Dodaj do ulubionych

Rozwod .... i co potem.

23.03.05, 18:44
To co dzieje sie w trakcie rozwodu i po nim miedzy dwojgiem ludzi jest z
grubsza znane , opisane i sfilmowanesmile))
Natomiast mnie interesuje stosunek stron rozwiedzionych do bylych rodzin oraz
wspolnych przyjaciol.
Czy przyjaciele dziela sie na obozy i koleguja sie tylko z jedna strona?
Czy tez mozliwe jest utrzymywanie rownoleglych kontaktow z obojgiem partnerow?
Ostatnio musialam zadzwonic do ex tesciow i z rozpedu powiedzialam do ex
tesciwej per" mamo". Malo sie nie udlawilam , ale czy mam po ponad 20 latach
zaczac mowic "prosze Pani"?
Kran.
Obserwuj wątek
    • maryna04 Re: Rozwod .... i co potem. 23.03.05, 23:45
      To wszystko zalezy od tego jaki byl rozwod, jakie natury maja rozstajacy sie i
      ich rodziny. U Ciebie chyba nie bylo tak zle w trakcie rozwodu skoro
      powiedzialas mamo do ex tesciowej. W "praniu" wyjdzie czy znajomi pozostana w
      zazylych stosunkach z obydwojgiem z osobna, czy beda unikac obydwojga, lub
      przyjaznic sie z jedna strona. Naogol nie mozna wierzyc, ze "ja tam po niczyjej
      stronie nie stoje". Ciesz sie z tego, ze nie rozstalas sie z mezem pokojowo, a
      z czasem bedzie jeszcze bardziej poprawnie. A teraz mysl oczywiscie o
      dzieciach,...ale tez o sobie. Zycie przed Toba.
    • onkwe Re: Rozwod .... i co potem. 24.03.05, 01:01
      > Czy przyjaciele dziela sie na obozy i koleguja sie tylko z jedna strona?

      Tak


      > Czy tez mozliwe jest utrzymywanie rownoleglych kontaktow z obojgiem partnerow?

      Nie
    • gaja_1 Re: Rozwod .... i co potem. 24.03.05, 02:58
      Wprawdzie jeszcze się nie rozwodzilam (ale nigdy nie mów nigdysmile
      ale sadzę, ze Maryna ma rację. To wszystko zalezy od tego
      jaka była przyczyna rozwodu i jak się to potoczylo na sali sądowej.
      Nie moge się jednak zgodzic ze zdaniem Onkwe, ze nie mozna utrzymywac kontaktów
      z obydwojgiem.
      Mamy przyjeciół po rozwodzie i jakoś nie ma problemu ze spotkaniami.
      Fakt, ze nie przychodzą w tym samym czasie, ale nam to nie przeszkadza.
      Dzielimy np. imprezy typu imieniny na kilka razy i wszyscy zdąrzą przyjść.
      Dlatego się smiejemy, że u nas nie tylko życzenia sklada się tydzień przed i
      tydzień po, ale imprezujemy tyle samosmile
      Zresztą taki podział nie występuje tylko z rozwiedzionymi.
      Mamy wsród sąsiadów przyjaciół, którzy nie odzywają się z innymi sąsiadami,
      będacymmi również naszymi dobrymi znajomymi. Z nimi też spotykamy się osobno i
      o dziwo ani jedni ani drudzy nie mają o to pretensjismile)
      Wszsytko mozna zorganizowac pod warunkiem, ze nam zalezy na tych osobach smile)
    • kanoka Re: Rozwod .... i co potem. 24.03.05, 09:04
      Większość par, które znam, rozwiodła się "brzydko", pozostawiając niechęć, żale
      i pretensje - czasem nienawiść i wrogość... Może to już taka "nowa, polska
      tradycja"?
      Dlatego, wśród moich stałych znajomych, pozostali ci pierwotni znajomi -
      przyżenionych/przymężonych=rozwiedzionych - brak
      • mantra1 Re: Rozwod .... i co potem. 24.03.05, 20:02
        Jedynym okresem "burzy i naporu" byl u mnie czas pomiedzy zlozeniem pozwu, a
        rozprawa orzekajaca. Mimo to, w rozmowach z przyjaciolmi oboje zgodnie
        prosilismy, by nie skreslali zadnego z nas i nie wieszalismy na sobie nawzajem
        psow, wychodzac z zalozenia, ze jest to sprawa wylacznie miedzy nami dwojgiem.
        Oczywiscie nie wszyscy znajomi spelnili nasza prosbe, czesc opowiedziala sie
        wyraznie po jednej ze stron, ale byly to przypadki nieliczne. Sam rozwod odbyl
        sie juz spokojnie, prosto z sadu poszlismy na pozegnalna kawe i oboje sie
        poryczelismy. W kocu znamy sie od II klasy szkoly sredniej. Potem byl okres
        spotkan wylacznie dla zalatwienia jakichs formalnosci. Wialo chlodem. Lecz gdy
        znalazlam sie na kolejnym zakrecie zyciowym moj ex pojawil sie obok mnie i ku
        mojemu zdumieniu zachowal sie jak dobry przyjaciel. Powiedzielismy sobie jednak
        jasno, ze o powrocie nie moze juz byc mowy. Stracilam meza, ale za to zyskalam
        dobrego kumpla. Kazde z nas zyje sobie swoim wlasnym zyciem, jednak czesto sie
        spotykamy, urzadzamy sobie maratony filmowe, pomagamy wzajemnie, czy pichcimy
        razem niedzielny obiad. I tak jest ok, chociaz wiem, ze "opinia publiczna"
        czasami upatruje w tej sytuacji jakichs dwuznacznosci, ale mam to w nosie. Z
        tesciami - zero problemu. Ja do swojego tescia juz od wielu lat mowilam "nijak",
        zreszta nie utrzymuje z nim zadnych kontaktow, exio do mojej Mamy nadal mowi
        "mamo', bo jak ma mowic po 30 latach znajomosci i niemal 20 "zieciowania"?
        • ada296 Re: Rozwod .... i co potem. 24.03.05, 22:45
          z byłym się nie zaprzyjaźnię bo on mnie nie lubi
          bo mam za dobrze
          powinnam chodzić blada i nieszczęśliwa
          a mam teraz lepiej niż on
          ale grzeczne rozmowy telefoniczne potrafimy prowadzić
          co do znajomych - większość się podzieliła
          ale to chyba bardziej zagrały układy służbowe niż sympatie
          niektórzy dzielą czas dla niego i dla mnie (np. imieniny - jak poniżej pisała Gaja)

          a generalnie - wolę obcych "byłych" niż swojego smile
        • mniemanolog Re: Rozwod .... i co potem. 24.03.05, 23:04
          zaprzestanie stosunkow sprzyja poprawie stosunkow wink
          • ada296 Re: Rozwod .... i co potem. 24.03.05, 23:10
            czasem tak
            czasem nie
            smile)
            i już smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka