Dodaj do ulubionych

Co sie stalo z nasza klasa...

25.02.05, 00:45
spiewal Jacek Kaczmarski. To chyba byly poczatki exodusu. Ostatnio ogladalam
strone internetowa klasy, ktora 17 lat temu zdawala mature. Z 31 maturzystow
13 mieszka za granica. To nie byla jakas szczegolna klasa, zadnych
nawiedzonych politycznie, rowniez z dwoma wyjatkami zadnych powiazan z
obecnym krajem zamieszkania. Obserwuje to na biezaco - moj mily lokator z
miasta Kraka jest w USA, jego siostra zalozyla i powiekszyla rodzine w
Australii, brat skonczyl humanistyczne studia, ale jego wiedzy, czy chociaz
zapalu nikt jakos nie chce wykorzystac, wiec od trzech lat jezdzi na
kotrakty wielomiesieczne do hotelu w Disneylandzie kolo Paryza, gdzie zaczal
od pomywacza, a teraz juz jest na wyzszej pozycji. Moj lokator w ostatnich 8
miesiacach dwa razy jezdzil do Polski, wychodzily za maz jakies kuzynki co to
jezdza na roboty do Wloch i tam poznaly tubylcow. Watek wloski nawet nie
zdawalam sobie sprawy dot. wielu rodzin, moj syn z zona juz tez byli w
Polsce na polsko-wloskim weselu. Moj poprzedni lokator przyjezdza do Ameryki
regularnie zPoln. Wschodniej Polski. Jak sam mowi, w kazdym domu w jego
miasteczku jest ktos na wyjezdzie, a to w Niemczech, a to w Holandii, Anglii.
Pracuje tylko troche kobiet w sluzbach, ktore musza istniec - szkoly,
szpitale za smieszne pieniadze, miasteczko odpowiednio pobudowane,
oczywiscie. Czytam wiadomosci z Polski, prasa pieje ile to chca zatrudnic
Anglia i inne kraje, jak to sie rozczulaja nad kwalifikacjami zawodowymi
Polakow, niezaleznie, czy to lekarz, czy dekarz. Mam co najmniej mieszane
uczucia. A juz zupelnie sie zadziwilam, kiedy dziennikarka wjedynej
dostepnej mi przez 15 min. tv z Polski spod pomnika Don Kiszota w Madrycie
entuzjazmowala sie, ile to Hiszpania gotowa jest przyjac sily roboczej z
Polski.
Kiedys wyjezdzali gorale, wiadomo - do Chicago, przypadkowo mozna bylo sie
dowiedziec, ze pustoszeja Warmia i Mazury. A teraz? Czyzby sposob na
poprawienie zycia w kraju mial polegac na nieustajacych saksach? Bliska mi
osoba - emerytowany, w pelni sil 52 latek wlasnie zakonczyl saksy w Ameryce,
pisze, ze jesli tylko zonie cos sie nie powiedzie w pracy, to zaraz tu
przyjezdza. Jedna corka po studiach, juz drugi rok w Anglii, uczy sie od
nowa, juz widzi sie tylko tam. Druga, szalenie zdolna humanistka wlasnie
konczy doktorat z przerazeniem myslac o przyszlosci, a jej parner zyciowy (bo
nie stac ich na bycie malzenstwem) doktor nauk humanistycznych wlasnie
odrabia dlugi za granica, syn w liceum mysli jaki zawod wybrac, zeby moc
pracowac poza Polska. Oni nie sa wyjatkami, czy tez "zlymi Polakami".
Czy na nieustajacych saksach, a co najgorsze wyjazdach na zawsze najbardziej
odwaznych, czasami zdesperowanych ma opierac sie rozwoj Polski. Z ambon
grzmia o przyroscie naturalnym, moze wystarczyloby pomyslec o zatrzymaniu tej
rzeki ludzi. Naogol w najlepszych latach. Ciagle czytam, ze taki i taki
procent chcialoby mlodziezy wyjechac.. Ale nigdzie nie moge znalezc (zapewne
sa takie dane) ile ludzi ta deklaracje zrealizowalo, czy tez jakies szersze
opracowania na ten tamet. Przeczytalam przedruk z Tygodnika Powszechnego,
wlasnie o takich saksach z Opolszczyzny, wiadomo do Niemiec ale takze do
Holandii. W niektorych domach nigdy nie ma w komplecie rodziny, a dzieci
wiedza od poczatku, ze jak tylko cokolwiek skoncza to pojada do roboty. Ile
tragedii rodzinnych powoduja takie saksy widac to po obu stronach -
pozostajacych i wyjezdzajacych. To bardzo smutny temat.
Ja tez wyjechalam, akurat nie za chlebem i wlasciwie dzieki temu byla jedna
osoba mniej do zwolnien grupowych, z moich dzieci jedno "oddalam zpowrotem"
(z, s?)ojczyznie. Niestety ojczyzna nie byla wdzieczna i dziecko po paru
latach wrocilo tu. Obsewuje obecnych Polakow, ktorzy mieszkaja tu kilka lat.
Prawie zawsze swietni, mlodzi ludzie, ale juz nie dla Polski.
Fakt, ze sa to tendencje swiatowe, z krajow ubogich ludzie wyjezdzaja, w
bogatych krajach to margines spowodowany zupelnie innym powodami, ale dlugo
to bedziemy tym krajem ubogi?
Obserwuj wątek
    • kanoka Re: Co sie stalo z nasza klasa... 25.02.05, 17:36
      To pytanie do emigracji.
      I chyba ilu ludzi - tyle odpowiedzi. Ogólnie biorąc, albo człowiek jest zmuszony
      do wyjazdu, lub powrót z chwilowego wyjazdu jest niemożliwy, albo to jest wolny
      wybór innej opcji materialnej, socjalnej, państwowej, kulturowej, obyczajowej,
      geograficznej...itp.
      Przykładów ogólnych z historii Polski nie będę podawać, bo wszyscy je znamy.
      Więc może tak bardziej od siebie. Mój nieżyjący już Ojciec był w Drugim Korpusie
      Polskim. Żołnierze z tego Korpusu uczestniczyli w kampanii włoskiej, zdobyli
      min. Monte Cassino, wyzwolili Anconę. Przewiezieni do Anglii i zdemobilizowani
      w większości wstąpili do Polskiego Korpusu Przysposobienia i Rozmieszczenia w
      którym żołnierze przygotowywali się do życia cywilnego (uczyli się języka ang.
      i zawodów na kursach, podejmowali pracę, odbywali rekonwalescencję). Większość z
      nich pozostała w W. Brytanii, wyjechała do Kanady, wróciła do Włoch.Z ogólnej
      liczby 114 tys, do kraju wróciło ok. 10 tys. - w tym mój Ojciec. Wszyscy
      namawiali Go do zostania, straszyli rozstrzelaniem przez komunistów zaraz po
      przyjeździe, obiecywali pomoc w przeprowadzeniu przez "zieloną granicę"
      narzeczonej. Jego Rodzina (matka, brat, narzeczona), też Mu ten powrót odradzali....
      Jego "małej ojczyzny" już nie było i wiedział, że nie będzie - pochodził z
      Wileńszczyzny. Wbrew wszystkiemu i wszystkim - wrócił. Do spalonej i zniszczonej
      Warszawy, ktora w tamtym czasie była symbolem Polski...
      Nie rozstrzelano Go, ale swoje odcierpiał za to, ze walczyl o Polske nie w tej
      armii w której nalezalo. A potem, jak wiekszość w PRL - klepał biedę, razem z
      rodziną.
      Jako dorosła kobieta, spytałam mego tatę - starego już człowieka, czy nie
      żałuje, że wrócił? Miałby inny poziom życia, nie przecierpiał by tyle, był zdrowszy?
      Powiedział, że nigdy nie żałował. Że gdyby został, to zżarła by Go nostalgia,
      albo sam sobie w łeb strzelił....
      Został mi po Nim zeszyt, w twardej, płóciennej okładce, który przeszedł z Nim
      cały wojenny szlak. Zeszyt zapisany wierszami Warejki, Broniewskiego,
      Bujnowskiego, Hemara, Wierzyńskiego, Lechonia, Konarskiego....Wierszami pełnymi
      tęsknoty za Polską.
      • maryna04 Re: Co sie stalo z nasza klasa... 25.02.05, 19:44
        Kanoko - w watku o PZPR wspomnialam, ze moj ojcie tez byl w Armii Andersa i
        wrocil do Polski z Anglii w stopniu kapitana, niestety nie powiem ci w tej
        chwili w jakim korpusie, mam jedynie taka ozdobna tablice, ktora dostal... jako
        prezent w swoim zakladzie pracy ze szlakiem bojowym, podobno niepelnym.
        oczywiscie na poczatek dostanie sie do armii, wiec Wegry, Grcja, potem Syria,
        Palestyna, Egipt, Libia (Tobruk), Wlochy (wiadomo m.in. Bolonia, Monte
        Cassino). Niestety, ojciec nigdy nic nie opowiadal, nie przywiazywal wagi do
        tego, daleki byl od wszelkich kombatanctw i powiedzial, ze nigdy nie pojedzie
        pod Monte Cassino z taka grupa. Wiem, ze uratowal panu W. zycie wynoszac go
        rannego spod obstrzalu, i ten pan byl ojcem chrzestnym mojego brata. Ze dwa
        razy przypominam sobie opowiadanie o tym jak szeregowych zolnierzy trzeba
        krotko traktowac. Moj ojcie byl utalentowanym czlowiekiem, wlasnie w Anglii
        uczyl angielskiego tych, ktorzy postanawiali zostac na Zachodzie, chociaz przed
        wojna jezyka tego nie znal, raz wspomnial w zartach, ze mowi z akcentem
        oxfordzkim, bo facet na drugim koncu drutu pod Tobrukiem mowil z takim. Z tych
        czasow mam tutaj po nim porzadne zeszyty ze slowkami angielskimi, jak on
        starannie to prowadzil, poza tym zadnych sentymentow. Nigdy nie pytalam,
        dlaczego wrocil, po prostu, chociaz przed wojna rozpoczal swoja pierwsza prace
        zawodowa na zagrabionym Zaolziu, niewiele chyba mial tam jeszcze do stracenia.
        PS. fajny jest internet, robi swiat malutkim, przed chwila dostalam list od
        kolegi, z ktorym nawet nie zdazylam zdac matury, bo wyjechal jako rodowity
        naprawde Niemiec do Niemiec. Znalazl moj e-mail, bo napisalam 1 raz na strone
        inernetowa naszej szkoly i on ja przegladal. I jak zwykle wychodzi moj brak
        sentymentow, on wiecej wie o tamtych czasach niz ja, mnie podano ta strone na
        talerzu, a on sobie - Niemiec - wyszukal.
      • kumbayalord Witam! 29.09.05, 22:13
        Jestem prawnukiem Michała Warejko, którego wiersze zgromadził pani tata.

        Pozdrawiam,
        RK
        • kanoka Re: Witam! 30.09.05, 12:26
          Pozdrawiam prawnuka poety, którego znam z wierszy z cyklu "Warszawa",
          "Ojczyzna" i mojego ulubionego cyklu - "Życie"
          A oto fragmenty wiersza

          Chcę zatruć serce i duszę-
          Więc czem? cyjankali? - być może -
          Dziś winem zatruć się muszę,
          Zobaczę, czy to pomoże.
          .........
          Było to w karczmie "Pod Życiem"
          Piłem z rozpaczy na umór
          Noc całą, by móc o świcie
          Odzyskać stracony humor.
          Noc była smutna, matowa
          Alkohol toczył wątrobę
          Smutek pod stołem się schował
          Jak pies, - i zagryzł żałobę.
          ..........
          Na świecie wojna się toczy,
          Ludzie się gryzą z wściekłości
          A ty, wpatrzony w jej oczy
          Marzysz o jakiejś miłości?
          O zakochany idioto!
          Na świecie wojna się toczy
          O węgiel, naftę i złoto -
          A nikt nie walczy o oczy....
          ..........
          Marna to karczma "Pod Życiem"
          Choć piłem gorzałę ćwiercią
          Nie mogę upić się niczem
          Pójdę pić w karczmie "Pod Śmiercią"
          ..........
          Michał Warejko Kara-Su 1942r.
          • mammaja Re: Witam! 30.09.05, 20:11
            Bardzo powazny temat i dotyczacy takze mojej rodziny, ale nie czuje sie dzisiaj
            na silach, zeby o tym pisac! Dzieki kanoko za wiersz, a prawnukowi poety
            gratuluje pradzidka i refleksu!
            • alfredka1 Re: Witam! 30.09.05, 20:25
              Tenat serce ściskający, wzruszyłam się prawie do łez Waszymi wpisami.
              A co się stało z moją klasą??? nic a nic nie wiem bo nie zdążyłam wrosnąc w
              tamtejszą społecznośc, a zachęty też nie byłosmile))
              Rodzina i moja i wodnika niewielka, obie nasze siostry wyjechały do Niemiec do
              Australii. Nie "za chlebem" ale za swoimi dziećmi. Chyba są szczęśliwi, a nam
              tęskno za nimi.
              I DLATEGO TO FORUM TO DLA NAS RODZINA, naprawdę smile)))
              • ewelina10 Re: Witam! 30.09.05, 20:52
                Wątek odnowiony, to i poczytałam sobie trochę dokładniej. Wzruszyłam się.
                Mój tata też walczył pod Monte Casino, kto wie - może był to ten sam korpus.
                Miał narzeczoną Włoszkę i wyznaczona była już nawet data ślubu. Ale powrócił do
                kraju, bo tęsknił.
                Kiedyś nieuważnie i ze zniechęceniem słuchałam tych opowieści wojennych,
                często "odgrzewanych" na spotkaniach rodzinnych przy płytach Foga "Czerwone
                maki pod Monte Casino zamiast rosy piły Polską krew ... " Dzisiaj wiele bym
                dała, aby móc te historie jakoś uporządkować... spisać, ale to już jest
                niewykonalne.
          • kumbayalord Re: Witam! 09.11.05, 22:44
            Mój pradziadek po zakończeniu II wojny światowej wrócił do Polski, uczył matematyki w Czackim i liceum św. Augustyna. Podobno był bardzo wymagającym nauczycielem i pewnie dlatego wielu z jego podopiecznych podostawało się na uczelnie techniczne - WAT lub Polibudę.
            Znalazłem spisane wspomnienia mojego dziadka.
            Wspomnienia z okresu II wojny światowej i kilka tomów pamiętników z czasów nauczycielskich. Niebawem znajdę więcej wolnego czasu i mam ochotę te kilka chwil wytchnienia przeznaczyć na poznanie historii mojej rodziny.

            Może są Panie zainteresowane jakimś szczególnym okresem?
            Może ten pamiętnik (z okresu walki u boku Andersa) będzie pomocny w poznaniu tamtych lat i swojej rodziny?
            • nokata Re: Witam! 09.11.05, 23:11
              a niech Panicz walom co napisane.
              My swiata ciekawe ino nieucune.
              Ale chetnie literki poskladamy wink)
    • popaye Re: Co sie stalo z nasza klasa... 01.10.05, 13:49
      kilkakrotnie juz wypowiadalem sie na temat tzw. emigracji i mimo uplywu czasu
      oraz ciaglych zmian warunkow w Kraju (politycznych, socjalnych, perspektyw
      kariery zawodowej itp)- zdania nie zmieniam.
      Taka decyzje mozna ubierac w najpiekniejsze ubranka szyte na miare
      i dowodzic "racji" (subiektywnych) tego kroku jakie kto chce! - dla mnie bedzie
      to zawsze osobista porazka.
      Wcale nie twierdze tego wylacznie w odniesieniu do wlasnej, subiektywnej
      sytuacji lecz moge ja poprzec (prawie) wszystkimi mnie znanymi z autopsji
      przykladami losow mych Znajomych i wlasnie kolezanek i kolegow z mojej klasy
      maturalnej.
      Splaszczanie tego zagadnienia wylacznie do spraw i zagadnien natury
      egzystencjonalnej (powodzenia materialnego) jest (odrobine) nie fair w stosunku
      do pokolenia Ojca Kanoki czy (nawet) Szan. Rodzicow Wedrowca, ktorzy tylko
      z racji zawodu i mozliwosci ktore dawala praca Wodnika, mieli (prawie
      bezproblemowo) sposobnosc do wyemigrowania z Polski (i to nie tej dzisiejszej -
      wolnej!) na stale i z cala rodzina.
      Nie zrobili jednak tego - i jest to dla mnie kolejnym potwierdzeniem mej tezy
      iz w zyciu liczy sie nie tylko "pelne koryto" smile.
      Ze stale wypowiadajacych sie na tym Forum jestem chyba najstarszym
      (wiekiem i stazem!) "dobrowolnym emigrantem" - co mnie (chyba) predystuje do
      napisania powyzszego.
      Dodatkowo, jestem przekonanym pacyfista a polskie zakrety polityczno-
      martyrologiczno-historyczne np.Powstanie Warszawskie (jak i wiekszosc innych
      naszych polskich patriotyczno-narodowych zrywow) oraz wynik ich rachuneku strat
      i zyskow uwazam za ... przerazajacy sad.
      Jacek Kaczmarski i jego piosenki nie mowi mnie NIC - czas Jego kariery to juz
      moje zycie poza granicami Kraju.

      Maturzysci mojej klasy (maturalnej) to (chyba bez wyjatku) albo ateisci jak ja
      lub... (he, he - ca: 50%) "innego wyznania" - tzn. NIE-katolickiego.
      Tych nie-katolikow, mniej lub bardziej dobrowolnie, przegonily z Kraju
      wydarzenia i akcje roku 1968, wiekszosc reszty tez z Kraju wybyla.
      Czesc z Nich nie czula sie Polakami choc nie robia z tego manifestacji - reszta
      (bez wzgledu na sytuacje materialna) utrzymuje z Krajem intensywne,
      nieprzerwane kontakty i mimo roznych obywatelstw pozostali Polakami -
      tradycja, kultura i zwiazkami emocjonalnymi.
      NIKT z Nich nie argumentowal swego wyjazdu tak jak dzisiejsze pokolenie mlodych
      polskich "Europejczykow" :
      serwisy.gazeta.pl/df/1,34467,2901213.html
      ".... Niedawno przyjechali do Londynu. Dziś odmawiają powrotu do Polski.
      Aśka: - Nie wrócę, bo tu nic nie jest niemożliwe. Agnieszka: - Nie oglądają ci
      dyplomu ze wszystkich stron. Tomek: - W Polsce bałem się umawiać przez
      internet. Paulina i Adam: - Tu dotykasz pępka świata. Robert: - W Polsce ciągle
      obiecanki, że będzie lepiej. Rafał: - Tu wszystko jest przewidywalne. ..."

      Wow! - pokolenia czekaly na TAKA "argumentacje" smile)))

      "Europejskosc czy swiatowosc" tych odkrywcow polega na tym iz umieja (lepiej-
      gorzej) sklecic kilka slow w obcym jezyku i... tyle! smile)

      200 lat temu Molier w jednej ze swych komedii "Mieszanin - szlachcicem" (chyba)
      napisal: "... a jacy MADRZY ludzie ludzie tam mieszkaja! - oni WSZYSCY umieja
      mowic po... ZAGRANICZNEMU! smile))".

      No to niech jeszcze ostatni "zamknie drzwi i zgasi swiatlo" - bedzie dopiero
      EUROPA! albo (nawet) .... "Ameryka"! smile))

      pozdrawiam,-
      pE
      • maryna04 Re: Co sie stalo z nasza klasa... 03.10.05, 05:10
        Popaye, masz wiele racji, ale nie tylko ze wzgledow materialnych, a nawet
        politycznych ludzie wyjezdzaja. Mysmy wyjechali, kiedy mielismy sporo
        pieniedzy "zagranicznych" na koncie a korzystny przelicznik sie trzymal,takze
        znajac trudne realia emigracji, w wieku juz nie bardzo stosownym. Dlaczego? Z
        wielu powodow, tez bo chcialam zaznac przygody, bo strasznie przezywalam
        sytuacje polityczna w Polsce i chcialam sie od niej odciac, a przede wszystkim
        z przyczyn bardzo osobistych, o ktorych tu nie musze pisac. Co to znaczy:
        emigracja to porazka, bardzo czesto zycie to porazka (oczywiscie odpowiadam
        tylko za siebie) i nie jest tak wazne w jakiej scenerii ja sie doznaje. Ze na
        emigracji sukcesy sa innej miary ( przynajmniej dla tych, o ktorych nie
        konfabuluja reportaze w kolorowych czasopismach) - zalezy jaka miare
        przykladac - czesto sa bardzo satysfakcjonujace, chociaz nie takie na miare
        krajowa. A jesli sa jednak takie malutkie - no to co z tego? Pp, Ty sam masz
        wielce zdystansowane podejscie do rzeczywistosci, wiec sam wiesz czy te
        wszystkie sukcesy sa rzeczywiscie takie wazne.
        Nigdy nie zalowalam, ze wyjechalismy, zwolnienie grupowe objeloby mnie na
        pewno, nie wiem czy zostalabym wdowa i kiedy, wiem, ze siedzac na lawce
        pod "moim" blokiem (nigdy, przenigdy nie siedzialam) w podupadajacym 70-tys.
        miescie bez umiejetnosci, nie tylko z powodu wieku wziecia spraw w swoje rece
        bylabym pauperyzujaca sie wczesna emerytka - inni zapewne umieliby inaczej.
        Tak "wyroslam", ze nie jestem sentymentalna i nie cierpie z braku miejsca na
        ziemi, tesknoty za rzeczka nad ktora ciagle jezdzilismy, czy tez wekowaniem i
        zupelnie mi nie przeszkadza gdzie spoczna moje szczatki doczesne ( najpewniej
        tu, gdzie mieszkam). Na pewno inaczej mysla o emigracji obecni trzydziesto,
        czy trzydziestokilkuletni emigranci, jest u nich wiele sentymetu do "malej
        ojczyzny", czyli miejsca urodzenie, dorastania, czy rodziny, ale niekoniecznie
        przeklada to sie na milosc do ojczyzny Polski. Na temat tego ile dobrego, a
        ile zlego wnosi do porzadku swiata milosc do ojczyzny mam swoje odrebne zdanie.
        • popaye Re: Co sie stalo z nasza klasa... 03.10.05, 13:12
          Maryno sympatyczna,-

          kazdy z nas mial "jakies" powody dla ktorych wyjechal z Polski i na stale
          zamieszkal Zagranica i Bogiem a prawda guzik innym do tego.
          Ostatni jestem z tych ktorzy uzurpuja sobie prawo do krytyki takich
          jednostkowych, subiektywnych decyzji.
          Jedyne co mnie w tym doskwiera to przedstawianie emigracji jako wspanialego
          sposobu na wiekszosc problemow zyciowych, nawet te egzystencjonalnych,- o
          zawodowych juz nie wspominajac.
          Ci ktorzy od lat mieszkaja Zagranica juz "troche" na ten temat wiedza
          a mimo wszystko wiekszosc z Nich idealizuje w opisie realiow sytuacje Polaka
          decydujacego sie na zycie gdzies "w Swiecie".
          Pomijam juz fakt iz Ci ktorzy maja egzystencjonalne problemy w Kraju
          najczesciej nie wyjezdzaja - rozsadnie rozumujac iz jezeli sobie nie mogli dac
          rady w Ojczyznie gdzie sa zakorzenieni w tradycji, jezyku, obyczaju,
          zwyczajach i rodzinnych ukladach - to w 90% nie dadza sobie rady Zagranica.
          W najlepszym przypadku zamienia jedne problemy na inne, o ktorych w chwili
          podjecia decyzji o "emigracji" - nawet nie maja pojecia! smile))

          Wyjezdzaja mlodzi-niecierpliwi i b. "elastyczni" w przedmiocie zyciowych
          oczekiwan, posiadajacy (fakt) spory atut iz nie maja zobowiazan = rodziny
          (maz/zona+ dzieci) i zakladajac iz w razie czego to maja gdzie wracac
          = do mamusi i tatusia smile).
          Pomijajac stek glupot "argumentacji" bohaterow wymienionego przeze mnie w
          poprzednim wpisie reportazu, typowych dla nowo-Europejczykow ktorzy (jak
          wszyscy przed nimi) - zachwycali sie "wspanialosciami i latwoscia" zycia poza
          Polska - ja wiem iz ich zapal sie ostudzi jak z czasem uswiadomia sobie iz
          sublokatorski pokoj w Londynie i zajecie zapewniajaca przezycie to nie moze byc
          ostateczny cel i zawartosc ich zycia.

          Refleksje przychodza pozniej.
          Nawet dobra znajomosc jezyka Kraju w ktorym przyszlo im zyc i mozliwosc
          porozumienia sie z tubylcami - to jeszcze nie przepustka do zawodowej czy
          towarzysko-srodowiskowej normalnosci czy np. konsumpcji dobr kultury tego
          Kraju,- dla wiekszosci (dla mnie napewno) - wazny element zyciowej normalnosci.

          Nigdy (wiem z autopsji), nie beda w stanie nadrobic przepasci dzielacej ich od
          tych ktorzy od dziecka wzrastali w mentalosci tego Kraju: historii,
          literaturze, teatrze itd.
          "Litwy, - Ojczyzny mojej" nie daje sie nijak i z dnia na dzien zastapic:
          "To be, or not to be: that is the question" bo w mentalnosci tego pierwszego
          wzrastalismy i "wyssalismy" jego sens z mlekiem wlasnej matki.

          Dopiero z perspektywy (nieraz) dlugiego czasu i emigracyjnych doswiadczen
          umiemy sie przyznac (szkoda iz czesto tylko na wlasny uzytek) iz: " Something
          is rotten in the state of Denmark" - zeby pozostac juz w klimacie literackich
          przykladow.

          O zyciowych oczywistosciach iz nie kazda Polka-emigrantka wyszla zamaz za
          cudzoziemca-milionera i nie kazdy mieszkajacy Zagranica absolwent Politechniki
          Warszawskiej wszedl w sklad Dyrekcji Koncernu Philips'a (czy Forda) czy, ze w
          Swiecie jest dokladnie tyle samo "sprawiedliwosci" jak (obecnie) w Polsce
          - w naszych opisach "zalet" zycia emigranckiego - jakos dziwnie zapominamy.
          Powyzsze nie dotyczy bron Boze Twoich forumowych wpisow - ja odnosze to do
          wiekszosci wspoltowarzyszy tulackiej niedoli.

          Paranoiczne jest to iz wraz z mijajacymi latami my juz nie mamy (doslownie) do
          czego wracac bo... mamusia i tatus czesto juz nie zyja, juz nie
          jestesmy "sami" - mamy rodzine ktora juz jest zakorzeniona w tych realiach
          i nasze osobiste reminiscencje (Litwo- Ojczyzno moja) sa czesto Im obce.
          Konfrontacja naszych wspomnien z odwiedzanymi (podczas urlopowej wizyty w
          Kraju) realiami miejsc ktore pamietamy - subiektywnie utwierdza nas w
          przekonaniu iz (chyba) zrobilismy slusznie wyjezdzajac.
          To co NOWE - dla Krajowcow zwyczajne bo.. codzienne,- dla nas jest OBCE
          a problemy naszych Znajomych i Przyjaciol takie... "prozaiczne" (he, he).

          Jak jade (urlopowo) na Mazury i widze ciagle tych samych "pijaczynkow" ktorzy
          przed sklepem popijaja piwko o godz. 10-tej rano w powszedni, roboczy dzien,
          psioczac na krajowe realia - nie moge sie oprzec wrazeniu iz sa to szczesliwi
          (w pewnym sensie) ludzie.
          Ja, w takim dniu i o takiej porze "w robocie" to nie bardzo wiem za co sie
          lapac bo.. wszedzie sie "pali" i od moich przelozonych, najwyzej moge sie
          doczekac "lagodnej krytyki" moich zawodowych sukcesow smile.
          O "piwku" to tylko moge pomarzyc sad.
          I.. po cholere mnie to bylo? - wrrrrr....

          pozdrawiam,-
          pE
          • aszar.kari Re: Co sie stalo z nasza klasa... 03.10.05, 19:09
            Moi dziadkowie byli "tulaczami", moi rodzice byli "tulaczami" i ja wciaz nie
            dotarlam do naszej ojczyzny

            www.armenians.com/CoinsofArmenia/Republic-of-armenia/ARmenia.jpg.

            Moze uda sie to mojej corce choc wychodzac za maz za "nie naszego" wink lekko
            pokomplikowalam Jej kwestie przynaleznosci. Mysle, ze juz moi rodzice czuli
            sie "obywatelami swiata" choc w Ich przypadku mialo to wydzwiek negatywny -
            zyli z poczuciem, ze nigdzie nie sa u siebie. Ja czuje sie "u siebie" wlasciwie
            wszedzie i podobnie ma chyba moja corka. Tego serdecznie zycze wszystkim
            emigrantom/imigrantom - bycia "u siebie" na Ziemi smile
            Aszar
            • maryna04 Re: Co sie stalo z nasza klasa... 04.10.05, 04:02
              Popaye, nie odpowiedziales mi prozaiczne pytanie zadane w innym poscie.
              Dwukrotnie przeczytalam w polskich gazetach, ze Mazury sa tak zasr...., ze
              istnieje obawa, ze turystyka przynajmniej ta zagraniczna siadzie zupelnie. co
              powiesc na ten temat? Strasznie to przyziemne, no nie, ale ja taka zawsze
              przyziemna.
              • mammaja Re: Co sie stalo z nasza klasa... 05.10.05, 12:06
                Zaczytalam sie noca w ksiazce Jaroslawa Kurskiego o Janie Nowaku-Jazioranskim.
                Tam tez jest rozdzial "co sie stalo z nasza klasa". Ciagle "zbieram sie w
                sobie", zeby napisac swoje impresje na tym watku i ciagle sie tego obawiam.
                Jeszcze pomysle!
                • mammaja Re: Co sie stalo z nasza klasa...do Maryny 05.10.05, 12:10
                  Jezdze na Mazury dzikie stosunkowo, w okolice Puszczy Boreckiej.Moze dlatego,ze
                  nie jest to juz szlak Wielkich Jezior, jest czysto i pusto. Mozna isc i isc i
                  nie spotkac czlowieka. Mozna sobie plywac po czystym jeziorze, zbierac
                  grzyby.Szkoda ze tak malo czasu w tym roku (no i te chlerne zlamane zebra). Ale
                  zapewniam cie, ze ktokolwiek tam byl, jest zachwycony!
                  • maryna04 Re: Co sie stalo z nasza klasa...do Maryny 05.10.05, 22:32
                    Mm, to bardzo dobrze, ze nie jest tak zle z tym zanieczszeniem. Na Mazurach
                    nie bylam wieki, ale prawie do konca mieszkania w Polsce jezdzilismy na
                    Suwalszczyzne, mam nadziele, ze dalej jest tam tak cudownie.
                    • mammaja Re: Co sie stalo z nasza klasa...do Maryny 05.10.05, 23:33
                      Pewnie, wielu moich znajomych pokupowalo stare domy na Suwalszczyznie i jezdza
                      tam ciagle. Jets pieknie!
                    • popaye Re: Co sie stalo z nasza klasa...do Maryny 07.10.05, 20:56
                      Maryno mila,-
                      sorry, nie odpowiedzialem szybciej na Twoje pytanie (dot. czystosci Mazur)ale
                      mialem w tych dniach sporo zajec i (praktycznie) zero czasu na towarzyskie
                      zycie i prywatne (oraz internetowe) pogawedki.

                      Dla mnie "Mazury" to (niestety?) jednak Wielkie Jeziora i do tego ukochana od
                      dziecka poludniowa ich czesc, czyli od Rucianego (+ jez.Nidzkie naturalnie)
                      po.. (powiedzmy) Gizycko smile).
                      To hmmm... rowniez ta czesc ktora jest najbardziej odwiedzana przez turystow
                      zarowno tych krajowych jak i z zagranicy.
                      Ze zrozumialych wzgledow: widokowych, zaplecza uslug turystycznych
                      i "europejskiej" bazy (nowowybudowane Mikolajki i tamze, ale juz nad Taltami
                      Hotel-olbrzym Golebiewski jedyny o standarcie powiedzmy hmm...trzygwiazdkowym
                      Michelina).

                      Zaskocze chyba wszystkich krytykantow Mazur.
                      Pod wzgledem ekologii zmienilo sie tam niesamowicie na PLUS w ostatnich latach!.
                      Nic nie daje wytykanie tzw. minusow - te byly tam ZAWSZE.
                      Zebami zgrzytam, ze (praktycznie) tylko w Porcie Mikolajki mozna np. oproznic
                      ekologicznie zbiornik nieczystosci na lodzi, a procedura tego jest tak
                      skomplikowana, ze sie tego wiekszosci odechciewa! sad
                      Tylko hmmm... tak bylo ZAWSZE i od wiekow wiec sie NIE pogorszylo i to jest
                      margines problemu jak i brak (profesjonalnej) stacji benzynowej dla tankowania
                      zbiornikow silnikow do lodzi.
                      Nalewanie "z kanistra" to prymityw i (ekologicznie): troche sie na Stacji
                      rozleje, troche przy przelewaniu na lodzi itd, itp.... sad
                      Nieoficjalne tankowanie w F-mie Natkaniec (jez.Mikolajskie) znane bywalcom,
                      - pozostawie bez komentarza, to nie jest "ekologiczna" Stacja Paliw.

                      Jeziora (te Wielkie) zatruwa przemysl, infrastruktura miejska i... rolnictwo!.
                      Przeklenstwo (ekologiczne) pldn.Mazur, slynna Wytwornia plyt wiorowych w Nidzie
                      SPLAJTOWALA juz przed laty.
                      Tragedia dla zatrudnionych tam ludzi - fakt, ale Jez. Nidzkie (+ obie Guzianki
                      i Beldany) - odetchnelo, - 90% sciekow (przemyslowych) MNIEJ! smile)

                      W ostatnich latach skanalizowano wiekszosc Wsi nad jeziorami - BRAWO!
                      Wszytkie (stare i nowe) osrodki wypoczynkowe(i porty) sa podlaczone do
                      kanalizacji lub posiadaja wlasne, nowe, oczyszczalnie sciekow - nawet jak nie w
                      100% skuteczne to i tak jest niesamowity postep w stosunku do tego co bylo i to
                      ZAWSZE.
                      Chemicznego "brudu" nie widac i naiwnoscia jest sadzenie, ze kiedys w tym za
                      czasow tzw. komuny to bylo "czysciutko" a teraz BRUD sad.
                      G.. (uzik) prawda! - he, he.

                      Miasta, w tym niestety Mikolajki i Gizycko maja z tym jeszcze problemy ale
                      doczekam dnia kiedy i tam wszelkie scieki beda nowoczesnie oczyszczane - chocby
                      z pomoca funduszow europejskich - jedna z wymiernych zalet naszej polskiej
                      przynaleznosci do UE smile).

                      Nieszczesciem Mazur jest "sezonowosc" ograniczona praktycznie do 90-ciu (3-mce)
                      aktywnosci turystycznej przybyszow.
                      Przez te 3 miesiace (czerwiec, lipiec, sierpien) niesamowita liczba turystow
                      stwarzajacych powazne, dodatkowe zagrozenie ekologiczne a pozniej: "diabel mowi
                      dobranoc" - kilku zatwardzialcow (jak ja, - zawsze przed i po sezonie)
                      i ... pies z kulawa noga + stali mieszkancy ktorym przez seki lat nie "udalo
                      sie" (mimo wszystko!) zrobic z tego terenu czego innego jak jednego z
                      najpiekniejszych w Europie , zielonej i CZYSTEJ ekologicznie enklawy ktorej
                      daleko szukac gdzie indziej.
                      Wszystkim ktorzy chcieli by jeszcze "uswiatowic" dzisiejsze Mazury moge tylko
                      zyczyc by ich marzenia " poskrecaly im wnetrznosci"sad
                      Ja znam (wiekszosc) "atrakcji" turystycznych w Europie (tak poludniowej jak
                      i polnocnej) oraz Floryde.
                      Niech Bog broni tego wszystkiego na Mazurach!!!!
                      I... oby przyszlo jak najpozniej a najlepiej .... WCALE!sad
                      pozdrawiam,-
                      pE
                      • maryna04 Re: Co sie stalo z nasza klasa...do Maryny 08.10.05, 03:00
                        Jak milo bylo to przeczytac. Wzielo mnie, po wymienieniu przez ciebie Pp
                        roznych nazw na nutke nostalgiczna. Zachowam dla siebie)))
                        • mammaja Re: Co sie stalo z nasza klasa...do Maryny 08.10.05, 11:12
                          Ja tez przeczytalam z przyjemnoscia. Okolice Gizycka, nad Jeziorem Goldapiwo to
                          miejsca ktore znam doskonale, podziwiam jak np.miejscowosc Kruklanki
                          "cywilizuje" sie z roku na rok. Takze dzieki kanalizacji i wodzie. A
                          rownoczesnie okolice zachowuja unikalna przyrode, w Puszczy zyja zubry, ptactwo
                          wszelakie, jest jakas tajemniczosc w tych ostepach - rowniez dzieki niezwyklemu
                          uksztaltowaniu terenu(tzwn.Mazury Garbate). Pelno tu wzgorz i glebokich wawozow,
                          oczek wodnych, malych jezior i laczacych je strumieni. Wymarzone tereny na rower
                          - zreszta sciezki rowerowe oznakowane, mozna kilometrami zwiedzac tym srodkiem
                          lokomocji.
                          I moznaby epopeje napisac o ludzich, ktorzy odwazyli sie na dzialalnosc wlasna,
                          po likwidacji PGR i tych, ktorzy przyzwyczjeni poczatkowo do kuroniowki, nadal
                          siedza pod sklepem popijajac alpage.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka