maryna04
25.02.05, 00:45
spiewal Jacek Kaczmarski. To chyba byly poczatki exodusu. Ostatnio ogladalam
strone internetowa klasy, ktora 17 lat temu zdawala mature. Z 31 maturzystow
13 mieszka za granica. To nie byla jakas szczegolna klasa, zadnych
nawiedzonych politycznie, rowniez z dwoma wyjatkami zadnych powiazan z
obecnym krajem zamieszkania. Obserwuje to na biezaco - moj mily lokator z
miasta Kraka jest w USA, jego siostra zalozyla i powiekszyla rodzine w
Australii, brat skonczyl humanistyczne studia, ale jego wiedzy, czy chociaz
zapalu nikt jakos nie chce wykorzystac, wiec od trzech lat jezdzi na
kotrakty wielomiesieczne do hotelu w Disneylandzie kolo Paryza, gdzie zaczal
od pomywacza, a teraz juz jest na wyzszej pozycji. Moj lokator w ostatnich 8
miesiacach dwa razy jezdzil do Polski, wychodzily za maz jakies kuzynki co to
jezdza na roboty do Wloch i tam poznaly tubylcow. Watek wloski nawet nie
zdawalam sobie sprawy dot. wielu rodzin, moj syn z zona juz tez byli w
Polsce na polsko-wloskim weselu. Moj poprzedni lokator przyjezdza do Ameryki
regularnie zPoln. Wschodniej Polski. Jak sam mowi, w kazdym domu w jego
miasteczku jest ktos na wyjezdzie, a to w Niemczech, a to w Holandii, Anglii.
Pracuje tylko troche kobiet w sluzbach, ktore musza istniec - szkoly,
szpitale za smieszne pieniadze, miasteczko odpowiednio pobudowane,
oczywiscie. Czytam wiadomosci z Polski, prasa pieje ile to chca zatrudnic
Anglia i inne kraje, jak to sie rozczulaja nad kwalifikacjami zawodowymi
Polakow, niezaleznie, czy to lekarz, czy dekarz. Mam co najmniej mieszane
uczucia. A juz zupelnie sie zadziwilam, kiedy dziennikarka wjedynej
dostepnej mi przez 15 min. tv z Polski spod pomnika Don Kiszota w Madrycie
entuzjazmowala sie, ile to Hiszpania gotowa jest przyjac sily roboczej z
Polski.
Kiedys wyjezdzali gorale, wiadomo - do Chicago, przypadkowo mozna bylo sie
dowiedziec, ze pustoszeja Warmia i Mazury. A teraz? Czyzby sposob na
poprawienie zycia w kraju mial polegac na nieustajacych saksach? Bliska mi
osoba - emerytowany, w pelni sil 52 latek wlasnie zakonczyl saksy w Ameryce,
pisze, ze jesli tylko zonie cos sie nie powiedzie w pracy, to zaraz tu
przyjezdza. Jedna corka po studiach, juz drugi rok w Anglii, uczy sie od
nowa, juz widzi sie tylko tam. Druga, szalenie zdolna humanistka wlasnie
konczy doktorat z przerazeniem myslac o przyszlosci, a jej parner zyciowy (bo
nie stac ich na bycie malzenstwem) doktor nauk humanistycznych wlasnie
odrabia dlugi za granica, syn w liceum mysli jaki zawod wybrac, zeby moc
pracowac poza Polska. Oni nie sa wyjatkami, czy tez "zlymi Polakami".
Czy na nieustajacych saksach, a co najgorsze wyjazdach na zawsze najbardziej
odwaznych, czasami zdesperowanych ma opierac sie rozwoj Polski. Z ambon
grzmia o przyroscie naturalnym, moze wystarczyloby pomyslec o zatrzymaniu tej
rzeki ludzi. Naogol w najlepszych latach. Ciagle czytam, ze taki i taki
procent chcialoby mlodziezy wyjechac.. Ale nigdzie nie moge znalezc (zapewne
sa takie dane) ile ludzi ta deklaracje zrealizowalo, czy tez jakies szersze
opracowania na ten tamet. Przeczytalam przedruk z Tygodnika Powszechnego,
wlasnie o takich saksach z Opolszczyzny, wiadomo do Niemiec ale takze do
Holandii. W niektorych domach nigdy nie ma w komplecie rodziny, a dzieci
wiedza od poczatku, ze jak tylko cokolwiek skoncza to pojada do roboty. Ile
tragedii rodzinnych powoduja takie saksy widac to po obu stronach -
pozostajacych i wyjezdzajacych. To bardzo smutny temat.
Ja tez wyjechalam, akurat nie za chlebem i wlasciwie dzieki temu byla jedna
osoba mniej do zwolnien grupowych, z moich dzieci jedno "oddalam zpowrotem"
(z, s?)ojczyznie. Niestety ojczyzna nie byla wdzieczna i dziecko po paru
latach wrocilo tu. Obsewuje obecnych Polakow, ktorzy mieszkaja tu kilka lat.
Prawie zawsze swietni, mlodzi ludzie, ale juz nie dla Polski.
Fakt, ze sa to tendencje swiatowe, z krajow ubogich ludzie wyjezdzaja, w
bogatych krajach to margines spowodowany zupelnie innym powodami, ale dlugo
to bedziemy tym krajem ubogi?