troppo_bella
16.11.05, 12:15
Zgłebiam własnie po raz kolejny "Imieniny" i po raz kolejny irytuję sie w
tych samych miejscach.
1. Grześ, który zaprasza na romantyczne przedpołudnie do chatki pod miastem
swoją steraną pracą żonę, i oboje - nie wiedzieć czemu - tolerują ekspansywną
obecnośc Bernarda, który się wprosił. "Dlaczego my jesteśmy tak beznadziejnie
dobrze wychowani" - ubolewają (cytat z pamięci), znosząc z zacisniętymi
zębami (Grześ) lub ze śmiechem (Gaba) gadatliwość przyjaciela.
Drażni mnie ta scena niebywale, bo czyż niezgodne z dobrym wychowaniem byłoby
powiedzenie Bernardowi: Teraz chcemy być sami, planowalismy to od dawna,
rzadko mamy na to okazję, zapraszamy natomiast na wieczór...
Takie nieasertywne ofiary losu pokazują mi się w tej scenie.
2. No i protest ojca Borejko przeciw zakupowi zmywarki, który wywołuje we
mnie zawsze pożar gniewu - jak smie wygłaszać jakies maksymy o
konsumpcjonizmie on, który w życiu nie umył kubka po herbacie, tylko
beztrosko składał to na barki swych kobiet?
Uch, jak mnie te sceny drażnią.
A Wy? Macie jakieś jeżycjadowe irytacje?