby nie nazywać jej "Pyzunią". Ignacemu ten infantylny "Ignaś" nie przeszkadza. Znamienne :D Odpowiedz Link
gat45 Re: Feblikowe irytacje 12.11.15, 17:48 Przepraszam, nie jedyny. Drugi był już we Francji (w hiszpańskiej wersji tego imienia) i nikt go nie nazywał nigdy inaczej niż Loyola. Odpowiedz Link
morekac Re: Feblikowe irytacje 13.11.15, 09:55 >Ignacemu ten infantylny "Ignaś" nie przeszkadza. Znamienne Myślę, że zmiana formy na mniej dziecinną była utrudniona. W tym samym domu mieszkał drugi Ignacy, zatem Ignaś był niejakim odróżnieniem od dziadka. Na drugie nieszczęśnik miał Grzegorz,( a ojca i tak Grześ wołali), zatem nie było opcji na Grzesia/Grześka. Tak to jest dawać dzieciom imiona po innych domownikach... Moim zdaniem Gabriela nie do końca przemyślała sprawę z imieniem dla synka . Owszem, ojca i męża uhonorowała, ale proza życia sprawiła, że IGS został wieczystym Ignasiem lub nieco zbyt formalnym Ignacym Grzegorzem. Gabriela być może liczyła, że ojciec zejdzie z tego świata, nim Ignaś dorośnie do Ignacego. Mała Mila ma lepiej - kwestie pomyłek przy "Milu, chodź tutaj" - zdarzają się wyłącznie podczas wizyt w Polsce (a i tak Róża z dziećmi mieszka czasami u Pulpy, nie w domu rodzinnym). Odpowiedz Link
ewaty Re: Feblikowe irytacje 12.11.15, 17:41 "Jedyny znany mi osobnik, którego skrzywdzono imieniem Ignacy, był od przedszkola Gackiem i Gackiem pozostał. " Znałam kiedyś skrzywdzonego imieniem Kiejstut- nazywany przez mamusie i ciotunie Tucikiem. Co szybko zostało przerobione na Dupcika, którym pozostał do dziś. Odpowiedz Link
dolmadakia Re: Feblikowe irytacje 12.11.15, 18:26 Jam tu nowa,choć czytająca często. Ogólnie F przypadł mi do gustu i z przyjemnością przeczytałam. Ogromnie tylko zbrzydziło mnie użycie aż 3x na stronie 32 wyrażenia "jeść/ kupić/ odpakować LODA" !!! O ile to pierwsze użycie można jeszcze podciągnąc pod kiepską polszczyznę "namolnej"-była już o tym mowa-to dwa następne są użyte w narracji. Eh....serce boli... Odpowiedz Link
lowett Re: Feblikowe irytacje 12.11.15, 18:45 O tak, widziałam to i serce mnie zabolało również. Ale językoznawcą nie jestem - może używana przez mnie od zawsze forma "lody" (zawsze w liczbie mnogiej) jest już przestarzała? Aż trudno uwierzyć, że korekta przepuściłaby coś takiego :O Odpowiedz Link
lowett Re: Feblikowe irytacje 12.11.15, 18:49 A jednak takiej formy używać można: obcyjezykpolski.pl/?p=815 Dla mnie to nie brzmi ładnie, ale wobec tego, że słowniki takie słowo dopuszczają, zarzucać błędu autorce nie sposób :) Odpowiedz Link
dolmadakia Re: Feblikowe irytacje 12.11.15, 19:24 .Boże,Boże ! czy naprawdę tak można mówić??? Świat schodzi na psy.... Odpowiedz Link
yvi1 Re: Feblikowe irytacje 12.11.15, 20:17 Zirytowalo mnie trzymanie Laury za kark.Tzn. gdy Aaaaaadaaaam jej ta reke na karku polozyl,co chyba mialo zrownowazyc Jozina potrzasanie McDusia. Wiem,ze milosc i przywiazanie mozna okazywac na miliony roznych sposobow,ale ten kark mi sie zawsze kojarzy raczej z kara niz nagroda. I pomyslalam sobie,ze to znowu sposob autorki na udowodnienie,ze wtedy histerycznie sie zareagowalo na to " trzymanie za kark i potrzasanie jak szczurem " .To przeciez taki naturalny gest jest i w tym wypadku jest dowodem na czulosc.Widzialam juz duzo par,w roznych sytuacjach,ale jakos nikogo trzymajacego swego partnera za kark. Odpowiedz Link
lowett Re: Feblikowe irytacje 12.11.15, 20:33 Ten kark spotkał się z moim niezrozumieniem. Jakoś naturalnie byłoby, gdyby Adam położył jej dłoń na ramieniu. Chyba że rzeczywiście chodziło o wybielenie słowa "kark" w Jeżycjadzie, które od MCD kojarzy się raczej negatywnie :P Odpowiedz Link
lauratygrysica Re: Feblikowe irytacje 12.11.15, 21:51 Mnie się ten kark skojarzył nie tyle ze "szczurem", co z trzymaniem w dniu ślubu Laury nad wanną i szorowaniu jej twarzy mydłem. Taki gest podporządkowania, choć nie pamiętam, czy faktycznie słowo "kark" w tamtej scenie padło. Odpowiedz Link
dakota77 Re: Feblikowe irytacje 12.11.15, 22:15 No mnie tez to sie kojarzy z takim przyginaniem karku, wymuszaniem gestu poddanstwa. I za nic mi sie ta dlon na karku nie kojarzy z czuloscia- poza tym nie wydaje mi sie to byc wygodne :) Odpowiedz Link
fornitta69 Re: Feblikowe irytacje 12.11.15, 22:22 Ja akurat trzymanie lapki na karku znam z wlasnego doswiadczenia jako czuly gest wiec nie mialam zadnych szczurzych skojarzen ;) Odpowiedz Link
yvi1 Re: Feblikowe irytacje 13.11.15, 00:00 Calowanie po karku / szyji albo gladzenie jest dla mnie zrozumiale.:) Ale wlasnie ta reka na karku tez mi sie kojarzy z podaniem,z " zginaniem karku " itd. Jak sie lapie kogos za kark to sie chce tego kogos dominowac. Ale to naturalnie tylko moje skojarzenie. Odpowiedz Link
kopiec_esmeralda Re: Feblikowe irytacje 13.11.15, 07:48 Łapa na karku jest klasycznym gestem zademonstrowania dominacji w całym świecie zwierząt, kto ma psy, czy koty, ten wie, że osobnik w ten sposób podporządkowany albo położy się potulnie, demonstrując podległość, albo zacznie się walka. Nie odeszliśmy tak znowu daleko i u ludzi kładzenie ręki na karku też jest gestem właściciela, samca alfa. Podobny, lecz słabszy wydźwięk ma kładzenie dłoni na ramieniu, czy poklepywanie po ramieniu, odbierane, jako gest protekcjonalny. Czasem widzę pary, w których mężczyzna trzyma za kark partnerkę, pewnie taki układ sił odpowiada obu stronom, dla obserwatora jasny jest układ sił w tym związku.. Odpowiedz Link
vi_san Re: Feblikowe irytacje 13.11.15, 11:28 O! Też miałam dokładnie te same skojarzenia! Ze światem zwierząt! Chwyt za kark jest pierwszym ostrzeżeniem typu "Jeszcze chwila...!" i albo chwycony spotulnieje [i wówczas na tym się kończy], albo... Też widuję pary "prowadzające się" w ten sposób - skoro im pasuje nic mi do tego, ale raz dawno temu trafił się chłopak, z którym łączył mnie feblik [krótko] i próbował właśnie ze mną w ten sposób. Raz spokojnie wyjaśniłam, że tego nie lubię, drugi raz oznajmiłam mniej spokojnie, że sobie nie życzę, a za trzecim razem feblik wywietrzał i treściwie a dosadnie wyjaśniłam panu, że MNIE się nie traktuje jak nieposłusznego psa i niech oddali się w kierunku niewiadomym na maksymalnie dużą odległość, bo we mnie rodzi się żądza mordu. Odpowiedz Link
kopiec_esmeralda Re: Feblikowe irytacje 13.11.15, 11:38 Jeśli poznajemy jakiegoś psa, z którym będziemy mieć do czynienia, dobrze jest od początku ustalić hierarchię, właśnie kładąc mu dłoń na karku i chwilę potrzymać z lekkim naciskiem. Pies prawdopodobnie zacznie omiatać ogonem podłogę, pochyli głowę i położy się na grzbiecie, wystawiając słabiznę, w tym przypadku brzuch. I już jesteśmy alfa. Jeśli pies wstanie, czy położy łapę nam na kolanie, a może nawet warknie, tzn., że stara się przejąć zwierzchnictwo. Zastanawiam się, czy tę mowę ciała w ludzkim stadku przekazała nam MM świadomie? Odpowiedz Link
vi_san Re: Feblikowe irytacje 13.11.15, 11:50 Zaczynając od końca: MM raczej kompletnie nieświadomie - kiedyś tam deklarowała, że nigdy nie miała psa i że nie zna zwierząt na tyle, by o nich pisać [stąd tez kompletny brak zwierzaków w J. - co jest aż niewiarygodne, żadnego psa, kota, rybek, papużek, chomika... Myślę, że raczej zauważyła parę tak spacerującą i pomyślała [jeśli można pomyśleć bezmyślnie] że to taki ładny obrazek i takie romantyczne... Jeśli poznajemy jakiegoś psa z którym będziemy mieć do czynienia dobrze jest najpierw zapytać właściciela o właściwy sposób zapoznania się z pupilem. Np. mój owczarek nie lubi dotykania karku - nie lubi tego nawet gdy robimy to ja lub mąż. Po prostu "tak ma". I gdyby ktoś obcy spróbował - zapewne usłyszałby głuchy grzmot w gardle. Co nijak się ma do dominowania, bo pies jest z natury swojej spokojny, zrównoważony i zupełnie nie przejawia cech "samca alfa". I gdyby ten ktoś obcy wpierw zapytał mnie lub męża - zapewne wiedziałby, że po prostu pies nie lubi tego rodzaju zachowań. Inna kwestia, to że położenia nam łapy na kolanie to tez nie zawsze jest oznaka chęci dominacji, może być również próba zwrócenia na siebie uwagi... Odpowiedz Link
kopiec_esmeralda Re: Feblikowe irytacje 13.11.15, 12:07 No pewnie, że nie należy capić za kark dowolnego psa! :) Pisałam o przypadku, kiedy poznajemy psa, bo będziemy mieć z nim do czynienia, np. pomagamy w schronisku, będziemy się opiekować czyimś psem na czas wyjazdu, , albo bierzemy dorosłego pieska do domu. Psy na ogół nie lubią kładzenia im ręki na kark, bo to pokazaniu mu, kto tu jest szefem :) Odpowiedz Link
vi_san Re: Feblikowe irytacje 13.11.15, 12:22 Schrona nie brałam pod uwagę, fakt. Natomiast gdy wyjeżdżamy najlepiej jest zostawić psa z kimś, kogo zwierzę zna i kto zna zwierzę, by nie było potrzeby "ustalania" hierarchii. Acz teraz sobie przypomniałam, że kiedyś opiekowałam się trzy dni jamniczkiem wujostwa i faktycznie - szczerzył zęby, warczał, dopóki go nie złapałam za kark i nie potrząsnęłam nim [lekko!] w powietrzu. Wówczas się szybciutko uspokoił i do końca pobytu miałam spokój. Jednak gdyby to był mastiff to nie wiem czy bym zaryzykowała... :D Odpowiedz Link
kopiec_esmeralda Re: Feblikowe irytacje 13.11.15, 12:28 Swoją drogą, ile Boreje stracili, nie mając nigdy psa, ani kota. Nie wyobrażam sobie domu, dzieciństwa bez zwierzaków, zresztą pomaga w wychowaniu dzieci takie stworek. No, ale Borejom nie trzeba ;) Odpowiedz Link
yvi1 Re: Feblikowe irytacje 13.11.15, 12:48 No przeciez mieli i koty i psy :). Te znoszone i ratowane hurtem przez Gabona :P Odpowiedz Link
kopiec_esmeralda Re: Feblikowe irytacje 13.11.15, 12:56 No fakt, zapomniałam o tych hurtowo ratowanych borejczych psach i kotach, a potem znikniętych automagicznie w fabule. Odpowiedz Link
vi_san Re: Feblikowe irytacje 13.11.15, 12:51 Ty lepiej pomyśl co te wszystkie hipotetyczne psy i koty zyskały nie trafiając do Borejków! Tez nie wyobrażam sobie domu bez czterech łap. :) Odpowiedz Link
lowett Re: Feblikowe irytacje 13.11.15, 13:16 kopiec_esmeralda napisał(a): > Swoją drogą, ile Boreje stracili, nie mając nigdy psa, ani kota. Nie wyobrażam > sobie domu, dzieciństwa bez zwierzaków, zresztą pomaga w wychowaniu dzieci taki > e stworek. No, ale Borejom nie trzeba ;) A ja sobie niestety wyobrażam. Mimo zamieszkiwania domu z ogrodem - brat uczulony niemal na wszystko (w tym króliki, psy, koty i chomiki) i babcia, która nie cierpi zwierząt wykluczyły niemal całkowicie zwierzaki z mojego dzieciństwa. Akurat u Brejów tylu ludzi się przewija, że łatwo z tego wybrnąć w ten sposób, że ktoś jest uczulony :) Odpowiedz Link
vi_san Re: Feblikowe irytacje 13.11.15, 23:27 Ale o to właśnie chodzi! Brak było np w okresie przed TiR takiej rozmowy z Gabą: - Mamo popatrz jaki piesek, ja chcę pieska! - Pyzuniu, kochanie, wiesz, że nie możemy mieć pieska, bo Babcia/Tygrysek/ciocia Natalia jest uczulona i by bardzo chorowała. Nie normalne jest to, że tam ŻADNE z dzieci nie chce mieć pieska, kotka, chomika... Lowett, sama piszesz "niestety". U Borejków nie ma niestety. Oni nie chcą, nie potrzebują i nie mają zwierząt, poza wirtualnie ratowanymi przez Gabę... Odpowiedz Link
lowett Re: Feblikowe irytacje 13.11.15, 23:37 Prawda, tego w Jezycjadzie brakuje, chociaż raz taki motyw mógłby się pojawić. U mnie w domu to był stały temat przez wiele lat. Odpowiedz Link
vi_san Re: Feblikowe irytacje 13.11.15, 23:50 I we wszystkich domach jakie znam! Kilka lat to najmniej, zależy od wieku dzieci i różnicy między nimi: kuzyn z żoną mają taki koncert od lat... nastu! Bo pierw była Gosia, kiedy Gosia miała 7 lat, to urodził się Andrzej, a kiedy Andrzej miał lat 8 to przyszła na świat Liliana. I Gosia mając kilka lat zaczęła marudzić o pieska. Jak Gosia wyrosła z etapu "Kup mi zwierzątko!" to w ten etap wszedł jej brat. A kiedy Andrzej wyrósł, to weszła Lilka... :D Jeżycjadowe dzieci nie chcą i nie proszą o zwierzaczka, i to jest nienormalne. Zauważ zresztą, że to się tyczy Borejczady! W starej, dobrej Jeżycjadzie był Bobcio, który marzył o myszkach, a większość bohaterów była już w okresie nastoletnim, kiedy to większość nie marzy o piesku czy kotku, a o chłopaku/dziewczynie. Dopiero kiedy MM zaczęła pisać o Borejkach tylko i li, o ich dzieciach i sagę ogólnie biorąc rodzinną - ten brak chęci posiadania zwierzątka zaczął kłuć w oczy. Odpowiedz Link
lowett Re: Feblikowe irytacje 14.11.15, 00:22 Sądzę, że akurat te zwierzęta, to się wiążą bezpośrednio z autorką. Przypuszczam, że kiedy jej dzieci były w takim wieku, że chciały mieć zwierzątka, to wtedy o tym pisała (w tej "Szóstej Klepce" chociażby). Pewnie wówczas nie mogła sobie na trzymanie w mieście zwierząt pozwolić, albo trafiła się w rodzinie jakaś alergia - zrozumiałe. Teraz na wsi mogłaby mieć zwierzaki, ale już nie czuje takiej potrzeby, a przez to, nie ma też tego tematu w książkach. Jakoś tak sam nasunął mi się taki mechanizm. Ja tak bardzo chciałam mieć zwierzaka, że twierdziłam, że będę go miała jak tylko "będę dorosła". Potem przyszła dorosłość i się okazało, że w życiu trzeba się też liczyć z innymi ludźmi, więc termin przesunął się na "jak się wyprowadzę z domu". Wyprowadziłam się 5 lat temu i zwierzaka nadal nie mam, bo jednak chciałabym mu zapewnić jakieś warunki, a nie tułać się z nim po wynajmowanych mieszkaniach i podrzucać komuś w trakcie wyjazdów. Nie wiem czy za parę lat, jak już będę miała warunki czy w ogóle będę jeszcze myślała o przygarnięciu czworonoga. W związku z tym u mnie temat też nie istnieje w tym momencie, mam nadzieję, że to się nie utrwali na zawsze... :P Odpowiedz Link
lowett Re: Feblikowe irytacje 14.11.15, 00:29 Aha, dodam jeszcze, że ja widzę najbardziej Laurę, która walczy o kota, jak lwica. :D Często czuła się samotna, do tego pewnie uznałaby, że kot oddaje jej charakter, bo lubi być niezależny, jak ona, no i Tygrys miałby swojego "tygryska". Koniecznie pręgowanego. :) I Józin jest typem do którego pasuje pies. Wszyscy mu zarzucają małomówność, z psem by się "dogadał". Odpowiedz Link
vi_san Re: Feblikowe irytacje 14.11.15, 10:56 Mechanizm zapewne słuszny, ale dowodzi tylko, że MM nie radzi sobie z pisaniem sagi rodzinnej! Zapewne bobciowe myszki to efekt jęczenia dzieci autorki. I słusznie! Tylko że "stara" Jeżycjada - to historie w sumie wyłącznie o nastolatkach i ich pierwszych albo największych miłościach. Dzieci jeśli się pojawiają - to w tle. Nie wiemy czy w Kłamczusze Tosia i Mamert słyszeli "Ale mama/tato, ja będę o niego dbał, ja będę go wyprowadzała na spacery, my zrezygnujemy z cukierków...". Te jęki MOGĄ odbywać się "poza" Anielą, która, co tu ukrywać, sporo czasu spędza poza domem. W Kwiecie Kalafiora z kolei jest sytuacja wyjątkowa, poważna choroba mamy, szpital itp, w takiej sytuacji trudno by nawet dzieci myślały o piesku czy kotku. I tak dalej. Natomiast od momentu kiedy MM czepiła się Borejków jako centrum wszechświata i zaczęliśmy mieć narrację z perspektywy 9 czy tam ośmiolatka - powinna się zmienić perspektywa. I masz rację, do Laury pasowałby kot. Albo pręgowany, jak tygrys, albo smoliście czarny. Z zielonymi oczami. Odpowiedz Link
mary_ann Re: Feblikowe irytacje 29.11.15, 19:33 "Nie normalne jest to, że tam ŻADNE z dzieci nie chce mieć pieska, kotka, chomika..." To jest moje gigantyczne zdziwienie w całej Jeżycjadzie. Szczyt nieprawdopodobieństwa został jednak osiągnięty w przypadku domu Florków. Duża wiejska posiadłość bez ani jednego psa czy kota. Kuriozum. Odpowiedz Link
gat45 Re: Feblikowe irytacje 29.11.15, 19:45 mary_ann napisała: > > To jest moje gigantyczne zdziwienie w całej Jeżycjadzie. Szczyt nieprawdopodobi > eństwa został jednak osiągnięty w przypadku domu Florków. Duża wiejska posiadło > ść bez ani jednego psa czy kota. Kuriozum. Są psy, są. Gonią zające. Poza tym nikt się nimi nie interesuje. Odpowiedz Link
mary_ann Re: Feblikowe irytacje 17.12.15, 22:01 gat45 napisała: > Są psy, są. Gonią zające. Poza tym nikt się nimi nie interesuje. A, to przegapiłam. Odpowiedz Link
yowah76 Re: Feblikowe irytacje 14.11.15, 10:32 z teorii dominacji wycofala sie obecnie wiekszosc behawiorystów, hierarchia owszem istnieje ale nie jest liniowa tylko zalezy od sytuacji, a pchanie się z łapami do obcego psa i ciśniecie go gdziekolwiek to jest taki sobie pomysł. słabizna to stanowczo nie typowo brzuch ;) Odpowiedz Link
tt-tka Re: Feblikowe irytacje 20.11.15, 18:38 "Naprawde mozna tak mowic (jesc loda) ? Swiat schodzi na psy..." Swiat zszedl na owe juz dawno :-) W moim dziecinstwie, pozne lata 60-te, na lody w l. mn. szlo sie, jesli byly w waflu albo w pucharku. Natomiast na patyku, wtedy "Bambino", kupowalo sie i jadlo loda. Jednego loda. Nawet jesli zaraz potem byl nastepny, to i tak lod, nie lody. Zwyczaj jezykowy, o ile pamietam, rozpowszechniony. A co do Ignacych - Gogolewski byl nazywany na studiach czy na poczatku pracy aktorskiej, w kazdym razie juz dorosly, Inkiem. Inek - ladnie, choc tez dosc, hm, pieszczotliwie. Spotkalam forme Ig, nie bardzo wygodna. W sumie ten gaci Gacek zdecydowanie najlepszy :-) Odpowiedz Link
dakota77 Re: Feblikowe irytacje 20.11.15, 18:52 tt-tka napisała: > "Naprawde mozna tak mowic (jesc loda) ? Swiat schodzi na psy..." > > Swiat zszedl na owe juz dawno :-) W moim dziecinstwie, pozne lata 60-te, na lod > y w l. mn. szlo sie, jesli byly w waflu albo w pucharku. Natomiast na patyku, w > tedy "Bambino", kupowalo sie i jadlo loda. Jednego loda. Nawet jesli zaraz pote > m byl nastepny, to i tak lod, nie lody. Zwyczaj jezykowy, o ile pamietam, rozpo > wszechniony. > I dla mnie tak jest do dzis. Odpowiedz Link
iskrzy_54 Re: Feblikowe irytacje 20.11.15, 20:48 Swiat zszedl na owe juz dawno :-) W moim dziecinstwie, pozne lata 60-te, na lod >na lody w l. mn. szlo sie, jesli byly w waflu albo w pucharku. Natomiast na patyku, w > tedy "Bambino", kupowalo sie i jadlo loda. Jednego loda. Nawet jesli zaraz pote > m byl nastepny, to i tak lod, nie lody. Zwyczaj jezykowy, o ile pamietam, rozpo > wszechniony. W latach 70 pierwsze soft porno I "świerszczyki", które dotarły do Polski były jednakże nazwane "Lody na patyku", do dziś tak mówię bo lód kojarzy mi się bardzo jednoznacznie. Odpowiedz Link
dakota77 Re: Feblikowe irytacje 20.11.15, 22:16 Trudno odpowiadac za to, co tam czyjs umysl tworzy :) A jak z woda w stanie stalym, jak ja okreslasz, zeby nie miec skojarzen? Odpowiedz Link
iskrzy_54 Re: Feblikowe irytacje 21.11.15, 15:15 Trudno odpowiadac za to, co tam czyjs umysl tworzy :) A jak z woda w stanie stalym, jak ja okreslasz, zeby nie miec skojarzen? też lód, ale: kto, co? lód; kogo, czego? lodu; kogo, co? lód - a nie loda Odpowiedz Link
dakota77 Re: Feblikowe irytacje 21.11.15, 15:36 Ale napisalas, ze lod kojarzy ci się jeznoznacznie, stad moje pytanie. Nie prezycowalas, ze forma w bierniku. Odpowiedz Link
tt-tka Re: Feblikowe irytacje 21.11.15, 16:09 Moje piekne wspomnienia z wakacji nad morzem, plaza we Wladyslawowie i pan, ktory z przewieszona skrzynka snul sie po tej plazy nawolujac "loooody, loooody, looody, lodyyyyy" i tlumy dzieciakow pedzacych do niego, i zawsze padalo "chcesz loda?", albo "poprosze loda". Od tamtej pory juz dawno nie jestem grzeczna dziewczynka, swierszczyki zdarzalo mi sie przegladac, ale na haslo "loda?" skojarzenia mam wylacznie spozywcze i calkowicie niegrzeszne. Poza ewentualnie grzechem lakomstwa :-) Odpowiedz Link
neandertalka Re: Feblikowe irytacje 21.11.15, 17:35 Można, można :-) Myślę, że liczba mnoga lodów wzięła się z czasów, kiedy nakładało się je z dużego pojemnika do wafla i była to jedyna forma występowania tej substancji w przyrodzie. W miarę jak świat został zalodniony lodami w opakowaniach - liczba pojedyncza sama się narzuciła, bo to przecież pojedynczy przedmiot. Możecie tu oczywiście argumentować, że istnieją pojedyncze drzwi czy nożyczki :-) - no ale co ja poradzę, że akurat w przypadku lodów liczba mnoga się nie utrzymała. Uzus robi swoje i mnie akurat to w tym przypadku nie razi, choć mam inne przyzwyczajenia językowe, nad zanikiem których boleję Odpowiedz Link
neandertalka Re: Feblikowe irytacje 21.11.15, 17:53 To było a propos : "Boże,Boże ! czy naprawdę tak można mówić??? Świat schodzi na psy..." Dodam jeszcze jako ciekawostkę, że ten temat wypłynął kiedyś również w Księdze Gości, w czasach, kiedy tam bywałam. Jedna z Księgowych, tych z najściślejszego kółka, miała identyczne zastrzeżenie co do formy "lód", i to do samej Gospodyni. Ta obroniła się za pomocą takiego samego argumentu - podając stosownego linka językoznawczego. Można więc powiedzieć, że MM używa formy "lód" w pełni świadomie, i ja ją w tym wypadku popieram. Tak mówi świat, tak SIĘ mówi. Odpowiedz Link
srebrny_lisek Re: Feblikowe irytacje 13.11.15, 22:59 Dla mnie obie formy są naturalne, a odczucia zgodne z artykułem i jak najbardziej można odpakować "loda" na patyku; nie przypuszczałam, że to może kogoś razić. ;) Odpowiedz Link
pavvka Re: Feblikowe irytacje 16.11.15, 11:43 gat45 napisała: > Jedyny znany mi osobnik, którego skrzywdzono imieniem Ignacy, był od przedszkol > a Gackiem i Gackiem pozostał. Mój siostrzeniec miał kolegę, o którym mówił per Ignac. Odpowiedz Link
yackandandah22 Re: Feblikowe irytacje 13.11.15, 02:42 O, to, to! Tak samo, jak Krzysztof, Grzegorz czy Ryszard - ładne imiona, ale brakuje tej formy 'neutralnej' - albo szorstko: Krzysiek, albo od razu zdrobniale: Krzysiu. Nawiasem mówiąc (i będzie to OT, ale może któraś z Forumowiczek wie), od dawna zastanawiało mnie, dlaczego przy niektórych imionach żeńskich końcówka -ka oznacza zdrobnienie (Tereska), a przy innych zgrubienie (Gośka). Ktoś wie? Odpowiedz Link
lowett Re: Feblikowe irytacje 13.11.15, 03:02 Miło, że ktoś ma tak samo :) Chociaż dla mnie ani Krzysiek, ani Gośka nie są zgrubieniami, tylko nadal zdrobnieniami - z tym, że mniej "miękkimi". I nie brzmią dla mnie wcale szorstko. Sądzę, że nie tylko dla mnie - ilu "Krzysztofów" w końcu jest "Krzychami", bo "Krzysiek" brzmi nadal zbyt dziecinnie :) No taki np detektyw Krzysztof Rutkowski. Nie wiem jak dla Was, ale on mi na Krzyśka, ani tym bardziej na Krzysia nie wygląda. :D Odpowiedz Link
dakota77 Re: Feblikowe irytacje 13.11.15, 07:48 Moze byc Krzychem, ale na pewno nie jest detektywem :P Bo licencji brak. Krzychu jest wlascicielem agencji detektywistycznej ;-) Odpowiedz Link
yvi1 Re: Feblikowe irytacje 13.11.15, 07:57 W Niemczech rzadko zrabnia sie imiona,raczej skraca.I jest niewiele imion ktore mozna przeksztalcac.Np. Michael to Micha ( Wymawia sie Misia). Albo z Andreasa robi sie Andy. Brakuje mi czasami tego,bo niektore osoby az sie prosza o zdrobnienia :). A wymowa niektorych imion to mnie nawet denerwuje.Tak jak Anna,tutaj wymawia sie jako Ana.A Anja to zupelnie inne imie .Tak ze i tak zle i tak niedobrze :). Polski jezyk jest podtym wzgledem o wiele bogatszy i nawet po 30 latach niektorych rzeczy mi brakuje :). Odpowiedz Link
kanga_roo Re: Feblikowe irytacje 13.11.15, 08:04 kontynuując ten miły offtop - w rodzinie mojego męża są panie o imionach Krystyna, Barbara i Maria, oraz panowie Ryszard, Grzegorz i Zbigniew. uwielbiam to, bo u nas w Poznaniu oczywiste jest, że to Krycha, Bacha i Marycha oraz Rychu, Grzechu i Zdzichu :-D Odpowiedz Link
mariamm87 Re: Feblikowe irytacje 13.11.15, 08:15 Ja w pewnym momencie bardzo nie lubiłam swojego imienia. Dalej za nim nie przepadam, ale w czasach nastoletnich przysparzało mi wiele zgryzoty. Na imię mam Maria, które w moim roczniku było naprawdę bardzo rzadko spotykane i dopiero na studiach poznałam drugą Marię będącą moją rówieśnicą. Pozostałe Marie, z którymi miałam do czynienia miały lat 50+. I tak mając lat 13-15, cierpiałam nieziemskie katusze, jak tu przedstawiać się nowo poznanym rówieśnikom? Marysia - infantylnie, jak ta sierotka od krasnoludków, ja przecież byłam już bardzo dorosła w moim mniemaniu. Maria? Jak nauczycielka od fizy, albo moja własna babcia, o matce Bożej nie wspominając. Na Majki i tym podobne odmiany nie wpadłam. Do dziś zresztą nie wiem jak mam się przedstawiać innym osobom, ale wtedy czułam, że to imię rujnuje mi kontakiony towarzyskie i jest odpowiedzialne za brak chłopaka. Odpowiedz Link
mariamm87 Re: Feblikowe irytacje 13.11.15, 08:21 I ze wszystkiego zapomniałam dopisać - pomna własnych doświadczeń współczuję Ignasiowi, natomiast wydaje mi się, że u niego przedstawianie imieniem Ignacy nie zgrzytałoby tak jak u mnie Maria. Odpowiedz Link
vi_san Re: Feblikowe irytacje 13.11.15, 11:56 Znam dwie Marie [ w moich rocznikach tez imię rzadkie]. Jedna jest Marylą [wiem, to osobne imię, ale tak się utarło], a druga przedstawiała się dwojgiem imion Maria Anna i z czasem zrobiła się z tego Marianna [też całkiem inne imię, ale co poradzić]. Ja mam imię nie zdrabnialne na szczęście [nie mające oczywistego zdrobnienia], a wszelkie skracanie tępiłam zawsze z zajadłością bullteriera. I wszyscy mówią do mnie pięknym pełnym imieniem. Się da! :) Odpowiedz Link
lowett Re: Feblikowe irytacje 13.11.15, 13:20 Właśnie miałam o tym pisać! Moja "teściowa" jest Marią i jej mąż nie zwraca się do niej inaczej niż "Maryla" :) Odpowiedz Link
dakota77 Re: Feblikowe irytacje 13.11.15, 16:53 Moja mama jest Maria, a wlasciwie Maria Anna i wiekszosc ludzi mowi do niej Maryla :) Ile razy slysze kogos mowiacego Marysia, mam wrazenie ze mowa o kims innym :) Odpowiedz Link
gat45 Re: Feblikowe irytacje 13.11.15, 16:55 Znałam w życiu kilka Marii i ani jednej Marysi:) - same Miśki, Maryny, Maryle itp. Odpowiedz Link
ewa9717 Re: Feblikowe irytacje 13.11.15, 17:00 A ja znam jedną starą Marynię, moją równolatkę, i używanie imienia Marynia lub Maryś sprawia mi coraz większą frajdę. Natomiast wszelkie Maryle wydawały mi się zawsze bardzo pretensjonalne. Widać mam innego degustibusa ;) Odpowiedz Link
dakota77 Re: Feblikowe irytacje 13.11.15, 17:19 Znam tez ze dwie Marysie nazywane Mania czy Manka- mnie z kolei to sie bardzo nie podoba. Odpowiedz Link
mariamm87 Re: Feblikowe irytacje 13.11.15, 20:38 Maryla czy Maryna tez by mi wtedy nie pasowała słowo daję! :) Odpowiedz Link
yackandandah22 Re: Feblikowe irytacje 13.11.15, 08:48 Być może to zależy od osobistych doświadczeń, dla mnie 'Gośka' na zawsze pozostanie zgrubieniem - kiedy mama zwracała się tak do mojej siostry (zamiast zwyczajowego 'Gosiczko'), od razu wiedziałam że biedaczka ma przechlapane... A co do imion męskich, to bardzo, bardzo, bardzo chciałam nazwać moje dziecię Alfredem, na cześć ukochanego dziadka. Ale - zaczęłam sobie wyobrażać, jak za kilka lat będą się do niego zwracać inne dzieci: Alf? Kojarzy się z tym kosmitą. Fred? Flinstone. Fredziu? Nie pasuje do kilkulatka. No i w końcu stanęło na Tomku, a Alfred ma na drugie :-) Odpowiedz Link
gat45 Re: Feblikowe irytacje 13.11.15, 09:01 Moja przyjaciółka, Rosjanka starozakonnego pochodzenia za Francuzem, też strasznie chciała potomkowi płci męskiej nadać imię po ukochanym dziadku i wpadła w rzeczywistą zagwozdkę : dziadek miał na imię Lejba, a po przeróbce papierów - Lew. Francuski odpowiednik to Léon, imię obecnie bardzo staroświeckie i na dodatek mocno kojarzące się z kilkoma piosenkami, gdzie wzmiankowany Leon to trochę synonim przygłupa. Więc skreślamy. Już-już dziecię miało zostać wpisane w papiery stanu cywilnego jako André bodajże, ale przypomniałam mamusi, że Lew czy Leon mają całe mnóstwo ciekawych pochodnych, jak to Leonard, Leonid (za Leonida mało nie oberwałam w łeb) czy wreszcie Lionel. I tak chodzi po świecie mały Francuz, oficjalnie Lionel, a w domu - Lowa. Odpowiedz Link
kopiec_esmeralda Re: Feblikowe irytacje 13.11.15, 09:08 Lowka to piękne imię, niewykluczone, że gdyby trafił mi się syn, byłby właśnie Lwem. Odpowiedz Link
yackandandah22 Re: Feblikowe irytacje 13.11.15, 09:16 A, i dodam jeszcze, że z tym Tomaszem i tak wyszło nie do końca dobrze, bo, choć urodzony w Polsce, teraz chodzi do australijskiego przedszkola i panie przedszkolanki za nic nie mogą się pogodzić z obcą pisownią jego imienia i, wbrew moim perswazjom, aby mówić na niego po prostu 'Tommy', nazywają go - cytuję - 'Thomaswithazet'... Odpowiedz Link
lily-beth Re: Feblikowe irytacje 14.11.15, 10:20 Teresa jest pełną formą - -ka robi zdrobnienie Tereska Gosia jest zdrobnieniem - -ka robi zgrubienie Gośka, Małgorzatka (od pełnej formy) byłoby zdrobnieniem. W większości przypadków się sprawdza. Odpowiedz Link
vilez Re: Feblikowe irytacje 15.11.15, 13:45 Eeee... ja moich synów tak "tytułuję". Jeden to już usamodzielniony chłop, dorosły od pięciu lat. Podobnie z ich kolegami. Odpowiedz Link
jhbsk Re: Feblikowe irytacje 13.11.15, 11:55 Przeczytałam. Jeśli coś powtórzę, to przepraszam, ale zamieszczę parę spostrzeżeń. Ludzie dziś właściwie nie umieją odpowiadać na miłość. str 25. Dlaczego? Kompletnie tego stwierdzenia nie rozumiem. Na stronie 29 relacje między kuzynami brzmią dla mnie jak pochwała przemocy. Jędruś Rojek na przykłąd chciał pływać. Nudził przez cały obiad, nudził po obiedzie i wciąż słyszał, że mama nie chce wychodzić na słońce, bo już się przypiekła, a tata tez jest rudy i złazi mu skóra. Czy Jędrek chce, by dostali udaru słonecznego? str. 45 Co to za wbijanie w poczucie winy? Ignacy nigdy tu nie był. Mieszkał w Poznaniu przez całe życie, lecz ograniczał się do starannego zwiedzania zabytków. str. 61 Nie rozumiem. Nic poza tym nie robił? na str 65 pada stwierdzenie, że Agnieszka jest nietypową przedstawicielką świata kobiecego. Czy typowa lubi wspomniane na tej stronie różowe pamiętniczki? Str 78 Pulpa prowadzi dom otwarty, stale ma gości. Milionerka? Str 98 Dlaczego niby horrory są złe? Str 103 Kobiety przepełnione emocjami - stereotyp, który wyjątkowo mnie drażni. Babi kryła mądrą, pomarszczoną twarz pod słomkowym kapeluszem i wachlowała się złożoną gazetą , spoglądając z niesmakiem na jej krzyczące tytuły. str. 116 Czyżby ktoś tam Fakt kupował? Str 130 Jakie figle rozrusznika? Przecież w samochodzie był słaby akumulator. Dlaczego pan Gruszka (właśnie on) zwołuje familijną naradę? str 151. Jezioro leży oczywiście w niecce morenowej (wyobrażam sobie jak tu wszystko przesuwało się tam i z powrotem w czasach lodowcowych, ziuu-ziuu! Przy tym tekście padłam. Jak szybko przesuwają się lodowce można się przekonać choćby w Alpach. Nie ma żadnego ziuu!! A już na pewno nie z powrotem! Lodowiec rusza się wyłącznie w jedną stronę. Poza tym wąsy ocierane serwetką budzą u mnie mdłości. Odpowiedz Link
pavvka Re: Feblikowe irytacje 13.11.15, 13:03 > Jak szybko przesuwają się lodowce można się przekonać c > hoćby w Alpach. Nie ma żadnego ziuu!! A już na pewno nie z powrotem! Lodowiec r > usza się wyłącznie w jedną stronę. No jak to nie? Lodowiec musiał najpierw narosnąć, a potem się cofnąć. Odpowiedz Link
morekac Re: Feblikowe irytacje 14.11.15, 23:48 Ech ,to było chyba takie wyobrażenie, nikt wszak nie musi sobie wyobrażać geologii językiem naukowym. To jest fiuuu, bździuu, a 'potem lodowiec wcięło' - jak to kiedyś mój kolega wyjaśniał. Odpowiedz Link
lowett Re: Feblikowe irytacje 13.11.15, 13:26 jhbsk >Ignacy nigdy tu nie był. Mieszkał w Poznaniu przez całe życie, lecz ograniczał się do starannego >zwiedzania zabytków. str. 61 Nie rozumiem. Nic poza tym nie robił? Nie chodzi o to, że nic nie robił, ale że wolał zwiedzać zabytki od zaułków. Tak swoją drogą, to niby jest dosyć dokładnie opisane, gdzie mieszka Aga, a ja nie potrafię sobie tego przeskalować do rzeczywistości (a na Jeżycach mieszkam, jak już pisałam). Chyba założę o tym wątek :) Odpowiedz Link
kanga_roo Re: Feblikowe irytacje 13.11.15, 13:56 dla mnie mieszka na Grudzieńcu, bliżej Niestachowskiej niż Nad Wierzbakiem. ale wąteczek załóż, bardzo chętnie dołączę do tropienia lokalizacji, w Poznaniu i na wiochach, bo ja z kolei mieszkam w gminie Pobiedziska :-) Odpowiedz Link
lowett Re: Feblikowe irytacje 13.11.15, 14:09 No tak, ale Grudzieniec nie jest brukowany. I to mi nie pasuje... A to zakładam :) Odpowiedz Link
kanga_roo Re: Feblikowe irytacje 13.11.15, 14:20 nie jest, jest asfaltowa, a z kolei te wąskie dróżki pomiędzy Grudzieńcem a Litewską są gruntowe. brukowana jest Litewska, jednak nie sądzę, że to tam, za daleko od torów. jednak kiedyś mogła być brukowana, np. ul. Niska była, znalazłam stare zdjęcie :-) Odpowiedz Link
lowett Re: Feblikowe irytacje 13.11.15, 14:29 Złożyłam wątek! Ja najpierw myślałam o Jeżyckiej. Na Grudzieńcu to mi dominuje w krajobrazie rurociąg, a nie nasyp kolejowy. Dziwne, żeby o nim nie było wspomniane ;) Odpowiedz Link
3piota Re: Feblikowe irytacje 13.11.15, 23:17 jhbsk napisała: > Dlaczego pan Gruszka (właśnie on) zwołuje familijną naradę? str 151. Ponieważ pan Gruszka widząc, że rodzina jest rozwojowa, musi podjąć decyzję w jaki sposób rozbudować Laurowy i Naszpanowy szałas. Czy pociągnąć pięterko - ale kłopot ze schodami, chyba żeby otwór w suficie i taką drabinkę dostawianą zastosować, czy przybudówkę jakąś - ale tu z kolei trzeba dach, większy koszt. Odpowiedz Link
iwoniaw Re: Feblikowe irytacje 14.11.15, 23:58 Babi kryła mądrą, pomarszczoną twarz pod słomkowym kapeluszem i wachlowała się złożoną gazetą , spoglądając z niesmakiem na jej krzyczące tytuły. str. 116 Czyżby ktoś tam Fakt kupował? Też mnie to zastanowiło - po co kupować tytuł, w którym już nagłówki wywołują nasz niesmak? Odpowiedz Link
dakota77 Re: Feblikowe irytacje 15.11.15, 06:10 Może nie ona kupila gazete, która przyszlo jje się wachlowac ;-) Odpowiedz Link
kopiec_esmeralda Re: Feblikowe irytacje 15.11.15, 06:43 Może kupił ten, co czytuje Kinga. Odpowiedz Link
marutax Re: Feblikowe irytacje 13.11.15, 22:43 Większość przedstawionych już irytacji podzielam, niektóre w mniejszym, inne w większym stopniu. Są jednak takie, które już po przeczytaniu książki wciąż… no cóż, irytują. 1. Zniszczenie postaci Agnieszki. Zaczęło się dobrze, fajna dziewczyna, myśląca, z prawdziwymi problemami, posiadająca w miarę określony charakter. Na Ignasia patrzyła z sympatią, wręcz rozczuleniem, ale i ciut krytycznie. Niestety, im dalej, tym gorzej. Bohaterka stawała się coraz bardziej uległa, bezwolna i posłuszna. Na końcu zostało jakieś subtelne księżycowe widmo, zapatrzone w Ignasia i świecące światłem od niego odbitym. Przekartkowałam ponownie „Feblika” i upewniłam się, że w pewnym momencie zmienia się sposób opowiadania historii. Na początku mamy narrację prowadzoną zamiennie z perspektywy Agi i Ignasia, z „wtrętami” innych osób i autorki. Agnieszka wspomina szkolne lata, Ignaś myśli o jej eleganckich kolanach, ona ogląda jego zdjęcia z dzieciństwa, on zachwyca się jej obrazem. Gdzieś od połowy książki punkt ciężkości jest coraz bardziej przenoszony na panicza Strybę. Ostatnie fragmenty dostajemy tylko w jego wersji. I tak zmienia się też postać Agi. Ignaś od początku widzi ją jako istotę delikatną, uroczą i dumną, ale wewnętrznie bezbronną, nieporadną, potrzebującą kogoś, kto będzie za nią decydował i otaczał ją opieką. Taką kobietę-dziecko, przy której można poczuć się i silnym, i mądrym, i szlachetnym… Prawie jak rycerz Józin ;-) I – o zgrozo! – w finałowej scenie widzimy taką właśnie Agnieszkę rodem z Ignasiowej wyobraźni, ale niezbyt podobną do dziewczyny z autobusu. 2. Rozwiązanie – o ile można tak to nazwać – problemów rodzinnych Agnieszki. Co to u licha jest? Stanęła mi przed oczyma „Noelka” i historia z małymi Cygankami. Tyle że tam siłą sprawczą było kilkuletnie dziecko, a tu mamy rzekomo dorosłego faceta. W jaki sposób „porwanie” Agnieszki ma jej pomóc? Jaką alternatywę IG może jej zaproponować? Zamieszkanie na Roosvelta – w jakim charakterze? Narzeczeni zamieszkują często razem, ale chyba nie z rodzicami jednego z nich. Czy Agnieszka miałaby żyć na koszt potencjalnych teściów? Chyba głupio by się czuła… Owszem, sytuacja dziewczyny jest trudna. Jednak to, co dostaliśmy w „Febliku” jako jej rozwiązanie, to parodia. Chyba że podczas tych „wyciętych” wtorkowych godzin stało się coś więcej i bohaterowie opracowali plan lepszy niż „pakuj się, zabieram Cię do mojej rodziny”. Ciekawe, czy ta luka czasowa kiedyś się wypełni, czy stanie się kolejną „sprawą zakrwawionego Józefa”. 3. Wykłady Ignasia. Na początku znośne, potem coraz mniej strawne, w końcu zwyczajnie denerwujące. Zwątpiłam chyba przy prawdzie, a przy miłości miałam już mordercze zapędy. Przed moim fikcyjnym tasakiem ocalił Ignasia chyba tylko wiszący mu nad głową nietoperz. Rany, chłopak ma około dwudziestki, minimalne doświadczenie życiowe i niezbyt normalny charakter, ukształtowany przez niezbyt normalne warunki rodzinne. To, co obwieszcza – właśnie nie mówi, ale obwieszcza – to przemyślenia oparte na książkach i sztucznych wyobrażeniach. Słabe, sztucznie deklaratywne, choć warsztatowo całkowicie poprawne – dokładnie tak, jak pewien sonet ;-) 4. Obrzydzanie postaci Magdy. Akurat w sprawie rzekomego spotkania dziewczyna była niewinna. A w „Febliku” wszyscy mówią i myślą o niej jak o śmieciu. Oszukiwała, kłamała, bawiła się biednym Ignasiem. Z tego „uroczego” dialogu: „– Tak naprawdę – wyznała Gabriela – zawsze obawiam się nie tyle jakiegoś wypadku.... (…) tylko właśnie tego, że zaufa, a zostanie oszukany, zdradzony albo skrzywdzony. Kto wie, czy nie właśnie przez Magdusię... - To się da przeżyć, prawda? Ty swoje przeżyłaś. – Ano, tak – przyznała Gabriela spokojnie. – I chciałabym, żeby tego uniknął.” wynika jasno, że wnuczka Kreski to Pyziak w spódnicy. Jeśli w takim charakterze będzie przewijać się przez kolejne 10 tomów… Magda nawet w rozmowie telefonicznej, nawet w krótkim mailu przedstawiana jest jako głupia, pusta dziewucha z zerową empatią. I sporo innych spraw, ale większość została już omówiona. Odpowiedz Link
seidhee Re: Feblikowe irytacje 16.11.15, 11:53 Ad. 4 - bo Magda jest nowym Pyziakiem! Zauważ, że w tej książce nie ma ani przez chwilę mowy o złym Pyziaku, co kłamał i porzucił. Ale najwyraźniej ktoś musi być czarnym charakterem, więc teraz w tej roli obsadzona została McDusia. Odpowiedz Link
iwoniaw Re: Feblikowe irytacje 16.11.15, 11:58 Ha - powiem więcej: o Pyziaku nie ma nic wprost, ale aluzyjnie się pojawia w jednym jedynym miejscu: oto Gaba wspomina, że sama wszak cierpiała (a już my wiemy, przez kogo, panie tego) i bardzo by chciała, aby Ignasiowi los tego oszczędził - tymczasem obawia się, że może nie oszczędzić - tadam! - z powodu Magdusi. Odpowiedz Link
lowett Re: Feblikowe irytacje 16.11.15, 15:11 Wyczytałam na stronie MM, że biedna Magda wcale nie miała początkowo skończyć jako czarny charakter. To wyszło w trakcie pisania, jak się okazało, że Aga się bardziej autorce udaje od Magdy. Ale ta ostatnia ma jeszcze zostać wybielona ;) Odpowiedz Link
iwoniaw No i właśnie to jest tragiczne 16.11.15, 16:48 - nie da się zrobić z bohaterów Pary Idealnej Aż Po Grób? No, w takim przypadku to koniecznie jedna strona musi się okazać szują i szczeżują! Tertium non datur, panie tego. Potem jeśli ma się pojawić choćby w tle jako osoba choć trochę normalna/przyzwoita, będzie niezbędny zabieg wybielenia (zręczny ani chybi niczym matka w Środzie). Wszak nie do pomyślenia jest, że dobrze zapowiadający się związek Magdy i Ignasia na odległość okazał się nie tak cudownym, a wręcz nieistniejącym. I każde poszło w swoją stronę (może nawet po tym spotkaniu we Wro, które potwierdziło przeczucia stron obu?), do Patryków i Agnieszek, bez konieczności zrywania kontaktu wszelkiego na wieki wieków. Bo to, nieprawdaż, niemożliwe, nierealne, nieżyciowe? Nie rozumiem tej niechęci do opisania sytuacji realistycznie bez oczerniania kogokolwiek z zaangażowanych. Noż ludzie (nastolatki też ludzie!) się rozstają nie tylko (a nawet nie głównie!) dlatego, że jedna strona okazuje się być diabłem wcielonym! Odpowiedz Link
ciotka_scholastyka Re: No i właśnie to jest tragiczne 22.11.15, 13:14 > do Patryków i Agnieszek Napisałam to niepotrzebnie w innym wątku, ale uprzytomniłam sobie, że tutaj bardziej pasuje: Magda pogodziła się z Patrykiem i stąd odtrącenie Ignasia. I tak sobie myślę - czy to naprawdę musiał być znowu Patryk? Czy naprawdę Magda nie mogła po prostu poznać jakiegoś fajnego Jean-Pierre'a czy Guillaume'a, i zakochać się z nim z wzajemnością? Czy nie byłoby to realniejsze niż odgrzewanie starego kotletu-miłości licealnej? Czy Musierowicz naprawdę już inaczej nie umie? Czy za chwilę dowiemy się, że Magda i Patryk wzięli ślub? Odpowiedz Link
dakota77 Re: No i właśnie to jest tragiczne 22.11.15, 14:12 Tez bym tak wolala. Ale może to było odliczone na kompletne zniechęcenie nas do Magdusi. Nie dość, ze zostawia Ignasia, to jeszcze wraca do faceta, który kiedyś ja puscil w trabe. Odpowiedz Link
marutax Re: Feblikowe irytacje 14.11.15, 11:03 I jeszcze scenka, która "wyszła mi" przy wątku o wpadkach, ale kwalifikuje się tutaj: Nie rozumiem, dlaczego mając przed oczyma tę scenę: "Wyprowadziły słaniającą się kobietę przed bramę ogrodzenia i teraz obie pomagały jej wsiąść na bryczkę, zaprzężoną w Kobyłkę. W tym właśnie momencie golf przetaczał się wolno obok tej splątanej grupy Laokoona (zawierającej dwie nogi z żylakami, dwie nogi zdrowe i dwie nogi w białych opatrunkach, sześcioro rąk, dwie kule inwalidzkie oraz wzdęty koński tułów i cztery sterane odnóża), więc Ignacy spontanicznie krzyknął im przez okno: - Cześć, dziewczyny! Ciotka poderwała rudą, kędzierzawą głowę, lecz chyba nikogo nie rozpoznała w samochodzie, bo minę miała nierozumiejącą. Zresztą zaraz powróciła do żmudnego wpychania dużej kobiety na małą powózkę." doskonale wychowany i wrażliwy Ignacy Grzegorz nie zatrzymał samochodu i nie zaproponował pomocy. Choćby ze względu na Kobyłkę. Po prostu nie mieści mi się w głowie, że widząc dwie niepełnosprawne chwilowo (znajome) osoby mające trudności z kimś, kto najwyraźniej zasłabł, facet nie wpadł na to, że może się na coś przydać. Że ma samochód i może przewieźć słaniającą się kobietę na pogotowie. Że może pomóc "inwalidkom" umieścić ją w powózce. Ale nie, Bogatkowa ma prostackie "nogi z żylakami", a nie "kolana z prawdziwą klasą", więc na pomoc nie zasługuje. Odpowiedz Link
lowett Re: Feblikowe irytacje 14.11.15, 13:58 Ja to zrozumiałam tak, że nie zatrzymał samochodu, bo by już nie pewnie nie odpalił (problem z akumulatorem). Ale może się mylę? Kierowcą nie jestem ;) Odpowiedz Link
marutax Re: Feblikowe irytacje 14.11.15, 15:02 Też mi to przemknęło przez myśl, bo rzeczywiście wcześniej mamy tekst o tym, że muszą jechać bez przystanków. Tylko że to nie jest sytuacja w stylu: Ignaś widzi Idę stojącą przed sklepem i nie zatrzymuje się, by ją podwieźć. Częściowo unieruchomione Ida i Dorota mają trudności z grubą i ciężką kobietą, która "zdradza oznaki słabości" i słania się na nogach. Ignaś jedzie wolniutko, bo wokół jest pełno wychodzących z kościoła ludzi. Gdyby chociaż zamiast " Cześć, dziewczyny!" zawołał "Pomóc Wam?"... A on po prostu przejeżdża obok, obserwując tę scenkę rodzajową jak widz w kinie. Też nie znam się na samochodach, jednak poprzednio wystarczyło ten pojazd popchnąć. Tak samo w Nekli. Ignaś mógł obawiać się zatrzymania na pustej drodze, ale przed kościołem na pewno znalazłby się ktoś, kto by mu tę przysługę wyświadczył. Odpowiedz Link
iwoniaw Re: Feblikowe irytacje 15.11.15, 00:01 Ba! W tłumie przed kościołem to nawet by mu ktoś mógł "pożyczyć prądu" ze swojego akumulatora za pomocą kabli... Dla mnie to pomachanie bez zatrzymania się to wybitnie dziwaczne zachowanie, które - co gorsza - właściwie niczemu nie służy, niczego do akcji nie wnosi i to jest najbardziej irytujące. Odpowiedz Link
kopiec_esmeralda Re: Feblikowe irytacje 15.11.15, 06:44 Ida nie poznała siostrzeńca, być może, ale że nie poznała samochodu? Odpowiedz Link
kopiec_esmeralda Re: Feblikowe irytacje 15.11.15, 10:31 Rodzeństwo zna przecież swoje samochody, ja tam każdy rodzinny z daleka poznaję, choć nie są jakieś dziwaczne, nie musi być pomalowany w biedroneczki. Odpowiedz Link
dakota77 Re: Feblikowe irytacje 15.11.15, 10:57 No dokładnie, przecież auta rodziny czy przyjaciol się poznaje, nawet jak sa dość popularnych marek i w rozsądnych barwach :) Odpowiedz Link
morekac Re: Feblikowe irytacje 15.11.15, 11:34 Poznaje się ,jeśli człowiek się ich spodziewa. Gdyby Ida stanęła sobie przy bryczce z zamiarem wypatrywania Ignasia , który miałby przyjechać w samochodzie ojca, pewnie rozpoznałaby samochód. Ale była zajęta innymi sprawami, samochodu Grzegorza nie oczekiwała w tym czasie i miejscu, toteż go nie zauważyła. Być może spodtrzegłaby ,gdyby samochód był nietypowy i rzucający się w oczy. A ludzie wychodzący z kościoła robią jednak tłok i zamieszanie. To akurat żadna wpadka autorki. Odpowiedz Link
vi_san Re: Feblikowe irytacje 15.11.15, 11:50 A jakie to auto? Bo np. mój mąż jeździ dość popularną marką i w typowym kolorze i często gęsto rozpoznaję jego wóz dopiero gdy widzę kierowcę... I, słowo, znam markę i kolor samochodu męża! Odpowiedz Link
marutax Re: Feblikowe irytacje 15.11.15, 10:19 O, jako jednostka niezmotoryzowana na to nie wpadam. MM pewnie też nie, ale Ignaś i redaktor powinni ;-) Swoją drogą, z jaką prędkością oni jechali tym golfem? Ignacy Grzegorz widzi Idę, Dorotkę i Bogatkową wychodzące z kościoła. Ida i Dorotka kuśtykają o kulach, Bogatkowa się słania. Muszą poruszać się w wolniutkim tempie. Mimo to IG widzi, jak docierają do bryczki stojącej przy ogrodzeniu kościoła i jeszcze ma czas poobserwować, jak męczą się z wpychaniem Bogatkowej na siedzenia. Nawet jeśli "zaparkowali" Kobyłkę tuż pod bramą kościoła, to świątynia owa wcale nie stoi tuż przy ulicy, tylko na sporym placyku. Trzy niepełnosprawne ruchowo baby mają do pokonania kilkadziesiąt metrów, co powinno im zająć sporo czasu. Jakby Ignaś nie jechał, powinien móc zobaczyć tylko fragment tej sceny. Zresztą, czy przy toczeniu się 10 km/h sławetny akumulator by wytrzymał? OK, sprawdziłam w necie i z irytacji robi się wpadka. Otóż kościół, o który chodzi, stoi przy skrzyżowaniu i rondzie. Jest jednak sporo cofnięty, a przed nim znajduje się parking. Jadący o miejscowości Owieczki i skręcający na szosę do Kostrzyna Ignacy mija go bokiem, mając w zasięgu wzroku tylko przez chwilę. Samo wyjście może widzieć przez jakieś 5 sekund, i to na końcu, tzn, niemożliwe, żeby najpierw zobaczył Idę i spółkę wychodzące z kościoła, a potem męczące się z powózką. Tu mamy rondo, o które chodzi : www.google.com/maps/@52.5115746,17.4521194,242m/data=!3m1!1e3?hl=pl Ignaś i Aga jadą "z góry" i na rondzie skręcają w prawo. Kościół to czarna plamka pomiędzy drzewami, zaraz za zakrętem. Odpowiedz Link
mika_p Re: Feblikowe irytacje 15.11.15, 11:48 > Zresztą, czy przy toczeniu się 10 km/h sławetny akumulator by wytrzymał? > Akumulator jest potrzebny przy rozruchu, potem samochód wytwarza sobie prąd potrzebny do świateł, radia i całej reszty, silnikiem. Odpowiedz Link
marutax Re: Feblikowe irytacje 15.11.15, 12:04 Czyli IG mógł spokojnie przystanąć nie gasząc silnika? Co zresztą pewnie i tak musiał robić choćby na opisanym rondzie... Odpowiedz Link
mika_p Re: Feblikowe irytacje 15.11.15, 12:21 > Czyli IG mógł spokojnie przystanąć nie gasząc silnika? Pewnie, że mógł, i pewnie to robił wielokrotnie, wyjeżdżając na przykład z podporządkowanej. Jak już silnik zaskoczy, to się jedzie, czerwone światło albo własnie podporządkowana nie robia problemu. A jak się pojeździ, to się akumulator naładuje. Chyba że z paskiem klinowym coś nie teges. Albo jak akumulator słaby, a jedzie się na króciutkich dystansach - tak mnie kilka razy załatwiło moje własne auto w epoce slabego akumulatora: musiałam podjechać 2 skrzyżowania, pierwszy rozruch zżerał prąd, na drugi już brakło. Po wymianie akumulatora problem zniknął. A tak, to musiałam się nauczyć odpalać na pych, jako najsłabsza i najmniej przydatna przy pchaniu :) Odpowiedz Link
vi_san Re: Feblikowe irytacje 15.11.15, 12:04 Na początku zaznaczę, że ja z Pomorza i okolice Poznania znam tylko z książek MM i wrażego foruma, więc upraszam nie bić tylko wyjaśnić. Tak sobie patrzę i patrzę na to zdjęcie i mnie jedna rzecz intryguje. GDZIE one "zaparkowały" tą powózkę z kobyłką, że Ignaś je obserwował? Ignaś jechał "z góry" i na rondzie w prawo. Jeśli zaprzęg stał na tym placyku [przylegającym do drogi "w dół" w stronę hotelu "Victoria" - to Ignacy nie mógł ich zauważyć gdyż po primo: musiałby to zrobić w trakcie manewru opuszczania ronda, co w przypadku słabego kierowcy jest mało prawdopodobne, żeby się rozglądał akurat wykonując skręt; po secundo: powózka musiałaby stać [o ile to jest przykościelny parking] w tłumie samochodów różnistych i po prostu by jej nie zauważył. Stąd logiczniejsze wydaje się, że Kobyłka stała przy ulicy, w którą Ignacy skręcił. Wówczas co prawda mógłby ją zauważyć, ale po primo: też mógłby zoczyć moment pakowania się do powózki, a nie kuśtykania do niej - drzewa zasłaniają], po secundo: tam w ogóle można zatrzymać pojazd? Bo mi to na zdjęciu wygląda na sytuację: ogrodzenie kościoła - wąski pas trawki - chodnik [lub ścieżka] - pas trawki - jezdnia? No, ale wtedy zrozumiałe jest, że tylko pomachał - jechał w przeciwną stronę, zawrócić w miejscu nie mógł, musiałby znaleźć miejsce stosowne, wrócić... Odpowiedz Link
marutax Re: Feblikowe irytacje 15.11.15, 13:24 Dlatego mam wrażenie, że to już wpadka. W "parkowanie" bryczki zaprzężoną w konia przy ulicy na jakąś godzinę nie wierzę. Co do mapki - żeby wrócić na szosę do Kostrzyna Ignaś powinien pojechać przez rondo "na wprost", tyle że wtedy nie mógłby zobaczyć Marka "od razu za zakrętem." ani nawet samego kościoła (no może jakieś górne kawałki wystające zza drzew). Ogólnie przesłanki na temat trasy są niejasne. Może jednak jechał od Fałkowa i skręcił w prawo, niejako okrążając kościół w Łubowie? To miałoby jakiś sens. Tyle że przy tej trasie przejeżdżałby wcześniej przez Pobiedziska, albo i Promno, więc gnanie Dorotki i osób towarzyszących do Łubowa byłoby w ogóle bezcelowe. Jakby zresztą nie jechali - nie wyobrażam sobie oglądania przez Ignasia sceny przed kościołem. Zbyt długo musiała trwać i rozgrywała się w miejscu, którego kierowca nie mógł porządnie zobaczyć bo za daleko/drzewa zasłaniają/kierowca siedzi po złej stronie. Odpowiedz Link
lowett Re: Feblikowe irytacje 15.11.15, 16:34 Ja tam drzew, które mogłyby coś zasłaniać nie widzę. Jest placyk-parking przed wejściem do kościoła przy samym rondzie. IG nie jechał z góry (a czemu z północy miałby jechać?) tylko z zachodu (od kościoła w Wierzenicy), wzdłuż kościoła w Łubowie, zatrzymał się przed rondem mając parking ze swojej prawej (miał dużo czasu żeby zauważyć powózkę), po czym skręcił na rondzie w prawo, znowu jadąc przy samym parkingu. Powózka na pewno się wyróżniała na parkingu wśród samochodów, samochodów też pewnie było niewiele - raz, że kościół maleńki, dwa, że parafia mała, trzy, że samo południe (ludzie na wsiach wolą w upały chodzić na msze rano, w południe są pustki w kościele), cztery, że mając do wyboru mały, drewniany i zapewne duszny kościółek w Łubowie i duży, murowany zapewne chłodniejszy kościół w Dziekanowicach oddalony tylko kilka kilometrów, duża część osób wybierze w upał ten drugi. Nie widzę wpadki w tej scenie :) Odpowiedz Link
lowett Re: Feblikowe irytacje 15.11.15, 16:58 Dopiszę jeszcze, że gnanie Dorotki było oczywiście bezcelowe, mogli równie dobrze "spotkać się" pod kościołem w Pobiedziskach, który jest równie zabytkowy. Mam wrażenie, że MM po prostu koniecznie chciała opisać kościół w Łubowie. Spotkanie było pretekstem. Ale nadal jedyną wpadką jaką tu widzę jest ten szmat drogi, który musiała przebyć Dorota. Sam fakt, że IG się nie zatrzymał mnie nie razi. Też bym się nie zatrzymała, jakbym zobaczyła, że ciotka nie jest sama tylko z wujkiem, a ja nie wiem czy jak się zatrzymam to jeszcze ruszę. Kobieta powiedziała, że popsuł się "kumulator", a co to było, licho raczy wiedzieć. Scenę, którą widzi IG mamy dosyć dokładnie opisaną, ale nie sądzę, że jego oczami. On tylko zauważył ciotkę i Dorotę i im pomachał (pewnie zatrzymując się/zwalniając). Scena może być równie dobrze widziana oczami Agi. Poza tym oni jechali wolniutko, bo IG opowiadał Adze o tym kościele. Odpowiedz Link
marutax Re: Feblikowe irytacje 15.11.15, 17:51 O północ nie mam zamiaru się kłócić, bo możliwych tras jest wiele. W tym wypadku mój tok rozumowania był taki: Ignaś chce spóźnić się na obiad do Pulpecji, więc wybiera trasę kościołów drewnianych. W Wierzenicy siada mu akumulator, ale i tak, zamiast pojechać przez Swarzędz prosto do Kostrzyna, dalej pcha się objazdem i zawraca dopiero w Łubowie. Do Łubowa może dostać się z zachodu, co byłoby najrozsądniejsze. Tyle że wtedy przejeżdżałby przez Promno i Pobiedziska, więc nie byłoby potrzeby umiejscawiania scenki z Bogatkową w odległym Łubowie i znęcania się nad biedną Kobyłką. Co innego, jeśli Ignaś - nie znający wszak terenu - trzymał się szlaku kościołów i dopiero w ostatnim momencie skręcił na południe. Na przykład za Sławnem, okrążając Jezioro Lednica. Stąd teoria o nadjeżdżaniu z północy, przy której się w żadnym wypadku nie upieram. Co innego z oglądaniem sceny przed kościołem. Zakładając, że Ignaś rzeczywiście nadjeżdża od zachodu, to najpierw widzi boczną ścianę kościoła, rzeczywiście w miarę blisko. Jednak żeby zobaczyć front i wrota podjeżdżając do ronda i stojąc przed nim kierowca musiałby patrzeć w tył. Wyjście z kościoła ma w zasięgu wzroku dopiero skręcając w prawo. A wtedy jest już od niego oddzielony trawnikiem, parkingiem i przykościelnym placem, na którym rosną drzewa. Mniej więcej z tego miejsca: www.google.pl/maps/@52.5115623,17.4529758,3a,75y,235.56h,81.88t/data=!3m6!1e1!3m4!1sEBAkvhucoXloorL-P2ZWmw!2e0!7i13312!8i6656!6m1!1e1 Nie widzę szans, by zobaczył Idę i Dorotkę wychodzące z kościoła. Jeśli na rondzie przystanął na chwilę, to mógł w tym czasie co najwyżej zauważyć powózkę z Kobyłką, bo zagipsowane panie nie dałyby rady dotrzeć do niej w tak krótkim czasie. Co innego, gdyby pominąć całe wychodzenie i prowadzenie słaniającej się Bogatkowej - gdyby bryczka stała na przykład tu: www.google.pl/maps/@52.5110276,17.452606,3a,75y,265.32h,80.76t/data=!3m6!1e1!3m4!1szKvLc_bHCiMfb9WLHgcASA!2e0!7i13312!8i6656 Ignacy mógłby spokojnie obejrzeć samo zamieszanie przy powózce. Ale na pewno nie wychodzenie z kościoła - drogę do bryczki - wsiadanie. Ponadto, mijając bryczkę po prawej Ignacy w celu krzyczenia "Cześć dziewczyny" musiałby - wciąż prowadząc - pochylić się do okna pasażera, prawie kładąc się na Adze i kompletnie ignorując drogę. Marka zobaczył minąwszy już Idę i Dorotkę, więc wręcz przeciwnie - widząc przy bryczce same kobiety powinien zastanowić się, czy nie potrzebują męskiej pomocy ;-) Jeśli chodzi o liczbę uczestników mszy, sama autorka pisze najpierw, że "wierni zaczęli gromadnie wychodzić z kościoła", a potem dodaje opis Ignasia, który stara się nie rozjechać na miazgę opuszczających okolice kościoła ludzi. To może być subiektywny obraz, ale potem w swoim mailu Ida pisze wprost o "nabitym kościele" i "niedzielnych tłumach". Odpowiedz Link
lowett Re: Feblikowe irytacje 15.11.15, 20:16 marutax napisał(a): > O północ nie mam zamiaru się kłócić, bo możliwych tras jest wiele. W tym wypadk > u mój tok rozumowania był taki: Ignaś chce spóźnić się na obiad do Pulpecji, wi > ęc wybiera trasę kościołów drewnianych. W Wierzenicy siada mu akumulator, ale i > tak, zamiast pojechać przez Swarzędz prosto do Kostrzyna, dalej pcha się objaz > dem i zawraca dopiero w Łubowie. Do Łubowa może dostać się z zachodu, co byłoby > najrozsądniejsze. Tyle że wtedy przejeżdżałby przez Promno i Pobiedziska, więc > nie byłoby potrzeby umiejscawiania scenki z Bogatkową w odległym Łubowie i znę > cania się nad biedną Kobyłką. Co innego, jeśli Ignaś - nie znający wszak terenu > - trzymał się szlaku kościołów i dopiero w ostatnim momencie skręcił na połudn > ie. Na przykład za Sławnem, okrążając Jezioro Lednica. Stąd teoria o nadjeżdżan > iu z północy, przy której się w żadnym wypadku nie upieram. Teoria sama w sobie niezła, ale odrzuciłabym ją, bo IG czasowo by się nie wyrobił. O 10.20 wstaje, kąpię się, je śniadanie, potem pędzą na msze do Dominikanów (pewnie na 11.30), a o 12.30 są już w Łubowie. Jak dla mnie, to tu jest za mało czasu nawet na sam Kicin i Wierzenicę, a co dopiero na szlak wokół Puszczy Zielonki, który nawet w najkrótszej wersji (przez Rejowiec, Kiszkowo i Sławno) ma jakieś 70-80 km (jeśli IG ładowałby się na polne drogi to może 60 km, ale w to wątpię). Nie da rady. Musiał jechać przez Pobiedziska. Zresztą gdyby planował kierować się na północ najpierw odwiedziliby Wierzenicę, a potem Kicin, a nie odwrotnie. :) Jadąc przez Pobiedziska raczej i tak mieliby marne szanse spotkania Doroty. W końcu oni jechali trasą przelotową, jedyny kościół, który mógłby ich zainteresować leży w głębi miasteczka. A i tak nie bardzo się nadaje, bo choć zabytkowy, to nie drewniany, więc mało zgodny z planem wycieczki. O wiele bardziej pod tym względem pasuje kościół w Uzarzewie. Jest na planie szlaku i jest blisko Promna - "polami i lasami" to tylko ok. 10 km. Teraz dopatrzyłam się, że nawet jest podane jaką drogą jechali do Łubowa: "wjeżdżam właśnie z drogi polnej na dawną piątkę (...)" Chodzi o drogę krajową S5? No to już nie wiem którędy oni jechali... > Co innego z oglądaniem sceny przed kościołem. Zakładając, że Ignaś rzeczywiście > nadjeżdża od zachodu, to najpierw widzi boczną ścianę kościoła, rzeczywiście w > miarę blisko. Jednak żeby zobaczyć front i wrota podjeżdżając do ronda i stoją > c przed nim kierowca musiałby patrzeć w tył. Wyjście z kościoła ma w zasięgu wz > roku dopiero skręcając w prawo. A wtedy jest już od niego oddzielony trawnikiem > , parkingiem i przykościelnym placem, na którym rosną drzewa. Wyjścia z kościoła to w zasadzie w zasięgu wzroku nie ma wcale, bo wyjście jest z boku po przeciwnej stronie niż ulica. Ale akurat tutaj MM się nie czepiam, bo nie pisze, że IG widzi Idę w drzwiach kościoła - tylko "idącą za wychodzącymi z kościoła ludźmi". Dla mnie tacy "wychodzenie" ma dosyć szeroki zakres znaczeniowy, to mogą być nawet ci ludzie, którzy już znaleźli się na ulicy (tu zresztą tak jest, skoro IG musi na nich uważać na ulicy), niekoniecznie tylko ci, którzy przekraczają próg budynku. IG dostrzegł idę raczej tuż za bramą, bo za chwilę mamy że Ida i Dorota "wyprowadziły słaniającą się kobietę przed bramę (...)". Brama od drzwi kościoła jest dość daleko, tak szybko to by jej z samego budynku nie wyprowadziły ;) Odpowiedz Link
marutax Re: Feblikowe irytacje 15.11.15, 21:09 lowett napisał(a): > Teraz dopatrzyłam się, że nawet jest podane jaką drogą jechali do Łubowa: "wjeż > dżam właśnie z drogi polnej na dawną piątkę (...)" Chodzi o drogę krajową S5? N > o to już nie wiem którędy oni jechali... > A tu to znowu ja gotowa jestem machnąć ręką ;-) Ignaś przez całą drogę wlecze się niemiłosiernie i nawija Agnieszce o historii, filozofii, architekturze, poezji... Dziewczyna w końcu traci cierpliwość i prosi go, by zamilkł. Speszony IG wycofuje się na "z góry upatrzone pozycje" i rzuca "Nawet lepiej, jak przez pewien czas nie będziemy prowadzić dialogu... – ...ani monologować... – ...tak, oczywiście, bo wyjeżdżam właśnie z drogi polnej na dawną piątkę i muszę teraz naprawdę uważać, bo tu jest taki odcinek, który wszystkich prowokuje do brawury, jak twierdzi mój tata." Nic to, że "polna droga" to całkiem porządna szosa, a zjazd na S5 będzie dopiero za kilka kilometrów, za Łubowem. Chodzi tylko o zachowanie twarzy w stylu "musieliśmy jechać powoli, bo były fatalne drogi, więc mogłem zabawiać Cię opowieściami o przeszłości, ale teraz milknę - wcale nie dlatego, że doprowadziłem Cię do kresu wytrzymałości, ale dlatego, że wjeżdżamy na niebezpieczną trasę i muszę się skupić" ;-) Odpowiedz Link
marutax Re: Feblikowe irytacje 15.11.15, 20:13 Scena byłaby do przyjęcia, gdyby trochę ją zmodyfikować. Na przykład tak, jak starałam się to zrobić poniżej. Fragmenty kursywą moje. Z góry przepraszam za styl ;-) W milczeniu z lekka napiętym jechali teraz równo, nie zatrzymując się ani na chwilę, w obawie przed figlami rozrusznika. Ignacy wiedział, że tylko nieprzerwana jazda pomoże „kumulatorowi" odzyskać choć część krzepy. Ale przynajmniej starał się jechać jak najwolniej, bocznymi drogami, przeciągając podróż do granic możliwości . Mimo tych jego wysiłków tuż przed wpół do pierwszej dotarli do Łubowa, skąd do ciotki Patrycji było zgoła niedaleko. Zwolnił więc jeszcze bardziej na skrzyżowaniu, przy którym wznosił się wśród drzew kolejny drewniany kościół. Msza się właśnie skończyła i wierni zaczęli gromadnie wychodzić ze świątyni . Ignacy dojechał do przejścia dla pieszych, gdzie zahamował, przepuszczając długi sznur ludzi. Nie zmartwił się zbytnio – dzięki temu mógł skierować uwagę Agneszki na ten ciekawy zabytek. – Jeden z najstarszych w Wielkopolsce – nie wytrzymał Ignacy. - Powstał w XII wieku. W czasie potopu szwedzkiego został spalony, ale w 1660 go odbudowano. Masz tu więc barokową... O ludzkości, cóż widzę, idzie moja ciotka Ida! Popatrz, to ta ruda, z białą nogą! – Już ją wczoraj widziałam! – A tak! – odwoziła mnie. Co ona wyczynia? Ciotka Ida utykając wyszła z bramy ogrodzenia na niewielki parking , prowadząc za łokieć niezwykle grubą kobietę, zdradzającą oznaki jakiejś słabości. Z drugiej strony kusztykała o kulach wysoka, jasnowłosa dziewczyna w niebieskiej sukience i niebieskich koralach, z nogą zakutą w gips po kolano. – A to jest Dorota! – zakrzyknął ucieszony Ignacy. – Co tu się dzieje? Fala wiernych przepłynęła na drugą stronę szosy i golf powoli ruszył naprzód. Ujechali zaledwie kilka metrów i znów musieli przystanąć: drogę zablokowały wyjeżdżające z przykościelnego parkingu samochody. Ignacy, który nie potrafił wymóc pierwszeństwa nawet, gdy mu się należało, spokojnie przepuszczał kolejne pojazdy. W rezultacie Ida, Dorotka i nieznajoma kobieta znów znalazły się w zasięgu jego wzroku. Wciąż podtrzymywały słaniającą się kobietę i teraz obie pomagały jej wsiąść na bryczkę, zaprzężoną w Kobyłkę. Golf stał się nie dalej niż kilka metrów od tej splątanej grupy Laokoona (zawierającej dwie nogi z żylakami, dwie nogi zdrowe i dwie nogi w białych opatrunkach, sześcioro rąk, dwie kule inwalidzkie oraz wzdęty koński tułów i cztery sterane odnóża), więc Ignacy spontanicznie krzyknął im przez okno: – Cześć, dziewczyny! Ciotka poderwała rudą, kędzierzawą głowę, lecz chyba nikogo nie rozpoznała w samochodzie, bo minę miała nierozumiejącą. Zresztą zaraz powróciła do żmudnego wpychania dużej kobiety na małą powózkę. Dorota za to nachyliła głowę i popatrzała dłużej i najwyraźniej dostrzegła Ignacego, bo błysnęła nagłym uśmiechem i nawet pomachała mu dziarsko kulą. Młody kierowca zamierzał zapytać, czy potrzebują pomocy, ale w tym właśnie momencie szosa przed nim opustoszała, za to z tyłu rozległ się wściekły ryk klaksonu. Spłoszony młodzieniec odruchowo dodał gazu, pozostawiając za sobą bryczkę i dziwną scenę, jaka się przy niej rozgrywała. Jechał dalej. Znów spięty, starając się nie rozjechać na miazgę wiernych na chwiejnych rowerach i zarazem unikając lękliwie tych, którzy odpalali motory i skutery, skierował golfa na prostą szosę kostrzyńską. Od razu za zakrętem ujrzał własnego wuja, Marka Pałysa, który ulokował właśnie babcię Andzię w przyczepce motocyklowej, a sam sadowi! się na siodełku, za krępymi plecami motocyklisty, opalonego na kolor nieprawdopodobny. Ale rozpoznał Ignaś wujka dopiero w lusterku wstecznym, więc tylko dał krótki sygnał klaksonem i posuwali się dalej, nie chcąc ryzykować postoju. Przestał za to niepokoić się o ciotkę i przyjaciółkę – wuj Marek na pewno nie pozwoliłby im jechać samotnie, gdyby którejś z nich coś groziło. Odpowiedz Link
lowett Re: Feblikowe irytacje 15.11.15, 20:23 Bardzo zgrabnie i sensownie wyszło moim zdaniem :) Z tym, że gdyby MM napisała takie zdanie "Przestał za to niepokoić się o ciotkę i przyjaciółkę ? wuj Marek na pewno nie pozwoliłby im jechać samotnie, gdyby którejś z nich coś groziło." to idę o zakład, że ten biedny IG znowu zostałby na forum oskarżony o seksizm (no bo przecież jak to tak, żeby niezależna Ida może potrzebowała pomocy męża) :D Odpowiedz Link
tt-tka Re: Feblikowe irytacje 19.11.15, 23:08 Marek to idiota, a nie wygladal. Jeszcze w WdO mowil Dorocie, ze noge powinna trzymac unieruchomiona, w poziomie, staw kolanowy podparty, a teraz patrzy spokojnie i bez slowa, jak ona jezdzi, wspina sie na te bryczke, babcie trzyma na kolanie i hasa jak zdrowa. Zapomnial medycyny ? Odpowiedz Link
morekac Re: Feblikowe irytacje 15.11.15, 12:16 Ignacemu S też mogło nie przyjść do głowy pożyczanie prądu. Odpowiedz Link
ciotka_scholastyka Re: Feblikowe irytacje 16.11.15, 10:44 lowett napisał(a): > Ja to zrozumiałam tak, że nie zatrzymał samochodu, bo by już nie pewnie nie odp > alił (problem z akumulatorem). Nie :) Akumulator podładowuje się "sam" w czasie jazdy (inaczej przed każdą jazdą lub co kilka jazd trzeba by go ładować - jakieś stacje ładowania na parkingach? :) ) Dlatego jeśli nam akumulator nie odpala np. z powodu mrozu, to wystarczy jak uczynny sąsiad odpali nas "na kabel" (podłączony do jego akumulatora) i możemy jechać. Gdybyśmy się zatrzymali zaraz po tym i wyłączyli silnik, to tak, nie pojedziemy, bo akumulator nie zdążył się naładować. Ale Ignaś przejechał już kilkadziesiąt kilometrów. Poza tym mógł się zatrzymać i nie wyłączać silnika. Odpowiedz Link
bisturi Re: Feblikowe irytacje 14.11.15, 13:45 Mnie irytuje dworek szlachecki. Dom Pulpy kiedyś jawił mi się jako skromny przykład mało porywającej architektury, tani projekt z netu, żadnych fiubździu, pawilon dla gości i tylko zielono wszędzie i lesiście więc fajnie. Teraz mamy rysunek domostwa szlacheckiego, tylko patrzeć jak Justysia Bohatyrowicz przysiądzie pod jabłonką. W dworku tym pojawił się nareszcie intelygent prawdziwy, bo dotychczasowy gospodarz to taki zwyczajny był, horrory czytał, pojawił się wielki stół, ganek (swoją drogą jaki musi być ganek żeby na nim kilkanaście osób jadało wszystkie posiłki, ganek to jest chyba takie miejsce gdzie można zostawić ubłocone buty, przysiąść na ławeczce itp, do życia towarzyskiego służy zwykle taras, tradycyjnie na wsiach chyba nie jadało się na powietrzu, to tylko mieszczuchy się tym ekscytują z nadmiaru wolnego czasu). I wszyscy razem w domiszczu w wielopokoleniowej rodzinie, która ma czas na podwieczorki, sałatki, rozmowy.I podejrzewam że razem ze dworkiem pojawi się w kolejnej książce tzw. "motyw dworku" - kaganka oświaty, rozmiłowania w bukolikach, prostacy olśnieni Panem Starszym będą wpadać pożyczyć książkę szurając nogami w zakłopotaniu itp. Czy naprawdę MM chce krzewić ten stereotyp a jedyna wzmianka o ówczesnych rzeczywistych relacjach społecznych zakłócających sielski obrazek to te łzy rozstrojonej Agi w skansenie nad kołyską drewnianą acz dumną? Jeżeli Pani MM chce w swoich książkach zamieścić treści pedagogiczne bo może by jakoś napisać szczerzej o tej spuściźnie folwarcznej, która dla wielu socjologów jest przyczyną współczesnych polskich problemów społecznych, schamienia w szkole, w relacjach pracowniczych. Ilustracja dworku jaśniepaństwa, których kobiety w średnim wieku nie piją alkoholu jest tu słusznie utrzymana w upiornie ciemnych kolorach. Odpowiedz Link
bupu Re: Feblikowe irytacje 15.11.15, 01:27 bisturi napisała: > tół, ganek (swoją drogą jaki musi być ganek żeby na nim kilkanaście osób jadało > wszystkie posiłki, ganek to jest chyba takie miejsce gdzie można zostawić ubło > cone buty, przysiąść na ławeczce itp, do życia towarzyskiego służy zwykle taras > , tradycyjnie na wsiach chyba nie jadało się na powietrzu, to tylko mieszczuchy > się tym ekscytują z nadmiaru wolnego czasu). Jadało się, jadało, "Chłopów" choćby polecam, tom "Lato", tam takich obrazków przedstawiających posiłki jedzone na dworze jest sporo. Przecież piec kuchenny grzeje jak wściekły i w kuchni, letniej czy całorocznej, jest gorąco, to kto by siadał jeść w tak nagrzanym pomieszczeniu? No to się jadało na przyzbie, pod drzewem, generalnie na świeżym powietrzu. Odpowiedz Link
seidhee Re: Feblikowe irytacje 16.11.15, 12:02 A oni nie mieli w poprzednich tomach werandy? coś mi się kojarzy ze Sprężyny o domowych rogalikach podawanych na śniadanie gdzieś na dworze, o ile pamiętam to była weranda, ale może myli mnie pamięć. Btw. jak najbardziej jadało się na wsi na dworze latem :) Odpowiedz Link
kasiekas Re: Feblikowe irytacje 06.02.16, 19:45 Sądzę, że MM ma na myśli oszklony, a`la ogród zimowy, z którego jest szerokie wyjście na ogród. To często się pokazuje w filmach, gdy dom jest na dworek stylizowany. Sama ze wsi pochodzę i nawet na niej mieszkam i powiem Wam, że owszem jadało się pod gołym niebem ot w polu, natomiast ganek - jak słusznie zauważono, czy też wiatrołap był raczej miejscem do zzucia obuwia niż do obiadowania. W lecie obiadowało się, jak również wspomniano, pod drzewem a i gotowało się w letniej kuchni. Ale nie wiem, na ile to stosowane w Wielkopolsce. Odpowiedz Link
bupu Re: Feblikowe irytacje 06.02.16, 20:00 kasiekas napisała: > Sądzę, że MM ma na myśli oszklony, a`la ogród zimowy, z którego jest szerokie w > yjście na ogród. To często się pokazuje w filmach, gdy dom jest na dworek styli > zowany. Oszklony a'la ogród zimowy w środku lata, podczas fali masakrycznych upałów, zamienia się w piekarnik, w którym nikt przy zdrowych zmysłach nie zechce przebywać dłużej niż minutę. Odpowiedz Link
tt-tka Re: Feblikowe irytacje 13.02.16, 16:15 bupu napisała: > kasiekas napisała: > > > Sądzę, że MM ma na myśli oszklony, a`la ogród zimowy, z którego jest szer > okie w > > yjście na ogród. To często się pokazuje w filmach, gdy dom jest na dworek > styli > > zowany. > > Oszklony a'la ogród zimowy w środku lata, podczas fali masakrycznych upałów, za > mienia się w piekarnik, w którym nikt przy zdrowych zmysłach nie zechce przebyw > ać dłużej niż minutę. Slusznie prawisz, to cos jak szklarnia sie robi ! Moze dlatego Borejki jak te szklarniowe ogorki pieknie wygladaja, tylko niesmaczne sa :-) (i ogorki, i borejki) Odpowiedz Link
lily-beth Re: Feblikowe irytacje 14.11.15, 17:15 Z wieloma zarzutami się zgodzę (ale nie ze wszystkimi). Po pierwsze dłużyzny niemiłosierne, złapałam się na tym, że mi wzrok spływa po akapitach w dół i musiałam się gwałtem nawracać ;) Spokojnie 1/4 można było ciachnąć, co mógłby uczynić stanowczy i obiektywny redaktor... Trzykrotny facepalm: 1. Ignaś widzi znajomych w dramatycznej sytuacji, vide Dorotka, kobyłka i omdlała baba, macha im rączką i jedzie dalej. To już nie trzeba być ynteligientem z kamienicy, wystarczy mieć proste ludzkie odruchy, żeby się zatrzymać i zaoferować pomoc. Ale nic to, wierzę, że w "Ciotce Zgryzotce" zostanie wyjaśnione odpowiednią sceną, że Ignaś ma bardzo, ale to bardzo wolny refleks, zanim widok przebywa drogę od jego oczu do mózgu, mija z 10 kilometrów, a do tego nie umie on niestety zawracać samochodu, więc przepadło... Chciał pomóc, lecz nie mógł. 2. Ludzież, no co oni z tymi narzeczonymi, to się nazywa "mój chłopak, moja dziewczyna, jesteśmy parą", a narzeczeni to są już po słowie, w pół drogi na zapowiedzi. Niech Ignaś przyjedzie, wystęka, że "uhh, nasza relacja się ciut zmieniła od wczoraj..." i tyle. Albo na hasło o narzeczonej niech ktoś rzuci, że "młodzi są w gorącej wodzie kąpani" i przewróci oczami na nieznośną staroświeckość Ignasia, któremu się wydaje, że po jednym pocałunku, to już ślub nieunikniony jest, bo inaczej kobieta zhańbiona czy cuś. 3. Reakcja Idy na wiadomość o związku Józefa i Dorotki - niech się ucieszy, że facet mądrze wybrał dziewczynę, bo to znaczy, że gust u niego niezły i świetnie rokuje na przyszłość, ale niech nie zaczyna nastolatkom dziergać bolerka ślubnego na drutach, ani nie wybiera imion dla wnuków. I to jeszcze Ida, która wcale bardzo młodo za mąż nie wyszła, a w wieku Dorotki to była gdzieś na etapie blond Klaudiuszka. Druga mądra Gabriela, która też już wewnętrzne łzy roni na widok Ignasia z Agnieszką, a chyba wie dobrze, że niekoniecznie nastoletni związek jest tym na wieki (raczej rzadko jest). Odrobinę jeszcze połapałam się za głowę przy Agnieszce wtrącającej się (narzuca mi się inne słowo) w cudzy remont - a może oni chcieli mieć łazienkę umalowaną w paski, łapanie się za pędzel bez pytania to dla mnie niewyobrażalne faux pas. Trochę jeszcze rzeczy było niezamierzenie śmiesznych, jak Agnieszka podkreślająca w rozmowie z Gabrysią, że nie widziała Ignasia od wczoraj (uff, nie spali ze sobą). Natomiast: Wzmianki o tym, że Natalia i Gabrysia robią jakieś żarcie u Patrycji, są - być może ma to sugerować, że rodzina włącza się w prace gospodarskie. Trudno, żeby w książce pojawiał się grafik prania gaci i zmywania garów, co to w końcu czytelnika obchodzi. Postać Ignasia mnie nie raziła, wydała mi się dość logicznie poprowadzona. Z małego dziwaka wyrósł duży dziwak, w dodatku z silnymi genami dziadka Borejki. Akurat na plus Autorce liczę podobieństwo dzieci do przodków (no, Magdusia to jakieś kukułcze jajo chyba), a Ignaś to właśnie dziadek wypisz wymaluj, ten sam staroświecki szowinizm, choć nieco złagodzony, bo inne czasy, takie samo przynudzanie wykładami, taki sam brak zdrowego rozsądku i wiara, ze rodzina wszystkim się zajmie. Raczej nikt nie twierdził w powieści, że to ideał męski, podkreślano, ze ma liczne śmiesznostki i określano mianem Pana Trąbalskiego (co dla mnie jest sympatyczniejszą wersją epitetu "ta trąba", choć nie o to pewnie Autorce chodziło). Agnieszka może zachowywała się chwilami jak uciśniona dziewoja, ale powiedzmy sobie, że gdyby mnie matka i siostra tak potraktowały, to też chętnie wsparłabym się na męskim ramieniu. Nie oznacza to, że już bym na nim na wieki spoczęła, ale w takiej chwili fajnie byłoby mieć jakieś oparcie i głupio byłoby się unosić honorem i podkreślać samodzielność, odrzucając pomoc uczynnego (i winnego) kolegi, do którego ma się w dodatku słabość. Ignaś zawozi ją do rodziny, no straszny postępek, przecież powinien ją odstawić do agencji mieszkaniowej i niech sobie coś wynajmie. Albo do hotelu. Przyzwyczajony jest, że rodzina chętnie kogoś przygarnia, więc i Agnieszkę tam odstawił, to nie znaczy przecież, ze ma tam zostać na wieki, ale niech dziewczyna w spokoju się zastanowi, co dalej. Gabrysia jest nieznośna z niańczeniem pełnoletniego syna, ale otoczenie zgadza się, że jest nadopiekuńcza, Autorka chyba poddała się w tej kwestii. Wkłada to stwierdzenie w usta Babi, a Babi ma zawsze rację. Nadopiekuńczość pokazana jest jako wada, otoczenie Gabrielę mityguje, więc nic złego w tym fakcie nie widzę. Odpowiedz Link
marutax Re: Feblikowe irytacje 15.11.15, 11:07 lily-beth napisała: > Odrobinę jeszcze połapałam się za głowę przy Agnieszce wtrącającej się (narzuca > mi się inne słowo) w cudzy remont - a może oni chcieli mieć łazienkę umalowaną > w paski, łapanie się za pędzel bez pytania to dla mnie niewyobrażalne faux pas W ogóle prywatność jakoś dziwnie tam funkcjonuje... Ja załamałam się, kiedy Ignaś zabrał Agnieszkę po klej do pokoju Józefa. Do siebie mógł ją zaprosić, ale po kiego czorta szła z nim do cudzego mieszkania i cudzego pokoju? A może Józek nie chciał, żeby obca osoba oglądała jego prywatne terytorium, gdzie " na podłodze leżały w kłębach spodnie i skarpetki, jakieś wydruki, gazeta, buty, niekoniecznie od pary, oraz, nie wiadomo dlaczego przy tej pogodzie, zimowy skafander z kapturem." Dobrze jeszcze, że nie sczytany CKM i na wpół zużyta paczka prezerwatyw... (wiem, to nie u Borejków/Pałysów) Odpowiedz Link
vilez Re: Feblikowe irytacje 15.11.15, 13:52 Też mnie to zdziwiło. Ja do mieszkania mojego syna nie wejdę bez uprzedzenia i zgody. Właśnie dlatego, by nie wejść na jakieś..hm...intymności. O zwykłym bałaganie nie wspominając. I nie życzyłabym sobie, żeby ktoś obcy bez mojej wiedzy i zgody moje włości przemierzał. Odpowiedz Link
ewaty Re: Feblikowe irytacje 19.11.15, 15:17 Chyba bardziej irytacja, niż wpadka, dlatego piszę w tym wątku. Trudno mi uwierzyć, by artystka Tekla, sprzedająca ceramikę za spore pieniądze (tam mowa była o tysiącach, dobrze pamiętam), wysyłała cenny, kruchy pakunek, wtykając go siostrze i wsadzając w autobus, gdzie o upuszczenie, zgniecenie, kopnięcie, wypadnięcie z rąk itp. nie trudno. Dlaczego nie wysłała kurierem, u którego przesyłka jest ubezpieczona? Tak , wiem, bez tego cała akcja nie miałaby się jak rozpocząć.... I drugie zdziwienie, naprawdę, tak blisko Poznania, występują miejsca z kompletnym brakiem zasięgu komórkowego? Wszak to nie środek puszczy. Poznanianki, skonsultujcie? Odpowiedz Link
vi_san Re: Feblikowe irytacje 19.11.15, 20:49 W brak zasięgu wierzę. Na mojej działce nie ma. Żadna sieć! mimo, że oficjalnie jest w zasięgu aż dwóch przekaźników! Ukształtowanie terenu to czyni, że przez komórkę można rozmawiać tylko z jednego rogu tarasu i w jednym miejscu w pokoju na piętrze. Więc tego... Natomiast na drodze i w najbliższej wsi - zasięg jest swobodny. Tam o ile pamiętam o czas chodziło? Nie wiem jak jest z "zamawianiem" kuriera, czy to działa tak, że dzwonisz, mówisz, że ma przyjechać tu i tu, dajesz mu kasę, paczkę i adres i już? Czy trzeba jakoś wcześniej tego kuriera umówić? Niezależnie od kuriera wręczanie kruchego bibelotu mdlejącej siostrze, do autobusu [dość zatłoczonego, coś jest o 50 osobach słuchających telefonu Magda - Ignacy?]? Sensu [poza zawiązaniem akcji] w tym nie ma żadnego... Odpowiedz Link
iwoniaw Ona miała w planie taxi 19.11.15, 20:59 tylko okoliczny taksówkarz już rozpoczął był popołudnie przy alkoholach i odmówił usługi (swoją drogą, co oni tak wszyscy piją w tym upale - taksówkarz, Chrobot, mechanik Idy, matka Agi?) Odpowiedz Link
tt-tka Re: Ona miała w planie taxi 19.11.15, 21:59 Bo picie w upale jest ekonomiczne :-) szybciej zetnie, mniej sie wypije, mniej sie wyda... A byc moze zdaniem MM jak kto nie czyta, to musi pic, bo innego sposobu spedzania czasu/wypoczynku/odprezenia nie ma wszak. Odpowiedz Link
iskrzy_54 Re: Ona miała w planie taxi 21.11.15, 15:34 "Bo picie w upale jest ekonomiczne :-) szybciej zetnie, mniej sie wypije, mniej sie wyda... A byc moze zdaniem MM jak kto nie czyta, to musi pic, bo innego sposobu spedzania czasu/wypoczynku/odprezenia nie ma wszak" Zimne piwo I cocktaile w tym upale popijali, albo łyskacza na skałkach jak mama Agi. Odpowiedz Link
lavanta Re: Feblikowe irytacje 23.11.15, 22:39 Cześć i czołem :) Właściwie to nie do końca irytacja, bo nie za bardzo tę scenę rozumiem. Kiedy Ignaś z Agą wyjeżdżają z Nekli, chłopak mówi, że normalnie nie poprosiłby kobiety o pomoc z popchnięciem samochodu, ale Tekla jest przecież taka silna. Do czego właściwie to jest przytyk? Do tego, że Nekla jest taka silna i niezależna, bo nie chce się z nikim wiązać? Okej, uwagi, które rzuciła Agnieszce, były mocno przesadzone i nie na miejscu, ale co ma piernik do wiatraka? Czy coś po prostu przeoczyłam? Odpowiedz Link
dakota77 Re: Feblikowe irytacje 23.11.15, 22:43 A to byl przytyk? Myslalam, ze po prostu uwaga skierowana do silnej kobiety, trenujacej sztuki walki. No ale po ostatnich dyskusjach na forum widze, ze ta ksiazka sklada sie z samuch niedpowiedzen i przytykow, ktorych moj naiwny widac umysl nie chce zauwazac :P Odpowiedz Link
lavanta Re: Feblikowe irytacje 23.11.15, 23:05 Bardzo możliwe, że nie i źle to odebrałam po prostu, dlatego dopytuję Was, co o tym sądzicie :) Ale zdanie: "Zwykłej kobiety nie śmiałbym prosić, ale pani jest taka silna", zwłaszcza wygłoszone po awanturze, jakoś nie brzmi mi jak zwykła uwaga ani komplement. Ale być może się mylę :) Odpowiedz Link
yackandandah22 Re: Feblikowe irytacje 25.11.15, 12:56 Z jednej strony widzę tu staroświeckie maniery IGS (kobiety nie wypada prosić o pchanie samochodu, więc się usprawiedliwia) i to mi się nawet podoba, tak, jak przepuszczanie kobiety w drzwiach itp., z drugiej jednak mam wrażenie, że Ignacy zakłada, iż kobieta=słaba, i dlatego zaznacza co zaznacza. I to mi się już nie podoba, bo jest niewiarygodne w ustach IGS wychowanego przez wysportowaną i krzepką Gabrielę. Słowem, lavanta, sama nie wiem, co o tym sądzić. Odpowiedz Link
tt-tka Re: Feblikowe irytacje 25.11.15, 17:46 IGS jak IGS, mnie brakuje reakcji Tekli na te prosbe, a to mogloby byc ciekawe... ale oczywiscie to on musial miec ostatnie slowo. Odpowiedz Link
zla.m Re: Feblikowe irytacje 30.11.15, 22:07 To teraz ja się popieklę, poniższe wkuropatwia mnie na wielu poziomach, co postaram się oddać. Scena w kuchni, gdy rodzina je obiad i dyskretnie podsłuchuje rozmowę Szymka z koleżanką. Najpierw wredna uwaga Boreja na temat "niebogatego słowniczka". Po pierwsze - czy ten egotyczny dziad w cukiernicę szarpany nigdy wcześniej nie raczył własnego wnuka posłuchać i dopiero zainteresował się podsłuchując prywatną rozmowę? Po drugie - co to za ocenianie kogokolwiek na podstawie rozmowy telefonicznej, wiadomo, ze ludzie często przez telefon rozmawiają inaczej. Peszy ich sytuacja, nie lubią nie widzieć rozmówcy, upraszczają przekaz, by jak najszybciej zakończyć. Po trzecie - jeszcze bardziej idiotyczne jest ocenianie słownictwa nastolatka po jego rozmowie z koleżanką. Albo jej za bardzo nie lubi i stara się skrócić rozmowę albo też ją lubi na tyle, że się peszy i mówi "cokolwiek" (i sam się za to przeklina ;) ). Po czwarte, jakby dziadek mojego dziecka (niezależnie, ojciec czy teść) wygłosił publicznie na jego temat taką wredną uwagę, to pirze by leciało, dobrze, że te dwie firany jakoś zareagowały, choć moim zdaniem powinni ostrzej odpowiedzieć. A po piąte - to już uwagi nie tylko do Ignacego, ale całego tego zgromadzenia - co to za smętne stękania nad kondycją świata, niechby sobie inteligencja zakichana poczytała choćby o przedwojniu, kiedy na ustawki i pranie się drewnianymi lagami umawiali się nie kibole, a studenci renomowanych uniwersytetów. Po szóste - w ogóle ocenianie ludzi (nie tyle Szymka, co jego "strasznych" kolegów) po słownictwie jest strasznie słabe. Braki językowe nie muszą być wyznacznikiem braku inteligencji, ani tym bardziej, być właściwe dla ludzi złych i zepsutych. A po siódme wreszcie o byciu inteligentem i posiadaniu inteligencji świadczy między innymi umiejętność rozmawiania z ludźmi z każdego środowiska i dostosowania swojego, *rwa, wokabularza do możliwości percepcyjnych interlokutora czy audytorium (argumentum ad snobum, uczyli tego już Rzymianie, wiem bo miałam wykłady z retoryki, po łacinie częściowo). Choć przyznaję, że takie zrzędzenie jak to teraz, panie, jest źle jest bardzo prawdziwe i pewnie trafnie uchwycone. Odpowiedz Link
tt-tka Re: Feblikowe irytacje 30.11.15, 22:21 Pelna zgoda !!! i malenkie zastrzezenia do ostatniego zdania, ze "takie zrzedzenie(...) prawdziwe i pewnie trafnie uchwycone". Moze i uchwycone, ale kiepsko swiadczy o dziadzie i reszcie borejow. Kocham sobie pozrzedzic, bo mi to dobrze robi na nerwy, mam kilka osob o podobnych zamilowaniach do tego zrzedzenia i przysiegam, ze zrzedzimy z duzo wiekszym urozmaiceniem , i co do tematyki, i co do slownictwa. Borej nudzi i medzi, on nawet pozrzedzic porzadnie i z fantazja nie potrafi ! Odpowiedz Link
agafiatichonowna Re: Feblikowe irytacje 01.12.15, 08:30 Zgadzając się w całej pełni z tym co pisze Zła.m zastanawiam się jedynie skąd Borej czerpie przesłanki do swojej jeremiady nad kondycją świata. Przecież ten facet jest jak Koszałek-Opałek, który z nosem w księdze nie zauważył, że wiosna juz nadeszła, snuje się po domu z Plutarchem pod pachą, nie zstępuje z wyżyn swego Olimpu by porozmawiać z ludzmi więc kontakty towarzyskie zerowe, telewizor wyrzucił, do netu nie zagląda. Prasa? Też wątpliwe skoro Milicja z niesmakiem spogląda na tytuły w gazecie to Ignac tym bardziej, nawet przez szmatke po nia nie sięga. Radio? Jesli słucha - to muzyki klasycznej, raczej nie publicystyki, zresztą on nie z tych co wyrabiaja sobie poglądy na podstawie zdania innych. On myśli samodzielnie! Już dawno postawił diagnozę, że świat jest skundlony /przepraszam wszystkie kundle, które darzę i szacunkiem i miłością przeogromną/ i jako taki niewart jego zainteresowania, okopał się, otorbił , a wnioski wyciąga. Z czego? Z kieszeni? Z kapelusza? Odpowiedz Link
yackandandah22 Re: Feblikowe irytacje 07.12.15, 09:56 Irytacje trzy, zebrane do kupy: 1) Gabowa reakcja na ciążę Laury przez pryzmat jej reakcji na zaciążenie Pyzy. Dwie kochane córeczki, uczucia babcine itp, ale w pierwszym przypadku dobrze, bo po ślubie, a w drugim be, bo przed. Wiem, wiem, martwiła się o przyszłość, z czego będą żyć (chociaż co takie dziecko zje...) i że Fryc akurat wyjeżdżał, ale z drugiej strony małe dzieci tak ślicznie pachną, chyba bez względu na to czy ślubne, czy nie. No, chyba, że nieślubne pachną, dalibóg, grzechem... 2) IGS w ciągu jednej nocy i po jednym pocałunku (mam nadzieję!!!) przeobrażony w spapuciowałego małżonka. Hasło 'moje kochanie' mnie rozwaliło (tak jak ongiś doktor Bratek powiedział tak do pani Ptaszkowskiej zaraz po 'wyjaśnieniu' i wyznaniach - uch, jak mi się to 'kochanie' nie podobało!) 3) Krytyka świata nieborejczego: jak gazeta, to o krzyczących tytułach, na które trzeba spoglądać z niesmakiem; jak telewizor, to CHOROBLIWE, SINE migotanie plus CHARAKTERYSTYCZNY (dla czego? wszystkich stacji świata?!), AGRESYWNY i POSPIESZNY BEŁKOT. No, do jasnej Anielki, kto tu jest agresywny?? Plus sy-la-bi-zu-ją-cy Igor i pan z budki w skansenie, który rzadko używa takich sprzętów, jak długopis (w przeciwieństwie do młotka). Skandal!!! Dodam jeszcze nie do strawienia wywody IGS na temat miłości, nośników i prawdy. Ble ble ble. Oraz dziadków, którzy non stop upominają Szymona i Jędrka, ciotkę, która ich ośmiesza przy gościu i reszcie rodziny (gdyby ktoś o mnie - nastoletniej - powiedział 'nie zwracaj na nią uwagi. To jest w gruncie rzeczy grzeczna dziewczynka, tylko zbyt się stara przy gościach' - czułabym się do granic upokorzona), a rodzice nawet ich nie bronią. Grrr do kwadratu! Uff!... W końcu zrzuciłam kamień ciążący mi od tygodni :-) Odpowiedz Link
zuzudanslemetro Re: Feblikowe irytacje 21.12.15, 22:51 Kupiłam sobie tego całego "Feblika" i zgrzytam zębami niemal od pierwszej strony. Po pierwsze: kolejny dowód na to, że MM nie lubi artystów, czyli Tekla wyśmiewająca i wyzywająca od frajerów dobrego klienta. Sorry, jako osoba związana z plastykami więzami rodzinnymi, towarzyskimi i rozmaitymi oraz sama działając w sztuce i zarobkując na niej wiem, że dobrze płacącego klienta się szanuje i uważa się, że człowiek zna się na rzeczy. Frajerem jest zaś facet, który ręcznie robiony dzban chciałby kupić za stówkę albo dziwi się, taki nowobogacki, że zamówiony spektakl, żeby zagrać prywatnie w jego salonie kosztuje nie sto złotych tylko tysiąc co najmniej. To jest frajer, taki który psim swędem chce sobie coś artystycznego załatwić. A jeszcze większym frajerem jest taki, który składa propozycję zrobienia czegoś za darmo w zamian za "podpromowanie się". Dwa: do białej gorączki doprowadza mnie używanie wciąż zwrotu "etcetera". Tak jakby autorce nie chciało się sprecyzować, co tam jeszcze bohater robił, a redakcja bała się powiedzieć "mamo, a weź trochę dopracuj może te dwa miliony zdań, które kończą się tak samo...". Po trzecie: przemądrzałość Ignasia. Kurczę, jaki to był fajny dzieciak w "Imieninach"! Dlaczego potem wyrósł na szpicla, potem profesorka i wreszcie na coś takiego? Lubię mądrych facetów. Lubię erudytów i wcale mi nie przeszkadza, że to ja muszę narąbać drewna bo on nie potrafi. Ja potrafię. Ale nie zdzierżyłabym gdyby ktoś non topem zarzucał mnie wiedzą w sposób nachalny i nie mający nic wspólnego ze swobodną pogawędką. Po któreś tam: Szymek, który się musi dopasować! O ludzie! Przecież jak świat światem pokolenie wnuków mówiło innym slangiem niż pokolenie dziadków i mądry dziadek nie czepia się tego. Po kolejne któreś: to obsesyjne podkreślanie czyjejś tuszy. Mam wrażenie, że co druga poboczna postać jest korpulentna. Reasumując: czyta mi się to równie źle jak "Wnuczkę". To już wolę "McDusię" chociaż tam mnie cholera brała z innych względów. Wiadomo jakich. Za to podoba mi się myk z produkcją farb. Aż sprawdzę, czy to prawda. Nie, nie będę ich sama robić, bo nie wiem, skąd wziąć na to czas, ale mogę pogadać o technologii z kolegami, którzy faktycznie robią sobie farby sami. Odpowiedz Link
raszefka Re: Feblikowe irytacje 16.01.16, 20:41 Feblik, ku mojemu zdumieniu, naprawdę mi się spodobał. Ale irytowało niechlujne tło. To pewnie kulejąca redakcja, o której tyle piszecie. Po pierwsze - o tym już było. Dzieciaki nie widziały się raptem cztery lata i potrzeba było Ignasiowi kilkudziesięciu minut, żeby rozpoznać koleżankę? Tu zresztą autorka się rozwija z upływem literek. Koleżanka z klasy. Z ławki, przyjaciele razem przeciwko brutalnemu światu szkolnemu. I feblik nawet, o czym IGS jest łaskaw Agnieszkę poinformować, bo pewnie wtedy nie zauważyła, potem okazuje się, że dziewczyna dała mu wówczas kosza. Zupełnie jakby autorka spotykając bohaterów w autobusie jeszcze nie wiedziała, jaką im wspólną przeszłość dopisać. Bzdura. Po drugie - polubiłam Ignacego Grzegorza w tej opowieści, kupuję go w każdym jego działaniu. Z wyjątkiem sytuacji, gdy autorka robi z niego już nie nieporadnego fajtłapę, ale głupka. Wszystko w związku z samochodem. "Zostawię wóz otwarty, niech się wietrzy - Coś ty, zamknij porządnie, chcesz, żeby ci go ukradli? Tylko okien nie zamykaj. Zrobił, jak kazała. Szybko sięgnął przez okno do stacyjki i wziął kluczyki." Czyli, jak nie zamykać auta, to już po całości, zostawmy z kluczykami, do wzięcia od ręki? I generalnie nie rozumiem tego. Reakcja Agnieszki sugeruje mi, że Ignac chce zostawić samochód z drzwiami otwartymi jak szeroko, gdy tymczasem otwarte są tylko szyby. Czy to naprawdę ewentualnemu złodziejowi robi różnicę, czy samochód będzie zamknięty, jeśli zostawimy wejście oknem? Potem postój w lesie "Poruszył nerwowo łopatkami i wyłączył odtwarzacz tym chętniej, że mu się przypomniał wątły akumulator golfa. Nie należało szafować jego zasobami. [...Kilka zdań, Agnieszka odzywa się i wysiada...] Ignacy wyłączył silnik i wysiadł, po czym zamknął golfowi okna i drzwi." Drogi Ignasiu (szanowna Pani Małgorzato), póki silnik chodzi, odtwarzacz szafuje zasobami baku, a nie akumulatora. I proszę mi wytłumaczyć kolejność - najpierw wysiadam, a potem zamykam okna? W golfach zamykają się od zewnątrz czy jak? Po trzecie - w sobotę Gabunia pisze niespokojna do siostry, czy Ignaś to na pewno wsiadł do autobusu? A dowód czy aby zabrał? Z niedzieli na poniedziałek i z poniedziałku na wtorek chłopak nie nocuje w domu, komórki nie odbiera, bo ta leży w studni w skansenie - i luz? Ojciec nie zauważył, że młody na noc nie wrócił? Po czwarte - książka która była prezentem mikołajkowym. Mniemam, że skoro mowa o limicie finansowym (30 złotych), to było to losowanie w klasie. I dedykacja? W mojej okolicy, w zamierzchłych czasach cały wic polegał na tym, żeby nie było wiadomo kto kogo ma. Po piąte - niedziela zdaje się być z gumy. Po piątej towarzystwo zasiada do gry. Carcassone z przystawkami to nie warcaby, jak długo zatem grają? Potem towarzystwo zbiera się nad jezioro, potem żegnają się z babcią, nie mogli wyjechać przed 19. I jeszcze się załapali na skansen???? Po szóste - IDA. Maile są zabawne, cała Ida, postrzelona i bezpośrednia, ten dziwny pomysł z kupnem dziurawego domu w lesie, jakże zresztą bezlitośnie potraktowany przez Florka, opisy czasu spędzanego z Mareczkiem. I nagle bum!!!! Ida dowiaduje się, że Dorota upolowała jej Józefka, a ja dowiaduję się, że Ida jest kompletną idiotką. Synowa? Wnuki? Wianuszek z kwiatów? Na równi zresztą irytują mnie zachwyty nad planami zawodowymi Dorotki. "Ach, będzie miała dobrze, zdradzę jej wszystkie tajniki zawodowe, wszystkie kruczki, wszystkiego nauczę! Przecież ona chce być laryngologiem!!!!!" Planuje się jakąś protekcję? Załatwianie miejsc specjalizacyjnych? Zatrudnianie po znajomości? Pięknie!! I wreszcie - irytuje mnie kobyłka. Pomysł z tym koniem i bryczką uważam za skrajnie niedorzeczny. I jazda bryczką do kościoła, parkowanie między samochodami i jeszcze zwierzę potem na kilkadziesiąt minut zostawione? Mój miastowy umysł nie ogrania. Tyle mi się przypomniało. Odpowiedz Link
sanciasancia Re: Feblikowe irytacje 17.01.16, 00:20 @"I proszę mi wytłumaczyć kolejność - najpierw wysiadam, a potem zamykam okna? W golfach zamykają się od zewnątrz czy jak" Miałam kiedyś samochód (golfa właśnie), w którym okna zamykał zamek centralny. Odpowiedz Link
raszefka Re: Feblikowe irytacje 17.01.16, 08:43 Dzięki :) to jest jakieś wyjaśnienie. A czy auto z taką funkcją nie ma w standardzie klimatyzacji i automatycznego wyłączania świateł? Odpowiedz Link
sanciasancia Re: Feblikowe irytacje 17.01.16, 22:28 Klimy na pewno nie miał. Automatycznego wyłączania świateł chyba też nie, coś mi się kojarzy, że świateł pilnowaliśmy bardzo, bo miał też walniętą elektrykę (alarm dodany już po zakupie samochodu) i akumulator się bardzo często wyładowywał. Odpowiedz Link
qlka13 Re: Feblikowe irytacje 17.01.16, 10:24 Jeśli miastowy umysł nie ogarnia konia, to co dopiero mój wiejski. Tak mnie cały opis tego biednego zwierzęcia i jego użytkowania irytuje, że aż się zarejestrowałam żeby to gdzieś w końcu napisać. Zresztą jak i cały obraz sielskiej wsi. Już nie pamiętam szczegółów, musiałabym powtórzyć WdO, do czego nie tęsknię ani nie mam możliwości, ale wystarczyło, że kobyle niedomagają kolana i dlatego musi chodzić przy wozie bo jej to dobrze robi, żebym zaczęła zgrzytać zębami. I faktycznie zostawienie konia w upale na godzinę pomiędzy jazdą do i z kościoła kwalifikuje się jako znęcanie. Może lepiej niech pani MM już tych zwierząt nie opisuje. Odpowiedz Link
bupu Re: Feblikowe irytacje 17.01.16, 15:06 qlka13 napisał(a): > Jeśli miastowy umysł nie ogarnia konia, to co dopiero mój wiejski. Tak mnie cał > y opis tego biednego zwierzęcia i jego użytkowania irytuje, że aż się zarejestr > owałam żeby to gdzieś w końcu napisać. Zresztą jak i cały obraz sielskiej wsi. > Już nie pamiętam szczegółów, musiałabym powtórzyć WdO, do czego nie tęsknię ani > nie mam możliwości, ale wystarczyło, że kobyle niedomagają kolana i dlatego mu > si chodzić przy wozie bo jej to dobrze robi, żebym zaczęła zgrzytać zębami. I f > aktycznie zostawienie konia w upale na godzinę pomiędzy jazdą do i z kościoła k > walifikuje się jako znęcanie. Może lepiej niech pani MM już tych zwierząt nie o > pisuje. Bardzo zdecydowanie się kwalfikuje, szczególnie, że to koń leciwy, któremu wewnętrzne systemy chłodzenia działają już nie tak znowu sprawnie. Zadbała chociaż ta Derotka, żeby kobyłkę zaparkować w cieniu, czy smażyła ją w pełnym słoneczku, bo mi umknęło? A na temat wiedzy MM o koniach powiedziały mi wszystko dwa ustępy z Wnuczki: jeden w którym kobyłka łazi luzem po sadzie i obżera się jabłkami, genialna metoda na zafundowanie koniowi cięzkiego ochwatu, i drugi, w którym zwierzę owo nieszczęsne spożywa z upodobaniem jaskry, tak się składa silnie trujące, dla koni nawet bardziej niż dla ludzi. Jedno i drugie wiedzą tajemną nie jest, do znalezienia bez wysiłku w internecie i dowolnej książce o hodowli i utrzymaniu koni. No ale wcześniej autorce musiałoby się chcieć zrobić jakiś research, zamiast pławić się w obłoku samozadowolenia. Nie znajduję natomiast wyjaśnienia dla smażenia kobyłki w upale. Tu już każdy, nie posiadający empatii dębowego kloca, powinien wpaść na to, że zostawianie dowolnego zwierzęcia w upale jest złe. A autorka nie wpadła. Wot, zagadka. Odpowiedz Link
lord_vmordevol Re: Feblikowe irytacje 18.01.16, 11:23 bupu napisała: > A na temat wiedzy MM o koniach powiedziały mi wszystko dwa ustępy z Wnuczki: je > den w którym kobyłka łazi luzem po sadzie i obżera się jabłkami, genialna metod > a na zafundowanie koniowi cięzkiego ochwatu, i drugi, w którym zwierzę owo nies Ochwatu? Od żarcia jabłek? Toć to choroba kopyt. Odpowiedz Link
tt-tka Re: Feblikowe irytacje 18.01.16, 11:46 lord_vmordevol napisała: > Ochwatu? Od żarcia jabłek? Toć to choroba kopyt. Jak najbardziej nieodpowiednie zywienie moze spowodowac ochwat. Mechanizmu nie znam, moze na takiej zasadzie, jak u ludzi niewlasciwe jedzenie i brak lub nadmiar czegos skutkuje lamliwoscia paznokci/kosci ? Ale moze, uwierz /albo sprawdz :-)/ Odpowiedz Link
lord_vmordevol Re: Feblikowe irytacje 18.01.16, 14:19 tt-tka napisała: > lord_vmordevol napisała: > > > > Ochwatu? Od żarcia jabłek? Toć to choroba kopyt. > > Jak najbardziej nieodpowiednie zywienie moze spowodowac ochwat. Mechanizmu nie A nie no, że trwale źle żywiony koń może mieć jakieś tam niedobory i od tego zachorzeć, to oczywiście. W tym na kopyta. Ale raczej nie od samego tylko napchania się jabłkami, bo to by mi się kojarzyło bardziej z jakimś skrętem kiszek, albo innym zapoprężeniem. Acz do tego ostatniego trzeba mieć popręg. Odpowiedz Link
tt-tka Re: Feblikowe irytacje 18.01.16, 14:39 lord_vmordevol napisała: > A nie no, że trwale źle żywiony koń może mieć jakieś tam niedobory i od tego za > chorzeć, to oczywiście. W tym na kopyta. Ale raczej nie od samego tylko napchan > ia się jabłkami, bo to by mi się kojarzyło bardziej z jakimś skrętem kiszek, al > bo innym zapoprężeniem. Acz do tego ostatniego trzeba mieć popręg. Niemlody kon moze zachorzec szybko, i tkanki juz nie takie, i podatnosc wieksza... A kobylka, sadzac z opisow, jest wlasnie trwale zle zywiona. i ogolnie zle traktowana. Odpowiedz Link
bupu Re: Feblikowe irytacje 18.01.16, 17:32 lord_vmordevol napisała: > A nie no, że trwale źle żywiony koń może mieć jakieś tam niedobory i od tego za > chorzeć, to oczywiście. W tym na kopyta. Ale raczej nie od samego tylko napchan > ia się jabłkami, bo to by mi się kojarzyło bardziej z jakimś skrętem kiszek, al > bo innym zapoprężeniem. Acz do tego ostatniego trzeba mieć popręg. Już wyjaśniam Lordzie. Otóż, jakkolwiek dokładnych przyczyn ochwatu nie znamy, to jednak jego występowanie, niekórych form ochwatu przynajmniej, jest związane z nieprawidłowością w gospodarce cukrami. I jak się nam koń nażre pożywienia bogatego w niekóre węglowodany złożone, takie jak skrobia, czy pektyny (w które jabłka akurat obfitują), to może się to skończyć zapaleniem tworzywa kopytowego, czyli ochwatem. Mojej osobistej matki koń zaliczył lekki ochwat, dorwawszy się do gruszek. A wzdęcie, swoją drogą, jest inną przypadłością, która mogła kobyłkę trafić po przejedzeniu jabłkami. U konia jest to tym bardziej niebezpieczne, że jest on niezdolny do bekania. Taka budowa przewodu pokarmowego. Odpowiedz Link
lord_vmordevol Re: Feblikowe irytacje 19.01.16, 09:44 bupu napisała: > lord_vmordevol napisała: > > > A nie no, że trwale źle żywiony koń może mieć jakieś tam niedobory i od t > ego za > > chorzeć, to oczywiście. W tym na kopyta. Ale raczej nie od samego tylko n > apchan > > ia się jabłkami, bo to by mi się kojarzyło bardziej z jakimś skrętem kisz > ek, al > > bo innym zapoprężeniem. Acz do tego ostatniego trzeba mieć popręg. > > Już wyjaśniam Lordzie. Otóż, jakkolwiek dokładnych przyczyn ochwatu nie znamy, > to jednak jego występowanie, niekórych form ochwatu przynajmniej, jest związan > e z nieprawidłowością w gospodarce cukrami. I jak się nam koń nażre pożywienia > bogatego w niekóre węglowodany złożone, takie jak skrobia, czy pektyny (w które > jabłka akurat obfitują), to może się to skończyć zapaleniem tworzywa kopytoweg No proszę, a dziewki stajenne jabłkami podkarmiają ;-) Ale jednak pojedynczymi, a nie na wiadra. > o, czyli ochwatem. Mojej osobistej matki koń zaliczył lekki ochwat, dorwawszy s > ię do gruszek. > > A wzdęcie, swoją drogą, jest inną przypadłością, która mogła kobyłkę trafić po > przejedzeniu jabłkami. U konia jest to tym bardziej niebezpieczne, że jest on n > iezdolny do bekania. Taka budowa przewodu pokarmowego. I wymiotować nie może, chyba że nosem. Czy jakoś tak. Ale ja to koniem raczej kierować umiem, budowę i serwisowanie zwykle zostawiam mechanikom i znam tylko takie bardziej podstawy. (I wiem że ułan miał, regulaminowo, przy dźganiu lancą patrzeć w oczy wroga. Co przy sporych okapach niemieckich Stahlhelmów zasłaniających oczy od góry doprowadziło do niemożności prowadzenia regulaminowej walki no i Polska przegrała w 39) Odpowiedz Link
tt-tka Re: Feblikowe irytacje 19.01.16, 12:32 lord_vmordevol napisała: > No proszę, a dziewki stajenne jabłkami podkarmiają ;-) Ale jednak pojedynczymi, > a nie na wiadra. Sama podkarmialam, bedac dziewka stajenna dawno temu :-), ale wlasnie cztery cwiartki jablka (bez gniazdka i pestek), albo kilka kostek cukru, albo kromka chleba... deserek, nie posilek. > > (I wiem że ułan miał, regulaminowo, przy dźganiu lancą patrzeć w oczy wroga. Co > przy sporych okapach niemieckich Stahlhelmów zasłaniających oczy od góry dopro > wadziło do niemożności prowadzenia regulaminowej walki no i Polska przegrała w > 39) O, tego nie doczytalam sie. Za to bardzo dlugo pamietalam, na jaka regulaminowo dlugosc nalezy wiazac przy zlobie konia lykawego Odpowiedz Link
bupu Re: Feblikowe irytacje 19.01.16, 16:48 tt-tka napisała: > lord_vmordevol napisała: > > > > > > No proszę, a dziewki stajenne jabłkami podkarmiają ;-) Ale jednak pojedyn > czymi, > > a nie na wiadra. > > Sama podkarmialam, bedac dziewka stajenna dawno temu :-), ale wlasnie cztery cw > iartki jablka (bez gniazdka i pestek), albo kilka kostek cukru, albo kromka chl > eba... deserek, nie posilek. No toteż właśnie. Kawałek jabłuszka raz na jakiś czas, w ramach deserku, koniowi nie zaszkodzi, ale łażąca po sadzie kobyłka, nie miejmy złudzeń, nawtraja się tych jabłek po sam dach. A potem będzie chorować. Odpowiedz Link
tt-tka Re: Feblikowe irytacje 17.01.16, 15:43 qlka13 napisał(a): > Jeśli miastowy umysł nie ogarnia konia, to co dopiero mój wiejski. Tak mnie cał > y opis tego biednego zwierzęcia i jego użytkowania irytuje, że aż się zarejestr > owałam żeby to gdzieś w końcu napisać. O, i nikt nowej forumki nie powital ? Juz biegne z jelitkiem i meliska ! Na uspokojenie po tych opisach. Co do meritum - moge tylko podpisac sie pod Toba i Bupu. Po calosci. Odpowiedz Link
qlka13 Re: Feblikowe irytacje 18.01.16, 20:24 A dziękuję, tym bardziej, że zeszło na końskie jelitka. Konia więcej we Wnuczce i chyba ją jeszcze kiedyś przeczytam, żeby sobie wypunktować absurdy. W każdym razie zastanawiam się czy MM wie gdzie koń ma kolana. I ile trwa jako takie ogarnięcie konia i zaprzęgnięcie do bryczki. Jeżdżenie bryczką do sklepu co chwilę, mając skuter, jest niedorzeczne. A w niedzielę do kościoła to już wypada wypucować kobyłę na błysk. No ale na wsi, jak wiadomo, samo rośnie i ludzie nie mają co robić, więc mogą pół dnia zaprzęgać i wyprzęgać. Odpowiedz Link
marutax Re: Feblikowe irytacje 17.01.16, 10:24 raszefka napisała: > Po piąte - niedziela zdaje się być z gumy. Po piątej towarzystwo zasiada do gry > . Carcassone z przystawkami to nie warcaby, jak długo zatem grają? Potem towarz > ystwo zbiera się nad jezioro, potem żegnają się z babcią, nie mogli wyjechać pr > zed 19. I jeszcze się załapali na skansen???? Przy opisie tej niedzieli autorka zagięła czasoprzestrzeń tak bardzo, że niemal ją zapętliła. Ranek jest tak samo tragiczny jak popołudnie, może nawet bardziej, bo w tekście padają konkretne godziny. Ignaś budzi się dwadzieścia po dziesiątej. Myje się, je śniadanie itd. Przed wyjazdem z Poznania bohaterowie idą jeszcze na mszę do Dominikanów. Sprawdziłam, niedzielne msze w tym kościele zaczynają się o 10.00 i 11.30, więc zgodnie z logiką z kościoła powinni wyjść ok. 12.30. Następnie Ignaś wyjechał z Poznania i dotarł do Kicina, co powinno mu zająć przynajmniej 20 minut (przy jego stylu jazdy obstawiam więcej). Stamtąd, jak pisze autorka "po kwadransie dojeżdżali niespiesznie do kościoła w Wierzenicy", gdzie spędzili ok. pół godziny. Z Wierzenicy Ignaś "starał się jechać jak najwolniej". Między tymi miejscowościami jest 30 km, przy celowo wolnym tempie jazdy to co najmniej pół godziny. Więc ;-) wyjazd z Poznania 12.35, 12.55 Kicin, 13.10-13.40 Wierzenica, 14.10 Łubowo. Doliczyłabym jeszcze ze 10-15 minut na problemy z akumulatorem. Czyli Łubowo 14.20, dom Patrycji kwadrans przed 15-tą. Tymczasem według książki "tuż przed wpół do pierwszej dotarli do Łubowa". No za diabła się nie da, nawet, gdyby msza u Dominikanów kończyła się w południe. Natomiast (z trudem) zmieściliby się w harmonogramie, gdyby ową mszę wyrzucić – wyjeżdżają przed 11-tą i rzeczywiście ok. 12.30 mogą być w Łubowie. Zaczynam podejrzewać, że udział w mszy został dopisany później, a autorce nie chciało się poprawić wcześniej napisanych scen... Tak samo było w irytacji związanej z nierealnym autobusem z Nekli, który najprawdopodobniej był początkowo pociągiem ;-) Odpowiedz Link
gat45 Re: Feblikowe irytacje 17.01.16, 10:57 raszefka napisała: [...] Drogi Ignasiu (szanowna > Pani Małgorzato), póki silnik chodzi, odtwarzacz szafuje zasobami baku, a nie a > kumulatora. A nie jest przypadkiem tak, że tak odtwarzacz, jak i sam silnik iskrowy zawsze czerpią z zasobów akumulatora, który to akumulator dopiero podczas jazdy się ładuje i zasoby mu się uzupełniają ? I samo stanie na włączonym silniku wyczerpuje te akumulatorowe zasoby, a odtwarzacz dodatkowo ? Taka wiedza o użytkowaniu silnika spalinowego gdzieś mi się pałęta po zakurzonych i praktycznie nieużywanych zwojach mózgowych. Odpowiedz Link
yvi1 Re: Feblikowe irytacje 17.01.16, 12:08 Na tle grubych motorniczych ze smalcem:), upalu i najazdu u Pulpy;postrzelonej Idusi ; umknely mi takie szczegoly.Ale nie bede Feblika czytac po raz trzeci.Jest po prostu tak jak zawsze: niechlujnie i na szybko.Najwazniejsze,ze MM jest ze swojego " dziela" zadowolona,co ja pisze ; zachwycona :(, ehhhhh.... Odpowiedz Link
raszefka Re: Feblikowe irytacje 17.01.16, 22:06 Opowiadałam wczoraj swoje irytacje tacie i przy omawianej kwestii uśmiechnął się pod nieistniejącym już szczęśliwie wąsem, kiedy zapodałam kolejność i o to on napomknął zasobach baku zanim wyraziłam swoją wątpliwość. Z autorytetem tatusia nie dyskutuję ;) Ojciec godził się ze mną w jeszcze jednej sprawie - "dzikie przyśpiewki z popiskiwaniem" skojarzyły nam się bardziej z baletem niż chórem ;) Ale to oczywiście kwestia indywidualnego odbioru, nie odmawiam autorce :) a ja sobie z przyjemnością przesłucham jeszcze kilka kilka razy jedynej płyty Mazowsza, jaką posiadam i spróbuję wytypować, który utwór tak zgrabnie opisała. Nucąc co kilkadziesiąt minut "ukochany kraj, umiłowany kraj"... Odpowiedz Link
tt-tka Re: Feblikowe irytacje 17.01.16, 23:13 raszefka napisała: > > Ojciec godził się ze mną w jeszcze jednej sprawie - "dzikie przyśpiewki z popis > kiwaniem" skojarzyły nam się bardziej z baletem niż chórem ;) Ale to oczywiście > kwestia indywidualnego odbioru, nie odmawiam autorce :) a ja sobie z przyjemno > ścią przesłucham jeszcze kilka kilka razy jedynej płyty Mazowsza, jaką posiadam > i spróbuję wytypować, który utwór tak zgrabnie opisała. Nucąc co kilkadziesiąt > minut "ukochany kraj, umiłowany kraj"... Moge podpowiedziec ? jesli nie, to dalej nie czytaj Stawiam na oberek opoczynski. (czy oberka ?) Ten, wiesz, "oj, zatanczylibyswa, ale mala izba!" I przyspiewki sa dzikie jak nalezy, i popiskiwanie. Energetyzujje mnie ten kawalek jak malo ktory :-) Odpowiedz Link
gat45 Re: Feblikowe irytacje 18.01.16, 10:23 Dzikie przyśpiewki z popiskiwaniem : Nie rozumiem. Jak odróżniacie balet z chórem od samego chóru przy odtwarzaczu akustycznym, czyli wyłącznie nausznym? Bo ja baletu domyślam się tylko z ewentualnego przytupywania, a i to istnieją nagrania, na których dźwiękowe ślady stóp zostały usunięte. Odpowiedz Link
tt-tka Re: Feblikowe irytacje 18.01.16, 10:58 gat45 napisała: > Dzikie przyśpiewki z popiskiwaniem : > Nie rozumiem. Jak odróżniacie balet z chórem od samego chóru przy odtwarzaczu a > kustycznym, czyli wyłącznie nausznym? Bo ja baletu domyślam się tylko z ewentua > lnego przytupywania, a i to istnieją nagrania, na których dźwiękowe ślady stóp > zostały usunięte. Szczerze ? Nie odrozniam. Sluchajac wizualizuje sobie. I o ile przy kujawiaku na przyklad moge zobaczyc chor stojacy i spiewajacy, o tyle przy oberku nie ma mocnych - to jest muzyka tak bardzo do tanca, ze musi byc balet. No musi i juz. Zwlaszcza jesli dziko pokrzykuja i popiskuja :-) Odpowiedz Link
raszefka Re: Feblikowe irytacje 18.01.16, 11:57 Zakładam, że jeśli nagranie jest studyjne, to choćby obertas był nie wiem, jak skoczny, nie tańczą do niego. A popiskiwania skojarzyliśmy z tatą jako efekty dźwiękowe towarzyszące tańcom właśnie. Odpowiedz Link
raszefka Re: Feblikowe irytacje 19.01.16, 13:11 Właśnie sobie pomyślałam, że skoro nie tańczą do nagrania dźwiękowego, to właściwie pewnie i się nie przebierają i nie malują. I spróbowałam to sobie wyobrazić... Na pewno tańczą :D Odpowiedz Link
lord_vmordevol Re: Feblikowe irytacje 18.01.16, 11:27 gat45 napisała: > A nie jest przypadkiem tak, że tak odtwarzacz, jak i sam silnik iskrowy zawsze > czerpią z zasobów akumulatora, który to akumulator dopiero podczas jazdy się ł > aduje i zasoby mu się uzupełniają ? I samo stanie na włączonym silniku wyczerpu > je te akumulatorowe zasoby, a odtwarzacz dodatkowo ? Jeżeli generator prądu jest źle dobrany, to tak by mogło być. Ale coś takiego chyba już od dawna nie występuje w konstrukcjach samochodów i nawet obroty jałowe wystarczają do utrzymania wystarczającego zaopatrzenia w elektryczność. Prąd nie bierze się z jazdy, tylko z pracy silnika. Jeżeli jest go za mało i akumulator nie jest ładowany - powinna się zapalać stosowna kontrolka. Odpowiedz Link
tt-tka Re: Feblikowe irytacje 01.02.16, 05:02 Trzachnelo mna teraz na swiezo, po dyskusji o smieceniu - Agnieszka estetka nie lubi balaganu ze wzgledu na jego brzydote, zatem ochoczo sprzata. U Borejkow, a to sprzatanie poremontowe z wynoszeniem gruzu wlacznie. Rozbite szklo w ogrodzie siostry, bosej i zapracowanej (tworzacej piekno !) jej zmyslu estetycznego nie razi. Nie sprzata. Odpowiedz Link
bupu Re: Feblikowe irytacje 01.02.16, 15:13 tt-tka napisała: > Trzachnelo mna teraz na swiezo, po dyskusji o smieceniu - Agnieszka estetka nie > lubi balaganu ze wzgledu na jego brzydote, zatem ochoczo sprzata. U Borejkow, > a to sprzatanie poremontowe z wynoszeniem gruzu wlacznie. > Rozbite szklo w ogrodzie siostry, bosej i zapracowanej (tworzacej piekno !) jej > zmyslu estetycznego nie razi. Nie sprzata. Ja tam nie wiem, ale jakby mi obca dziewucha zaczęła znienacka i nieproszona sprzątać i malować ściany, tobym się wkurzyła. A niekonsekwencja Agnieszki co do bałaganu... cóż, najwyraźniej bałagan u Biorejków jest be, bo Borejki są, jak wiadomo miłe, dzielne i wspaniałe, a siostra jest wredna i podła, więc niech tańczy boso na potłuczonym szkle. A swoją drogą, gdybym w potwornie upalny dzień zasuwała jak mały automacik przy nagrzanych piecach, również nie tryskałabym dobrym humorem i miłością do świata oraz bliźnich. Odpowiedz Link
kasiekas Re: Feblikowe irytacje 06.02.16, 19:58 Ponieważ co i rusz, ktoś na blogu bardzo się ze mną nie zgadza, korzystając z choroby powtórzyłam sobie ostatnie tomy, niezbyt dokładnie, bo mam granice cierpliwości. Zwróćcie uwagę, że w McDusi, Magda ma w oczach coś z Profesora, a dwa tomy dalej jest ostatnią kanalią. Dlaczego? W końcu rodzina Borejów nie wie o psikusie tej "mniej rogatej córki Kreseczki", bo zostawiła Ignacego. To jak nazwiemy Natalię, która rzucała tych chłopaków jak chciała? Jeszcze w Sprężynie Ignacy przypomina sobie Geniusię wpraszającą się na obiadki z płaszczykiem, berecikiem i kaszelkiem. JAKIM CUDEM??? Skoro Ignaca nie było? Na takiej samej zasadzie, na jakiej Grzegorz widz Gabona na balkonie z synem? Transplantacja wspomnień? Ciąża Laury... pamiętam, jak śmiałyśmy się z kumpelą, że mając pruderyjne podejście do życia, jak już po ślubie zajdziemy w ciążę, to zakomunikujemy to tak "Mamo, lekarz powiedział, że jestem w ciąży, czy jakoś tak. Mamo czy ja umrę??". Przebojowa Laura robi cyrk z ciąży... Ani chybi będzie córka. Maryla, szkoda że Adam jednak nie ma na nazwisko Witalis. Odpowiedz Link
tt-tka Re: Feblikowe irytacje 13.02.16, 16:27 kasiekas napisała: > Zwróćcie uwagę, że w McDusi, Magda ma w oczach coś z Profesora, a dwa tomy dal > ej jest ostatnią kanalią. Dlaczego? W końcu rodzina Borejów nie wie o psikusie > tej "mniej rogatej córki Kreseczki", bo zostawiła Ignacego. To jak nazwiemy Nat > alię, która rzucała tych chłopaków jak chciała? > Wrazliwa i empatyczna. W koncu Natalia ustatkowala sie przy wiernym przyjacielu rodziny Robrojku w Poznaniu, a tamta do Paryza z frytkozernym Patrykiem, fi donc ! Inna rzecz, slusznie podkreslasz, ze rodzina o tym nie wie. A juz odsadzaja Magde od czci i wiary, i "ona go (Ignasia) skrzywdzi", i wcale jej dmuchawcowe i kreskowe geny nie pomoga. Ani pudla ksiazek taszczone do dziadka. Jak poezji nie lubi i profesorska biblioteka jej nie wystarcza, to nie ma dla dziewczyny nadziei. Odpowiedz Link
tt-tka Re: Feblikowe irytacje 13.02.16, 16:32 WIEM. Magda jest wykleta, bo ma babcie we Wroclawiu i rodzicow w Paryzu i gdyby IGS z nia byl, to wyfrunie z domu. Albo przynajmniej bedzie sie probowal urwac. Agnieszka nie ma dokad pojsc i Ignasia nigdzie nie bedzie ciagnac, tylko oboje zostana na Roosevelta. Bedzie synus pod reka i jego narzeczona do sprzatania, robienia konfitur, pogawedek i co tam jeszcze borejcza synowa powinna robic rodzinie. Odpowiedz Link
tt-tka Re: Feblikowe irytacje 19.02.16, 13:02 Grzegorz - w pierwszej chwili przemknelam nad jego rozmyslaniami, teraz wczytalam sie. Procz tego, co pisano, ze smierc ojca przeszla wlasciwie bez wrazenia, a smierc tesciow to dopiero bedzie strata niepowetowana, wrrrr ! i te rozmyslania o trenowaniu syna... ...to jeszcze gosc ma bezmozgowie albo potezna skleroze albo jest patologicznie samozaklamany. Wspomina swoja i Marka pierwsza wizyte i jacy byli stremowani, bo nie wiedzieli tego, co juz wiedza - ze mianowicie tesciow maja wspanialych i wspanialomyslnych (doslownie !) i na pewno sie spodobaja, a nawet gdyby nie, to nie mieliby szansy tego odczuc, bo niespodobania sie nikomu w tym domu sie nie okazuje. Grzegorza podczas bytnosci Magdy w domu nie bylo ? Nie siedzial przy stole, nie widzial i nie slyszal ? To gdzie on jada, na schodach ? I podczas wizyty Pyziaka tez go nie bylo, wywialo go dokladnie przed slubem na caly dzien ? Zapomnial, jak dostal po pysku zmywarka, jak chcial przytemperowac Laure i zostal sam przeciw wszystkim ? Nie dziwie sie juz, ze nikogo nie obchodzi, co on mialby ewentualnie do powiedzenia. Mnie tez nie obchodzi. Facet z tak zaburzonym odbiorem niech lepiej milczy do konca zycia. Odpowiedz Link