Dodaj do ulubionych

Smaug Jeżycki

19.02.24, 10:34
Przy lekturze wątku o rozbiegu przedmałżeńskim taka mi się wykluła teoria, czy raczej poprawka do teorii o harpagonach z Roosevelta.

Otóż Harpagon na Roosevelta jest jeden. Milicja. To ona kontroluje klanowe finanse i siedzi na klanowej forsie jak Smaug na krasnoludzkim złocie.

- z NiN dowiadujemy się, że Mili w tramwaju buchnieto portmonetkę z całą rodzinną kasą. Znaczy wynika z tego, że wszystkie wypłaty osób zamieszkałych w kołchozie najwyraźniej wędrowały do rąk Milicji. Także to, co Grzyb przysyłał ze stypendium. (Hallo, czy nikt tam nie miał konta w banku? Wszyscy dostawali wypłatę do garści?)

- zwróćcie uwagę, że kasę po tej kradzieży pożycza GABA, nie Miła, której skradziono rodzinny hajs i która musiała jakoś opłacić przejazd do sanatorium. O kasę stara się chory Gabon (swoją drogą mamusia roku z Miluni, zrzucić ten problem na łeb poważnie chorej córki). Mam podejrzenie, że Milicji nikt niczego nie rąbnął, ona po prostu znalazła znakomity pretekst by nie oddawać kontroli nad rodzinną kaboną.

- mimo że piniąc w domu jest, brakuje go na wiele rzeczy. Nie ma na porządną odzież dla dzieci, na bezpieczne krzesełka dla maluchów, które muszą się gibać przy stole na encyklopediach, czy na wyjazdy dla dzieci. Czyli, dziwnym zbiegiem okoliczności na wszystko to, co Milicja lekceważy względnie uważa za fanaberie. Jest za to kasa na zmywarkę, na upiorne wtedy drogi laptop dla Burka Skalanego, czy nietanie, za to umożliwiające zdalną kontrolę kołchoźników, komórki.

- cypryjska kasa Nutrii, całkiem pokaźna, bo mająca starczyć na jakieś mieszkanko. Tymczasem po ślubie Wąsostwo gnieździ się w wynajmowanym od Kowalików mieszkanku na Teatralce. I tkwią tam latami, by ostatecznie przenieść się do bloku. Tymczasem fundusze Nutrii, coś od Wąsława plus jego umiejętności budowlane i mogliby mieć przyjemny, WŁASNY domek. To co się stało z kasą Nutrii? Otóż założę się, że ta miękka buła Róża wysypała wszystko babuni; a babunia położyła od razu swą smoczą dłoń na cypryjskich skarbach. Zaś Nutria, druga miękka buła, nie zaprotestowała.

Kto da więcej?
Obserwuj wątek
    • tt-tka Re: Smaug Jeżycki 19.02.24, 10:56
      Milicja i Ygnac juz PO tej (rzekomej ? mozliwe) kradziezy wyjechali do sanatorium. Na calutki miesiac. Jakos nie wierze, ze podrozowali na gape i na miejscu grosza przy sobie nie mieli...

      Milicja jest ta, ktora tlumaczy spragnionemu wyjazdu Ignasiowi, ze nie ma za co i niech przestanie truc, w domu ma co jesc i co czytac. Zarazem sama (znaczy z Ygnacem seniorem) wyjezdza i to co roku. Choc tez ma co jesc i czytac w chalupie.

      Ygnac jakies zaskorniaki ma, albo przynajmniej mial wtedy, gdy kupowal laptopa malzonce i cenne wydawnictwa ksiazkowe sobie samemu. Zreszta juz w Kwiecie kalafiora, gdy Milicja laduje w szpitalu, ojciec wychodzi z domu z cala forsa, w maminej torebce corki nie znalazly ani gronia...

      Gdy mowa o domku dla Frycostwa, Milicja gotowa jest POZYCZYC od Patrycji, najmlodszej corki, by dolozyc sie wnuczce, wklad proponuja Ida i Nutria, tylko mamusia i ojczym Pyzy ni dudu...

      Po wybyciu z domu corek Gaby Gaba nadal groszem nie smierdzi, natomiast po wybyciu rodzicow ma i na generalny remont lazienki, i na kawalerke, bardzo uzywana, ale zawsze.
      • bupu Re: Smaug Jeżycki 19.02.24, 12:07
        tt-tka napisała:

        > Milicja i Ygnac juz PO tej (rzekomej ? mozliwe) kradziezy wyjechali do sanator
        > ium. Na calutki miesiac. Jakos nie wierze, ze podrozowali na gape i na miejscu
        > grosza przy sobie nie mieli...

        No to o tym pisałam. Forsę od Florą pożyczała Gąba, Milicja, która musiała jakoś opłacić przejazd do sanatorium (przynajmniej), nie pisneła ani słówka.

        >
        > Milicja jest ta, ktora tlumaczy spragnionemu wyjazdu Ignasiowi, ze nie ma za co


        > Ygnac jakies zaskorniaki ma, albo przynajmniej mial wtedy, gdy kupowal laptopa
        > malzonce i cenne wydawnictwa ksiazkowe sobie samemu

        Błagam, laptop w roku 2000 za zaskórniaki z pensji bibliotekarza? Jakie bajońskie sumy Biblioteka Raczyńskich płaciła Ignacowi?

        Zreszta juz w Kwiecie kala
        > fiora, gdy Milicja laduje w szpitalu, ojciec wychodzi z domu z cala forsa, w ma
        > minej torebce corki nie znalazly ani gronia...

        No oczywiście. Milicja poszła do szpitala 31 grudnia, więc nie zdążyła położyć łap na styczniowej pensji Ignaca. Dlatego on miał przy sobie piniąc.

        > Gdy mowa o domku dla Frycostwa, Milicja gotowa jest POZYCZYC od Patrycji, najm
        > lodszej corki, by dolozyc sie wnuczce, wklad proponuja Ida i Nutria, tylko mamu
        > sia i ojczym Pyzy ni dudu...

        A jest ona, Milicja znaczy, wziętym dramaturgiem w tym czasie, którego sztuki teatry wyrywają sobie nawzajem z zębów, a Englert i Gajos pojedynkują się o świcie w parku, na parasole (piękna ta wizja, piękna). Tymczasem do domku dorzuca się hojnie z cudzego.

        > Po wybyciu z domu corek Gaby Gaba nadal groszem nie smierdzi, natomiast po wyby
        > ciu rodzicow ma i na generalny remont lazienki, i na kawalerke, bardzo uzywana,
        > ale zawsze.

        Zwróć uwagę, że Ida, Nutria i Pulpa, uciekłszy spod maminej kurateli finansowej, prosperują całkiem nieźle i mają oszczędności. Jedyna wiecznie spłukana to Gaba, która mieszka z mamusią. A tu jeszcze nam wchodzi kwestia samochodów i pinionca z ich sprzedaży...
        • tt-tka Re: Smaug Jeżycki 19.02.24, 14:24
          Milicja poszla do szpitala 31, a pensje wyplacali 29. I wysylala corki po zakupy w sylwestra, czyli jakies pieniadze miec musiala. Ale dokladnie tyle, ile poszlo na te zakupy.

          W tym 2000 Ygnac mogl juz isc na emeryture, odprawa czy premia, czy cos - w kazdym razie posiadaczem wcale nielichego grosza byl. Zreszta i wczesniej bywal, te Plutarchy po piec zlotych nie chodzily...

          tak, juz kiedys zwracalam uwage, ze corki zyjace poza mieszkaniem rodzicow finansowo prosperuja wcale niezle :)
          pytanie, czy Milicja zawlaszcza zarobki Gabona, czy Gabon z wygodnictwa/dowolnego innego powodu wpycha jej swoj urobek i niech mamusia mysli o tym, czego w domu potrzeba... oraz niech pojdzie, zakupi, przytaszczy etc
          • bupu Re: Smaug Jeżycki 19.02.24, 15:32
            tt-tka napisała:

            > Milicja poszla do szpitala 31, a pensje wyplacali 29. I wysylala corki po zakup
            > y w sylwestra, czyli jakies pieniadze miec musiala. Ale dokladnie tyle, ile pos
            > zlo na te zakupy.

            - Ocknij się, niedojdo. Tata poszedł i zostawił nas bez grosza.
            - Ja nic nie mam. - Ida z trudem rozwarła zapuchnięte powieki Tusz do rzęs i mazidła
            noworoczne podziałały bez pudła. Ida miała alergię na pewien typ kosmetyków, zwłaszcza kiedy
            zapomniała umyć się na noc. Teraz jej powieki były szkarłatne, otoczenie oka czerwono cętkowane,
            z resztkami zielonych odcieni, a gałki oczne ukryte były pod silnym obrzękiem. Gabriela
            postanowiła wydobyć z elegantki wszystko co się da, zanim przejrzy się ona w lustrze.
            - A nie wiesz, gdzie mama chowa pieniądze?
            - Skąd mam wiedzieć;- ziewnęła rozdzierająco Ida.


            Mama chowa! Aha!

            > W tym 2000 Ygnac mogl juz isc na emeryture, odprawa czy premia, czy cos

            Jaka odprawa, jaka premia, dla bibliotekarza w państwowej instytucji? Buahahaha.

            > dym razie posiadaczem wcale nielichego grosza byl. Zreszta i wczesniej bywal, t
            > e Plutarchy po piec zlotych nie chodzily...

            Plutarchy zamiast czekolady Ignac nabywał w czasach Polski Ludowej, kiedy książki akurat specjalnie drogie nie były.

            > tak, juz kiedys zwracalam uwage, ze corki zyjace poza mieszkaniem rodzicow fina
            > nsowo prosperuja wcale niezle :)
            > pytanie, czy Milicja zawlaszcza zarobki Gabona, czy Gabon z wygodnictwa/dowolne
            > go innego powodu wpycha jej swoj urobek i niech mamusia mysli o tym, czego w do
            > mu potrzeba... oraz niech pojdzie, zakupi, przytaszczy etc
            >

            Przypuszczam, że jedno i drugie, w końcu po zakupy dla tej hordy latała głównie drobna Milicyja, nawet już w bardzo zaawansowanym wieku, nie krzepka Gabryjella (ani nie równie krzepkie słoneczko Jeżyc). Może dlatego Milicyja tak się chętnie wyteleportowała do Floplicowa, a niechże kto inny teraz się użera z siatami, ona jest stara i już nie ma ochoty.
            • tt-tka Re: Smaug Jeżycki 19.02.24, 16:40
              W panstwowej instytucji tez bywaly premie i odprawy. Zwlaszcza dla pracownika odchodzacego na emeryture. Na lapa i kilka nietanich wydawnictw Ygnac mial.

              Za PRL-u ksiazki drogie nie byly, ale wydawnictwa specjalne, albumowe czy inne podobne, tanie tez nie byly. A Ygnac kupowal, i to bez aprobaty Milicji, godzila sie z faktem po fakcie - znaczy mial gotowke przy sobie, a nie w skrytce malzonki.

              "Mama chowa" - tego nie pamietalam. Ale Ygnac przy sobie mial niezaleznie od tych schowanych, "gupi piniondz bo tonie" tonal Pulpie w postaci pieniedzy z ojcowskiego portfela, a nie z maminej skrytki.
              • bupu Re: Smaug Jeżycki 19.02.24, 17:04
                tt-tka napisała:


                > "Mama chowa" - tego nie pamietalam. Ale Ygnac przy sobie mial niezaleznie od ty
                > ch schowanych, "gupi piniondz bo tonie" tonal Pulpie w postaci pieniedzy z ojco
                > wskiego portfela, a nie z maminej skrytki.
                >


                Owszem. Miał. Gdy Milicja była w szpitalu.
                • tt-tka Re: Smaug Jeżycki 19.02.24, 17:54
                  bupu napisała:

                  > tt-tka napisała:
                  >
                  >
                  > > "Mama chowa" - tego nie pamietalam. Ale Ygnac przy sobie mial niezaleznie
                  > od ty
                  > > ch schowanych, "gupi piniondz bo tonie" tonal Pulpie w postaci pieniedzy
                  > z ojco
                  > > wskiego portfela, a nie z maminej skrytki.
                  > >
                  >
                  >
                  > Owszem. Miał. Gdy Milicja była w szpitalu.
                  >

                  Ale co za roznica ? zakupow i tak nie robil /Fela robila/, po co mu byly pieniadze przy tylku ?
                  • aniadm Re: Smaug Jeżycki 19.02.24, 19:10
                    Bez przesady, każdy miał wtedy w domu skrytkę na pieniądze. W sensie, że nie leżały na wierzchu, żeby każdy — rodzice, dzieci, wpadająca pożyczyć mąki sąsiadka, elektryk, listonosz itp. — mógł się zaopatrzyć w razie potrzeby. Większa gotówka miała swoje miejsce pod prześcieradłami, w szafce kuchennej w słoiku za puszką z mąką itp. A wtedy pieniądze występowały głównie jako gotówka. To jest na ówczesne czasy zupełnie normalna rozmowa i ma prowadzić do wniosku, że panny nie zwracały uwagi na sprawy domowe, a nie, że Mila była skąpiradłem. Jeżeli Ignac nie wie, gdzie kasa, to dlatego, że on w ogóle mało co w domu zauważa, a nie że żona mu nie mówi.

                    W budżetówce bywają też wypłacane specjalne premie za wysługę lat i wtedy chyba też były. Potrafiły być całkiem niemałe.
                    • tt-tka Re: Smaug Jeżycki 19.02.24, 19:33
                      U Dabek-Nowackich pieniadze, jak i ksiazeczki PKO lezaly po prostu w zamknietej na klucz szufladzie.

                      PS u nas tez. Wieksza gotowka w PKO, a na biezace wydatki w portfelu/portmonetce/na polce z papierami
                      • aniadm Re: Smaug Jeżycki 19.02.24, 20:02
                        Nie pamiętam, gdzie leżały u nas w domu, ale pamiętam, że babcia trzymała pod ścierkami czy czymś tam.
                        Nie było to aż tak niezwykłe. Wiejska mądrość i tak dalej.
                        Do tego wydaje mi się (nie wiem, czy są na to badania i w żadnym wypadku nie sugeruję tego jako bezpośredniej motywacji u kogokolwiek w Jeżycjadzie, najwyżej jako element ogólnego tła), że u części tych, co pamiętali wojnę, zostało w głowie przekonanie, że dobrze jest mieć zapas środków na przetrwanie w miejscu poręcznym, a nieoczywistym.
                      • ciotka-scholastyka Re: Smaug Jeżycki 20.02.24, 09:50
                        tt-tka napisała:


                        > PS u nas tez. Wieksza gotowka w PKO,

                        Skąd większa gotówka u Borejków? Oni mieli tylko na bieżące, plus dużo przetworów kuchennych.
                    • hanuszka189 Re: Smaug Jeżycki 19.02.24, 20:22
                      aniadm napisała:

                      > Bez przesady, każdy miał wtedy w domu skrytkę na pieniądze. W sensie, że nie le
                      > żały na wierzchu, żeby każdy — rodzice, dzieci, wpadająca pożyczyć mąki sąsiadk
                      > a, elektryk, listonosz itp. — mógł się zaopatrzyć w razie potrzeby. Większa got
                      > ówka miała swoje miejsce pod prześcieradłami, w szafce kuchennej w słoiku za pu
                      > szką z mąką itp. A wtedy pieniądze występowały głównie jako gotówka. To jest na
                      > ówczesne czasy zupełnie normalna rozmowa i ma prowadzić do wniosku, że panny n
                      > ie zwracały uwagi na sprawy domowe, a nie, że Mila była skąpiradłem. Jeżeli Ign
                      > ac nie wie, gdzie kasa, to dlatego, że on w ogóle mało co w domu zauważa, a nie
                      > że żona mu nie mówi.

                      To prawda, każdy miał skrytkę, nawet ja w wieku 10 lat. Zresztą zapobiegliwość finansowa występuje w Jeżycjadzie - pieniądze chowała Józefina, zaś dużo później babcie Doroty. Niemniej w 1994 roku u Borejków nie ma żadnych pieniędzy poza portmonetką Mili i trzeba je pożyczyć od Floriana (ciekawe, że nie od Idy i Marka). Jest jeszcze jedna kwestia, nie pamiętam, kiedy Gabriela objawia się jako nauczyciel uniwersytecki? Może ona w czasach "Nutrii i Nerwusa" jeszcze w ogóle nie była nigdzie zatrudniona? Wtedy sytuacja byłaby trochę jaśniejsza - mąż za granicą, Gaba z trójką dzieci na utrzymaniu męża, Nutria studentka na utrzymaniu rodziców i rzeczywiście na horyzoncie zostaje tylko pensja Ignaca.
                      • hanuszka189 Re: Smaug Jeżycki 19.02.24, 20:27
                        Odpowiadam sobie samej - właśnie widzę, że Gabriela była już "pracownikiem naukowym uniwersytetu" w "Dziecku Piątku", więc niewątpliwie otrzymała płatny macierzyński.
                      • ako17 Re: Smaug Jeżycki 19.02.24, 20:47
                        hanuszka189 napisała:

                        Niemniej w 1994 roku u Borejków nie ma żadnych pieniędzy poza
                        > portmonetką Mili i trzeba je pożyczyć od Floriana (ciekawe, że nie od Idy i Mar
                        > ka).

                        Odczytałam to wtedy, jako: Florian jest "byznesmenem", ma swoją kwiaciarnię (czy on ją jeszcze w 1994 miał, nie pomnę?), w każdym razie ma, na ten moment, więcej luźnej kasy niż potrzebuje singiel z narzeczoną na potrzeby bieżące. Fakt pożyczenia pieniędzy na życie od Floriana potwierdza też ogromną łączność i wzajemne zaufanie od-do Wszystkich Członków Spokrewnionych i Przyszytych takoż.
                        Ida i Marek spodziewają się potomka, mają duże wydatki, to lepiej uderzyć do kogoś, komu pożyczka na kilka miesięcy nie zrobi różnicy.

                        No i teraz zrobiła mi się bardzo ciekawa zagwozdka, czemu wyraz dam w osobnym wątku :)
                        • tt-tka Re: Smaug Jeżycki 19.02.24, 21:25
                          ako17 napisała:


                          > Odczytałam to wtedy, jako: Florian jest "byznesmenem", ma swoją kwiaciarnię (cz
                          > y on ją jeszcze w 1994 miał, nie pomnę?), w każdym razie ma, na ten moment, wię
                          > cej luźnej kasy niż potrzebuje singiel z narzeczoną na potrzeby bieżące.

                          Wszystko ladnie, tylko Florian nie jest juz singlem z narzeczona, a swiezym zonkosiem z niepracujaca zona-studentka. Owaz zona mieszka (i je, a Pulpa zawsze duzo je) u meza, a nie u rodzicow.


                          > No i teraz zrobiła mi się bardzo ciekawa zagwozdka, czemu wyraz dam w osobnym w
                          > ątku :)
                          >


                          czekamy !
                      • bupu Re: Smaug Jeżycki 20.02.24, 01:53
                        hanuszka189 napisała:




                        > Jest jeszcze jedna kwestia, nie pamiętam, kiedy Gabriela objawia się jako
                        > nauczyciel uniwersytecki? Może ona w czasach "Nutrii i Nerwusa" jeszcze w ogóle
                        > nie była nigdzie zatrudniona? Wtedy sytuacja byłaby trochę jaśniejsza - mąż z
                        > a granicą, Gaba z trójką dzieci na utrzymaniu męża, Nutria studentka na utrzyma
                        > niu rodziców i rzeczywiście na horyzoncie zostaje tylko pensja Ignaca.

                        Gaba pracowała już w Pulpecji, wykładając na filologii klasycznej. Sześć lat później, w Imieninach, była nie tylko doktorem, ale miała także świeżutką habilitację, więc owszem, musiała pracować od dłuższego czasu. A swoją drogą w czternaście lat (1984-1998) od zera do drhaba to niezłe tempo...
                        • tt-tka Re: Smaug Jeżycki 20.02.24, 08:24
                          Nie tylko Gaba pracowala, ale i Nutria nie byla studentka "na utrzymaniu rodzicow" - tlumaczyla kryminaly, a tez pracowala w Tow. Przyjaciol Nauk. Nie wiem, co ona tam robila, zwazywszy, ze nad morze wyjezdza calkiem znienackiego, bez staran o urlop, ale zarobkowala.
                    • ciotka-scholastyka Re: Smaug Jeżycki 20.02.24, 09:52
                      aniadm napisała:

                      > Bez przesady, każdy miał wtedy w domu skrytkę na pieniądze. W sensie, że nie le
                      > żały na wierzchu, żeby każdy — rodzice, dzieci, wpadająca pożyczyć mąki sąsiadk
                      > a, elektryk, listonosz itp. — mógł się zaopatrzyć w razie potrzeby. Większa got
                      > ówka miała swoje miejsce pod prześcieradłami, w szafce kuchennej w słoiku za pu
                      > szką z mąką itp. A wtedy pieniądze występowały głównie jako gotówka. To jest na
                      > ówczesne czasy zupełnie normalna rozmowa i ma prowadzić do wniosku, że panny n
                      > ie zwracały uwagi na sprawy domowe, a nie, że Mila była skąpiradłem. Jeżeli Ign
                      > ac nie wie, gdzie kasa, to dlatego, że on w ogóle mało co w domu zauważa, a nie
                      > że żona mu nie mówi.

                      Podpisuję się pod tym wszystkimi ośmioma ramionami. Moja mama też "chowała pieniądze", co nie znaczy, że je ukrywała przed resztą rodziny. I ja też nie zawracałam sobie tym głowy. Za to ojciec niewątpliwie wiedział, gdzie są, ale mój ojciec ogólnie uczestniczył w życiu domowym.
                      • kocynder Re: Smaug Jeżycki 20.02.24, 10:18
                        W "normalnych" domach - owszem. Ale borejdom najwyraźniej normalny nie jest, bo w chwili nagłej absencji matki -literalnie NIKT nie ma pojęcia czy i gdzie ona kitra kasę. Dla jasności: u mnie w domu tez się trzymało gotówkę w kilku miejscach, jako dziecko wiedziałam o trzech (srebrna cukiernica w barku, Żółta teczka w pliku dokumentów taty i szkatułka z podwójnym dnem, w której "górnej" szufladce mama trzymała przywożone zewsząd kamyki). Być może były też inne, ale nie wiem, albo nie pamiętam. Z tym, że tata doskonale wiedział gdzie są pieniądze, no ale mój tata nie miał czółka i nie rzucał łacińskimi cytatami (za to potrafił oprócz etatu nauczycielskiego zrobić trenerski i zapieprzać na dwóch etatach, żeby w naszym domu nikt się nie musiał na jedzenie rzucać jak zagłodzony pies, z obawy, że dla niego zabraknie...
                        Więc z jednej strony - niby normalne, z drugiej - zawsze miałam wrażenie, że Mila w pełni świadomie nie informuje Jęgnaca gdzie zadolinowała kasę na tzw życie, z obawy, że głąb weźmie i przepierniczy na kolejną pierdołę, tomiszcze czy nowe tłumaczenie starożytnego. I nie pojmie w tępocie własnej, że jego "Ależ to była świetna okazja!" oznacza że albo nie zapłacą rachunków, albo pożyczą od stryja Józeczka, albo tez do końca miesiąca wszyscy w domu będą jeść jeszcze gorzej niż zazwyczaj...
                        • tt-tka Re: Smaug Jeżycki 20.02.24, 15:22
                          kocynder napisała:

                          - zawsze miałam wrażenie, że Mi
                          > la w pełni świadomie nie informuje Jęgnaca gdzie zadolinowała kasę na tzw życie
                          > , z obawy, że głąb weźmie i przepierniczy na kolejną pierdołę, tomiszcze czy no
                          > we tłumaczenie starożytnego. I nie pojmie w tępocie własnej, że jego "Ależ to b
                          > yła świetna okazja!" oznacza że albo nie zapłacą rachunków, albo pożyczą od str
                          > yja Józeczka, albo tez do końca miesiąca wszyscy w domu będą jeść jeszcze gorze
                          > j niż zazwyczaj...
                          >

                          A to jest bardzo dobre i ogromnie prawdopodobne wyjasnienie !
                          swiadczy jak najgorzej o Ygnacu, ale co o nim swiadczy dobrze ?
                          • kocynder Re: Smaug Jeżycki 20.02.24, 16:37
                            "swiadczy jak najgorzej o Ygnacu, ale co o nim swiadczy dobrze ?"
                            Czy to jest pytanie podchwytliwe?
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Smaug Jeżycki 19.02.24, 14:54
      Przypomniały mi się gorzkie żale Grzyba Niedoszłego Akwizytora, jak to on tragicznie zarabia jako informatyk. I to w czasach, w których byli rozchwytywani nawet samozwańczy "fachowcy".
      I on to chyba pomyślał tak zupełnie bezkontekstowo, nie tak jak np. Gaba, która ględzi wewnętrznie o braku kasy, żeby się sama przed sobą usprawiedliwić czemu jej córki nie jeżdżą na wakacje (btw, ciekawe, że dwójkę emerytów stać na ich utrzymanie przez dwa miesiące).

      I pomyślałam sobie, że może to nie jest tak, że oni przynoszą w zębach swoje pensje Milicji, ale że ona ma dostęp do ich kont, albo w ogóle jest ich właścicielką i pilnuje by forsa stamtąd znikała zaraz po wypłacie? I Grzybostwo nie tyle kłamie, co faktycznie wierzy, że mało zarabia, bo jest regularnie okradane?
      • kocynder Re: Smaug Jeżycki 19.02.24, 17:21
        I to jest, moim zdaniem clou. Milicja jako pierwsza z borejdomu założyła se konto, na te swoje tantiemy od Englerta i Gajosa oraz łapówki od Fronczewskiego, coby następnym razem on. Po czym subtelnie i z właściwym sobie wdziękiem przekierowała na to konto dochody Jęgnaca (ok, było to później niż Kalafior, w KK jeszcze Jęgnac odbierał gotówkowo w kasie Biblioteki Raczyńskich. Po czym w leciech kolejnych zaczęła pracować zawodowo Głąba, no i jej mamunia serdecznie zaargumentowała "Ależ dziecko drogie, po co ci własne konto? Bój się Boga, napadną cię, okradną z PINu, i wszystko stracisz. Dawaj wszystko na moje!" i takoż się stało. Potem Grzeguar dołączył do familii i apiać to samo: "Ale po cóż wam, dzieci osobne, przecież ja o wszystko zadbam!" i bęc, kasa Grzeguara też na jej konto! I wszystkie aneksy do umów itp, podpisują oboje nie czytając, a ile dokładnie kasy jest - wie tylko Smaug.
        To by też tłumaczyło "kompletny brak kasy" kiedy jej niby rąbnięto portmonetkę. Kasa BYŁA, ale przecież Smaug nie mógł się przyznać, że MA, bo te parszywce na pewno by oczekiwali, że chociaż część posiadanych środków przeznaczy na jakieś debilizmy jak rachunki czy żarcie!
        • tt-tka Re: Smaug Jeżycki 19.02.24, 17:41
          Nie przeginajcie, dziewczyny, dobrze ?
          jestem ostatnia do bronienia Milicji i mam na to swiadkow, licznych - ale jesli dorosly czlowiek nie wie, ile kosztuje utrzymanie i jak sie ma do jego zarobkow, nie widzi, ze dzieci nie maja co na grzbiet i nogi wlozyc, to znaczy tylko jedno: tupiac nozkami odmawia bycia doroslym, bo wygodniej mu byc wiecznym bachorem.

          Kieszonkowe dla bachora Stryby dostaja, sandacz i szampan, kino i popcorn, potrojne egzemplarze ksiazek, na to jest. Ale na powazne wydatki tez jest - Wenecja, zmywarka, nowiuski ford w systemie ratalnym (czysty konsumpcjonizm, tylko po to, zeby miec, bo do jezdzenia to on nie sluzy), astra.
          Tam brakuje TYLKO na wydatki dla dzieci, bo potrzeby, a nawet zachcianki Grzybow sa zaspokajane. A brakuje dlatego, ze Grzyby na potomstwo maja wylane, a nie z braku forsy.
          • kocynder Re: Smaug Jeżycki 19.02.24, 18:04
            "brakuje TYLKO na wydatki dla dzieci, bo potrzeby, a nawet zachcianki Grzybow sa zaspokajane. A brakuje dlatego, ze Grzyby na potomstwo maja wylane, a nie z braku forsy"
            To też. Jednakowoż, Tt-tko - zauważ. Kiedy Smaugowi zajumano portmonetkę - poszła się źle prowadzić CAŁA forsa domowa. Cała. Czyli nie było ani gotówki w domu, ani nic na kontach - skoro trzeba się było aż zapożyczać na jakąś potworną kwotę u Florków.
            No to ja poproszę logicznie uzasadnić dwie kwestie:
            1. CZEMU Smaug miał przy sobie calutką kasę "na dom"? Dla jasności: u mnie w domu takoż jest, że jedna osoba, będąca z racji okoliczności życiowych w domu, a nie pracująca zawodowo na wygwizdowie dzierży ster. I tak, na ręce tej osoby wszyscy domownicy składają "haracz", czyli umówioną kwotę na wikt i opierunek. I (wygodnicko!) mają w nosie czy jutro na obiad mielone, pieczony indyk czy naleśniki, bo kuchnią zawiaduje osoba dzierżąca stery i to ona decyduje. Ale mogę dać słowo honoru, że wspomniana osoba: po pierwsze nie otrzymuje WSZYSTKICH pieniędzy domowników pracujących na różnych wygwizdowach, a po drugie do łba by jej nie przyszło zapakować WSZYSTKICH miesięcznych środków do jednej portmonetki i tak paradować po mieście.
            2. Czemu, w chwili kradzieży, Smaug miał przy sobie wszystkie pieniądze wszystkich domowników, skoro owa kradzież spowodowała konieczność zapożyczania się na jakieś potworne kwoty u Florów? Czyli wynika z tego, że Głąba nie miała na koncie pieniędzy poza swoim kieszonkowym, Grzendron nie miał, nikt, u licha, nie miał nic, poza tą kasą rąbniętą w portmonetce?
            • tt-tka Re: Smaug Jeżycki 19.02.24, 18:18
              Wyjasniam - Gabon lezy z fascynujaco brzydka noga, Grzendron jest nieobecny (stypendysta), do obslugi rodziny w sensie zakupowym i oplacania rachunkow jest Milicja, poki jest. Nie wiadomo nawet, czy wyplaty Grzybostwa wplywaja na konta, czy do raczki, ale nawet jesli na konta, to mogla wyjac raz a dobrze, zeby nie latac do banku/bankomatu co chwila. Robila wieksze zakupy (na caly miesiac swojej nieobecnosci ?), moze tez szla na poczte poplacic rachunki - przy czym jestem sklonna uznac, ze rabneli jej - jesli rabneli, a nie na przyklad zgubila - cala forse Gaby. Swoja i ignacowa jej zostala, w koncu seniorzy wybywaja do wod i wcale nie slychac, zeby nie mieli za co.
      • ciotka-scholastyka Re: Smaug Jeżycki 20.02.24, 10:04
        tajna_kryjowka_pyziaka napisała:


        > I pomyślałam sobie, że może to nie jest tak, że oni przynoszą w zębach swoje pe
        > nsje Milicji, ale że ona ma dostęp do ich kont, albo w ogóle jest ich właścicie
        > lką i pilnuje by forsa stamtąd znikała zaraz po wypłacie? I Grzybostwo nie tyle
        > kłamie, co faktycznie wierzy, że mało zarabia, bo jest regularnie okradane?

        No teraz to przesadziłaś niczym pan Gruszka iglaki.
        Abstrahując od absurdu samego pomysłu, to G&G przecież wiedzą, ile zarabiają, więc jak niby mieliby tylko "wierzyć, że mało"?
        • aniadm Re: Smaug Jeżycki 20.02.24, 10:53
          Plus jeżeli to lata dziewięćdziesiąte, to sporo ludzi pensje pobierało jeszcze w gotówce, a nie przelewem.
    • bupu Re: Smaug Jeżycki 19.02.24, 18:05
      To dorzucę jeszcze, mianowicie samochody Grzybostwa. Otóż:

      - Grzybuar wjechał w małżeństwo i kołchoz fiatem 126p. Fiat działa bez większych fanaberii, jeździ do Wenecji i gdzie trzeba, po czym znika. Na etapie "Imienin", czyli w 1998, Grzybuar celem uprowadzenia Gąby na randkę musi wypożyczać szmaragdowego rzęcha od Udusi.

      - Rok później, w TiR, Gąbowie mają forda, nówkę sztukę. Ford później znika, bo kiedy jadą do Śmiełowa, z rodzinnych pojazdów do dyspozycji jest tylko skoda Pałysów. Kto łyknął ten całkiem spory piniąc ze sprzedaży forda Gąbów?

      - W Sprężynie Gaba kasuje astrę, na jej miejsce kupują następną astrę (McD). Po czym w Febliku okazuje się, że Gąby mają stare golfiszcze.

      Pytanie: kto łykał kasę ze sprzedaży tych wszystkich fur, hę?

      -
      • tt-tka Re: Smaug Jeżycki 19.02.24, 18:20
        Zanim zapytam, kto lykal kase ze sprzedazy tych fur, zapytam, za co te fury zostaly kupione, nim je sprzedano. Och, czyzby jednak za zarobki Grzendronow ?
        • bupu Re: Smaug Jeżycki 19.02.24, 21:49
          tt-tka napisała:

          > Zanim zapytam, kto lykal kase ze sprzedazy tych fur, zapytam, za co te fury zos
          > taly kupione, nim je sprzedano. Och, czyzby jednak za zarobki Grzendronow ?
          >


          Ale czy ja mówię, że Grzyby w ogóle nie dostawały kasy od MiliSmauga? Dostawały, na to, co MiliSmaug uznawał za potrzebne, a samochód był potrzebny, bo to wszak Grzyborz woził seniorów kiedy było trzeba. A że Gąbostwu zaopatrzenie dzieci też zwisało i powiewało smutną firaną to inna sprawa.
      • kocynder Re: Smaug Jeżycki 19.02.24, 18:22
        Nie, no Bupu, realizm życiowy a nie borejkowski poproszę! Fiat 126p, po przejściach i nie młody to nie jest środek lokomocji po który by się kolejki ustawiały. Owszem, może być gratką dla maniaka - hobbysty, jeśli jest świetnie utrzymany - ale powątpiewam. Więc tu jakiejś wielkiej kasy być nie mogło. Nówka sztuka ford to i owszem, już kwota dość konkretna, ale też i nie wiadomo ile latek on ci z Głąbrzybami jeździł. Między TiR a Śmiełowem lat parę upłynęło, to wpływa dość znacząco na cenę wozu, a jeśli dodamy do tego permanentne zasyfienie (nie wierzę w brudasy domowe, które w autku mają czysto i porządnie!) to też nie wpływa korzystnie na cenę zbytu. Jedna Astra skasowana przez Głąbę, druga nabyta - zapewne nie nówka, a bliżej pełnoletniości niż noworodka - znów: cena ewentualnego zbytu nie jest tak znaczącą pozycją w budżecie. Stare golfiszcze, jeszcze zależy od modelu, ale też nie jest to maybach.
        • bupu Re: Smaug Jeżycki 19.02.24, 22:06
          kocynder napisała:

          > Nie, no Bupu, realizm życiowy a nie borejkowski poproszę! Fiat 126p, po przejśc
          > iach i nie młody to nie jest środek lokomocji po który by się kolejki ustawiały

          Nie wiem ile latek miał Grzybofiat, ale w połowie lat 90 fiacika w dobrym stanie dawało się jeszcze opchnąć może nie za wstrząsające sumy, ale za całkiem sympatyczną kwotę.a przestano go produkować w roku 2000 o ile pamiętam, więc wehikuł Grzesia mógł być równie dobrze kilkuletni.


          > - ale powątpiewam. Więc tu jakiejś wielkiej kasy być nie mogło. Nówka sztuka f
          > ord to i owszem, już kwota dość konkretna, ale też i nie wiadomo ile latek on c
          > i z Głąbrzybami jeździł. Między TiR a Śmiełowem lat parę upłynęło,

          Ford pojawił się w roku 1999, w TiR. Jako, cytuję, "świeżo kupiony". O jego zniknieniu dowiadujemy się z CP, toczącej się w roku 2004. Nie wiem co Grzyb musiałby robić ze swoją furą, żeby ją zajeździć na amen w pięć lat.

          to wpływa do
          > ść znacząco na cenę wozu, a jeśli dodamy do tego permanentne zasyfienie (nie wi
          > erzę w brudasy domowe, które w autku mają czysto i porządnie!) to też nie wpływ
          > a korzystnie na cenę zbytu. Jedna Astra skasowana przez Głąbę, druga nabyta - z
          > apewne nie nówka, a bliżej pełnoletniości niż noworodka - znów: cena ewentualne
          > go zbytu nie jest tak znaczącą pozycją w budżecie. Stare golfiszcze, jeszcze za
          > leży od modelu, ale też nie jest to maybach.
          >
          Golfiszcza nie zbyto, golfiszcze oddano Indeksowi Glikemicznemu.
          • kocynder Re: Smaug Jeżycki 19.02.24, 22:47
            "co Grzyb musiałby robić ze swoją furą, żeby ją zajeździć na amen w pięć lat"
            Oj da się,spokojnie. Wystarczy ze dwa razy zamiast diesla zalać benzynę albo na odwrót, kilka razy na parkingu uniwersyteckim przytrzeć o słupek, pomylić płyn hamulcowy z płynem do spryskiwaczy... ;)
            Spokojnie się da.
            Natomiast owszem, przyznałam, że pięcioletni ford to jest kwota jak najbardziej znacząca i zauważalna w budżecie. :)
    • przymrozki Re: Smaug Jeżycki 19.02.24, 18:43
      Z drugiej strony, tam się dzieją dziwne cuda nad kasą.

      No bo na przykład. Mila prowadzi kuchnię dla jedenastu osób (ona, Ignac, Gaba, Grzegorz, Róża, Laura, Ignaś, Ida, Marek, Józinek, Łucja - przy czym skład osobowy się zmienia) z opcją przyjęcia dodatkowych gości. Tymczasem nigdy - no, nie licząc ambarasu z cyklopami - nie dochodzi do sytuacji typu "dla kogoś zabrakło zupy", "nie bierz dokładki, bo dla taty nie starczy" lub "rano były dwie kostki masła, jak to możliwe, że nie ma już nic do chleba" czy też "mamo, gdzie jest mój jogurt".

      Co oznacza, że jedzenia musiało być mnóstwo - a mnóstwo jedzenia dla tuzina osób to jest naprawdę mnóstwo.
      • kocynder Re: Smaug Jeżycki 19.02.24, 19:40
        A to już gdzieś był podnoszone, acz chyba w kontekście Pulpetowa.
        Ale w sumie... Przyjmijmy w borejdomu regularnych stołowników 10 osób, dla równego rachunku. Przyjmijmy, że Ida śniadań nie je bo dba o linię, Marek obiady jada na oddziale, a kolację jak wypadnie. No to jakoś się wyrówna. Niech będzie - 10. Chleb. Ile go potrza na śniadanie i kolację dla 10 gąb? Powiedzmy dwa bochenki. No, jedno zje mniej, drugie więcej, ale te dwa bochenki to minimum, mam na myśli taki chleb "zwyczajny", bez bajerów. Ile do niego masła? Kostka to minimum, prędzej 1,5. Coś do chleba: 30 plasterków szynki, tyleż samo żółtego sera, 5 - 6 pomidorów, ze trzy pęczki rzodkiewek, główka salaty... Obiad do tego: kartofle to już pal licho noszenie, ale samo skrobanie na ten pułk wojska to już niezła czasówka. Ładny kawał schabu, na 10 kotletów, jeśli mają być ciut grubsze niż bibuła, jarzynka do tego, marchewka tarta z jabłkiem, proszę bardzo, znów nie patrząc kto to przydźwiga, ale obieranie i tarcie...? Poza tym niech się kto inny pobawi w podliczenie kosztów...
        • przymrozki Re: Smaug Jeżycki 19.02.24, 20:29
          kocynder napisała:

          > 10. Chleb. Ile go potrza na śniadanie i kolację dla 10 gąb? Powiedzmy dwa boch
          > enki. No, jedno zje mniej, drugie więcej, ale te dwa bochenki to minimum, mam n
          > a myśli taki chleb "zwyczajny", bez bajerów. Ile do niego masła? Kostka to mini
          > mum, prędzej 1,5. Coś do chleba: 30 plasterków szynki, tyleż samo żółtego sera,
          > 5 - 6 pomidorów, ze trzy pęczki rzodkiewek, główka salaty...

          W "Kwiecie kalafiora" była scena, w której cztery córki rzucają się na kolację, bo wiedzą, że jak któraś się na chwilę zagapi, zostanie bez niczego. Jest to zapewne zupełnie prawdopodobna rzecz w sporej rodzinie, która nie ma samonakrywających się stoliczków, a do jedzenia jest to, co ktoś kupił, przyniósł i przygotował, a co nie zostało w międzyczasie zjedzone przez któregoś z licznych domowników.

          Ale potem tego problemu już nie było - więc albo Borejkowie w zasadzie przestali jeść, albo jedzenia w chałupie było tyle, że może wyjaśniliśmy tajemnicę znikających fortun. No bo zobaczcie - gdy kończą się słodycze na dzień dziecka, Mila ma dość składników na ciasto dla wszystkich wnuków. Gdy Ida wraca do domu jako ostatnia, Gaba zeznaje, że Róża zjadła całego kurczaka, ale dla Idy i tak zostaje pełna porcja obiadowa. Tuzin osób je pierogi, zostaje dość by kusić dokładką dla McDusi. Nigdy nie dochodzi do sytuacji, w której dla Laury brakuje sera, a dla Grzegorza kotleta.
          • kocynder Re: Smaug Jeżycki 19.02.24, 23:32
            "W "Kwiecie kalafiora" była scena, w której cztery córki rzucają się na kolację, bo wiedzą, że jak któraś się na chwilę zagapi, zostanie bez niczego"
            Ja wiem, to miało oznaczać, że one takie niewybredne, bo nawykłe do jedzenia tego co jest a nie kaprysów. Ale ja zawsze miałam wrażenie, że tego jedzenia było dla nich po prostu za mało. I to nie że "na styk", a właśnie za mało. Dla jasności - mój dom rodzinny nie był zamożny. raczej odwrotnie. Nie mięliśmy hektarów pod szkłem, butiku, ani żadne z moich rodziców nie pisało jednoaktówek dla teatrów. Jedzenie, jak to w tych okolicznościach, bywało "średnie", ale NIGDY nie musiałam się dławić przy jedzeniu z myślą, że jak nie zjem szybko to mi inni zeżrą i będę głodna! Ba, nawet nie do pomyślenia było, żebym z talerza sterty kanapek wzięła sobie wszystkie z szynką (towar luksusowy i trudno dostępny), a pozostałym zostawiła z żółtym serem i z dżemem (produkty tanie i łatwo dostępne). Oczywistym było, że kiedy mama wnosi talerz kanapek - to są dla wszystkich i trzeba brać tak, żeby dla każdego wystarczyło. Oczywiście, bywały "targi" (typu "Ja ci dam kanapkę z szynką a ty mi ze szprotkami"), ale to wyłącznie za zgodą "właściciela". I nie, u MM to NIE JEST napisane tak, że ta "spóźnialska" będzie sobie musiała sama coś dorobić, czy że zabraknie ulubionego cyklopa i będzie musiała "dojeść" kanapkami z pastą twarogową. Nie. Stoi jak wół, że panny młóciły żarcie na wyścigi, bo gdyby któraś zwlekała to pozostałe zeżarłyby porcję wolniejszej! I problem w tm, że tam właśnie nie chodzi o ulubiony jogurt, czy jakiegoś "ekstrasa", a o najzwyklejsze jedzenie codzienne!

            No właśnie mnie męczy - jako że nigdy nie gotowałam na 10 łbów (i nie mam zamiaru!) to byłby potrzebny ktoś, kto wyliczy porcje i koszta, chociażby tak pi razy oko. Mogę napisać przykładowy jadłospis:

            śniadanie:
            sałatka z fetą typu grecka (pomidory, ogórki, papryka, oliwki, rukola, ser feta, oliwa), chleb, masło
            2 śniadanie:
            kanapki (do szkoły/pracy) pieczywo, masło, wędlina, ser żółty, pomidor
            obiad
            zupa fasolowa, kotlety z piersi z kurczaka, frytki, surówka z tartej marchewki z jabłkiem, na deser ryż zapiekany z jabłkami.
            podwieczorek
            naleśniki z budyniem/dżemem wiśniowym
            kolacja
            pieczywo, masło, wędlina, ser żółty, twaróg ze szczypiorkiem i śmietaną, pomidor, papryka, sałata zielona
            Pominęłam tu kawę, herbatę, napoje zimne oraz przekąski czyli wszystko co między posiłkami. No, załóżmy dla dobra matematyki, że poza porami posiłków kuchnia na kłódkę. Kto się pokusi o wykalkulowanie ilości żarełka (do powyższego menu) i podsumowanie cenowe? ;)
            • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Smaug Jeżycki 20.02.24, 00:05
              kocynder napisała:

              > "W "Kwiecie kalafiora" była scena, w której cztery córki rzucają się na kolację
              > , bo wiedzą, że jak któraś się na chwilę zagapi, zostanie bez niczego"
              > Ja wiem, to miało oznaczać, że one takie niewybredne, bo nawykłe do jedzenia te
              > go co jest a nie kaprysów. Ale ja zawsze miałam wrażenie, że tego jedzenia było
              > dla nich po prostu za mało. I to nie że "na styk", a właśnie za mało. (...)

              Zwłaszcza, że była też wzmianka, że Mila musiała wyprawiać CUDA, żeby jej dzieci zjadły pełnowartościowy posiłek. Czyli normalnie im na różnorodne składniki do takowego nie starczało.
              • aniadm Re: Smaug Jeżycki 20.02.24, 10:50
                Niekoniecznie im nie starczało na składniki, wtedy też często różnych składników nie starczało. W skali krajowej.
                Były miliony porad i sposobów dla pań domu, jak zrobić niemal dosłownie coś z niczego. A tutaj to coś z niczego trzeba było robić na sześć osób, w tym cztery rosnące i wiecznie głodne.
                • bupu Re: Smaug Jeżycki 20.02.24, 14:53
                  aniadm napisała:

                  > Niekoniecznie im nie starczało na składniki, wtedy też często różnych składnikó
                  > w nie starczało. W skali krajowej.
                  > Były miliony porad i sposobów dla pań domu, jak zrobić niemal dosłownie coś z n
                  > iczego. A tutaj to coś z niczego trzeba było robić na sześć osób, w tym cztery
                  > rosnące i wiecznie głodne.


                  No nie, przepraszam, ale nie. Był ser biały, był żółty, jajka, rybki w puszkach (bardzo dobre niektóre), dżemy. Borejkowie mieli pod nosem także Rynek Jeżycki z całym asortymentem warzywnym pod nosem. Był też chleb. Masło było na kartki, owszem, ale istniała margaryna. Istotnie, wprowadzenie do tego jadłospisu różnorodności było wyzwaniem, za to nie powinno być nim dostarczenie pożywienia w takiej ilości, żeby wszyscy się najedli. Tymczasem, co jest powiedziane całkiem explicite, ilość pożywienia jest limitowana i jak komu siostra obrąbie porcję, to wincy nie będzie.
                  • tt-tka Re: Smaug Jeżycki 20.02.24, 15:51
                    bupu napisała:

                    >
                    > No nie, przepraszam, ale nie. Był ser biały, był żółty, jajka, rybki w puszkach
                    > (bardzo dobre niektóre), dżemy. Borejkowie mieli pod nosem także Rynek Jeżycki
                    > z całym asortymentem warzywnym pod nosem. Był też chleb. Masło było na kartki,
                    > owszem, ale istniała margaryna.

                    Gwoli scislosci, w czasach KK na kartki byl tylko cukier, inne produkty, w tym maslo, nie byly reglamentowane.

                    Natomiast, ciekawa sprawa, w OwR Mila Borejko nie ma problemu z wyzywieniem wlasnych dzieci i dodatkowo polowy podworka. A to czas, gdy nie tylko reglamentacja objela sporo produktow, ale i ceny na czarnym rynku i w szarej strefie wywindowalo w gore (wczesniej na cielecine od tzw "baby" stac bylo znacznie wiecej osob niz w 83). Czyzby znikniecie Ygnaca tak wplynelo na strukture spozycia ? :P
                    • iwoniaw Re: Smaug Jeżycki 20.02.24, 16:09
                      Znikniecie Ignaca wplynęlo moim zdaniem nie tyle na strukturę spożycia (co taki Ignac zje, że sparafrazuję...), co na strukturę wydatków - nawet podstawowe i niekosztowne produkty spożywcze nabywa(ło) się za żywy pieniądz, a tego ostatniego było po prostu więcej, gdy nie wydawano go na siedemnastego Plutarcha. Mogły sobie ksiązki w PRLu nie być specjalnie drogie, ale nawet niedrogie ale częste kompulsywne zakupy dla przyjemności potrafią przecież zrobić wyrwę w budzecie, zwłaszcza jeśli ten budżet jest napięty...
                    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Smaug Jeżycki 20.02.24, 16:09
                      tt-tka napisała:

                      > bupu napisała:
                      >
                      > >
                      > > No nie, przepraszam, ale nie. Był ser biały, był żółty, jajka, rybki w pu
                      > szkach
                      > > (bardzo dobre niektóre), dżemy. Borejkowie mieli pod nosem także Rynek J
                      > eżycki
                      > > z całym asortymentem warzywnym pod nosem. Był też chleb. Masło było na k
                      > artki,
                      > > owszem, ale istniała margaryna.
                      >
                      > Gwoli scislosci, w czasach KK na kartki byl tylko cukier, inne produkty, w tym
                      > maslo, nie byly reglamentowane.
                      >
                      > Natomiast, ciekawa sprawa, w OwR Mila Borejko nie ma problemu z wyzywieniem wla
                      > snych dzieci i dodatkowo polowy podworka. A to czas, gdy nie tylko reglamentacj
                      > a objela sporo produktow, ale i ceny na czarnym rynku i w szarej strefie wywind
                      > owalo w gore (wczesniej na cielecine od tzw "baby" stac bylo znacznie wiecej os
                      > ob niz w 83). Czyzby znikniecie Ygnaca tak wplynelo na strukture spozycia ? :P
                      >
                      >

                      Ale z Ignacem zniknęły też pieniądze na to wyżywienie. Serio starczało na wszystko z jej dziergania i okazjonalnych tłumaczeń Gaby, która tych studiów bynajmniej nie rzuciła by pracować?
                      • tt-tka Re: Smaug Jeżycki 20.02.24, 18:22
                        tajna_kryjowka_pyziaka napisała:


                        > Ale z Ignacem zniknęły też pieniądze na to wyżywienie. Serio starczało na wszys
                        > tko z jej dziergania i okazjonalnych tłumaczeń Gaby, która tych studiów bynajmn
                        > iej nie rzuciła by pracować?
                        >
                        >


                        Serio to oczywiscie nie mialo prawa wystarczyc, zwlaszcza ze poza kalamburka i KK Milicja wlasciwie nie dzierga. W kilku watkach byla o tym mowa. Ale mowimy o swiecie przedstawionym, a nie realnym - i w tym przedstawionym w KK dla czworga dzieci nie zawsze starcza, a w OwR starcza, i dodatkowo dozywia sie Kreske, Genowefe Pompke i pol podworka.
                  • aniadm Re: Smaug Jeżycki 20.02.24, 17:06
                    bupu napisała:


                    >
                    >
                    > No nie, przepraszam, ale nie. Był ser biały, był żółty, jajka, rybki w puszkach
                    > (bardzo dobre niektóre), dżemy. Borejkowie mieli pod nosem także Rynek Jeżycki
                    > z całym asortymentem warzywnym pod nosem. Był też chleb. Masło było na kartki,
                    > owszem, ale istniała margaryna. Istotnie, wprowadzenie do tego jadłospisu różn
                    > orodności było wyzwaniem, za to nie powinno być nim dostarczenie pożywienia w t
                    > akiej ilości, żeby wszyscy się najedli. Tymczasem, co jest powiedziane całkiem
                    > explicite, ilość pożywienia jest limitowana i jak komu siostra obrąbie porcję,
                    > to wincy nie będzie.
                    >
                    Ale były też kolejki, w których Ignac oszukiwał, że Pulpa jest dziecięciem na ręku. Kiełbasy starczało po plasterku na kanapkę z masłem roślinnym i pastą twarogową (swoją drogą, nienawidziłam masła roślinnego). Warzywa były zasadniczo w sezonie, a KK zaczyna się w Sylwestra.
                    Po prostu nie zapominajmy, że w latach 70. regularne zaopatrzenie domu w żywność było sprawą znacznie trudniejszą niż dzisiaj. Zwłaszcza przy ograniczonym budżecie — a tu nie trzeba dorabiać przedziwnych motywacji i uzasadnień, rodzina z czwórką dzieci zawsze praktycznie będzie miała ograniczony, wtedy czy teraz.
                    • bupu Re: Smaug Jeżycki 20.02.24, 17:44
                      aniadm napisała:


                      > Ale były też kolejki, w których Ignac oszukiwał, że Pulpa jest dziecięciem na ręku


                      No były. I co to ma do ilości pożywienia w domu Borejków?

                      > Kiełbasy starczało po plasterku na kanapkę z masłem roślinnym i pastą twar
                      > ogową (swoją drogą, nienawidziłam masła roślinnego).

                      > Warzywa były zasadniczo w
                      > sezonie, a KK zaczyna się w Sylwestra.

                      Ogórek kiszony, czy konserwowy też warzywo. Istniały także przetwory warzywne. Ponadto nie mówimy tu tylko o samym czasie akcji KK, bo przyzwyczajenie do rąbania wszystkiego maszynowo w obawie o utratę porcji panienki niewątpliwie rozwinęły wcześniej.

                      > Po prostu nie zapominajmy, że w latach 70. regularne zaopatrzenie domu w żywnoś
                      > ć było sprawą znacznie trudniejszą niż dzisiaj.

                      Było, owszem, co nie znaczy, że sytuacja w której brakowało w domu odpowiedniej ilości pożywienia była normalna. Nie była.

                      > Zwłaszcza przy ograniczonym bud
                      > żecie — a tu nie trzeba dorabiać przedziwnych motywacji i uzasadnień, rodzina z
                      > czwórką dzieci zawsze praktycznie będzie miała ograniczony, wtedy czy teraz.


                      Moja babcia miała piątkę dzieci do wyżywienia, co prawda nie w latach 70, tylko ciut wcześniej. Budżet był ograniczony, owszem, ale ilościowo jedzenia starczało dla wszystkich, nikt nie musiał pilnować, żeby mu rodzeństwo nie wyżarło.
                  • przymrozki Re: Smaug Jeżycki 20.02.24, 18:14
                    bupu napisała:

                    > Istotnie, wprowadzenie do tego jadłospisu różn
                    > orodności było wyzwaniem, za to nie powinno być nim dostarczenie pożywienia w t
                    > akiej ilości, żeby wszyscy się najedli. Tymczasem, co jest powiedziane całkiem
                    > explicite, ilość pożywienia jest limitowana i jak komu siostra obrąbie porcję,
                    > to wincy nie będzie.

                    Tak źle chyba nie było, odsmażane kartofle ewidentnie były nielimitowane. Borejkównom brakowało różnorodności i słodyczy, a nie kalorii.

                    Natomiast sam fakt, że w dużej rodzinie nigdy nie wiesz, czy kanapka, którą sobie zostawiasz na później faktycznie dotrwa do później sam w sobie nie szokuje. Znacznie dziwniejsze jest to, że Józinek nie ma podobnych doświadczeń i co wejdzie do kuchni babci, to tam wszystko jest.
                    • ako17 Re: Smaug Jeżycki 20.02.24, 18:34
                      ja jednak nie widziałam tego aż tak drastycznie, jako braku odpowiedniej ilości pożywienia.
                      Raczej na zasadzie: "nie chcesz? to ja zjem", niż podbieranie siostrom czy rodzicom ukradkiem kanapki, gdy na moment odwrócili głowę.
                      W sensie - dla wszystkich było raczej wystarczająco jedzenia w miarę skromnych możliwości. Tak na styk. Głodne na co dzień nie chodziły. Ale tak żeby się najeść, "z górką", to nie. Stąd dziewczęta miały świadomość, że jak będą grymasić: "znowu kanapki z twarogiem, a Joanna to je na kolację kanapki z polędwicą", zaraz któraś siostra powie: "nie chcesz, to nie. Ja chętnie zjem".
                      Niekoniecznie dlatego, że siostra się jeszcze nie najadła. Po prostu coś by więcej zmieściła.


                      Podobnie postrzegam sytuację z cyklopem. Kolacja była wcześniej, wszyscy zjedli, łącznie z Gabą. Powiedzmy, ok. 19:30.
                      Po prostu, po dwóch-trzech godzinach, gdy Patrycja wróciła do domu i zaczęła sobie robić późną kolację, zapach smażonych ziemniaków zwabił resztę rodziny do kuchni i spowodował, że obudziła się chęć na "coś smażonego" - Kreska też mówi, że jest po kolacji, ale tu tak pięknie pachnie, że da się zaprosić.
                      Więc, skoro Gaba oddała jej swojego cyklopa, to nie to że głodowała (i tak było to głupie, ale cóż), tylko nie zaspokoiła chęci na dodatkowy posiłek, bez którego mogła się obejść.
                      • kocynder Re: Smaug Jeżycki 20.02.24, 18:54
                        No nie. Ako, przyznam, że czytałam dawno, a że tomy poszły się, jak to określiła Tt-tka źle prowadzić to nie sprawdzę, ale tam było, że panny pożerały migiem. Czyli nie jadły bez grymasów, a w pośpiechu. Jak pisze sama autorka "bo mogłoby się zdarzyć, że szybsze siostrzyczki zeżarłyby porcję tej wolniejszej. No miałam wizję taką, że Mamman Borejko nie stawia na stole półmisków, talerzy itp, tylko sama w kuchni szykuje górę kanapek i duży "wspólny" talerz zanosi do pokoju/podaje na stół, a tam każdy bierze sobie do opróżnienia. No i właśnie przykładowo Mamman wyliczyła powiedzmy po 3 kromki na łeb. Mając na stanie Jęgnaca i cztery panny (siebie nie liczyła) naszykowała piętnaście kromek. I tak: podaje na stół, każdy sięga po jedną i zaczyna jeść. Dajmy na to Nutria akurat czyta wiersze Puszkina, więc je wolniej niż siostrunie. Kończy swoją (pierwszą) kromkę, chce sięgnąć po drugą i co? I psinco, bo okazuje się, że ni ma, bo siostrunie zeżarły, mając w tyłkach, że ktoś będzie głodny. Oraz i tak dalej. Czyli w kontekście: "Jak dają żarcie to rzucaj się jak wściekły pies, bo jak nie to będą ci kiszki marsza grały.
                        I w ten sposób mamy nader widoczne aż dwa poważne problemy w klanie.
                        1. Braki w żywności. Skandaliczne i patologiczne. I nie, nie wynikające z niezamożności, bo, jakem wychowana w PRLu (acz późniejszym), ani ja ani nikt z moich koleżanek i kolegów GŁODNYN nie chodził
                        2. Wychowanie panienek, któremu to podobno miła się poświęcać Milunia. Otóż tak się poświęcała wychowaniu tychże panienek, że wychowała zachłanne egoistki, na widok żarcia niezdolne do myślenia. Kiedyś była taka szkoła tresury psów, że jak pies będzie prawie zdychał z głodu, to za kawałek mięsa zrobi wszystko, może Milunia się naczytała jakichś starych podręczników szkolenia psów? Była to zresztą metoda nader szybko uznana za okrutną, podłą, a przede wszystkim - nieskuteczną na dłuższą metę, ale tego już Mila nie doczytała widać...
                        • aniadm Re: Smaug Jeżycki 20.02.24, 19:14
                          To grymaszenie czy też niegrymaszenie jest odautorskie.

                          "Dzisiejsza kolacja też została pochłonięta w oszałamiającym tempie. W tym domu nikt nie grymasił przy jedzeniu, ponieważ mogłoby się zdarzyć, że któraś z sióstr zajęłaby się porcją grymaśnicy. "
                          • ciotka-scholastyka Re: Smaug Jeżycki 21.02.24, 10:04
                            aniadm napisała:

                            > To grymaszenie czy też niegrymaszenie jest odautorskie.

                            Proszę cię, cytuj posty, na które odpowiadasz, bo nie wiadomo, do czego konkretnie się odnosisz...
                      • bupu Re: Smaug Jeżycki 20.02.24, 19:35
                        ako17 napisała:

                        > ja jednak nie widziałam tego aż tak drastycznie, jako braku odpowiedniej ilości
                        > pożywienia.
                        > Raczej na zasadzie: "nie chcesz? to ja zjem", niż podbieranie siostrom czy rodz
                        > icom ukradkiem kanapki, gdy na moment odwrócili głowę.
                        > W sensie - dla wszystkich było raczej wystarczająco jedzenia w miarę skromnych
                        > możliwości. Tak na styk. Głodne na co dzień nie chodziły. Ale tak żeby się naje
                        > ść, "z górką", to nie. Stąd dziewczęta miały świadomość, że jak będą grymasić:
                        > "znowu kanapki z twarogiem, a Joanna to je na kolację kanapki z polędwicą", zar
                        > az któraś siostra powie: "nie chcesz, to nie. Ja chętnie zjem".
                        > Niekoniecznie dlatego, że siostra się jeszcze nie najadła. Po prostu coś by wię
                        > cej zmieściła.

                        No więc dobra, cytaty:

                        Przy napiętym do ostatnich granic budżecie, a
                        jednocześnie przy nieumiarkowanej manii kupowania książek, której ulegali wszyscy znający alfabet
                        członkowie rodziny, sytuacja musiała wyglądać drastycznie. Co prawda, w chwilach kryzysu robiono
                        czystkę w bibliotece i zanoszono paki nie lubianych książek do antykwariatu na Starym Rynku, lecz
                        sumy uzyskane z tej sprzedaży nigdy nie były zbyt wysokie. Mama dokazywała cudów
                        pomysłowości, by gatunkowo skromne pożywienie uczynić pożywieniem wysokokalorycznym,
                        wysokobiałkowym i pełnym witamin, ale niekiedy przeżywała chwile buntu


                        Tu jest powiedziane explicite, że brakowało pieniędzy. Nie żarcia w sklepach, tylko pieniędzy na to żarcie.


                        Dzisiejsza kolacja też została pochłonięta w oszałamiającym tempie. W tym domu nikt nie
                        grymasił przy jedzeniu, ponieważ mogłoby się zdarzyć, że któraś z sióstr zajęłaby się porcją
                        grymaśnicy. Nikt też przy jedzeniu nie rozmawiał, ponieważ traciłby w ten sposób cenny czas,
                        przeznaczony na posiłek.


                        A to mi wcale nie wygląda jak "Nie chcesz, to ja zjem".

                        >
                        > Podobnie postrzegam sytuację z cyklopem. Kolacja była wcześniej, wszyscy zjedli
                        > , łącznie z Gabą. Powiedzmy, ok. 19:30.
                        > Po prostu, po dwóch-trzech godzinach, gdy Patrycja wróciła do domu i zaczęła so
                        > bie robić późną kolację, zapach smażonych ziemniaków zwabił resztę rodziny do k
                        > uchni i spowodował, że obudziła się chęć na "coś smażonego" - Kreska też mówi,
                        > że jest po kolacji, ale tu tak pięknie pachnie, że da się zaprosić.
                        > Więc, skoro Gaba oddała jej swojego cyklopa, to nie to że głodowała (i tak było
                        > to głupie, ale cóż), tylko nie zaspokoiła chęci na dodatkowy posiłek, bez któr
                        > ego mogła się obejść.
                        >


                        No nie.

                        Gabrysia podała mu swojego "Cyklopa", uspokajając go, że może jeść śmiało, bo ona
                        sobie przecież może usmażyć następne jajko na grzance - po czym zajrzała do lodówki i
                        stwierdziła, że jajek już nie ma, ani jednego, i odtąd jej największym zmartwieniem było: jak
                        nie ujawnić przed mężem i resztą zgromadzenia, że dla niej nic już nie ma na kolację.


                        Stoi jak byk napisane, że dla Gabona nic nie zostało na kolację. Co jest dla mnie sytuacją dziwną. Okej, wyszły jaja, ale masło też? Ser, twaróg, wędlina, cokolwiek do tego chleba?
            • ako17 Re: Smaug Jeżycki 20.02.24, 19:18
              kocynder napisała:


              >
              > No właśnie mnie męczy - jako że nigdy nie gotowałam na 10 łbów (i nie mam zamia
              > ru!) to byłby potrzebny ktoś, kto wyliczy porcje i koszta, chociażby tak pi raz
              > y oko. Mogę napisać przykładowy jadłospis:
              >
              > śniadanie:
              > sałatka z fetą typu grecka (pomidory, ogórki, papryka, oliwki, rukola, ser feta
              > , oliwa), chleb, masło
              > 2 śniadanie:
              > kanapki (do szkoły/pracy) pieczywo, masło, wędlina, ser żółty, pomidor
              > obiad
              > zupa fasolowa, kotlety z piersi z kurczaka, frytki, surówka z tartej marchewki
              > z jabłkiem, na deser ryż zapiekany z jabłkami.
              > podwieczorek
              > naleśniki z budyniem/dżemem wiśniowym
              > kolacja
              > pieczywo, masło, wędlina, ser żółty, twaróg ze szczypiorkiem i śmietaną, pomido
              > r, papryka, sałata zielona
              > Pominęłam tu kawę, herbatę, napoje zimne oraz przekąski czyli wszystko co międz
              > y posiłkami. No, załóżmy dla dobra matematyki, że poza porami posiłków kuchnia
              > na kłódkę. Kto się pokusi o wykalkulowanie ilości żarełka (do powyższego menu)
              > i podsumowanie cenowe? ;)
              >

              ale to na dzisiejsze ceny? czy nadal mówimy o KK, bo się pogubiłam :/
              Tak czy siak, wyobrażenie sobie przygotowywania jakichkolwiek posiłków na 10 osób dzień w dzień, przerasta moje możliwości.
              • hanuszka189 Re: Smaug Jeżycki 20.02.24, 19:49
                ako17 napisała:

                > Tak czy siak, wyobrażenie sobie przygotowywania jakichkolwiek posiłków na 10 os
                > ób dzień w dzień, przerasta moje możliwości.

                >
                Ee, bez przesady. Kwestia przyzwyczajenia. Kiedyś robiło się w domu i te słynne wesela, imieniny, większe wigilie. W moim własnym domu z dziadkami było 6 osób i często powstawały dania na dwa dni (więc powiedzmy, porcja szykowana na raz była "borejkowska")- jasne, poważne zadanie, ale całkowicie wykonalne dla osoby, która nie pracowała na etacie pozadomowym. Szczególnie, gdy w domu było do pomocy więcej kobiet/dziewczyn/innych podrostków - jedno obierało ziemniaki, druga robiła mięso i zupę, trzecia - sałatkę. Po prostu trzeba było mieć większe garnki i porządną kuchenkę gazową, a w piekarniku najlepiej ruszt na kurczaka.
                • tt-tka Re: Smaug Jeżycki 20.02.24, 20:43
                  hanuszka189 napisała:

                  > ako17 napisała:
                  >
                  > > Tak czy siak, wyobrażenie sobie przygotowywania jakichkolwiek posiłków na
                  > 10 os
                  > > ób dzień w dzień, przerasta moje możliwości.
                  >
                  > >
                  > Ee, bez przesady. Kwestia przyzwyczajenia. Kiedyś robiło się w domu i te słynne
                  > wesela, imieniny, większe wigilie.

                  Codziennie ?

                  W moim własnym domu z dziadkami było 6 osób
                  > i często powstawały dania na dwa dni (więc powiedzmy, porcja szykowana na raz
                  > była "borejkowska")- jasne, poważne zadanie, ale całkowicie wykonalne dla osoby
                  > , która nie pracowała na etacie pozadomowym. Szczególnie, gdy w domu było do po
                  > mocy więcej kobiet/dziewczyn/innych podrostków - jedno obierało ziemniaki, drug
                  > a robiła mięso i zupę, trzecia - sałatkę.

                  Widzimy cos takiego u Borejkow ?

                  >Po prostu trzeba było mieć większe ga
                  > rnki i porządną kuchenkę gazową, a w piekarniku najlepiej ruszt na kurczaka.

                  Oraz zaopatrzeniowca, ktory wszystko potrzebne przytacha. Bo jednak niesc ze sklepu ziemniory, marchew, chleb i reszte na osob trzy czy cztery, a na dziesiec to jest spora roznica w kilogramach, nie tylko w platnosciach.
                  • hanuszka189 Re: Smaug Jeżycki 21.02.24, 10:27
                    tt-tka napisała:


                    >
                    > Widzimy cos takiego u Borejkow ?
                    >
                    > >Po prostu trzeba było mieć większe ga
                    > > rnki i porządną kuchenkę gazową, a w piekarniku najlepiej ruszt na kurcza
                    > ka.
                    >
                    > Oraz zaopatrzeniowca, ktory wszystko potrzebne przytacha. Bo jednak niesc ze sk
                    > lepu ziemniory, marchew, chleb i reszte na osob trzy czy cztery, a na dziesiec
                    > to jest spora roznica w kilogramach, nie tylko w platnosciach.
                    >
                    Akurat u Borejków często jest pokazane wspólne gotowanie i dzielenie się obowiązkami. Chyba tylko Ignacy senior i Laura nie gotują dla gawiedzi (a i oni pomagają czasem w zakupach). Cała reszta potrafi coś zrobić, od mieszania sałatek po ciasta. Nutria i Grzegorz często przyrządzają dla siebie osobne potrawy, więc wypadają ze wspólnego rachunku. Moja opinia dotyczyła tego, że dla 10 osób w domu jak najbardziej DA się gotować - nawet codziennie. Może to być uznane za uciążliwe w dzisiejszych czasach, ale się da i jak sądzę, zajęłoby to ze trzy godziny dziennie.

                    Co do zaopatrzenia, racja, trzeba taszczyć kilogramy, jednak Borejkowie mieszkają w centrum miasta z rozmaitymi sklepami i targiem w zasięgu krótkiego spaceru.
                    >
                    >
                    >
                    • bupu Re: Smaug Jeżycki 21.02.24, 12:48
                      hanuszka189 napisała:


                      > Co do zaopatrzenia, racja, trzeba taszczyć kilogramy, jednak Borejkowie mieszka
                      > ją w centrum miasta z rozmaitymi sklepami i targiem w zasięgu krótkiego spaceru

                      Okej, ćwiczenie praktyczne. Policzmy ile waży furaż na jeden dzień dla dziesięciu gąb.

                      Śniadanie:

                      - Chleb. Jedna kromka typowego mieszanego chleba waży 35 g. Przy średnim spożyciu trzech kromek per capita daje nam to kromek 30. 1 kg i 50 g.
                      - Masło do tego chleba. 10 g per kanapka, wyjdzie 300 g (półtorej kostki).
                      - Dodatki. Plasterek szynki, czy sera to ok. 30 g. Po plasterku na jedną kanapeczkę, 900 g.

                      To skromne śniadanie zamyka się w wadze 2 250 kg.

                      Obiad:

                      Pierwsze danie, powiedzmy pomidorowa z makaronem.
                      - 350 g żeberka wieprzowego
                      - na te minimum trzy litry zupy jakieś500 g przecieru.
                      - makaron, 50 g per capita, ugotowanego of course, razem 1500, na sucho waży jedną trzecią tego co po ugotowaniu, czyli 500 g.
                      - śmietana do zabielenia, jeden zasobniczek, czyli 300 g.
                      Pierwsze zamyka nam się wagą 1650 g.

                      Drugie.
                      - kotlet kurzęcy, 130 g porcja, przed usmażeniem jakieś 170 g. Czyli razem 1700 g.
                      - pyry, 300 g per capita, 3000 ugotowanych, czyli 1000 g surowych
                      - sałata, 200 g per capita, czyli razem 2000 g.
                      razem: 4700 g.

                      Kolacja:
                      - chleb, 1050 g
                      - masło, 300 g
                      - twarożek, 150 g per capita, 1500g łącznie
                      - ogórek zielony, 100 g per capita, 1000 g łącznie
                      razem 3850g.

                      Łączna waga zakupów spożywczych na jeden dzień: 12 450 g.
                      Uważcie sobie dobrze, zaopatrzenie na jeden dzień waży dwanaście i pół kilo, wyłącznie spożywcze, a nie wliczam do tego wagi opakowań, wszystkich musztard, majonezów, olejów, kaw, herbat, cukrów, mąk i czego tam się jeszcze u Borejków używa. Ani też wszystkiego innego, czego się w gospodarstwie domowym używa. To teraz sobie wyobraźcie tę drobna jak ptaszek Milę (bo to ona najczęściej robiła zakupy) która dzień w dzień dyguje do chałupy dwanaście kilo żarcia. Plus inne rzeczy. Nawet ze sklepami w zasięgu spaceru robi się z tego potworność.
                      • kocynder Re: Smaug Jeżycki 21.02.24, 13:01
                        A dodajmy jeszcze, że po pierwsze primo porcje wyliczyłaś zdecydowanie bez dokładek i dość skromne, a po drugie primo jadło dość mało zróżnicowane i mało wymagające (dodajmy do śniadania/kolacji np paprykę, rzodkiewki, pomidora, a do obiadu zamieńmy sałatę na tartą marchewkę z jabłuszkiem i już waga nam skacze o ładnych parę punktów.
                      • kocynder Re: Smaug Jeżycki 21.02.24, 13:06
                        A, Bupu szacowna: jako że lubisz matematykę (a ja nie znoszę!) zechciałabyś może przeliczyć "ilości" produktów potrzebne dla 10 osób na jadłospis dzienny:

                        śniadanie:
                        sałatka typu "Czar PRL-u" (ziemniaki, marchew, pietruszka, seler, jajko na twardo, ogórek kiszony, groszek z puszki, cebula, majonez - ewentualnie pół na pół z jogurtem), chleb, masło
                        2 śniadanie:
                        kanapki (do szkoły/pracy) pieczywo, masło, wędlina, ser żółty, pomidor
                        obiad
                        zupa fasolowa, kotlety z piersi z kurczaka, frytki, surówka z tartej marchewki z jabłkiem, na deser ryż zapiekany z jabłkami.
                        podwieczorek
                        naleśniki z budyniem/dżemem wiśniowym
                        kolacja
                        pieczywo, masło, wędlina, ser żółty, twaróg ze szczypiorkiem i śmietaną, pomidor, papryka, sałata zielona
                        • kooreczka Re: Smaug Jeżycki 21.02.24, 14:06
                          Nadal brzmi dość współcześnie.
                          Wieczorem sprawdzę co oderwała w zakresie jadłospisów Kuchnia Polska
                    • tt-tka Re: Smaug Jeżycki 21.02.24, 13:29
                      hanuszka189 napisała:


                      > Akurat u Borejków często jest pokazane wspólne gotowanie i dzielenie się obowią
                      > zkami. Chyba tylko Ignacy senior i Laura nie gotują dla gawiedzi (a i oni pomag
                      > ają czasem w zakupach).

                      Ja poprosze o przyklady tego wspolnego gotowania i dzielenia sie obowiazkami, ale zwlaszcza gotowania.
                      Larwe na zakupach widzimy slownie RAZ.

                      >Cała reszta potrafi coś zrobić, od mieszania sałatek po
                      > ciasta.

                      Potrafi to potrafi, ale czy robi ?

                      >Nutria i Grzegorz często przyrządzają dla siebie osobne potrawy, więc
                      > wypadają ze wspólnego rachunku.

                      Nutria owszem. Aczkolwiek nie widzimy jej, przykladowo, na zakupach, wiec te kilogramy warzyw na jej salatki taszczy kto inny zapewne. Grzegorzowi zdarzylo sie kucharzyc pod nieobecnosc starych, ale kiedy starzy sa w domu, Grzegorz je to, co mu dadza, a nie sam osobiscie gotuje.

                      >Moja opinia dotyczyła tego, że dla 10 osób w do
                      > mu jak najbardziej DA się gotować - nawet codziennie. Może to być uznane za uci
                      > ążliwe w dzisiejszych czasach, ale się da i jak sądzę, zajęłoby to ze trzy godz
                      > iny dziennie.

                      Da sie, pewnie. Ale to jest cholerna robota. Trzeba zakupic, przyniesc, przygotowac, ugotowac, pozmywac po szykowaniu, pozmywac po jedzeniu (moja zmywara, przykladowo, garow nie obsluguje, zwlaszcza takich wiekszych) i to jest stanowczo wiecej niz trzy godziny dziennie, zwazywszy, ile oni tam zra. Skonczysz sprzatac po sniadaniu, czas szykowac obiad, Skonczysz sprzatac po obiedzie, szykuj podwieczorek. Po podwieczorku bierz sie za kolacje.

                      >
                      > Co do zaopatrzenia, racja, trzeba taszczyć kilogramy, jednak Borejkowie mieszka
                      > ją w centrum miasta z rozmaitymi sklepami i targiem w zasięgu krótkiego spaceru
                      > .

                      No i co, te krotkie spacery odwalasz z kilkunastokilowym bagazem codziennie ?

                      A procz tego, co Bupu wyliczyla, ze spozywki dochodza napoje (w duzych butlach), maka i cukier na te ciagle wypieki, ocet, olej, sol itp, z innych rzeczy srajtasma, mydlo, kostki i sol do zmywarki, plyn do mycia recznego tego, co sie w zmywarce nie miesci... nawet jesli nie uzywaja i nie potrzebuja plynu do mycia podlog czy okien.
                      • hanuszka189 Re: Smaug Jeżycki 21.02.24, 19:04
                        tt-tka napisała:


                        > Da sie, pewnie. Ale to jest cholerna robota. Trzeba zakupic, przyniesc, przygot
                        > owac, ugotowac, pozmywac po szykowaniu, pozmywac po jedzeniu (moja zmywara, prz
                        > ykladowo, garow nie obsluguje, zwlaszcza takich wiekszych) i to jest stanowczo
                        > wiecej niz trzy godziny dziennie, zwazywszy, ile oni tam zra. Skonczysz sprzata
                        > c po sniadaniu, czas szykowac obiad, Skonczysz sprzatac po obiedzie, szykuj pod
                        > wieczorek. Po podwieczorku bierz sie za kolacje.

                        Ale jak to się ma do Borejków? Można podejrzewać, że Mila mając do wyżywienia 6 osób, rzeczywiście większość ogarniała sama. Ale mówimy o czasach późniejszych, gdy zawsze do dyspozycji było kilka wyrośniętych córek/zięć/usłużna wnuczka. Zmywać powinien ktoś, kto nie gotował. Dorosłym ludziom nie serwuje się podwieczorku, a i zazwyczaj gotowych śniadań i kolacji (wyłączam Ignacego, ale to już odpowiedzialność własna Mili). Od czasów KK nigdzie nie ma sugestii, że cały ten majdan był na głowie jednej osoby. Jest natomiast zaznaczone często, że w obiady włączają się Mila, Gaba i Róża, zmywają zwykle Róża i Grzegorz, ciasta robi Gaba, Nutria nauczyła się ogarniać swoje wege, a jeśli Grzegorz i Laura taszczą torby w jednej scenie, skąd podejrzenie, że nie robili tego częściej?
                        >
                        >
                        >
                        • tt-tka Re: Smaug Jeżycki 21.02.24, 19:21
                          hanuszka189 napisała:


                          > Ale jak to się ma do Borejków? Można podejrzewać, że Mila mając do wyżywienia 6
                          > osób, rzeczywiście większość ogarniała sama. Ale mówimy o czasach późniejszych
                          > , gdy zawsze do dyspozycji było kilka wyrośniętych córek/zięć/usłużna wnuczka.

                          Corki pracuja i to w porze, gdy szykuje sie obiad. Grzegorza gotujacego pamietam tylko w DP, gdy starych na miejscu nie ma. Mareczek nie gotuje, Roza "kazdemu wyrywa robote z reki" opisowo, ale z jej dokonan kulinarnych coz mamy poza szarlotka na jej wlasne imieniy (a moze imieniny matki) ?
                          Na zakupach (ciezkich, ale wcale nie codziennych , tam byly soki, jablka i proszek do prania) widzimy Grzegorza i larwe RAZ, za to wzmianek o Milicji pomykajacej na rynek ze swoja torba w kratke jest sporo.

                          > Zmywać powinien ktoś, kto nie gotował. Dorosłym ludziom nie serwuje się podwiec
                          > zorku, a i zazwyczaj gotowych śniadań i kolacji (wyłączam Ignacego, ale to już
                          > odpowiedzialność własna Mili).

                          Alez serwuje sie, w borejkowersum. Lusia i Jozwa (McD, czyli 12-latka i 16-latek) wpadaja na sniadanie do babuni i je dostaja, kolacje tez tam jedza, Igstryba rozglada sie po juz nakrytym i zastawionym stole (nie znajdujac tam zreszta nic da siebie do zjedzenia poza maslem fistaszkowym), Ida wpada jak do siebie i dostaje podstawione pod nos.

                          >Od czasów KK nigdzie nie ma sugestii, że cały te
                          > n majdan był na głowie jednej osoby. Jest natomiast zaznaczone często, że w obi
                          > ady włączają się Mila, Gaba i Róża,

                          nie no, przepiekny eufemizm ta Mila wlaczajaca sie w obiady.
                          Poprosze o przypomnienie, kiedy robia to Roza i gaba, bo mnie sie wydaje, ze wtedy, gdy Milicji w domi nie ma, tylko i li.

                          zmywają zwykle Róża i Grzegorz, ciasta robi
                          > Gaba, Nutria nauczyła się ogarniać swoje wege,

                          A jarzynki na to jej wege kto kupuje i taszczy, bo przeciez nie ona ?

                          a jeśli Grzegorz i Laura taszcz
                          > ą torby w jednej scenie, skąd podejrzenie, że nie robili tego częściej?

                          Bo opisana jest TA JEDNA scena, a wzmianek o ganianiu po zakupy w wykonaniu Milicji, i w NiN zaospowanej wtedy Rozy (Milicji nie ma) duzo wiecej.
              • kocynder Re: Smaug Jeżycki 20.02.24, 21:11
                Jak chce ci się bawić, to choćby ceny na dzisiejsze. :)
                Mówimy o KK, ale komu by się chciało liczyć zera, bo weź, że tam w międzyczasie zatańczyły sobie gawota inflacja z denominacją. Jakby ci się chciało, to możesz się tez pobawić w przeliczenie czasu, abstrahując od targania tych kilogramów ze sklepu, samo przyrządzanie obliczyć... Ja odmawiam, bo z matematyki jestem noga stołowa nieheblowana.
                • ako17 Re: Smaug Jeżycki 20.02.24, 22:26
                  kocynder napisała:

                  > Jak chce ci się bawić, to choćby ceny na dzisiejsze. :)
                  > Mówimy o KK, ale komu by się chciało liczyć zera, bo weź, że tam w międzyczasie
                  > zatańczyły sobie gawota inflacja z denominacją. Jakby ci się chciało, to możes
                  > z się tez pobawić w przeliczenie czasu, abstrahując od targania tych kilogramów
                  > ze sklepu, samo przyrządzanie obliczyć... Ja odmawiam, bo z matematyki jestem
                  > noga stołowa nieheblowana.
                  >


                  no to jak na KK, to skąd sałatka z fetą? Pani Kocynder, uściślijmy zeznania :DDD
                  • kocynder Re: Smaug Jeżycki 20.02.24, 22:40
                    Eee... Fakt. To zamiast greckiej zwykła jarzynowa, typu "Czar PRL-u".
                  • kocynder Re: Smaug Jeżycki 21.02.24, 10:52
                    I siadać do matematyki, zanim odchudzą podstawę programową! ;)
      • ako17 Re: Smaug Jeżycki 19.02.24, 19:43
        co mogłoby, ewentualnie, ten opis sytuacji ratować:
        1. Jakiś "koniec miesiąca" - wszyscy mieli dostać za 4-5 dni nowe wypłaty/ świadczenia. Milicja miała przy sobie resztki kasy z całego miesiąca na kupienie rodzinie żywności, by dotrwali do tych wypłat.
        2. Nazajutrz po kradzieży wyjeżdżała z Ignacym. Bilety mieli kupione, pobyt z wiktem opłacony. Czyli kasy w tym sanatorium nie potrzebowała, przynajmniej na razie, a jej emeryturę czy coś tam miała niebawem odebrać Gaba (nie wiem, czy Ignac wtedy pracował, czy też był na emeryturze, nie ma to znaczenia. Jakieś pieniądze miały przyjść, któraś z córek by im przekazem wysłała tyle, ile potrzebują "na ruchy" na turnusie. Cokolwiek by to miało być, np. lody na deptaku - większych potrzeb chyba nie mieli. Zakładam przy tym, że ich bagaż składał się głównie z książek, zatem mieli zajęcie na cały pobyt.
        3. Stwierdzenie "mnóstwo forsy", sugerujące jakieś tysiące, pochodzi od Laury. A mogło chodzić o 500-600 złotych (na dzisiejsze), byle do nowej wypłaty.
        4. Gabriela dzielnie oznajmiła mamusi, że sobie świetnie poradzi z niemowlęciem, zakazem wstawania, brakiem kasy (bo ta "przyjdzie" za te 2-3 dni), ma wszak do pomocy 2 córki, z czego jedną do tejże pomocy nader chętną, oraz Idusię, co prawda w ciąży, ale wciąż na chodzie i z Markiem, który jakby co, to dowiezie + Patrycję z Florianem na dochodne, więc będzie jakoś tam otoczona ludźmi. Niech się mamusia nie martwi, wszak mamusia z tatusiem muszą jechać do sanatorium (sam tatuś nie pojedzie, bo nie umie wsiąść w pociąg i wysiąść na odpowiedniej stacji, gdy się zaczyta w Senece i potem go trzeba będzie szukać po całej Polsce, więc mamusia bardziej potrzebna tatusiowi w podróży do Ciechocinka niż Gabie w Poznaniu).
        5. Sypnięcie groszem na podróż oznaczało początkowo danie jakichś 250-300 zł na:
        - bilety na Pomorzanina do Gdyni, stamtąd już bezpłatnie Żeromscy zawiozą piękne panny do Łeby. Dzieci i studentka miały zniżki na przejazd koleją żelazną, powiedzmy że ze 2 stówy by wystarczyły.
        - skromne utrzymanie przez pierwsze 1-2 dni w Łebie. Nie na chodzenie po restauracjach (co Nutria wykonała dwukrotnie w ciągu pierwszego dnia podróży), ale zaopatrzenie w sklepach: bułki, jogurt na śniadanie, jakiś sok, kabanosy na plażę. Od Kowalików, powiedzmy, ciepła zupa, czy leczo na obiado-kolację i herbata do termosu na cały dzień. Tyle można by oczekiwać od gospodarzy, żeby nie wyjść na totalnego pasożyta.
        6. Dalej miałaby Gaba, po otrzymaniu swojej wypłaty, dosłać kolejne pieniądze siostrze przekazem pocztowym do Łeby, ale wciąż byłoby to skromne utrzymanie. Może od czasu do czasu frytki w smażalni, lody ze sklepu.
        Tylko tak widzę możliwość, żeby to się kupy trzymało.
        Pewnie zaraz znajdziecie w tym rozumowaniu sporo luk, ale na więcej mnie nie stać ;)
        • ako17 Re: Smaug Jeżycki 19.02.24, 20:29
          ako17 napisała:

          > co mogłoby, ewentualnie, ten opis sytuacji ratować:
          wpisałam się w nieodpowiednim momencie drzewka - oczywiście moja wypowiedź dotyczyła analizy finansów z NiN
        • tt-tka Re: Smaug Jeżycki 19.02.24, 20:33
          ako17 napisała:

          > co mogłoby, ewentualnie, ten opis sytuacji ratować:
          > 1. Jakiś "koniec miesiąca" - wszyscy mieli dostać za 4-5 dni nowe wypłaty/ świa
          > dczenia. Milicja miała przy sobie resztki kasy z całego miesiąca na kupienie ro
          > dzinie żywności, by dotrwali do tych wypłat.

          Koniec miesiaca to jest, gdy sie NiN zaczyna. Starzy wyjechali wczesniej.


          > 2. Nazajutrz po kradzieży wyjeżdżała z Ignacym. Bilety mieli kupione, pobyt z w
          > iktem opłacony. Czyli kasy w tym sanatorium nie potrzebowała, przynajmniej na r
          > azie, a jej emeryturę czy coś tam miała niebawem odebrać Gaba (nie wiem, czy Ig
          > nac wtedy pracował, czy też był na emeryturze, nie ma to znaczenia.

          Rany, to jest 94 rok, a oboje seniorzy z 35 ! oni w NiN nawet jeszcze 60-tki nie maja !


          > 3. Stwierdzenie "mnóstwo forsy", sugerujące jakieś tysiące, pochodzi od Laury.
          > A mogło chodzić o 500-600 złotych (na dzisiejsze), byle do nowej wypłaty.

          A sprawa ukradzionych skladek ? nikt tych pieniedzy zwrocic nie zamierza ?


          > 4. Gabriela dzielnie oznajmiła mamusi, że sobie świetnie poradzi z niemowlęciem
          > , zakazem wstawania, brakiem kasy (bo ta "przyjdzie" za te 2-3 dni), ma wszak d
          > o pomocy 2 córki, z czego jedną do tejże pomocy nader chętną,

          oraz zaospowana...

          >oraz Idusię, co p
          > rawda w ciąży, ale wciąż na chodzie i z Markiem, który jakby co, to dowiezie +
          > Patrycję z Florianem na dochodne, więc będzie jakoś tam otoczona ludźmi.

          Ida w ciazy i na dwoch etatach pracujaca, Marka przez cale NiN nie widzimy ani razu, Flora tez, Patti wpada zdaje sie raz. Do codziennej opieki nad Gaba nie ma tam NIKOGO poza ciezarna i zapracowana Ida, a procz zakrzepicy jest niemowle. I nie uwierze, ze Milicja nie zdaje sobie sprawy z sytuacji. Ona po prostu ma to w nosie.
          Ps - skadinad nie bez powodu, corka ma kochajacego meza, on sie powinien zona i dzieckiem zajac

          >Niech
          > się mamusia nie martwi, wszak mamusia z tatusiem muszą jechać do sanatorium (sa
          > m tatuś nie pojedzie, bo nie umie wsiąść w pociąg i wysiąść na odpowiedniej sta
          > cji, gdy się zaczyta w Senece i potem go trzeba będzie szukać po całej Polsce,
          > więc mamusia bardziej potrzebna tatusiowi w podróży do Ciechocinka niż Gabie w
          > Poznaniu).
          > 5. Sypnięcie groszem na podróż oznaczało początkowo danie jakichś 250-300 zł na
          > :
          > - bilety na Pomorzanina do Gdyni, stamtąd już bezpłatnie Żeromscy zawiozą pięk
          > ne panny do Łeby. Dzieci i studentka miały zniżki na przejazd koleją żelazną,
          > powiedzmy że ze 2 stówy by wystarczyły.
          > - skromne utrzymanie przez pierwsze 1-2 dni w Łebie. Nie na chodzenie po restau
          > racjach (co Nutria wykonała dwukrotnie w ciągu pierwszego dnia podróży), ale za
          > opatrzenie w sklepach: bułki, jogurt na śniadanie, jakiś sok, kabanosy na plażę
          > . Od Kowalików, powiedzmy, ciepła zupa, czy leczo na obiado-kolację i herbata d
          > o termosu na cały dzień. Tyle można by oczekiwać od gospodarzy, żeby nie wyjść
          > na totalnego pasożyta.

          Mlode malzenstwo na dorobku z dwojka wlasnym dzieci ma utrzymywac studentke na wylocie i dwojke pracownikow naukowych na etatach ? Tak uzgodniono ? bo mnie sie zdaje, ze mowa byla tylko o miejscu w ogrodku... no i przywiezieniu dziewczyn (z innego miasta !), bo sie "wytrawna turystka" przesiasc nie umie...


          > 6. Dalej miałaby Gaba, po otrzymaniu swojej wypłaty, dosłać kolejne pieniądze

          Znaczy Ida procz nianczenia siostry i swoich dwoch etatow mialaby jeszcze wystawac na poczcie... ale i tak sie nie klei, dziewczyny wyjezdzaja 24, do wyplaty prawie tydzien, nim pieniadze dojda, ponad tydzien. To co, jednak objadanie Zeromskich ?
          • tt-tka Re: Smaug Jeżycki 19.02.24, 20:42
            dwojke DZIECI pracownikow naukowych na etatach oczywiscie !
            • tt-tka Re: Smaug Jeżycki 19.02.24, 20:50
              Wlasnie sobie slucham Kobuszewskiego, tango importo-exporto i wyje przy smetnym "marynowany grzyb"*, "jeszcze gdzieniegdzie ida kalafiory"

              *rymem jest "to najsmutniejsza ze styp" :)
              • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Smaug Jeżycki 19.02.24, 21:03
                tt-tka napisała:

                > Wlasnie sobie slucham Kobuszewskiego, tango importo-exporto i wyje przy smetnym
                > "marynowany grzyb"*, "jeszcze gdzieniegdzie ida kalafiory"
                >
                > *rymem jest "to najsmutniejsza ze styp" :)
                >
                >

                BUAHAHAA!!! PODLINKUJ, BŁAGAM!

                Dziwnym zbiegiem okoliczności ja właśnie słuchałam "wio koniku, a jak się postarasz" i zwizualizowałam sobie zemstę Grzesia robiącego obiad dla teścia i podśpiewującego:
                Wio Ignacy, a jak się postarasz
                Na kolację zajedziemy akurat
                Tobie trutki nasypiemy zaraz
                A ja z miski swą sałatę będę jadł!
                • tt-tka Re: Smaug Jeżycki 19.02.24, 21:08
                  U mnie z linkowaniem slabo, ale odpal jutuba i wrzuc w wyszukiwarke tango importo-exporto, a uradujesz sie jak ja :)
          • ako17 Re: Smaug Jeżycki 19.02.24, 21:32
            tt-tka napisała:


            >
            > Znaczy Ida procz nianczenia siostry i swoich dwoch etatow mialaby jeszcze wysta
            > wac na poczcie... ale i tak sie nie klei, dziewczyny wyjezdzaja 24, do wyplaty
            > prawie tydzien, nim pieniadze dojda, ponad tydzien. To co, jednak objadanie Zer
            > omskich ?
            wygląda na to, że tak :D. Ale próbowałam ;)
    • shireen_leila_khaled Re: Smaug Jeżycki a plagijacik z PRLu 08.04.24, 15:09
      bupu napisała:
      > - z NiN dowiadujemy się, że Mili w tramwaju buchnieto portmonetkę z całą rodzin
      > ną kasą. Znaczy wynika z tego, że wszystkie wypłaty osób zamieszkałych w kołcho
      > zie najwyraźniej wędrowały do rąk Milicji. Także to, co Grzyb przysyłał ze styp
      > endium. (Hallo, czy nikt tam nie miał konta w banku? Wszyscy dostawali wypłatę
      > do garści?)

      Spieszę wyjaśnić tę spędzającą sens z powiek i pozbawioną jakiegokolwiek sensu finansowego zagadkę.
      Otóż zacności MM chciała napisać rom-kom wakacyjny o nierozważnej a za to romantycznej niedojdzie, co ucieka sprzed ołtarza niczym Julia Roberts, ściga ją mściwy sinobrody, a tu jeszcze łups, własna Gabba ładuje jej 2 rozbestwione siostrzeniczki na garb, z czego ukochana bestyjka jeszcze dba o to aby brat odtrąconego na pewno je znalazł i popełnił morderstwo honorowe za splamienie czci klanu - boki zrywać, nieprawdaż.

      Ale jak uzasadnić, dlaczego siostrzenice MUSIAŁY jechać na garbie Nutrianym?
      A bo mamunia chora z brzydką nogą, niemowlę jej kwili, dziadybaby w sanatorium, macoch Grzybuar zdrów ale oczywiście daleko, ach co za pech, że też diabli nadali -
      A dlaczegóż to dwie sisters nie mogły jechać na szkolne kolonie, albo gdzieś na wieś z przyjaciółkami z klasy czy z pradziadami do sanatorium czy jakieś zaprzyjaźnione leśniczówki CIechocinki?

      A dyć PiNIONDZY NI MA na takie wojaże, panie ja kogo, a Larwunię rówieśniczki nienawidzą za systematyczne ich okradanie, ha, ha, czyż to nie urocze, zdefrałdowała spryciara sierotkom grosiki i na lody wydała!

      Ale jak to bejmów ni ma, przecież Ignac jeszcze na chodzie, Grzegrzułar informatyk, jeszcze 2 lekarzy się z nimi tam kłębi, a Gaba -
      CICHO MA BYĆ PINIONDZY NI MO! Siostrzycki upiorne na garb ciotuchnie starej pannie! TAK BYĆ MUSI

      I w tym momencie MM posiłkuje się plagiatem z samej siebie, czyli kartkami na żywność ze stanu wojennego.


      W OwR ta sama Miluchna GUBI gdzieś w tramwaju portmonetkę ze WSZYSTKIMI KARTKAMI i przez to widmo głodu zaziera rodzinie w ócz. To było możliwe i łatwe nawet do zgubienia, bo karteluszki małe, i ściepa obu matek w rodzinie - bo to i przydział na mowlę był i przydział na nieletnie 2 siksy, no a żywiciel jedyny za kratami, bo 3 dorosłe baby niczym nie mogły dorabiać ani pracować poza domem (miałyby grzech).

      No to co szkodzi ponownie zgubić wszystkie kartki, czy tam banknoty półmilionowe, czy dywidendy z morgi dochodu całej rodziny w jednej portmonetusi piastowane łapką Smaugini.
      Czyż to nie wyborny, wypróbowany koncept?

      Nieszczęsna MM ugrzęzła zate w tym PRLu na ekonomii planowej i kartkach reglamentowanych.
      A trafu trzeba, że w 90ych jeszcze szalała hiperinflacja (akurat w roku NiN była dewaluacja ale dopiero na jesieni) i te miliony w jednym banknocie, milionerami się wszyscy staliśmy, ha ha, eldorado, tylko że ceny odpowiednie i te całe wielkie miliony starczały ledwo na jedne zakupy.

      No i ryms - wszystkie kartki rodzinne poszły, miliony skradzione, wszystkie finanse zamrożone,
      Gaba uziemiona, i siostrzyczki jadą nad morze na garbie ciotuni. Sen nocy letniej. Hepiend. KONIEC

      > - zwróćcie uwagę, że kasę po tej kradzieży pożycza GABA, nie Miła, której skrad
      > ziono rodzinny

      Abo jak w starym dobrym OwR kartki zginęły wszystkie, to somsiad dobrodziej Maciej POŻYCZA a nawet oddaje ubogim wdowom sybirskim swoje kartki - a jeszcze Piotr przejechał kurę bohaterkę więc rosołku starczy na tydzień, nikt w tej kamienicy głodny nie będzie...
      No to w NiN też, Miluchna też gubi kartki, a Gaba też POŻYCZA od dobrego somsiada czy szwagra.

      To nadal kompletnie bez sensu, ale plagiacik z OwR mętnie wszystko wyjaśnia.
      Co z tego, że ustrój minął i kartek już nie ma? Tym gorzej dla kartek! Siostrunie jadą, pościg jest, zwroty akcji itd.


      > - mimo że piniąc w domu jest, brakuje go na wiele rzeczy. Nie ma na porządną od
      > zież dla dzieci, na bezpieczne krzesełka dla maluchów, które muszą się gibać pr
      > zy stole na encyklopediach, czy na wyjazdy dla dzieci. (...)
      > Jest za to kasa na zmywarkę, na upiorne wtedy drogi laptop (...)
      > - cypryjska kasa Nutrii, całkiem pokaźna,
      > Kto da więcej?

      Zmywara niezgody dopiero w Jemieninach, takoż Cypr, a laptok dopiero w Skalanej Burce, gwoli ścisłości.

      Dam więcej. Otóż w tymże NiN w którym skradzione wszystkie pensje domu w jednej portmo, a niejaka Nutria w tym samym momencie miała hajsy na kurs żeglarstwa. I na sukienki ultrakobiece, i szminki rytualne, i na mnóstwo mrożonej herbaty do żłopania, a przecie taka icetea na pewno coś kosztowała więcej niż woda z kranu.

      Jednocześnie MM robi takie czary, że bejmy są hajsem Schrodingera - i są i nie ma ich jednocześnie na nic.

      Bo niby wszystko skradzione Milicji, i Nutria nic nie ma, tylko na tę icetea, a tu Gaba mami ją mamoną, SYPNIE JEJ GROSZEM na podróż nadmorską dla troje pasażerek???? Ale jednocześnie tak mało tej kasy, tego grosza Gaby, że wszystko zostaje przeputane w Warsie na 4 porcyjki parówek z musztardą, jedne ciasteczka, i jedną Fantę???!
      Tutaj też MM nadal ugrzęzła w głębokim PRLu gdy to w Warsie było DROGO a już zwłaszcza podczas stanu wojennego nikt nie miał na takie zbytki chyba że partyjny - a my biedaki wesołe, kartki skradzione, kura przejechana, w PKP na gapę aż do Szczecina, hulaj dusza!

      (jednocześnie, 3 panny jadą do Gniezna które jest całe 53 kilometry od Poznania w linii prostej, i pociągiem trwa tam klekotanie się jakieś 40 minut -
      - i przez te 40 minut gargantuiczne kaszojady wsysają wszystkie jedzenie z domu i wypijają całe napoje, i rozwiązują wszystkie jolki i jeszcze muszą do Warsa nadal nienażarte wchłonąć DROGIE paróweczki
      (znowu ukłon w stronę OwR, tam Pyza też chciała PALUWKĘ)

      W Gnieznie wysiadają w popłochu bo gdy jamochłony wsysały cały pociąg dostawczy żarcia, to przez te 40 minut sinobrody FIlip nie dość że zdążył się przykuć i rozkuć to jeszcze i zasnąć u konduktora.
      Gniezno jak wspomniawszy 53 km od Poznania, dlaczego więc wytrawna podróżniczka której właśnie groził uduszeniem psychol, nie zawróci curyk do Poznania i będzie na Ruzwelta w ciągu godziny? Ażeby chociaż dziatki niewinne ochronić przed organistą z piekieł i na policję zadzwonić?

      Bezlitosna komedia musi się bowiem toczyć, panny muszą zaginąć w nieprzebytych puszczach między Gnieznem a Pobiedziskami (te z kolei 20 km od Poznania...)
      • bupu Re: Smaug Jeżycki a plagijacik z PRLu 08.04.24, 17:35
        shireen_leila_khaled napisał(a):


        > > - mimo że piniąc w domu jest, brakuje go na wiele rzeczy. Nie ma na porzą
        > dną od
        > > zież dla dzieci, na bezpieczne krzesełka dla maluchów, które muszą się gi
        > bać pr
        > > zy stole na encyklopediach, czy na wyjazdy dla dzieci. (...)
        > > Jest za to kasa na zmywarkę, na upiorne wtedy drogi laptop (...)
        > > - cypryjska kasa Nutrii, całkiem pokaźna,
        > > Kto da więcej?
        >
        > Zmywara niezgody dopiero w Jemieninach, takoż Cypr, a laptok dopiero w Skalanej
        > Burce, gwoli ścisłości.

        Zmywarka w Jemieninach, laptok w Burku, tak. I na to kasa jest. A tymczasem w tych samych Jemieninach i dwa lata przed Burkiem Józef i IGS gibają się przy stole na stosach książek. Bo na krzesełka najwyraźniej nie ma. Tuż po Burku, w JT, oglądamy IGSa zimą w tandetnych adidasach i słyszymy z ust Milicji, że na zimowe wyjazdy dla dziecek kasy niet i niech się cieszą, że mają co żreć i na łeb im nie leci. To jak, na laptopa było, a na potrzeby dzieci nie? To co Smaugini robi z tą kasą? I co się stało z cypryjskimi oszczędnościami Nutrii, dlaczego Wąsowie gniotą się na poddaszu na Noskowskiego z progeniturą, zamiast połączyć kapitał i nabyć coś większego?

        > Dam więcej. Otóż w tymże NiN w którym skradzione wszystkie pensje domu w jednej
        > portmo, a niejaka Nutria w tym samym momencie miała hajsy na kurs żeglarstwa.
        > I na sukienki ultrakobiece, i szminki rytualne, i na mnóstwo mrożonej herbaty d
        > o żłopania, a przecie taka icetea na pewno coś kosztowała więcej niż woda z kra
        > nu.

        Żeglarstwo i szminki były nabytkami wcześniejszymi niż kradzież portfela Smauglicji.


        > Jednocześnie MM robi takie czary, że bejmy są hajsem Schrodingera - i są i nie
        > ma ich jednocześnie na nic.
        >
        > Bo niby wszystko skradzione Milicji, i Nutria nic nie ma, tylko na tę icetea, a
        > tu Gaba mami ją mamoną, SYPNIE JEJ GROSZEM na podróż nadmorską dla troje pasaż
        > erek????

        Z pożyczonych od Flora.

        Ale jednocześnie tak mało tej kasy, tego grosza Gaby, że wszystko zost
        > aje przeputane w Warsie na 4 porcyjki parówek z musztardą, jedne ciasteczka, i
        > jedną Fantę???!

        No to jest kuriozum, owszem.


        > (jednocześnie, 3 panny jadą do Gniezna które jest całe 53 kilometry od Poznania
        > w linii prostej, i pociągiem trwa tam klekotanie się jakieś 40 minut -
        > - i przez te 40 minut gargantuiczne kaszojady wsysają wszystkie jedzenie z domu
        > i wypijają całe napoje, i rozwiązują wszystkie jolki i jeszcze muszą do Warsa
        > nadal nienażarte wchłonąć DROGIE paróweczki
        > (znowu ukłon w stronę OwR, tam Pyza też chciała PALUWKĘ)

        Mniej, one jadą ekspresem.

        > W Gnieznie wysiadają w popłochu bo gdy jamochłony wsysały cały pociąg dostawczy
        > żarcia, to przez te 40 minut sinobrody FIlip nie dość że zdążył się przykuć i
        > rozkuć to jeszcze i zasnąć u konduktora.

        Zawirowania czasoprzestrzenne jak nic.

        > Gniezno jak wspomniawszy 53 km od Poznania, dlaczego więc wytrawna podróżniczka
        > której właśnie groził uduszeniem psychol, nie zawróci curyk do Poznania i będz
        > ie na Ruzwelta w ciągu godziny? Ażeby chociaż dziatki niewinne ochronić przed o
        > rganistą z piekieł i na policję zadzwonić?

        Bo sens i logika zostały w pociągu i jadą do Łeby, jak sądzę.


        > Bezlitosna komedia musi się bowiem toczyć, panny muszą zaginąć w nieprzebytych
        > puszczach między Gnieznem a Pobiedziskami (te z kolei 20 km od Poznania...)

        Ostatnie tomy uczą nas , że między Poznaniem a Pobiedziskami znajdują się pełne zwierza bory, gęsto porosłe prawdziwkami, a ranny łoś zdrów przebiega knieję, w okolicach Gniezna zaś są odludzia, na których można utknąć z dziurawą oponą na cały dzień, a człeka nie uwidzieć. Więc ten...
        • ciotka-scholastyka Re: Smaug Jeżycki a plagijacik z PRLu 09.04.24, 09:50
          bupu napisała:



          > w okolicach Gniezna zaś są odludzia, na których można utknąć z dziurawą oponą n
          > a cały dzień, a człeka nie uwidzieć. Więc ten...

          Więc Bimbo jak zwykle pisze nie to, jak było, tylko to, co jej się wydaje - bo panienki wysiadały w Inowrocławiu, a nie w Gnieźnie.
          Po czym z tego Inowrocławia zwiały taksówką przed psychopatą w kierunku nieokreslonym, tam gdzieś poza miastem złapały pekaes, który też do miasta nie wracał, tylko jechał gdzieś z wycieczką. Dlatego nie wróciły na dworzec.
          Oczywiście nie zmienia to faktu, że cała ta wyprawa jest napisana zupełnie idiotycznie, natomiast potwierdza, że warto sprawdzać, o czym się pisze.
          • bupu Re: Smaug Jeżycki a plagijacik z PRLu 09.04.24, 14:39
            ciotka-scholastyka napisała:

            > bupu napisała:
            >
            >
            >
            > > w okolicach Gniezna zaś są odludzia, na których można utknąć z dziurawą o
            > poną n
            > > a cały dzień, a człeka nie uwidzieć. Więc ten...
            >
            > Więc Bimbo jak zwykle pisze nie to, jak było, tylko to, co jej się wydaje - bo
            > panienki wysiadały w Inowrocławiu, a nie w Gnieźnie.

            Ty sprawdzaj komu odpisujesz i na co, wow. Po pierwsze to pisałam ja, nie Bimbo, po drugie odnosiłam się jasno do TOMÓW PÓŹNIEJSZYCH. A dokładniej, do CZ i przygód IGSa, co byś wyłapała, gdybyś zamiast się pienić zechciała przeczytać post na który odpowiadasz.

            Panienki zaś owszem, wysiadały we Inowrocławiu, ale to niczego nie zmienia, jedzie się tam z Poznania godzinę pospiesznym, ekspresem pewnie krócej, a pociągów i autobusów z powrotem do Poznania było tam w latach 90 od metra i trochę. Komisariat dworcowy też był. Dlatego paniczna ucieczka Nutrii nie ma sensu, czy wysiadły w Gnieźnie, czy w Ino, apetyty siostrzyczek zaś pozostają całkiem tak samo gargantuiczne.
          • shireen_leila_khaled Re: Smaug Jeżycki a plagijacik z PRLu MEA KULPA 10.04.24, 01:13
            ciotka-scholastyka napisała:
            > Więc Bimbo jak zwykle pisze nie to, jak było, tylko to, co jej się wydaje - bo
            > panienki wysiadały w Inowrocławiu, a nie w Gnieźnie.

            Toć słyszę, że dzwoni, ale pomyliłam w której parafii.
            Nie sprawdziłam, a przez lata całe myślałam, że one wysiadły w Gnieznie, uciekły stamtąd w las, pochorowała się Larwa w Piastowskiej więc uciekły jeszcze dalej w las (kolejny fantastyczny pomysł), a rano świtem zwiały z lasu i tłukły sie autobusem do Inowro o 6:40 gdzie to Laura zostawiła złotko w centrum zero od czterdziestki.
            Takie drobiazgi pamiętam, ale nazwy miejscowości pomyliłam ze sobą, moja wielka culpa.

            Na usprawiedliwienie dodam, że sklera moja jest wybiórcza a tej książki nie czytałam ani nie sprawdzałam chyba już z 10 lat bo nienawidzę tego barachła za własnie wszystkie bezsensy podróżno-psycholo, oraz za chyba wszystkie postacie.
            Za psychopatę dusiciela, Natalię pasywną rozmamłalię, upiorne siostrunie - Lolitka Złodziejka i upośledzona Pyzunia latek 4, podła mlekodajna staruszka, męcząca Gaba męczennica z Dmuchem moralizatorem, odstręczający puszczalski Tunio, upał w miescie, truskawki podeptane, migrena, drętwa gadka o nenufarach a na końcu hepiend i zakochanie chociaż chciał ją udusić, wyzywał od samic i kajdankował 3 dni wcześniej.
            Koszmaaaaaarrrrr.
            Nie możnaby tego wszystkiego wyciąć tylko zostawić jedna ładną randkę nad jeziorem Nutrii w noc świętojańska?

            A jeszcze kradzież całej klasie oraz totalny brak kary dla Larwy, tylko jeszcze w nagrodę na wakacje jedzie.
            Przecież to się samo nasuwa, że za karę złodziejka właśnie NIE jedzie nigdzie, siedzi w zamknięciu w mieście, i jeszcze musi pomagać mamuni przy Motylu.
            Jak w Ani z Mielonego Wzg Ania NIE idzie na piknik za karę.
            Dodatkowo w szkole nie tylko ocena ndst z zachowania, ale też nie przejście do następnej klasy, albo przynajmniej przeniesienie do innej szkoły. Nie tylko za karę ale dla ochrony jej samej, przecież wszystkie okradzione dzieci by jej żyć nie dały. No i kurator dla Gaby oraz zwrot przez Gabę całego hajsu dzieciom.

            > Po czym z tego Inowrocławia zwiały taksówką przed psychopatą w kierunku nieokre
            > slonym, tam gdzieś poza miastem złapały pekaes, który też do miasta nie wracał,
            > tylko jechał gdzieś z wycieczką. Dlatego nie wróciły na dworzec.

            No i ta ucieczka jest tak durna że mnie szlag trafia i hejtuję.
            Wysiadły by na dworcu i wio prosto do SOKisty czy personelu prosić o pomoc z psycholem, dzwonić po gliny itd. Więcej ludzi w mundurach to by nic Filipek nie zrobił.
            Następnie dzwonić do Gaby ze wracają i wsiąść w następny do Poznania. Larwa choruje, zostaje w domu. Dzwonią do Anieli.
            Następnego dnia dzwonić do Tunia. Ewentualnie prosić Flora i Pulpę o podwoz Nutrii i Pyzy nad jezioro dla wytchnienia, i biwakują spokojnie a tam N spotyka noca pięknego wodnika inkubusa itd.

            A one co? Uciekają taxi kilometrami do jakiegoś lasu. Znowu majac na to forsę chociaż przed chwilą parówki wszystko zjadły... ŁOT DE FAK X 23465
            • bupu Re: Smaug Jeżycki a plagijacik z PRLu MEA KULPA 10.04.24, 17:02
              shireen_leila_khaled napisał(a):

              >
              > > Po czym z tego Inowrocławia zwiały taksówką przed psychopatą w kierunku n
              > ieokre
              > > slonym, tam gdzieś poza miastem złapały pekaes, który też do miasta nie w
              > racał,
              > > tylko jechał gdzieś z wycieczką. Dlatego nie wróciły na dworzec.
              >
              > No i ta ucieczka jest tak durna że mnie szlag trafia i hejtuję.
              > Wysiadły by na dworcu i wio prosto do SOKisty czy personelu prosić o pomoc z ps
              > ycholem, dzwonić po gliny itd. Więcej ludzi w mundurach to by nic Filipek nie z
              > robił.

              W latach 90 były na dużych dworcach posterunki policji, chciałam zauważyć. Na przykład w Inowrocławiu, tam jeszcze na przełomie wieków działał. Wiem, gdyż jeździłam przez Ino i Posen na studia. Wystarczyło zatem krokiem promenadowym pójść na posterunek i Psychobratek z głowy.
              • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Smaug Jeżycki a plagijacik z PRLu MEA KULPA 10.04.24, 18:53
                bupu napisała:

                > shireen_leila_khaled napisał(a):
                >
                > >
                > > > Po czym z tego Inowrocławia zwiały taksówką przed psychopatą w kier
                > unku n
                > > ieokre
                > > > slonym, tam gdzieś poza miastem złapały pekaes, który też do miasta
                > nie w
                > > racał,
                > > > tylko jechał gdzieś z wycieczką. Dlatego nie wróciły na dworzec.
                > >
                > > No i ta ucieczka jest tak durna że mnie szlag trafia i hejtuję.
                > > Wysiadły by na dworcu i wio prosto do SOKisty czy personelu prosić o pomo
                > c z ps
                > > ycholem, dzwonić po gliny itd. Więcej ludzi w mundurach to by nic Filipek
                > nie z
                > > robił.
                >
                > W latach 90 były na dużych dworcach posterunki policji, chciałam zauważyć. Na p
                > rzykład w Inowrocławiu, tam jeszcze na przełomie wieków działał. Wiem, gdyż jeź
                > dziłam przez Ino i Posen na studia. Wystarczyło zatem krokiem promenadowym pójś
                > ć na posterunek i Psychobratek z głowy.
                >
                >

                Od kiedy to Borejki hańbią się zgłaszaniem czegokolwiek na policję? Choćby im Laura/Ignaś/Nora zaginęli na plus minus dobę, nie ruszą tyłków na komendę.
        • shireen_leila_khaled Re: Smaug Jeżycki a plagijacik z PRLu 09.04.24, 23:46
          bupu napisała:
          > Zmywarka w Jemieninach, lapp
          > ych samych Jemieninach i dwa lata przed Burkiem Józef i IGS gibają się przy sto
          > le na stosach książek. Bo na krzesełka najwyraźniej nie ma.

          A to zawsze odbierałam jako nie biedę (wszak i zmywara i Grześ informatyk i prezenty w tym samym tomie) tylko snobowanie borejczady na intelektualizm. Że u nich takie geniusze od powijaków, co to już w kołysce łeb hydrze analfabetyzmu, mądrze się ślinią na widok Seneki i oczywiście nawet jak siedzą to wchłaniają wiedzę odbytniczo...

          To jak, na laptopa było, a na potrzeby dzieci nie? To co Smaugini r
          > obi z tą kasą?

          No chyba nie sądzisz, że jakieś tam dzieci mają potrzeby? Co to takie zji, dziecko nie wołoduch (chyba że w pociągu. P.S. Sprawdzić czy nie wołoduch)

          > Żeglarstwo i szminki były nabytkami wcześniejszymi niż kradzież portfela Smaugl
          > icji.

          Ale po co w takim razie w ogóle ta idiotyczna kradzież wszystkich pensji z jednej sakiewki? Jeśli MM chciała uzasadnić że Nitria jest totalnie spłukana, więc przez to musi przyjąć forsę od Gaby w zamian za Pyzę i Lolitę Złodziejkę - wystarczyloby właśnie to, że Nitria całe swoje dochody władowała w robienie tego kursu i jakieś wynajmowanie jachtów, miejsca na parking łodzi na marinie czy zaliczki na wspólny wyjazd z Tuniem do którego nie doszło. Plus jej wystawny styl życia, suknie mnogie, szminki od Diora w różnych kolorach, perfumy, a dochody mikre (co ona robiła, tłumaczenia, korekty czy wieczna studentka?)
          Niepotrzebnie w ogóle to idiotyczne okradzenie pensji WSZYSTKICH jednocześnie...
          (Dlatego ja optuje że to niefortunny plagiat zgubionych wszystkich kartek na jedzenie wprost z OwR
          A Wy droga Kierowniczko BuPu optujecie że Milicja to Smaugini i nie została okradziona tylko sama skradła owszem wszystkim domownikom...
          To już widzimy skąd Larwunia nauczyła się "defraudować" całej klasie, wszyscy dawali jej składki więc ona może i kłamie jak jej ojciec ale kradnie jak jej babcia
          🤔🤔🤔🤔


          > > Jednocześnie MM robi takie czary, że bejmy są hajsem Schrodingera - i są
          > i nie ma ich jednocześnie
          > > Bo niby wszystko skradzione Milicji,
          > > tu Gaba mami ją mamoną, SYPNIE JEJ GROSZEM na podróż nadmorską dla troje
          > pasaż
          > > erek????
          > Z pożyczonych od Flora.

          Jak to, od FLORA???? Od 24 letniego studenta, że niby taka dochodowa ta kwiaciarnia, ma akurat tyle coby Gabe, Nutrie i 3 dzieci nakarmić, umyć, przewijać itd??
          Dlaczego nie od Idulca i Markulca, przecież to 2 lekarze w tym samym mieszkaniu?? Czy oni też oddawali obie pensje lekarskie Smauginii??? Rze Co??? Milicja dała dyla więc obaj lekarze w tym Idą w ciąży muszą pożyczać od FLORA na jedzenie i mydło??? Do pierwszego??? He?? I jeszcze Gaba wymaga lekarstw itd na nogę??
          Wszystko aby Nutria spłukana miała dług u Gaby???
          Za każdym razem kiedy usiłuję to zrozumieć to mi się coś w mózgu robi... nienawidzę tej książki, im dalej tym bardziej wszystko bez sensu, ani finansowego ani psychologicznego...

          > Ostatnie tomy uczą nas , że między Poznaniem a Pobiedziskami znajdują się pełne
          > zwierza bory, gęsto porosłe prawdziwkami, a ranny łoś zdrów przebiega knieję,
          > w okolicach Gniezna zaś są odludzia, na których można utknąć z dziurawą oponą n
          > a cały dzień, a człeka nie uwidzieć. Więc ten...

          :-))) wypłyneły Pyzy na suchy przestwór poznańskich stepu oceanów...
          • bupu Re: Smaug Jeżycki a plagijacik z PRLu 10.04.24, 17:17
            shireen_leila_khaled napisał(a):


            >
            > Ale po co w takim razie w ogóle ta idiotyczna kradzież wszystkich pensji z jedn
            > ej sakiewki? Jeśli MM chciała uzasadnić że Nitria jest totalnie spłukana, więc
            > przez to musi przyjąć forsę od Gaby w zamian za Pyzę i Lolitę Złodziejkę - wyst
            > arczyloby właśnie to, że Nitria całe swoje dochody władowała w robienie tego ku
            > rsu i jakieś wynajmowanie jachtów, miejsca na parking łodzi na marinie czy zali
            > czki na wspólny wyjazd z Tuniem do którego nie doszło. Plus jej wystawny styl ż
            > ycia, suknie mnogie, szminki od Diora w różnych kolorach, perfumy, a dochody mi
            > kre (co ona robiła, tłumaczenia, korekty czy wieczna studentka?)
            Nutria nie ma kasy bo jest ubogim Borejkiem, szlachetnie, rzecz jasna. A Smaugini gwizdnieto sakiewkę, żeby Gąba nie miała za co wysłać dzieciąt na wakacje i musiała nimi rzucać w Nutrie, tymi dzieciętami. Co nie ma sensu bo skoro nie ma za co wysłać, to z czego chce sypać Nutrii?


            >
            > Jak to, od FLORA???? Od 24 letniego studenta, że niby taka dochodowa ta kwiacia
            > rnia, ma akurat tyle coby Gabe, Nutrie i 3 dzieci nakarmić, umyć, przewijać itd
            > ??
            > Dlaczego nie od Idulca i Markulca, przecież to 2 lekarze w tym samym mieszkaniu
            > ?? Czy oni też oddawali obie pensje lekarskie Smauginii??? Rze Co??? Milicja da
            > ła dyla więc obaj lekarze w tym Idą w ciąży muszą pożyczać od FLORA na jedzenie
            > i mydło??? Do pierwszego??? He?? I jeszcze Gaba wymaga lekarstw itd na nogę??
            > Wszystko aby Nutria spłukana miała dług u Gaby???
            > Za każdym razem kiedy usiłuję to zrozumieć to mi się coś w mózgu robi... nienaw
            > idzę tej książki, im dalej tym bardziej wszystko bez sensu, ani finansowego ani
            > psychologicznego...

            Flor powinien był zdaje się być świeżo upieczonym inżynierem z dyplomem prosto spod prasy. I z niepracującą małżonką na utrzymaniu. Jak widać jednak jest bogatszy niż demon skalpela i neurochirurgolog (który skądinąd sam jest lepszym curiosum, przyjechawszy do Polski w latach osiemdziesiątych z dularamy w kieszeni, by w 91 rwać Idę na łacinę i szlachetne ubóstwo).
      • hanuszka189 Re: Smaug Jeżycki a plagijacik z PRLu 08.04.24, 21:53
        shireen_leila_khaled napisał(a):


        > A dlaczegóż to dwie sisters nie mogły jechać na szkolne kolonie, albo gdzieś na
        > wieś z przyjaciółkami z klasy czy z pradziadami do sanatorium czy jakieś zaprz
        > yjaźnione leśniczówki CIechocinki?

        Przede wszystkim - dlaczego siostrzyce nie mogły od razu jechać do państwa J. do Pobiedzisk, gdzie ostatecznie i tak zaraz trafiły? Czyżby Gaba nie chciała, by Nutria miała czas odpocząć i porozmyślać nad własnym żywotem, a już żeby przypadkiem nie spotkała na bałtyckiej plaży jakiegoś kolejnego Tunia? Może rodzina częściej sabotowała wyprawy romantycznej Natalii? Jeśli tak, późniejsza ucieczka na Cypr jest bardziej zrozumiała.

        > Bezlitosna komedia musi się bowiem toczyć, panny muszą zaginąć w nieprzebytych
        > puszczach między Gnieznem a Pobiedziskami (te z kolei 20 km od Poznania...)

        No dobra, jak się błąka pieszo to rzeczywiście daleko się nie zajdzie.

        Do Bupu - "Smaugini" to cudowne słowo!
        • przymrozki Re: Smaug Jeżycki a plagijacik z PRLu 09.04.24, 13:03
          hanuszka189 napisała:

          > shireen_leila_khaled napisał(a):
          >
          >
          > > A dlaczegóż to dwie sisters nie mogły jechać na szkolne kolonie, albo gdz
          > ieś na
          > > wieś z przyjaciółkami z klasy czy z pradziadami do sanatorium czy jakieś
          > zaprz
          > > yjaźnione leśniczówki CIechocinki?

          Z "Córki Robrojka" wynikało jednoznacznie, że ło matulu, na życie ledwo starcza, więc nie ma pieniędzy na wakacje dla dzieci, z "Dziecka piątku" z kolei, że nie ma z kim dzieci wysłać (przy czym opcja, żeby Gabrysia sama pojechała ze swoimi dziećmi nie była brana pod uwagę). W NiN Gabrysia (fakt, z chorą nogą i niemowlęciem pod wyłączną opiekę) z przykrością zauważa, jak dawno nie była w namiocie w lesie i żal ją bierze, że jej dzieci też nie.

          Jest w "Mani czy Ani" taka scena, w której Marianna (w oryginale i ekranizacji Luiselotte) zabiera córkę na pierwsze w życiu wakacje - tani wypad pociągiem na pieszą wycieczkę w góry - i sama się sobie dziwi, czemu do tej pory nie przyszło jej do głowy sprawić sobie i z lekka zaniedbywanemu dotąd dziecku odrobiny przyjemności. Gabrysi też by się przydało podobne przełamanie.

          > Przede wszystkim - dlaczego siostrzyce nie mogły od razu jechać do państwa J. d
          > o Pobiedzisk, gdzie ostatecznie i tak zaraz trafiły?

          To akurat było wyjaśnione - państwo Jankowiakowie zaprosili dziewczynki, gdy były już w podróży z Natalią. A Gabrysia nie miała może problemu z wpraszaniem chorych dzieci Anieli, ale miała opory, gdy chodziło o panią Martę wraz z panem Broneczkiem.
          • hanuszka189 Re: Smaug Jeżycki a plagijacik z PRLu 09.04.24, 13:50
            przymrozki napisała:

            > To akurat było wyjaśnione - państwo Jankowiakowie zaprosili dziewczynki, gdy by
            > ły już w podróży z Natalią. A Gabrysia nie miała może problemu z wpraszaniem ch
            > orych dzieci Anieli, ale miała opory, gdy chodziło o panią Martę wraz z panem B
            > roneczkiem.

            Właśnie Gabriela słowem ani myślą nie wspomina o Pobiedziskach przed nadejściem zaproszenia. Potem dowiadujemy się, że dziewczynki są "zaprzyjaźnione z panem Jankowiakiem na śmierć i życie", że Natalia zawoziła je tam już dwukrotnie, że Borejkowie byli obecni na ich weselu. W dodatku jak widzimy są chętni wziąć dziewczyny na czas nieokreślony. Tymczasem Gabie nawet nie przyszło na myśl poszukać pomocy u nich, zamiast zaprzęgać Natalię do wyprawy pod namiot nad morze. NiN to piękna baśniowa opowiastka, ale w szczegóły lepiej nie wchodzić. Bardziej przypomina sen Natalii niż rzeczywistość.

            Nawiasem mówiąc co by było gdyby Natalia dojechała pod namiot do Anieli, skoro jest ciężko wyczerpana opieką nad siostrzenicami już po pół godzinie? Ze spaniem w jednym namiocie, kąpielami, tysiącem lodów, parówek i napojów gazowanych? Przecież Nutria by wykorkowała!
            • ako17 Re: Smaug Jeżycki a plagijacik z PRLu 09.04.24, 14:49
              hanuszka189 napisała:


              > Nawiasem mówiąc co by było gdyby Natalia dojechała pod namiot do Anieli, skoro
              > jest ciężko wyczerpana opieką nad siostrzenicami już po pół godzinie? Ze spanie
              > m w jednym namiocie, kąpielami, tysiącem lodów, parówek i napojów gazowanych? P
              > rzecież Nutria by wykorkowała!

              Też sobie tego nie wyobrażam. Gabrieli ta noga musiała się rzucić na mózg.
              A absolutnie najgorszą rzeczą w tym wszystkim jest to, że Gąba powierzyła swoje dzieci osobie, która jasno zadeklarowała, że sobie z nimi nie poradzi.
              Pisałam już kiedyś o tym przy innej okazji, że czytając NiN w czasie rzeczywistym (jestem mniej-więcej rówieśnicą Nutrii) nie zwróciłam na to uwagi, bo miałam inne priorytety i historia miłosna była wtedy dla mnie na topie.
              Ale wiele lat później, gdy już mam córkę - ta historia mnie po prostu mrozi.
            • przymrozki Re: Smaug Jeżycki a plagijacik z PRLu 09.04.24, 15:03
              hanuszka189 napisała:

              > Nawiasem mówiąc co by było gdyby Natalia dojechała pod namiot do Anieli, skoro
              > jest ciężko wyczerpana opieką nad siostrzenicami już po pół godzinie? Ze spanie
              > m w jednym namiocie, kąpielami, tysiącem lodów, parówek i napojów gazowanych? P
              > rzecież Nutria by wykorkowała!

              Tysięcy lodów i parówek by być nie mogło - chyba żeby Natalia wrobiła Żeromskich w sponsorowanie uciech Róży i Laury - bo podróżniczkom już drugiego dnia przygód zaczęły się kończyć pieniądze.

              Natomiast, zaiste, byłyby to wakacje życia dla Natalii, we trójkę w dwuosobowym namiocie z gorączkującą i wymiotującą dziesięciolatką i bez stałego dostępu do bieżącej wody. Byłby to także sam miód, melasa i marcepan dla Anieli, która miałaby w ogródku chore na chorobę zakaźną dzieci, które mogły załatwiać potrzeby fizjologiczne albo u niej w krzaki, albo u niej w łazience w jednopokojowym mieszkaniu zajmowanym przez dwoje jej własnych dzieci w wieku przedszkolnym.
              • iwoniaw Re: Smaug Jeżycki a plagijacik z PRLu 09.04.24, 16:18
                Tysięcy lodów i parówek by być nie mogło - chyba żeby Natalia wrobiła Żeromskich w sponsorowanie uciech Róży i Laury - bo podróżniczkom już drugiego dnia przygód zaczęły się kończyć pieniądze.

                Biorąc pod uwagę, że one nie jechaly tam na trzy dni, to zastanawiam się, czym one się miały planowo żywić, skoro pieniądze skończyły się już na starcie. I nawet zakladając, że ceny w Warsie czy u staruszki od mleka były zapewne wyższe niż w barze mlecznym, to jednak chyba nie aż kilkanaście razy wyższe (bo zakladam, że wyjazd był na minimum 2 tygodnie, więc kilkanaście dni żywienia się w kurorcie Łeba należało brać pod uwagę...)
                • kooreczka Re: Smaug Jeżycki a plagijacik z PRLu 09.04.24, 23:01
                  MM nie pomyślała wymyślając kolejny slapstick.
                  Wystarczyłoby, żeby Nutria zostawiła kasę na stole/Gaba zdecydowała, że pieniądze dośle przekazem pocztowym, żeby nie zginęły po drodze
          • ako17 Re: Smaug Jeżycki a plagijacik z PRLu 09.04.24, 14:43
            przymrozki napisała:


            >
            > To akurat było wyjaśnione - państwo Jankowiakowie zaprosili dziewczynki, gdy by
            > ły już w podróży z Natalią. A Gabrysia nie miała może problemu z wpraszaniem ch
            > orych dzieci Anieli, ale miała opory, gdy chodziło o panią Martę wraz z panem B
            > roneczkiem.

            Jakież to celne.
        • shireen_leila_khaled Re: Smaug Jeżycki a plagijacik z PRLu 09.04.24, 22:35
          hanuszka189 napisała:
          > shireen_leila_khaled napisał(a):
          > > A dlaczegóż to dwie sisters nie mogły jech
          > Przede wszystkim - dlaczego siostrzyce nie mogły od razu jechać do państwa J. d
          > o Pobiedzisk, gdzie ostatecznie i tak zaraz trafiły?

          Z początku myślałam, że to dlatego, że babcia J to żadna przecież krewna z krwi Gaby tylko Orelki Aurelis, więc jeśli ktoś z Ruzwelta miałby wpychać dziatki babci J to już prędzej Kreskowie Tombak i ich trzódka o wspaniałej przemianie materii bo Kreska i Genowefa forever.
          Tylko że oni w Pobiedach mają jeszcze bardziej krwistą krewną mianowicie Babcię O (teściowa Kreski), bodajże ciotkę i Arturka-Gburka, i Piotra, i prędzej by wczasowali u babci O, może tylko sąsiedzko wpadając do Babci J.

          Poza tym pan Broneczek to woźny z dawnego liceum Gaby, też nie krewny żaden ani uczyciel typu Dmuch, ani koleżka z ESD.
          Może i polubił małą frygę, może i jadł u Gaby Pyzę, może i ratował sistercje obie z jezdni, ale żeby zaraz do siebie te rozbestwione kaszojady na całe lato zapraszać? Jeszcze czego. On ceni spokój a te gargantuje by mu tylko psociły, zjadły jego obiad, obżarły wszystkie krze i drzewka owocowe i zdefraudowały piniądz z kuferka na lody Bananowe...

          Nie no tak naprawdę to dlatego, że cała podróż dla dziewczynek zakończyłaby się już pół godziny po wyjechaniu z Poznania kolejką miejską, bo tak blisko leży miasteczko Pob.
          A przecież zdrajczyni Larwunia musi jechać ciotce na garbie, bo jak inaczej znajdzie je ścigający psychopata?

          >Czyżby Gaba nie chciała, by Nutria miała czas odpocząć

          To MM nie chciała. Ma być slapstickowa komedia romantyczna z deptaniem jedzenia, rzucaniem jedzenia, womitowaniem jedzenia, ucieczki, kradzieże, zwroty akcji, pościgi samochodem jak w Bullicie, skradanie się, podglądanie.. Żadnego wypoczynku. Ucieczka przed gwałtem to jak widać forma flirtu..

          Może rodzina
          > częściej sabotowała wyprawy romantycznej Natalii?

          Ha, to prędzej ona sabotowała rodzinę i teraz Gaba chce się mścić. Mówię oczywiście o Nutrii chcącej się wprosić Idulcowi i Markowi na podróż poślubną...

          Jeśli tak, późniejsza uciecz
          > ka na Cypr jest bardziej zrozumiała.

          Cypr? Jaki Cypr? Cyprian Norwid miało być.
          Cypr tudzież cudowna transformacja Nutrii w kaowca i przewodniczkę wycieczek to też nie wiem co ma być, skoro w Neurozie i Nerwicy ona zachowuje się tak strasznie, pasywnie agresywnie, kompulsywnie, nie ogarnia niczego, nawet mycia rąk w pociągu ani zaopatrzenia w żywność, jest sterroryzowana przez dziesieciolatkę i nie jest w stanie ani zadzwonić do domu ani zaopiekować się odpowiedzialnie chorą na ospę...

          > Do Bupu - "Smaugini" to cudowne słowo!

          Bupu nam jeszcze Smaugilicję podarowała, jak mniemam od Smaug+ Milicja

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka