maryna04
14.06.05, 02:11
Jedzilam sobie ci ja dzisiaj autobusem po Manhattanie. To znaczy raz w gore,
i raz w dol dzielnicy. Szybkosc autobusu, zwlaszcza w godzinach szczytu
jest mniejsza niz przecietnego piechura, no ale nastaly jak co roku upaly,
wiec zawsze to lepiej pochlodzic sie w autobusie. No i oczywiscie znow mi sie
cos rzucilo w oczy, czym sie chce z Wami podzielic. Przystosowanie autobusow
dla niepelnosprawnych (mysle, ze w krajach Europy Zachodniej moze byc nawet
lepiej, ale zaczne jak jest tu). Juz kiedy przyjechalam do Ameryki autobusy
byly przystosowane. Z tylno - srodkowego wyjscia kierowca opuszczal
platforme - rampe, na ktora wjezdzal wozek i hop do gory. Dla staruszek (i
staruszkow) przednie prawe wejscie przechylalo sie w dol, zeby nie zmuszac
do pierwszego, najtrudniejszego kroku. Od kilku lat sa juz zupelnie inne
udogodnienia. Spod przednich schodow wysuwa sie platforma, ktora obniza sie
do poziomu kraweznika. Kierowca manewruje zza kierownicy. Teraz juz wjezdzaja
nie tylko wozki, ale i babcie (i dziadkowie), ktorym ciezko jest zrobic trzy
kroki po stopniach, swiat otworzyl sie przed ludzmi z chodzikami - staje na
pierwszy stopniu i podjezdza do gory. W autobusie, po obu stronach sa
potrojne podnoszone siedzenia, tam ustawiaja sie wozki, gdzie moga sie w
zaleznosci od rodzaju zabezpieczyc przed przesuwaniem sie. Zawsze zaskakiwala
mnie ilosc ulomnych w NY, i teraz okazuje sie, ze w tych autobusach bardzo
czesto obydwa miejsca wozkowe sa zajete. Bardzo czesto jezdza ludzie samotni
wozkami elektrycznymi, przystosowanymi do indywidualnych potrzeb. Nikt nie
pomaga kierowcy wozka, czasem bardzo sprawnie wyjedzie z autobusu, czasem
zejdzie mu dluzej. Do napisania tego postu sklonil mnie dzisiejszy widok,
mlody chlopak, bardzo niepelnosprawny dlugo wymanewrowywal sie z wozkiem,
wszyscy patrzyli obojetnie przez okno, czytali, no i gadali przez komorke.
Obserwowal go nie nachalnie kierowca. W koncu wyjechal. Chyba nie musze
tlumaczyc, ze chlopak nie chcial pomocy.
No to sie rozkrecilam - napisze o innych udogodnieniach. Oczywiscie zejscia z
chodnikow na skrzyzowaniach ulic w calej Ameryce lagodnie schodza do jezdni,
nie tylko dla staruszkow, ale i wozkow i rowerow. Wszystkie toalety
publiczne maja kabiny dla ludzi na wozkach. Nie mowiac o tym, ze wszystkie
budynki publiczne sa dostepne dla ludzi na wozkach. To wszystko jest prawo
budowlane. Rozwiazan moge podac wiecej, ale nie bede zanudzac. Pragmatyczna
jest Ameryka, tu harcerzyki nie stoja na rogu ulicy, zeby przeprowadzic
staruszke, ona nie chce, zeby ja przeprowadzac. Ale za to nierzadka jest
scenka kiedy przez najbardziej ruchliwe i niebezpieczne skrzyzowanie sunie na
chodziku wolniutko staruszeczek, wlasciwie swiatlo juz sie zmienilo, a on
dalej sunie i nie boi sie, ze go jesli nie stratuja, to zatrabia. Ma prawo
przechodzic, a kierowca ma obowiazek go przepuscic. W mojej dzielnicy jest
bardzo szeroka ulica Queens Bulwar. W sumie czternascie pasow i trzy pasy
zielone w srodku (dwa razy po trzy lokalne i dwa razy po cztery glowne pasy
jezdni) Nazwano ja bulwar Smierci, bo rocznie ginie tam wiele osob, glownie
wlasnie staruszkow, bo nawet przy zdrowych nogach trudno ja przejsc na
jednych swiatlach. No i teraz wzieto sie za nia, scisle przestrzeganie 30
mil/h, zadnych zielonych fal, wrecz przeciwnie co dwa swiatla stop na
czerwonych i za ostatni rok staruszki prawie przestaly ginac. Szlag trafia
natomiast kierowcow, trudno.