Dodaj do ulubionych

znowu o starości...

14.06.05, 21:42
Jestem udręczona myśleniem o starych ludziach.
Wciąż wraca to samo: jeśli nie poświęcasz się całkowicie dla bardzo starych
ludzi, to jesteś potworem.
Siostra wzięła do siebie na 3 tygodnie ciotkę (92 lata) z uszkodzonym
ramieniem. Wstawała o piątej i kąpała, wycierając starannie każdy paluszek u
nogi, bo ciotka tak sobie życzyła. Potem bieg do pracy na odpowiedzialnym
stanowisku. Dalej obowiązki przejmowała chora mama (72 lata), którą ciotka
tresowała. Trwa walka o zgodę ciotki na opiekunkę. Nie - bo jest samodzielna,
ale gdy rodzina (daleka!) ją zostawia, to ostentacyjnie morzy się głodem.
Ląduje pod kroplówką. Ja cierpię, bo mamę bardzo kochamy i chcę by była u
mnie na wsi, a nie w piekle. Nie mogę pomóc, bo jestem daleko i mam tu
podobnego "artystę" (95 lat). Jest jeszcze sprawna, urocza, ale samotna
ciotka (75 lat). Inna też lada miesiąc zacznie potrzebować opieki.
Co będzie dalej?! Czy za 30 lat na jednego człowieka w sile wieku będzie
przypadało kilka starych osób (w tym ja)?! Jak młodzi będą pracować, jeśli
nie zniknie w Polsce społeczny przymus osobistej opieki nad bliską i daleką
rodziną? Ja NA PEWNO rozwiążę ten problem sama - a jak inni? Czy nie można
pojąć, że nie każdy jest w stanie osobiście myć obcą niemal osobę? Dla mnie
mycie przez syna byłoby upokarzające! Nie tylko mój stryj ma pretensje do
wszystkich, że się nudzi. Telewizja jest durna itd. Kiedy my mamy pracować,
kiedy zajmować się własnymi dziećmi, jeśli starzy ludzie żądają zabawiania
ich? Ja zaniedbałam własne dziecko dla staruszka, a teraz spotykam się tylko
z wrogością, bo odmówiłam gadania o niczym. Gotuję, FINANSUJĘ wszystko,
zapewniam bezpieczeństwo, ale i tak jestem potworem.
Dla siebie odpowiednio wcześnie kupię stosowny zestaw i odejdę...
Obserwuj wątek
    • popaye Re: znowu o starości... 14.06.05, 23:31
      Twoje rozwiazanie problemu: "Dla siebie odpowiednio wcześnie kupię stosowny
      zestaw i odejdę... " jest hmmm... werbalna deklaracja czlowieka w sile wieku,
      sprawnego fizycznie i umyslowo oraz w "bezpiecznej" czasowej odleglosci
      od momentu realizacji skladanych w ten sposob "postanowien".

      Wybacz Josarno ale "pomysly" rozwiazan spolecznych problemow przeniesione
      zywcem z 19-to wiecznej Islandii, Grenlandii czy tradycji Eskimosow to nie moze
      byc na serio rozwiazanie dla spoleczenstwa poczatku XXI wieku!.

      W ten sposob, nastepnym "ciekawym" pomyslem na rozwiazanie problemu np:
      rodzinnej mizery egzystencjonalnej bedzie nie tylko (jak u Eskimosow w XIX
      Wieku)- dobrowolna smierc staruszkow ktorzy (by ulzyc rodzinie) wychodzili z
      igloo, nago na mroz (ciemna noca), ale rowniez polepszanie "standartu"
      rodzinnego poprzez zabijanie przez matki nowonarodzonych dzieci wylacznie
      w celu odciazenia egzystencjonalnych potrzeb rodziny.

      Twoj prywatny "wybor" bedzie Twoja osobista sprawa.
      Twoje oczekiwanie iz uciazliwi dla Twojej rodziny krewni powinni sami wpasc na
      tak genialny "pomysl" - pachnie (moim zdaniem) podejrzanym radykalizmem metod.

      Opatrznosci dzieki - iz nie jestem Twoim krewnym smile)
      ..........

      Starzejace sie spoleczenstwa spowodowane od lat niskim przyrostem naturalnym w
      Krajach "wysokocywilizowanych" i rozwojem medycyny oraz standartow
      higienicznych - przedluzeniem zycia - to powazny problem spoleczny.
      Napewno jedynym skutecznym rozwiazaniem jest myslenie o (wlasnej) starosci juz
      w wieku poczatkow zawodowej i ekonomicznej samodzielnosci.

      Starosc KOSZTUJE b.drogo! i swiadomi tego faktu dzisiejsi 40-to letni powinni
      czynic odpowiednie kroki dla zabezpieczenia WLASNEJ przyszlosci by nie stac
      wobec alternatywy: "kula w leb" (trutka na szczury?) albo "serdeczna" opieka
      Josarny i Jej podobnych.

      A moze, w chwili szczerosci "rozejrzymy" sie dookola i przyjzymy sie naszej
      polskiej rzeczywistosci?.
      Spoleczenstwo w ktorym "emerytury" oczekuje sie powszechnie grubo PRZED
      ukonczeniem 60 roku zycia, o najwyzszym (chyba) w Europie odsetku
      niepracujacych i zyjacych "z renty inwalidzkiej" mlodych (metrykalnie) ludzi.
      Nie znacie takich?.
      Jednoczesnie - zupelna beztroska i powszechna "nieswiadomosc" skad Panstwo
      bierze srodki na te "renty i emerytury"! smile

      Z Twoich i Tobie podobnych Josarno PODATKOW (szeroko rozumianych, bo Twoje
      wplaty na ZUS to tez forma obowiazkowego "podatku"!) - jesli nie wiesz!
      Jak Tobie "stara" Ciotka dziala na nerwy - zglos sie do wybranego przez Ciebie
      ochoczo w wyborach posla do Parlamentu i zadaj by zainicjowal postepowanie
      ustawodawcze ktore Ciebie (miedzy innymi) zobowiaze do pokrycia KOSZTOW zajecia
      sie "upierdliwymi staruchami" przez PANSTWO!.

      Na tym polega swiadome spoleczne podejscie do sprawy w demokracji!.

