maryna04
23.04.05, 03:34
Moze to juz pisalam, ale jak ciekawy temat to powtorek nigdy za wiele.
Dzisiaj mialam babska sesje. Moja synowa wspomniala o swojej zydowskiej
przyjaciolce Karen, zreszta mezatce spodziewajacej sie dzidziusia, ktora
ostatnio jej powiedziala: te dziewczyny z Dalekiej Azji zabieraja naszym
dziewczynom mezow. Na to moja synowa odpowiedziala, nie zawezaj sprawy,
niezydowskim Amerykankom tez. Ten, jakze mily babsko-socjologiczny temat
przerabialysmy juz wielokrotnie, wiec podziele sie tutaj nasza wiedza.
Typowa para w NY: na ulicy, w jakis miejscach wycieczkowych,
restauracjach, na wystawach, wystepach - to Amerykanin kolo 50-tki na
codzien na pewno "bialy kolnierzyk", lub inaczej mowiac "profesional"
(zapewne - po przejsciach - z alimentowanymi dziecmi) i Azjatka z Dalekiego
Wschodu - Filipinka, Koreanka, Japonka, Chinka..... w wieku na oko 10 lat
mlodszym (czasem jest to mylne - kobiety stamtad bardzo mlodo wygladaja).
Zjawisko preferowania przez panow tej grupy etnicznej jest znane wszedzie,
nas zastanawia zawsze skad sie to bierze. Na podstawie licznych
udokumentowanych przykladow juz wiadomo; z roznic kulturowych. Amerykanki
jako zony, w zwiazku z uzyskanym dosyc duzym rownouprawnieniem sa okropne.
Nie tylko po pracy czesto nie gotuja obiadow, ale maja swoje wyjscia i zadaja
rownego zajmowania sie dziecmi.... moglabym wymieniac wiele. Do tego
dochodzi stare jak swiat - moja rodzine masz szanowac. No i dochodzi do
rozwodu. Pan, jako posiadacz ulomnego chromosonu Y potrzebuje partnerki, zeby
jakos funkcjonowac i w biurze spotyka wolna, mlodo wygladajaca, profesional,
bez przesadow Azjatke ( na dodatek z intrygujaca uroda). Zwiazek gotowy. One,
wychowane w innej kulturze, nie zadaja wiele, sa wyempacynowane, successful
i....zimne, trudno to nazwac - wyrachowane. One inaczej niz my, w kulturze
zachodniej, widza zwiazek z mezczyzna, nie oczekuja po nim tzw. szczescia.
Ich oczekiwania sa niewielkie.
Posluze sie tu przykladami Lanel, o ktorej juz wspominalam, ma meza od
dwunastu lat Zyda (obydwoje drugie zwiazki), Ron dzwoni do niej 7 x
dziennie, teraz Lanel wydaje swojego syna na Filipinach (bo panienka jest
z ojczystego kraju) i Ron powiedzial, ze nie pojedzie, bo to za dluga podroz
samolotem. Ona sie tylko smieje, pojedzie sama. Szwagier Lanel jest attache
Filipin w Rzymie - Lanel prosi Rona juz trzeci rok, zeby pojechali - nie
tylko, ze nie pojedzie (ile razy mozna jezdzic do Rzymu), ale jej tez nie
pozwala, bo jest okropnie zazdrosny. Itd..itd..a w sumie...sa bardzo dobrym
malzenstwem. Wyobrazacie sobie w takiej sytuacji Polke? Na wesele mojego syna
nie pojedziesz?
Przyjaciolka mojej synowej - tez Filipinka Judith, w dwa miesiace po slubie
jej maz nie poszedl na Boze Narodzenie do jej rodziny (on nie ma bliskiej
rodziny), bo mu sie nie chcialo. Ona na to - slusznie, a co on by tam z nami
robil? Nie bede zanudzac, ale przykladow znam wiecej. Malzenstwa odwrotne -
Azjata z Amerykanka sa wielka rzadkoscia. Co on by z taka demending
dziewczyna robil. Jak na tym tle wygladaja Polki? A bardzo dobrze, sa
troskliwe, cieple, pracowite, ladne ( i wiele innych cech) i tez Amerykanie
chetnie sie z nimim zenia, ale wcale nie jestem przekonana, ze Polki tak na
nich leca. Nie szkodzi, ze obydwie strony sa biale - roznice kulturowe sa
ogromne.