08.02.05, 16:34
Czy w dobie rozpasanej konsumpcji, mają jeszcze sens "ostatki"? Czy jest nadal
coś takiego, jak malował mój ulubiony malarz - Breughel? Walka Karnawału z Postem?
breughel.8m.net/cgi-bin/i/carnival.jpg
Ledwo skończyły się w sklepach Święta Bożego Narodzenia, a już za chwię,
pojawią się pewnie w nich wesołe kurczaczki pod rękę z zajączkiem wink
Oczywiście, często "pościmy", ale to w ramach dbania o zdrowie....
No, to jak u Was jest z tymi Ostatkami?
Obserwuj wątek
    • warum Re: Ostatki 08.02.05, 17:24
      Ostatki odbijaja mi sie, bo przez caly dzien w radiu o nich slysze na zmiane
      ze zblizajacymi sie walentynkamismileIde cos zjesc zanim skaza mnie na post.
      • kanoka Re: Ostatki 08.02.05, 17:57
        smile))
        Wlaśnie poszłam szykować jedzonko. Przychodzi brat z żoną.
        Wy też bawcie się dobrze smile
    • josarna Re: Ostatki 08.02.05, 18:44
      U mnie ostatki to ostatni weekend karnawału. Były dwie grupy (jedna w piątek,
      druga w sobotę) i oczywiście kulig. Dla mnie to nie jest atrakcja - jak się ma
      kilkadziesiąt imprez w roku...
      • wedrowiec2 Re: Ostatki 08.02.05, 19:37
        Pewnie spokojny dzień jest dla Ciebie atrakcjąwink
        Cały dzień pracowałam, albo w pracy albo w domu. Teraz chwila wytchnienia i
        miłego czytania forumowegosmile
        • instant Re: Ostatki 08.02.05, 22:08
          Tegoroczne ostatki to dla mnie smutna data. Dzis minelo 10 lat od naglej
          smierci mojego Taty, tak wiec przedpoludnie spedzilam na osniezonym i ozloconym
          sloncem cmentarzu Powazkowskim, potem poszlysmy z Mama na obiad "Pod koguta", a
          teraz spijam ostatki herbatki w forumowej herbaciarni i nawet mi sie nie chce
          do barku siegnac smile
        • josarna Re: Ostatki 08.02.05, 22:32
          wedrowiec2 napisała:

          > Pewnie spokojny dzień jest dla Ciebie atrakcjąwink
          Chyba tak, chociaż imprezy są tylko w weekendy smile. Miło też jest odsunąć
          papiery, jakieś-tam sprawozdania dla banku, potwierdzenia sald i poczytać
          wypowiedzi na forum.
          • instant Re: Troche historii 08.02.05, 22:47
            Mer trzęsidupków i jego kompania, czyli jak się bawiono w dawnej Europie

            W mięsopuście nasi przodkowie bawili się tak, że w porównaniu z nimi jesteśmy
            klasztornymi, umartwiającymi się ponurakami. Jeden z ambasadorów sułtana
            tureckiego Sulejmana Wspaniałego (1495-1566) opowiadał swemu władcy, że "w
            pewnej porze roku chrześcijanie dostają wariacji i dopiero jakiś proch sypany
            im w kościele na głowy leczy takową". Owa tajemnicza wariacja to oczywiście
            zapusty, zakończone środą popielcową.
            Dzisiejszy karnawał jest ledwie słabym cieniem dawnych szaleństw, w których
            uczestniczyły zgodnie całe lokalne społeczności. Dawny człowiek miał w ogóle
            nieporównanie więcej okazji do przebywania w środowisku sąsiedzkim. Możni
            tamtego świata hojną ręką fundowali imprezy dla ludu, widząc w nich źródło
            swego prestiżu i pozycji. Największymi zamkniętymi miejscami widowisk były
            średniowieczne katedry. Nabożeństwa kończyły się grami, zabawami i tańcami.
            Towarzyszyły temu oczywiście głosy na trwogę. Święty Jan Chryzostom
            wywodził: "Bóg nie dał nam nóg do tańca, lecz do pełnego skromności chodzenia".
            Towarzystwo w kościele, rozśpiewawszy się pieśniami kościelnymi, potrafiło
            przejść nagle do erotycznych przyśpiewek ludowych. Bywało, że niezliczone w
            średniowieczu pielgrzymki przybierały kształt pochodów tanecznych, odbywających
            się w rytm wesołego marsza. W 1549 r. biskup Kolonii oburzał się, że aktorzy
            komediowi grają w kościołach i klasztorach żeńskich, "gdzie gestami świeckimi,
            miłosnymi i światowymi sprawiają przyjemność dziewczętom". Czasem błędnie
            wyobrażamy sobie średniowiecze jako okres całkowitej dominacji smętnej kultury
            religijnej. W rzeczywistości powaga łączyła się wówczas ze sztubacką psotą,
            rubasznością i świeckością.
            • instant Re: Troche historii 08.02.05, 22:48
              Kościół igrzysk
              Zimowe święta religijne etnologowie wywodzą od antycznych uroczystości budzenia
              się wiosny. W starożytnej Grecji święto kwiatów obchodzono w lutym, kiedy do
              ludzi przybywał Dionizos. W Rzymie również w lutym świętowano feralia - na
              okręcie na kołach zjawiał się wówczas bóg Bachus. Niektórzy od nazwy boskiego
              pojazdu - carrus navalis - wywodzą nazwę karnawału. Istnieje również pogląd, że
              pochodzi ona od wyrażenia carne vale, które oznacza mięsopust, pochwałę radości
              życia i powszechnego dostatku. Karnawał kojarzony jest także z zimowymi
              rzymskimi Saturnaliami, związanymi z kultem Saturna. W święta te nie wkładano
              togi ani innych oznak dostojeństwa, wszyscy za to przywdziewali czapkę noszoną
              zwykle przez niewolników. Służba miała wolne i czasami dla żartu usługiwali jej
              pracodawcy. Początkowo Saturnalia przypadały na koniec roku, później przesunęły
              się na dni od Trzech Króli do środy popielcowej. Natrafiamy tu na ważny trop
              sensu karnawału. U swych źródeł nie był to tylko okres folgowania zamiłowaniu
              do jadła i trunków, ale też czas, w którym zawieszano powszechnie obowiązujący
              porządek świata.
              W średniowieczu te antyczne pierwiastki odnajdujemy w różnych świętach zimowych
              o charakterze na poły religijnym. W Święto Młodzianków młodzi ludzie mieli
              chodzić po kweście i zbierać dary, a w istocie nierzadko opanowywali kościoły.
              Bili w dzwony, parodiowali księży odprawiających msze, a kwesty przybierały
              postać maskarad, naśladowań procesji, nieprzerwanych tańców. Młodzież wymuszała
              darowizny albo wręcz, wtargnąwszy do domostw mieszczan, dopuszczała się
              rabunków. Podobna skłonność do zabaw i psot dawała o sobie znać podczas Święta
              Osła. Obchodzono je na cześć zwierzęcia służącego za środek lokomocji świętej
              rodzinie. Najpierw wprowadzano osła do świątyni, gdzie przykrywano go kapą i
              wyśpiewywano na jego cześć pochwalne hymny. Następnie procesja wychodziła na
              ulice, gdzie zaczynały się libacje.
              • instant Re: Troche historii 08.02.05, 22:48
                Ministrant biskupem, czyli Święto Głupców
                W Boże Narodzenie zwykle zaczynało się Święto Głupców. Wzięło się ono ze
                szczególnego stosunku średniowiecza do ludzi obłąkanych. Z jednej strony,
                wzbudzali oni lęk i odrazę, z drugiej jednak uchodzili za naznaczonych przez
                Boga, w swym szaleństwie mówiących głosem Stwórcy. Pojawienie się obłąkanego w
                mieście wywoływało niezdrowe ożywienie: goniono go po ulicach, oblewano wodą,
                okładano kijami, obrzucano śmieciami i kamieniami, ludzie wyglądający przez
                okna wymyślali mu od wariatów, czasem golono mu głowę. Podczas Święta Głupców
                sadzano obłąkanych na ośle twarzą do ogona i pędzono przez miasto ku uciesze
                gawiedzi. Istotą tego święta była jednak zamiana ról wśród duchowieństwa.
                Ministranci zajmowali wówczas miejsca biskupów i kanoników. Posuwano się do
                tego, że ministrant wybrany przez kolegów przywdziewał kapę biskupa, przyjmował
                należne mu honory i odprawiał mszę. Ludzie z hałasem, przy dźwiękach
                instrumentów wylegali na ulice miast. Muzyce towarzyszyły sprośne okrzyki i
                gesty.
                W związku ze świętami okresu zimowego powstawały liczne kpiarskie bractwa i
                stowarzyszenia, które za patronów obierały błaznów czy głupków. W Paryżu
                członkowie organizacji Beztroskie Dziatki wędrowali ulicami miasta zawsze
                pierwszego stycznia. Pochód prowadziło sześciu odwróconych twarzą do ogona
                jeźdźców na osłach, za nimi posuwali się ludzie niosący sztandar i proporczyki
                z hasłami wymierzonymi przeciwko lekarzom, aptekarzom, a przede wszystkim
                przeciw zdradzanym i bitym mężom - nie było bowiem większej hańby dla mężczyzny
                jak maltretowanie przez żonę. Gdzie indziej władze miejskie udzielały subwencji
                wesołej kompanii towarzyszącej "merowi trzęsidupków".
                • instant Re: Troche historii 08.02.05, 22:49
                  Kontratak ponuractwa

                  Wesołym obrzędom zimowych świąt towarzyszyła krytyka, nasilająca się od schyłku
                  średniowiecza. W XVIII wieku wspominano je już z gwałtowną wrogością: "Były to
                  rzeczy odrażające, czyny haniebne i zbrodnicze, wymieszane z niezliczonymi
                  swawolami i bezeceństwami, jako że prawdą jest, iż gdyby wszystkie diabły z
                  piekła postanowiły ustanowić w naszych kościołach święto, nie mogłyby zarządzić
                  niczego ponad to, co działo się naonczas".
                  Zabawy z pogranicza sacrum i profanum, potępiane przez władze i Kościół,
                  zaczęły zanikać w XVII wieku. W tym czasie zaczęła się kształtować świecka
                  forma mięsopustu. Ze średniowiecznych misteriów przejęto ruchome estrady, na
                  których przedstawiano sceny piekielne, potwory i diabły, a popularną dekoracją
                  stała się wielka rozwarta paszcza. Mówiąc o ulicznych zabawach, nie sposób nie
                  wspomnieć o roli, jaką odgrywały w nich maski. W zhierarchizowanym świecie, w
                  którym strój mieszczanina różnił się od ubrania szlachcica i chłopa,
                  karnawałowe przebranie zawieszało na czas zabawy obowiązujące reguły. Trwałe
                  okazały się praktyki odwracania porządku i ról społecznych. W Niemczech
                  mężczyźni przebierali się za kobiety. Karnawał wzbogacały różnorodne gry i
                  wyścigi. Wśród nich najosobliwsze były gonitwy prostytutek i Żydów. Z czasem te
                  formy zostały wyparte przez bardziej ugrzecznione i konwencjonalne popisy.
                  Uliczną zabawę, w której bogaci i biedni byli razem, zaczęła zastępować zabawa
                  zamknięta w murach pałaców i kamienic zamożnych mieszczan.
                  • instant Re: Troche historii 08.02.05, 22:50
                    Polak "gwałci" środę popielcową

                    Szaleństwa karnawałowe były dobrze znane także w Polsce, gdzie - jak pisano -
                    wśród ludu powszechnym zwyczajem było "w te szalone dni mięsopustne lekkomyślne
                    słowa z ust wyrzucać, klnąć, łajać, sakramentować". Urządzano maskarady,
                    przebieranki i bale nazywane redutami. O zapustnych zabawach wspomina Jędrzej
                    Kitowicz, powiadając, że szlachta, rozhulawszy się przy postnych
                    potrawach, "gwałciła" tańcami i pijaństwem środę popielcową. Następowało to,
                    gdy "się młodzieży zbyt nogi rozbiegały, a gospodarz łagodny nie chciał im psuć
                    wesołej fantazji".
                    W tych dniach towarzystwo wyprawiało się kuligiem do najbliższego sąsiada,
                    gdzie kazali dawać sobie jeść i pić i męczyli go tak długo, aż nie opróżnili mu
                    piwnicy i spiżarni: "Gdy już wyżarli i wypili wszystko, co było, brali owego
                    nieboraka z sobą z całą jego familią i ciągnęli do innego sąsiada". Oskar
                    Kolberg podkreślał, że ten obyczaj wzajemnych wizyt i wspólnej zimowej zabawy
                    był rezultatem zażyłości braci szlacheckiej: "Całe nieraz województwo żyło z
                    sobą jako jedna rodzina szlachecka". Bardziej wstrzemięźliwi kapłani
                    wybrzydzali na zbytnie folgowanie zachciankom w czasie karnawału. Kalwin
                    Grzegorz z Żarnowca (1528-1601) ubolewał, że "większy zysk czynimy diabłu, trzy
                    dni rozpustnie mięsopustując, aniżeli Bogu czterdzieści dni nieochotnie
                    poszcząc."
                    Zapusty były też okresem zawierania małżeństw i narzeczeństw. W święto
                    Podkoziołek - tak nazywano nagą lalkę męską lub figurę kozła - dziewczęta
                    składały pieniądze, wierząc, że im większą dadzą sumę, tym bogatszego dostaną
                    męża. Na ten okres przypada też dzień św. Walentego - w średniowiecznej Anglii
                    młodzieńcy losowali wówczas damę, która na rok stawała się ich towarzyszką
                    zabaw.
                    ---------
                    • no_no Re: Troche historii dzięki instant:-) 08.02.05, 23:02
                      ciekawe rzeczy 'odgrzebałaś'smile
                      No! To zdrówko alternatywnychsmile
                      Kto pije ostatki....?
                      wink)
                      • instant Re: Troche historii dzięki instant:-) 08.02.05, 23:06
                        No z Toba no-no to nawet przestane sie lenic i siegne w koncu do tego barku smile
                        Tylko, zeby nikt potem nie zostal merem trzesidupkow smile)
                        • marialudwika Re: Troche historii dzięki instant:-) 08.02.05, 23:10
                          I ja wychylam z Wami kielich ostatkowy!
                          ml
                          • nokata Re: Troche historii dzięki instant:-) 08.02.05, 23:13
                            no to jeszcze malutkiego i klade sie luli. Heep (ooppss, przepraszam....)
                            i dobranoc imprezowicze
                            • instant Re: Troche historii dzięki instant:-) 08.02.05, 23:16
                              Twoje zdrowko Marysiu-Ludwisiu \%/ \%/ ! smile)
                              • josarna Re: Troche historii dzięki instant:-) 08.02.05, 23:48
                                Tutaj impreza, a ja wklejam i wklejam zdjęcia smile
                                Podpieram powieki zapałkami. Uparłam się na zdjęcia: zjechaliśmy z siostrzeńcem
                                na plecach do wąwozu, zakopali się po... biodra, ledwo wyleźli, ale coś-tam
                                jest. Fajne ostatki były!
    • popaye Re: Ostatki 08.02.05, 22:11
      Kanoko,-
      zajace (czekoladowo-wielkanocne) juz widzialem w sklepach! smile.
      Ostatki i nastepujacy po nich Post - jako religijne przezycie - pamietam
      wylacznie z domu moich Dziadkow, lecz to byli urodzeni jeszcze w XIX Wieku
      katolicy ktorzy zyli "po katolicku" a nie tylko chodzili do kosciola.
      Wraz z Ich odejsciem do Ich katolickiego Nieba (mam tu na mysli to "pokolenie")
      nie mialem juz okazji poznac ludzi zyjacych (na codzien) po katolicku poza
      defilujacymi na niedzielne Msze.sw i glupotami "dyrdymalow" politycznych oraz
      spolecznych "idei" (czym glupsze tym lepsze!) majacych "uszczesliwic" ogol
      radosnie "grzeszacych" na okraglo i klepiacych bezmyslnie zdrowaski wyznawcow smile

      Szkoda, ze na sztuce sie nie znam sad
      Ale chyba te "Breughel-e (tatus & synowie) to ...."musi byc" stare jak diabli
      i z dzisiejsza rzeczywistoscia czekoladowych Mikolajow i zajacow
      ( z supermarketow) - niewiele majaca wspolnego?.
      pozdrawiam,-
      pE

      ps. acha! - wsrod moich obecnych Znajomych - Ostatki kojarza sie z Ich
      niesamowitym "bolem lba" i zalem, ze nastepny taki Katz - ze wzgledu na Ich
      aktywnosc karnawalistow (w knajpach!) bedzie "jak w Banku" dopiero za rok! smile)))
      • kanoka Re: Ostatki 08.02.05, 23:55
        Hej, już po.
        Rodzinka wyszła, głowę mam ciężką, oczy się zamykają....
        Ale wesoło byłosmile)
        Popiołu na głowę jutro sypać nie bedę - może i bez tego mi przejdzie?
        Bo trochę posuszyć się muszę....
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka