josarna
14.06.05, 21:42
Jestem udręczona myśleniem o starych ludziach.
Wciąż wraca to samo: jeśli nie poświęcasz się całkowicie dla bardzo starych
ludzi, to jesteś potworem.
Siostra wzięła do siebie na 3 tygodnie ciotkę (92 lata) z uszkodzonym
ramieniem. Wstawała o piątej i kąpała, wycierając starannie każdy paluszek u
nogi, bo ciotka tak sobie życzyła. Potem bieg do pracy na odpowiedzialnym
stanowisku. Dalej obowiązki przejmowała chora mama (72 lata), którą ciotka
tresowała. Trwa walka o zgodę ciotki na opiekunkę. Nie - bo jest samodzielna,
ale gdy rodzina (daleka!) ją zostawia, to ostentacyjnie morzy się głodem.
Ląduje pod kroplówką. Ja cierpię, bo mamę bardzo kochamy i chcę by była u
mnie na wsi, a nie w piekle. Nie mogę pomóc, bo jestem daleko i mam tu
podobnego "artystę" (95 lat). Jest jeszcze sprawna, urocza, ale samotna
ciotka (75 lat). Inna też lada miesiąc zacznie potrzebować opieki.
Co będzie dalej?! Czy za 30 lat na jednego człowieka w sile wieku będzie
przypadało kilka starych osób (w tym ja)?! Jak młodzi będą pracować, jeśli
nie zniknie w Polsce społeczny przymus osobistej opieki nad bliską i daleką
rodziną? Ja NA PEWNO rozwiążę ten problem sama - a jak inni? Czy nie można
pojąć, że nie każdy jest w stanie osobiście myć obcą niemal osobę? Dla mnie
mycie przez syna byłoby upokarzające! Nie tylko mój stryj ma pretensje do
wszystkich, że się nudzi. Telewizja jest durna itd. Kiedy my mamy pracować,
kiedy zajmować się własnymi dziećmi, jeśli starzy ludzie żądają zabawiania
ich? Ja zaniedbałam własne dziecko dla staruszka, a teraz spotykam się tylko
z wrogością, bo odmówiłam gadania o niczym. Gotuję, FINANSUJĘ wszystko,
zapewniam bezpieczeństwo, ale i tak jestem potworem.
Dla siebie odpowiednio wcześnie kupię stosowny zestaw i odejdę...