Dodaj do ulubionych

Irytacje w Jezycjadzie

16.11.05, 12:15
Zgłebiam własnie po raz kolejny "Imieniny" i po raz kolejny irytuję sie w
tych samych miejscach.

1. Grześ, który zaprasza na romantyczne przedpołudnie do chatki pod miastem
swoją steraną pracą żonę, i oboje - nie wiedzieć czemu - tolerują ekspansywną
obecnośc Bernarda, który się wprosił. "Dlaczego my jesteśmy tak beznadziejnie
dobrze wychowani" - ubolewają (cytat z pamięci), znosząc z zacisniętymi
zębami (Grześ) lub ze śmiechem (Gaba) gadatliwość przyjaciela.
Drażni mnie ta scena niebywale, bo czyż niezgodne z dobrym wychowaniem byłoby
powiedzenie Bernardowi: Teraz chcemy być sami, planowalismy to od dawna,
rzadko mamy na to okazję, zapraszamy natomiast na wieczór...
Takie nieasertywne ofiary losu pokazują mi się w tej scenie.

2. No i protest ojca Borejko przeciw zakupowi zmywarki, który wywołuje we
mnie zawsze pożar gniewu - jak smie wygłaszać jakies maksymy o
konsumpcjonizmie on, który w życiu nie umył kubka po herbacie, tylko
beztrosko składał to na barki swych kobiet?

Uch, jak mnie te sceny drażnią.

A Wy? Macie jakieś jeżycjadowe irytacje?
Obserwuj wątek
    • aura.ranna Re: Irytacje w Jezycjadzie 16.11.05, 12:38
      Mam wrażenie, że całe Imieniny sa takie jak Pyza - ugodowe, spokojne i z
      zasadami. Mnie też te fragmenty drażnią i tak mi się wydaje, ze gdyby scena z
      Bernardem pojawiła się w innej części Jeżycjady, to zostałaby rozwiązana jakoś
      mniej bajkowo. W ogóle stwierdzam, że Imieniny czytam najrzadziej.
      • jamniczysko Re: Irytacje w Jezycjadzie 16.11.05, 12:43
        Mnie dopada apogeum irytacji, kiedy Pyza jak cielę daje się prowadzić
        Fryderykowi na rzeź, a tymczasem Wiktor w ulewie więdnie pod jej szkołą w
        pożyczonym od brata samochodzie...
      • dakota77 Re: Irytacje w Jezycjadzie 16.11.05, 12:44
        Draznia mnie obie te sceny. I to bardzo. Nad innymi czesciami jezycjady musze
        sie zastanowic.
    • taka_misia Re: Irytacje w Jezycjadzie 16.11.05, 21:37
      A mnie okropnie irytują Lisieccy w Idzie. Uh, nie znoszę ich!
    • donatta Re: Irytacje w Jezycjadzie 16.11.05, 22:51
      Tak, te dwie sceny rzeczywiście mogą budzić irytację. Mnie jeszcze jakoś żenuje
      scena w pizzeri z "Języka Trolli" - sama nie wiem, dlaczego. I sceny z Filipem -
      Nerwusem. Z jednej strony to taki niebezpieczny szajbus, z drugiej niepoprawny
      romantyk - coś mi tu nie gra. I Ida jako matka jest jakaś taka -
      nieprzystosowana, nierealistyczna, za to w roli zwariowanej małolaty oraz córki
      swego ojca i siostry swoich sióstr jest doskonała.
      • baba67 Re: Irytacje w Jezycjadzie 17.11.05, 08:29
        Wlasnie drazni mnie ten Bernard, juz gdzies kiedy s o tym pisalam.Pamietacie
        ten fragment, kiedy Bernard po raz pierwszy zadal pytanie, czy moglby z nimi
        pojechac.Zapada cisza.KomentarzMM
        Bernard byl czlowiekiem DELIKATNYM i czegos sie domyslil.
        A co nastepnie robi ten delikatny czlowiek ?
        Zapewne przypomina sobie nagle, ze przeciez...o kurcze, no Anieli obiecal,
        zaraz bedzie..no taka szkoda, tak milo sie gadalo...
        Nic podobnego, prosze panstwa.Deikatny czlowiek stosuje chwyt rodem z ksiazki
        SZantaz emocjonalny Susan Forward-polecam (ksiazke, nie chwyt)
        Mnie chyba ta wzmianka o delikatnosci jako odautorska, bardziej drazni niz
        sytuacja w domku.

        Druga irytacja- stosunek ojca Borejki do sytuacji domowej w Kalafiorze.
        Ja rozumiem, ze mozna byc naukowcem majacym niepracujaca zawodowo zone i w
        zwiazku z tym nie miec jasnego pojecia jak skomplikowane jest zaopatrzenie
        rodziny(czy rzeczywiscie?-przeciez stal w kolejce po pasztetowa i to nieraz),
        ale nawet taki czlowiek NIE ZASTANAWIA SIE jak bedie, kiedy zona w szpitalu?
        Mysli, ze samo sie wszystko zrobi? Z niewielkim udzialem uczacych sie corek ?

        Ja wiem, ze to, co teraz napisze, zle o mnie swiadczy, ale denerwuje mnie, ze
        Aniela wyszla za Bernarda-facet nie ma jaj, no zabijcie mnie teraz, a taka
        KOBIETA jak Aniela jest w nim zakochana.
        Gdyby to zrobila Cesia nie denerwowaloby mnie to, ale tu jest psychologicznie
        nieprawdopodobne.
        A Nerwus szjbus romantyk to jest moim zdaniem dosc typowe zestawienie.

        • aura.ranna Re: Irytacje w Jezycjadzie 17.11.05, 09:39
          Tak sobie myslę, że Aniela chyba wyszła za Bernarda bo co jej to szkodziło. Z
          dentystą nie wyszło, nagle zauważyła, że wyszstkie koleżanki niepostrzeżenie
          ułożyły sobie życie, ona nie miała pomysłu na swoje, a Bernard akurat się
          nawinął. Teraz on zajmuje się sobą i dziecmi, a artystka może się skupić na
          pracy. Nie wiem czy ona taka znowu zakochana... Naprawdę to psychologicznie
          nieprawdopodobne? Cały czas wierzę, że w tych książkach wszystko ma sens, no.
          • malybialypies Re: Irytacje w Jezycjadzie 17.11.05, 11:37
            Moze i tak, tym bardziej, ze potem rozstawia go po kątach, a on się jej
            wyraźnie boi. Nie uważacie, że powinna go zdradzać? Aniela jest egoistką, jako
            znana aktorka poznaje na pewno wielu interesujących mężczyzn, a Bernard - no
            cóż - nie jest sexy. MM próbuje to co prawda sugerować, jakieś wzmianki padają
            o jego "zmysłowości" (ble) ale mnie to zupełnie nie przekonuje. W ogóle to
            Aniela powinna się z nim rozwieść! A przynajmniej jakieś romanse na boku. To
            będzie bardzo psychologicznie uzasadnione, a poza tym nie cierpię Bernarda.
            Jeśli p. MM nie chce tego robić tak wprost (zły wpływ na młodocianego
            czytelnika) może to uczynić sprytnie między powieściami (np paskudne czyny
            Pyziaka mają miejsce POMIĘDZY powieściami, dzięki temu optymizm nie cierpi, a
            jakieś minimum życiowej prawdy jest zachowane).
            • dakota77 Re: Irytacje w Jezycjadzie 17.11.05, 13:58
              Macie racje, ze jakos nie widac wielkiej milosci Anieli do bernarda.
              W "Brulionie" byl dla niej glownie nagroda pocieszenia, pod koniec do tego ja
              wzruszyl. Wydaje mi sie, ze Aniele zachwycal sam fakt, ze on ja tak uwielbia. A
              teraz taki maz kompletnie nie pasuje do postaci, jaka stala sie Aniela. Ona
              faktycznie ejst egoistka, do tego mocno zachwycona wlasna osoba, powinna dac
              sie uwiesc jakiemus aktorowi. na przyklad z Francji, ona tam przez jakis czas
              wystepowala, o ile dobrze pamietam.
            • wuefka Re: Irytacje w Jezycjadzie 17.11.05, 20:15
              A ja nie wątpię, że Aniela MA romanse na boku. Tylko nie bardzo wypada o tym
              pisać. Dyskrecja to podstawa udanego romansu ;)
          • senseeko Re: Irytacje w Jezycjadzie 18.11.05, 18:04
            aura.ranna napisała:

            > Tak sobie myslę, że Aniela chyba wyszła za Bernarda bo co jej to szkodziło. Z
            > dentystą nie wyszło, nagle zauważyła, że wyszstkie koleżanki niepostrzeżenie
            > ułożyły sobie życie, ona nie miała pomysłu na swoje, a Bernard akurat się
            > nawinął.

            A nie dlatego, że Dmuchawiec jej powiedział? ;)
            • aura.ranna Re: Irytacje w Jezycjadzie 18.11.05, 23:54
              senseeko napisała:
              > A nie dlatego, że Dmuchawiec jej powiedział? ;)

              żeby wyszła? Oooo, jak powiedział, to na pewno dlatego, tylko ja tego nie
              pamiętam ;)
              • kurczak1 Re: Irytacje w Jezycjadzie 10.03.09, 11:13
                Dmuchawiec jej uświadomił, że postepowac jak Bernard jest heroiczne
                i wymaga odwagi. Dla mnie oczywiste, tyle że moze nie powinien brac
                odpowiedzialnosci za malzenstwo i dzieci
        • ginestra Re: Irytacje w Jezycjadzie 04.10.06, 10:37
          Tak, tak, tak!
          Mnie tez straszliwie zdenerwowal Ignacy Borejko w KK. Nie pamietam dokladnie,
          ale jest tam taki dialog kiedy mowi do Gabrysi, ze mama w szpitalu i co teraz
          bedzie, ze ona wobec tego ma nie isc do szkoly czy cos, gotowac obiady i
          przejac wszystkie (domowe) obowiazki mamy - jakby to bylo cos najoczywistszego.
          A przeciez to on jest tym DOROSLYM w rodzinie i to do niego nalezy opanowanie
          sytuacji i zapewnienie corkom poczucia bezpieczenstwa, ktore zaklocil brak mamy
          i jej choroba, no i to on powinien wziac sprawy w swoje rece. Dlaczego dziecko
          ma nie isc do szkoly i wszystkim sie zajac? Czemu to on nie moze raz nie isc do
          pracy? A jesli w tej pracy wszystko sie bez niego zawali (hehe), to ma
          obowiazek zorganizowac jakas opieke i pomoc dla dzieci.
          Ignacy mnie denerwuje praktycznie caly czas, tez ohydny jest w Kalamburce
          rzucajac miska pierogow w telewizor - jakis ohydny przemocowy buc! Psychopata!
          NIC go nie usprawiedliwia, nic! Zaden Gomółka czy inny! Nie moge sie nadziwic,
          ze pani MM opisuje go z takim poblazliwym sentymentem i tak pozytywnie.

          Wspomniana ksiazke Susan Forward tez bardzo polecam (jak i wszystkie inne tej
          autorki).

          Dopiero zaczelam ten watek czytac, moze sie i dopisze, bo tych "irytacji" mam
          sporo, choc lubie Jezycjade. Pozdrawiam wszystkich!
          • mkw98 Re: Irytacje w Jezycjadzie 04.10.06, 11:07
            Gomółka to wybitny kompozytor z XVI wieku. Nie sądzę, by to on tak zdenerwował
            Ignaca ;-)
            • ginestra Re: Irytacje w Jezycjadzie 04.10.06, 21:46
              :)))

              Chyba to jednak nie kompozytor zdenerwowal Ignaca..
              Gratuluje wiedzy o swiecie muzyki :)

              Ach, ten Ignacy, co za kuriozalny typ!
          • piotr7777 Re: Irytacje w Jezycjadzie 11.06.07, 15:31
            > Mnie tez straszliwie zdenerwowal Ignacy Borejko w KK. Nie pamietam dokladnie,
            > ale jest tam taki dialog kiedy mowi do Gabrysi, ze mama w szpitalu i co teraz
            > bedzie, ze ona wobec tego ma nie isc do szkoly czy cos, gotowac obiady i
            > przejac wszystkie (domowe) obowiazki mamy - jakby to bylo cos
            najoczywistszego.
            No właśnie widać, że nie pamiętasz.
            Ten dialog wygląda tak:
            G: Tato, co my z tym zrobimy
            I: Z czym?
            G: Ze wszystkim. Z naszą codziennoscią że tak powiem
            I: Nie widzę problemu.
            G: No właśnie, nie widzisz
            I: A co?
            G: Nie, nie. chyba się zwolnię ze szkoły. Na te trzy tygodnie
            I: No dobrze. Zwolnij się, Gabuniu. Jak uważasz".
            Czyli to Gabriela proponuje swoje zwolnienie ze szkoły a ojciec na to
            przystaje. Oczywiście nie świadczy to o nim najlpeiej, ale z Twojego postu
            wynika jakby był domowym tyranem zaprzęgającym córke do pracy domowej kosztem
            edukacji.
            • ginestra Re: Irytacje w Jezycjadzie 11.06.07, 21:16
              Piotrze,
              owszem, z dialogu niby wynika, że to Gaba zaproponowała, że "stanie się dorosłym
              w rodzinie" zamiast Ignacego, ale została do tego podpuszczona. Ignacy nie
              zachował się absolutnie jak dorosła odpowiedzialna osoba, która panuje nad
              sytuacją. Do niego wszakże należało zadbanie o córki, owszem mógł jakoś wciągnąć
              je do pewnych prac domowych, ale zwolnić się z pracy, czuwać nad wszystkim i
              martwić się o wszystko powinien był on. Tymczasem wydelegował to na córkę.
              Czasem takiego rodzica określa się w książkach psychologicznych jako "rodzica
              siadającego dziecku na kolanach". Ignacy zdradza właśnie takie cechy i uważa to
              za coś naturalnego. Cały czas był obsługiwany i miał komfort niezaangażowania,
              to oczekiwał, że to się ma nie zmienić nawet podczas choroby żony. Bardzo to
              niedojrzała postawa.
              Tak to widzę.
              Pozdrawiam!
            • the_dzidka Re: Irytacje w Jezycjadzie 12.06.07, 22:27
              > Czyli to Gabriela proponuje swoje zwolnienie ze szkoły a ojciec na to
              > przystaje. Oczywiście nie świadczy to o nim najlpeiej, ale z Twojego postu
              > wynika jakby był domowym tyranem zaprzęgającym córke do pracy domowej kosztem
              > edukacji.

              Każdy normalny ojciec w takim momencie zareaguje "chyba żartujesz, idziesz
              normalnie do szkoły". Nawet jeśli córka proponuje takie rozwiązanie w dobrej
              wierze, to nie ona jest głową rodziny; nie rozumiem podobnego podejścia ojca,
              który cały czas promuje ambicje, wykształcenie i wyższość ducha nad materią, a
              jednocześnie godzi się na coś takiego.
      • senseeko Re: Irytacje w Jezycjadzie 18.11.05, 18:02
        donatta napisała:

        > Mnie jeszcze jakoś żenuje
        > scena w pizzeri z "Języka Trolli" - sama nie wiem, dlaczego

        A mi się podobała. Co ja mówię, była cu-dow-na!
        Cały on, cały Borejko! Don Kichot pełną gębą, ale jakże sympatyczny!
        No, ale gdybym ja coś takiego zobaczyła w pizzerii, to pocięte księżki... nie
        wiem, chyba nie mam odwagi Ignacego, ale... Na pewno w każdym razie więcej bym
        tam nie przyszła. A może jednak coś bym powiedziała? Nie wiem...
        • folly co do pizzerii 12.12.05, 22:25
          niestety to jest sieć pizzerii, nie wiem czy MM o tę samą chdziło, ale w wawie
          jest san marzano z apetycznym regałem pod sufit... i kiedyś czekalam na kogoś,
          sięgnęłam po jakiś tytuł i... okazało się że są przycięte. Odruch miałam ten
          sam - wyszłam! I nigdy tam już moja noga nie postała.. ni postanie. Omijamy
          barbarzyńców... co im szkodziło zostawić w całości - nawet jeśli to podręcznik
          wędkarstwa albo stare czytanki....
          • zuzzia1 Re: co do pizzerii 20.12.05, 19:26
            Był na ten temat (dość dawno) artykuł Pilcha. Jak ujrzał przez szybą w San
            Marzano książkę, której szukał całe życie, jak wpadł do środka, błagając
            obsługę by mu ją sprzedała, za każdą cenę i jak oni popatrzyli na niego jak na
            idiotę bo w książce brakowało 5 górnych centymetrów.
    • mkw98 Re: Irytacje w Jezycjadzie 17.11.05, 14:24
      To może nie tyle irytujące, co zastanawiające:

      w "Imieninach" Ida preparuje na cześć powracającej z Cypru Natalii rybę po
      grecku. A przecież Natalia jest od kilku lat wegetarianką (mowa zresztą o tym
      zaraz na następnej stronie), więc cóż jej po rybie? No, chyba że to typowe
      roztargnienie Idusi : )

      Swoja drogą, ciekawe jak Natalia prowadzi wspólne gospodarstwo z mięsożernym
      Robertem. Czy z miłości do męża przyrządza mu kotlety? Czy też Robert z miłości
      do żony wyrzekł sie golonki i sznycli cielecych? A co z dziećmi?
      • dakota77 Re: Irytacje w Jezycjadzie 17.11.05, 14:52
        To moze byc wpadka autorki:)
        Co do wspolnego gospodarstwa- czesto wegetarianki gotuja miesne potrawy dla
        tych czlonkow rodziny, ktorzy sa miesozerni, i jakos sobie wszyscy z tym radza.
        mam nadzieje,ze dzieci nie sa jeszcze wegetarianami, no chyba ze Natalia zna
        sie swietnie na zywieniu i potrafi zastapic im bialka zwierzece roslinnymi:)
        • dziewczynaaaa1 Re: Irytacje w Jezycjadzie 23.07.06, 15:07
          Przeciez Robert spokojnie sam moze ugotować sobie jedzenie .Wedlug mnie Natalia
          nie bedzie jego gosposią,Robert nie jest takim leniem jak Ignacy,a Natalia
          zreszta nie bardzo nadawała sie do pracy w kuchni.
      • k_linka Re: Irytacje w Jezycjadzie 17.11.05, 15:04
        Niekoniecznie Natalia zrezygnowala z ryb. Sa rozne odmiany wegetarian: od
        najbardziej radykalnych odzywiajacych sie wylacznie tym co spadnie z drzewa po
        tzw semiwegetarian uznajacych jedzenie ryb a nawet drobiu.
        Skad wiecie, ze Robert jest miesozerny? Skoro nawet Grzes porzucil spozywanie
        mies? A dzieci tez mozna wyhodowac wylacznie na warzywach (oczywiscie z duzym
        udzialem straczkowych) i nabiale. Zwlaszcza jesli dolacze sie do diety ryby.
        • mkw98 Re: Irytacje w Jezycjadzie 17.11.05, 15:40
          E, jak ktoś je ryby to jaki tam z niego wegetarianin...

          > Skad wiecie, ze Robert jest miesozerny?

          1. Golonka spożyta z dawną koleżanką (bodajże Olą Sobkowiak)
          2. Sznycle usmażone na uroczysty obiad przez Bellę
          Więcej nie pamiętam :)

          > Skoro nawet Grzes...

          Ale Grześ już od dawna się zapowiadał - bał sie zabić karpia w Noelce.

          >A dzieci tez mozna wyhodowac wylacznie na warzywach

          Jasne że można, tylko jest to dośc trudne, kiedy tylko jedno z rodziców jest
          wegetarianinem. To mnie właśnie intryguje.
          • mkw98 Re: Irytacje w Jezycjadzie 17.11.05, 15:42
            Yyy, cos za szybo się wysłało

            >To mnie właśnie intryguje: na co się zdecydowali i jak sobie z tym radzą.
          • k_linka Re: Irytacje w Jezycjadzie 17.11.05, 16:10
            Nie znam wielu wegetarian - i dlatego mnie w Jezycjadzie denerwuje niesamowita
            ilosc pozeraczy zieleniny (dla mnie to malo realistyczne). Jednak wsrod moich
            znajomych mam wegetarianska pare. Kilka lat nie jedli miesa wcale, teraz
            wprowadzili do diety ryby. Niesympatycznie zabrzmialo Twoje "E, jak ktoś je
            ryby to jaki tam z niego wegetarianin...". Mimo ze odbiega to od stereotypu, to
            dalej jest to odmienny od tradycyjnego typ zywienia. Nazywa sie
            semiwegetarianizm
            • mkw98 Re: Irytacje w Jezycjadzie 17.11.05, 22:46
              k_linka napisała:

              > Nie znam wielu wegetarian - i dlatego mnie w Jezycjadzie denerwuje
              niesamowita
              > ilosc pozeraczy zieleniny (dla mnie to malo realistyczne).

              Ciekawe, bo ja ma wrazenie odwrotne :) Wegetarianami sa tam przeciez tylko
              Natalia i Grzes, za to ciagle jest mowa o "cielecinie rumiacej sie w piekarniku
              jak mlode dziewcze", sznyclach, befsztykach i innych kotletach oraz wedlinach...

              >Niesympatycznie zabrzmialo Twoje "E, jak ktoś je
              > ryby to jaki tam z niego wegetarianin...".

              Nie mialo tak zabrzmiec, slowo daje! :)
              Niemniej, pozostaje przy swoim zdaniu - i to nie jest kwestia stereotypu,
              tylko precyzyjnego stosowania pojec. Semiwegetarianin to, jak sama nazwa
              wskazuje, polwegeterianian. Nie wegetarianin. Nazywanie kogos takiego
              wegetarianinem wydaje mi sie nie tylko niesluszne, ale w pewien sposob
              nieuczciwe wobec prawdziwych wegetarian.

              pax tecum et vobiscum omnibus! :)




              • k_linka Re: Irytacje w Jezycjadzie 18.11.05, 00:09
                No to mozesz sie doczepic... Natalia pelna klasyczna wegetarianka nie jest na
                pewno - je jogurty (zatem jest laktowegetarianka), a pewnie i w Gabrysinych
                ciastach nie brak jaj (wiec co gorsza jest laktoowowegetarianka). Daze do tego,
                ze wieksosc ludzi kojarzy wegetarianizm z rezygnacja z miesa. I juz nie wnika
                sie w szczegoly nazewnictwa, ...
                A co do nieszczesnej ryby po grecku - zawsze mozna wyjesc warzywa:)
                • herbarium Re: Irytacje w Jezycjadzie 18.11.05, 22:07
                  Natalia jest wegetarianką, tyle, że nie weganką - a ryba mogła być dla
                  pozostałych biesiadników - w końcu trochę ich było:)
                  Ja mam wrażenie, że wegetarian w Jeżycjadzie jest mało, jak na wykształcone i
                  dość młode towarzystwo.
                • elwinga Re: Irytacje w Jezycjadzie 19.11.05, 12:38

                  > Natalia pelna klasyczna wegetarianka nie jest na
                  > pewno - je jogurty (zatem jest laktowegetarianka), a pewnie i w Gabrysinych
                  > ciastach nie brak jaj (wiec co gorsza jest laktoowowegetarianka). Daze do
                  tego,
                  >
                  > ze wieksosc ludzi kojarzy wegetarianizm z rezygnacja z miesa. I juz nie wnika
                  > sie w szczegoly nazewnictwa, ...

                  Zgadza się. Dla mnie również wegetarianin=nie jedzący mięsa (znaczenie
                  podstawowe, a wszystkie następne - lakto-, semi- itd. sa pochodnymi znaczenia
                  podstawowego). Mam wrażenie, że dla MM też, i stąd zapewne owa nieprecyzyjność
                  pojęć.


            • szwedka_kredka Re: Irytacje w Jezycjadzie 12.06.06, 13:15
              jak ktoś je ryby, to zdecydowanie nie jest wegetarianinemw końcu ryba na
              talerzu to też mięso, tyle tylko, że rybie mięso
              jest więc peskarianinem ;)
        • tygrys2112 Re: Irytacje w Jezycjadzie 11.12.07, 23:18
          A dzieci tez mozna wyhodowac wylacznie na warzywach (oczywiscie z
          duzym
          > udzialem straczkowych) i nabiale. Zwlaszcza jesli dolacze sie do
          diety ryby.

          No nie wiem, czy dla każdego dziecka będzie to zdrowe... :/
          Słyszałam o różnych konsekwencjach zdrowotnych od niejedzenia mięsa.
          Jasne, że nie każdemu to szkodzi, niektórym wręcz pomaga, ale jeśli
          na przykład dziecku szkodzi brak mięsa, a rodzic-wegetarianin pomimo
          to chce go uczynić wegetarianinem, to to już jest chore...
      • mankencja Re: Irytacje w Jezycjadzie 17.11.05, 20:56
        niektórzy wegetarianie jedzą ryby. na przykład moja mama.
    • troppo_bella Wracając do irytacji: Kwiat kalafiora 18.11.05, 11:44
      Oj, coś się pogrążyłyscie w wegetariańskich, semiwegetariańskich i
      laktoowowegetariańskich dyskusjach, a to przecież nie to forum :-)

      Pax vobiscum, że nawiążę do jednej z przedmówczyń.

      Stawiam sie obecnie do pionu za pomocą "Kwiatu kalafiora" i po raz pierwszy (bo
      po raz pierwszy czytam go jako matka dzieciom) widzę rzecz przerażającą:

      Ojciec Borejko zachowuje się w nim jak nieodpowiedzialny autystyk, leń
      patentowany, sybaryta żerujący na włąsnych dzieciach.

      Żona trafia do szpitala, zostawiając go w domu z czwórką córek. I co robi nasz
      uroczy bohater?

      Nie przykłada nawet pół palca do nowego podziału obowiązków w domu, znikając w
      domu za grubymi tomami lub w pracy w Bibiotece Raczyńskich. I tyle go widzieli.
      Zamiast grosza sypie łacińskimi sentencjami, zamiast pomóc wydaje okrzyki pełne
      zgrozy.

      Pewnie, czytać najłatwiej, licząc, że nieletnie dzieci jakoś się zorganizują,
      by nie umrzeć z głodu, a wtedy i tata się przyżywi.

      Święty Jacku z pierogami - wykrzykuje, gdy siedemnastoletnia Gaba nie umie
      uporać się z obiadem, po czym tata "otacza się obłokiem melancholii i wycofuje
      w głąb swojej jaźni". To najłatwiejsze, oczywiście. A dlaczego nie miałby
      pomóc? Lub wręcz zrobić obiadu, na Jowisza?

      Następnego dnia wychodzi rano do pracy nie dając córkom ani grosza na jedzenie
      (i juz Gaba musi się kłopotać, jaką książkę sprzedać, by nakarmić swoje trzy
      siostry) i nie przejmując sie tym, kto zajmie się młodszymi dziećmi.

      W wolną sobotę (ojciec Borejko ma wolną, Gaba idzie do szkoły, tak kiedys
      bywało), to Gaba się martwi, co będą jeść, bo ojciec nie daje się córce
      dobudzić, żeby iść po zakupy (sklepy czynne tylko do 11). Ona nawet rozważa
      opuszczenie kolejnego dnia w szkole, ale ma przecież klasówkę z fizyki. Tata
      obraca sie na drugi bok i śpi dalej. O rany, z miejsca bym się z nim rozwiodła.
      Czy takiego człowieka mozna nazwać dobrym lub przynajmniej przyzwoitym?

      Kiedyś tylko podziwiałam, jaka ta Gaba dzielna. Teraz zżymam się, czytając,
      jaki ten Ignaś do niczego. I jakie biedne te dzieciaki...
      • troppo_bella Re: Wracając do irytacji: Kwiat kalafiora 18.11.05, 11:53
        O rany, spojrzałam w wyszukiwarkę i nie ja pierwsza irytuję się Ojcem Borejko,
        był już taki wątek.

        • jottka Re: Wracając do irytacji: Kwiat kalafiora 18.11.05, 12:18
          szczęśliwie czasy sie ciut zmieniły - w zamierzeniu autorki ten opis miał
          zapewne być komiczny poprzez zderzenie postawy 'prawdziwego mężczyzny' z
          gospodarstwem domowym, sferą li i jedynie kobiecą

          tyle że - zwłaszcza gdy pierwsze czytelniczki na dobre podorastały - opis budzi
          raczej przerażenie i, najłagodniej mówiąc, niechęć do ojca be
          • elwinga Re: Wracając do irytacji: Kwiat kalafiora 18.11.05, 14:54
            Teoretycznie się z Wami zgadzam.

            Ale jakby się tak zastanowić, to czy u Żaków ("Szósta klepka") było dużo
            lepiej?... Mama Żakowa do kuchni brała się właściwie tylko w okresie
            świątecznym (do porządków itp. zapewne też), Julia wcale, ojciec i dziadek
            istnieją poza sferą wszelkich prac domowych (chyba że czegoś nie pamiętam),
            wszystko robią Celestyna i ciocia Wiesia. I rodzina uważa za zupełnie
            naturalne, że Cesia, bodajże 16-letnia, zmywa po wszystkich, gotuje (bo mamusia
            i tak przypali bigos...), robi zakupy, pierze pieluchy małej Irenki, usypia ją
            i karmi. Dziwne, że dawała radę chodzić do szkoły i jeszcze uczyć się czegoś z
            Danką...
            • jamniczysko Re: Wracając do irytacji: Kwiat kalafiora 18.11.05, 15:10
              A jak miała zły nastrój, znajdowała panaceum w myciu wszystkich okien...
              • jottka Re: Wracając do irytacji: Kwiat kalafiora 18.11.05, 21:36
                no zaraz, a skąd wniosek, że tylko ojciec be jest be, a cała reszta sie nam
                podoba?:) tyle że nie ma co rozdrabniać sie na kolejne przykłady, pani
                musierowicz ma jasną wizję układów rodzinnych oraz podziału ról płciowych, wolno
                jej - czytelni(cz)kom z kolei ma prawo ona mniej czy bardziej nie odpowiadać

                mnie zawsze zdumiewało na przykład, że ponoć inteligentny, bystry i co tam
                jeszcze dmuchawiec zauważył, że cesia jest nieprzytomna, permanentnie
                niewyspana, usłyszał o świeżej lekturze podręcznika opieki nad niemowlęciem i
                nie zareagował - na mój rozum pierwszą reakcją pedagoga powinien być jednak co
                najmniej delikatny sondaż delikwentki:)
                • herbarium Re: Wracając do irytacji: Kwiat kalafiora 18.11.05, 22:13
                  E - Dmuchawiec był rozkojarzony, co widać w Kłamczusze, kiedy Aniela z
                  Franciszki wraca do prawdziwego imienia, Dmuchawiec składa to na karb swego
                  roztargnienia.
                  • jottka Re: Wracając do irytacji: Kwiat kalafiora 18.11.05, 23:23
                    herbarium napisała:

                    > E - Dmuchawiec był rozkojarzony, co widać w Kłamczusze, kiedy Aniela z
                    > Franciszki wraca do prawdziwego imienia, Dmuchawiec składa to na karb swego
                    > roztargnienia.


                    a nie sądzisz, że to są sprawy ciut różnego kalibru?:) mylenie imion licznych
                    podopiecznych można uznać za dowód miłego roztargnienia, brak reakcji na być
                    może niemały problem uczennicy, której, o ile pamiętam, jesteśmy wychowawcą,
                    jest dość poważną przewiną pedagoga
                    • herbarium Re: Wracając do irytacji: Kwiat kalafiora 20.11.05, 00:10
                      Eno, bez przesady, Cesia na zaciążoną nie wyglądała, poza tym, to nie był
                      podręcznik opieki nad niemowlęciem, tylko "Choroby wieku dziecięcego", a
                      przecież Celestyna chciała iść na medycynę (a w międzyczasie leczyła Bobcia z
                      różyczki)
                • elwinga Re: Wracając do irytacji: Kwiat kalafiora 19.11.05, 12:32

                  > no zaraz, a skąd wniosek, że tylko ojciec be jest be, a cała reszta sie nam
                  > podoba?:)

                  Nie twierdziłam, że się podoba. Ale kiedy padają uwagi dotyczące nieżyciowości
                  książek MM, to w 95% dotyczą Borejków, a z tego w co najmniej 50% stylu życia
                  Ignacego. :) A ja ostatnio przeczytałam ponownie "Szóstą klepkę" i uderzyło
                  mnie, że też realia jakieś dziwne... ;) Co nie zmienia faktu, że "Szóstą
                  klepkę" ogromnie lubię!
                  • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Wracając do irytacji: Kwiat kalafiora 19.11.05, 17:16

                    > A ja ostatnio przeczytałam ponownie "Szóstą klepkę" i uderzyło
                    > mnie, że też realia jakieś dziwne...

                    A ja uważam, że sprawa ma się o wiele prościej: 20-30 lat temu rzeczywiście były
                    takie realia rodzinne. Zmieniło się to niepostrzeżenie - mój Boże, co za radość
                    odkryć, że coś w tej Polsce idzie ku lepszemu!

                    -------------------------------
                    Moherowe berety muszą odejść!
                • senseeko Re: Wracając do irytacji: Kwiat kalafiora 29.11.05, 14:57
                  > mnie zawsze zdumiewało na przykład, że ponoć inteligentny, bystry i co tam
                  > jeszcze dmuchawiec zauważył, że cesia jest nieprzytomna, permanentnie
                  > niewyspana, usłyszał o świeżej lekturze podręcznika opieki nad niemowlęciem i
                  > nie zareagował - na mój rozum pierwszą reakcją pedagoga powinien być jednak co
                  > najmniej delikatny sondaż delikwentki:)

                  E, w Klepce Dmuchawiec jeszcze nei był ideałem profesora. Miał sporo wad,
                  dopiero potem "dojrzał" z ksiązki na książkę bardziej i bardziej.
      • senseeko Re: Wracając do irytacji: Kwiat kalafiora 29.11.05, 14:54
        O to to! Właśnie jestem świeżo po re-lekturze (z kilkuletnią przerwą) Kwiatu
        kalafiora.
        Dokładnie te same odczucia miałam! "Z miejsca bym się z nim rozwiodła" "za
        grosz odpowiedzialności!" I jeszcze nie rozumiem czemu MM tak nie lubi Feli i
        Joanny. Kiedy czytałam po raz pierwszy też nie lubiłam bo MM nie lubiła i się
        naśmiewała. A teraz się zastanawaim i dochodze do wniosku, ze cos jest nie tak.
        Fela zalatwila nawt lewe L-4 zeby bezinteresownie pomagac szwagrom (boc to dla
        niej zaledwie powinowaci) swoja droga ciekawa jestem kto placil za zakupy.
        Gotowala naprawde porzadne obiady, Joanna pozyczyla Gabie najpiekniesszy sweter
        i spodnice (a nie zapominajmy ze byly to lata 70-te) a MM pisze o
        Joannie "pozyczyla przelamujac skapstwo". A przy tym Ignac bez żadnej żenady
        kiedy Gaba spaliła morszczuka stwierdza "idziemy na obiad do ciotki Feli"
        Pasożyt jeden! I to tak bez zapowiedzi? Jesli ktos ugotował obiad na 3 osoby
        (nawet na 2 dni) a zwali sie do niego nagle 5 żarłocznych gąb, to nie zawsze
        starczy. A tu Fela cudotworczyni jeszcze daje dokladki a MM ją o skapstwo
        podejrzewa... Cos mi nie gra.
      • black_steed Szkoła 09.06.07, 22:53
        Mnie osobiście nieco irytuje szkoła (dokładnie gimnazjum) przedstawiona w JT.
        Przypomnę może: połowa klasy ma pofarbowane włosy (preferowane kolory:
        niebieski i karminowy), chłopacy dredy, tłuste kłaki, dziewczyny czarne obwódki
        wokół oczu, kolczyki w miejscach zgoła innych niż uszy. Skąpe, bardzo skąpe
        stroje- wystające pępki, względnie stringi. Dziecwzyna siedząca na kolanach
        chłopaka, zamiast na krześle.
        Moim zdaniem Pani MM nieco przesadziła. To naprawdę aż tak nie wygląda!
        A pamiętacie klasę Cesi, która z satysfakcją i niejakim podziwem stwierdza, że
        koleżanka z klasy podmalowała rzęsy...?
    • herbarium Re: Irytacje w Jezycjadzie 18.11.05, 22:29
      Mnie nieodmiennie irytuje w "Kłamczusze" scena, kiedy Mamerciątka są ukarane za
      zarobkowanie na wypożyczaniu zabawek. Bo rozumiem, że kochający, acz wybuchowy
      Mamert mógł lać pasem za wszystkie występki, a autorka uważała to za zupełnie
      normalne. W latach siedemdziesiątych czy osiemdziesiątych to jeszcze w końcu
      był zupełnie typowy środek wychowawczy. Rozumiem, że wypożyczanie zabawek i
      narażenie się dyrektorce przedszkola, w którym pracowała Tosia, mogło zostać
      uznane za przestępstwo.
      Ale Mamert najpierw sprawia dzieciom rytualne lanie, a potem nakazuje "podać
      przyczyny występku". I ani jemu, ani Tosi nie przychodzi do głowy, że kolejność
      chyba powinna być odwrotna - najpierw wyjaśnienia, potem kara. A przecież są
      pokazani jako wspaniali, mądrzy ludzie i najlepsi pod słońcem rodzice, którzy
      wychowują mądre i uczciwe dzieci.
      No cholera, nie dziwię się Romce, że spodobali jej się "Toksyczni rodzice"!
      • aura.ranna Re: Irytacje w Jezycjadzie 18.11.05, 23:58
        herbarium napisała:
        > Ale Mamert najpierw sprawia dzieciom rytualne lanie, a potem nakazuje "podać
        > przyczyny występku".

        A podobno wg krytyków pierwsze książki były nieżyciowe :)
        • herbarium Re: Irytacje w Jezycjadzie 20.11.05, 00:11
          Ja nie twierdzę, że to nieżyciowe:) Wkurza mnie promowanie tego jako postawy
          rodzicielskiej:)
          • aura.ranna Re: Irytacje w Jezycjadzie 20.11.05, 18:51
            No przecież nie twierdzę nigdzie, że twierdzisz :) Post był bez związku z
            problemem.
            A przykład jest fajny, bo pokazuje jaką siłę oddziaływania mają książki MM,
            czego Autorka pewnie w początkach nie mogła przewidzieć. Skutki wychowywania
            przez choleryka Mamerta można odczytać z dalszych losów – brak porozumienia
            Tomka z ojcem, wczesne i szokujące wyjscie romy z domu rodzinnego. W Kłamczusze
            nie było jednoznacznego komentarza do tej sytuacji, bo pewnie Mm nie sądziła,
            że kiedyś wielu ludzi będzie odbierało jeżycjadę jako wzorzec relacji
            rodzinnych albo poradnik "ja żyć".
    • melba76 Re: Irytacje w Jezycjadzie 19.11.05, 11:43
      Ignaś to karykatura mężczyzny - wkurza mnie ten typek na każdej stronie, na
      której się pojawia! Powinien dostać solidnego kopa w filozoficzny tyłek i
      ruszyć do roboty - swoją drogą, że ta jego biedna żona to toleruje - też ma
      chyba jakiś syndrom ofiary ;) składa się na stosie i własnoręcznie go podpala ;)

      A co do sceny z Bernardem - kochani, przecież gdyby nie Bernardowa obecność, to
      Państwo G&G musieliby się ani chybi bzyknąć - wyobrażacie sobie taką scenę w
      Jeżycjadzie? hehe
      • dakota77 Re: Irytacje w Jezycjadzie 19.11.05, 12:03
        No tak, tam przecież o seksie się aż do Języka Trolli nie mówiło, a dzieci
        prznosił bochan:)
      • croyance Re: Irytacje w Jezycjadzie 20.11.05, 14:48
        A propos bzyknac, to gdzie hmmm Roza z Fryckiem, bo u Borejkow w domu nie, a u
        Frycka chyba tez kupa ludzi?
        • herbarium Re: Irytacje w Jezycjadzie 20.11.05, 16:35
          W stogu siana blisko Muzeum ziemi średzkiej...
          W samochodzie Grzegorza...
          Może gdzieś wyskakiwali na weekend?
          No i u Borejków też się zdarzają momenty, że nikogo nie ma z rodziny?
          • croyance Re: Irytacje w Jezycjadzie 27.11.05, 13:28
            A, w sianie ... no ja wiem, wiem, ze to takie niedyskretne pytanie, ale
            nurtowalo mnie to ...
            • julinekk Re: Irytacje w Jezycjadzie 02.06.06, 16:08
              no, moje drogie... przeciez na praktyce dwutygodniowej w obserwatorium
              astronomicznym pod Toruniem! we wrzesniu! w tym stogu siana to jeszcze dziecmi
              byli niewinnymi...
    • przemkowa.b Re: Irytacje w Jezycjadzie 19.11.05, 15:22
      Hehe, ja zawsze sobie powtarzam, że to tylko książka...:)
      Ale opowiedziałam mamie kiedyś akcję "Opium...", moja mama za głowę się
      złapała, że "to patologia, ziecko pukające do obcych ludzi, tylko w książce
      mogło się zdarzyć, że nic mu się nie stało". Mówiła że nigdy w życiu nie
      chciałaby czytać takich głupot:))) Ale moja mama ma swoje prawo tak uważać:)
      A ja? mnie niewiele tam irytuje, jeśli już to bardziej pomysł autorki, bo
      zachowanie bohaterów od niej przecież zależy:) o tym piszę w
      wątku "niekonsekwencje w kreowaniu bohaterów":)))
      • baba67 Re: Irytacje w Jezycjadzie 19.11.05, 18:26

        Rzeczywiscie imieniny Gabrieli bez Bernarda nie bylyby takie zabawne...
        Nie oceniajcie Ignacego tak surowo- to byly inne czasy faceci byli od
        utrzymywanie rodziny, a kobitki od siedzenia w domu-mentalnosc zmienia sie
        wolniej niz realia.Tak wychowywano chlopakow, choc w Kalamburce mama Ignaca
        usilowala zaprowadzic nowe porzadki na wypadek, gdyby przyszla synowa zamierzala
        pracowac.
        Ale Mila nie chciala-byl to jej wlasny wybor podobnie jak rodzina wielodzietna.
        Gdyby pracowala i miala 2 dzieci powodziloby im sie tak jak rodzicom Joanny.
        Ignacy w Kalafiorze denerwuje mnie, ale na miare swoich mozliwosci usiluje sie
        wlaczyc-odsmaza kolacje, kupuje kielbase, orze jak moze, no.
        • czytelniczka1975 Re: Irytacje w Jezycjadzie 19.11.05, 19:59
          > Ignacy w Kalafiorze denerwuje mnie, ale na miare swoich mozliwosci usiluje sie
          > wlaczyc-odsmaza kolacje, kupuje kielbase, orze jak moze, no.

          A moim zdaniem Ignacy w Kalafiorze daje popis egoizmu! Znielubiłam go za to, jak zostawił Gabrysie niemal samą z całym domem i chorą mamą na głowe. Nawet jeśli raz odsmażył kiełbasę, to wcale go to nie usprawiedliwia! Ignacego patriarchalne i egoistyczne podejście do życie irytuje mnie strasznie (vide: zmywarka itp.)
          • malybialypies Re: Irytacje w Jezycjadzie 20.11.05, 11:40
            DOkładnie. ALbo raz coś tam wyjął z zamrażalnika i mówi (cytuję z pamięci)
            ZObacz Milu, w jak niecodzienny sposób objawia sie czasem moja miłość.
            • kurczak1 Re: Irytacje w Jezycjadzie 10.03.09, 11:24
              Alez skad! On najwyraźniej kpi sam z siebie. A z zewnatrz to MM kpi
              z niego
          • baba67 Re: Irytacje w Jezycjadzie 20.11.05, 14:36
            Mloda jestes i dlatego Cie to tak denerwuje-gdybys urodzila sie 20 lat
            wczesniej, tobys wiedzial, ze tak wychowywano chlopcow.
            Ignacy pracowal na dwoch etatach, zarabial nieduzo, ale w tych czasach tylko
            badylarze duzo zarabiali, faceci pracowali czesto na poltora etatu.Jesli i zona
            pracowala, istniala instytucja babci, ktora zajmowala sie dziecmi.Babcie dzieci
            urodzonych w latach 60-70tych bardzo czeto nigdy nie pracowaly.
            Teraz to tez babcie pomagaja, ale nie na taka skale jak kiedys.
            Ja to pamietam z dziecinstwa i na Ignacego mam filtr.
            Jednak denerwuje mnie, bo nawet zwazywszy to wychowanie i charakterologiczne
            oderwanie od rzeczywistosci okazal sie egoista w wielu momentach Kwiatu.
          • olu87 Re: Irytacje w Jezycjadzie 20.12.05, 00:03
            to wszystko, co piszecie o Ignacym, to prawda-dla mnie szczytem wszystkiego była ta osławiona scena o zmywarkę... zupełnie irracjonalna.
            ale takie są realia, niestety. Ignacy jest przedstawiony z przymrużeniem oka, przez pryzmat wyrozumiałej miłości Mili i zastępów córek i wnuków, ale i krytycznie przez osoby praktyczne (Gizela, Felicja). znam wielu nieżyciowych facetów pokroju I.B i chociaż mają oni wyżej wymienione wady, to jednak ich inne zalety przynajmniej częściowo je rekompensują.
            "Kalamburka" przywołuje także inne oblicze Ignacego-patrioty, który COŚ JEDNAK ROBIŁ, do tego to internowanie w Stanie Wojennym-sprawiło to, że trochę urósł w moich oczach, przynajmniej przestał być przeze mnie postrzegany jako pierdoła ;) Tak po prostu miał, że interesowały go wielkie sprawy, a na te codzienne nie zważał-Mila nigdy otwartego sprzeciwu nie wyraziła, więc facet się rozbisurmanił ;))
            co nie zmienia faktu, że niektóre jego zachowania tudzież bierność, jak już napisałam na początku, wzbudzają we mnie agresję :P
            • kosheen4 Re: Irytacje w Jezycjadzie 20.12.05, 00:18
              > co nie zmienia faktu, że niektóre jego zachowania tudzież bierność, jak już nap
              > isałam na początku, wzbudzają we mnie agresję :P


              cicho, cicho! nie piszcie że ignacy jest pierdołowaty, , bo potem wychodzą
              taikie kwiatki jak to że nagle okazuje się że jest jedynym człowiekiem w domu
              który posiadł umiejętnośc kupowania sera lepszego niż stara dętka. no bez
              przesady że się z niego zrobił taki znawca sklepowych niuansów, he he.
              • baba67 Re: Irytacje w Jezycjadzie 20.12.05, 11:03
                No i o karpiu pamietal...
                Tez uwazam, ze kiedy zona jest w domu na stale, to nawet facet w miare normalny
                robi sie kompletnie niezaradny w domu. A Ignacy jeszcze byl wyjatkowo
                predestynowany w tym kierunku.
                Az strach sobie wyobrazic, co by bylo, gdyby oni 4 synow mieli, a nie corki...
    • parapluie Re: Irytacje w Jezycjadzie 20.11.05, 18:47
      nie wiem ale jakoś mnie irytują mężczyżni w "jezycjadzie".Większosć z nich
      to,ze prezproszeniem-pierdoły.Prezpraszam za określenie,ale naprawde...Ojciec
      Borejko,Bernard,Marek Pałys co cały czas śpi...no ciepłe kluchy!Kobiety są
      energiczne,zaraden,a faceci?Jedyni charakterni-Pyziak i Nerwus,okazali sie
      draniami.Czy tak to juz musi być w życiu???Czy można miec epizodyczne
      znajomości z meżczyznami z krwi i kosci a i tak wyjdzie sie za maminsynka i
      mięczaka?piwiedzcie mi starsze koleżanki,bo jak tam rzeczywiscie jest,to nie
      wyjde za mąż;))
    • emusia Re: Irytacje w Jezycjadzie 20.11.05, 20:19
      A mnie to irytują wszechobecne wąsy. Może pani Małgorzata lubi wąsatych, ja nie
      znoszę i nie mogę znieść, że co większy przystojniak to wąsaty. A młodzieńcy na
      ilustracjach zawsze mają zaczątki wąsów nad górną wargą. O ile Lepiej by
      wyglądał Kladuieszek, Pyziak czy Pawełek Nowacki bez tego czegoś, nie wierzę,
      żeby w latach 70 chłoapki nie golili się :) Maciek też się zrobił wąsaczem,
      Sławek Lewandowski ma wąsy, Robrojek też, Marek Pałys wasaty, o ile się
      orientuję to Tunio jako wielbiciel Nutrii też wąsaty, Grzegroz i Hajduk
      brodacze to ewentualnie mogę znieść. Lucek, Frycek czy jakiś tam wielbiciel
      Róży też pewnie będzie miał wąsy na starość. Aż dziwne, że Ignacy wąsów nie
      ma :)
      • melba76 Wąsy 21.11.05, 02:42
        Może oni wszyscy głosują na PSL
        • troppo_bella Re: Wąsy 21.11.05, 11:02
          He he!

          Co do wąsów wszystkie jesteśmy zgodne, ale co poradzić na to, że MM
          najwyraźniej wąsy lubi i trochę przedwojennie uważa za oznakę męskiej
          dojrzałości (zwróćcie uwagę, że Ignacy Borejko wąsów nie ma, co może oznaczać,
          że nie jest jednak w pełni dojrzałym mężczyzną...)
          .
          Pozostaje tylko wysilić wyobraźnię i na własny użytek ogolić ulubionych
          bohaterów.
        • troppo_bella Re: Wąsy 21.11.05, 11:14
          A poza tym, Melbo, podziwiam Cie, że o tej godzinie stać Cię na takie bonmoty.
          • noida Re: Wąsy 25.11.05, 13:21
            I Maciek! Jak Maciek, taki przystojny mężczyzna, mąż pięknej kobiety, mogł
            nosić wąsy? Jeszcze męża Idy i Robrojka jakoś bym przecierpiała, ale Maciek?
            Czy on lustra nie ma? Mój facet jest podobny z typu do Maćka i jak zapuścił
            wąsy to miałam wrażenie, że zmienił się w mojego wujka. Fuj!
            • ginestra Re: Wąsy 04.10.06, 22:02
              Ja mam identyczne zdanie jak Ty! Strasznie denerwowaly mnie zawsze te opisy
              wąsatych i brodatych facetów i też nie mogłam ich wyrzucić z wyobraźni, bo
              mocno zapadały w pamięć. I to bohaterowie nie mieli takiego dosc fajnego w
              sumie trzydniowego zarostu, ale całkiem spore wąsiska i brody.
              Wiem, że na temat gustów się nie dyskutuje, widocznie pani MM lubi ten typ
              mężczyzn, ale jeśli o mnie chodzi, to jedyny facetem z brodą, który mi się
              spodobał to Jack Sparrow z Piratów z Karaibów ;), i to w tym sensie, że ta
              broda u niego po prostu nie przeszkadza, bo wybijają się na pierwszy plan różne
              inne charakterystyczne jego cechy. Ale w Jeżycjadzie niestety takiej barwnej
              postaci nie ma..
              To pozdrawiam!

              PS. Wprawdzie jest takie przysłowie angielskie (?), że "pocałunek bez wąsów to
              jak jajko bez soli", ale nie podzielam tego poglądu.
    • troppo_bella Re: Irytacje w Jezycjadzie 24.11.05, 12:36
      Ha, czytam "Dziecko piatku" i tym razem wnerwił mnie Grzegorz Stryba, który na
      wieśc o ciąży swej żony (pierwsze wspólne dziecko, nawiasem mówiąc) siada za
      stołem i wodzi za nią czułym oczywiście wzrokiem, pozwalając się obsługiwać.

      Gabriela raz po raz mdleje w tej ciąży, ale nic to - ma gotować i już, dźwigać
      zakupy, bo jej luby woli siedzieć za komputerem.

      Oj, coś mi się ci lubi w Jeżycjadzie narażają ostatnio coraz bardziej.

      A Grzesia nigdy nie lubiłam, egocentryczny introwertyk.

      I brodaty.
      • baba67 Re: Irytacje w Jezycjadzie 24.11.05, 13:18
        No nie zartuj, przeciez Grzegorz raz po raz cos gotuje-befsztyki, cos
        chinskiego,zmywa naczynia(jeszcze przed zmywarka)pomaga sprzatac.
        A co do obslugiwania-a kobity ktore lubia gotowac, a kiedy ja cos ugotuje, to
        nie lubie jak mi sie facet kreci po kuchni.A gabrysia czasem cos z rozpedu
        przydzwigala, bo zapominala, ze nie powinna.
        W ogole Grzegorz jest w porzadku.
      • herbarium Re: Irytacje w Jezycjadzie 24.11.05, 13:55
        No, co do Grzesia to się nie zgodzę, bo on akurat do robót domowych się
        poczuwa, acz osobiście uważam, że prezent z gospodarstwa domowego dla żony jest
        nietaktowny - a co to za osobisty przezent, ścierka czy zmywarka? Czy to jej
        gary wyłącznie mają być zmywane?
        • iwoniaw Nietaktowny prezent? 24.11.05, 19:26
          Ależ biorąc pod uwagę realia (tzn. w tym przypadku zmywa owe gary wyłącznie Gaba
          lub jej matka, a rodzina spora, zatem i garów mnóstwo), Grzegorz chcąc osobiście
          i trwale odciążyć żonę ma w zasadzie 3 możliwości:
          - samemu zacząć zmywać wszytstko jak leci
          - wynająć służbę
          - zakupić zmywarkę
          Zmywarka wydaje mi się z tego wszystkiego rozwiązaniem najbardziej dostosowanym
          do sytuacji. A odjęcie żonie obowiązków mających wszelkie znamiona pracy
          koniecznej, powtarzalnej, nierozwijającej i uciążliwej uważam za świetny pomysł.
          • herbarium Re: Nietaktowny prezent? 24.11.05, 20:07
            Po pierwsze:
            Gary "na ogół to Grześ zmywał" - jak zauważa Tygrys;
            Po drugie:
            Można kupić zmywarkę, nie robiąc z niej prezentu dla żony, a rozsądny zakup dla
            domu, bo też i jest to zakup dla domu, a nie dla żony;
            Po trzecie:
            prezent typu zmywarka, garnki, ścierka, dany kobiecie przez męża, lub przez
            obcą osobę TYLKO żonie (dla pani domu garnek, dla pana domu koniaczek) wyraża
            jasno, kto, zdaniem ofiarującego ma psi obowiązek się zajmować garami, i wiele
            znanych mi, starszych ode mnie kobiet (także takich, na których głowie
            wyłącznie spoczywa gospodarstwo domowe) takim prezentem poczuło by się z lekka
            zniesmaczone.
            • herbarium Re: Nietaktowny prezent? 24.11.05, 20:09
              To już lepiej by kupił rajstopy:)
            • iwoniaw Re: Nietaktowny prezent? 24.11.05, 20:16
              herbarium napisała:

              > Po pierwsze:
              > Gary "na ogół to Grześ zmywał" - jak zauważa Tygrys;

              NO tak, Tygrys zaangażowany był głównie w obserwację ;-)

              > Po drugie:
              > Można kupić zmywarkę, nie robiąc z niej prezentu dla żony, a rozsądny zakup dla
              >
              > domu, bo też i jest to zakup dla domu, a nie dla żony;

              Tu się zgodzę w całej rozciągłości

              > Po trzecie:
              > prezent typu zmywarka, garnki, ścierka, dany kobiecie przez męża, lub przez
              > obcą osobę TYLKO żonie (dla pani domu garnek, dla pana domu koniaczek) wyraża
              > jasno, kto, zdaniem ofiarującego ma psi obowiązek się zajmować garami, i wiele
              > znanych mi, starszych ode mnie kobiet (także takich, na których głowie
              > wyłącznie spoczywa gospodarstwo domowe) takim prezentem poczuło by się z lekka
              > zniesmaczone.

              Co innego podany przez Ciebie przykład "panu domu koniaczek - pani domu ścierę"
              (ja tam raczej w podobnych sytuacjach spotykałam się z wersją "panu domu
              koniaczek - pani domu kwiaty/słodycze", ale jestem skłonna się zgodzić, że i to
              ma seksistowski z lekka wydźwięk), a co innego prezent z serii "do domu" w
              ogóle. Osobiście nie poczułabym się zniesmaczona np. mikserem czy innym
              kompletem filiżanek (jeśli np. ofiarodawca wie, że namiętnie piekę ciasta czy
              pijam herbatę, a sprzętów ww. nie posiadam), nawet jeśli w efekcie używałaby
              tego cała rodzina.
              • baba67 Re: Nietaktowny prezent? 24.11.05, 21:07
                A u mnie to jest odwrotnie-ja dostaje alkohol(do ciast) a moj maz slodycze-bo
                uwielbia, hehe(te ciasta i slodycze).
                Jestem sklonna zgodzic sie, ze prezent byl z lekka nietaktowny.
                Dawno, dawno temu moj tata ofiarowal mamie na imieniny...dywan do sypilani.No i
                trzy miesiace potem dostal na swoje imieniny...zyrandol.
                Jednak duzo pozniej na wloska cholernie droga pralke automatyczna (1976) to sie
                mama wcale nie obrazila...
                • herbarium Re: Nietaktowny prezent? 24.11.05, 21:54
                  He, he,
                  Rok 1988, moi rodzice właśnie z wielkim trudem kupili sobie pralkę
                  automatyczną. Mama podówczas zarabiała więcej od taty, więc nawet nie można
                  powiedzieć, że pralkę kupił sam ojciec.
                  Przyjeżdża ciotka, ogląda to cudo, pierwsza reakcja: "Oooo! Jaki ci mąż fajny
                  prezent kupił!!!"
                  Łatwo się domyśleć, że mama do tej pory "wychodzi z nerw" na wspomnienie tamtej
                  sytuacji:)))

                  A co do prezentu "dla domu" - uważam, że można go kupić komuś tylko w sytuacji,
                  kiedy wręcza się go obojgu małżonkom, albo wtedy, kiedy to można potraktować
                  jak hobby czy bibelot - wazon, nawet filiżanki, w porządku. Ale mikser? Nie
                  ryzykowałabym:)
                • baba67 Klepka 27.11.05, 15:42

                  Tak ciagle o tym Ignacym dyskutujemy, a ja sobie przypomnialam inna irytacje-
                  pamietacie jak do Zakow wprowadzila sie Krystyna, ktora urodzila corke, a potem
                  mieskal z nimi tez jej maz ?
                  Ja juz sie nie czepiam tego mieszkania, bo wtedy to byl koszmar lokalowy, ale
                  jak to najpierw Krystyna, a potem oboje malzonkowie angazowali Cielecine do
                  kapania i wstawania w nocy do dziecka-u mi sie noz w kieszeni otwiera, bo co
                  innego slaba poloznica przez pierwsze kilka dni, a co innegodwoje w pelni
                  sprawnych doroslych zdawaloby sie ludzi.
                  • troppo_bella Re: Klepka 28.11.05, 10:13
                    No właśnie, budzili ją do dziecka specjalnie. A co na to mama Cesi? Tata? Zero
                    reakcji niestety.
                    • iwoniaw Obowiązki nastolatków w domu 28.11.05, 19:21
                      Czy tylko mnie się zdaje, czy w latach 70. i 80. nastolatki w domu miały mnóstwo
                      obowiązków w porównaniu z pokoleniem swoich córek? No fakt, w "Kwiecie
                      kalafiora" np. mama Borejko chodzi z odkurzaczem, gdy córki czytają, ale
                      dziewczyny robią zakupy, Cesia w "6. klepce" to niemal dom z ciocią Wiesią
                      prowadzi, Aniela też nieźlesobie radzi - i bez matki w domu i w Poznaniu, Gaba
                      przechodzi metamorfozę po pobycie Mili w szpitalu, no generalnie się dzieci
                      dorastające w różne rzeczy angażuje (choćby bez powodzenia - vide akcja
                      wychowawcza wobec Julii w epoce sprzed Toleczka). A w nowszych częściach? Jakoś
                      nikomu nie przeszkadza, że wszystkich obsługuje u Borejków babcia i żadnych
                      nawet zakusów ;-) starszego pokolenia, by to zmienić, nie widzę. Fakt, że
                      Józinek 10-letni robi drobne zakupy spożywcze jest moim zdaniem przedstawiony
                      jako ewenement, wynikający po części z nieodpowiedzialności i ekstrawagancji Idy
                      jako matki.
                      • herbarium Re: Obowiązki nastolatków w domu 28.11.05, 23:33
                        Moim zdaniem jest to kolejny przejaw "późniejszego dojrzewania" bohaterek w
                        kolejnych książkach. Faktem jest, że w "Języku Trolli" autorka trochę się
                        zreflektowała i młodsze dzieci zajmują się przynajmniej wstawieniem naczyń do
                        zmywarki.
                        • jamniczysko Re: Obowiązki nastolatków w domu 29.11.05, 10:16
                          Józinek obierał ziemniary. Co prawda potrzebował pretekstu, żeby zostać w
                          kuchni, ale wyglądało na to, że często to robił także bez pretekstu.
                      • antyludzik Re: Obowiązki nastolatków w domu 04.12.07, 01:11
                        widzę takie coś w przypadku mojego młodszego (o 11 i 12 lat)
                        rodzeństwa. Może to jakieś "pośmiertne" idealizowanie swej postaci,
                        lecz w ich wieku normalne było że zmywałam po obiedzie czy
                        odkurzałam.

                        Ale poza tym - czasem wolę sama coś sprzątnąć itp. niż przez godzinę
                        powtarzać "Wynieś talerz do kuchni" lub "Pozbieraj ciuchy". Gdzieś
                        tam było, że babcię Borejko denerwowały "maślane łapy" córek i
                        wnuczek, więc przeganiała je z kuchni...
                      • laura-gomez Re: Obowiązki nastolatków w domu 12.12.07, 10:05
                        A w nowszych częściach? Jakoś
                        > nikomu nie przeszkadza, że wszystkich obsługuje u Borejków babcia
                        i żadnych
                        > nawet zakusów ;-)

                        Przecież Róża dużo pomagała w domu: piekła ciasta, sprzątała itd.
                        Laura tego nie robiła, bo była bardzo leniwa, tak jak Julia Żakówna.
                    • emae Dmuchawiec w "Szostej Klepce" 03.01.06, 13:18
                      Skoro juz krążymy wokół tego tytułu...
                      Dmuchawiec w "Kłamczusze", "Kwiecie Kalafiora" i później - to ideał pedagoga,
                      mądry i wrażliwy czlowiek. A w "Szóstej Klepce"? Owszem, jest dobrym
                      nauczycielem - ale przy tym złośliwym i czesto niechętnie nastawionym.
                      Najbardziej irytuje mnie scena, gdy Ideał Pedagoga pyta niewyspaną Cesię, co
                      ostatnio czytała. Dziewczyna odpowiada "Choroby wieku niemowlęcego". I co? Tak
                      trudno temu wspaniałemu nauczycielowi domyślić się, że w domu u Cesi jest małe
                      dziecko? Uwielbiam postać Dmuchawca, ale akurat nie w tym tomie.
                      • baba67 Re: Dmuchawiec w "Szostej Klepce" 03.01.06, 22:39
                        A ja w postaci Dmuchawca nie widze wiekszych niekonsekwencji- nawet najlepszym
                        ludziom i nauczycielom zdarzaja sie gorsze dni, chyba ze sa swieci.
                        Tak naprawde to zasadniczo irytuje mnie tylko Bernard i czasami Natalia, a to
                        gamoniowata, a to nie do konca uczciwa robiac cielece oczki do Robrojka kiedy
                        jeszcze byla z Nerwusem...Przeciez tak nie zachowuje sie uczciwa dziewczyna
                        zwiazana z innym wiedzac, ze komus sie podoba.
                        • nchyb Re: Dmuchawiec w "Szostej Klepce" 24.01.06, 23:47
                          > jeszcze byla z Nerwusem...Przeciez tak nie zachowuje sie uczciwa dziewczyna
                          > zwiazana z innym wiedzac, ze komus sie podoba.
                          Ej, tak się wiele dziewczyn zachowuje. Chca wiedzieć, że komuśinnemu od swojego
                          zaklepanego też się podobają. Naprawdę, dla wielu to norma...
                          • baba67 Re: Dmuchawiec w "Szostej Klepce" 25.01.06, 10:20
                            No dobrze, ja wiem, ze wiele dziewczat tak robi, ale od panny Borejko wymagamy
                            jednak wiecej.
                            Jak bys sie czula czytajac, ze Pulpecja za popielniczke obdarzyla Jacunia
                            dlugim, namietnym pocalunkiem ?
                            Przeciez wiele dziewczat tak robi.
                            • nchyb Re: Dmuchawiec w "Szostej Klepce" 25.01.06, 12:09
                              > No dobrze, ja wiem, ze wiele dziewczat tak robi, ale od panny Borejko wymagamy
                              > jednak wiecej.
                              Nie, to że ktoś ma na nazwisko Borejko nie pozbawia tego kogoś całej burzy
                              hormonów, problemów wieku dojrzewania et cetera...
                              Możemy dywagować, czy to dobrze, czy to złe, ale wymagać od młodej dziewczyny,
                              by nie zachowywała się jak młoda dziewczyna? To trochę za dużo... :-)))
                              • baba67 Re: Dmuchawiec w "Szostej Klepce" 25.01.06, 13:52
                                Za moich wcale nie tak dawnych czasow dziewczyny, ktore tak robily mialy zla
                                prase.I na ogol nie pochodzily z takich rodzina jak Borejkowie.
                                Ja to Natalii mam za zle, choc nie mam jej za zle tego, jak postapila z Tuniem.
                                • ninaaaa Re: Dmuchawiec w "Szostej Klepce" 25.01.06, 14:26
                                  A ja będę Natalii broniła. Robrojek pojawił się nagle i praktycznie po dwóch
                                  przypadkowych spotkaniach okazało się, że są sobie bliscy, czują się ze sobą
                                  dobrze, bezpiecznie. Natalia nie planowała rozstania z Filipem, a Robertowi
                                  niczego nie obiecywała, ale sama przecież poczuła, że przekroczyła pewną
                                  granicę. Miała wyrzuty sumienia, no i nie potrafiła zerwać z Filipem. W końcu
                                  uciekła przed problemami na Cypr. Po powrocie i zaręczynach z Nerwusem
                                  (zwyciężyła chyba lojalność) nie potrafiła spojrzeć Robrojkowi w oczy, a gdy go
                                  spotkała na ulicy uciekła. Wydaje mi się, że Natalia nie zwodziła Roberta,
                                  tylko po prostu cała sytuacja wymknęła się jej spod kontroli, i nie potrafiła
                                  tego wyprostować.
                                • baba67 Re: Dmuchawiec w "Szostej Klepce" 25.01.06, 22:54
                                  No moze rzeczywiscie zbyt szybko to sie rozwinelo...Trudno tak ni z gruszki ni z
                                  pietruszki zrywac z facetem z ktorym sie bylo kawalek czasu. Ta szybkosc rozwoju
                                  wydarzen jakos jednak po czesci usprawiedliwia Natalie.
                                  • k_linka Re: Dmuchawiec w "Szostej Klepce" 26.01.06, 00:05
                                    Och, ja Natalie tak rozumiem... Przeciez ona wlasciwie nie zrobila nic
                                    niestosownego. Czasem zdarza sie spotkac TEGO JEDYNEGO kiedy akurat jestesmy w
                                    zwiazku z kims innym. I to jest sytuacja bardzo trudna, wymagajaca
                                    zastanowienia. Nie mozesz przeciez obwiniac Nutrii o to, ze czula wiez z
                                    Robrojkiem, a przypadkowe spotkania zaowocowaly poczuciem bliskosci.
                                • dziewczynaaaa1 Re: Dmuchawiec w "Szostej Klepce" 09.10.06, 18:10
                                  Wiesz co nie bądzmy juz tacy staroswietcy!Dziewczyny maja prawo poszalec na
                                  rowno z chlopakami!A tu wnioskuje postawa Jacunia norma a Pulpy gdyby tak
                                  zrobiła godna ukamieniowania!Boże Święty!Nie żyjemy w czasach starożytnych.
                                  • baba67 Re: Dmuchawiec w "Szostej Klepce" 09.10.06, 22:37
                                    Uwazasz, ze nowoczesna norma, to dziewczyna calujaca sie z innym facetem kiedy
                                    ma chlopaka?
                                    Co na te nowoczesnosc Twoj chlopak ?
                                    Za mojej mlodosci taka panienke zazywano dosc brzydko, nie powiem jak, bo tu
                                    kulturalne osoby czytaja...
                                    Dlatego na przyklad taki program jak Kawaler, na ktorego rzucilam okiem w
                                    wersji ameryk. po prostu przyprawia mnie o nudnosci.Pora umierac...
                            • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Dmuchawiec w "Szostej Klepce" 25.01.06, 23:57
                              baba67 napisał:

                              > No dobrze, ja wiem, ze wiele dziewczat tak robi, ale od panny Borejko wymagamy
                              > jednak wiecej.
                              > Jak bys sie czula czytajac, ze Pulpecja za popielniczke obdarzyla Jacunia
                              > dlugim, namietnym pocalunkiem ?
                              > Przeciez wiele dziewczat tak robi.

                              A ja właśnie nie rozumiem, o co było takie halo z tą popielniczką.
                              No bo tak:
                              1. Albo koleś jej się od początku nie podobał - no to po grzyba w ogóle chodziła
                              z nim na spacery do oranżerii?? Żeby później naraz zgrywać wielce oburzoną?
                              2. Albo jej się podobał - toby i prezent spodobał jej się.

                              Nie rozumiem.


                              → → → → → → → → → → → →
                              Nadchodzi Era Mohera!
                              ← ← ← ← ← ← ← ← ← ← ← ←
                              • baba67 Re: Dmuchawiec w "Szostej Klepce" 26.01.06, 08:55

                                A nie chodzilas nigdy na spacer z kolega pogadac ?
                                Ona sie nie spodziewala tak drogiego prezentu.Jacunio rwal Patrycje, ale nie
                                tylko on.Nie jest wykluczone, ze mial pewne szanse, ale takie nachalne
                                postawienie sprawy wszystkie przekreslilo.
                                • emae prezent 26.01.06, 10:34
                                  Patrycja nie obrazila się o prezent, ale o to, że popielniczka prezentem
                                  bynajmniej nie była. To była "łapówka". Jacunio wyraźnie określił, że chce za
                                  popielniczkę całusa. Potraktował ją prawie jak panienkę lekkich obyczajow -
                                  pewnie nieświadomie - najpierw drogi prezent, a potem ona ma to wynagrodzić
                                  sprawiając mu przyjemność... całując... Moim zdaniem sytuacja i zchowanie
                                  Patrycji w pełni zrozumiałe. I wcale nie zgrywała obrażonej, zachowała się
                                  grzecznie, kulturalnie i stanowczo.
                                  • ninaaaa Re: prezent 26.01.06, 10:58
                                    Dokładnie tak, za swój prezent, Jacunio zażądał gorącego pocałunku. Zresztą i
                                    Jacunio i Marcelek działali zupełnie interesownie i ciągle oczekiwali zapłaty
                                    za wszystko, co robili dla Patrycji. A propozycja wspólnej nauki do matury i
                                    wyciągnięcia Pulpecji z beznadziejnej sytuacji, w jakiej się znalazła? Jak się
                                    okazało, chłopak wyłącznie oczekiwał, że to ich do siebie zbliży.
                  • senseeko Re: Klepka 29.11.05, 10:33
                    Mnie w ogole irytuja idiotyczne metody w stosunku do malej Irenki - dzieciak
                    widac ze glodny a biedactwu mleka nie dadza, tylko oszukuja jakimis herbatkami
                    bo bzdurne podreczniki twierdza ze maja byc pory karmienia. Ale to ze mnie
                    irytuje to jedno, a fakt ze tak w latach 70-tych chowalo sie dzieci, to drugie -
                    jakies idiotyczne mieszanki zamiast normalnej nabrzmialej mlekiem piersi,
                    bzdurne herbatki zamiast wziac dziecko do lozka, przystawic i spokojnie
                    przespac noc z nassanym bąkiem przy piersi. Brrrr....
                    • troppo_bella Re: Klepka 29.11.05, 14:57
                      Jakie nam to teraz wydaje się proste, prawda? Za to m. in. tak lubię MM - że
                      jej powieści to dokument czasów, w jakich powstawały. Np godzin karmienia
                      właśnie

                      -------
                      - Ale na cóż zda się - pomyślała Alicja - udawanie dwóch osób na raz, kiedy
                      ledwie wystarczy mnie na jedną, godną szacunku osobę.
              • bunny.tsukino A ja bym się z miksera czy zmywarki 10.06.07, 10:46
                bardzo ucieszyła. Uwielbiam gotować, piec, eksperymentować w kuchni. ot, hobby.
                ale nienawidzę zmywać, a bez porządnego miksera ani rusz...
            • zieleniack Re: Nietaktowny prezent? 11.06.07, 15:45
              wlasnie przez to, ze gary na ogol zmywal Grzes, to nie lubie tego prezentu dla
              Gaby, bo mam zawsze wrazenie, ze too niby preznt dla Gaby, ale tak na prawde
              pod pretekstem prezentu grzes sie sam wyreczyl w tej brudnej czynnosci
              zmywania:/
    • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Irytacje w Jezycjadzie 28.11.05, 18:29


      A mnie najbardziej irytuje CAŁA książka "Język Trolli" - bbbuuuueeee, szkoda
      gadać. Cała. Te kretyńskie niedoróbki. Nie wiem już, która najgorsza, ale chyba
      ta: Trolla nie chce zdjąć w szkole kapelusza, albowiem nie ma pod nim włosów.
      Następnie ubiera czerwony kask i odjeżdża skuterem. Kapelusz ma po kaskiem, czy
      jak????

      → → → → → → → → → → → →
      Moherowe berety muszą odejść!
      ← ← ← ← ← ← ← ← ← ← ← ←
      • mkw98 kapelusz trolli 28.11.05, 21:29
        anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:

        > Kapelusz ma po kaskiem, czy
        > jak????

        To chyba nie jest niemozliwe? Z tego co zrozumialam, ona nosi taki miekki, maly
        kapelusz z materialu. Mozna wlozyc na niego kask.
        Znacznie bardziej nienaturalna wydaje mi sie afera, ktora robi w sprawie
        kapelusza nauczycielka.
        • iwoniaw O i tu widać, że dawno do szkoły nie chodzisz 28.11.05, 21:42
          ani dzieci w wieku podstawówkowo-gimnazjalnym nie masz. Niestety ;-( opisy
          obrzydliwej szkoły Laury w "Tygrysie i Róży" i Józinka w JT wydają mi się b.
          realistyczne...
          • mkw98 Re: O i tu widać, że dawno do szkoły nie chodzisz 29.11.05, 22:11
            iwoniaw => Masz racje, w jednym i w drugim :) Ale mnie nie razi opis szkoly
            jako takiej, tylko ta konkretna rzecz - skoro sa tam dzieci z pofarbowanymi
            wlosami, tipsami, kolczykami itp to czemu akutat niewinny kapelusik wzbudza
            tyle agresji?

            Co do choroby Trolli - to akurat wydaje mi sie byc pokazane bardzo fajnie.
            • emae A propos szkoły 29.12.05, 15:32
              W mojej starej szkole wolno było prawie wszystko. Abstrahując od tego, co się
              działo na lekcjach :), jeśli chodzi o ubiór i wygląd, praktycznie nie było
              ograniczeń. Farbowane włosy (w tym na różowo i czerwono), ostry makijaż,
              koszulki z wyzywającymi napisami...
              Przyszłam raz do szkoły w zupełnie niewinnej chustce na głowie.
              Nauczycielka kazała mi ją zdjąć :)))
              • nchyb Re: A propos szkoły 24.01.06, 23:49
                > Przyszłam raz do szkoły w zupełnie niewinnej chustce na głowie.
                > Nauczycielka kazała mi ją zdjąć :)))
                Zapewne było to zaraz po tekstach o laicyzacji szkół, a nauczycielka się bała,
                żeś Ty muzułmanka... :-)
            • zieleniack Re: O i tu widać, że dawno do szkoły nie chodzisz 11.06.07, 15:49
              a mi sie wlasnie nie wydaja realistyczne, bo i sama niedawo (2 lata temu) bylam
              uczennica, i mam znajomych z mlodszych roczników, i nikt z nich nie jest
              podobny do opisu z JT. Wlasnie ten opis mlodziezy jako bandy jakichs dziwolągów
              bez zasad i w ogole wszystkiego, strasznie mnie irytuje:( posmutniałam bardzo,
              czytając to:( zawiodłam sie, szczerze mowiac... no i irytuja mnie tez postaci
              uczniow w sensie nazwisk, w TiR->jakies takie pretensjonalne, zdziecinniałe,
              niby dla zartu czy ironii, ale jak dla nie brzmia okropnie:/
          • sherman-doberman Re: Robrojek 04.10.06, 14:24
            Chciałabym stanąć w obronie Robrojka. On się przez całą Jeżycjadę nie zmienił. Od początku
            był człowiekiem poważnym, zdyscyplinowanym. chętnym do pomocy, można było na nim polegć, vide
            Kwiat kalafiora. A że był uczciwy, do głowy mu nie przyszło, że przyjaciel mógł go oszwabić.
            Ta jego plajta, to początek nowego systemu. Wtedy takie rzeczy jak intercyza jeszcze niewielu się śniły.
            A tacy, co, jak Robrojek, wyszli z raczej niezamożnych środowisk, pewnie nigdy o czymś takim nie
            słyszeli.
            Ktoś narzekał, że w pewnym okresie, wszyscy mieli wąsy. Ludzie, spójrzcie na daty tych książek.
            To okres Wałęsowski, kiedy pół Polski nagle zaczęło nosić wąsy ? też nie cierpię.
            Autorka dopasowywała się na bieżąco do nastrojów społecznych i ekonomicznych w kraju.
            A Natalia zawsze była istotą delikatną i bezbronną, toteż właśnie taki Robrojek ? bardzo męski, bo
            opiekuńczy i solidny!!!, pewnie za młode jesteście, aby pamiętać, że pewnym okresie solidność faceta
            była towarem poszukiwanym, ale niestety rzadkim, jest w sam raz typem dla nieżyciowej Natalii.
            Nie ważne, że na dorobku i nie milioner. Ważne, że w każdej sytuacji można na nim polegać.
            To jedna z moich ulubionych postaci.
            A w ogóle sam Ignacy Borejko to sympatyczna postać. Właśnie dlatego, że oderwany od świata
            materialnego. Tylko materialnego.
            Zauważcie, że wszystkie, poza Natalią, panie są energiczne i bojowe. Nic dziwnego, że ich mężczyźni
            abdykowali i przekazali spodnie rodzinne, czyli ster, w ręce kobiet. Żaden z nich nie jest macho,
            wymagającym, aby kobiety prały, gotowały itd. Oni to po prostu przyjmują z dobrodziejstwem
            inwentarza. To chyba normalne i psychologicznie w porządku.
            Są kobiety i kobiety, to samo dotyczy mężczyzn. Trzeba trafić na takiego, który odpowiada charakterem
            i tak to u pani Musierowicz wyszło.
            Już ja sobie wyobrażam, jaką minę zrobiłaby Mila, gdyby Ignacy usiłował jej samodzielnie w kuchni
            podskakiwać.Ona zrobi lepiej i szybciej, a on tylko zawadza. Już lepiej, żeby sobie po łacinie cytował.
            A że spadał na kark rodzinie na obiad? Czy jesteście już wszyscy tak młodzi, że nie pamiętacie, czasów
            PRl? Telefonów na lekarstwo, to bywało że się nagle rodzina, bywało ze wsi, na karka zwalała bez
            zapowiedzenia. W najlepszym przypadku mieli ze sobą kurę i parę jajek.
            Grzegorz jest znacznie bardziej wyemancypowany i w ogóle sympatyczny, ale zauważcie, że Gabrysie
            nie wzięła go od mamy ?a Ignacy B.właśnie z objęć dość energicznej mamy wszedł w małżeństwo ? ale
            był długo wdowcem i żył w rodzinie męskiej, gdzie panowie sami musieli wszystko robić.
            Scenka ze zmywarką jest zabawna:nawiązuje do sporów z czasów Kwiatu kalafiora i Idy sierpniowej,ale
            widać, że w nowej sytuacji bohaterów jest neco surrealistyczna. Dała za to okazję do zaprezemtowania
            klasy przez obu panów. śliczne przeprosiny.Przecież obaj panowie mieli rację, tylko nie w tym
            wymiarze.

      • jamniczysko Re: Irytacje w Jezycjadzie 29.11.05, 10:18
        Ubiera ten kapelusz właśnie w kask.
        • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Irytacje w Jezycjadzie 29.11.05, 18:02
          > Ubiera ten kapelusz właśnie w kask.

          Akurat. Zobacz na ilustracji, jak Musierowicz wyobrażała sobie ten kapelusz.
          Buhehe.

          → → → → → → → → → → → →
          Moherowe berety muszą odejść!
          ← ← ← ← ← ← ← ← ← ← ← ←
      • k_linka Re: Irytacje w Jezycjadzie 29.11.05, 10:41
        A mnie zastanawia czemu Trolla nie ma normalnej peruki tylko ten idiotyczny
        kapelusik?
        Musze przyznac ze irytuja mnie tez niedomowienia dotyczace choroby Trolli.
        Rozumiem ze dziewczatko jest w trakcie chemioterapii - i odnosze wrazenie ze
        usiluje to ukryc. Tymczasem nowotwor to choroba - nie wyrok czy kara za
        grzechy, nie wolno robic wokol niej tajemnicy. Tu przydaloby sie troche
        dydaktyzmu - ze tej choroby nie wolno sie wstydzic.
        • senseeko choroba Trolli 29.11.05, 15:32
          k_linka napisała:

          > A mnie zastanawia czemu Trolla nie ma normalnej peruki tylko ten idiotyczny
          > kapelusik?

          Może nie mają kasy? Nie wiem czy NFZ zwraca małym dzieciom za peruki a nawet
          jeśli to ile.

          > Musze przyznac ze irytuja mnie tez niedomowienia dotyczace choroby Trolli.
          > Rozumiem ze dziewczatko jest w trakcie chemioterapii - i odnosze wrazenie ze
          > usiluje to ukryc. Tymczasem nowotwor to choroba - nie wyrok czy kara za
          > grzechy, nie wolno robic wokol niej tajemnicy. Tu przydaloby sie troche
          > dydaktyzmu - ze tej choroby nie wolno sie wstydzic.

          A ja to akurat rozumiem, ale jako świadomy zabieg literacki. Taki sam jak
          w "Opium" stan wojenny, ktory się "dział" a o ktorym nie padło słowko.
          Z jednej strony pzyzwyczajenia z czasów cenzury, z drugiej świetna metoda by
          czytelnika "przytrzymać za guzik", bo stopniowo do niego dociera, że Trolla nie
          nosi kapelusza ot tak sobie i dość szybko zaczyna przeczuwać co z nią jest,
          wiec czyta żeby sprawdzić kiedy jego podejrzenia się potwierdzą.
          Kiedyś czytałąm jakis wywiad z MM gdzie wspominała jak napisałą "Opium" i
          waliła wprost. I ktoś jej powiedział "powiedz to samo, ale ciszej" - lepszy
          efekt.
          Tu tak samo.
          Gdyby pisałą wprost o nowotworze to by na pewno jej wszyscy zarzucali ckliwość
          i żerowanie na uczuciach, No i nadmierny dydaktyzm własnie.
          • dakota77 Re: choroba Trolli 29.11.05, 16:18
            Akurat tym, co zmusilo MM so przerobienia Opium byla cenzura, nie chec
            osiagniecia lepszego efektu literackiego:)
            • senseeko Re: choroba Trolli 29.11.05, 16:38
              dakota77 napisała:

              > Akurat tym, co zmusilo MM so przerobienia Opium byla cenzura, nie chec
              > osiagniecia lepszego efektu literackiego:)


              Niezupelnie. To nie cenzor jej powieedział, tylko przyjazna pani redaktor w
              wydawnictwie "powiedz to ciszej" skutkiem czego napisałą "Opium" praktycznie od
              nowa.
              I nawet jesli u podstaw leżała cenzura, to wyszedł z tego niezły efekt
              literacki. Byłby mało inteligentnym autor, ktory by "wyjście" owego efektu
              przeoczył i w przyszłości z podobnego zabiegu nie skorzystał.
              • elwinga Re: choroba Trolli 29.11.05, 18:10

                > Niezupelnie. To nie cenzor jej powieedział, tylko przyjazna pani redaktor w
                > wydawnictwie "powiedz to ciszej" skutkiem czego napisałą "Opium" praktycznie
                od
                >
                > nowa.

                No, zasugerowała to redaktorka, ale MM przecież wiedziała, że żadne wydawnictwo
                nie przyjmie powieści utrzymanej w stylu Biuletynu Informacyjnego KOR. Czyli
                jeśli chciała wydać książkę o tym okresie, to miała dwa wyjścia: zignorować
                rzeczywistość kompletnie (zero aluzji) albo opisać ją językiem ezopowym - co
                zrobiła w Opium.
                • dakota77 Re: choroba Trolli 29.11.05, 18:12
                  I o to wlasnie mi chodzilo.
          • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: choroba Trolli 29.11.05, 18:04
            > bo stopniowo do niego dociera, że Trolla nie
            > nosi kapelusza ot tak sobie i dość szybko zaczyna przeczuwać co z nią jest,

            Hehe. Stopniowo. Ja się domyśliłam od razu.

            → → → → → → → → → → → →
            Moherowe berety muszą odejść!
            ← ← ← ← ← ← ← ← ← ← ← ←
            • poznananka Re: choroba Trolli 29.11.05, 19:35
              anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:

              > > bo stopniowo do niego dociera, że Trolla nie
              > > nosi kapelusza ot tak sobie i dość szybko zaczyna przeczuwać co z nią jes
              > t,
              >
              > Hehe. Stopniowo. Ja się domyśliłam od razu.

              Jak od razu? W chwili gdy Trolla weszła do klasy? Czy w chwili gdy sie
              postawiła dyrektorce? Ja zyskałam pewnośc gdy Orocabessa powiedział "Nie, ona
              nie zdejma". I czekałam kiedy MM to w końcu powie. Nie powiedziała skubana.
              • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: choroba Trolli 29.11.05, 22:27

                Konkretnie w chwili, gdy nie zdjęła kapelusza na wezwanie. No sorry, taką mam
                intuicję literacką hłe hłe hłe

                → → → → → → → → → → → →
                Moherowe berety muszą odejść!
                ← ← ← ← ← ← ← ← ← ← ← ←
          • k_linka Re: choroba Trolli 29.11.05, 23:09
            No coz, tak sie sklada ze w temacie peruk po chemioterapii nieco sie orientuje.
            Otoz NFZ refunduje peruki - nie takie najlepsze, ale i ten kapelusz w
            najlepszym gatunku nie byl chyba. Skad ona go wytrzasnela w ogole? Nie
            widzialam nigdzie takiego ustrojstwa.
            Roznica miedzy "Trolla" a "Opium" polega na tym ze w "Opium" nie mowi sie
            wprost tylko do czytelnika - bohaterowie dobrze wiedza co sie dzieje. No i
            w "Opium" nie ma oskarzen skierowanych wprost - a w "Trolli" potwornie nie na
            miejscu sa te wszystkie uwagi o kryzysie w sluzbie zdrowia. Ta ksiazka w ogole
            CALA jest o kryzysie sluzby zdrowia w Polsce; Musierowicz mowi o tym
            bezposrednio i to z kazdej strony. Nawet incydent z zarowka sluzy temu by
            Kowalik mogl powiedziec ze nie bale mu w glowie...
            • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: choroba Trolli 30.11.05, 00:02
              > Skad ona go wytrzasnela w ogole? Nie
              > widzialam nigdzie takiego ustrojstwa.

              Są. Pierwszy raz zobaczyłam takie ustrojstwo w internetowym sklepie z ubraniami
              dla ortodoksyjnych Żydówek :)

              Ale na ogół sprzedaje się je osobom po chemioterapii:
              www.hatandhair.com/
              → → → → → → → → → → → →
              Nadchodzi Era Mohera!
              ← ← ← ← ← ← ← ← ← ← ← ←
            • dama_karo Re: choroba Trolli 09.10.06, 22:17
              Co do herbatek Irenki to te wszystkie akcje przeziez nie byly po to, zeby
              dzieciaka nie nakarmic, tylko Irenka miala kolki i poili ja rumiankiem - a ze
              rumianek nie smakowal jak mleko, to go pic nie chciala.
              Chyba, ze to ja znow cos pokrecilam;)
              • dama_karo Re: natalia w tygrysie i rozy 09.10.06, 22:40
                I jeszcze jedno - dla mnie wlasnie scenka z Natalia gnajaca na leb na szyje w
                samochodzie Tomka za Robrojkiem jest prawdopodobna. Natalia nie myslala o
                najprostszej czynnosci (zadzwonic i niech Robert wraca) - ona byla skupiona
                tylko na tym, zeby go dogonic.
                Czlowiek w sytuacjach kryzysowych (a wg Natalii ta byla taka, bo wlasnie mijal
                kolejny moment, w ktorym mogla wreszcie porozmawiac z Robertem) nie mysli
                racjonalnie.

                A co do ignaca rzucajacago pierogami w Gomulke - mnie sie to akurat bardzo
                podobalo. Wieczny stoik, wycofujacy sie za oblok melancholii czy jak to tam
                bylo, wreszcie wyraza jakies uczucia i to jeszcze wlasciwe uczucia do wlasciwej
                osoby.;) No bravissimo;)
              • the_dzidka Re: choroba Trolli 10.10.06, 12:05
                To nie tak chyba było. To nie był rumianek, tylko koperek włoski ("Irenka tej
                nocy odkryła podstęp z koperkiem włoskim" i zrobiła straszną awanturę), a więc
                chyba nie na kolki, tylko po prostu, ersatz mleka.
                Kurcze, poczytałabym sobie o dorosłej Irence :)
                • onion68 Re: choroba Trolli 10.10.06, 14:14
                  Koper też jest na kolki, ale ja mimo to odniosłam wrażenie, że chodziło cały
                  czas o ersatz. Wtedy obowiązywała zasada, że niemowlę karmi się co trzy godziny,
                  niezależnie od tego, co ono samo na ten temat sądziło. Nieludzko dość.
                  • anutek115 Re: choroba Trolli 10.10.06, 14:46
                    Zgadzam się z damą-karo co do postępowania Natalii, nie zgadzam się co do
                    Irenki. Mała była pojona koperkiem włoskim, bo wedłóg ówczesnych zasad dziecko
                    karmiło się co trzy godziny z sześciogodzinną przerwą nocną, i basta. Mam
                    wrażenie, że Irenka dlatego tak wrzeszczała, po prostu była głodna, biedactwo.
                    Przeczytałam po raz któryś tam "Szóstą klepkę" jako bardzo młoda mama
                    karmiąca "na życzenie" i aż mi się coś w środku zwijało ze współczucia - no i w
                    oczach mam, co by się działo, gdyby moje pacholę dostawałoby jeść z przerwą
                    nocną! Ja żadnej przerwy bym nie miała, ani żaden z domowników, to pewne.
                    • mmoni karmienie wg zegara 11.10.06, 00:47
                      Mam w domu jakąs starą encyklopedię medyczną (koniec lat 50tych), tam w
                      rozdziale o chowie dzieci są podane trzy grafiki karmień - dla dzieci zdrowych,
                      dla wcześniaków (trochę częściej) i jeszcze jakiś. Uzasadnieniem karmienia
                      dokładnie według rozkładu jest to, że to wyrabia w dziecku poczucie dyscypliny.
                      Książka jest adaptacją pierwowzoru niemieckiego, stąd pewno w niej taki pruski
                      duch, ale do przestrzegania grafiku karmienia nawoływały chyba wszystkie
                      podręczniki.
                      • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: karmienie wg zegara 11.10.06, 12:23

                        Łehehehehe... poczucie dyscypliny u noworodka!

                        → → → → → → → → → →
                        Odkryjmy Białoruś!
                        odkryjmybialorus.blox.pl
                      • truscaveczka Re: karmienie wg zegara 11.06.07, 09:40
                        Żeby było śmieszniej karmienie wg zegarka wymyślili nazistowscy lekarze tuż
                        przed drugą wojną światową. Służyło przygotowaniu dzieci do _odpowiedniej_
                        służby narodowi.
                      • niq_miejski Re: karmienie wg zegara 29.11.08, 18:53
                        Co czas to obyczaj. Każda mała epoka ma swoje żelazne prawa i prawdy. Raz trzeba
                        karmić edzieci według zegara, innym razem, kiedy tylko one tego zapragną. Raz
                        koniecznie sie karmi piersią, raz sztucznymi odżywkami. Raz obowiązuje
                        dyscyplina w wychowywaniu dzieci, raz beztresowy wychów. Każda epoka uważa swoje
                        włąsne prawa i prawdy za jedyne, objawione, odrzucając prawa innych epok i
                        potępiając je.
            • mariareis Re: choroba Trolli 09.11.08, 10:16
              Tyle lat po tej dyskusji, ale jak widać jest czytana, więc wyjaśnię.NFZ
              refunduje 250 zł, trzeba dopłacić różnicę (obecnie peruka ze sztucznych włosów
              kosztuje ok. 300-400 zł. Jest ogromny problem ze znalezieniem peruki na dziecko,
              bo nie robią tak małych rozmiarów, a przede wszystkim modeli, fryzur (większość
              typowo kobiecych, z pasemkami itp.). Kapelusz zamiast peruki jest ok.Peruka
              drapie, grzeje, niekiedy leczenie jest krótkie i włosy szybką odrosną.
              Natomiast nie wierzę, że chodziła do szkoły - dzieci chore na nowotwór mają
              przyznane nauczanie indywidualne i raczej muszą unikać skupisk ludzkich (niski
              poziom leukocytów, czyli niska odporność).Żadna szkoła nie weźmie też
              odpowiedzialności za takie dziecko. W ogóle nie tak to wygląda, to nie katar.
              Niestety, wiem to wszystko z własnego doświadczenia.
              • k_linka Re: choroba Trolli 14.11.08, 00:04
                mariareis napisała:

                > Tyle lat po tej dyskusji, ale jak widać jest czytana, więc wyjaśnie

                Bez przesady, dyskutanci jeszcze nie sa tacy starzy...

        • laura-gomez Re: Irytacje w Jezycjadzie 12.12.07, 10:20
          k_linka napisała:

          > A mnie zastanawia czemu Trolla nie ma normalnej peruki tylko ten
          idiotyczny
          > kapelusik?

          A mnie się właśnie ten kapelusz bardzo podoba, w przeciwieństwie do
          peruki jest oryginalny
          • mankencja Re: Irytacje w Jezycjadzie 21.12.07, 12:17
            ale niepraktyczny
    • senseeko Polucek 29.11.05, 16:45
      Nie mam pod ręką J.T. ale pamiętam, że mnie zirytowało owo mylenie. Takie "na
      siłę mi się wydało" Ja rozumiem, ze dzieciaki mogły sie pomylic "jedz po
      ludzku - ja nie jestem Polucek, tylko X" ale że w ten sposób się pomylił Ignacy?
      I mówił o nim pan Polucek? Czyzby juz tak zdziecinniał, ze najprostsze rzeczy
      mu się myla? Gdyby jeszcze (bazując na tym lapsusie) zrobił z Lucka-Polucka
      Polluxa, to bym zrozumiała - zboczenie zawodowe. Skoro Ignacy gotów dać swojej
      córce na imię... (już nie pamiętam, niech ktoś przypomni jak Gaba miała się
      nazywać Wipsania? Walpurgia? Jakoś inaczej) to nie zdziwi go, wręcz uzna to za
      normę, że ktoś nazwał syna Pollux. Ale Polucek? Takiego imienia starożytni
      Rzymianie nie stosowali. Naciągana ta scenka, a szkoda, mogło być zabawnie.
      • dakota77 Re: Polucek 29.11.05, 17:03
        Ogolnie zart wyszedl dosc niesmaczny. Do tej pory seks jako temat nie istnial w
        jezycjadzie, a tu takie rzeczy;-)
        • baba67 Re: Polucek 29.11.05, 17:31
          Wirgilia miala byc lo matko z corka :-)
        • poznananka Re: Polucek 29.11.05, 19:25
          dakota77 napisała:

          > Ogolnie zart wyszedl dosc niesmaczny. Do tej pory seks jako temat nie istnial
          w
          >
          > jezycjadzie, a tu takie rzeczy;-)

          Też miałam takie odczucia. Niesmaczne i naciągane. I co to w ogóle miało na
          celu? Co MM chciała osiągnąć? Strasznie na siłę
          • baba67 Re: Polucek 29.11.05, 20:28
            Jej w ogole do glowy nie przyszlo, ze moze sie to tak kojarzyc...
            • dakota77 Re: Polucek 29.11.05, 20:30
              A szkoda, bo to powinno byc pierwsze skojarzenie. I wlasnie to skojarzenie
              sprawia, ze zamierzony dowcip nie jest smieszny.
              • poznananka Re: Polucek 29.11.05, 20:44
                Ale co w tym w ogóle miało być smiesznego?
                • dakota77 Re: Polucek 29.11.05, 20:46
                  No ja tego nie wiem:). Ze dziecko przekrecilo imie? Nie moge sie tu dopatrzec
                  dowcipu, a jednak dla autorki bylo to smieszne...
                  • senseeko Re: Polucek 29.11.05, 21:10
                    dakota77 napisała:

                    > No ja tego nie wiem:). Ze dziecko przekrecilo imie? Nie moge sie tu dopatrzec
                    > dowcipu, a jednak dla autorki bylo to smieszne...

                    że dziecko to nawet zabawne, ale że ojciec Borejko, to już niestety
                    żałosne. "Jak się nazywa ten Niemiec, co mi wszystko chowa?"
                    • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Polucek 29.11.05, 22:29

                      Ech, bo wy wszyscy jesteście zepsuci do szpiku kości!

                      → → → → → → → → → → → →
                      Moherowe berety muszą odejść!
                      ← ← ← ← ← ← ← ← ← ← ← ←
                      • iwoniaw Zaraz tam zepsuci... 30.11.05, 16:36
                        ja też się pytam - co tu śmiesznego? Jeśli miało być to skojarzenie, to dla mnie
                        jest to raczej niesmaczne niż śmieszne, ale jeśli nie miało go być, to o co w
                        ogóle chodziło?
      • qlka_79 jesteście niedoinformowane:) 03.12.05, 18:13
        Gdzieś o tym czytałam po ukazaniu się "Języka Trollii".
        Musierowicz wzięła Polucka z forumowej duskusji o zabawnych pomyłkach w
        dzieciństwie. Nie pamiętam, czy było to forum gazety poświęcone Musierowicz
        (ale na "publicznych", a nie prywatnych).
        "Feliks Kupa" i inne wstawki w scenie sylwestrowej też były inspirowane forum.
        Zresztą wpadka Róży i monolog Borejki o seksie to również pokłosie forum - w
        tym przypadku na pewno poświęconego Jeżycjadzie. Czytelnicy narzekali, że seks
        w książkach MM nie istnieje, więc załatwiła biedną Różę.:(
    • marcepanka87 Re: Irytacje w Jezycjadzie 02.12.05, 21:41
      W Pulpecji drażni mnie, całkowicie nieprawdopodobna scena gdy goście weselni
      sterczą w śnieżycy, bo nikt nie ma kluczy od mieszkania. Doceniam poczucie
      humoru Autorki, ale dlaczego nie mogą wejść do klatki schodowej, tylko stoją w
      zaspach? Co, to do Borejków wchodzi się wprost z ulicy?
      Dziwne jest też przygotowanie wesela - na kilka godzin przed przyjęciem nikt nie
      ma jeszcze pomysłu na to co podać gościom.
      • baba67 Re: Irytacje w Jezycjadzie 02.12.05, 21:56
        co do weselnego menu- i to ze jest to nieprawdopodobna sytuacja- nie znasz
        mojej siostry :-)
      • herbarium Re: Irytacje w Jezycjadzie 03.01.06, 13:43
        W Noelce i Pulpecji świeżo zakładano domofony w kamienicach - jeśli nikt nie
        miał klucza od mieszkania, to i od domofonu pewnie nie.
        • slotna Re: Irytacje w Jezycjadzie 24.01.06, 15:36
          Sasiedzi istnieja, prawda? Mogli zadzwonic do byle kogo, zeby ich wpuscil.
          • teano_laura Re: Irytacje w Jezycjadzie 13.10.08, 09:52
            slotna napisała:

            > Sasiedzi istnieja, prawda? Mogli zadzwonic do byle kogo, zeby ich wpuscil.
            >
            Zakładając, ze świeżo założony domofon już działał, albo akurat działał. ;)
            Mieszkałam w bloku z domofonem starego typu (zakładanego w podobnym czasie jak u Borejków) i wiem, że częściej nie działał niż działał, więc sąsiedzi mogą sobie być, a i tak nic to nie pomoże jeśli się nie ma kluczy.
            Teraz jest tak, że lokatorzy otwierają zamek pilniczkiem do paznokci ;) ale kto bierze pilniczek na ślub? Poza tym jeśli świeżo założono domofon, to lokatorzy jeszcze nie znali tego patentu.
            • ananke666 Re: Irytacje w Jezycjadzie 13.10.08, 10:54
              "...na którą zwracało się tyle par oczu należących do - niestety - także sąsiadów z niemal wszystkich pięter..."
              "...przed domem zgromadzili się także nieliczni przechodnie oraz ci z lokatorów kamienicy numer pięć, których w dzieciństwie nie uczono, co to jest dyskrecja..."
              Sąsiedzi byli i widzieli, wystarczyło zawołać i poprosić o otworzenie drzwi do kamienicy.
            • the_dzidka Re: Irytacje w Jezycjadzie 13.10.08, 11:48
              Sąsiedzi przeciez wisieli na balkonach, zważywszy orszak ślubny.
              Naprawdę nikt nie mógł zejść otworzyć? Czyżby w kamienicy AŻ TAK nie
              lubiano Murejków? ;-)
              • lezbobimbo Re: Irytacje w Jezycjadzie 13.10.08, 13:15
                the_dzidka napisała:
                > Sąsiedzi przeciez wisieli na balkonach, zważywszy orszak ślubny.
                > Naprawdę nikt nie mógł zejść otworzyć? Czyżby w kamienicy AŻ TAK
                >nie lubiano Murejków? ;-)

                Moze Bominkom korona z glowy spadlaby, gdyby poprosili sasiadów o
                pomoc? Potem caly fyrtel przeciez wzialby ich na jezyki! Jak Kopiec
                Kristal ;) ze to takie niedojdy, ptaki niebieskie, nawet jak slub
                biora, to kluczy zapomna i trzebno cala gromade ich ratowac, i co
                jeszcze tej, moze herbata raczyc cale zziebniete grono?

                Na powaznie to wydaje mi sie, ze MM chciala ukazac, jaka to pantera
                meska z Mareczka i McGyver (a przy okazji jaka niedojda z Pulpy,
                psujacej niechcacy slub siostrze? Caly slub Idusi i noc poslubna sa
                wszak w konwencji groteski, wiec nawet wrócic do domu nie moga
                normalnie..).
                Przyznam, ze podoba mi sie wypowiedz Ignaca, który w naiwnosci swej
                mniema, ze tez sie bedzie musial wspinac po balkonie :)
                • alitzja Re: Irytacje w Jezycjadzie 13.10.08, 15:29
                  Hej, a nie wydaje Wam się, że brak kluczy to niekoniecznie brak
                  kluczy od domofonu, tylko od mieszkania? Skoro Pulpa
                  zatrzasnęła za sobą drzwi, zostawiając klucze w kieszeni płaszcza,
                  to prawdopodobnie skutek był taki, że nie można się było dostać do
                  mieszkania. A łatwiej wdrapać się po murze niczym człowiek-pająk i
                  wybić szybę w drzwiach balkonu, niż przeniknąć przez zamknięte drzwi
                  do mieszkania. Nawet, gdyby Markowi czy komukolwiek innemu przyszło
                  do głowy wyrąbać w nich dziurę (czym? pożyczoną od sąsiada
                  siekierką?), to dużo mniej bezpiecznie spędzać święta przy drzwiach
                  otwartych niż przy rozbitym oknie. Z drugiej strony, ja bym wolała
                  dziurę w drzwiach niż mróz rozprzestrzeniający się po całym
                  mieszkaniu z rozbitego okna - brrrr...
                  • dakota77 Re: Irytacje w Jezycjadzie 13.10.08, 15:35
                    Mnie tez zawsze sie wydawalo, ze oni nie mieli kluczy od mieszkania. A tu im
                    sasiediz nie mieli jak pomoc.
                    • lezbobimbo Re: Irytacje w Jezycjadzie 13.10.08, 15:48
                      Ach zawiodlam sie, myslalam, ze do standardowego wyposazenia kazdego
                      polskiego domu nalezy wiazka wytrychów na kóleczku :)
                  • ananke666 Re: Irytacje w Jezycjadzie 13.10.08, 16:10
                    Tak, ale goście nie staliby na wietrze i śniegu, tylko poczekaliby na cieplejszej klatce, a do włażenia po rynnie wystarczy jedna osoba.
                    Z drugiej strony, nie mogę pogodzić zamka zatrzaskowego i nawyku gości, wchodzących do mieszkania z powodu zepsutego dzwonka...
                    • the_dzidka Re: Irytacje w Jezycjadzie 21.10.08, 20:28
                      > Tak, ale goście nie staliby na wietrze i śniegu, tylko poczekaliby
                      na cieplejsz
                      > ej klatce, a do włażenia po rynnie wystarczy jedna osoba.

                      Ananke, dziękuję! Bo ja nie mogłamn sobie przypomnieć, dlaczego my
                      się tak upieramy przy tym wpuszczeniu Murejków na klatkę, choć drzwi
                      od domu były zamknięte - a wiedziałam, że były ku temu racjonalne
                      przesłanki.No i już wiem :-)

                      > Z drugiej strony, nie mogę pogodzić zamka zatrzaskowego i nawyku
                      gości, wchodzących do mieszkania z powodu zepsutego dzwonka...

                      A tutaj moja Droga trafiłaś kolejną, wcześniej nie wykrytą, wpadkę :-
                      )
    • qlka_79 Józinek i Ignaś 03.12.05, 18:01
      Do szału doprowadza mnie ta przeintelektualizowana parka: Józinek-mały
      myśliciel i znawca ludzkich charakterów oraz Ignaś-mały kujon, miłośnik
      klasyki, ale totalne bezguście (spodnie w kancik plus adidaski!!!).
      Myślałam, że po tej wredocie Laurze, która prosi się o porządne lanie albo
      chociaż ostracyzm, już nikt mnie nie zdenerwuje - a tu niespodzianka...
      • verdana Re: Józinek i Ignaś 05.12.05, 16:11
        Mnie do furii doprowadza stosunek całej rodziny do poszukiwań ojca przez Laurę.
        Laura ma prawo wiedzieć kim jest jej ojciec! To, co wyprawia Gabrysia -
        szukanie wiadomosci o ojcu jest zdradą ukochanej mamusi - to po prostu skandal.
        Róża, której nigdy nie zainteresowało nawet, jak ojciec wyglada, jest za to
        ceniona i podziwiana, a powinna być zaprowadzona do psychologa.
        To dla mnie w ogóle nie do przyjęcia.
        • fandzolka502 Re: Józinek i Ignaś 23.12.05, 19:16
          Wiadomo, Róża jest, jaka jest.A postawa Laury mnie nie dziwi.Kurcze, lepeij by
          było, jakby tak Pyziak sie zainteresował pokazał od lepszej strony, jako
          przyjaciel rodziny, bo ja wiem?
          • lilith18 Forumowa geneza Polucka. 23.12.05, 20:43

            O, tutaj:
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=384&w=2296849&a=2336612
          • the_dzidka Re: Józinek i Ignaś 26.12.05, 21:31
            > lepeij by
            > było, jakby tak Pyziak sie zainteresował pokazał od lepszej strony, jako
            > przyjaciel rodziny, bo ja wiem?

            Pyziak już się nie pokaże od lepszej strony, po tym, jak został zaprezentowany
            w "Trolli", prawda?
            Przynajmniej mam taka nadzieję - gdyby MM zrobiła teraz nagle z Pyziaka
            przyzwoitego człowieka, straciłaby u mnie wszystko jako pisarka.
            W zyciu tez spotykamy rozmaite szuje, które sie kiedyś dobrze zapowiadały.
            • fandzolka502 Re: Józinek i Ignaś 26.12.05, 22:06
              Najlepiej jakby wcale ten wątek się w Trolli nie pojawił- wolę Pyziaka
              zalepiającego otwór Szczepańskiej.No, ale to tylko książki, powtarzam sobie.A
              muszę powtarzać bo dla mnie Jeżycjada jest coś bardzo realistyczna.To jak się
              wkurzam, zapominam o późniejszych wątkach i raczę się starymi. Kiedy jest mi
              źle, że Gaba jest już dojrzała, zawsze sięgam po ,,Kalafiorka''.
    • the_dzidka Re: Irytacje w Jezycjadzie 24.01.06, 14:02
      Pisałam już, niejako siłą rozpędu, co mnie irytuje, ale powtórzę ;)

      Mnie denerwują wszyscy Borejkowie. Jakbym miała takich znajomych, chyba
      bym oszalała (także z nudów) - ileż można gadać o dziełach antycznych? Jakie
      książki czytają ci ludzie? Po co kupują kilka tych samych książek ("Glenn
      Gould")? Jakim cudem nie tylko cała rodzina, ale pojawiające się w ich kręgu
      przypadkowe osoby tak świetnie znają łacinę? Dlaczego są tak beznadziejnie
      rozmamłani? :)))

      A poza tym STRASZNIE!!!! irytuje mnie Bernard Żeromski. Nie znoszę go okropnie,
      mam wrażenie, że jest odrobinę upośledzony umysłowo, i podejrzewam, że gdybym
      go znała osobiście (znowu się do tego odnoszę, ale często tak własnie sobie
      analizuje bohaterów różnych książek), prawdopodobnie nie mogłabym się
      powstrzymać od bycia wobec niego niegrzeczną. Nawiasem mówiąc, dość mocno
      irytuje mnie Aniela, ale to inny rodzaj irytacji, bo jej zwyczajnie w świecie
      nie lubię. Lubiłam ją jeszcze w "Kłamczusze" i w KK, ale już od BBB mi
      przeszło. Jest zarozumiała, niesympatyczna, skoncentrowana na sobie i
      samolubna. Bernard musiał bardzo się w niej zakochać, skoro tego nie zauważał.
      Dobrze mu tak :-PPP
      • baba67 Re: Irytacje w Jezycjadzie 24.01.06, 15:15
        Co do Bernarda to sie zgadzamy w 100%.Co do Borejkow-nie.
        Kupowanie tych samych ksiazek moze byc wynikiem jednakowych gustow-mnie sie z
        moim mezem niejeden raz zdarzylo(na szczescie jest allegro).Co do dziel
        antycznych-Ignacy ma manie, do dyskusji moze przylacza sie Gabriela , bo sie tez
        na tym zna.Reszta slucha,ew, wyrywa sie gdzie moze-vide Pulpecja.
        Nie znasz zadnego osobnika z mania ? Masz szczescie...Ja znam dwoch-jesli nie
        uciekniesz zamecza Cie opowiesciami o 2 wojnie albo samochodach .Czy to, ze ich
        czasami ktos slucha i potakuje oznacza, ze wszyscy sie na tym znaja ?
        Reszta rodziny z Gaba jest normalna-rozmowy tocza sie o normalnych zyciowych
        sprawach,ew sytuacji w kraju-czy to takie niezwykle tematy?
        Bernard mnie irytuje tylko niekiedy, gdybym go znala, chyba by mnie bawil.
        Irytuje mnie sztucznosc z jaka MM skleila to malzenstwo.
        Dotychczas zylam w przekonaniu, ze zeby kogos poslubic, trzeba sie nim
        zafascynowac-owszem czesto bywa, ze za bardzo idealizuje sie partnera i potem z
        Zorra wychodzi Kapiszon, ale Aniela nigdy nie miala najmniejszych zludzen co do
        rozmemlania Bernardai jego braku jaj.NIGDY.Od samego poczatku widziala go takim
        jakim jest.Jak ona mogla za niego wyjsc ??? Nigdy tego pojac nie moglam.
        • monikate Re: Irytacje w Jezycjadzie 24.01.06, 16:40
          :)) Bo koleżanki już mężów miały, a ona nie. Aniela nie lubi być gorsza od
          nikogo, nawet jeśli oznacza to zgodę na stereotyp, iż jedynym wyjściem dla
          kobiety jest wyjście za mąż :)
          • kaprysia Re: Irytacje w Jezycjadzie 04.02.06, 22:36
            Jedną wielka, ba, gigantyczną irytacją jest stary Borejko, nie znoszę dziada!
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=151&w=14661255&a=14661255
        • judytak Re: Irytacje w Jezycjadzie 02.06.06, 12:02
          baba67 napisał:

          > Aniela nigdy nie miala najmniejszych zludzen co do
          > rozmemlania Bernardai jego braku jaj.NIGDY.Od samego poczatku widziala go taki
          > m
          > jakim jest.Jak ona mogla za niego wyjsc ???

          no, jak to jak?
          potrzebowała przecież kogoś, kto będzie sprzątał, gotował i podziwiał jej bez
          przerwy :o)
          zawsze lepiej, żeby to był mąż, niż gosposia ;o)

          pozdrawiam
          Judyta
    • veteranka2 Re: Irytacje w Jezycjadzie 17.04.06, 23:08
      Za ta scene znielubilam Bernarda na dlugi, dlugi czas. Biedny Grzes!
      • veteranka2 Re: Irytacje w Jezycjadzie 17.04.06, 23:10
        przepraszam, to odnosnie zupelnie pierwszego listu na tym watku - o tym jak
        w "Imieninach" Bernard zwalil sie Gabrysi i Grzesiowi do wynajetego domku.
        • agnieszkagosia Re: Irytacje w Jezycjadzie 18.04.06, 11:54
          Moje irytacje Jeżycjadowe:
          1. Ignacy Borejko. W zasadzie przez wszystkie tomy. Postać rozmemłanego,
          wiecznie w laciach, faceta popijajacego herbatkę z kubeczka z krasnalkiem ale
          nigdy nie zmywającego po sobie... No po prostu wścieka mnie. Dziadek trenujacy
          na wnuczce ostatnie pożegnanie - zgroza. Sceny, ktore zupełnie go przekreślają -
          no zachowanie w Kwiecie kalafiora to raz ale wiadomo, dawno temu było inaczej.
          Ale już prowadzenie rozmów z Fryckiem pod niebecność Róży i wydawanie opinii o
          nim to źle. No i wtrącanie się do prywatnego życia Laury - zabranianie jej
          wychodzenia itd.
          2. Bernard wpraszający się do domku Gaby i Grzesia. Skandal i hańba wielka.
          3. Egzaltacja i przedelikacie Aurelii Bitner w Żabie. Akurat jestem nauczycielką
          i wiem, że taka słodycz i egzaltacja nie skończyłaby się dobrze... trochę to
          drażniące
          4. postać Ignacego Grzegorza. Dziesięcioletni chłopiec wychowywany na małego
          profesora, wiecznie z cytatami łacińskimi na ustach. DOnosiciel i kapuś - język
          trolli i żaba. No i to jego ciągle zabieganie o akceptację Dziadka...
          Agnieszka
          • baba67 Re: Irytacje w Jezycjadzie 18.04.06, 14:55
            Z tymi gaciami to chyba nadinterpretacja-mnie sie Ignacy jawi wlasnie jako pan
            ubrany porzadnie nawet w domu.No chyba, ze choruje (Kwiat Kalafiora )lub tez
            jest smarowany mascia (Jezyk Trolli).
            Z Aurelia to sie zgadzam na 100%-chyba, ze gimnazjum jest nierejonowe, a wiec
            naukowo ekskluzywne, a nic na to nie wskazuje.W normalnym Aulelia w najlepszym
            razie wymagalaby terapii po kilku miesiacach nauczania, w najgorszym...no cos z
            koszem na glowie.
            • the_dzidka Re: Irytacje w Jezycjadzie 15.05.06, 15:19
              > Z tymi gaciami to chyba nadinterpretacja

              Hi, hi, hiiii, ja rozumiem, że "lacie" to laczki, czyli kapcie, a nie gacie :D
              • baba67 Re: Irytacje w Jezycjadzie 15.05.06, 17:58

                Wiesz, masz racje, ale laczki to wielkopolskie slowo, ktore nawet znalam, na
                Mazowszu sie nie uzywa, natomiast nie zajarzylam laci, myslalam, ze literowka :-)
                • dakota77 Re: Irytacje w Jezycjadzie 15.05.06, 18:33
                  Mnie dużo czasu zajęło załapanie, że laczki to klapki, w moich okolicach tak
                  się nie mówi:)
    • anutek115 Re: Irytacje w Jezycjadzie 20.05.06, 21:54
      Pamiętam, już jak czytałam pierwsze tomy Jeżycjady dziecięciem będąc,
      niewiarygodnie irytował mnie Ignacy Borejko dzielący ludzi na inteligentnych i
      wartościowych (lub tez wręcz przeciwnie) w zależności od tego, czy znali łacinę
      czy nie. A cóż to w ogóle za kryterium? Żaden z moich przyjaciół na przykład nie
      zna łaciny - czy to oznacza, że w oczach pana Borejki żadne z nas nie zasługuje
      na miano człowieka kulturalnego i niegłupiego?
      Teraz nie jestem dziecięciem i tak się składa, że jestem nauczycielką. Daleko mi
      do tych monstrów opisywanych przez panią MM (ktos na innym wątku zwrócił już
      uwagę, że ona nie bardzo lubi nauczycieli), ale naprawdę zirytowałaby mnie
      uczennica zachowująca się jak Trolla na pierwszej lekcji w nowej szkole. "Zdejm
      kapelusz". "Nie zdejmę". "Czemu nie?". "Bo nie". No, wybaczcie, ale można się
      wsciec. Ja jestem normalnym człowiekiem, nie kazałabym się jej przecież
      spowiadac przed klasą z choroby, ale niechby ktoś przed lekcją napomknął o
      problemie, słowem bym się o tym kapeluszu nie zająknęła, i założę się, że
      większośc ludzi też nie. Tymczasem co tu mamy - patrząc na sprawę z boku i nie
      wiedząc, że oto obcujemy z bohaterką pozytywną dzieła literackiego? Rozwydrzoną
      panienkę, która chce miec "wejście", coby w oczach całej reszty zdegenerowanych
      uczniów (panienek z gołymi brzuchami, malującymi paznokcie w trakcie lekcji i
      obcałowujących się parek) wyjśc na "babkę z jajmi".
      • truscaveczka Re: Irytacje w Jezycjadzie 11.06.07, 09:49
        Anutku, też jestem nauczycielką i myślę podobnie. Ale Trolla chyba dołączyła do
        klasy jakoś tak z nagła i nieco spóźniona. Zawalił jednak sprawę Helmut, który
        powinien _jakoś_ wyjaśnić Zajęczyk, że Trolla jest chora. Tylko do jego
        rastamańsko wolnej głowy nie przyszło, ze to _może_ być w ogóle jakiś problem.
        • the_dzidka Re: Irytacje w Jezycjadzie 12.06.07, 22:18
          > Anutku, też jestem nauczycielką i myślę podobnie. Ale Trolla chyba dołączyła
          do
          > klasy jakoś tak z nagła i nieco spóźniona. Zawalił jednak sprawę Helmut, który
          > powinien _jakoś_ wyjaśnić Zajęczyk, że Trolla jest chora. Tylko do jego
          > rastamańsko wolnej głowy nie przyszło, ze to _może_ być w ogóle jakiś problem.

          Nie, o tym już była mowa. Nawet jeśli Trolla dołączyła do klasy spóźniona - to
          co, Helmut ją dzień wczesniej do szkoły zapisał? Na pewno nie, przecież Trolla
          nie przyjechała do siostry w ostatniej chwili. W momencie zapisywania Trolli do
          szkoły dyrektor musiał wiedzieć, że dziecko jest chore, i jak najszybciej
          musiał (nie "powinien": musiał!) powiadomic o tym całe grono pedagogiczne,
          nawet to nie uczące Trolli. A zwłaszcza osobę, która jest wicedyrektorką.
          Helmut, wezwany do szkoły, wiedziałby, że "status Trolli" jest w szkole juz
          znany. Owszem, mógł z rastafariańską niefrasobliwością uznać, że Trolla
          kapelusza nie zdejmie ;) Polski rodzic powiedziałby dyrektor Zajęczyk: "Proszę
          pani, przecież Staszka jest po chemii, czy pani nie została o tym powiadomiona
          przez dyrektora?!" Ale nie Helmut. Helmut niczego nie zawalił, on wiedział, że
          nie musi niczego tłumaczyć, bo wszystko już powinno zostać wcześniej
          wytłumaczone.
    • anutek115 Re: Irytacje w Jezycjadzie 20.05.06, 22:45
      O, jeszcze sobie przypomniałam, to co sobie bedę żałowac:
      irytuja mnie dzieci w ostatnich tomach Jeżycjady. Bobcio z KK był świetnym
      brzdącem, który posłuchał rozmowę dorosłych o Neronie i zainscenizował pożar
      Rzymu, czytywał "Misia" czy Świerszczyk" (przepraszam, nie pamiętam dokładnie),
      a na pisankach malował bakterie oraz Hitlera. Był, mówiąc krótko normalnym,
      żywym, ciekawym świata dzieckiem, sama chciałabym miec takie, nudzic bym się
      przy nim nie nudziła, to pewne. A czyż można sobie wyobrazic Ignasia malującego
      pisankę? Z Hitlerem? A skąd! Ten zmarnowany czas lepiej wszak byłoby poświęcic
      na lekturę Seneki w oryginale! I czyż Józinek sporządziłby pisankę z Hitlerem? W
      życiu! On wiedział, kto to jest Hitler, od poczecia i w wieku lat szesciu miał
      przeczytane parę historycznych monografii na jego temat. Czy którykolwiek z nich
      tak byłby przejety pójściem do szkoły, że nie umiałby z wrażenia o niej mówi
      SWłowem - w nowych książkach MM nie ma normalnych dzieci. Tęsknię za Bobciem. Za
      Mamerciątkami. One były bardzo inteligentne, ale w dziecięcy sposób
      inteligentne, to nie były irytujące, nienaturalne, stare-maleńkie stworki.

      I, to już nie irytacja, tylko prawdziwe rozczarowanie - bardzo rozczarowała mnie
      postawa Gabrysi po tym, jak wyszlo na jaw, że Tygrysek zdefraudował szkolne
      składki. Ten wzór cnót, ideał matki nic z tym nie robi, a co gorsza - Tygrys
      świetnie wie, że mamusia nic z tym nie zrobi! To nie był niewinny dziecięcy
      wybryk. To była kradzież. Nie wyobrażam sobie, żebym mogła przejśc do porządku
      dziennego nad tym, że moje dziecko ukradło cudze pieniądze. Tymczasem Gabrysia,
      obficie cytująca starożytnych i od młodości poświęcająca czas na głębokie
      dyskusje o moralności, po prostu pomija sprawe milczeniem. Bo "Tygrysek to takie
      dobre dziecko". Po tym przestałam lubic Gabrysię, niestety...

      Tak gwoli wyjaśnień, nie jestem stetryczałym krytykiem literackim, a książki
      pani MM kocham i czytuję je namiętnie co najmniej raz do roku (chocby tylko
      fragmenty serii, jeśli nie całośc). Ale są w niej rzeczy, które mnie irytują,
      trudno zaprzeczyc, a to forum to pierwsze miejsce, gdzie mogłam dac tej irytacji
      upust!
      • dakota77 Re: Irytacje w Jezycjadzie 20.05.06, 23:01
        Zgadzam się z tobą w pełni, dobrze to ujęłaś...
        • brandonka77 Re: Irytacje w Jezycjadzie 23.05.06, 15:06
          mnie irytuje postawa Gabrysi wobec Tygrysa, (chyba to bylo w czesci Tygrys i
          Roza) do tej pory Gabrysia przedstawiana byla jako osoba asertywna a tu prosze
          matka wrecz boi sie swojego dziecka,

          postawa Mili i Ignacego tez mnie troche drazni, on wylaczony ze wszystkich
          obowiazkow domowych, zaglebiony caly czas w lekturze, buja w oblokach, ona z
          kolei caly dom dzwiga na swoich barkach i jest poprostu z tego powodu mega
          szczesliwa

          • baba67 Re: Irytacje w Jezycjadzie 23.05.06, 19:30
            ja bym Ignacego tu troche bronila-zwaz, ze pracowal na dwa etaty dosc dlugo,
            Mila zajmowala sie domem i dziecmi, dorabiala, jak mogla, ale sila rzeczy nie
            mogla duzo zarobic.
            • brandonka77 Re: Irytacje w Jezycjadzie 24.05.06, 09:21
              zgodze sie ale tylko czesciowo:)
              • slodkamelba Re: Irytacje w Jezycjadzie 01.06.06, 09:45
                1. Ewa Jedwabińska opisana w Jeżycjadzie jest mentalnie i charakterologicznie
                niezdolna do nazwania córki Aurelią. Jej mąż także. Zgrzyta taka ekstrawgancja.
                Ewa mogłaby nazwać córkę np. Anna, bezpiecznie i krótko.
                2. Róża vel Pyza Pyziak nazwana tak przez matkę filologa klasycznego ma imię
                pretensjonalne, nie zabawne.
                3. Fryderyk Schoppe jako dowcip działa, ale przy zmasowanym ataku Wolfganga
                Amadeusza i Hildegardy jest pretensjonalny, jak wyżej.
                4. Bezwład Ignacego skontrastowany z opozycją i internowaniem mnie drażni.
                5. I jak jest rozplanowane to piekielne mieszkanie na Roosevelta?!
                6. A czy Gaba i Grzegorz nie myślą o samodzielnym mieszkaniu , prze całe
                lata???? I dlaczego fakt kupienia przez Strybę samochodu jawi się jako coś
                dziwacznego? Elka jako córka znikła (wydana za Tomcia, żeby nie robić kłopotu).
                W Noelce miała takie porozumienie z Gabą, a potem co się stało?
                7. Swiętość Mili, która nawet na ślub Nutrii nie może uczesać głowy i odstawia
                ubogą Matkę-Polkę pokonaną życiem, a parę stron później eksplozja zazdrości.
                8. Ignacy Grzegorz wychowywany na dziwadło, stary-malutki - do Gaby matkującej
                siostrom, a własnemu synowi nie, nie pasuje.
                8. A czy Mila interesuje się Patrycją??? Raczej skąpo.
                9. Dlaczego Patrycja? W latach osiemdziesiątych uznawana za pretensjonalne imię
                zwłaszcza wśród intelektualistów. Trzeźwa Mila chyba zwekslowałaby na
                Paulinę... Np.
                • baba67 Re: Irytacje w Jezycjadzie 01.06.06, 12:01
                  patrycje Ignac wybieral ze wzgledu na rodowod lacinki.
                  Gaba matkuje synowi, chynba bardziej niz corkom.
                  • slodkamelba Re: Irytacje w Jezycjadzie 01.06.06, 12:28
                    Na mnie to matkowanie synkowi jakoś tak maskotkowato dzaiała, I-G jest taką
                    rodzinną przemądrutką maskotką, a mniej dzieckiem z krwi i kości. Tylko w
                    bójkach z Józiem ocala swoje dziecięctwo.
                    OK, ale Paulina to rzymskie, autentyczne imię, a pretensji mnniej.
                • meduza7 Re: Irytacje w Jezycjadzie 02.06.06, 15:01
                  1. Ewa Jedwabińska opisana w Jeżycjadzie jest mentalnie i charakterologicznie
                  > niezdolna do nazwania córki Aurelią. Jej mąż także. Zgrzyta taka
                  ekstrawgancja.

                  a mnie się wydaje,że wlaśnie odwrotnie. Ewa chce mieć wszystko eleganckie,
                  nowoczesne i na najwyższym poziomie, dostosowac do tego także corkę i męża. I
                  to imię Aurelia jest jakby spełnieniem tych ambicji. Nowoczesne i oryginalne,
                  nie jakaś pospolita Ania czy Kasia, pięknie komponujące się z nazwiskiem
                  Jedwabińska (kto wie, czy za Eugeniusza nie wyszła tez po części dla nazwiska?
                  no, może przesadzam).

                  A dziecko sobie wybralo jako pseudonim "plebejską" Genowefę Sztompke.
                • ready4freddy Re: Irytacje w Jezycjadzie 11.10.06, 13:11
                  > 8. A czy Mila interesuje się Patrycją??? Raczej skąpo.

                  o ile w ogole. tu sie zgodze.

                  > 9. Dlaczego Patrycja? W latach osiemdziesiątych uznawana za pretensjonalne imię

                  Pulpa urodzila sie, wiec i imie jej nadano :) w pierwszej polowie lat 70tych,
                  moze wtedy bylo inaczej. swoja droga nie wiem, co jest pretensjonalnego w tym
                  imieniu - jest naprawde ladne i moim skromnym zdaniem znacznie mniej
                  pretensjonalne niz wlasnie Paulina - swoja droga w moim i okolicznych rocznikach
                  (77) oba imiona byl raczej rzadkoscia.
                • zgred1967 Re: Irytacje w Jezycjadzie 11.10.06, 13:50
                  > 3. Fryderyk Schoppe jako dowcip działa,

                  A mi się skojarzył taki znany program szachowy - Fritz.
                  I Frycek chyba w Imieninach trochę tak zadziałał, o ile
                  pamiętam tę najrzadziej czytaną przeze mnie część cyklu.
                  Ciekawe, czy Autorka też o tym myślała.
    • egala1 Re: Irytacje w Jezycjadzie 01.06.06, 12:36
      tempora mutantur...mial szczęście mój ulubiony irytujący bohater Ignacy,że jego
      męskie lata na peerel przypadły. Wyobrażcie sobie niezaradnego, roztargnionego
      filologa klasycznego, muszącego utrzymać czwórkę dzieci w Polsce AD2000?! No
      Wielki Dramat by wyszedł, a nie krzeoiąca opowieść.Na ile książek miesięcznie
      (rocznie?)starczyłoby mu siły nabywczej? Nieprzypadkowo kolejna głowa domu -
      Grzegorz jest już informatykiem. Oj, starannie to przemyślane..,
      • mmaupa Re: Irytacje w Jezycjadzie 01.06.06, 22:56
        Po pierwsze scenka w "Tygrysie i Rozy" bodajze, kiedy Ignacy zaslabl, a Tygrys
        nie znal numeru pogotowia - no cholera jasna, intelektualisci, moze i zyciowo
        niezaradni, ale przeciez numery do pogotowia i policji sa ponaklejane chociazby
        w tramwajach!

        Po drugie prawie zawsze parka ktora tworzy sie w czasach liceum konczy jako
        malzenstwo - co jest? Troche to malo realistyczne wedlug mnie, w koncu ludzie
        sie poznaja pozniej np. na studiach itd. A tu? Pyziak+Gaba, Baltona+Pulpa,
        Kozio+Aurelia, Kreska+Maciek, Cesia+Hajduk itp. Ida jest jedyna normalna.

        Po trzecie strasznie irytujace jest to, ze wszystkie te parki sa jakos ze soba
        polaczone, no chow wsobny wrecz. Czy Poznan jest taki maly, ze Nutria musiala
        zaczac cos akurat z Robrojkiem, Baltona okazal sie nagle Bobciem, Mareczek od
        Idy jest synem Moniki, Elka sie z Tomciem hajtnela...
        • the_dzidka Re: Irytacje w Jezycjadzie 02.06.06, 09:57
          > Po pierwsze scenka w "Tygrysie i Rozy" bodajze, kiedy Ignacy zaslabl, a Tygrys
          > nie znal numeru pogotowia - no cholera jasna, intelektualisci, moze i zyciowo
          > niezaradni, ale przeciez numery do pogotowia i policji sa ponaklejane
          chociazby
          > w tramwajach!

          A tu musze obronić Tygrysa - numery "naklejone" w tramwajach są to numery
          alarmowe. Innymi słowy, wypadkowe. Kiedyś zasłabła nam sąsiadka, odruchowo
          zadzwoniliśmy pod 999, i sie okazało, że to "wypadki", a dyżurny podał nam
          numer "zwykłego pogotowia" (w Poznaniu było to wtedy bodaj 866 12 12, o ile nie
          mylę teraz z informacją kolejową na przykład ;). "Zwykłe pogotowie"
          potraktowało nas zreszta po chamsku strasznie, i gdybym była wtedy starsza,
          rozpętałabym polkę na cały kraj, a dyżurny gnój pewnie wyleciałby z roboty, ale
          to już inna historia :-/
        • elwinga Re: Irytacje w Jezycjadzie 02.06.06, 10:50

          > Po trzecie strasznie irytujace jest to, ze wszystkie te parki sa jakos ze soba
          > polaczone, no chow wsobny wrecz. Czy Poznan jest taki maly, ze Nutria musiala
          > zaczac cos akurat z Robrojkiem, Baltona okazal sie nagle Bobciem, Mareczek od
          > Idy jest synem Moniki, Elka sie z Tomciem hajtnela...

          Ale pomyśl, ilu nowych bohaterów trzeba by było inaczej wprowadzić i opisać w
          samej tylko rodzinie Borejków: cztery córki, każda ma męża, każdy mąż ma jakąś
          swoją rodzinę. Przyjmijmy nawet, że każdy byłby jedynakiem, to nam razem daje 4
          facetów i 8 sztuk rodziców. Dalej należałoby wprowadzić nowych bohaterów (i ich
          rodziny) jako partnerów lub partnerki przyjaciół Borejków: Robrojek,
          Kowalikowie, Aurelia... A tym wszystkim ludziom rodzą się przecież dzieci...
          • brandonka77 Re: Irytacje w Jezycjadzie 02.06.06, 11:20
            w "tym razem serio" autorka sama napisala ze celowo nie chce wprowadzac stale
            nowych bohaterów , dlatego widac sa ze soboa powiazani
    • asiunia311 ROBROJEK I NERWUS 02.06.06, 14:40
      Uwielbiam całą Jeżycjadę, jedne tomy kocham bardziej, inne mniej, ale
      nieustannie irytuje mnie Robrojek. Pomijam fakt, że tak rzekomo był zakochany w
      Anieli ( też nie miał sie w kim zakochać...), a potem niemal po liceum ożenił
      sie i miał córkę, to ten wątek z Nutrią poważnie nadwątlił moje uwielbienie dla
      Pani Musierowicz. Robrojek to dla mnie bardzo nieżyciowa, "dziamdziata" i
      rozmemłana postać, zero męskości i do tego ten wąchol!!! Na rysunkach
      Musierowicz wygląda jak Maciej Boryna i nijak nie mogę tych rysunków wyrzucic z
      wyobraźni, zawsze mi się wtryniają...Moim zdaniem pasuja do siebie z Natalia
      jak pięść do nosa...Może dlatego tak to odbieram, że dla mnie jest to naciągany
      wątek, gdyż Pani Musierowicz musiała kogoś znaleźć dla tego ofermy. I dlatego
      tak brzydko potraktowała Filipka - Nerwuska...W NUTRII I NERWUSIE Natalia tak
      się zakochała w Filipie, a w CÓRCE ROBROJKA juz było "po ptokach"???Nieeee, nie
      przemawia to do mnie...
      Poza tym, irytuje mnie niepomiernie, że autorka zarzuciła niemalże wątki o
      rodzinie Żaków i Hajduków, a skupiła się tylko na
      Borejkach...Szkoda...Celestyna to jedna z moich ulubionych postaci...
      • the_dzidka Robrojek i Nerwus - o uczuciach słów kilka 02.06.06, 15:18
        Jestem wiekowo zbliżona raczej do Robrojka aniżeli Nerwusa, i wiem jedno. W
        pewnym momencie życia zaczyna się wyobrażać sobie miłość nie jako wieczne
        burze, walkę, dramatyczne wydarzenia i romantyczne porywy, ale jako spokój,
        ciszę i trwanie pełne zaufania. Kiedy jest się osobą taką jak Natalia,
        przychodzi to raczej szybciej niz później. Natalia najpierw trafiła na nudnego
        egoistę Tunia, który chciał jej układać życie. Potem, prawem kontrastu wpadła w
        ramiona drugiego egoisty, dla odmiany wybuchowego, kapryśnego, nie liczącego
        się z nią, jej nastrojami, jej uczuciami, jej pomysłami na życie (vide kwestia
        ślubu). Nie dziwię się, że tak przylgnęła do Robrojka, który wzbudzał zaufanie
        i dawał poczucie pewności, bezpieczeństwa, spokoju, miłości prawdziwej (czyli
        nieegoistycznej - zrezygnował z Natalii, bo myslał, że jest szczęśliwa z
        Filipem). Jedyną zaletą Filipa jest jego "chmurne beethovenowskie piekno" -
        poza tym jest smarkaczem uważającym się za pępek świata, nie potrafiącym dać
        kobiecie tego, co potrzebuje. Osobiście przenigdy nie pokochałabym kogoś
        takiego jak Filip - dostałby ode mnie kopa w kościsty beethovenowski tyłek i
        tyle. A Robrojek... jeśli jakiś tutaj bywa, to będzie mile widziany ;))
        • asiunia311 Re: Robrojek i Nerwus - o uczuciach słów kilka 02.06.06, 16:13
          I właśnie dlatego nie pasuje do Natalii zupełnie!!! Nie jestem jakąś
          siusiumajtką, mam 28 lat, z czego 10 lat w związku i też wiem, jak wygląda
          uczucie. Wiem, co to znaczy BYĆ z kimś. Chciałam tylko zwrócić uwagę, że
          całkiem inną postacią był Filip w NUTRII I NERWUSIE, a zwrot o 180 stopni
          nastąpił w CÓRCE ROBROJKA. Nigdy nie zrozumiałam tego zabiegu autorki, ponieważ
          był on dla mnie sztuczny i nieprawdziwy - takie połączenie "na siłę" Natalii z
          Robrojkiem. Nikt nie musi się ze mną zgadzać, ale nie uważam, by Robrojek był
          odpowiednim "mężczyzną" dla Natalii. Osobiście nie lubię takich życiowych
          ofiar. Podkreślam, że to tylko moje zdanie.
          • laura-gomez Re: Robrojek i Nerwus - o uczuciach słów kilka 12.06.07, 17:55
            asiunia311 napisała:

            > Chciałam tylko zwrócić uwagę, że
            > całkiem inną postacią był Filip w NUTRII I NERWUSIE, a zwrot o 180 stopni
            > nastąpił w CÓRCE ROBROJKA.

            nieprawda. juz to pisałam nieraz, ale sie powtórze: Filip od początku był taki
            sam - narwany, egoistyczny, nieliczący sie z uczuciami innych vide przykucie
            się do Natalii kajdankami i chęć zmuszenia ją do powrotu do Poznania. nie wiem,
            czy jakakalowiek kobieta wytrzymałaby z nim w realnym zyciu; uparta i lubiąca
            robić wszystko po swojemu Natalia na pewno nie.
        • monikate Dzidka! 02.06.06, 17:13
          Podpisuję się obiema ręcami pod Twoją wypowiedzią!
          • dakota77 Re: Dzidka! 02.06.06, 17:44
            Ja też:). No minus końcówkaa, bo mam swojego mężczyznę i nie szukam Robrojka;-). Mnie rozwój
            uczucia między Natalią i Robrojkiem wzrusza. Fajnie było obserwować, jak między dwoma nieśmialymi i
            często zagubionymi osobami rodzi się miłość.
            jak tu już wielokrotnie pisalam w różnych wątkach, Nerwus był dobry tylko jako postać literacka, ai to
            tylko w pierwszym tomie. Owszem, taki typ artysty przeklętego, przystojnego i wrażliwego może robic
            wrażenie. Tylko że potem się okazalo, że on jest wrażliwy tylko na swoim punkcie. że ma obsesje
            kontroli i że jest strasznym egocentrykiem. O takich osobach fajnie się czyta, gorzej je spotkać. faktem
            jest, że ta naagła przemiana Filipa była podejrzana, ale skoro do niej doszlo, nie żal mi, że Natalia
            skończyła z Robertem:)
            • the_dzidka Re: Dzidka! 02.06.06, 18:49
              > jak tu już wielokrotnie pisalam w różnych wątkach, Nerwus był dobry tylko
              jako postać literacka, ai to
              > tylko w pierwszym tomie. Owszem, taki typ artysty przeklętego, przystojnego i
              wrażliwego może robic
              > wrażenie. Tylko że potem się okazalo, że on jest wrażliwy tylko na swoim
              punkcie. że ma obsesje
              > kontroli i że jest strasznym egocentrykiem. O takich osobach fajnie się
              czyta, gorzej je spotkać.

              O to, to :) I jest to także odpowiedź dla Asiuni. Filip się nie zmienił "z tomu
              na tom". On zwyczajnie dał się poznać :)
              • asiunia311 Re: Dzidka! 02.06.06, 19:30
                Widzisz, ja również znam baaaardzo dobrze całą Jeżycjadę i dlatego byłam bardzo
                zdziwiona tą NAGŁĄ przemianą Filipa. Inaczej został zaprezentowany w NUTRII I
                NERWUSIE, a inaczej w CÓRCE ROBROJKA. Skoro był taki zamysł Autorki, to
                trudno, nie potnę się z tego powodu. Po prostu bardzo dziwny był dla mnie ten
                wybuch uczucia Natalii do Robrojka. Mówimy tu cały czas o fikcji literackiej -
                świetnie napisanej, ale jednak fikcji - a ja lubię wyraziście zarysowane
                postacie LITERACKIE, a Robrojek jest dla mnie nijaki. A w dodatku przez 6 tomów
                było zaledwie o Robrojku wspomniane... Pojawia się dopiero "na dobre" właśnie w
                tej nieszczęsnej CÓRCE ROBROJKA. Przecież nie musimy się zgadzac w tej kwestii,
                Ty lubisz Robrojka, ja nie - chyba można o tym podyskutować?
                • meduza7 Re: Dzidka! 02.06.06, 23:55
                  Absolutnie nie zgadzam się z tym, że Robrojek był ofiarą losu. Wręcz
                  przeciwnie, był dzielnym, zaradnym czlowiekiem. Tę samą dzielność z powodzeniem
                  przekazywał corce. Owszem, poznajemy go na nowo w momencie, gdy akutat jest w
                  dołku - utrata pracy itepe, ale ofiara losu w tym momencie siadłaby na tyłku,
                  opuściła ręce i zaczęła płakać, a on zabiera się do roboty, żeby znow się
                  wydźwignąć. Nieśmiałość w kontaktach z "p-cią" przeciwną wcale nie jest
                  rownoznaczna z byciem ofiarą losu.
                  • laura-gomez Re: Dzidka! 12.06.07, 17:57
                    meduza7 napisała:

                    > Absolutnie nie zgadzam się z tym, że Robrojek był ofiarą losu. Wręcz
                    > przeciwnie, był dzielnym, zaradnym czlowiekiem. Tę samą dzielność z
                    powodzeniem
                    >
                    > przekazywał corce. Owszem, poznajemy go na nowo w momencie, gdy akutat jest w
                    > dołku - utrata pracy itepe, ale ofiara losu w tym momencie siadłaby na tyłku,
                    > opuściła ręce i zaczęła płakać, a on zabiera się do roboty, żeby znow się
                    > wydźwignąć. Nieśmiałość w kontaktach z "p-cią" przeciwną wcale nie jest
                    > rownoznaczna z byciem ofiarą losu.

                    zgadzam się z tobą:)
                    • isk.ierka Re: Dzidka! 16.03.09, 20:06
                      Całkowicie was popieram. Jeśli rozmamłaniem i ciapowatością nazywamy
                      dobro, nieśmiałośc, spokój i nienarzucanie swojej woli innym, to ja
                      JESTEM ROZMEMŁANA i CHCE TAKĄ ZOSTAĆ do ŚMIERCI. A że majątku taką
                      postawą nie zdobędę, ani prezydentem nie zostanę... jakoś to
                      przeboleję, trudno. Ja jestem za Robrojkiem
                • the_dzidka Re: Dzidka! 03.06.06, 22:34
                  > Ty lubisz Robrojka, ja nie - chyba można o tym podyskutować?

                  A co my innego robimy w tym wątku? :-))
                  Widzisz, teraz odnalazłam różnicę w naszych opiniach: ja nie uważam, że
                  Robrojek jest NIJAKI. Uważam, że jest bardzo wyrazisty. I jeszcze coś: Robrojek
                  jako młody chłopak mnie irytował, jako mężczyzna po przejściach jest dla
                  mnie "pewniakiem": mądry, twardy, niepoddający się przeciwnościom losu.

                  > Mówimy tu cały czas o fikcji literackiej - świetnie napisanej, ale jednak
                  fikcji

                  Oczywiście możemy rozważać Jeżycjadę pod kątem warsztatu literackiego i fikcji.
                  Ale nawet tutaj wcale mnie nie dziwi uczuciowy zwrot akcji, jeśli chodzi o
                  Natalię - to jest postać tak charakterystyczna, że połączenie jej z postacią
                  typu Filip po prostu mi zgrzyta!! Powiem więcej: to właśnie wprowadzenie
                  postaci Filipa jest dla mnie celowym, sztucznym zabiegiem literackim, w celu
                  skontrastowania go z Tuniem ;) A Robrojek.. no musiał kiedyś znów wypłynąć,
                  prędzej czy później, z powrotem, w końcu był on kiedyś Ważnym Kimś w
                  Jeżycjadzie.
                  Wiesz, powiem Ci tak. Ja przez wiele lat pisałam - do spółki z moją Siostrą -
                  taką wieloletnią sagę. Oczywiście "do szuflady", ku uciesze naszej i naszych
                  przyjaciół-czytelników. I moje doświadczenie mówi mi, że jeśli autor mocno
                  identyfikuje się z tym, co pisze, w pewnym momencie jego postacie zaczynają żyć
                  własnym życiem. Nie ma znaczenia, że wymysliłam sobie, iż połączę panią X z
                  panem Y, i że oni tak świetnie do siebie pasują - w pewnym momencie okazuje
                  się, że pan Y poszedł w odstawkę, a pani X stworzyła dokonały związek z Mrówką
                  Z ;))) Mało tego - ja NIC na to nie mogę poradzić, uparcie wiążę ze sobą X z Y,
                  a cholerna X wymyka mi się spod kontroli i idzie na randkę z Z :) Ja wiem, ze
                  to brzmi mało wiarygodnie, ale uwierz mi, że tak jest!!
                  Może i MM padła ofiarą własnych bohaterów, którzy nagle wyszli z kart książki i
                  już nie daja sobą rządzić? :)

                  PS. Może wyrażam się mało precyzyjnie, ale mam za sobą długi dzień i jestem
                  bardzo zmęczona, więc wybacz :)
                  • asiunia311 Re: Dzidka! 03.06.06, 23:42
                    No cóż, pozwolę się znów z Tobą nie zgodzić w sprawie tego "padania ofiarą
                    własnych bohaterów literackich". Fikcja jest zawsze fikcją, choc u Pani
                    Musierowicz jest to tak świetnie napisane, że czasami człowiek ma wrażenie, że
                    to wszystko "żyje", zdarzyło się naprawdę. Ale nie o tym chciałam powiedzieć.
                    Bohaterowie zawsze pozostają w gestii autora. Mówiłaś, że sama pisałaś, choćby
                    do szuflady, ale czytali to Twoi przyjaciele. To, że pewna postać "wymykała się
                    spod kontroli", to nie jest jej "widzimisię", ale świadomy zabieg autora.
                    Tak "pokierował" losami tej postaci i już. Pytanie, dlaczego tak zrobił - w
                    wielu przypadkach są to sugestie i naciski ze strony czytelników; jedni
                    chcieliby, żeby tak rozwinął się dany wątek, inni, żeby inaczej. Nie da się
                    tego pogodzić;-)) Skoro sama pisałaś ( piszesz ), to myślę, że Twoi czytelnicy
                    też podawali pewne wskazówki - Ty je, być może podchwytywałaś, i wątek się
                    toczył w ustalonym kierunku. To jest właśnie najlepsze w FIKCJI LITERACKIEJ -
                    że można nią pokierować, w życiu natomiast nie jest już to takie proste;-)))
                    Wracając do wątku nieszczęsnego Robrojka, myślę, że to samo miało miejsce w
                    przypadku tej postaci. Ja mam tylko żal o to, że akurat musiał trafić na
                    Natalię... Może dlatego, że jest on trochę starszy od Natalii. Może to i aż i
                    tylko 8 - 10 lat, ale niewiele takich związków jest udanych. Prędzej czy
                    później ta różnica wieku wychodzi. Nie mówię, że tak jest zawsze, ale z moich
                    obserwacji wynika, że zdarza się tak dość często. Być może właśnie dlatego też
                    raził mnie ten "afekt" Natalii do Robrojka i odwrotnie. Oczywiście, w książce
                    może byc to przedstawione w sposób "i żyli długo i szczęśliwie", w dużym
                    uproszczeniu, rzecz jasna:-))) Myślę więc, że Pani M. nie padła ofiara własnych
                    bohaterów którzy nagle zaczęli żyć własnym życiem, ale uległa sile sugestii
                    czytelników:-)))))No cóż, że niektórym ( czytaj: mnie ) nie odpowiada, to już
                    mój problem;-)) Muszę powiedzieć, że dwie moje koleżanki, również zapalone
                    czytelniczki MM, również by się z Tobą zgodziły w kwestii Robrojka;-))Co nie
                    przeszkadza mi mieć odrębne zdanie i mieć trochę żalu o to do Pani M.
                    To tyle. Powiem szczerze, że cieszę się, że odkryłam to forum, bo lubię takie
                    dyskusje. Pozdrawiam wszystkich!
                    • klymenystra Re: Dzidka! 04.06.06, 09:44
                      nieprawda. to nie jest w gestii autora. ja to mowi i mwoipani chmielewska. i
                      jeszcze o paru slyszalam. pisarka nie jestem, ale pisac lubie i wiem, jakie to
                      irytujace, jak bohater robi to, na co ma ochote.
                    • the_dzidka Re: Dzidka! 04.06.06, 10:37
                      Asiuniu droga,
                      Twoje "Bohaterowie zawsze pozostają w gestii autora" jest jedynie Twoją, w
                      dodatku niesłuszną, opinią. Absolutnie się z tym nie zadzam - na podstawie nie
                      teorii, ale wlasnych doświadczeń :))Żebyś Ty wiedziała, ile tacy bohaterowie
                      moga krwi napsuć ;))
                      Ja to ja, małe miki jestem, ale jak wspomniała tutaj Klymenystra, identyczny
                      problem ma Chmielewska, a to jest pzecież Nie Byle Kto. I nie sądzę,
                      żeby "Pierwsza dama polskiego kryminału" była tak podatna na sugestie
                      Czytelników. Zwłaszcza kiedy pisze "Nawiedzony Dom", pierwszą książkę o
                      przygodach Janeczki i Pawełka, i już w tym tomie "cholerne dzieci robią co
                      chcą", wbrew Jej planom.

                      (Ja oczywiście nie twierdzę z całą mocą, że MM też padła ofiarą niezalezności
                      swoich bohaterów ;) - sugeruję jedynie, że to możliwe. Ale tak czy owak, mamy
                      dzięki temu interesujący wątek w tej dyskusji - o oddziaływaniu bohatera na
                      akcję książki, nie odwrotnie ;)

                      Pozdrawiam :)
                      • the_dzidka errata 04.06.06, 10:39
                        > dzięki temu interesujący wątek w tej dyskusji - o oddziaływaniu bohatera na
                        > akcję książki, nie odwrotnie ;)

                        Co za bzura mi wyszła, miało oczywiście być "o oddziaływaniu bohatera, a nie
                        autora, na akcję książki". Chyba się jeszcze nie obudziłam.
                      • asiunia311 Re: Dzidka! 04.06.06, 11:19
                        Chwila, chwila!!! Nie musimy się traktować protekcjonalnie, może zauważyłaś, że
                        NIKOMU nie usiłuję narzucić swojego zdania, po prostu napisałam swoją opinię i
                        już. O Cmielewskiej nie będę się wypowiadać, tak się składa, że mam jej
                        wszystkie książki i - jak u każdego innego sautora - jedne mi się podobają, a
                        inne nie, to chyba normalne. Myślisz, że Pierwsza Dama Polskiego Kryminału
                        nigdy nie uległa jakiejś sugestii czy namowie dotyczących bohaterów??? Przecież
                        naprawdę nie musimy się zgadzać, ale czemu mnie uznałaś, że prawie nie znam się
                        na książkach, tego nie mogę zrozumieć? Chyba nie dlatego, że ośmieliłam się
                        mieć inne zdanie na temat tego nieszczęsnego Robrojka!!! Miałam już zakończyć
                        ten temat, ale mam wrażenie, że w każdej mojej wypowiedzi coś Cię drażni, a
                        naprawdę dokładam wszelkich starań, by nikogo nie urazić - wyrażanie innej
                        opinii o "świetlanym" bohaterze nie jest jeszcze powodem, by traktować autora
                        tejże wypowiedzi tak protekcjonalnie. Myślałam, że na tym wątku piszemy o
                        Irytacjach w Jeżycjadzie - moją jest Robrojek, innych drażni Mila Borejko i
                        chyba o to chodzi w dobrze napisanych książkach!!! Naprawdę nie zamierzam
                        nikogo przekonywac do zmiany zdania, ale życzyłabym sobie, żeby i mnie nikt nie
                        usiłował przekonać, że skoro go nie lubię to na niczym się nie znam. Tak to
                        zinterpretowałam, jeśli się pomyliłam, to przepraszam. A może chodzi o to, że
                        skoro jestem "nową" WR na tym forum, to nie mam prawa do własnej opinii? Gdybym
                        wiedziała, że MOJA ( i tylko moja!!! ) "irytacja" wywoła taką falę krytyki, to
                        może trzymałabym gębę na kłódkę.

                        Pozdrawiam
                        • dakota77 Re: Dzidka! 04.06.06, 13:19
                          Asiuniu, masz absolutna rację mówiąc, że masz taakie samo prawo do irytowania się pewnymi
                          postaciami w Jeżycjadzie co inni. Nie wszyscy muszą się tu zgadzać, ale powinniśmy dyskutować
                          spokojnie, bez zbytnich emocji i obrażania się wzajemnie.
                          Co do wymykania się postaci spod kontroli autora- musze powiedzieć, że widzę to inaczej niż Dzidka.
                          To nie tak, że żyją one własnym życiem. Kiedy siada się do pisania, ma się pewien mniej lub bardziej
                          sprecyzowany plaan, pomysł. Potem, kiedy zaczyna nabieracc on kształtów, zaczynamy czasem
                          widzieć, że pewne rzeczy przegapiliśmy, że nie braliśmy pod uwagę rozwiązań, które w trakcie pisania
                          nagle wydają się nam oczywiste. Pewne rzeczy wychodzą w praniu, jak to się mówi. Ale to autor ma
                          władzę nad swoim dziełem, nie jego postacie. Powinien być w stanie sprawić, by postacie robily to, co
                          on dla nich zaplaanował, nawet jeśli jego zamysł się zmienił w trakcie pisania.
                          No i faktycznie zawsze są jakieś sugestie ze strony czytelników, ktore bierze się pod uwagę, mniej lub
                          bardziej świadomie.
                        • the_dzidka Odp. asiuni - ostatnia 04.06.06, 15:15
                          Moja droga,
                          naprawdę nie musisz się tak ekscytować, unosić i obrażać. Nie sądzę, żebym
                          traktowała Cię protekcjonalnie, próbowałam wyjaśnić Ci mój punkt widzenia.
                          Nigdzie też nie napisałam, że "nie znasz się na książkach". Nie podoba mi się
                          Twoja ironia ("ośmieliłam się mieć inne zdanie"). Twoje zdanie jest takie,
                          jakie jest, nie mam zamiaru Cię nawracać, prezentuję jedynie SWOJE zdanie. I
                          NIKT nawracać Cię tutaj na nic nie będzie.

                          Grubo przesadzasz pisząc "życzyłabym sobie, żeby i mnie nikt nie usiłował
                          przekonać, że skoro go nie lubię to na niczym się nie znam", nie napisałam, że
                          się na niczym nie znasz, i bardzo proszę, nie przypisuj mi takich intencji,
                          ponieważ STANOWCZO nie zyczę sobie ubierania mnie w ubranko Złej Czarownicy.
                          Jeśli mam być szczera, to histeryzujesz: "A może chodzi o to, że skoro
                          jestem "nową" WR na tym forum, to nie mam prawa do własnej opinii?"

                          Ponieważ bardzo nie lubię, kiedy ktoś zaczyna robić z siebie ofiarę, a ze mnie
                          oprawcę tej ofiary, i ponieważ dopiero teraz mnie zirytowałaś, wskakując na
                          mnie "jak szpic na garbatego" uprzejmie komunikuję Ci, że kończę rozmowę z Tobą
                          w tym wątku. Zgodnie z niepisaną zasadą tego forum, starałam się być miła.
                          Jeśli w swoim zacietrzewieniu tego nie dostrzegasz, bardzo mi przykro, ale nie
                          będę się więcej narażać na przykrości z twojej strony. Mam nadzieję, że
                          przynajmniej po cichu w środku zrobi Ci się głupio.
                          Bez odbioru
                          • asiunia311 Re: Odp. asiuni - ostatnia 04.06.06, 20:07
                            Droga Dzidko,
                            dziękuję za tak wnikliwą i dogłębną krytykę mojego ironicznego i histerycznego
                            zachowania. Masz rację, zrobiło mi się w środku głupio. Z jakiego powodu...no
                            cóz, nie sądzę, by Cię to obeszło, skoro mi tak dobitnie napisałaś, co o mnie
                            sądzisz. W jednym się zgadzamy w 1000% - nie ma sensu ciągnąć tej niepoważnej
                            rozmowy.
                            Dziękuję i pozdrawiam
                            Asiunia311
        • laura-gomez Re: Robrojek i Nerwus - o uczuciach słów kilka 12.06.07, 17:47
          W
          > pewnym momencie życia zaczyna się wyobrażać sobie miłość nie jako wieczne
          > burze, walkę, dramatyczne wydarzenia i romantyczne porywy, ale jako spokój,
          > ciszę i trwanie pełne zaufania. Kiedy jest się osobą taką jak Natalia,
          > przychodzi to raczej szybciej niz później. Natalia najpierw trafiła na
          nudnego
          > egoistę Tunia, który chciał jej układać życie. Potem, prawem kontrastu wpadła
          w
          >
          > ramiona drugiego egoisty, dla odmiany wybuchowego, kapryśnego, nie liczącego
          > się z nią, jej nastrojami, jej uczuciami, jej pomysłami na życie (vide
          kwestia
          > ślubu). Nie dziwię się, że tak przylgnęła do Robrojka, który wzbudzał
          zaufanie
          > i dawał poczucie pewności, bezpieczeństwa, spokoju, miłości prawdziwej (czyli
          > nieegoistycznej - zrezygnował z Natalii, bo myslał, że jest szczęśliwa z
          > Filipem). Jedyną zaletą Filipa jest jego "chmurne beethovenowskie piekno" -
          > poza tym jest smarkaczem uważającym się za pępek świata, nie potrafiącym dać
          > kobiecie tego, co potrzebuje.

          zgadzam się z tym, co napisałaś w 100%:)
    • the_dzidka Kwoka Gabrysia ;) 04.06.06, 15:55
      Ostatnio odświeżałam Jeżycjadę... We wzmiankowanej przez troppo scenie z
      zepsutym maluchem, bernardem i wyjazdem gdzieś za Paczkowo okropnie zirytował
      mnie przejaw kwokowatości Gaby, która po wyjściu z domu zastanawia się, czy
      powiedziała mamie, że zupa dla Ignasia jest w lodówce :-/ mało tego, kiedy
      maluch psuje się dosłownie 300 metrów od domu, Gabrysia z trudem opanowuje się,
      żeby nie wyskoczyć z samochodu, kiedy Grześ go naprawia, i szybciutko polecieć
      do domu z informacją o tej zupie!! Co najmniej jakby Ignaś pozostawał pod
      opieką jakiejś niedorozwiniętej osoby, która nie tylko że nie znajdzie zupy w
      lodówce, ale i w tej sytuacji nie przyjdzie jej do głowy, żeby dziecko nakarmić
      czyms innym. Okropnie mnie irytuje szczególnie ta scena, mimo że w postępowaniu
      Gaby z dziećmi irytuje generalnie wszystko :-)
      • dakota77 Re: Kwoka Gabrysia ;) 04.06.06, 16:04
        najdziwniejsze jest to, że wszyscy widzą, że Gabrysia jest kiepską matką, oprócz atorki, która wciąż
        wbrew oczywiostym faktom opisuje ją jako ideał;-)
        • baba67 Re: Kwoka Gabrysia ;) 04.06.06, 16:29
          Rzeczywiscie, odkad urodzil sie Ignas,bardzo mieszane uczucia mam odnosnie Gabrysi.
          Mam nieodparte wrazenie, ze ona tego Ignasia faworyzuje-kochasio mamusi moze
          korzystac z internetu kiedy chce, czytac na lozku rodzicow, podczas gdy Laura w
          pokoju matki przy komputerze to jakies dziwo nie z tej ziemi-por poczatek
          Tygrysa i Rozy.
        • nighthrill Re: Kwoka Gabrysia ;) 04.06.06, 16:38
          Gabrysia została chyba wybrana przez samą autorkę na Ikonę cyklu - przykład
          matki, która na wszystko ma czas, wszytsko potrafi. inne, wcześniejsze postaci
          matek też umiały upiec smaczne ciasto, ugotować i rodziły dzieci na potęgę, ale
          były przedstawiane ich wady - Tosia Kowalik, która martwi się, że pracuje i
          puszcza dzieci samopas, że nie ma dla nich tyle czasu, ile by chciała; sama
          Mila, o której pewnych niedostatkach, jeśli chodzi o prowadzenie domu
          dowiadujemy się z "Kalamburki" ( bałagan w domu, wszędzie książki, okruchy na
          stole), czy choćby mama Żakowa, która niespecjalnie zajmowała się domem.
          Wszystkie te kobiety, plus apodyktyczna Ida, nie mająca całych dni dla dzieci i
          specyficzny typ matki, jaką jest Aniela, są chwilami przedstawiane z lekkim
          przekąsem i pokazane jest, że nie zawsze sobie ze wszystkim w stu procentach
          radzą.
          Gabrysia - nie. Gabrysia jest nietykalna, idealna. Autorka pozwala sobie
          jedynie na uwagi o jej niespecjalnie zadbanym wyglądzie.
          Tymaczasem Gabrysia nie potrafi wielu rzeczy - przede wszystkim szczerze
          rozmawiać z dziećmi ( o niektórych rzeczach w ogóle, vide ciąża Róży) i być
          konsekwentną. Mila wychowywała dzieci i do pewnego stopnia wychowuje wnuki,
          dużo twardszą ręką - co wyszło im na dobre.
          • slodkamelba Re: Kwoka Gabrysia ;) 05.06.06, 11:21
            Tak mi się widzi, że Gaba to alter ego MM.
            Ale ja chciałam do Natalii i Filipa wrócić. Raczej mało prawdopodobny jest
            natychmiastowy romans z bratem faceta,z którym Natalia tak gwałtownie. Poza tym
            naprawdę zdziwiło ją,że Flip jest zaborczy tak jak Tunio??
            I dlaczego pomysł rodzenstwa w amorach MUSI p[owtórzyć się z rodzinhą
            Schoppe????
      • ssssen Re: Kwoka Gabrysia ;) 13.06.06, 10:18
        the_dzidka napisała:

        > żeby nie wyskoczyć z samochodu, kiedy Grześ go naprawia,

        Piszę z pamięci, mogę się mylić - czy ktoś zauwazył, że Grześ i Bernard (też
        chyba naprawiał, nie pamiętam) naprawiają malucha grzebiąc w jego _bagażniku_?
    • justyna302 Re: Irytacje w Jezycjadzie 05.06.06, 16:14
      Mnie krótko mówiąc irytują okropnie:
      1. Drastyczne zmiany charakteru bohaterów, wg mnie w ogóle psychologicznie
      nieprawdopodobne ( człowiek nie zmienia się aż tak! ) - np. Ida, Robrojek,
      Filip..
      2. Schematy w jakie popada Autorka: dwójka bohaterów długo plącze się wokół
      siebie nie mogąc się dogadać, chociaż iskrzy między nimi, co widać na kilometr,
      dopiero w ostatniej scenie następuje eksplozja uczuc ( Patrycja + Baltona,
      Nutria + Nerwus/Robrojek, Róża + Fryderyk, itd )
      3. Zamiast nakreślić postać bohatera poprzez jego czyny Pani Musierowicz
      zaczyna upraszczać: np. pisze o Babi - apodyktyczna, cięta ironiczna. Ida -
      groźna i złośliwa. Pyza - ciepła i pogodna. Wolałabym sama to dostrzec,
      wywnioskować z ich zachowania, niż z przymiotników użytych przez samą autorkę
      dowiadywać się, jaki kto ma być.
      • ready4freddy Re: Irytacje w Jezycjadzie 11.10.06, 13:33
        > 2. Schematy w jakie popada Autorka: dwójka bohaterów długo plącze się wokół
        > siebie nie mogąc się dogadać, chociaż iskrzy między nimi, co widać na kilometr,
        >
        > dopiero w ostatniej scenie następuje eksplozja uczuc ( Patrycja + Baltona,
        > Nutria + Nerwus/Robrojek, Róża + Fryderyk, itd )

        oj tam, to wlasnie _tak_ ma byc ;)
    • ready4freddy Re: Irytacje w Jezycjadzie 05.06.06, 17:06
      wlasciwie znam dobrze tylko "imieniny", ale z marszu odpowiadam, co mnie
      irytuje: podziwu wrecz godna gorliwosc autorki w podkreslaniu dobrodziejstw tzw.
      nowych czasow, skontrastowanych z "miniona epoka". moze to i wszystko racja, ale
      jest to tak sztuczne, ze az zenujace. gorzej jest juz tylko w nowych ksiegach
      "Tytusa", gdzie Papcio Chmiel dokonuje samokrytyki graniczacej z
      samobiczowaniem. pytam: po diabla?

      ps. pozar gniewu.. nie tylko troppo bella, ale jeszcze troppo dolce ;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka