maryna04
09.03.05, 03:43
Poczytalam sobie w amerykanskim tygodniku zyczliwie napisana historie
dlugiego romansu ksiecia K. z pania B. I tak sobie pomyslalam, ze oprocz
tego, ze mimo iz on w ogolnosci to jest palant(przepraszam za wyrazenie) ale
historia jest ladna i pokrzepiajaca. Juz nie tylko mlodzi, piekni i zdrowi
maja prawo do milosci, ale kazdy. Prawo to chyba zawsze bylo, tylko nie
bardzo akceptowane przez spoleczenstwa. Takich slubow jest wiecej, ostatni
kandydat demokratow na prezydenta Kerry w wieku przed 50+ ozenil sie z pania
60+, wielce zdolna i niezalezna osoba. Nawet wdowa po Reaganie szykuje sie
do slubu, albo juz jest po. Przykladow jest mnostwo, w kazdym przedziale
majatkowym. Inna rzecz, ze w Ameryce zawsze w kazdym wieku wypadalo miec
girlfriend, lub boyfrienda. Te slowa oznaczaja od dawna przede wszystkim
kogos z kim sie ma randki ( znaczy sie dejtuje), zupelnie niezaleznie od
wieku. No to single A40+ i wiecej, jesli odpowiada Wam zycie singiel -
wszystko w porzadku, jesli niekoniecznie - to w zwiazku z nowymi trendami
wszystko jest przed Wami. PS a swoja droga wredne to babsko z tej krolowej
E. - zeby nie pojsc na slub syna, ktory wreszcze jest szczesliwy! Bo sie
wstrzasnie posada monarchii.