      Alternatywa jest rowniez Twoj pomysl! - tylko watpie by podzielala jego
      idee "upierdliwa, stara Ciocia" smile)

      Wyrazy wspolczucia,-
      pE
      • josarna Re: znowu o starości... 15.06.05, 07:14
        Jesteś odrażająco złośliwy! Od siedmiu lat mieszkam ze starym człowiekiem, gdyż
        nie miał kto nim się zająć. Na odległość czuwałam nad 17 letnim synem - do
        dzisiaj cierpię, gdy o tym myślę! Cud, że wyszedł na ludzi! Przewróciłam do
        góry nogami swoje życie. Nasze małżeństwo jest weekendowo-telefoniczne. Wszyscy
        mi współczuli, a że klęskę udało mi się teraz przekuć w sukces, stworzyć tu
        raj - to zupełnie inna sprawa. Stryj na siłę zapisał mężowi kawałek ziemi wart
        wówczas może dwie pensje. Nikt tego nie chciał, bo wszyscy wiedzieli, że trzeba
        będzie za to zapłacić tysiąckrotnie. Ty również, jak widzę, uważasz, że jeśli
        da się komuś palec, to należy się cała ręka! Jeśli zapewniam bezpieczeństwo,
        usuwam awarie, utrzymuję człowieka (ma emeryturę, którą chowa lub rozdaje),
        kupuję mu drewno na opał (musi mieć w pokoju zawsze 26 stopni), gotuję (jest
        niezwykle wybredny), to uważasz, że jestem potworem, bo zabawiać go nie mam
        siły?! Rodzina przypuszcza, że mam również zdolności terapeutyczne, bo i on i
        wszyscy inni zdrowieją przy mnie z poważnych chorób (nadciśnienie, cukrzyca,
        dna, problemy z sercem). Ja jednak jestem zdecydowana żyć tak długo, jak długo
        życie będzie miało dla mnie jakikolwiek urok i będę w miarę sprawna. Przysięgam
        sobie, że zrobię wszystko, by mieć zajęcia i zainteresowania do śmierci i nie
        zadręczać sobą innych. Nie chcę, by dzieci szły do mnie z obowiązku (na razie
        jesteśmy w wielkiej przyjaźni - rónież z synową i narzeczoną drugiego). Dzieci
        powinny CHCIEĆ ze mną przebywać i nie życzę sobie, by mnie kąpały - od tego
        jest odpowiednia pomoc.
        A może opowiesz coś o swoim poświęceniu np. dla dziadków?
        • tamilan Re: znowu o starości... 16.06.05, 23:11
          Jestem tu nowa Josarno i może powinnam jakoś najpierw przedstawić się, wkupić
          się w Wasze grono zamiast zabierać głos w ważkiej dość sprawie, ale chcę
          powiedzieć, że mam podobny problem w rodzinie. To ogromna i bolesna bardzo
          historia, więc nie będę nad tym się rozwodzić. W wyniku różnych tarć i
          nieporozumień rodzice - starzy i schorowani zostali sami w mieszkaniu dość
          atrakcyjnym, położonym w centrum Wrocławia. Jaką to jest pokusą - można sobie
          wyobrazić. Każde z rodzeństwa - nie wyłączając mnie - było zainteresowane tym
          ogromnym (120mkw) mieszkaniem. Ale był jeden problem - trzeba było zająć się
          rodzicami, aby móc z czystym sumieniem "odziedziczyć" po nich to mieszkanie.
          Nie krzyw się na to Poppaye - w tym konkretnym wypadku to był prawdziwy
          problem. Nie roztrząsam tu moralnego aspektu całej sprawy i obowiązków wobec
          rodziców. Próbował zająć się nimi każdy - z żadnym skutkiem. Nikt nie był w
          stanie przejść tej drogi przez piekło. Od wylewnych czułości matki było
          niebezpiecznie blisko do ataków histerycznej złości ( ja na przykład zostałam
          zmieszana z błotem za przycięcie wybujałych pelargonii, skończyło sie atakiem
          duszności, który matka umie wywołać na żądanie prawie, a w efekcie ląduje w
          szpitalu). Matka od opiekujących się nią osób wymagała tego, czego w życiu sama
          by nie zrobiła. Odkurzania na klęczkach, mycia drewnianych podłóg w całym
          mieszkaniu kilkakrotnie w ciągu tygodnia. Z pozycji horyzontalnej "dostrzegała"
          niedomytą szybkę w oknie ( jest niedowidząca od dawna), papierek w kącie, źle
          upiętą firankę. Posiłki za zimne, za ciepłe, za tłuste - lub za chude. Po
          prostu czułam, że jestem marionetką, a ona ma w ręku wszystkie sznurki i
          przygląda się z chytrym usmieszkiem - ile jeszcze jesteśmy w stanie znieść.
          Miesiąc - tyle wytrzymuje przy niej kolejny członek rodziny, który próbuje się
          nimi zająć. Ale przedtem rodzice zdążyli skłócić kompletnie wszystkich ze
          wszystkimi - bo nikt, kto w tym piekle nie tkwił po uszy nie był w stanie
          zrozumieć, co kto inny przechodzi właśnie, na tym tle doszło do skłócenia
          rodzeństwa i dalszego kuzynostwa ( skargi i obmowy za plecami) Nie ma sensu
          opisywać, co matka i ojciec wyprawiają. Próby znalezienia opiekunki skończyły
          się marnie - opiekunka kosztuje drogo! I myszkuje po kątach! Zjada za dużo!
          Dysponują dość sporymi emeryturami, ale lwią część wydatków stanowią datki na
          Lichenie i inne, tym podobne. Gdy więc ktoś u nich jest musi liczyć się z tym,
          że będzie siedział zimią, jesienią i wczesną wiosną w zimnym pokoju ( położonym
          oddzielnie, bo w ich pokojach piece pękają prawie od żaru), przy świetle
          żarówek o mocy 40 Wat (szkoda włączać światło), a jedyną rozrywką będzie
          słuchanie radia Maryja od 6 rano do 22 wieczorem. Wieczorem nie wyjdzie
          nigdzie, bo wtedy dopiero zaczyna się koncert krzyków i spazmów - jak to -
          uciekasz od cierpiącej, prawie konającej matki, nie przygotowując naparów,
          wywarów, nalewek i t p. Trwa to od 30 lat! Od dwudziestu matka nie wychodzi z
          domu, a od pięciu lat nie wstaje prawie z łóżka.
          Dlatego dobrze rozumiem Josarnę. Nie obraź się Poppaye, ale nikt tego nie
          zrozumie gdy nie przeżył tego na własnej skórze. Nie chciałabym i ja być na
          łasce syna i synowej, ani też córki, która dziś deklaruje chęć zaopiekowania
          się rodzicami. Ale ja nie wiem, czy nie będę robić tego, co moja matka dziś.
          • jan.kran Re: znowu o starości... 17.06.05, 05:52
            Tamilan , doskonale Cię rozumiem . Mamy to samo , ja i moi Bracia choć w o
            wiele mniejszym wymiarze.
            Trzymaj się !
            Kran.
      • josarna Re: znowu o starości... 15.06.05, 07:17
        P.S.
        Zafundowałeś mi uroczy imieninowy poranek. Dzięki!
        Potwór musi gnać teraz ze śniadankiem do staruszka.
      • warum Re: znowu o starości... 15.06.05, 07:29
        Popaye - dziekuje za Twoj wpis. Jak bys mial zamiar startowac ...no
        niekoniecznie na p/osla ale np na prezydenta smile to masz moj glos +. "Starosc"
        jako - nisza do zagospodarowania - to dla niektorych genialny pomysl na
        dochodowy interes, ale "starosc" emocjonalna / samopoczucie wyrzuconych poza
        nawias aktywniejszych / to juz - calkiem niezrozumialy temat.
        Satruszka/e - ubrac,3x nakarmic, dac pilota w lapke i NIECH sie cieszy! Bo ma
        wszystko! Bron Boze niech nie chce pogadac/ bo i o czym?/.
        Wiec zyjmy dlugo i szczesliwie ,a jak zniedolezniejemy to umierajmy szybko, w
        katku po cichutku, nie robiac innym klopotu. Ale ilu na wsi ma rodzine,ktora
        egzystuje tylko dzieki panstwowej emeryturce lub rencie "wesolego staruszka"?
        wiec moze zyczmy wszystkimsmile - zdrowia i jednak....dlugiego zycia wsrod
        zyczliwych bliskich - choc niekoniecznie bliski=rodzina. Pozdrawiam wszystkim
        "wiecznie mlodych"smile))
        • josarna Re: znowu o starości... 15.06.05, 08:26
          Dalej, Warum: opowiedz, ile godzin dziennie rozmawiasz z kimś starym!
          Podkreślam, że osoby starsze ode mnie o 25 lat nie uważam jeszcze za stare!
          Przyjedź i spróbuj zabawiać tę osobę tylko przez 1 tydzień, koniecznie zimą.
          Dotychczas nikomu nie starczyło cierpliwości na więcej niż 1 godzinę rozmowy, a
          ja tak spędziłam kilka zim. W ostatniej chwili zorientowałam się, że wpadam w
          depresję, a wtedy na pewno nikt mi nie pomoże, bo to ja mam służyć wszystkim.
          Jakże łatwo jest z pozycji wygodnego fotela krytykować innych za zbyt małe
          poswięcenie...
        • jan.kran Re: znowu o starości... 15.06.05, 08:38
          Ja podziwiam każdego kto jest w stanie zająć się sam starszą osobą wymagajacą
          opieki.
          Jeżeli podopieczny jest umyty ,nakarmiony i wszystko koło Niego zrobione to już
          jest bardzo dużo.
          Ja pracuję w Domu Swawolnej Starości.
          Bardzo lubię swoją pracę ale często po ośmiu godzinach pracy wychodzę na
          ostatnich nogach i czuję sie jakbym zsiadła a karuzeli.
          Nie wyobrżam sobie opieki nad kimś przez lata , 24 godziny na dobę. Nikt kto z
          bliska nie miał do czynienia z taką sytuacją nie jest sobie nawet w przybliżeniu
          wyobrazić co to znaczy.
          My naszym podopiecznym nie dajemy pilota w ręke tylko staramy się z Nimi
          rozmawiać , mieć dla nich choć trochę czasu. I chyba to jest najbardziej męczące
          w tej pracy. Starszy człowiem działa inaczej, zawsze ma czas i chce byc
          ośrodkiem zaiteresowania non-stop.
          Warum ciesz się póki jesteś wiecznie młoda. Ale nawet nie wiesz jak szybko można
          znaleźć się po drugiej stronie mając tylko pięćdziesiąt lub sześcdziesiąt lat.
          Mamy takich pacjentów.
          Na pewno chcieliby żyć długo i szczęśliwie oraz umrzeć po cichutku nie czyniąc
          innym kłopotu.
          Tylko my swojego losu nie wybieramy.
          Kran
          • ewelina10 Re: znowu o starości... 15.06.05, 08:55
            jan.kran napisała:
            > Ja pracuję w Domu Swawolnej Starości.

            przepraszam za śmiałe pytanie - czy w nazwie jest "Swawolnej" ?
            • jan.kran Re: znowu o starości... 15.06.05, 09:10
              ewelina10 napisała:

              > jan.kran napisała:
              > > Ja pracuję w Domu Swawolnej Starości.
              >
              > przepraszam za śmiałe pytanie - czy w nazwie jest "Swawolnej" ?

              To jest dowcip z innego forumsmile))))) Kolega wymyślł.
              Nie lubię nazwy Dom Starości i ta interpretacja mi pasuje. Nie mówię
              staruszkowie tylko podopieczni.
              Po norwesku istnieje słowo aldershjem, alder = stary, hjem =dom.
              Ale nikt tego nie używa.
              Mówi się sykehjem nawiązując do słowa sykehus szpital.

              Syk = chory a hjem i hus to w zasadzie znaczy dom. Tylko hus jest bardziej w
              sensie budynku , hjem w sensie domu jako miejsca zamieszkania.
              Hjem to coś bardziej własnego , nieoficjalnego, foyer.
              Nazwa sykehjem podkreśla ,że to nie jest miejsce dla starych ludzi tylko dom w
              którym mieszkają.
              A moi podopieczni bywają swawolni smile))))
              Kran.
              • ewelina10 Re: znowu o starości... 15.06.05, 09:57
                dowcipu nie wyłapałam. Beretka jestem wink
                dzięki za informacje smile
                • jan.kran Re: znowu o starości... 15.06.05, 10:07
                  smile))))) Ale nazwa fajna, prawda?
                  Kran
                  • alfredka1 Re: znowu o starości... 15.06.05, 12:12
                    Josarno, "potworze" kochany, wszystkiego najlepszego, zdrowia, wytrzymałości z
                    trudnymi ludżmi, zachowania dotychczasowej pogody ducha i w ogóle moc
                    serdeczności od wodnikostwa.
                    Przez ponad dziesięć lat opiekowałam się sąsiadką i to był koszmar. Nie
                    musiałam ale wszyscy nie wytrzymywali z nią dłużej niż parę dni. Była sprawna
                    umysłowo i fizycznie ale uważała ,że jako osobie starej należy się wszystko,
                    przybieganie na każde stuknięcie w kaloryfer /samo to nieszczęsna wymyśliłam/,
                    doprowadzanie lekarzy, którzy na samo słowo "pani W" robili wszystko aby nie
                    przyjść, umawianie domowej fryzjerki, wołanie przynajmniej raz w tygodniu
                    pogotowia, błaganie aby nie szukała wędrowca po całym szpitalu bo napewno zaraz
                    umrze i aby nie dzwoniła do mnie do pracy kilkanaście razy dziennie bo się
                    nudzi.Mogłabym tak długo ale to chyba wystarczy. To był tyran nad tyrany.
                    Wywoziliśmy ją za miasto, nad morze, do lasu i wtedy okazywało się, że sił ma
                    wiele i nie męczy się wcale. Zmarła , na szczęście bez cierpień,
                    zasnęła.Znalazła się rodzina jej męża od której dowiedziałam się dlaczego od
                    niej się odcięli /i mieli rację/.
                    Być starym nieuciążliwym to nie żadna sztuka, jeżeli miało się przez całe życie
                    właściwy stosunek doludzi, szacunek dla wszystkich i odrobina miłości nie tylko
                    dla siebie.Współczuję ci Josarno i rozumiem. I jeszcze jedno, wiele lat jeszcze
                    potrzeba aby zmienić społeczeństwo kulturowo i aby doczekać się możliwości
                    zabezpieczenia sobie starości bez utrudniania życia wszystki wokoło. Tylko nie
                    mówcie mi o obowiązku opieki bo to zupełnie inny temat.
                    • josarna Re: znowu o starości... 15.06.05, 13:27
                      Droga Alfredko! Bardzo dziękuję za słowa otuchy!

                      "Być starym nieuciążliwym to nie żadna sztuka, jeżeli miało się przez całe życie
                      właściwy stosunek do ludzi, szacunek dla wszystkich i odrobina miłości nie tylko
                      dla siebie."
                      To ważne i mądre słowa. Chyba największy problem tkwi w tym, że obowiązuje u
                      nas bezwzględna zasada, że staremu człowiekowi wolno wszystko, łącznie z
                      obrażaniem wszystkich wokół. Ja jestem zła, bo np. nie pozwalam obrażać mojej
                      mamy tylko dlatego, że jest od stryja znacznie młodsza (72 lata - smarkula!).
                      W kółko powtarzam, że albo człowiek jest chory psychicznie i tak go traktujemy
                      odbierając wolną wolę, albo jest zdrowy i wymagamy od niego odpowiedniego
                      zachowania. Myślę, że to właśnie najbardziej dokucza wszystkim opiekującym się
                      trudnymi ludźmi: obowiązek traktowania ich jak "święte krowy" i znoszenia
                      wszelkich upokorzeń. To prawda, że najgorsi są ci, którzy w ciągu swego życia
                      rzadko komuś pomagali i żyli tylko dla siebie. Jakoś nie mam żadnych problemów
                      z 75-letnią ciocią, która wpadła zimą na tydzień i jest do dzisiaj. Jest tu tak
                      szczęśliwa, że chyba zostanie. Jest zresztą pomocna w domu.
          • josarna Re: znowu o starości... 15.06.05, 12:04
            Znam Twoje zdanie i dziękuję za nie. Pracując z chorymi i starymi ludźmi
            najlepiej rozumiesz, że zapewnienie im jedzenia i leków to kropelka w
            porównaniu z wymyślaniem tematów do rozmowy. Dla tak aktywnej osoby jak ja
            nawet oczekiwanie w kolejce jest trudne, a co dopiero bezczynne siedzenie przez
            dwie godziny! Tylko mycie zabrudzonej toalety może być gorsze.
            Dlatego jednak uważam, że starsi ludzie powinni mieć wokół siebie emerytowanych
            rówieśników, którzy mają dostatecznie dużo czasu na rozmowy. Nie znaczy to, że
            powinni mieszkać w "gettach", ale mieć towarzystwo. I niech czasem próbują
            sobie przypomnieć, czy oni sami byli tacy skłonni do poświęceń będąc w naszym
            wieku. I niech jednak, w miarę możliwości, sami szukają zainteresowań. Jeśli ja
            dla staruszka wykupiłam najdroższy pakiet TV w nadziei, że choć przez jedną
            godzinę dziennie się zajmie, a on twierdzi, że "wszystko jest głupie, a Murzyni
            wstrętni", to co jeszcze mam wymyślić?! Nawet książki czytane przez aktorów nie
            wchodzą w grę. Można tylko po raz 2465 rozmawiać o tym, co było przed wojną i o
            tym, czy jest stonka. Latem, na szczęście, wciąż jeszcze może plewić ogródek.
            Chylę czoła przed Tobą za pracę, jaką wykonujesz! Ci, którzy mnie pouczają i
            wytykają, jaka to jestem zła, bo chcę również mieć prawo do własnego życia i
            kontaktu z dziećmi powinni zamienić się ze mną na dwa zimowe tygodnie. Od lat
            marzę o wyjeździe na tydzień wakacji i może teraz się uda, gdy starsze panie
            (we trzy!) zechcą tu zostać. Zaznaczam, że delikwent nie jest chory obłożnie,
            bo z taką sytuacją chyba nie umiałabym sobie poradzić - nie potrafię być tak
            dzielna, jak Ty, Janie.kranie.
    • popaye Re: Josarno uroczyscie cierpiaca :) 15.06.05, 20:39
      Nikt nie mial zamiaru Ciebie (personalnie) obrazac!.
      Wcale w Twoich przekonaniach nie jestes "sama"!.
      Czym dalej "na Zachod" (Europy) - tym z tym problemem "gorzej"!.
      Znane mnie z Polski uklady i stosunki rodzinne wynikajace z tradycji
      kulturalnej, spolecznej i... religijnej to conajmniej, z wyprzedzeniem ca:
      jednego pokolenia - przeszlosc!.

      Bogate (socjalnie) spoleczenstwa juz dawno zaprzestaly praktykowac (poza
      jednostkowymi wyjatkami) rodzinna, pokoleniowa "sluzbe" na rzecz ludzi starych!.
      Rozwiniety system ubezpieczen socjalnych, rent i powszechna swiadomosc
      wlasnej odpowiedzialnosci (w tym finansowej) za ostatni okres wlasnego zycia,
      juz dawno doprowadzila do sytuacji gdzie placowki opiekuncze i zatrudniony tam
      fachowy personel przejmuja "zobowiazania pokoleniowe".

      Norweski przyklad doswiadczen Jana-Krana jest typowy dla tej obyczajowosci.

      Moge zrozumiec Ciebie, sam mam Mame (i kilka ciotek) w w wieku
      hmmm..... "zaawansowanej dojrzalosci" z typowymi objawami "cierpien" braku
      towarzystwa i bliskich rodzinnych kontaktow, choc z (relatywnie) znosnym
      zabezpieczeniem bytowym.
      Nigdy nie ukrywalem, ze nie wyobrazam sobie zycia pod jednym dachem z moja
      Mama od czasu kiedy wynioslem sie z rodzinnego domu "w doroslosc" i nie bylo
      w zwiazku z tym zadnych rozczarowan (z obydwu stron).
      Czuje sie naturalnie zobligowany do wspomagania Jej finansowo ale
      kilkakrotnych, kilkugodzinynch osobistych kontaktow w roku - wystarcza mnie
      zupelnie (mieszkam w odleglosci ca. 1500 km - wiec nawet zrozumiale.).

      W Twoim wpisie nie "razil" mnie zupelnie Twoj opis perypetii ze starymi
      (wiekiem) Krewnymi tylko.... Twoja "deklaracja" rozwiazania problemu Twojej
      starosci.
      Latwo sie to pisze gdy ma sie 40-ci lat!.

      Ja tez, jako nmlody (wtedy) i glupi (zyciowo) czlowiek skladalem "deklaracje"
      dozgonnej milosci i absolutnej wyrozumialosci dla pomyslow i postepowania mojej
      swiezo poslubionej Oblubiennicy.
      Hmmm ..... z perspektywy 30-tu lat trwajacego malzenstwa, przyznaje, iz byly
      chwile w ktorym zalowalem iz podczas tych (ad'hoc) skladanych przysiag - nie
      odgryzlem sobie jezyka i nie zlamalem wszystkich palcow u reki ktora skladalem
      podpis pod malzenskim "cyrografem" smile))

      Wyrazam tez (wyjatkowo) zadowolenie iz nie jestem kobieta i (statystycznie) mam
      wieksze szanse iz zejde z tego Swiata zanim stane sie uciazliwy dla moich
      najblizszych.
      Globalnie: "starosc" (niesprawna i upierdliwa) to raczej problem KOBIET ktore
      (o ironio!) - najczesciej kobietom we wlasnej rodzinie sprawiaja
      tym "problem" smile))
      Panowie (generalnie) maja to "szczescie" iz ich starosc jest uciazliwa
      praktycznie dla (zyjacej statystycznie dluzej) - wspolmalzonki!.
      Dobrze Im tak! - same chcialy! smile)

      Glowa do gory Josarno! - kazdy musi (kiedys) zejsc z tego Swiata a sa nawet
      tacy ktorzy dokonuja tego droga "naturalna" i.... Bogu dzieki!.

      Zyczenia imieninowe - zalaczam, traktujac temat (juz) z przymruzeniem oka! smile)
      pE
      • alfredka1 Re: Josarno uroczyscie cierpiaca :) 15.06.05, 20:45
        Ty nasz Duchu Przekorysmile cieszę się Twoim wpisem, uściski przesyłam i
        obiecuję, że postaram się do póżnej starości nie być marudma na tym Forum
        Znamienitym. Trochę trudniej mi obiecać wodnikowi ale będę baardzo się starała.
        Hej!
        • omeri Re: Josarno uroczyscie cierpiaca :) 15.06.05, 22:14
          Jako singiel staram sie juz teraz zadbać o niezależność i czekam na apartamenty
          z opieka lekarską i innymi usługami dla osób starszych. Ewelino, czy cos już
          robi Twój znajomy w tym kierunku?
          • maryna04 Re: Josarno uroczyscie cierpiaca :) 16.06.05, 02:18
            Josarno, ponowne rozpoczecie przez Ciebie tego watku swiadczy, ze jestes juz u
            kresu wytrzymalosci - zwlaszcza psychicznej. Absolutnie Cie rozumiem. Troche
            sie natomiast pogubilam, dlaczego u Ciebie jest wujek, na dozywociu? Tutaj
            nie pomoga rozwazania jak powinno byc z opieka na starosc, co powinno sie
            zrobic wczesniej, bo to juz za pozno, chodzi tylko o to, zebys Ty nie
            zwariowala. Wiec odpowiedz sobie, dlaczego uparlas sie spelniac wszelkie
            zachcianki wujka w rodzaju smacznych obiadow, rozmow towarzyskich, godzenia sie
            na jego humory. Nawet jesli jestes w jakis sposob od niego zalezna to nie tyle
            postaw swoje warunki (przeciez nie ma co z nim dyskutowac) tylko stawiaj go
            przed faktami: nie masz czasu, wychodzisz, obiad bedzie tylko skromniutki. I
            co Ci w tej sytuacji zrobi? Nic, zapewne nie zrozumie, ale moze sie
            przyzwyczai. Wiem, ze pieklo jest wydrukowane dobrymi radami, ale znam
            przypadek, ze ta metoda poskutkowala.
            • josarna do maryny 16.06.05, 09:19
              Już dawno skorzystałam z Twojej rady - skutkuje. Prowadzę dom gościnny w środku
              lasu i rzeczywiście nie mam czasu. Poza tym stryj tak mnie obraził, że mam
              dobry pretekst, by rozmowy ograniczać do minimum. Temat ruszyłam ze względu na
              moją mamę, którą próbuje sterroryzować ciotka. Doszło do tego, że mama uciekła
              od niej i nie odbiera telefonów ze strachu! Walczę jak lew z siostrą i mamą, by
              wymusiły na ciotce zgodę na opiekunkę. Ma wysoką emeryturę, więc stać ją na to,
              ale mamą może dyrygować. Tylko ktoś, kto to przeżył (alfredka) i ma miękkie
              serce jest w stanie zrozumieć, jak trudno jest uwolnić się od toksycznej osoby.
              Listy alfredki i krana wysłałam siostrze. Bombarduję ją pisaniem i tekstami, bo
              wiem, że serce jej pęka, gdy musi powiedzieć ciotce "NIE". Mamę wyrwę stamtąd
              do swojego lasu, gdzie jest absolutnie szczęśliwa.
              • jan.kran Re: do maryny 16.06.05, 09:35
                Trzymam kciuki i nie dajcie się. Tylko opiekunka wchodzi w grę moim zdaniem.
                Moja Mama miała ponad trzy lata temu wylew. Dość dobrze daje sobie radę ale musi
                mieć codziennie ( z wyjątkiem niedzieli ) kogoś do pomocy kilka godzin dziennie.
                Nie doliczę się, ale w ciągu tych kilku lat przewineło się chyba z dziesięć
                opiekunek, w tym zaprzyjaźnione sąsiadki ( za opłatą ). Nikt Mamie nie dogodził
                albo opiekunki nie dawały rady.
                Ale cały czas jakoś idzie tylko czasem jest to stresujące.
                Jak ciotka będzie wybrzydzać że ta opiekunka siaka a ina owaka to się nie przejmuj.
                I tak Jej nie dogodzisz.
                A Mamę masz tylko jedną i ciesz sie z Niejsmile)) Kran.
          • ewelina10 Re: Josarno uroczyscie cierpiaca :) 16.06.05, 11:09
            omeri napisała:
            > z opieka lekarską i innymi usługami dla osób starszych. Ewelino, czy cos już
            > robi Twój znajomy w tym kierunku?

            ponoć mu zostało już tylko "wykończenie" wink)) ci co oglądali twierdzą, że
            działka jest ładnie usytuowana, przy lesie i prawie Warszawa.

            muszę się też chyba do niego ładnie uśmiechnąć o tę rezerwację smile
            • ewelina10 upsss... poprzedni post jest do Omeri 16.06.05, 11:10

          • josarna Domy dla emerytów 16.06.05, 13:53
            Ja od lat myślę o takim domu, ale przedsięwzięcie jest zbyt wielkie. Zbieram
            doświadczenia obserwując mamę, teściową, ciotki, stryja. Dom jest z gumy, więc
            bywa, że są tu jednocześnie 4 starsze osoby. Nie mam wątpliwości, że
            towarzystwo, poczucie bezpieczeństwa i praca w ogrodzie są najważniejsze dla
            większości emerytów. Nie muszą myśleć o zakupach, zepsutym kranie, pustej butli
            gazowej - bo to mój problem. Leki też załatwię. Mają z kim rozmawiać i
            powygłupiać się (z wyjątkiem stryja, z którym nikt nie chce rozmawiać). Nieco
            gorzej jest od listopada do marca, bo jest za mało pracy w ogrodzie. Wiem, że
            istnieją też dziwolągi, które najchętniej tkwią przed telewizorem i czytają
            romanse, ale to mniejszość.
            Zaczynam wyobrażać sobie taki wspólny dom dla kilku osób. A może i my
            powinniśmy myśleć o tym, że warto pielęgnować przyjaźnie i kiedyś zamieszkać z
            bliskimi (duchowo) osobami? Warunkiem jest ustalenie zasad wspólnego życia i
            zapewnienie intymności każdemu (pokoje 2-osobowe nie wchodzą w grę!).
            Na razie kupujemy działkę - niby dla siebie, ale... Niebo z widokiem na Raj!
            • jan.kran Re: Domy dla emerytów 16.06.05, 16:39
              Zatrudnisz mnie ? Mam referencje i doświadczeniesmile))))
              • jan.kran Re: A nie mówiłam :-)))) 16.06.05, 18:31
                wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2770830.html
                • josarna Re: A nie mówiłam :-)))) 16.06.05, 21:12
                  Ale heca! A mi nikt nie płacił za badania i to samo odkryłam!

                  Bardzo chętnie bym Cię zatrudniła, ale u nas zarobki nie są takie jak w
                  Norwegii a i gruszek na wierzbie nie lubię obiecywaćsmile. Może poprzestanę tylko
                  na domu dla bliskiej i dalszej rodziny?
                  • wedrowiec2 Re: A nie mówiłam :-)))) 16.06.05, 21:34
                    Obcych też przyjmiesz? Finansowo niezależnych i małomównych wędrowców, gdy juz
                    na emeryturę przejdą?
                    • josarna Re: A nie mówiłam :-)))) 16.06.05, 23:14
                      E, wędrowcy za młodzi! Chyba, że w odległej przyszłości. Znajdę dobre
                      pracownice, które kiedyś zajmą się również mną smile.
    • luiza-w-ogrodzie Dziekuje za piekny watek 22.06.05, 01:45
      "Być starym nieuciążliwym to nie żadna sztuka, jeżeli miało się przez całe
      życie właściwy stosunek doludzi, szacunek dla wszystkich i odrobina miłości nie
      tylko dla siebie."

      Ano wlasnie. Prosze panstwa, teraz pracujemy na swoja starosc. Zastanowmy sie
      jak sie odnosimy do swoich rodzin, do przyjaciol (jak mowi popularna u nas
      nalepka na zderzak "Badz dobry dla swoich dzieci - one wybiora dla ciebie dom
      starcow"). Zadbajmy o wlasne zainteresowania i pasje. O sprawnosc fizyczna.
      Jesli zmienimy sie teraz, moze bedziemy lepszymi staruszkami...

      Problem toksycznych, wiecznie niezadowolonych z zycia staruszkow-tyranow tez
      jest mi znany choc na razie na odleglosc.

      Pozdrawiam i jeszcze raz dziekuje za piekny watek
      Luiza-w-Ogrodzie

      ><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
      .·´¯`·.. ><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
      • josarna Re: Dziekuje za piekny watek 23.06.05, 21:37
        Ten wątek chyba od czasu do czasu będzie powracać...
        Spotkałam się z przyjaciółką mieszkającą poza Polską. Zaczynamy myśleć o
        wspólnym, niekrępującym domu na starość. Może to jest najlepsze rozwiązanie?
        • jan.kran Re: Dziekuje za piekny watek 25.06.05, 10:31
          Josarna, chcesz otworzyć Swawolny Dom w PL ?
          Jeżeli tak to mogę Ci trochę pomysłow i rad podrzucić.
          Jest zapotrzebowanie , tylko trzeba pomyśleć o popycie , podaży i ekonomii.
          Ja jestem wielką zwolenniczką dobrze zorganizowanych domów opieki.
          Kran.
          • wedrowiec2 Re: Dziekuje za piekny watek 25.06.05, 10:38
            Josarno, za kilkanaście lat zgłoszę akces do Twojego domusmile
            • josarna Zaproszenie 27.06.05, 22:19
              wedrowiec2 napisała:

              > Josarno, za kilkanaście lat zgłoszę akces do Twojego domusmile

              Zapraszam - jeśli jesteś osobą pogodną i tolerancyjną smile.
          • josarna Swawolny Dom :) 27.06.05, 22:18
            jan.kran napisała:

            > Josarna, chcesz otworzyć Swawolny Dom w PL ?
            > Jeżeli tak to mogę Ci trochę pomysłow i rad podrzucić.
            > Jest zapotrzebowanie , tylko trzeba pomyśleć o popycie , podaży i ekonomii.
            > Ja jestem wielką zwolenniczką dobrze zorganizowanych domów opieki.
            > Kran.

            Bardzo, bardzo chętnie przyjmę wszelkie rady, nawet gdyby miały być przydatne
            za wiele lat. Wiem, że przepaść między Skandynawią a Polską jest ogromna, ale i
            u nas opieka nad ludźmi starymi musi się zmienić i rozwinąć. Nie ma nawet
            prostych urządzeń ułatwiających np. wejście do wanny!
            • maryna04 Re: Swawolny Dom :) 28.06.05, 03:42
              Janie Kranie, czy mozesz opisac na forum swoje doswiadczenia jak dziala w
              Norwegii opieka nad ludzmi starymi, i nie tylko, tez w domach dla doroslych
              niepelnosprawnych i pomoc kiedy prowadza zycie w swoich wlasnych domach (znaczy
              sie domach lub mieszkaniach. interesuje mnie to, a takze w Polsce moze okazac
              sie to przydatne, nie wszystko zawsze jest zwiazane z duzymi pieniedzmi.
              Pozdrowienia.
              • jan.kran Re: Swawolny Dom :) 28.06.05, 06:34
                Obiecuję niedługo szeroki post.
                Mam tez duży artykuł w szpiglu jak to jest w DE.
                Trudny i ważny temat.
                Kran.
    • jan.kran Re: znowu o starości... 15.07.05, 11:58
      W Norwegii podopieczni mieszkający na stałe mają najczęściej jednoosobowy pokój,
      mogą mieć własne meble , telefon ( choc najczęściej korzystają zkomórki ) bardzo
      często mają prywatne TV.

      Drugim rozwiązaniem jest pobyt w domu i opieka pielegniarki domowej.
      Maksymalna ilość wizyt na dobę to cztery.Ale to rzadkość.
      Ci podopieczni którzy mieszkają w domu otrzymują pomoc w codziennej
      higienie , gotowaniu ,podawaniu leków , zakupach.

      Jest też opcja mieszkania kilka tygodni w domu i kilka tygodni w DSS. Bardzo
      rozsądna bo podopieczny w DSS ma kontakty socjalne i pomaga to odciążyć rodzinę.
      Kran.
      • warum Re: znowu o starości... 15.07.05, 18:14
        Nie znam wielu starych ludzi z bliska, ale dla tych ktorych znalam
        najwazniejszym dobrem byl swoj "dom". Niewazne czy to byla klitka przy rodzinie
        czy wlasne M czy dom... ale juz pusty. Przeniesieni na nowe miejsce/ wyposazne w
        zdobycze cywilizacji/ z lepsza i stala "obsluga" / a nie przymusowa
        samoobsluga/ zle sie czuli i mimo chwalenia warunkow technicznych tesknili "za
        swoim". Byc moze mam pecha i znam tylko bardzo zwiazanych emocjonalnie z
        rodzina, z miejscem, ale "starych drzew sie nie przesadza". Choc to
        najwygodniejsze dla opiekunow,zeby podopieczni byli pod reka. I sama to potwierdzam.
        • aszar.kari Re: znowu o starości... 15.07.05, 19:42
          To kwestia nastawienia. Jesli przez cale zycie zakladasz, ze bedziesz zawsze
          mieszkac tylko w swoim domu, przeniesienie do domu starcow jest bolesne. Jesli
          jednak planujesz spedzic starosc w domu opieki, masz poczucie pelnej kontroli w
          podejmowaniu decyzji i traktujesz przeprowadzke jako naturalna kolej rzeczy.
          Polskie rozwiazania uwazam za czesto wybitnie niehumanitarne dla wszystkich
          zainteresowanych stron. Albo cierpia opiekunowie wykorzystywani fizyczni i
          psychicznie bez zadnych skrupulow (vide-jasarenka), albo cierpia opuszczeni,
          niezadbani starzy ludzie pozostawieni sami sobie, najczesciej w warunkach
          zupelnie nieodpowiednich (brak kanalizacji na wsi, wysokie pietra bez wind w
          miescie itd). Mozna sie buntowac przeciwko "swawolnym" domom, ale jesli sa
          odpowiednio kontrolowane i utrzymywane na przyzwoitym poziomie, daja jednak
          wieksza pewnosc przyzwoitej opieki i godnego konca zycia niz przypadkowe
          sytuacje mniej lub bardziej zaangazowanych rodzin. Mlodszemu pokoleniu zas
          oszczedzaja piekla wspolzycia z wielokrotnie coraz trudniejszymi staruszkami
          jakimi zreszta i my sami pewnie sie powoli stajemy smile Gdy skoncze 70 lat zaczne
          sie blizej przygladac "swawolnym" domom w okolicy, w ktorej wtedy bedzie
          mieszkac moja corka - tym sposobem bede widziec, co mnie czeka i dam Jej szanse
          odwiedzania mnie tam od czesu do czasu smile Gdy ten moj "swawolny" czas juz
          nadejdzie...
          Aszar
          • warum Re: znowu o starości... 15.07.05, 21:11
            Racjonalizm ma zaletysmile ale emocje nie daja sie zracjonalizowacsad. Ja poki co
            mysle,ze bede zyla strasznie dlugo... i nie chce myslec jak bedzie pozniej. W
            chwili obecnej nie planuje "udogodnien" dla rodziny / typu dobrowolnego
            umieszczenia sie w "swawolnym" osrodku / raczej oplace sobie opiekunke / albo
            skaze na to oplacanie "niewdzieczne pociechy", jakby sprobowaly takie bee
            bycsmile/.A czemu bede taka wredna? A bo tak. /komuna mnie nigdy nie pociagalasmile/.
            Poki bede miec prawo wyboru...tak wybiore, zaznaczam.
          • josarna Re: znowu o starości... 15.07.05, 21:21
            Ja również uważam, że jest to kwestia nastawienia. Poza tym to od nas samych
            zależy, jak taki dom będzie wyglądać - starsi ludzie będą wybierać takie, jakie
            im się spodobają. Mama mojej przyjaciółki mieszka w zwyczajnym,
            kilkumieszkaniowym budynku, wtopionym w park i zwykłe osiedle. Ma swoje
            mieszkanko z możliwością wezwania lekarza, zamówienia posiłku itp. Do córki 10
            min. pieszo. Z pewnością powinny istnieć różne rozwiązania dla różnych ludzi.
            Inne potrzeby mają ludzie sprawni, a inne chorzy. Dla osoby cierpiącej z
            pewnością nie jest najważniejsza swoboda... Nikt mnie nie przekona, że stary
            człowiek jest szczęśliwy w "klatce" w wielkim mieście, dźwigając węgiel do
            lodowatego mieszkania. Może trzeba przenieść się odpowiednio wcześnie, by mieć
            czas na pokochanie nowego miejsca?
            Kontakt z rodziną jest bardzo ważny, ale teoria, że rodzina najlepiej zajmie
            się chorym to kolejny absurd, (podobny do tego, że matka zapewni najlepsze
            przygotowanie do szkoły 6-latkowi). Jeśli ludzie uczą się zawodu opiekuna, czy
            nauczyciela, to widocznie jest się czego uczyć, prawda?
            Cóż, ja mam znowu problemy ze starszymi ludźmi... Sprawa z ciotką uspokoiła
            się, to przyszedł kryzys z mamą i nie tylko. Powiedzcie, co można zrobić z
            osobą, która nocami zadręcza się tym, co powiedziała jej wnuczka 3 lata temu,
            albo dostaje ataku spazmów na wspomnienie czyjegoś głupiego wyskoku sprzed 30
            lat?! (Pijana znajoma na weselu pocałowała mojego męża smile)). To wymaga
            leczenia, ale u nas w Polsce nie można nikogo wysłać do psychologa. Czy mam
            czekać, aż zadręczy się na śmierć?
            • wedrowiec2 Re: znowu o starości... 15.07.05, 21:33
              Tak, nikogo nie można zmusić ani do wizyty u psychologa, ani u psychiatry.
              Czasami wystarczyłaby rozmowa wsparta lekką farmacjąwink Niektóre zaburzenia są
              jednak nieodwracalne. Trudne sprawysad
              Podobnie jak Ty uważam, że rodzina nie jest w stanie zapewnić odpowiedniej
              opieki osobie starszej, chorej, niepełnosprawnej. Najczęściej starzy ludzie
              mają starą rodzinę, która też nie jest najzdrowsza, a często samo wymaga
              opieki. Domy Swawolnych w polskim wydaniu sa nie do przyjęcia. Kilkuosobowe
              sale, w krótych stoi kilka łóżek, jakaś szafka i smutne staruszki w
              chusteczkach na głowie siedzące nieruchomo, ze wzrokiem skierowanym w
              przeszłość... Lepiej jest pozostać we własnym domu, we własnym łóżku, z
              dochodzącą pomocą. W Niemczech można zapisać mieszkanie (dom) miastu, a ono w
              zamian zapewni odpowiednią pomoc. Nie wyobrażam sobie naszych urzędników
              gwarantujących godne zycie staruszkomsad
              • josarna Re: znowu o starości... 15.07.05, 22:50
                Tak, u nas popada się ze skrajności w skrajność: albo znosi się ze strony
                starych ludzi wszelkie upokorzenia, przytakuje dla świętego spokoju, albo
                oddaje ich w tak straszne miejsca jak te, o których piszesz... Wierzę, że z
                czasem musi się to zmienić. To również nasze zadanie.
                • maryna04 Re: znowu o starości... 15.07.05, 23:12
                  W Ameryce jedna trzecia ludzi spedza ostatni okres swojego zycia w roznego
                  rodzaju domach opieki. Nie tylko nie uwazaja tego za dramat, taka jest kolej
                  rzeczy, a czesto wiedza, ze jest to najlepsze rozwiazanie dla wszystkich. Moze
                  mniej dawniej sie poswiecali dla wlasnych dzieci, ale na starosc przez to mniej
                  maja egoizmu. Dla kazdej osoby jest dobre inne rozwiazanie. Opieka nad ludzmi
                  starymi i niesprawnymi to wielka galaz gospodarki, potrzebne sa tu nie tylko
                  pieniadze, ale odpowiednia swiadomosc spoleczna obydwoch stron.
                  Mojej znajomej macocha (jak to okropnie brzmi w jezyku polskim - stereoptyp
                  utrwalony bajeczkami wybitnych klasykow - bajkopisarzy) owdowiala kilka lat
                  temu. Syn po smirci ojczyma (o, ojczym juz znacznie lepiej brzmi0 zalatwil jej
                  lokum w nowoczesnym zespole opiekunczym prowadzonym przez organizacje zydowska
                  w poblizu swojego miejsca zamieszkania. W Polsce nalezaloby "zabrac ja do
                  siebie?" . Osrodek ma trzy rodzaje budynkow. W pierwszych, gdzie mieszka owa
                  pani sa normalne mieszkania, tyle, ze z duza kuchnia i lazienka, i duzymi
                  otworami drzwiowymi i dogodnosciami do uzywania lazien ki i toalety. W budynku
                  jest calodobowy dyzur, mozna korzystac ze stolowki, lub nie. Drugi etap to
                  budynku ze jednosobowymi pomieszczeniami i opieka, bo mieszkaniec nie jest juz
                  sobie w stanie samemu dac rade, trzeci etap - to budynek dla osob z demencja i
                  alzheimerem. Owa macocha dobrze zaadoptowala sie w nowych warunkach, ale to
                  byla osoba zawsze pogodna, aktywna i stara sie dalej taka byc, chociaz jak
                  wiekszosc ludzi w jej wieku latwego zycia nie miala.
                  • jan.kran Re: znowu o starości... 17.07.05, 12:20
                    Nigdy nie wiadomo jak nam się na starość ułoży.
                    Moja Mama była otwartą ,ciekawą swiata osobą.
                    Miała masę przyjaciół, dobry kontakt zrodzina.
                    Po wylewie coraz bardziej zamyka się w sobie , ma depresje , bywa nieznośna.
                    Bdb działały leki antydepresyjne ale ona nie chce brać ,odrzuca możliwość
                    kontaktu z psychologiem ,choć mam możliwość załatwić Jej rozmowe z naprawdę
                    śiewtną dziewczyną we Wrocławiu...
                    Natomiast obserwując norweskich swawolnych i ich nastawienie do domów opieki
                    widzę że większość jest zadowolona choć są smutne wyjątki.

                    Np.podopieczna blisko setki,która po pobycie na próbę u nas zażyczyła sobie
                    powrotu do domu. W ciągu trzech dni mimo ciągłej opieki pielęgniarskiej udało
                    Jej się upaść kilka razy i złamać ( po raz kolejny ) rękę...
                    A absolutnie nie chce słyszeć o DSS.

                    Ale większośc swawolnych ma u nas bdb i są zadowoleni.
                    Jest opcja pobytu w domu kilka tygodni ,kilka tygodni u nas.
                    Albo zamieszkanie na stałew DSS.
                    Mamy też oddział z pacjentami z demencją.
                    Na oddziale somatycznym ,tym gdzie swawolni mieszkają na stałe używamy czterech
                    różnych podnośników, przy wielu pacjentach muszą być dwie osoby jak chodzi o
                    codzienną higieną i transport łóżko ,wózek , toaleta.
                    Warunki nie do spełnienia w domu.
                    Podopieczni mają kontakt socjalny ,rozrywki ,dobrejedzenie.
                    Sprawy codzienne nic Ich nie obchodzą.
                    Są umyci ,nakarmieni , mają upranei posprzątane.
                    Stoi za tym cała armia ludzi a nie jeden przeciążony członek rodziny...
                    Kran.
                    • josarna Re: znowu o starości... 17.07.05, 21:40
                      Wydaje mi się, że ten wątek może trwać długo, a nawet stale - wciąż pojawiają
                      się nowe opinie.
                      Ja mam pytanie do osób z Polski (ew. dobrze znających tutejszą sytuację): czy
                      można u nas kupić drobne przedmioty ułatwiające życie ludziom starym? W innych
                      krajach są różne cudeńka ułatwiające wchodzenie do wanny a nawet wkładanie
                      skarpetek smile.
                      Inny problem. Na Pogórzu ludzie mieszkają zupełnie inaczej niż w innych
                      częściach Polski - niemal każda rodzina ma swoje "królestwo" oddalone od innych
                      domów. Kilometry przestrzeni przed oknami są większości niezbędne do życia smile.
                      W tej sytuacji ludzie starzy bywają często nagle odcięci od świata (np. zimą).
                      Nie można takich ludzi (mnie również) nagle umieścić w czterech ścianach, bez
                      dostępu do pracy w ogrodzie. Dla nas musi istnieć możliwość zamieszkania kiedyś
                      w osiedlu z ogrodem, grządkami, widokami i lasem, bo to ważniejsze niż
                      jedzenie. Może być trudne pogodzenie wolności z poczuciem bezpieczeństwa
                      (odśnieżona dróżka i kupiony chleb).
                      P.S.: Właśnie zakończyliśmy obchody 95 urodzin stryja.
    • jan.kran Re: znowu o starości... weselej 19.07.05, 11:40
      "Autumn spring " Vladimira Michalaka.
      Film o starości , śmieszszny , inteligentny , refeksyjny... Bardzo polecam.
      Kran.
      • alfredka1 Re: znowu o starości... weselej 19.07.05, 12:46
        wczoraj pisałam o alarmie w sklepie, okazuje się że to sprawka 70latka /znów ta
        siódemka/, który rozzłoszczony wolno przesuwającą się kolejką w recepcji,
        postawił plecak na ladzie oznajmiając o bombie wewnątrz tegoż, i spiesznie się
        oddalając. Bez komentarza?
        • josarna Re: znowu o starości... weselej 19.07.05, 13:09
          Dobre smile. Humor czarny nieco, ale może lepszy taki, niż wieczne ponuractwo i
          biadolenie.
          Czasem myślę, że moja mama marzy o tym, żeby komuś z bliskich wydarzyło się
          nieszczęście.... Mogłaby wtedy rozpaczać i rwać włosy z głowy do woli, a tak to
          musi wyszukiwać fikcyjne problemy.
          • aszar.kari Re: znowu o starości... weselej 19.07.05, 17:54
            A wiecie, co zrobiono minionego roku w Toronto? Dwom z trzech torontonskich
            uniwersytetow brakuje miejsc w domach akademickich. Z kolei starsze domy
            starcow staja sie coraz mniej popularne wsrod swawolnych, bo budowane byly 20-
            30 lat temu, maja wiec gorsze standardy niz te budowane obecnie. Tak wiec moj
            uniwersytet i jeszcze jeden weszly w uklad z zarzadem kilku takich starzejacych
            sie swawolnych domow i spora ilosc studentow otrzymala pokoje na poszczegolnych
            pietrach senior homes. Niektorzy staruszkowie troche narzekali na halasy ale
            ogolnie po roku wszyscy byli soba mocno zachwyceni - szczegolnie studentki
            pilnujace diety - z dziadkami nie da sie przejadac, bo wszystko zdrowe,
            gotowane, niesolone, nieslodzone wink Okazalo sie, ze nawiazalo sie sporo
            ciekawych znajomosci miedzy pokoleniami i wielu studentow chce wrocic do tych
            samych domow w nastepnycm roku. A swawolni zegnali wielu jadacych na wakacje ze
            lzami w oczach. Ot, taka ciekawostka smile
            Aszar
            • josarna Re: znowu o starości... weselej 19.07.05, 22:39
              Od dawna wiadomo, że zazwyczaj wnuki trzymają sztamę z dziadkami, jeśli tylko
              ci ostatni są po prostu normalni. Dzieci uczone zrozumienia dla słabości
              starszych wyrastają na dobrych ludzi. W naszej rodzinie dziewczyna kończy
              medycynę i myśli o zajęciu się starymi ludźmi; druga podobnie. Syn koleżanki,
              wychowywany w towarzystwie babci, nawiązuje doskonale kontakty ze starszymi
              paniami na osiedlu itd. Starzy ludzie mogą sporo dać młodym, przede wszystkim
              czas na rozmowę i cierpliwość. Bywają też bardziej wyrozumiali niż rodzice,
              właśnie dlatego, że wysłuchają cierpliwie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka