Dodaj do ulubionych

Przytulność umowna

10.11.25, 09:56
Na bazie wątku o irytujących frazach, gdzie pojawiły się uwagi na temat kurzu w mieszkaniu na Roosevelta, pajęczynach, wygarnianych przez Grzegorza spod regałów w przedpokoju oraz zaduchu po smażeniu, zastanawiam się, jak postrzegacie mieszkanie Borejków? Bo mnie coraz bardziej ono się jawi jako zwyczajnie brudne.
Chciałybyście wejść do Borejków, wypić u nich herbatę albo usiąść przy tym wyszorowanym stole na kawałek ciastka lub pełny obiad?
Zachodzę w głowę jak uwielbiająca sterylność Ida, mogła nie widzieć tego kurzu w mieszkaniu rodziców, skoro suterena była tak czysta (gorzej z wietrzeniem)? Jak mogli czuć się tam dobrze goście?
Chyba, że przyjmiemy, iż uwielbiali Borejków, ale tak z daleka, bo im lokal przy Rusfelta zwyczajnie śmierdział…
Obserwuj wątek
    • iwoniaw Re: Przytulność umowna 10.11.25, 12:54
      No mnie te opisy pokladow kurzu zawsze dziwiły - rozumiem, że opis "domowego ciepla" to zapach świeżo pieczonego ciasta właśnie wyjmowanego z piekarnika, czy w ogóle jedzenia, wabiącego do kuchni zarówno domownikow, jak i przypadkowych gości, również "gwar i rozgardiasz" (w tym sterta kurtek na wieszaku i butów w przedpokoju) jest dobrym wskaźnikiem, ze tlumy się ściągają i kochaja siedzieć w mieszkaniu Borejkow, ale kurz? Albo opis zwyczajnie zabałaganionego i brudnego pokoju Natalii i Pulpy w "Pulpecji", gdzie otwartym tekstem jest napisane, ze od Bozego Narodzenia do Walentynek nikt tam palcem nie kiwnął? No powiedzieć, że to niezbyt zachecające, to nic nie powiedzieć...
    • bupu Re: Przytulność umowna 10.11.25, 15:42
      mackakisa napisał(a):

      > Na bazie wątku o irytujących frazach, gdzie pojawiły się uwagi na temat kurzu w
      > mieszkaniu na Roosevelta, pajęczynach, wygarnianych przez Grzegorza spod regał
      > ów w przedpokoju oraz zaduchu po smażeniu, zastanawiam się, jak postrzegacie mi
      > eszkanie Borejków? Bo mnie coraz bardziej ono się jawi jako zwyczajnie brudne.
      > Chciałybyście wejść do Borejków, wypić u nich herbatę

      Z obtłuczonego kubka? Nie, dziękuję.

      albo usiąść przy tym wysz
      > orowanym stole na kawałek ciastka lub pełny obiad?

      W towarzystwie Józefa i jego wybitnych manier? Również pas.


      > Zachodzę w głowę jak uwielbiająca sterylność Ida, mogła nie widzieć tego kurzu
      > w mieszkaniu rodziców, skoro suterena była tak czysta (gorzej z wietrzeniem)?

      Ida widzi to, co chce widzieć.

      Jak mogli czuć się tam dobrze goście?
      > Chyba, że przyjmiemy, iż uwielbiali Borejków, ale tak z daleka, bo im lokal prz
      > y Rusfelta zwyczajnie śmierdział…

      Jacy goście? Od lat 90 oni się robią tak niewidzialni jak koty i psy Gabrieli.
    • tygrys_dziure_wygryzl Re: Przytulność umowna 10.11.25, 16:22
      Może tak naprawdę Jeżycjada to wytwór zdementowanego umysłu Ignacego i Melanii, którzy siedzą sami w mieszkaniu obrastającym kurzem i sobie wyobrażają życie z córkami i całą resztą. Tak naprawdę córki uciekły gdzie pieprz rośnie zaraz po osiemnastce i od wielkiego dzwonu odwiedzają rodziców i kłamstwami wspierają ich w tej iluzji wielkiej kochającej rodziny.
      • mackakisa Re: Przytulność umowna 10.11.25, 17:04
        tygrys_dziure_wygryzl napisała:

        > Może tak naprawdę Jeżycjada to wytwór zdementowanego umysłu Ignacego i Melanii,
        > którzy siedzą sami w mieszkaniu obrastającym kurzem i sobie wyobrażają życie z
        > córkami i całą resztą. Tak naprawdę córki uciekły gdzie pieprz rośnie zaraz po
        > osiemnastce i od wielkiego dzwonu odwiedzają rodziców i kłamstwami wspierają i
        > ch w tej iluzji wielkiej kochającej rodziny.

        Ta wizja jest ciut przerażająca i jednocześnie bardzo prawdopodobna
    • kocynder Re: Przytulność umowna 10.11.25, 17:01
      Cóż... Od dość dawna mam wrażenie, że mieszkanie Borejków jest nie tyle miłe co po prostu brudne i śmierdzące. I piszę to ja, będąca flądrą i sprzątająca z musu i niechętnie! No ale jednak. Powietrze jest świeże (wietrzę od czasu do czasu), po moim mieszkaniu nie snuje się woń wczorajszego obiadu, smażonej tydzień temu cebuli, zatęchłej kawy i brudu. Pardon, miłego kurzu. Nie wyobrażam sobie, żeby ciuchy miały malowniczo leżeć na krześle/szafce/innym meblu przez dwa miesiące czy ile tam. Odkurzam częściej niż raz na kwartał, analogicznie ścieram kurz.
      Ida ma w wąskim zadku wszystko co jej jest nie na rękę, więc nie widzi syfu u rodziców, bo gdyby go dostrzegła straciłaby darmową opiekę dla progenitury i darmowe żarcie.
      Gości tam nikt od ćwierć wieku nie widział to o co chodzi?
      Ja osobiście nie chciałabym siadać przy ich stole i pić ich herbaty. Krucafuks, wolałabym kawę ze stacji benzynowej smakująca jakby była zmieszana z olejem silnikowym.
      • mackakisa Re: Przytulność umowna 10.11.25, 17:06
        kocynder napisała:

        > Cóż... Od dość dawna mam wrażenie, że mieszkanie Borejków jest nie tyle miłe co
        > po prostu brudne i śmierdzące. I piszę to ja, będąca flądrą i sprzątająca z mu
        > su i niechętnie! No ale jednak. Powietrze jest świeże (wietrzę od czasu do czas
        > u), po moim mieszkaniu nie snuje się woń wczorajszego obiadu, smażonej tydzień
        > temu cebuli, zatęchłej kawy i brudu. Pardon, miłego kurzu. Nie wyobrażam sobie,
        > żeby ciuchy miały malowniczo leżeć na krześle/szafce/innym meblu przez dwa mie
        > siące czy ile tam. Odkurzam częściej niż raz na kwartał, analogicznie ścieram k
        > urz.
        > Ida ma w wąskim zadku wszystko co jej jest nie na rękę, więc nie widzi syfu u r
        > odziców, bo gdyby go dostrzegła straciłaby darmową opiekę dla progenitury i dar
        > mowe żarcie.
        > Gości tam nikt od ćwierć wieku nie widział to o co chodzi?
        > Ja osobiście nie chciałabym siadać przy ich stole i pić ich herbaty. Krucafuks,
        > wolałabym kawę ze stacji benzynowej smakująca jakby była zmieszana z olejem si
        > lnikowym.
        >
        Też tak myślę. Sama nie lubię sprzątać, ale robię to regularnie, wietrzę po gotowaniu i co rano. U Borejków jakoś bym się brzydziła bodaj wody się napić.
    • tt-tka Re: Przytulność umowna 10.11.25, 17:18
      mackakisa napisał(a):

      > , jak postrzegacie mieszkanie Borejków? Bo mnie coraz bardziej ono się jawi jako zwyczajnie brudne.

      Mnie tez, i chyba nam wszystkim. Jezeli zapach kurzu przebija nawet przez smazenine, to zwyczajnie musza go tam byc potworne ilosci.


      > Chciałybyście wejść do Borejków, wypić u nich herbatę albo usiąść przy tym wysz
      > orowanym stole na kawałek ciastka lub pełny obiad?

      Nie, i to na wielu poziomach. Poza brudem. Nie odpowiada mi ich kuchnia, o wiele za slodko i za tlusto. Bardzo nie odpowiada mi towarzystwo - gledzacy Ygnac, kasliwa Milicja, plaksiwa Gabriela, przemadrzala Lusia, otwarcie chamscy Ida i Jozwa. Moge zjesc nawet breje z obtluczonej menazki z fajnymi ludzmi, ale na Rusfelta nic i NIKT mnie nie ciagnie :P


      > Zachodzę w głowę jak uwielbiająca sterylność Ida, mogła nie widzieć tego kurzu
      > w mieszkaniu rodziców, skoro suterena była tak czysta (gorzej z wietrzeniem)?

      Nie musiala nawet widziec, przeciez od progu bylo czuc. Nie wiem, moze wystarczyl jej wyszorowany do bialosci stol i pelna micha ?


      > Chyba, że przyjmiemy, iż uwielbiali Borejków, ale tak z daleka, bo im lokal prz
      > y Rusfelta zwyczajnie śmierdział…

      Tam gosci to przez ostatnie cwiercwiecze doliczylam sie doslownie kilku sztuk... raz Zeromski starszy, raz Zeromski mlodszy, Trolla ze Stevenem i slubny Pyziak, ktory nb nie jadl siedzac tam wiele godzin.
      • kocynder Re: Przytulność umowna 10.11.25, 17:50
        "slubny Pyziak, ktory nb nie jadl siedzac tam wiele godzin."

        I ja mu się nie dziwię... Jeśliby trzymać się wersji, że to nie Pyziak kłamał, za to łżą na potęgę Borejki (na co są dowody w tekście!) - to, załóżmy: Janusz wyjechał do Alzacji, Austrii czy Australii. Tam sobie życie jakoś poukładał, żony się nie czepiam, ani dzieciątek, nie dla każdego wypełnianie ramion jest celem życia. No ale ok - on już jako smarkacz był "ogarnięty", mieszkał w internacie, czyli był wdrożony do utrzymywania porządku, nie ma żadnych powodów, by później nagle zaniemógł w raczkach. Już pal licho umiłowanie sterylności, bo nie o to chodzi, ale KAŻDY przeciętnie porządny człowiek - spożywać cokolwiek w mieszkaniu Borejków by się po prostu brzydził.
        P. S. Parę lat temu byłam z przyczyn zawodowych w mieszkaniu pewnego samotnego starszego pana (93 lata miał wówczas), który nie do końca już ogarniał świat i swoje cztery kąty. Bardo serdecznie mnie zapraszał na kawkę/herbatkę - ale kiedy w kuchni zobaczyłam chleb dosłownie ruszający się od robaków - podziękowałam i załatwiwszy konieczne uciekłam*. Ale schodząc po schodach pomyślałam, że niewiele różni to mieszkanie od R5...
        * tak, panem "opiekowała się" jego siostrzenica, i pani była ciężko oburzona, gdyż (jej zdaniem) złośliwie powiadomiłam stosowne instytucje i ucięłam jej podbieranie emerytury wujaszka...
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Przytulność umowna 10.11.25, 18:54
      Zważcie kumy, że "miły kurz" to określenie autorstwa Milicji. Cóż takiego nestorka rodu mogła mieć na myśli? Co może być dla niej miłego w kurzu?
      Można od biedy założyć, że to był belferski skrót myślowy (jak matka w Środzie) i miłe było permanentne zaprzestanie sprzątania, a kurz to tylko efekt uboczny. Ale nawet wtedy aktualne pozostaje pytanie: co z resztą rodziny? Dla nich ten syf w mieszkaniu też jest miły?
      • tt-tka Re: Przytulność umowna 10.11.25, 19:04
        Ciekawa rzecz, kiedy Aga czyscioszka "nie lubie brudu, bo jest brzydki" zawitala na Rusfelta, a to jest piec minut, a nie iles tam lat po wyprowadzce starych, nie dostrzega tego kurzu ani w poszczepanskiej komnacie, gdzie spi, ani w kuchni, gdzie robi sniadanie, ani w lazience, z ktorej bez oporow korzysta. Czyzby Grzyborz posprzatal, i to solidnie, zaraz po zniknieciu tesciow za progiem ?
        ps - zapachu starego kurzu, zwlaszcza gdy utkwil w tomach ksiazek, nie tak latwo sie pozbyc... a Aga nic.
        • bupu Re: Przytulność umowna 10.11.25, 20:48
          tt-tka napisała:

          > Ciekawa rzecz, kiedy Aga czyscioszka "nie lubie brudu, bo jest brzydki" zawital
          > a na Rusfelta, a to jest piec minut, a nie iles tam lat po wyprowadzce starych,
          > nie dostrzega tego kurzu ani w poszczepanskiej komnacie, gdzie spi, ani w kuch
          > ni, gdzie robi sniadanie, ani w lazience, z ktorej bez oporow korzysta.
        • kocynder Re: Przytulność umowna 11.11.25, 14:52
          Z tą "czyścioszką" bym się nie spieszyła... Osoba dbająca o higienę, która wkłada na siebie czyjś UŻYWANY kitelek? Brrr...
          • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Przytulność umowna 11.11.25, 14:59
            kocynder napisała:

            > Z tą "czyścioszką" bym się nie spieszyła... Osoba dbająca o higienę, która wkła
            > da na siebie czyjś UŻYWANY kitelek? Brrr...
            >

            Powiedz to Idzie, która nie brzydzi się spożywać mleka produkcji chrobociej, nosić gołą bagietkę pod pachą, regularnie załatwiać w krzakach i kąpać w jeziorze (woda stojąca, warunki dla bakterii). A taka z niej higienistka podobno.
            • przymrozki Re: Przytulność umowna 13.11.25, 10:14
              tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

              > i kąpać w jeziorze
              > (woda stojąca, warunki dla bakterii).

              Zwłaszcza że - o ile rozumiem - to nie był wielki, czysty i zadbany zalew, tylko jakieś małe lokalne bajoro typu glina i wodorosty. I to w wersji optymistycznej, bo modus vivendi społeczności lokalnej każe podejrzewać istnienie w okolicy licznych i nie całkiem przypadkowych nieszczelności w szambach.
      • tygrys_dziure_wygryzl Re: Przytulność umowna 10.11.25, 19:07
        miły kurz to takie oswojenie kurzu, żeby stał się mentalnie częścią domu = nie trzeba go wycierać tak jak "niemiłego" kurzu
        • tt-tka Re: Przytulność umowna 10.11.25, 19:20
          tygrys_dziure_wygryzl napisała:

          > miły kurz to takie oswojenie kurzu, żeby stał się mentalnie częścią domu = nie
          > trzeba go wycierać tak jak "niemiłego" kurzu


          :D
          czytalam Kaluzynskiego (w domu u niego nigdy nie bylam), ktory twierdzil, ze po osiagnieciu stanu nasycenia kurzem zaslony, obicia i inne materie wiecej tego kurzu nie przyswajaja i kurz przewala sie po katach i pod scianami w miare poruszania sie mieszkancow, przybierajac przy tym ciekawe formy. Ale Kaluzynski zasadniczo mieszkal sam i mial ewentualnie tylko swoj wlasny kurz, nie szesciorga czy wiecej wspolmieszkancow.
      • iwoniaw Re: Przytulność umowna 10.11.25, 19:18
        co z resztą rodziny? Dla nich ten
        > syf w mieszkaniu też jest miły?
        >
        No zapewne milszy, niż ruszenie tylka i ogarniecie chałupy. 🤷‍♀️ Zważmy, iz Milicja jest jedyną osobą, którą widzimy z odkurzaczem (w KK) - już wtedy pomoc dwóch nastolatek w tym zbożnym dziele ogranicza sie do podniesienia nóg, gdy matka akurat odkurza przechodząc obok nich. Potem w domu przybywa absztyfikantow dochodzacych, mężow na stale cumujacych, dzieci i wnuków podstarzalych juz córek - nic dziwnego, ze Milicja w pewnej chwili przestala wszystko robić, być może obserwując, komu pierwszemu zacznie to przeszkadzac na tyle, by podjął jakieś kroki. I okazalo się, że Idzie w 28 wiośnie życia,, z okazji zaproszenia tesciowej na zapoznawczą wigilię. I byl to zryw jednorazowy (opis poświatecznego chlewu kumulującego sie w pokoju Nutrii i Pulpy do Walentynek dotyczy okresu późniejszego, gdy ślub juz sie odbył, a dorosle panny nie ogarnialy otoczenia nawet na tyle, by na bieżąco odnosić kubki do mycia...) Kolejna osobą, która cokokwiek w domu robi, jest dopiero Pyza, "pomagajaca mamusi i babuni" już jako dziecko i Grzegorz, ale oni realizuja się glównie w kuchni, zresztą szaf strach dotykać, biorąc pod uwagę, że np. z szafy poetycznej Natalii wysypywala sie skotłowana bielizna, gdy ktos niechcacy dotknal drzwi, no i raczej trudno, by ktokolwiek ogarnial cudze dessusy rozwleczone po oparciach krzeseł...
        • amelia007 Re: Przytulność umowna 02.01.26, 16:07
          Sprzątam właśnie rzadko używany pokój, tak zwany gościnny. Miłego kurzu uzbierało się tyle (pokój od ulicy), że po 10 minutach nam atak alergiczny i sprzątanie się kończy. Że tam nie ma żadnego alergika! Agnieszka by pasowała na alergiczną mimozę, ale jakoś jest oporna.
          • bupu Re: Przytulność umowna 02.01.26, 16:36
            amelia007 napisała:

            > Sprzątam właśnie rzadko używany pokój, tak zwany gościnny. Miłego kurzu uzbiera
            > ło się tyle (pokój od ulicy), że po 10 minutach nam atak alergiczny i sprzątani
            > e się kończy. Że tam nie ma żadnego alergika! Agnieszka by pasowała na alergicz
            > ną mimozę, ale jakoś jest oporna.


            Osoba alergiczna zostałaby zdiagnozowa na przez rodzinę jako kapryśna miągwa i pouczona, że ma znosić to jak stoik.
    • bupu Re: Przytulność umowna 13.11.25, 09:52
      Żaba:

      – „Nie dla mnie są takie rozkosze” – zadeklamowała Ida, wchodząc do mieszkania rodziców i wdychając znajomy zapach domu – kurzu, książek, starych mebli, niezliczonych posiłków oraz – całkiem świeży – drożdżowego ciasta.

      Nie wiem jak wam, ale mnie to przywołuje na myśl od wieków nie prane firanki i zasłony, nie czyszczoną tapicerke mebli i dywany odkurzaczem i szamponem nie tknięte. I z tego wszystkiego wieje miłym kurzem, gwiazdkowym bigosem, wielkanocną szynką na gorąco, krupnikiem sprzed miesiąca i smażoną cebulą z przedwczoraj. 🤢

      I mały bonusik, z Żywotu Świętej Gabryeli:


      Oczywiście, z głębi mieszkania natychmiast napłynęło uzupełnienie cytatu.
      – „Ja jajek po prostu nie znoszę” – dopowiedziała odruchowo Gabrysia, jej starsza siostra. To ona właśnie czytywała im trzem – Idzie, Patrycji i Natalii – wszystkie po kolei dzieła Brzechwy. A potem – Tuwima, a potem – Andersena, zarażając siostrzyczki szlachetną manią czytania.


      Gabunia, przypomnę złośliwie, jest trzy lata starsza od Idy. Czytywała jej będąc sama w wieku przedszkolnym?
      • tt-tka Re: Przytulność umowna 13.11.25, 10:05
        A czemu czytala i zarazala szlachetna mania czytania siostra, a nie mamusia, ktora rzekomo celem wychowywania dzieci porzucila prace ?

        tak samo, czemu Rzygulcowi w Oksfordzie czyta i w ogole zajmuje sie grzdylem trzy lata starsza Mila, a nie jego wlasna siostra albo kuzynka Roza, tyz niepracujaca ?
        • przymrozki Re: Przytulność umowna 13.11.25, 10:25
          tt-tka napisała:

          > tak samo, czemu Rzygulcowi w Oksfordzie czyta i w ogole zajmuje sie grzdylem tr
          > zy lata starsza Mila, a nie jego wlasna siostra albo kuzynka Roza, tyz niepracu
          > jaca ?

          Łucję rozumiem, jak w końcu znalazła sposób na odklejenie od siebie obmierzłego gargulca, to skorzystała. Każdy by tak zrobił na jej miejscu.
      • przymrozki Re: Przytulność umowna 13.11.25, 10:22
        bupu napisała:

        > Gabunia, przypomnę złośliwie, jest trzy lata starsza od Idy. Czytywała jej będą
        > c sama w wieku przedszkolnym?

        Ignaś w ten sam sposób chciał zarażać "Królową Śniegu" młodszego o zaledwie rok Józka. Trzy lata różnicy to przy tym pikuś (zwłaszcza, że w dniu lektury Gaba mogła mieć lat osiem, a Ida pięć).

        Ale. Nic nam nie wiadomo o tym, żeby Gaba na etapie KK i IS była tą czułą, opiekuńczą starszą siostrą, która spędziła dnie na zabawianiu małych dzieci. Ona odkryła je jako przedmiot swojej odpowiedzialności w sposób nagły i bolesny w KK, po czym natychmiast rzuciła zainteresowanie młodocianymi na rzecz całowania się po krzakach z Januszem.
        • bupu Re: Przytulność umowna 13.11.25, 11:34
          przymrozki napisała:


          > Ale. Nic nam nie wiadomo o tym, żeby Gaba na etapie KK i IS była tą czułą, opie
          > kuńczą starszą siostrą, która spędziła dnie na zabawianiu małych dzieci. Ona od
          > kryła je jako przedmiot swojej odpowiedzialności w sposób nagły i bolesny w KK,
          > po czym natychmiast rzuciła zainteresowanie młodocianymi na rzecz całowania si
          > ę po krzakach z Januszem.

          Dlatego mówię, to hagiografia jest, jak te niewidzialne psy i koty.
      • mackakisa Re: Przytulność umowna 13.11.25, 13:37
        bupu napisała:

        > Żaba:
        >
        > [i]– „Nie dla mnie są takie rozkosze” – zadeklamowała Ida, wchodząc do mieszkan
        > ia rodziców i wdychając znajomy zapach domu – kurzu, książek, starych mebli, [b
        > ]niezliczonych posiłków[/b] oraz – całkiem świeży – drożdżowego ciasta. [/i]
        >
        > Nie wiem jak wam, ale mnie to przywołuje na myśl od wieków nie prane firanki i
        > zasłony, nie czyszczoną tapicerke mebli i dywany odkurzaczem i szamponem nie tk
        > nięte. I z tego wszystkiego wieje miłym kurzem, gwiazdkowym bigosem, wielkanocn
        > ą szynką na gorąco, krupnikiem sprzed miesiąca i smażoną cebulą z przedwczoraj.
        > 🤢
        Jeżu kolczasty… jak tam musi cuchnąć. I jak w konsekwencji muszą kiepsko pachnieć mieszkańcy. Nawet jeśli ubrania się suszą po praniu tylko w łazience na linkach (wysokie sufity), to świeżo wyprana odzież nasiąknie zapachami na człowieku. I taki człowiek, choćby dopiero co wykąpany we fiołkowym płynie, z umytą łepetyną, wyjdzie w świat już nasiąknięty tymi zapachami…
        Że też Fryca nie odrzuciło po pierwszej wizycie u Pyzy. Mieszkanko Szopów było opisane jako czyściutkie…
        • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Przytulność umowna 13.11.25, 13:46
          mackakisa napisał(a):

          > bupu napisała:
          >
          > > Żaba:
          > >
          > > [i]– „Nie dla mnie są takie rozkosze” – zadeklamowała Ida, wchodząc do mi
          > eszkan
          > > ia rodziców i wdychając znajomy zapach domu – kurzu, książek, starych meb
          > li, [b
          > > ]niezliczonych posiłków[/b] oraz – całkiem świeży – drożdżowego ciasta. [
          > /i]
          > >
          > > Nie wiem jak wam, ale mnie to przywołuje na myśl od wieków nie prane fira
          > nki i
          > > zasłony, nie czyszczoną tapicerke mebli i dywany odkurzaczem i szamponem
          > nie tk
          > > nięte. I z tego wszystkiego wieje miłym kurzem, gwiazdkowym bigosem, wiel
          > kanocn
          > > ą szynką na gorąco, krupnikiem sprzed miesiąca i smażoną cebulą z przedwc
          > zoraj.
          > > 🤢
          > Jeżu kolczasty… jak tam musi cuchnąć. I jak w konsekwencji muszą kiepsko pachni
          > eć mieszkańcy. Nawet jeśli ubrania się suszą po praniu tylko w łazience na link
          > ach (wysokie sufity), to świeżo wyprana odzież nasiąknie zapachami na człowieku
          > . I taki człowiek, choćby dopiero co wykąpany we fiołkowym płynie, z umytą łepe
          > tyną, wyjdzie w świat już nasiąknięty tymi zapachami…
          > Że też Fryca nie odrzuciło po pierwszej wizycie u Pyzy. Mieszkanko Szopów było
          > opisane jako czyściutkie…

          Fryca nie odrzuciły też żadne z bardziej drastycznych cech Pyzy, więc tego... Możemy założyć, że ma on tragicznie niskie wymagania.
        • przymrozki Re: Przytulność umowna 13.11.25, 13:48
          mackakisa napisał(a):

          > Że też Fryca nie odrzuciło po pierwszej wizycie u Pyzy. Mieszkanko Szopów było
          > opisane jako czyściutkie…

          Czysty był pokój Hildegardy, pokój braci był zabałaganiony przez Wolfiego. I była to kwalifikowana forma nieporządku, bo tam, zdaje się, rozkładały się resztki jedzenia.
    • bupu Re: Przytulność umowna 02.01.26, 13:57
      Że jeszcze dodam do listy rzeczy obrzydliwych, obrus w Imieninach.

      Rozłożono stary dębowy stół, tak, żeby się zmieściło piętnaście osób (nie siedemnaście, jak zwykle, bo Elka, córka Grzegorza, była z mężem Tomkiem w górach, na nartach), i wreszcie przykryto go białym, wielkim obrusem, który od ostatniej wigilii nosił na sobie już nie tylko ślady po barszczyku, ale i po przypaleniu zimnym ogniem.

      Borejkowie mają pralkę, używają odplamiacza, stać ich także na posiadanie więcej niż jednego obrusa. A jednak rozkładają na stole wyplamiony i przypalony łach. Bue.
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Przytulność umowna 02.01.26, 15:04
        bupu napisała:

        > Że jeszcze dodam do listy rzeczy obrzydliwych, obrus w Imieninach.
        >
        > Rozłożono stary dębowy stół, tak, żeby się zmieściło piętnaście osób (nie si
        > edemnaście, jak zwykle, bo Elka, córka Grzegorza, była z mężem Tomkiem w górach
        > , na nartach), i wreszcie przykryto go białym, wielkim obrusem, który od ostatn
        > iej wigilii nosił na sobie już nie tylko ślady po barszczyku, ale i po przypale
        > niu zimnym ogniem.

        >
        > Borejkowie mają pralkę, używają odplamiacza, stać ich także na posiadanie więce
        > j niż jednego obrusa. A jednak rozkładają na stole wyplamiony i przypalony łach
        > . Bue.
        >

        A tego to ja kompletnie nie rozumiem. Znoszone, obtarte ciuchy jeszcze jestem w stanie, da się to wytłumaczyć zero wastem itd. Ale dlaczego postanowili nie prać czegoś poplamionego? Toż to się nawet pod szlachetne ubóstwo nie kwalifikuje! Zwyczajnie niechlujne i tyle. Aczkolwiek jest zaskakująco spójne z ogólnym zakurzeniem mieszkania...
        • ako17 Re: Przytulność umowna 02.01.26, 16:56
          tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

          >
          > A tego to ja kompletnie nie rozumiem. Znoszone, obtarte ciuchy jeszcze jestem w
          > stanie, da się to wytłumaczyć zero wastem itd. Ale dlaczego postanowili nie pr
          > ać czegoś poplamionego?

          Myślę, że ten obrus się po prostu nie doprał. Plamy po barszczu są widoczne, chociaż już nie tak "świeże" i wyraźne.
          >
          >
          • bupu Re: Przytulność umowna 02.01.26, 18:07
            ako17 napisała:


            > Myślę, że ten obrus się po prostu nie doprał. Plamy po barszczu są widoczne, ch
            > ociaż już nie tak "świeże" i wyraźne.

            Ja rozumiem, że mógł się nie doprać. Ale skoro już jest poplamiony oraz do tego przypalony, należałoby jednak rozłożyć inny. Czy może Borejki są tak ślachetnie ubogie, że mają tylko ten jeden jedyny i na drugi ich nie stać? Przypominam, że rok później na R5 będzie i na komputer dla pięciolatka, i na komórkę dla Nutrii i na nowiutkiego forda w systemie ratalnym. Jak mniemam na obrus też by ich było stać.
            • ako17 Re: Przytulność umowna 02.01.26, 18:45
              bupu napisała:

              > ako17 napisała:
              >
              >
              > > Myślę, że ten obrus się po prostu nie doprał. Plamy po barszczu są widocz
              > ne, ch
              > > ociaż już nie tak "świeże" i wyraźne.
              >
              > Ja rozumiem, że mógł się nie doprać. Ale skoro już jest poplamiony oraz do tego
              > przypalony, należałoby jednak rozłożyć inny. Czy może Borejki są tak ślachetni
              > e ubogie, że mają tylko ten jeden jedyny i na drugi ich nie stać?

              Nie to, żebym ich broniła, tylko myślę, jaki tu oni prezentują punkt widzenia - a kto by zwracał uwagę na plamy, wszak ważne jest ciepło, miło, sucho i na głowę nie pada. Oni są ponad takie drobnomieszczańskie sprawy jak czysty obrus,.

              Na jednej plamie postawi się półmisek z rybą po grecku, na drugiej z bigosem, a przypalenie przykryje się wazonikiem z groszkiem pachnącym, jak to w lutym.
              >
              >
      • kocynder Re: Przytulność umowna 02.01.26, 21:10
        Czekajcie, Bupu szacowna... A na jakąż to okazję te obrusa wyplamione barszczykiem rozwlekają? |Bo odświętnie to ja jednak mam taki wewnętrzny zgrzyt. Gdyż jednakowoż mnie wychowano, że na święto się należy przyodziać odświętnie a więc nie w łachy zużyte, sprane i wycieruchane, oraz stół takoż nakryć odświętnie. I obrus odświętny po zaplamieniu "niespieralnym" - odświętnym być, niestety, przestaje. Jeśli plama jest z kategorii "da się zasłonić" (bo np na codzień nakrywa się złożony stół obrusem "na pół") to ów zaplamiony przechodzi do kategorii codzienny, a jeśli nie - no to cóż, trza odżałować i wymienić. Zwłaszcza, że dziś całkiem ładny obrus można dostać za niewielkie pieniądze.
        • bupu Re: Przytulność umowna 02.01.26, 21:56
          kocynder napisała:

          > Czekajcie, Bupu szacowna... A na jakąż to okazję te obrusa wyplamione barszczyk
          > iem rozwlekają?

          Na imieniny Grzegorza i IGSa oraz powrót Nutryi.

          |Bo odświętnie to ja jednak mam taki wewnętrzny zgrzyt. Gdyż je
          > dnakowoż mnie wychowano, że na święto się należy przyodziać odświętnie a więc n
          > ie w łachy zużyte, sprane i wycieruchane, oraz stół takoż nakryć odświętnie.

          Mnie takoż. I po zgłębieniu kwestii obrusów na R5 zaczynam mniemać, iż Mila uznała, że bohaterowie dnia na czysty obrus nie zasłużyli. W Noelce wszak kupiono nowy obrus, bo stary był zaplamiony, ditto w Makabrusi. Znaczy się dało.
          • kocynder Re: Przytulność umowna 02.01.26, 22:11
            Co do zasady: o ile jedwabny obrus haftowany złotem i perłami naszywany i owszem, może kosztować nieco nadmiernie, o tyle przeciętny, ładny obrus nie przekracza możliwości nawet mocno przeciętnie sytuowanej rodziny. Ofkors - ładny jest tu tylko kwestią gustu, jeden lubi wzorki kaszubskie, inny gładką biel, jeszcze inny geometryczne szlaczki, a inszy bogactwo złota Klimta - nie w tym rzecz. Już bym prędzej zrozumiała, gdyby nie kładziono ŻADNEGO obrusa, bo np rodzina B. uznaje, iż najlepiej blat zabezpiecza subtelny bieżnik a na nim szyba szklana. Ok, nie jest to może "mój" styl, ale przyjmuję jako przede wszystkim wygodne i praktyczne - zwłaszcza przy dzieciach w domu, którym to dzieciom zdarza się coś przewrócić, rozlać itp. Gdyby nie było żadnego obrusa - przyjmuję. Gdyby MM nie wspomniała WCALE o obrusie - możemy sobie dowolnie dośpiewywać, że obrusa nie było, że był śnieżnobiały, że był we wzory, że gładki, że bawełniany, jedwabny, koronkowy, z frędzlami, oraz wszelkie inne. Ja poproszę o JEDEN logiczny argument, CZEMU na Zeusa miało służyć opisywanie zafajdanego od Wigilii obrusa? Co dla powieści by uległo zmianie, gdyby z cytatu: "Rozłożono stary dębowy stół, tak, żeby się zmieściło piętnaście osób (nie siedemnaście, jak zwykle, bo Elka, córka Grzegorza, była z mężem Tomkiem w górach, na nartach), i wreszcie przykryto go białym, wielkim obrusem, który od ostatniej wigilii nosił na sobie już nie tylko ślady po barszczyku, ale i po przypaleniu zimnym ogniem.", zostawić: "Rozłożono stary dębowy stół, tak, żeby się zmieściło piętnaście osób (nie siedemnaście, jak zwykle, bo Elka, córka Grzegorza, była z mężem Tomkiem w górach, na nartach), i wreszcie przykryto go wielkim obrusem."...?
            • iwoniaw Re: Przytulność umowna 03.01.26, 00:04
              No ja własnie tez nie rozumiem, czemu mialo służyć opisanie obrusu w taki wlasnie sposób. Jeśli juz autorka chciała podkreslić, że on taki pamiątkowy (?) i niejedno przeszedł, to dlaczego obrus nie mógł byc już np. "przez lata wielokrotnie wyratowany od sladów barszczyku z rodzinnej wigilii" - czy to przy udziale specjalistycznych produktów przemyslu chemicznego czy tradycyjnych receptur domowych - tylko musiał się pojawic na stole jako zniszczona i zużyta szmata?
              • mackakisa Re: Przytulność umowna 03.01.26, 08:56
                iwoniaw napisała:

                > No ja własnie tez nie rozumiem, czemu mialo służyć opisanie obrusu w taki wlasn
                > ie sposób. Jeśli juz autorka chciała podkreslić, że on taki pamiątkowy (?) i ni
                > ejedno przeszedł, to dlaczego obrus nie mógł byc już np. "przez lata wielokrotn
                > ie wyratowany od sladów barszczyku z rodzinnej wigilii" - czy to przy udziale s
                > pecjalistycznych produktów przemyslu chemicznego czy tradycyjnych receptur domo
                > wych - tylko musiał się pojawic na stole jako zniszczona i zużyta szmata?

                Tez nie rozumiem. No chyba, że obrus miał być „dobity” lutowym przyjęciem imieninowym i dopiero wtedy iść do solidnego czyszczenia, ale to teza mocno naciągana, bo kto by trzymał obrus niewyprany i nieodplamiony od Bożego Narodzenia?
                W przypadku 15 biesiadników, nic rzeczywiście nie stoi na przeszkodzie aby tego obrusu po prostu nie było, albo by był bieżnik.
                Bo tak to faktycznie brzmi, że zużytą szmatę położono do posiłku na stole. Gizela i Fela by się załamały na widok tej flejowatości.
                • kocynder Re: Przytulność umowna 03.01.26, 10:29
                  Nadal "Nie". Ów ścierowaty obrus jest wyjmowany na uroczystość. Na uroczystość, dodajmy, dorosłych, a nie kinderbal z lepieniem z ciastoliny na stole, malowaniem plakatówkami itp. Ciuchów na "dobicie" - nie zakładasz na uroczystość, prawda? Mam takie ulubione, super wygodne dżinsy. Niestety, uległy zaplamieniu oliwa ze szprotek i to tak paskudnie, że nie do wywabienia. Poza tą palmą - są ok. Zabrałam na działkę i noszę na grzyby, do lasu, do prac "ogródkowych"... Jak "dobiję" to wyrzucę. Ale nie włożę tych spodni na nawet mniejsza uroczystość, typu urodziny/imieniny rodzinnego dziecka. I to samo dotyczy "wystroju": rzecz zaplamiona, połamana, zniszczona, ogólniej mówiąc - nie jest odświętna. No, chyba, że to trzystuletnia szatka chrzcielna, która z racji wieku nieco przyżółkła. I nawet rozumiem nie traktowanie jej wybielaczem czy innym domestosem! No ale nie mamy tu takiego przypadku! Gdyby to był obrus, na którym pęki maków własną dłonią wyszyła Zuzanna Makowska - wówczas nie powinien być używany w sytuacjach, w których może ulecz zalaniu barszczykiem czy wypalony fajerwerkami. No, albo coś jest cenną pamiątką i wówczas się tą rzecz traktuje bardzo ostrożnie, albo nie. Gdyby ów obrus był cenną pamiątką - wówczas nie powinien być narażany na wyświnienie (zwłaszcza, że nowy obrus, nie będący cenną pamiątką jest do nabycia za środki nie rujnujące budżetu), jeśli zaś nie był tak bezcenny - co, u lich, robił na stole w odświętnym dniu prezentując wigilijny barszczyk i spaleniznę?
                  • chatgris01 Re: Przytulność umowna 03.01.26, 13:34
                    Próbowałaś te dżinsy wyprać w proszku na programie bawełna 60 stopni? (tak tylko pytam, bo może plama się już utrwaliła).
                    • kocynder Re: Przytulność umowna 03.01.26, 13:47
                      Próbowałam. Oliwa ze szprotek moje działania wyśmiała. ;)
              • ako17 Re: Przytulność umowna 03.01.26, 11:16
                iwoniaw napisała:

                > No ja własnie tez nie rozumiem, czemu mialo służyć opisanie obrusu w taki wlasn
                > ie sposób. Jeśli juz autorka chciała podkreslić, że on taki pamiątkowy (?) i ni
                > ejedno przeszedł, to dlaczego obrus nie mógł byc już np. "przez lata wielokrotn
                > ie wyratowany od sladów barszczyku z rodzinnej wigilii" - czy to przy udziale s
                > pecjalistycznych produktów przemyslu chemicznego czy tradycyjnych receptur domo
                > wych - tylko musiał się pojawic na stole jako zniszczona i zużyta szmata?

                Idąc tropem kiepskiego wyglądu Gaby na własnym ślubie (Pyziak nie zasługiwał na lepszy) oraz niezbyt gorącym przywitaniem Nutrii, może ten obrus miał coś podkreślić? Np. że Nutria nie zasługuje na lepszy obrus?
                Wszak nikt z tej poniekąd rozmiłowanej w antyku rodziny nie interesował się samym Cyprem, jedynie Ignacy wysłuchał fascynującej opowieści o locie Boeingiem nad Turcją i Ukrainą. Już żeśmy kiedyś z Przymrozki napisały jak widzimy tę opowieść i interakcję z Ignacem.
                A jak się traktuje w tym tomie Grzegorza, to wszyscy wiemy.

                Mówię Wam, ten obrus to był specjalnie! Na imieniny Gaby, Milicji czy Ignaca na pewno położono czysty.
                • bupu Re: Przytulność umowna 03.01.26, 13:29
                  ako17 napisała:

                  > iwoniaw napisała:
                  >
                  > > No ja własnie tez nie rozumiem, czemu mialo służyć opisanie obrusu w taki
                  > wlasn
                  > > ie sposób. Jeśli juz autorka chciała podkreslić, że on taki pamiątkowy (?
                  > ) i ni
                  > > ejedno przeszedł, to dlaczego obrus nie mógł byc już np. "przez lata wiel
                  > okrotn
                  > > ie wyratowany od sladów barszczyku z rodzinnej wigilii" - czy to przy udz
                  > iale s
                  > > pecjalistycznych produktów przemyslu chemicznego czy tradycyjnych receptu
                  > r domo
                  > > wych - tylko musiał się pojawic na stole jako zniszczona i zużyta szmata?
                  >
                  > Idąc tropem kiepskiego wyglądu Gaby na własnym ślubie (Pyziak nie zasługiwał na
                  > lepszy) oraz niezbyt gorącym przywitaniem Nutrii, może ten obrus miał coś podk
                  > reślić? Np. że Nutria nie zasługuje na lepszy obrus?

                  Zważywszy ba fakt że to jedyny przypadek kiedy ma stół wyjechała poplamiona i nadpalona szmata...
                  • chatgris01 Re: Przytulność umowna 03.01.26, 13:36
                    Chyba nie pierwszy, zdaje się przed Noelką (kiedy to kupiono specjalnie nowy obrus z okazji ślubu Idy i wizyty jej teściowej) też używali na BN takich niedopranych z plamami...
                    • bupu Re: Przytulność umowna 03.01.26, 13:48
                      chatgris01 napisała:

                      > Chyba nie pierwszy, zdaje się przed Noelką (kiedy to kupiono specjalnie nowy ob
                      > rus z okazji ślubu Idy i wizyty jej teściowej) też używali na BN takich niedopranych z plamami...

                      Ale jednak potrafili kupić nowy. Poza tym tu mówimy o imieninach, które białego obrusa nie wymagają. Można rozłożyć taki w kwiatki i bez barszczyku.
                • chatgris01 Re: Przytulność umowna 03.01.26, 13:37
                  ako17 napisała:


                  > Mówię Wam, ten obrus to był specjalnie! Na imieniny Gaby, Milicji czy Ignaca na
                  > pewno położono czysty.
                  >
                  >

                  Bardzo mnie przekonuje ta hipoteza!
              • chatgris01 Re: Przytulność umowna 03.01.26, 13:31
                Mnie od początku zadziwiało to niedopranie, przecież plamy z barszczu się spierają bez problemu, trzeba wygotować z odplamiaczem.
                Autorka nie potrafi prać?
                • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Przytulność umowna 03.01.26, 14:42
                  chatgris01 napisała:

                  > Mnie od początku zadziwiało to niedopranie, przecież plamy z barszczu się spier
                  > ają bez problemu, trzeba wygotować z odplamiaczem.
                  > Autorka nie potrafi prać?
                  >

                  Biorąc pod uwagę, że napisała Natalię nieumiejącą korzystać z pralki, jest taka możliwość.
                  • bupu Re: Przytulność umowna 03.01.26, 14:51
                    tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

                    > chatgris01 napisała:
                    >
                    > > Mnie od początku zadziwiało to niedopranie, przecież plamy z barszczu się
                    > spier
                    > > ają bez problemu, trzeba wygotować z odplamiaczem.
                    > > Autorka nie potrafi prać?
                    > >
                    >
                    > Biorąc pod uwagę, że napisała Natalię nieumiejącą korzystać z pralki, jest taka
                    > możliwość.

                    Natalia umie korzystać z pralki, ale tylko wtedy gdy pierze w niej telefon.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka