Dodaj do ulubionych

temat matrymonialny

23.04.05, 03:34
Moze to juz pisalam, ale jak ciekawy temat to powtorek nigdy za wiele.
Dzisiaj mialam babska sesje. Moja synowa wspomniala o swojej zydowskiej
przyjaciolce Karen, zreszta mezatce spodziewajacej sie dzidziusia, ktora
ostatnio jej powiedziala: te dziewczyny z Dalekiej Azji zabieraja naszym
dziewczynom mezow. Na to moja synowa odpowiedziala, nie zawezaj sprawy,
niezydowskim Amerykankom tez. Ten, jakze mily babsko-socjologiczny temat
przerabialysmy juz wielokrotnie, wiec podziele sie tutaj nasza wiedza.
Typowa para w NY: na ulicy, w jakis miejscach wycieczkowych,
restauracjach, na wystawach, wystepach - to Amerykanin kolo 50-tki na
codzien na pewno "bialy kolnierzyk", lub inaczej mowiac "profesional"
(zapewne - po przejsciach - z alimentowanymi dziecmi) i Azjatka z Dalekiego
Wschodu - Filipinka, Koreanka, Japonka, Chinka..... w wieku na oko 10 lat
mlodszym (czasem jest to mylne - kobiety stamtad bardzo mlodo wygladaja).
Zjawisko preferowania przez panow tej grupy etnicznej jest znane wszedzie,
nas zastanawia zawsze skad sie to bierze. Na podstawie licznych
udokumentowanych przykladow juz wiadomo; z roznic kulturowych. Amerykanki
jako zony, w zwiazku z uzyskanym dosyc duzym rownouprawnieniem sa okropne.
Nie tylko po pracy czesto nie gotuja obiadow, ale maja swoje wyjscia i zadaja
rownego zajmowania sie dziecmi.... moglabym wymieniac wiele. Do tego
dochodzi stare jak swiat - moja rodzine masz szanowac. No i dochodzi do
rozwodu. Pan, jako posiadacz ulomnego chromosonu Y potrzebuje partnerki, zeby
jakos funkcjonowac i w biurze spotyka wolna, mlodo wygladajaca, profesional,
bez przesadow Azjatke ( na dodatek z intrygujaca uroda). Zwiazek gotowy. One,
wychowane w innej kulturze, nie zadaja wiele, sa wyempacynowane, successful
i....zimne, trudno to nazwac - wyrachowane. One inaczej niz my, w kulturze
zachodniej, widza zwiazek z mezczyzna, nie oczekuja po nim tzw. szczescia.
Ich oczekiwania sa niewielkie.
Posluze sie tu przykladami Lanel, o ktorej juz wspominalam, ma meza od
dwunastu lat Zyda (obydwoje drugie zwiazki), Ron dzwoni do niej 7 x
dziennie, teraz Lanel wydaje swojego syna na Filipinach (bo panienka jest
z ojczystego kraju) i Ron powiedzial, ze nie pojedzie, bo to za dluga podroz
samolotem. Ona sie tylko smieje, pojedzie sama. Szwagier Lanel jest attache
Filipin w Rzymie - Lanel prosi Rona juz trzeci rok, zeby pojechali - nie
tylko, ze nie pojedzie (ile razy mozna jezdzic do Rzymu), ale jej tez nie
pozwala, bo jest okropnie zazdrosny. Itd..itd..a w sumie...sa bardzo dobrym
malzenstwem. Wyobrazacie sobie w takiej sytuacji Polke? Na wesele mojego syna
nie pojedziesz?
Przyjaciolka mojej synowej - tez Filipinka Judith, w dwa miesiace po slubie
jej maz nie poszedl na Boze Narodzenie do jej rodziny (on nie ma bliskiej
rodziny), bo mu sie nie chcialo. Ona na to - slusznie, a co on by tam z nami
robil? Nie bede zanudzac, ale przykladow znam wiecej. Malzenstwa odwrotne -
Azjata z Amerykanka sa wielka rzadkoscia. Co on by z taka demending
dziewczyna robil. Jak na tym tle wygladaja Polki? A bardzo dobrze, sa
troskliwe, cieple, pracowite, ladne ( i wiele innych cech) i tez Amerykanie
chetnie sie z nimim zenia, ale wcale nie jestem przekonana, ze Polki tak na
nich leca. Nie szkodzi, ze obydwie strony sa biale - roznice kulturowe sa
ogromne.
Obserwuj wątek
    • warum Re: temat matrymonialny 23.04.05, 07:26
      Swietny temat Marynosmile
      Co prawda nie wiem co "one" w "nich widza" ale w odwrotna strone z opowiesci
      znajomego "posiadacza" zony-azjatki- wynika ,ze najbardziej ujmajaca byla -
      ULEGLOSC. Taka we wszystkimsmilezeby mezczyznie bylo po prostu dobrze.
      A jako polowiczna rewolucjonistka uwazam,ze roznice kulturowe moga byc
      przeszkoda, ale czynnikim zespalajacym jest zwykle dopasowanie - i podaz-popytsmile
      Wiec zycze kazdemu,zeby cieszyl sie swoim szczesciem, a jak go nie ma - szukal
      do skutku/ i niekoniecznie az w Azjismile/. Ale "naginanie sie" w celu szybszego
      zdobycia najczesciej msci sie wlasnym rozczarowaniem i zubozeniem stanu
      posiadania .
      Pozdrawiam zrywno-sobotnio i zycze wszystkim tylko slonca za oknemsmile
    • kanoka Re: temat matrymonialny 23.04.05, 08:57
      Ciekawe jest to, co piszecie. Ja niestety, nic w powyższym temacie nie mam do
      powiedzenia - ale chętnie poczytam. Żyję na codzień w środowisku zdecydowanie
      jednolitym kulturowo i etnicznie i takie problemy znam tylko z publikatorów, nie
      z obserwacji własnych.
      Witaj, Warumsmile)
      • onkwe Re: temat matrymonialny 23.04.05, 17:31
        Ciekawe, ale rowniez podane, jak to juz gdzies wczesniej zauwazyl PP,
        subiektywnie. W zadnym razie obraz malzenstw mieszanych w Stanach nie jest az
        tak drastyczny, przynajmniej jesli chodzi o malzenstwa azjatycko-amerykanskie,
        by posac "typowa para w NY". ( z ogory odparowywuje zarzuty, jakoby moje
        kanadyjskie miejsce pobytu nie pozwalalo mi na wlasciwa ocene zjawiska - onkwe
        mieszkalo w Stanach, posiada tam rowniez wielu znajomych, roznych narodowosci,
        roznych wyznan i o roznym statusie,w tym takze w NY i z nimi konsultuje sie
        dosc czesto )

        W poscie Maryny az roi sie od stereotypow ( Polki sa takie to a takie, Azjatki
        takie, Amerykanki zas ....etc.... ) i dosc tradycyjnego podejscia do tematu.
        Byc moze wynika to ze srodowiska w jakim sie obraca, byc moze nie zetknela sie
        jeszcze z innymi "przypadkami". Doprawdy nie wiem i nie musze wiedziec, ale
        wypada zaznaczyc ze jest to niekoniecznie widzenie dosc jednostronne, tyle ze z
        tendencja do uogolnien. Gdyby mnie przyszlo oceniac amerykanskie ( nie
        kanadyjskie! ) trendy malzenskie i tendencje na podstawie wylacznie
        analizowania osob mi znanych, rezultaty bylyby "protiwpolozne" i dosc
        szokujace, a znacznie odbiegajace od wnioskow Maryny.

        Co wcale nie znaczy, ze tak jest w calych Stanach, we szystkich warstach
        spolecznych, prawda? Sa to nasze osobiste spostrzezenia, odczucia i refleksje,
        z tym tylko iz moga, przyznaje, wprowadzic one w blad rodakow zza kaluzy dajac
        im nieco mylny obraz "przecietnego" Amerykanina. Nie zapominajmy, USA ( i
        Kanada ) to tygiel narodowosciowy i kulturowy, takze rozlozony nieco dziwnie
        geograficznie. Co daje sie zaobserwowac w NY, niekoniecznie dostrzezemy w
        Teksasie lub Utah ( to bardzo ciekawy Stan, ze wzgledu na Mormonow hociazby)..i
        na odwrot.

        Ale zeby bylo na temat. Nie sposob zauwazyc, ze choc glosi sie i walczy w tym
        kraju od lat o zniesienie wszelkich barier "rasowych" czy uprzedzen
        kulturowych, w praniu wyglada to nieciekawie. Ot, chocby na przykladzie
        malzenstw mieszanych. Statystycznie rzecz biorac ( i tu racje przyznaje
        Marynie ) o wiele powszechniejsze jest laczenie sie mezczyzn "rasy kaukaskiej"
        z kobietami "egzotycznymi" ( zauwazcie cudzyslowy ) lub inaczej ciemnoskorymi,
        a nie odwrotnie. Jak czesto widzi sie na ulicach pare w ktorej on jest "ciemny"
        a ona "jasna" ??? Przypomnijcie sobie tez filmy amerykanskie, w ktorych
        wystepuja aktorzy "kolorowi". Czy mozecie podac wiele przykladow, gdzie "biala"
        cizia zakochuje sie w "Murzynie" i wszystko konczy sie happy endem ? No wlasnie.
        Wnioski ? ..wink))

        ( Na marginesie - w Kanadzie sprawy maja sie ciut inaczej )

        A teraz ide doksztalcic sie z Turcji i EU, bo Ormian mam juz w tym no... w
        malym palicu ..wink))
        • onkwe Re: temat matrymonialny 23.04.05, 17:35
          ..bosze... tak to jest, kiedy sie onkwe spieszy.... byki zaczynaja po
          klawiaturze latac, niczym komary nad Wigrami... wink
          ..ale nie chce mi sie korygowac, szkoda slonca ..wink)))
          • maryna04 Re: temat matrymonialny 23.04.05, 18:49
            "Typowa para", juz po napisaniu zauwazylam ten wprowadzajacy w blad zwrot,
            przeciez nikt nie ma watpliwosci, ze typowa para zarowno w NY jak i tym
            bardziej w calej Ameryce to malzenstwa w ramach jednej rasy. Chodzilo mi o to,
            ze bardzo duzo jest takich par (jesli juz para jest mieszana) w miescie NY. Tak
            se mysle, ze chciales sie czepic. OK.
            Mysle, ze rowniez Twoje wypowiedzi Onkwe sa subiektywne i czasem z bledami -
            do tego upowaznia forum (dlaczego piszesz nie bezposrednio do mnie tylko w
            osobie trzeciej zamiast Maryno - Maryna, skoro caly post to polemika ze mna?)
            Akurat w tym temacie moje i nie tylko moje obserwcje nie sa tak falszywe jak
            sugerujesz. Poczytaj ksiazki obyczajowe z dalekiego wschodu, przebija z nich
            zupelnie inna niz nasza mentalnosc - wlasnie taka, o jakiej wspominam. Mozna
            znizyc sie do takiej literatury, nie tylko opracowania naukowe, ktore moga byc
            z gruntu falszywe sa zrodlem informacji o spoleczenstwie.
            PS. Za 10 dni jade mily Onkwe po raz czwarty na wycieczke do Ameryki
            Poludniowej. Zafascynowal mnie ten obszar na kuli ziemskiej, w tym tez
            relacje z Indianami. Pamietam, z poprzedniego forum, ze znasz doskonale temat,
            zwlaszcza jesli chodzi o Indian z Ameryki Polnocnej. Myslalam, ze po powrocie
            podziele sie swoimi wrazeniami z podrozy na tym forum. Teraz juz wiem, ze sie
            nie podziele, przeciez nie tyle sprostujesz, poszerzysz moje ewentualna
            relacje, ale wytniesz mi z satysfakcja kazde slowo uznajac je za subiektywne,
            wynikajace z braku wiedzy, srodowiska.
            Z powazaniem Maryna - milosniczka wycieczek do Ameryki Poludniowej
            • kanoka Re: temat matrymonialny 23.04.05, 18:57
              Maryno, proszę pisz.
              Ja z pewnością nigdy tam nie pojadę(mój syn tam był, ale służbowo - to całkiem
              co innego, no i inny sposob widzenia świata, nie 40+), a chętnie czegoś się
              dowiem i...pewnie nie ja jednasmile)
              A teraz wybywam - niezapowiedziana wizyta rodziny
              Pozdrawiam z nadzieją na ciekawą lekturę
              knk
            • maryna04 Re: temat matrymonialny 23.04.05, 19:10
              Onkwe -Polowaniem na mnie chcesz popsuc mi nastroj, a psujesz atmosfere na
              forum. Nawet tak niewinny temacik jak malzenstwa z Azjatkami, taka sobie
              ciekawosta obyczajowa byla okazja do tego. Zepsulismy zabawe innym, bo nikt
              nie lubi czytac takich przepychanek, ja teraz tez pisze zamiast zignorowac.
              Zebysmy byli nie wiem jak dyskretni na forum, a jak wiem z Twojej odpowiedzi w
              innym watku jestes tego zwolennikiem bardzo duzo mozna o kims powiedziec na
              podstawie formy wypowiedzi. Nie zmienisz sie ty, nie zmienie sie ja, na pewno
              nie zostane forumowym mysliwym.
              • onkwe Re: temat matrymonialny 23.04.05, 19:59
                Moj ponizszy post napisany byl przed ostatnia wypowiedzia Maryny, w
                ktorej "oskarza" mnie o "myslistwo" i forumowe przesladowanie... Coz,
                zastanawia mnie...a zreszta, co nie powiem, i tak bedzie na mnie....

                Wredna i nedzna kreatura ze mnie i tyle, psujaca atmosfere, przepychajaca sie,
                czepiajaca...brrrr

                Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina....wink)

                To ja juz sobie pojde.

                -----------------------------------------------------

                maryna04 napisała:

                > "Typowa para", juz po napisaniu zauwazylam ten wprowadzajacy w blad zwrot,
                > przeciez nikt nie ma watpliwosci, ze typowa para zarowno w NY jak i tym
                > bardziej w calej Ameryce to malzenstwa w ramach jednej rasy.

                Wybacz, jesli moja wrodzona "tempota" nie wylapala. Jestem widac nadal w
                stadium rozwojowym, ale naprawde cwicze usilnie wychwytywanie tego "co autor
                mial na mysli". Postaram sie byc bardziej wyczulone na tego
                rodzaju "blady" ..wink)

                Chodzilo mi o to,
                > ze bardzo duzo jest takich par (jesli juz para jest mieszana) w miescie NY.
                Tak
                >
                > se mysle, ze chciales sie czepic. OK.


                > Mysle, ze rowniez Twoje wypowiedzi Onkwe sa subiektywne i czasem z bledami -
                > do tego upowaznia forum (dlaczego piszesz nie bezposrednio do mnie tylko w
                > osobie trzeciej zamiast Maryno - Maryna, skoro caly post to polemika ze mna?)

                Nie z Toba, a z Twoimi pogladami. Nie podchodze, tak jak Ty, do dyskusji
                personalnie, wbrew Twoim sugestiom i ciaglemu wypominaniu mi "czepiania sie
                Ciebie". "Czepiam sie" nie tyle osoby, ile wypowiedzi. Nie interesuje mnie
                Twoje zycie osobiste, nie zywie do Ciebie jakichs specjalnych animozji czy
                sympatii, podobnie jak nie mam na forum zadnych emocjonalnych zwiazkow z innymi
                postaciami wirtualnymi. Staram sie oceniac nie osobe zywa, bo nie znamy sie
                realnie, a jedynie to co piszecie..i to bez wzgledu na to czy pisze to nick
                Maryna.
                Ty z kolei, mam wrazenie, zbyt emocjonalnie i personalnie odnosisz sie do moich
                postow doszukujac sie w nich czepiania i walenia . Sama zalecajac mi niedawno
                luz, calkowicie sie usztywniasz i jezysz na widok moejgo nicka, doprowadzajac
                mnie tym do czarnej rozpaczy ..wink)
                Masz zupelna racje. Moje wypowiedzi, jak kazdego tu uczestnika forum ( takze
                Twoje ), sa subiektywne..jedne bardziej, inne mniej, ale nie da sie calkowicie
                obiektywnie pisac o swiecie, zjawiskach, sytuacjach....Bo co to w ogole jest
                obiektywizm, tak na dobra sprawe ? Nie wypominam tego jako
                naganne "zachowania"...ale inna sprawa iz odnosze wrazenie, ze Ty to tak
                wlasnie odbierasz.
                Nie zaprzeczam i nigdy nie pisze, ze jestem perfekt, ze nie popelniam pomylek.
                Wrecz przeciwnie. Najbardziej cenie sobie u ludzi umiejetnosc przyznania sie do
                bledu.

                A wiec ...mea culpa....wink))




                > Akurat w tym temacie moje i nie tylko moje obserwcje nie sa tak falszywe jak
                > sugerujesz. Poczytaj ksiazki obyczajowe z dalekiego wschodu, przebija z nich
                > zupelnie inna niz nasza mentalnosc - wlasnie taka, o jakiej wspominam.

                Poczytam, poczytam, obiecuje...Podciagne sie, a jakze, z wiedzy o Dalekim
                Wschodzie, bo moja ogranicza sie tylko do filmu "Samuraj"..wink)

                Mozna
                > znizyc sie do takiej literatury, nie tylko opracowania naukowe, ktore moga
                byc
                > z gruntu falszywe sa zrodlem informacji o spoleczenstwie.

                Masz racje, opracowania naukowe, pisane czesto przez fachowcow mieszkajacych
                lub zyjacych w spoleczenstwach ktore badaja, moga byc delikatnie mowiac "do
                doopy", bez pokrycia i bez zwiazku z rzeczywistoscia w ktorej sie obracaja,
                natomiast ksiazki typu "Far Pavillions" pisane przez niepoprawne
                romantyczki, moga byc z kolei swietnym odbiciem owej rzeczywistosci ..wink)
                Coz, przyznaje, cenie sobie autorow takich jak np Buck , Tanizaki, Miyazawa,
                Chang ( ups...zapominam sie, wszak ja nie mam pojecia o literaturze Dalekiego
                Wschodu ), natomiast, wybacz, nie moge przekonac sie jakos do roznych
                sensacyjnych "wspominkow z podrozy" , ktorych pelno na ksiegarskich polkach (
                prosze, nie odnos tej uwagi do obiecywanych wlasnych relacji ! ). Ale to tylko
                moja skromna, bardzo subiektywna, opinia ..wink)

                > PS. Za 10 dni jade mily Onkwe po raz czwarty na wycieczke do Ameryki
                > Poludniowej. Zafascynowal mnie ten obszar na kuli ziemskiej, w tym tez
                > relacje z Indianami. Pamietam, z poprzedniego forum, ze znasz doskonale temat,
                >
                > zwlaszcza jesli chodzi o Indian z Ameryki Polnocnej.

                "Znam", nie tylko Indian i nie tylko Ameryki Polnocnej...ale czy "doskonale" ,
                mysle ze watpie ..wink)


                Myslalam, ze po powrocie
                > podziele sie swoimi wrazeniami z podrozy na tym forum. Teraz juz wiem, ze sie
                > nie podziele, przeciez nie tyle sprostujesz, poszerzysz moje ewentualna
                > relacje, ale wytniesz mi z satysfakcja kazde slowo uznajac je za subiektywne,
                >
                > wynikajace z braku wiedzy, srodowiska.
                > Z powazaniem Maryna - milosniczka wycieczek do Ameryki Poludniowej

                Jesli moja skromna osoba ( wirtualne onkwe ) ma stac na przeszkodzie Twego
                dzielenia sie z pozostalymi uczestnikami forum wspomnieniami z fascynujacych
                podrozy, soleenie obiecuje japy nie otworzyc w przyszlosci na widok Twojego
                nicka piszacego o Ameryce Pld..i to zarowno bezposrednio, jak i w "trzeciej
                osobie"....
                Jej bohu,... czy mam przysiegac na glowy niewinnych dziatek ..? wink))

                ----------------

                Ament
                • wedrowiec2 Panie, Panowie, Różnopłciowcy 23.04.05, 20:25
                  Każdy związek małżeński jest tyglem, w którym żyją różne osoby, wychowane w
                  różnych domach, mające różne wzory zachowań, różne zapatrywanie na świat. Jak w
                  każdym tyglu, tak i w tym, zachodzą różnorodne procesy, najczęściej wybuchowe,
                  wytwarzające jady, toksyny i żrące wyziewy. Nikt obcy nie jest w stanie ocenic,
                  co naprawdę w nim dzieje się.
                  Trudno jest to oceniać osobom postronnym, trudno jest spierać się o sprawy,
                  których sedna nie znamy.
                  Drogie Panie, Liebe Damen, Dear Ladies. Zgodnie ze starą tradycją tamtejszych
                  autochtonów, a Waszych obecnych współobywateli:
                  Wypalcie fajkę pokoju!
                  • jan.kran Re: Panie, Panowie, Różnopłciowcy 23.04.05, 21:06
                    Maryna Czwarta i Onkwe smile) Podajcie sobie ladnie rece, pocalujcie wirtualnie i te fajke mozecie tez wypalicsmile))

                    Dobrze wiem jak to jest jak czlowieka emocje wirtualne poniosa.Mnie poniosly nie raz ale coraz bardziej staram sie opanowywac.
                    Mila tu atmosfera, ciekawe tematy...niech tak zostaniesmile))
                    Kran.
                    • mantra1 Re: Panie, Panowie, Różnopłciowcy 23.04.05, 23:21
                      Nie bede sie tu wymadrzac na temat motywacji Amerykanow, czy Kanadyjczykow przy
                      wyborze azjatyckich zon, bo raz, ze nie znam ani jednej takiej pary, a dwa
                      specjalnie mi ten problem snu z powiek nie spedza.
                      Ale skoro temat z zalozenia jest "matrymonialny", to pozwole go sobie rozciagnac
                      i na nasze podworko. Sugerujesz, Maryno, ze tym, co najbardziej pociaga
                      Amerykanow w Azjatkach jest ich uleglosc i to, ze "One,
                      wychowane w innej kulturze, nie zadaja wiele, sa wyempacynowane, successful
                      i....zimne, trudno to nazwac - wyrachowane. One inaczej niz my, w kulturze
                      zachodniej, widza zwiazek z mezczyzna, nie oczekuja po nim tzw. szczescia.
                      Ich oczekiwania sa niewielkie."
                      Tyle Azjatki. A my? Polki, wychowane, chociaz niekoniecznie zyjace dzis w tej
                      samej kulturze? Czy aby na pewno jestesmy takie, jak nas widza (czy chca
                      widziec) cudzoziemcy, wybierajacy nas na swoje zony? Czy to, ze jestesmy "
                      troskliwe, cieple, pracowite (...)( i wiele innych cech)" to dar natury, czy
                      tez, cos, do czego sie zmuszamy. A jesli sie zmuszamy, to w imie czego i jakim
                      kosztem? Czy kobieta powinna byc ulegla, czy raczej miec wlasne zdanie i bronic
                      go? - tu juz pytanie do Panow. Wolicie, kiedy udaje, ze sie z Wami zgadza dla
                      swietego spokoju, czy kiedy mowi otwarcie, ze sie nie zgadza. Czy moze uwazacie,
                      ze zawsze sie zgadza i ulega dlatego, ze po prostu jest kobieta i ma to
                      zakodowane w genach tak, jak siusianie na siedzaco?
                      A moze to wszystko nie jest tak, jak tu zostalo napisane?
                      • warum Re: Panie, Panowie, Różnopłciowcy 23.04.05, 23:57
                        "Czy to, ze jestesmy " troskliwe, cieple, pracowite (...)( i wiele innych
                        cech)" to dar natury, czy tez, cos, do czego sie zmuszamy. A jesli sie
                        zmuszamy, to w imie czego i jakim kosztem? Czy kobieta powinna byc ulegla, czy
                        raczej miec wlasne zdanie i bronic..." napisala Mantra.
                        Mysle,ze jedno i drugie. Jestesmy "uniwersalne" i mamy dar "dopasowywania" sie
                        do... ,w zaleznosci od potrzeby lub chceci. A jesli tego daru nie mamy? to
                        zyjemy same. I tez jest dobrze, tylko czym innym sie zachwycamy.

                        A tu podzial prac wg polskich kobiet/ jak widac im zwyklejsze/codzienne- tym
                        wiekszy udzial pan, a w niecodziennych- wykazuja sie panowie/
                        kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53581,2665222.html
                        Moze w innych/ czyt. zachodnich/ krajach robia to krasnoludki,automaty itp ., a
                        nie zony i stad ten zachwyt nad Polkami? Bo 3 w 1 / matka i zona i kochanka-za
                        1 pieniadze- toz to naprawde cud ekonomiczny,a Polacy slyna z zaradnoscismile
                        • onkwe Re: Panie, Panowie, Różnopłciowcy 24.04.05, 00:20
                          >Maryna Czwarta i Onkwe smile) Podajcie sobie ladnie rece, pocalujcie wirtualnie
                          i te fajke mozecie tez wypalicsmile))

                          >Drogie Panie, Liebe Damen, Dear Ladies. Zgodnie ze starą tradycją tamtejszych
                          >autochtonów, a Waszych obecnych współobywateli:
                          >Wypalcie fajkę pokoju!

                          --------------------------

                          Mam wrazenie, ze doszlo do pewnego nieporozumienia.
                          Moze wiec raz jeszcze, podsumywujaco wyjasnie, zeby wiecej juz tego jeza nie
                          walkowac wkolkomacieju...wink)

                          Credo:

                          Nie czuje urazy do nikogo, nie obrazono mnie, nie mam zadnych pretensji o nic,
                          z nikim nie walcze na plaszczyznie personalnej.
                          Wszelkie polemiki na forum odbieram jako wymiane pogladow, opinii,
                          niekoniecznie zgodnych z moimi, a wiec mnie dajacych otwarta droge i prawo do
                          kontrargumentacji, ba, nawet przekomarzania. Mam taki a nie inny styl pisania i
                          nie zamierzam go zmieniac.
                          Staram sie zachowac neutralnosc i nikogo w mych postach nie wyrozniac w zaden
                          sposob. Jesli ktos czuje sie "osaczony", badz "przesladowany", wynika to
                          jedynie z chwilowego "sprzezenia zwrotnego", a wiec pisania postow o podobnych
                          porach, badz pisania ich w tematach, ktore mnie w rownym stopniu jak
                          osobe "pokrzywdzona", interesuja. Jesli moje wypowiedzi zostaja odebrane
                          jako "polowanie", nie mam niestety mozliwosci zmiany postrzegania tego faktu,
                          jest on bowiem calkowicie subiektywny..wink)) Oswiadczam jednakowoz oficjalnie
                          wszem i wobec, jest to calkowicie niezamierzone, spontaniczne dzialanie,
                          absolutnie bez zadnych podtekstow i checi "dowalania", aczkolwiek, przyznaje
                          bez bicia, dzika radosc sprawia mi pisanie i wyrazanie wlasnych opinii, gdy nie
                          sa one calkiem po linii oponenta, ot tak, by sprowokowac do wymiany mysli ,
                          faktow i pobudzic (obudzic takze ) szare komorki ..wink))

                          Onkwe tak juz ma, ze nie lubi kompromisow, wygodnictwa. Ceni sobie
                          specyficzne, "yntelektualne" poczucie humoru, konstruktywna ironie,
                          baaa ..nawet pikantna zlosliwosc pod adresem swego nicka, o ile nawiazuje ona
                          do poruszanego tematu, nie "realnej" osoby. Przasne i z grubej rury docinki na
                          plaszczyznie personalnej spotykaja sie na ogol ze wzruszeniem ramionami,
                          poblazliwym usmiechem i ignorowaniem. Jestesmy tylko ludzmi, czy to w
                          wirtuoalndii czy w zyciu realnym i czesto emocje biora gore nad rozsadkiem.

                          Odbieram i akceptuje innych forumowiczow z calym ich bagazem plusow i minusow
                          z wadami, zaletami i nieprzemyslanymi nieraz postami. Mnie tez sie to zdarza,
                          ot chocby teraz.. wink))

                          Lubie tez istoty myslace kategoriami nieszablonowymi, bez klapek na oczach, z
                          dystansem do otaczajacego swiata i luzem, potrafiace smiac sie same z siebie,
                          bez wzgledu na plec, pochodzenie, miejsce zamieszkania, wyznanie,
                          rase..."mieszalnosc zwiazkowa" etc( bo i niby na jakiej podstawie mamy prawo tu
                          kogos "realnie", a publicznie oceniac i podsumowywac ? )
                          Bez sensu jest wedlug mnie ciagle potakiwanie, przytakiwanie, glaskanie,
                          komplementowanie wzajemne, badz rozmowy "bezpieczne" na tematy "niekonflikowe",
                          nie wzbogacajace nas, nie wymagajace myslenia, uruchomienia naszych zasobow
                          intelektualnych. Jestem przeciwnikiem takich konwersacji, co nie znaczy, ze
                          zamierzam ich zabronic innym, bronbosze!
                          Kazdemu wedle potrzeb ! smile))
                          Powtarzam wiec, tolerancja, tolerancja i jeszcze raz w morde ! wink)))

                          A powaznie, na zakonczenie tego magla. Przywolywanie mnie i Maryny na dywanik,
                          zachecanie do podawania raczek czy wypalenia fajki, uwazam osobiscie za nieco
                          nie na miejscu, niepowazny apel, aczkolwiek intencje jak najbardziej
                          szlachetne, z calym szacunkiem dla nawolujacych.
                          Tu nie przedszkole i nie wojna, ani ja nie zamierzam stac sie nagle
                          cacy, "uczesane z przedzialkiem" onkwe. wink) Nie ma potrzeby zakopywac topor
                          wojenny, ktorego nie wykopano ( przynajmniej z mojej strony ), lub jesli
                          klotnia nie miala miejsca, a taki jest podlug onkowego poczucia "stan na dzien
                          dzisiejszy". Co mialo miejsce? Ano, mialo miejsce wymienianie sie zdaniami i
                          zajmowanie roznych stanowisk w tej samej sprawie. A ze przy okazji sie
                          przekomarzac zachcialo, zaiskrzylo, zabulgotalo, co druga, nieco wrazliwa
                          strona odebrala jako atak? Ce la vie. Przezylismy nie takie nieporozumienia
                          wirtualne, przezyjemy i to.... smile))

                          Pozdrawiam wsiech, bez wzgledu na plec, uleglosc, czy "zamieszanie
                          malzenskie"..wink)

                          ----------------

                          Na temat mieszanych, miedzykulturowych i "miedzyrasowych" zwiazkow nie bede sie
                          juz moze wypowiadac, zdajac sobie sprawe ze zbyt bezposredniego, osobistego i
                          emocjonalnego zaangazowania w temacie. Glebsze wynurzenia moglyby wplynac
                          negatywnie na onkwowy wirtualny "image", powodujac powszechna
                          niestrawnosc ....wink))
                          • maryna04 Re: Panie, Panowie, Różnopłciowcy 24.04.05, 01:32
                            Moja "rowerowa" kolezanka mowi: kobieta tak niewiele chce, tylko zeby ja
                            troche uszanowal, a potem to ona juz wszystko zrobi. Nie zawsze tak jest, ale
                            cos w tym jest, kobiety bardziej szukaja swietego spokoju. (Warum - to wlasnie
                            w imie tego niektore sie zmuszaja do uleglosci) Co do statystyki, podano tam,
                            ze 3 procent kobiet para sie w domu hydraulika, nie podano w ilu % wzywa sie
                            fachowca, i kto go wzywa. Nie podano tam tez ile czasu zajmuje partnerowi,
                            mezowi azeby zabral sie za jakas czynnosc, o ktora prosi partnerka. Najkrocej
                            to trwa zapewne w okresie pierwszego oczarowania. Trwale zwiazki miedzy
                            partnerami obu plci nigdy nie zagina, ale w miare emancypowania sie kobiet
                            wiele z nich, zwlaszcza tych po pierwszych nieudanych zwiazkach jest ostrozna.
                            Co na ktorej szali przewazy. Jako osoba z dlugoletnim doswiadczeniem w
                            samotnosci, a takze o wiele dluzszym doswiadczeniem w stalym udanym zwiazku
                            uwazam, ze obie formy, zwlaszcza w XXI wieku sa do przyjecia. Jeden za cene
                            licznych kompromisow woli miec partnera pod jednym dachem, drugi uwaza, ze
                            niazaleznosc jest wiecej warta. Wazne jest zaangazowanie sie w zycie, nasze
                            zycie.
                          • warum Re: Panie, Panowie, Różnopłciowcy 24.04.05, 09:33
                            Onkwe..ales sie rozpisaaalsmilea po temacie - tylko przesliznalessad Napisz o
                            wlasnych spostrzezaniach , a o wlasny image sie nie martw. Cala uroda zycia w
                            roznorodnosci, a glaskac bedziemy tylko w nagrodesmile)...chyba zaczynam przeczyc
                            sobie.
                            Na temat "znajomosci hydrauliki"/ itp talentow/ jako podstawowej zalety
                            mezczyzn nie bede pisac - bo z moich obserwacji- im prostsza robota tym wiecej
                            panom zajmuje czasu jej rozpoczecie, a na dodatek wymaga dorobienia calej
                            ideologii jaka jest skomplikowana. Ale mnie zaintrygowalo cos innego.
                            Określenie - „panowania” w związku. Panie ponoc wyrażają to wlasnie w
                            zagarnieciu calej puli prac domowych/ smile)chichot z samej siebie/ a panowie
                            w „zarabianiu na dom”/ chichot z "panow"smile/. Bo zwiazek to nie tylko
                            milosc/uczucie /choc gdy ona jest to bardzo wszystko ulatwia/ ale seks i
                            jednakowe/zblizone priorytety w zyciu. A chyba to ostatnie mimowolnie wynosimy
                            z domu. Wiec te roznice miedzy K i M wynikaja z cech osobniczych, wychowania i
                            idealow, a na ile mozna "dopracowac" sam uklad miedzy dwojgiem ludzi to juz
                            tylko zalezy od tego czy wiecej jest + czy - przebywania razem. Pozdrawiam ze
                            slonecznego wschodu. Wiosna!
                            • kanoka Re: Panie, Panowie, Różnopłciowcy 24.04.05, 10:35
                              A ja, nawiązując do Twoich wypowiedzi, Warum , "Wysokich obcasów"i trochę
                              skręcajac watek matrymonialny, chociaż nadal o kobietach - "mistrzyniach adaptacji".
                              Na biologii mnie uczono, że nadmierna adaptacja niszczy gatunki.
                              Jak widać, czasem też i kobietę.....

                              Przeczytałam ciekawy artykuł w „Wysokich obcasach”.O kobietach - alkoholiczkach,
                              ale chyba nie tylko o nich .Wklejam obszerne fragmenty. Czy rzeczywiście takie
                              jesteśmy, tonące wskutek perfekcyjnej adaptacji?
                              Dobrze że jestem feministką, co wg autorki artykułu, oznacza mniejsze zdolności
                              adaptacyjnewink= większe szanse na przezycie?
                              kobieta.gazeta.pl/wysokie_obcasy/1,53664,2580619.html
                              Obszerne cytaty:
                              "......często przypomina mi się historia o żabach, którą w dzieciństwie
                              opowiedziała mi moja matka, biolog. Otóż gdy żaby włożymy do płytkiego zbiornika
                              z zimną wodą, a następnie zaczniemy tę wodę bardzo powoli podgrzewać,
                              doprowadzając ją stopniowo do wrzenia, to one nie zauważą, że woda staje się
                              coraz gorętsza i gorętsza. W końcu toną wszystkie ugotowane we wrzątku.
                              Co takiego z nami jest, że tak często potulnie i biernie, nie próbując ucieczki,
                              czekamy, aż utoniemy? Gdzie podziewa się wtedy nasza osławiona intuicja? Chyba
                              wiem: kobiety przyzwyczajają się, są mistrzyniami adaptacji. Wiele znanych mi
                              historii, między innymi moich pacjentek alkoholiczek, dowodzi, że kobiety
                              potrafią przyzwyczaić się do najgorszych sytuacji. Owszem, płacą za to wysoką
                              cenę - niekiedy właśnie uzależnieniem, innymi chronicznymi chorobami, nerwicą,
                              depresją, beznadziejnym i jałowym życiem. Rzadko które jednak "wyskakują" w porę
                              z zagrażającego zdrowiu i życiu środowiska......
                              .... Na trudną dolę lub nawet na powszednie frustracje wszyscy ludzie reagują
                              niegodzeniem się. Przybiera ono jednak różne postaci. Mężczyźni mają większą
                              łatwość w wybuchaniu gniewem, kobietom zaś łatwiej przychodzi jego tłumienie. Za
                              to z zapamiętaniem, by nie powiedzieć: z lubością, zmieniają swą złość w
                              użalanie się nad sobą. Zamiast obracać złość przeciwko sprawcom przykrości,
                              skierowują ją przeciw sobie......
                              .... Na ogół kobiety doskonale potrafią sprostać różnorodnym obowiązkom: córki,
                              żony, matki, synowej, gospodyni, dekoratorki wnętrz, sprzątaczki, kucharki,
                              nauczycielki, korepetytorki, pielęgniarki, nawet lekarza domowego. We
                              współczesnej dobie wiele przykładów dowodzi też, że nie najgorzej potrafią
                              łączyć powyższą listę z obowiązkami zawodowymi w niemal dowolnej dziedzinie.
                              Kobiety wcale nie chcą się tych ról wyrzec. One chcą za ich wypełnianie - nie
                              inaczej niż mężczyźni za wypełnianie swoich obowiązków - uzyskiwać potwierdzenie
                              wartości, respekt, uznanie, docenienie....
                              Feministki dobrze myślą, domagając się dzielenia obowiązków z mężczyznami.
                              Przeczuwają, że tą drogą łatwiej im będzie doczekać się owego "dziękuję".
                              Mężczyzna, który umyje okna albo przez tydzień będzie gotował kolację, z całą
                              pewnością uzna, że za coś takiego należy mu się przynajmniej "dziękuję". Może
                              wtedy dotrze do niego, że dokładnie takie samo słowo należy się żonie i
                              wszystko, co z tym "dziękuję" się wiąże: szacunek, wdzięczność, no i oczywiście
                              wynagrodzenie materialne, co się powinno samo przez się rozumieć, choć nie jest
                              tak zawsze. O to właśnie chodzi kobietom......"
                              • warum Re: Panie, Panowie, Różnopłciowcy 24.04.05, 12:41
                                Skoro ustlilismy,ze w wiekszosci mimo roznych doswiadczen mamy poglady
                                zblizone, to jako uzupelnienie / do tych wszystkich przytoczonych argumentow/
                                dodam,ze moim zdaniem sztywny podzial obowiazkow domowych fifty -fifty oprocz
                                wymiernych korzysci np. czasowych ma pewna istotna wade. Np w zwiazku 2 ludzi/
                                a w rodzinie gdzie sa dzieci tym bardziej/ jesli komus wypadalby dluzsza
                                delegacja to np. smieci wypelzlyby na pokoje, a nieugotowany przez kogos obiad
                                nie tylko spowodowalby glod o okreslonej porze u oczekujacego ale wrecz bylby
                                poczatkiem wojny domowej/ bo nie wypelniono "obowiazku!"/. Chyba "elastycznosc"
                                to najlepsza ludzka zaleta gdy sie z kims dzieli zycie. A cala lista
                                prozaicznych czynnosci to tylko zadania do wykonania, nic wymagajacego
                                poswiecania. Ja zawsze uzywam argumentu- jak nie ty to ktos inny zrobi to /za
                                pieniadze/I... wlasnie tylko w tym rzecz- czy tak nie szanujemy wspol/spacza,
                                ze uwazamy,ze cos jest wylacznie jego obowiazkiem, a my jestesmy zwolnieni z
                                odpowiedzialnosci" za calosc"? To po co byc w zwiazku?
                          • wedrowiec2 Re: Panie, Panowie, Różnopłciowcy 24.04.05, 10:04
                            onkwe napisał:

                            > A powaznie, na zakonczenie tego magla. Przywolywanie mnie i Maryny na
                            dywanik,
                            > zachecanie do podawania raczek czy wypalenia fajki, uwazam osobiscie za nieco
                            > nie na miejscu, niepowazny apel, aczkolwiek intencje jak najbardziej
                            > szlachetne, z calym szacunkiem dla nawolujacych.
                            > Tu nie przedszkole i nie wojna, ani ja nie zamierzam stac sie nagle
                            > cacy, "uczesane z przedzialkiem" onkwe. wink)

                            Na jednym forum dostałam po łbie gałązką oliwną, na innym fajką pokoju. Trudno.
                            Przeżyję. Z mych rąk wyciągniętych na znak pokoju zostały już tylko kostki
                            pokąsanesad
                            • kanoka Re: Panie, Panowie, Różnopłciowcy 24.04.05, 10:21
                              Cięzki jest los misjonarzy, Wędrowczewink
                              • wedrowiec2 Re: Panie, Panowie, Różnopłciowcy 24.04.05, 10:32
                                Gdy słyszę słowo misjonarz, to widzę głowę, w okularkach, na chudej szyjce,
                                wystającą z wielkiego kotłasad
    • popaye Re: temat matrymonialny 24.04.05, 10:53
      po przeczytaniu Waszych (Wspolforumowiczek) wpisow w temacie watku
      odstepuje od przedstawienia mojego (subiektywnego) zdania w tej sprawie.
      "Ciezkim losem" naszych Kobiet (partnerek, zon, przyjaciolek, matek, kochanek
      i programowych cierpietnic) przejety - zalewam sie lzami sad.
      Niech ten fakt bedzie moim (w sprawie) "komentarzem" smile)

      pozdrawiam Was wszystkie,-
      pE

      ".... samotnym - zle, zonatym (zameznym) - jesze gorzej!" smile))
      • mantra1 Re: temat matrymonialny 24.04.05, 11:10
        Popayu,
        lezki, ktore przeznaczyles na wylanie, oplakujac moj ciezki los kobiety mozesz
        zawrocic zurick do oczodolu. Niech Ci przynajmniej za moja przyczyna rogowka nie
        wyschnie na wiorek smile)
        • kanoka Re: temat matrymonialny 24.04.05, 11:23
          W kwestii osobistej - nie musisz Popayu nade mną płakać - popieram zdanie Mantry.
          W tz. szeroko rozumianej kwestii kobiecej, aaaa, to co innego.Tutaj parę
          wylanych meskich łez nie zaszkodzi.....
          • wedrowiec2 Re: temat matrymonialny 24.04.05, 11:33
            Mężczyźni częściej zapadają, i gorzej znoszą, zawał serca. Podobno przyczyną
            jest fakt, ze nie potrafią płaczem demostrować swoich uczuć, a tłumie je w
            sobie nie rozładowując w odpowiednio ekspresywny sposób napiecia i frustracji.
            Płacz popaju, płacz. Nie nad wędrowcem, a płacz dla siebie, i swojego sercasmile
            • warum Re: temat matrymonialny 24.04.05, 12:17
              Dzieki Wedrowcze za uwagi o tlumionych emocjach i tego fatalnym skutkowaniu dla
              panow. Normalne kobiety naczesciej albo sycza albo krzycza, placz zostawiaja na
              koniec gdy zabraknie argumentow "skad wziac na waciki"/ jak w Kilerzesmile/ A co
              na to panowie? Chyba nie placza ?smile Bo Chlopaki nie placza...
              • maryna04 Re: temat matrymonialny 24.04.05, 15:32
                po pierwsze Wedrowcze chce Cie przeprosic, ze znow dostalas "bez leb"))) - tym
                razem z mojej przyczyny tez. Przykro mi z tego powodu
                po drugie bardzo poruszyl mnie fragment ksiazki o alkoholizmie kobiet.
                Wlasnie, ogromna kobiet zaczyna pic, azeby zagluszyc bol istnienia, a
                mezczyzni oprocz tego powodu zaczynaja pic mozna by to okreslic z powodow
                towarzyskich. Naogol nie spotyka sie grup kobiecych pijacych publicznie, lub
                pijanych publicznie. Kobiety pija nieporownanie czesciej w samotnosci.
                po trzecie w dobrym zwiazku nikt nie ustala podzialu rol, godzin zastepstw, to
                sie robi samo - plynnie. Nieraz dochodze do wniosku, moze akurat takie mialam
                szczescie, ze w "moich czasach", w moim przynajmnie otoczeniu malzenstwa mialy
                mnie konfliktow. Moze dlatego, ze czasy byly ciezkie i azeby przetrwac trzeba
                bylo bardziej ze soba wspolpracowac, ale i tez, ze mniej sie mowilo o roli
                kobiety w zwiazku, czy mezczyzny. Nikt nie kazal kobiecie miec frustracje, ze
                wraca do pracy a nie zajmuje sie dzieckiem (bo przeciez z oczywistych powodow
                musiala wrocic), a w pracy niby mowili o rownouprawnieniu, ale zadne feministki
                nie uswiadamialy jej, ze to.....(tu mi sie nasuwa pewne przklenstwa). A moze
                tylko tak mi sie wydaje to wszystko, bo przeciez zawsze dawniej trawa byla
                bardziej zielona i slonce jasniej swiecilo.
                • popaye Re: temat matrymonialny 24.04.05, 20:30
                  brawo Maryno!

                  od lat juz (wraz z Kolegami) tlumacze p.Malzonce i Jej kolezankom-feministkom
                  by ciezki dla zdrowia zwyczaj (nad)uzywania alkoholu pozostawily panom a same
                  wziely sie za ugotowanie obiadu, sprzatniecie mieszkania (domu), uprasowanie
                  mezowskich koszul i dbanie o odpowiednia temperature (w tym uczuc!)
                  w malzenskim lozeczku! smile.

                  Jak czlowiek chce (dla Was) DOBRZE - to nie! sad
                  Eeeh... szkoda slow! sad

                  pozdrawiam,-
                  pE
                  • bodzio49 Re: temat matrymonialny 24.04.05, 20:56
                    Skoro to tak dobrze robi to i ja dołączę do roniących łezki na ciężką dolą
                    kobiet gnębionych przez kościół, wszystkie kolejne rządy, polityków i mężczyzn
                    wogóle. Trzymajcie się smile))
                    • mantra1 Re: temat matrymonialny 24.04.05, 21:06
                      Panowie, nie szafujcie lzami, bo pozniej trzeba bedzie sztuczne zakraplac, albo
                      wkladac do oka tzw. "plombe kolagenowa", a zapewniam, ze to nic przyjemnego.
                      Zostawcie sobie te ciecz na okazywanie wzruszen, spowodowanych nasza przeogromna
                      dobrocia, czuloscia, inteligencja, wdziekiem, skromnoscia, odwaga, pracowitoscia
                      (niepotrzebne skreslic, a potrzebne dopisac), ale nie na oplakiwanie naszego
                      zbiorowego LOSU!
                      Bo i tak nam to nic nie pomoze wink)
                      • maryna04 Re: temat matrymonialny 25.04.05, 05:19
                        Popaye, brawa przyjmuje z uklonem, tyle, ze nie wiem za co. No to juz nie
                        roncie (od uronic) lez, wszak "Chlopcy nie placza". Oczka wytrzec, nos
                        wysiakac, chusteczke wyrzucic, wszystko bedzie dobrze.
    • kanoka Re: temat matrymonialny 26.04.05, 09:52
      ŻONA ZE WSCHODU
      Polacy coraz częściej szukają żon za Bugiem. Są wykształcone, gospodarne i
      uległe. Ukrainki, Rosjanki, Białorusinki, Mołdawianki....
      www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=reportaz&name=77
      No właśnie....znowu o tej uległości wink.Coś w tym jest.....

      Poczytajmy:
      "Trzy czwarte zagranicznych żon Polaków to kobiety z byłych republik
      radzieckich. Prawie czterokrotnie więcej niż w połowie lat 90.
      „Polki to rozwrzeszczana banda kobiet z jajami”; „feministyczne babochłopy”;
      „dawno przestały być kobiece”; „nie chcą rodzić dzieci”; „pruderyjne i leniwe w
      seksie”, słychać na forach internetowych."

      "Czym się różnisz od polskiej kobiety?
      – Pewnie stopniem rezygnacji z własnych potrzeb. Zostałam wychowana na uległą
      żonę. Umiem gotować, szyć, naprawić elektryczność, zadbać o męża. Kiedy 15 lat
      temu przyjechałam do Polski, nie umiałam tylko sformułować własnego zdania.
      Miałam własne zdanie, ale nie wiedziałam, że mam prawo je wyrażać. Mama mnie
      uczyła: dobra żona jest jak ryba, pięknie się porusza po domu i milczy."
      • mantra1 Re: temat matrymonialny 26.04.05, 12:52
        Ano wlasnie...ciagle ta uleglosc nam sie tu przewija. I domowe "szkoly zon".
        To moze, zeby odejsc troche od statystyk i socjo-psychologicznych opracowan -
        scenka z zycia:
        Przyszla do mnie kolezanka, z ktora mialysmy razem popracowac nad wspolnym
        projektem. Bylysmy wtedy obie mezatkami z kilkunastoletnim stazem, obie
        pracujace (ona w kilku miejscach, wlasciwie wowczas byla glownym zywicielem
        rodziny, bo maz mial jakies przejsciowe problemy w pracy). Uporalysmy sie z
        robota dosc sprawnie i zaczelysmy gadac. Bylo milo, wiec zaproponowalam jej
        pozostanie na obiedzie, zebysmy mogly dluzej sie nagadac, zwlaszcza, ze obie
        mialysmy wolne popoludnie, a ja dodatkowo "wolna chate", bo owczesny malzonek
        akurat gdzies wyjechal. Zjadlysmy obiadek, siedzimy sobie milo gawedzac przy
        kawie, az tu nagle ona spoglada nerwowo na zegarek i podrywa sie jak oparzona do
        wyjscia, tlumaczac, ze za chwile maz wroci z pracy i ona musi PODAC mu obiad. W
        pierwszej chwili zrozumialam, ze musi ten obiad ugotowac, ale nie, okazalo sie,
        ze wszystko juz rano przygotowala, wystarczy postawic dwa garnki na gazie,
        podgrzac i obiad gotowy. Chodzilo tu wylacznie o podanie pod nos, do czego
        malzonek byl przyzwyczajony od samego poczatku malzenstwa, a jeszcze wczesniej
        przez mamusie. Jedynym usprawiedliwieniem niepodania obiadu osobiscie przez zone
        byla jej praca w ktoryms z oficjalnych miejsc zatrudnienia, ale ploty (po
        wykonanej pracy) u kolezanki juz nie.
        Pamietam ten epizod przez tyle lat, bo dla mnie to byla jakas zupelna
        abstrakcja. A nawiazuje do niego rowniez w kontekscie "szkolenia przyszlych zon"
        i to nie tylko przez ich wlasne matki, ale rowniez, posrednio przez matki ich
        przyszlych mezow, od malego uczace ich, czego maja wymagac od swoich zyciowych
        partnerek (?). Ciekawe, w jak wielu rodzinach przyklada sie nawet nie rowna, ale
        jakakolwiek wage do wychowania chlopakow na "dobrych mezow" i na czym ta szkola
        polega wink
        • kanoka Re: temat matrymonialny 26.04.05, 14:27
          Wróciłam zbiegana z miasta, więc mąż poszedł na spacer z psicą, a ja - do
          komputera.
          Uległość i domowe szkoły żon....
          Nigdy nie byłam uległa, wręcz przeciwnie - nadmiernie samodzielna i przejmująca
          na siebie zbyt wiele . Z wiekiem trochę mi przeszłowink
          Myślę, że uległość jest oznaką słabości, dowodem asymetrii związku. Ten kto jest
          słaby i zależny - jest uległy.
          Lub - uległość pozorna - manipulowanie druga osobą, żeby osiągnąć śwój cel
          "...jakaś jestem przy tobie taka mala....."
          Uległości mówię stanowcze nie. Dla nmie jest ona albo oznaką niewolnictwa, albo
          - fałszu.
          • warum Re: temat matrymonialny 26.04.05, 17:03
            KNKsmile Nigdy bym Cie nie posadzala o taki radykalizm:
            "Uległości mówię stanowcze nie. Dla nmie jest ona albo oznaką niewolnictwa, albo
            - fałszu".
            Dla mnie to raczej forma wygodnictwa, znam osoby, ktore lubia gdy inni zdejmuja
            z nich ciezar odpowiedzialnosci ...i zwyczajnie sa chyba ulegle z natury. A sa
            to nie tylko kobiety / ten trop o manipulowaniu ....cos w tym jest/

            • mantra1 Re: temat matrymonialny 26.04.05, 17:13
              Zawsze sie zastanawiam, co by sie stalo, gdyby taka jedna z druga "kelnerka"
              odmowila podania. Nie dalby na rajstopy? Czy "za kare" by nie zjadl? wink
              • warum Re: temat matrymonialny 26.04.05, 18:33
                Mantro, chyba nie wiesz co mowiszsmile Tyyyle sie narobic i zeby nie zostalo
                zjedzone? Toz to marnotrawstwo! A co do formy "zaplaty"... jak kiedys panowie
                na 8.3 dawali rajstopy+gozdzik to kazda sie cieszyla, bo nic innego nie bylo w
                programie. Apetyt rosnie w miare jedzenia... i moze dlatego sa te watpliwosci
                czy warto sie starac byc grzecznym garkotlukiem? Ale to juz chyba historyczne
                dzieje, bo teraz mlode panie Zadaja , a nie pytaja smile
            • kanoka Re: temat matrymonialny 26.04.05, 18:24
              Feministki są zawsze radykalne - zwłaszcza, kiedy mowa o uległościwink
              Niezgoda na uległość, nie oznacza wojny o ster rządówsmile)
              Piszesz:
              > Dla mnie to raczej forma wygodnictwa, znam osoby, ktore lubia gdy inni zdejmuja
              >
              > z nich ciezar odpowiedzialnosci ...i zwyczajnie sa chyba ulegle z natury. A sa
              > to nie tylko kobiety / ten trop o manipulowaniu ....cos w tym jest/
              >
              Bywa i tak.
              "Taka mala", lub "niezaradny(?) chłopczyk"....
        • ewelina10 Re: temat matrymonialny 26.04.05, 16:31
          Mantro dla ciebie jest to jasne i czytelne - co jak i w jaki sposób włożyć na
          talerz co się polewa sosem ... że deser służy na deser wink widelcem można
          jeść drugie danie ... ale nie wszyscy mężczyźni mają taką wiedzę wink
          Przypomniałaś i mi zabawne zdarzenie w przeszłości.

          W szkolnych czasach u koleżanki w mieszkaniu: ... po nałożeniu w kuchni na
          talerz obiadu jej ojcu, który właśnie wrócił z pracy, usiadłyśmy z koleżanką
          obok w pokoju do wyznaczonej terminowo jakiejś tam zadanej pracy szkolnej ... w
          pewnym momencie naukę przerywa nam wołanie dochodzące z kuchni ... jak
          wiadomo, te pomieszczenia w socjalistycznych "blokowcach" są tak strasznie
          maleńkie i wąskie, że dobrze jest, jeśli znajdzie się tam jeszcze miejsce na
          podręczny stolik „śniadaniowy”, zaś przestrzeń dzieląca go od zestawu szafek
          stojących po drugiej stronie jest już taka wąska, że nawet na zgiętym łokciu
          można łatwo i bez zbędnego cerelegieli sięgnąć do szuflad kredensu. otóż
          ojciec koleżanki siedząc już na talerzem zupy wcześniej nalanym przez
          koleżankę ... hy hy hy ... jeszcze dzisiaj śmiać mi się chce ... przywołał ją
          do kuchni tylko po to by podała mu łyżkę z szuflady do której mógł z łatwością
          sięgnąć.

          strasznie wydało mi się to dyskryminujące, kiedy koleżanka mi powiedziała, że
          tak właściwie to często tego nie robi, tylko podczas nieobecności jej mamy nie
          miał kto tego zrobić a ona musiała ją zastąpić. Cisnęły mi się brzydkie myśli
          wtedy a ojciec koleżanki pozostał dla mnie na zawsze taki beeeeee wink

          ... fakt, alem się napisała ... musiał pozostać jeszcze do dzisiaj we mnie
          niesmak wink
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka