Dodaj do ulubionych

Spozywcze przeboje PRL-u

03.03.06, 10:25
Tak mnie naszlo, gdy zobaczylam w swojej przydomowej "Zabce" dziwo pod nazwa
"Wata cukrowa", sprzedawane w... plastikowych kubeczkach, podobnych do
opakowan jogurtu, czy smietany. Waty cukrowej nigdy nie lubilam, ale za to
- oranzada w proszku zjadana na sucho poslinionym paluchem prosto z torebki,
- oranzada w szklanych butelkach z ceramicznym kapslem na druciku (tak pieknie
robila psssst przy otwieraniu),
- cytroneta, czy cytronada z foliowych woreczkow, pita przez slomke (uroczo
sklejala paluszki),
- guma balonowa "Donald", a w kazdej paczuszce super historyjka obrazkowa,
- lody w kulkach, umieszczane miedzy dwoma wafelkami (sztuka bylo zjesc je do
konca, zwlaszcza w cieply dzien, nie upaprawszy sie od glow do stop),
- sprzedawane bez kartek w stanie wojennym "wyroby z mas tlustych" (juz sama
nazwa dzialala odchudzajaco) i wiele, wiele innych przysmakow.

Zaczelam od "deserow", ale byly tez "konkrety", jak na przyklad slynny
LUNSZMIT i inne, calkiem niesamowite wynalazki smile)
Sprobujemy je odkopac z pokladow pamieci? wink
Obserwuj wątek
    • kanoka Re: Spozywcze przeboje PRL-u 03.03.06, 10:50
      Oj, Mantro, orężada, nie oranżada smile)
      Na słodko: Kukułki, sugusy, irysy, raczki - cukierki. Teraz tez niektóre z nich
      bywaja w ramach odgrzewania resentynentów, ale to nie to samo. Nadal na słodko -
      kamyczki i blok czekoladowy, makagigi i sezamki, oraz prince polo.
      Z konkretów - flaki w dworcowych restauracjach (o dziwo, zawsze smaczne) i tamże
      bezalkoholowe piwo karmelowe
      A wata cukrowa, chyba jest nadal na odpustach i festynach ludowych -
      tradycyjnie, na patyku(nie omieszkam sprawdzić). Taką na patyku - lubię. W
      plastikowym kubeczku - fuj!
      No i niesmiertelna pańska skórka na cmentarzach na Wszystkich Świętych. Zawsze
      lubię - juz wole nie liczyć, ile lat......
      Ide wspominać dalej smile)
      • fedorczyk4 Re: Spozywcze przeboje PRL-u 03.03.06, 11:21
        Marmelada (ort. zamierzona.) jabłkowo-buraczana w bloku. Nie wolno mi było jej
        kupować a ja ją uwielbiałam. Wedlowskie wafelki śmietankowe. Koreczki z
        Supersamu, czyli pradziadkowie żelków. Konserwy turystyczne wielkości min
        przeciwczołgowych. Do dziś bebechy mi się przewracają jak o nich pomyślę, a nic
        innego nie dawało się zabrać w Bieszczady. A i jeszcze mleko skontdensowane w
        tubce.I Polo Koktasmile)Człowiek jednak miał strusi żołądek.
        • omeri Re: Spozywcze przeboje PRL-u 03.03.06, 12:22
          woda sodowa w szklanych syfonach, ryż dmuchany
    • popaye Re: Spozywcze przeboje PRL-u 03.03.06, 14:20
      chyba jednak oranzada (Jodlowski/Taszycki, Doroszewski, Skorupka i
      Wl.Kopalinski:oranz - kolor pomaranczowy) smile
      Pamietam iz lepko-slodkie bylo, butelki brudne (mam nadzieje, ze tylko z
      zewnatrz!) i gwoli prawdy historycznej rowniez koloru "bezbarwnego" -
      szczegolne mniam-mniam.

      Male, prywatne sklepiki byly pelne wyszukanych "smakolykow" jak np. banan z ...
      cukru (mieszanina cukru-pudru i ubitego bialka zabarwiona na zolto i uformowana
      na ksztalt banana) ktorych smak byl znany mym szkolnym kolegom wczesniej zanim
      jedli (i wogole widzieli na oczy) prawdziwe bananysmile

      Smakolykow tego typu bylo mnostwo, np. guma do zucia, ale zadna tam balonowa.
      Taka produkowali rodzimi wytworcy (wyjatkowe swinstwo) zanim rynek zostal
      zalany "lewym" prywatnym importem tej balonowej smile)

      Wielu tych rzeczy sam nie probowalem (ku mojej uwczesnej rozpaczy) bo mielismy
      w rodzinie cukiernika i w zwiazku z tym ciast, ciasteczek oraz slodkosci
      dobrej jakosci w nadmiarze nawet dla mnie-lakomczucha.
      • skir.dhu Re: Spozywcze przeboje PRL-u 03.03.06, 15:22
        W barze na wprost dworca kolejowego i autobusowwego w Zakopanem przez wiele lat
        specjalnoscia zakladu byly PLUCKA NA KWASNO. Natomiast w barze w Zamosciu
        widzialam kiedys wywieszke "specjalnosc zakladu - ziemniaki z wody". Pamietam
        pyzy na Bazarze Rozyckiego sprzedawane z wiader przez takie prawdziwe
        warszawskie kumochy. Niezapomniane tez kielbaski z rozna z musztarda Sarepska
        (co znaczy - "sarepska" - od czego ta nazwa? ktos wie?). I lizaki takie
        wielkie, czerwone kola poustawiane jak kwiatki w sloikach w mrocznymch
        sklepikach z grubymi sprzedawczyniami - taki byl np. na Okrag niedaleko liceum
        pielegniarek, potem tam chyba byla pasmmanteria - moze Fedorczyk pamieta smile
        Kapusta kiszona i ogorki z prawdziwych, drewnianych beczek.
        Nabijane syfony z woda sodowa.
        Krem sultanski - juz gdzies kiedys wspominalam krem sultanski. Czy to w ogole
        ktos jeszcze podaje?
        Skir Dhu
        • kanoka Re: Spozywcze przeboje PRL-u 03.03.06, 16:26
          I musztarda sarepska i krem sułtański, nadal istnieją i mają się dobrzesmile)
          Dlaczego ona sarepska, też nie wiedziałam. Oto, co podaje słownik Kopalińskiego:
          "sarepska musztarda - wyrabiana z gorczycy sarepskiej, uprawianej gł. w Rosji.
          Etym. - od nazwy miejscowości Sarepta (dziś Krasnoarmiejsk) pod Carycynem (dziś
          Wołgograd)"
      • kanoka Re: Spozywcze przeboje PRL-u 03.03.06, 15:41
        PP, nie chodzi o poprawność ortograficzną, ale tak, jak mówiły dzieciaki na
        podwórku, a ja razem z nimi smile)
        • onkwe Re: Spozywcze przeboje PRL-u 03.03.06, 16:14
          Spacerkiem po Wa-wie


          1. Ambrozja z Hortexu – szczyt elegnacji deserowej,zwykle, pod koniec miesiaca
          szczegolnie, nie na studencka kieszen. Najlepsza w Hortexie na Swietokrzyskiej.
          2. Rurki z bardzo bita smietana – najlepsze na ul.Grojeckiej przy pl.
          Narutowicza w cukierni „po schodkach”. Nalezalo konsumowac natychmiast, w ciagu
          pierwszych 2-3 minut, zanim krucha oslona waflowa nie przesionkla ( ciekawe
          czy PP skoryguje? wink
          3. Zapiekanki z pieczarkami – w zwiazku z reglamentacja, wkklad miesny
          zastapiono niezawodnymi grzybkami z cebula
          4. Pasztet Mazowiecki w puchach – bardzo pozywna praktycznie jedyna ( oprocz
          razowca ) potrawa studentow na Kicu
          5. Piwo grzane korzenne – najlepsze na Dw.Glownym w barze przydworcowym, w
          kuflach, przyrzadzane na miejscu. Smak szczegolnie zabojczy gdy konsumowane z
          tatusiem do spolki, z jednego kufla.
          Mini-oscypki – lub inaczej "wspomnienie Tatr" , najlepsze od Goralek, wyluskane
          z brudnej gazety rozlozonej na chodniku, pod Domami Centrum
          • kanoka Re: Spozywcze przeboje PRL-u 03.03.06, 16:28
            Eeee, niekoniecznie. Marmelade od Fed - przełknął (i ona faktycznie taka była -
            wiem bo jadłam)
          • popaye Re:Onkwe... :) 03.03.06, 16:48
            zlosliwosci, zlosliwosci smile

            nieopatrznie wspomnialem, ze mialem w rodzinie cukiernika wiec hmmm... znalem,
            (zle okreslenie, bylem dzieckiem, wiec wiedzialem kto, gdzie i ew.wspolnik)
            srodowisko - i wiekszosc cukierni w miescie smile
            Co do rurek z kremem, hmm.... mialem innego faworyta ale cukiernie (ska.P&C)
            naturalnie znam (moja matka mieszka o rzut kamieniem od pl.Narutowicza).
            • kanoka Re:Onkwe... :) 03.03.06, 17:03
              Do siedmiu lat, mieszkałam na Niemcewiczasmile
              • skir.dhu Dla wegetarian :) 03.03.06, 17:10
                Jeszcze wspomne kotlety jarskie (pozarskie?) z baru mlecznego Nadwislanskiego
                na rogu Dobrej i Tamki kolo stacji benzynowej. Jak rowniez wykwintny bukiet z
                jarzyn w krakowskim Wierzynku, z ktorego tez serdecznie wspominam poranne
                rogaliki z serem. Teraz pewnie ceny nie pozwolilyby mi nawet powachac oparow
                kawy wink
                W ogole bary mleczne wspominam z wielka nostalgia i z pewnym zalem, ze nie mam
                takich w moich okolicach. Poranne kakao z bulka z bialym serem na slodko albo
                pasta jajowa - Krakow, mglisty poranek, bar przy Manifestu Lipcowego (pewnie i
                nazwa ulicy juz dzis inna). Albo sloneczne, wiosenne popoludnie i barszcz z
                krokietem z kapusta i nalezniki z serem we wspomnianym barze Nadwislanskim.
                I nigdy juz pozniej nie jadlam tak perfekcyjnie smazonych pieczarek z patelni
                jak w barze (nie mylic z wagonem!) WARSu na trasie Warszawa-Wroclaw smile
                Skir Dhu
            • mantra1 Re: 03.03.06, 17:19
              Cos z kaw :
              Rozpuszczalna "Marago", ktora najpierw dluugo i starannie krecilo sie w kubeczku
              z cukrem i odrobina wody, dla uzyskania pianki "efekt espresso" po zalaniu
              wrzatkiem.
              Kawy ziarniste "Select", "Orient" i najbardziej poszukiwana "Super" - zanim w
              domu nie pojawil sie radziecki elektryczny mlynek do kawy (sluzy mi do dzis, do
              mielenia suszonych grzybow do zup i sosow), rodzice wysylali mnie z cennymi
              paczuszkami do pobliskich Delikatesow, gdzie "na winno-cukierniczym" krolowal
              wielki mlynek do kawy. I mimo, ze podobo nic w przyrodzie nie ginie, zawsze
              jakos tak sie zdarzalo, ze paczuszka kawy zmielonej byla dziwnie lzejsza i
              mniejsza od porcji wyjsciowej, pewnie pani mielarka/mielonka/mielnicza/mlynkowa
              (?) miala niskie cisnienie wink
              A do kawy, ktorej wowczas nie pijalam ze wzgledow wiekowych, zastepujac ja
              herbata Ulung, badz bardziej wyrafinowanym Cejlonem, Yunanem, czy Madrasem - te
              wlasnie opisywane przez Was rurki z bita smietana, wypiekane na biezaco w
              specjalnej "automacie" przez bardzo niemila blondyne w cukierni na roku Al.
              Niepodleglosci i Madalinskiego, albo ciastka "pączowe", zwane przez szkolna brac
              "wymoczkami" z innej cukierni o rzut beretem, na Madalinskiego przy Kwiatowej.
              Z inych napojow niewyskokowych pamietam jeszcze gorzkie kakao (chyba Wawela?),
              ktore za nic nie dalo sie rozpuscic w goracym mleku, pozostawiajac w nim zawsze
              jakies plywajace, czarne farfocle smile
              • skir.dhu Re: 03.03.06, 17:42
                A laski cykorii uzywane zamiast prawdziwej kawy pamietacie? I kawe "Turek"? A z
                napojow malo-wyskokowych piwo karmelowe "Matus"?
                smile
                Skir Dhu
              • popaye Re:Mantro 03.03.06, 18:59
                Masz ten sam gust co Onkwe smile
                Nie bede tutaj wyjasnial dlaczego we wspomnianej przez Ciebie cukierni
                stosowano ten sam przepis na ciasto do wypieku rurek ale, wierz mnie na slowo,-
                Onkwe tez by smakowaly smile
                Uswiadomilem sobie wlasnie, ze jestescie sporo mlodsze ode mnie smile
                pozdr.,-
                pE
                • mantra1 Re: Popaye'u 03.03.06, 23:16
                  popaye napisał:

                  > Masz ten sam gust co Onkwe smile
                  > Nie bede tutaj wyjasnial dlaczego we wspomnianej przez Ciebie cukierni
                  > stosowano ten sam przepis na ciasto do wypieku rurek ale, wierz mnie na
                  slowo,- Onkwe tez by smakowaly smile
                  ****
                  Oj, wyjasnij proooosze smile Nie badz taki tajemniczy.
                  Co z tymi rurkami i w czym tkwil sekret przepisu?
                  Pozdrawiam -
                  Mantra ciekawska wink
                  • mammaja Re: Popaye'u 04.03.06, 00:12
                    Z luksusow - bywaly w Delikatesach kraby Chatka w puszkach, winiak Bielyj Alyst
                    i Pliszka. Gellale i Flisa oczywiscie pamietam ! Wspaniale cukierki odpustowe
                    "na wage" - poduszeczki w kolorowe paski, no i oczywiscie kremy w Coctail - Barze,
                    tym w Alejach Jerozolimskich i tym na Krupowkach. Blok kakaowy "na wage" i
                    tabliczki krowki.
            • onkwe Re:Onkwe... :) 03.03.06, 17:34
              popaye napisał:

              > zlosliwosci, zlosliwosci smile

              eeeee, tam ... jakie tam zlosliwosci kolezanko, po prostu przymruzenie lewego
              oka... wink


              > nieopatrznie wspomnialem, ze mialem w rodzinie cukiernika wiec hmmm... znalem,
              > (zle okreslenie, bylem dzieckiem, wiec wiedzialem kto, gdzie i ew.wspolnik)
              > srodowisko - i wiekszosc cukierni w miescie smile
              > Co do rurek z kremem, hmm.... mialem innego faworyta ale cukiernie (ska.P&C?
              > naturalnie znam (moja matka mieszka o rzut kamieniem od pl.Narutowicza).

              No wlasnie, "faworyt"...Mowiac "najlepsze" myslimy nie tyle o rzeczywistym
              smaku, ile o walorach sentymentalnych...wink))

              P.S. O kurcze! To my byly sasiadki? wink
              Jeszcze okaze sie, ze z kolezanka PP mialam zaszczyt, w tym samym barze
              mlecznym na pl. Narutowicza degustowac te , no ..."ruskie" ;0) (a faktycznie,
              czesto krecila sie tam niezla laska, udajaca faceta wink)

    • terem Re: Spozywcze przeboje PRL-u 03.03.06, 19:41
      A takie malusieńkie cukiereczki-groszki, chyba nazywały się "Czarna perełka",
      pamiętacie?W plastikowym pudełku, płaskim, po właściwym przekręceniu wieczka
      otworek w wieczku natrafiał na otworek w denku, no i już! Można było sobie
      dopaszczowo nasypać owych słodyczysmile) A jak fajnie chrobotały, przy zażywaniu!
      A "orężada" w proszku, to najlepiej smakowała , nasypana do spoconej, wcale nie
      czystej dłoni i stamtąd zlizywana.Taaak, wtedy nie wierzyliśmy w bakterie,
      zresztą , mało kto z nas miał pojęcie o ich istnieniu. I chyba dlatego nikt
      się wtedy nie pochorował.
      I jeszcze lizaki, okrągłe,płaskie, z jakimiś wzorkami, niby-kwiatowymi.
      I galaretka, z wielkiego bloku, na wagę, taka w kolorowe paski.Wspaniała była!
      I jaka niehigieniczna! wink)))) A najlepszy był biały pasek!
      Póki co, tyle. Moze coś jeszcze sobie przypomnę.
      • kanoka Re: Spozywcze przeboje PRL-u 03.03.06, 20:16
        Galaretka...mniam...i faktycznie, najlepszy był biały pasek....
        Teraz też coś podobnego znalazłam, ale czy ona ma TEN smak?
        www.sarad.pl/produkt.php?id=76
      • warum Re: Spozywcze przeboje PRL-u 03.03.06, 20:26
        Terem, swietnie,ze przypomnialas te przysmakismile ja lubilam -
        -kakao turystyczne, slodzone / w proszku / w torebkach jak teraz zupki/
        -kamyczki / orzechy w polewie jak wspolczesne lentilki/
        a konserwy byly dluuugo zjadliwe! tylko ta blacha pancerna uzyta do puszek byla
        trudna do sforsowania bez chlopasad
        -kawa rozpuszczalna inka
        -byly jeszcze takie male czekoladki wedlowskie/ takie ca.2x1cm /opakowane
        jednostkowo w sreberka i kolorowe papierowe obwolutki kazda sztuka, a
        sprzedawane na kg/
        Wtedy to byly czasy!smileczlowiek czul smaki i cieszyl sie z kazdej delicji, a
        teraz... szynka sie przejadla,czekolada szkodzi, tylko guma / do zuciasmile)/ ma
        wziecie.
        • alfredka1 Re: Spozywcze przeboje PRL-u 03.03.06, 20:41
          A może ktoś pamięta, oczywiście z opowiadań mam i tatusiów, Bar FLIS z
          flakami? ależ one były smaczne, nawet ser pokruszony stał w spodeczkach na
          stołach. I najciekawsze - wpadali doń i profesorzy i murarze i smieciarze i
          alfredka z wodnikiem"))
          • kanoka Re: Spozywcze przeboje PRL-u 03.03.06, 21:19
            Pamietam.Z autopsji smile)
            W Harendzie - czysty barszczyk czerwony z pasztecikiem
            • mantra1 Re: Spozywcze przeboje PRL-u 03.03.06, 22:05
              kanoka napisała:

              > Pamietam.Z autopsji smile)
              > W Harendzie - czysty barszczyk czerwony z pasztecikiem
              ****
              O, yes! I salatka "wloska" (ktora we Wloszech nazywa sie insalata russa, zeby
              bylo ciekawiej) w tej samej dokladnie cenie - za 7,20 smile
              I Himilsbach grasujacy miedzy stolikami i dosiadajacy sie chetnie do studentow
              na papieroska "cudzesa", badz na piwko, by pogadac o zyciu, albo recytowac
              Jesienina smile
    • wedrowiec2 Re: Spozywcze przeboje PRL-u 03.03.06, 20:50
      Wszyscy piszą o smacznych słodkościach, a ja przypomnę paprykarz szczecińskiwink
      • onkwe Smaki Ludowej - sciagniete osciennie.. 03.03.06, 21:12
        (..)"Na temat innych smakolykow odsylam do swietnego tekstu opublikowanego w 52
        numerze Polityki z 1997 roku, "Smaki Ludowej". Tu macie probke - kawior z
        kiszonego ogorka, albo czekolada domowej roboty -
        "Zagotować: 1 szklankę cukru pudru z paczką cukru waniliowego i pół szklanki
        mleka oraz pól pojemniczka margaryny Vita. Przetrzeć przez sito 2 szklanki mleka
        w proszku z 1-3 łyżkami kakao. dołączyć do gotującej się masy i mieszać na małym
        ogniu ok. 10-15 minut. Uważać, aby nie było grudek. Ew. można zmiksować w
        młynkomikserze lub mikserkiem, bo grudek jednak nie powinno być. Półmisek
        przelać zimną masą kakaową. Gdy podstygnie - krajać jak czekoladę. Można też
        dawać zamiast mleka - śmietankę, a od ilości kakao będzie zależeć, czy czekolada
        będzie "mleczna" czy "gorzka"."
        --------------------
        "(...)A jeśli twaróg zupełnie do niczego się już nie nadaje, można go przerobić
        na znakomity serek topiony: "rozkruszyć, przykryć ściereczką, zostawić na 5-6
        dni w cieple, a kiedy już prawie się rusza i roztacza fatalne zapachy, smażyć aż
        powstanie gładka masa. Do tego przyprawy"."

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=384&w=26292664&v=2&s=0
    • kanoka Re: Spozywcze przeboje PRL-u 03.03.06, 21:22
      Pasta awanturka. Nieodłączna omasta prywatkowych kanapek. Robiło się toto z
      białego sera i byczków w pomidorach. Do tego - pieprz ziołowy, bo prawdziwy,
      bywał sporadycznie
    • kanoka Re: Spozywcze przeboje PRL-u 03.03.06, 22:22
      Wino Klosterkeller. Wiem, ze nie z PRL-u ale w PRL-u
      Z PRLu było Wino marki wino, patykiem pisane
      • mantra1 Re: Spozywcze przeboje PRL-u 03.03.06, 22:36
        Za "moich czasow" najbardziej popularne byly czerwone wytrawne "Gellala" i
        "Fatima", pochodzace z Tunezji, a moze z z bratniej Algierii...nie pamietam.
        • omeri Re: Spozywcze przeboje PRL-u 03.03.06, 23:06
          Oj pamiętam ci ja Gellale i fatimę, urok mych prywatek licealnych
          • onkwe ..ale bryndza ! ... 04.03.06, 08:08


            www.polskaprl.rejtravel.pl/spozywka.htm
            • kanoka Re: ..ale bryndza ! ... 04.03.06, 08:20
              Dawnych wspomnień czar wink)
              Ciekawe, że wspomnienia, zawsze mają ten czar, nawet, kiedy - bryndza
              Fajny sznurek smile)
              • nokata Re: ..ale bryndza ! ... 04.03.06, 16:30
                Bryndza...
                W dwoch rodzajach:
                Ostrzejsza, owcza
                i lagodniejsza, owczo-krowia.
                Pakowana jak maslo w opakowania cwierckilogramowe, a nie 200g jak teraz
                Wspolczesna ma sie mniej wiecej tak do tamtej,
                jak produkt koncowy sniadania do samego sniadania.
                Obejrzalam sobie opakowanie, co tam jest.
                Oczywiscie, wszystkozaszyte w symbolach E-iles-tam
                Okazalo sie, ze gutaperka czy inna gumka-prezerwatywka,
                substancje stabilizujace, substancje rozluzniajace (ciekawe co...)
                Czyli wspolczesny syfilis za to zgodny z normami unijnymi.

                Alkohole..
                Heh, lezka w oku sie kreci.
                CCK, J-23,
                Winka Limnos, Samos,
                A kto pamieta Cassiviere?
                A Konia z rzedem temu kto wie dzisiaj co to "latrynowka" smile

                No dobra, jest to wyrabiany w drugiej polowie lat 70' bimber na landrynkach
                No i wiekszosc panow (a panie nie byly wcale gorsze)
                mogla byc ekspertami w dziedzinie alkoholi ekologicznych.
                No i oczywiscie nalewki uzdatniajace produkt domowej desylacji
                A to na kawie, a to na rodzynkach, a to na owocach jakies ratafie.

                Chinski wyciag (bimber robiony na ryzu)
                125 (czyli Kozanow - we Wrocku na Kozanow jezdzil autobus 125,
                a 125 to od proporcji czyli 1 kilo cukru, 2 deko drozdzy, 5 litrow wody)
                i tradycyjna, z "podziemnych pomaranczy".
                Jesienia doskonale wychodzila "kampanijna" robiona
                z melasy w czasie kampanii cukrowniczej.
                Skad ludzie mieli melase, to ich slodka tajemnica.
                I wiele, wiele innych wynalazkow i cudeniek
                Piwo w piwiarniach, pijane na stojaco. I atmosfera pijalni piwa.
                Cokolwiek gesta. Tak gesta, ze zeby postawic piwo nie trzeba bylo stolu. Wystarczylo postawic w dowolnym punkcie przestrzeni
                ograniczonej wszedzie takimi samymi szarymi scianami
                i firankami pamietajacymi podpisanie manifestu lipcowego.
                I piwo stalo.

                Z zagrych - Krupnioki.
                Ale nie jakas mazia nie podobna do niczego
                z kawalkami przechodzonej watroby w srodku,
                a najprawdziwsze pachnace przyprawami slaskie krupnioki.

                Salceson ze slabo wygolonymi uszami wieprzowymi w srodku.
                No, jezeli powykopciuszkowalo sie futro, to "cwaniaczek" byl paluszki lizac.
                No cwaniaczek, bo w przeciwienstwie do szynki nie wywiezli go na "sybir".

                Kielbasa "robotnicza. Ale to chyba wyrob regionalny. W cenie zwyczajnej,
                ale smak nie porownywanie lepszy niz ta dzisiejsza.
                A moze tylko mi sie tak wydawalo.
                Ale napewno smaczniejsza niz NRD-owskie czy NRF-owskie "wursty"
                smierdzace uzdatniaczami

                Niesmiertelne zimne nozki jako obowiazkowa przekaska do "harcerzyka"

                Heh a slodycze.
                Chalwa wlasnorecznego wyrobu, podobnie i na masle smazony cukier z kakao,
                z ktorego pozniej bylo cos na ksztalt krowek.
                No i cos, czego dzisiaj nie uswiadczy sie: Bajo-Bongo...
                Pamieta ta poezje jeszcze ktoss?

                Dobra, teraz cos dla zdrowia.
                Omalvit i ovovaltina ( o ile nie pokrecilam nazw)
                Doskonale do wyjadania (podobnie jak juz wspomniana oranzada) paluchami.

                A mleko nalewane w mleczarniach do przyniesionej banki na mleko
                slicznym nalewkami. JAk sprzedawczyni byla wytrenowana, to zamiast litra mleka nalewala 0,9 litra i zawsze dostawalam po dyferencjale
                za to ze podpiljalam surowe mleko prosto z banki

                Dobra, ide se na jakie slodkosci do kuchni. Moze mnie nie obsobacza za lakomstwo

                Cmokaski Bobaski
          • kanoka Re: Spozywcze przeboje PRL-u 04.03.06, 08:11
            Też pamietam, ale później smile
            Na prywatkach - Egri Bikaver i Egri burgundi. Klosterkeller, na kieliszki w
            kawiarni. Do tego papieros Sport, a czasem Giewont(te były z filtrem).
            Wyjątkowo, bo drogie - Carmeny.....Dopiero później nastała era Klubowych
            Ale czy papierosy, to artykuł....spożywczy?
            • ewelina10 Re: Spozywcze przeboje PRL-u 04.03.06, 08:36
              kanoka napisała: Carmeny...

              ... "Sylesia", "Damskie" takie słomki do połowy puste
    • terem Re: Spozywcze przeboje PRL-u 04.03.06, 14:10
      A jesli wino, to kto z Was poznał wino Gamza? Eeech...Były czasy...Przy tzw.
      lampce tegoż wina spędzało się długie wieczory...Choć, jak tak się teraz
      zastanowić, to toto nie miało wiele wspólnego z winem, ale fajne byłowink)))
      • mantra1 Re: Spozywcze przeboje PRL-u 04.03.06, 14:43
        Gamze chyba pijalam, chociaz nie bardzo pamietam jej "bukiet" wink
        A wracajac do papierosow: Caro w niebieskiej paczce z duza litera C mialo tak
        silny aromat, ze zaden spryciulek wychodzac ze szkolnej toalety nie mogl sie
        wylgac byle Sportem, czy Klubowym z drugiej kieszeni, bo czyhajace pod nia
        "sępy" zawsze wywachaly, co wlasnie wypalil smile)
      • omeri Re: Spozywcze przeboje PRL-u 04.03.06, 17:03
        Gamze tez pamietam
    • ewelina10 Re: Spozywcze przeboje PRL-u 04.03.06, 14:59
      tiiiia ... czasy były - i nie szkodził papieros i picie wina do rana

      Perfect
      /.../
      "I poznałem co to seks
      Pocztówkowy szał
      Każdy z nas ich pięćset miał
      Zamiast nowej pary dżins
      A w sobotnią noc
      Był Luksemburg, chata, szkło
      Jakże się chciało żyć!

      Ref: Było nas trzech
      W każdym z nas inna krew
      Ale jeden przyświecał na cel
      Za kilka lat
      Mieć u stóp cały świat
      Wszystkiego w bród

      Alpagi łyk
      I dyskusje po świt
      Niecierpliwy w nas ciskał się duch
      Ktoś dostał w nos
      To popłakał się ktoś
      Coś działo się /.../
    • byfauch Re: Spozywcze przeboje PRL-u 04.03.06, 18:18
      Tak gwoli ścisłości:
      Oranżada - 1,80 zł
      Mandarynka - 2,30 zł
      Cwiartka chleba - 1,00 zł
      Maślanka - 1,00 zł
      Piwo "Gdańskie" 0.33l (w "garbuskach") - 4,00 zł (fakt, trochę później)
      "Sporty" 3,50 zł (później przez ówczesne Moherowe Berety przemianowane na
      "Popularne")
      Ech...łza się w oku kręci...
      • maryna04 Re: Spozywcze przeboje PRL-u 05.03.06, 01:22
        Z cen pamietam - kostka masla z czerwonym napisem 17,50, ale w ktorej to
        bylo epoce - nie skojarze.
        • kanoka Re: Spozywcze przeboje PRL-u 05.03.06, 08:09
          Wszystko jest w piosence
          "Złoty pięćdziesiąt, złoty pięćdziesiąt na "Sporty"
          gdybym nie przepił, kupiłbym sobie "Giewonty"
          Ale "Giewonty", kosztują cztery sześćdziesiąt
          A ja na sporty mam tylko złoty pięćdziesiąt"

          Czas - koniec lat 60. No, a jeszcze papierosy można było kupować na sztuki, O!
          I, jak pisze Ewelina - nie szkodziły.....
          • skir.dhu Re: Spozywcze przeboje PRL-u 05.03.06, 18:44
            Kulka lodow - 1,20 zl
            Paczek, drozdzowka itp. ciastka w wiekszosci cukierni - 2,00 zl
            Bochenek chleba - 4,00 zl i odpowiednio pol chleba - 2,00 zl, cwiartka chleba -
            1,00 zl
            Znaczek na list w Polsce - 40 gr
            Zeszyt 16-kartkowy - 1,10 zl
            Dlugopis (najtanszy w kiosku RUCH) - 8,00 zl
            Bulka kajzerka - 30 gr
            Ser bialy - 12 zl/kg ale juz nie pamietam czy chudy, czy tlusty
            Miesiac gimnastyki korekcyjnej w szkole podstawowej - 40 zl (zajecia byla 2
            razy w tygodniu po lekcjach)
            A potem nastepna epoka:
            czekolada z orzechami Wedla - 36 zl
            kilogram pomaranczy lub cytryn - 40 zl
            kozaczki zimowe wymarzone i wyogladane na wystawie sklepu z obuwiem na Solcu
            (pomiedzy perfumeria i sklepem papierniczym) - 120 zl
            wspomniany krem sultanski w kawiarni "Jolka" na rogu Solca i Alei 3 Maja - 16 zl
            butelka Coca-Coli - chyba (!) 6 zl
            czekolada nadziewana - 10,50 zl
            kilogram cukru - 10,50 zl
            Bilet miesieczny na jedna linie autobusowa - 40 zl
            Skir Dhu
            • para_my Re: Spozywcze przeboje PRL-u 05.03.06, 20:47
              Rogal popijany oranżadą w czasie porzewy w lekcjach.
              małzonka - rurki z kremem popijane colą w coctail-barze na Puławskiej
              • gaja_1 Re: Spozywcze przeboje PRL-u 07.03.06, 12:31
                I cóżeście narobili?
                Gdzie ja teraz znajdę wieprzowinę w sosie własnym w słoikach z lat 50?
                Podawana z kolankami przez tatę codziennie przez 2 miesiące,
                w czasie pobytu mamy w szpitalu,
                na całe życie pozostawiła swój smaksmile
                A gdzie są "domina" dla pań?
                Carmeny w porównaniu z nimi to śmierdziuchy, chociaż kosztowały 18 złsmile
                Gdzie odnaleźć salcefiks taki, jaki był podawany w barze "Zacisze" w Kowarach?
                A strogonow z "Patrii" w Karpaczu?
                Pasta jajeczna z "Karzełka" w Jeleniej Górze to dopiero był rarytas.
                Chyba "Ambasador" we Wrocku podawał przepysznego brizola.
                A wino Malaga, dzięki piwnicznej atmosferze najbardziej smakowało w klubie
                stoczni Warskiego w Szczecinie.
                To se ne wratisad
                Wyrób landrynkowy przerabiałam we własnym domusmile
                Wyjechałam z córą do mamy na urlop a w tym czasie mój pan z kumplami nastawiłsmile
                Balanga była nietega, aż im balonik pekł, nie mieli czasu posprzatać a mnie
                diabli przyniosły do domu o 2 dni wcześniejsmile
                • kanoka Re: Spozywcze przeboje PRL-u 07.03.06, 13:09
                  A kto pamięta tuszonkę? i przysmak śniadaniowy?
                  A z papierosów, to dla pań były jeszcze "damskie" i "płaskie", które paliły moje
                  ciocie. Ale ja najbardziej lubiłam "Orienty"
                  No i bardzo mocne(wbrew nazwie) - ligerosy . I partagasy(kubańskie?), i
                  Zefiry(mentolowe), które miały powodować bezpłodność.
                  Hmmmm.....
                  A kto śpiewał"Hej, palmy tylko sporty, nigdy dotąd nie zgasł żaden sport"
                  I nie był to spot reklamowy, tylko regularna piosenkawink
                  Kurczę, nie pamiętam....
                  • gaja_1 Re: Spozywcze przeboje PRL-u 07.03.06, 13:20
                    Przysmak oczywiście pamietamsmile
                    A kto jadł konserwy kupowane w czasie kartek w ambasadzie radzieckiej?
                    Bez wzgledu na nazwę 60% to słoninasmile
                    A mówili, że szynkę im wysyłająsmile
                  • edeka5 Re: Spozywcze przeboje PRL-u 07.03.06, 19:14
                    kanoka napisała:
                    > Zefiry(mentolowe), które miały powodować bezpłodność.
                    > Hmmmm.....

                    Trudno to było nazwać paleniem, raczej podpalanie ......... Mam bliźnięta smile
                    • onkwe Pierwszy byl PRL! ...(nie MacDonald!) 07.03.06, 21:20
                      1. Pierwszy "mietki drink"(soft drink), znany jako gruzliczanka – 'czysta'
                      ciecz, w wersji luksusowej zabarwiona na jasnorozowy kolor sokiem malinowym,
                      serwowana cierpliwie czekajacej, spragnionej kolejce, z saturatorow ulicznych,
                      czyli malych, na bialo pomalowanych wozkow na kolkach, oblsugiwanych przez
                      personel salowych z pobliskiego szpitala (tak mi sie, jako 'szpitalnemu'
                      dziecku, zawsze kojarzyli, widzac ich 'ciut' przybrudzone, zapewne niegdys
                      snieznobiale, fartuchy) Ten szczyt socjalistycznej techniki zadziwial prostota
                      i funkcjonalnoscia budowy, wykonania i posiadal nieskomplikowany system
                      operacyjny w postaci ukrytej w obudowie butli z babelkamy, dwoch brudnych rak
                      obslugujacych i pijalnie i kase rownoczesnie, paru musztardowek, jednego
                      wodnego gejzerka wplukujacego wszystkie wiruski i bakterie do srodka
                      szklaneczki, oraz dwoch kranikow z ktorych ciekla na zyczenie gazowana ciecz
                      lub syropek...Mniam!

                      2. Pierwszy 'fest fud'(fast food)– pyszne, gorace, ociekajace tluszczykiem
                      kielbaski niewiadomego pochodzenia (w okolicy nie uswiadczyles ani jednego
                      bezdomnego kota wink, z rozna i z musztarda i bulka, na Krupowkach, serwowane z
                      budki, na papierowych tackach. Konsumowane przy ciosanych drewnianych lawach i
                      stolach na malutkim podworeczku. Najlepiej smakowaly w deszczowe i halne dnie,
                      kiedy wyprawy w gory zostawaly odwolane, zrodla na Antalowce znowu 'sie
                      zamkly', a trza bylo dziateczki z domu wyprowadzic, coby nie wlazly na glowe
                      rodzicom i dziadkom ... wink

                      2. Pierwszy "drajw fruuu" (drive thru) - jurne gazdzinki na siodle Giewonta
                      (tudziez innych popularnych, ceprowych szlakach) serwujace przesuwajacemu sie
                      sznurkowi 'taternikow' czarne jagody prosto z 'kanek'(!). Dodatkowa,
                      pokrzepiajaca opcja za niewielka doplata, dla wycienczonych wspinaczka na
                      wysokich obcasach i w pelnym garniturowo-krawatowym rynsztunku, stanowila
                      swieza, gesta smietanka lub oscypek. A jak sie po tym, po skalkach, w
                      poszukiwaniu ustronnego miejsca, szybko wspinalo! wink)
                      • alfredka1 Re: Pierwszy byl PRL! ...(nie MacDonald!) 07.03.06, 21:36
                        A pamietasz w podwóreczku na Krupówkach szaszłyki, co to baranie miały być??
                        zapach przepiękny niósł się aż przez Rówień, ale jeść tego się nie dało. Były
                        chyba przyrządzane z mięsa baraniego z okolic kostek, same ścięgna. Nie powiem,
                        żuć się dały. Ale najsmutniejsze to, że cieszyły nas bo bez kartek
                        się "dostało".
                        • onkwe Re: Pierwszy byl PRL! ...(nie MacDonald!) 07.03.06, 21:45
                          te kielbaski "krupowkowe" byly przedkartkowe, alfredko, czyli
                          tez "przedszaszlykowe" ..smile)))
                          ( tak tak, onkwe pamieta czasy prehistoryczne, z epoki lupania
                          przedkartkowego wink)
                          • mantra1 Re: Pierwszy byl PRL! ...(nie MacDonald!) 07.03.06, 22:33
                            Na fali zakopianskich wspominkow:
                            czy pamietacie taka kawiarnie (Szarotka, a moze Samanta?, w kazdym razie cos na
                            "S"), niedaleko FWP "Hyrny", gdzie dawali wielkie, rozowe, piankowe chiacha?
                            Nigdzie juz potem tak oblesnych, a zarazem pysznych ciastek nie spotkalam. I tak
                            wlasnie nazywali je goscie tej kawiarni, co dosc denerwowalo jej personel.
                            Jakiez bylo moje zdumienie, gdy pare lat temu kolezanka, ktorej w tamtych
                            czasach nie znalam oswiadczyla mi, jadac do Zakopca, ze pierwsze swoje kroki ma
                            zamiar skierowac do owej kawiarni, by przypomniec sobie smak "oblesnych" smile)
                            Moze to juz jest ich nazwa firmowa? wink
                            • wedrowiec2 Re: Pierwszy byl PRL! ...(nie MacDonald!) 07.03.06, 22:42
                              Mogła być i Samanta www.samanta.zakopane.pl/indexx.htm i Szarotka.
                              Samanta ma kilka kawiarni, a ich siedziba przemieszczała się z biegiem lat.
                              Szarotka jest (była) na Krupówkach. Do Hyrnego mały kawałek drogi, pod górkęwink
                              A może to był słynny Coctail-Bar Orbisu?
                              • mantra1 Re: Pierwszy byl PRL! ...(nie MacDonald!) 07.03.06, 22:59
                                Kawiarnia (chyba jednak Samanta) byla na malej uliczce poprzecznej do tej, na
                                ktorej jest Hyrny, na pewno nie na Krupowkach.
                                Do Orbisu to sie na danse latalo. I qrcze, jakos bylo nas na to stac w
                                studenckich czasach, a dzis codzienne balowanie w hotelowej knajpie z pewnoscia
                                stanowiloby niemaly uszczerbek dla budzetu wink
                                A w Hortexie na Krupowkach krolowaly czarno-biale-afrykanskie smile)
                                • onkwe Re: Pierwszy byl PRL! ...(nie MacDonald!) 07.03.06, 23:25
                                  Dobra, Krupowki, Szarotki, Hyrne i Orbisy byly i so dla ceprow...tubylce majo i
                                  mieli swoje "pijalnie wut i piff".. wink calkiem na uboczu, nie rzucajace sie w
                                  oczy, np na dole na Chramcowkach (zawsze parkowalo tam kilka dorozek), nad
                                  siklawa lub na tylach skladow weglowych, pod chmurka.

                                  Mnie zakopianskie piwo bedzie sie jednak zawsze kojarzyc z Kuznicami.
                                  A bylo to tak. Po kolejnej, parodniowej wedrowce przez piargi, hale, kosowke i
                                  bacowki, zakonczylismy trase schodzac do Kuznic. Tu, w czasie krotkiego
                                  popasu, onkwe namolnie namawiala Rodziciela na piwna orgie, jako ze posiadla ja
                                  przemozna zsiorbania pianki z kufla...
                                  Tatus, zmachany zdobywaniem Tatr, nie kwapil sie do zajecia miejsca na koncu
                                  dlugasniej kolejki, zlozonej fifty/fifty z ogorzalych plecaczkowych turystow z
                                  ciupagami i dorozkarskich, waniajacych konskim potem Goroli w gunkach ( bez
                                  ciupag)... Rodzic postawil wiec ulitmatum. Jak mi wystoisz piwo, ja dam
                                  ci "siorbnac" pianke. Coz bylo robic. Stanelo wiec male (6-7 letnie) onkwe w
                                  wyplowialych szorcikach i pepegach przewiazanych sznurkiem ( rozciapcialy sie
                                  na przeleczy Krzyzne wink, grzecznie na koncu menskiego ogonka... Turysci
                                  popatrzyli, pokiwali glowami z dezaprobata nad rozpijaniem dzieci... Gorale
                                  popatrzyli, pokiwali glowami z podziwem nad sprytem i metodami wychowaczymi
                                  Rodzica, rozpartego leniwie nieopadal w cieniu ... Rodzic zas czekal
                                  cierpliwie, kiedy dziecku sie odechce w tym upale i towarzystwie. Nic z tego!
                                  Musial w koncu dobic do ogonka z portfelem, w chwili gdy lepek onkwe zrownal
                                  sie z lada...
                                  A pianka byla, palce lizac!
    • luiza-w-ogrodzie Wspomnienia kulinarne z roznych budek 08.03.06, 00:31
      Wakacyjne wspomnienia kulinarne z roznych budek: gofry z cukrem pudrem, bita
      smietana, jagodami; smazalnie ryb; "pizza" wielkosci dloni, z gruba drozdzowa
      baza, posmarowana przecierem pomidorowym, na ktorym lezala smazona cebula i
      pieczarki, wszystko udekorowane tlustym serem; hotdogi: podluzna bulka
      przecieta wzdluz z wcisnieta w srodek kielbasa polana musztarda albo keczapem,
      lody na patykach sprzedawane przez lodziarza na plazy - Calipso i Bambino.

      Na fali nastrojow zapraszam Was do Internetowego Muzeum Polski Ludowej

      Pozdrawiam
      Luiza-w-Ogrodzie
      ·´¯`·.¸¸><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
      Australia-uzyteczne linki
      • alfredka1 Re: Wspomnienia kulinarne z roznych budek 08.03.06, 09:33
        Prehistoryczne czasy pęcin baranich... ale ja pamiętam czasy świetności
        zakopiańskiej praprahistorycznej, kiedy to saniami jechało się do Morskiego
        Oka, mieszkało w luksusowym sanatorium i było się tak szczęśliwym jak już nigdy
        w życiu nie będzie. Miało się wtedy lat 6 /słownie sześćsmile))/. koooniec
        A Samanta jest do dzisiaj na ul.Witkiewicza, naprzeciwko apteki.Ciastka ogromne
        i smaczne.
        zagadka dla przyjaciół współforumowiczów - w którym roku to było?
        • mantra1 Re: Wspomnienia kulinarne z roznych budek 08.03.06, 10:49
          Roku pamietnego? wink
          • alfredka1 Re: Wspomnienia kulinarne z roznych budek 08.03.06, 11:07
            cieeeepło smile
        • gaja_1 Re: Wspomnienia kulinarne z roznych budek 09.03.06, 11:10
          alfredka1 napisała:
          >w którym roku to było?
          Musi przed wojną smile
          Do komuny sanatorium i do tego luksusowe nie pasismile
          • popaye Re: Wspomnienia kulinarne z roznych budek 09.03.06, 11:58
            mam nadzieje Gaju iz masz na mysli wojne tzw. "jaruzelska" ?. smile))

            Nawet ja, ktory z Wodnikiem moglbym zalozyc spokojnie Klub Seniora na tym forum,
            swiadomie nie moge pamietac innych czasow jak te "miedzywojenne" (II-ga
            Swiatowa/"jaruzelska").
            "Luksus" mila Gaju to jest wylacznie sprawa odniesienia do powszechnie
            panujacych warunkow i istnieje w kazdych realiach.
            Istnial rowniez w znanym nam az nazbyt dobrze okresie pszenno-buraczanym.
            Nie ulega dla mnie zadnej watpliwosci iz rowniez w tamtym okresie, istnialy
            roznice komfortu pomiedzy tzw. Hotelami Robotniczymi a sopockim Grand-em czy
            warszawskim Europejskim.
            Wyglad, estetyka i wybor potraw w Gospodzie GS w Rozogach (na zakrecie drogi
            z Wa-wy na Mazury) odrobine roznil sie od realiow hotelowej Restauracji
            w Bristolu - nawet przed jego remontem! smile)
            Modne sa intelektualne turnieje wiec "zgadnij" ktora z nich kojarzyla sie mnie
            owczesnie z "luksusem"? smile))

            pozdrawiam najserdeczniej,-
            pE
            • gaja_1 Re: Wspomnienia kulinarne z roznych budek 09.03.06, 16:08
              Drogi Popaye wiem, że jesteś gentelmenem
              i Tobie nie wypada kobietom liczyć latsmile
              Więc pozostawmy to jako jeszcze jedną niewiadomą smile
    • fedorczyk4 Re: Spozywcze przeboje PRL-u 09.03.06, 11:37
      Ja tam byłam ambitna i potrafiłam tydzień nie żreć a potem trzy przyjaciólki do
      Staropolskiej na tatara zaprosić. A w Kasprowym raz na tydzień strzelaliśmy
      sobie ze studenckiej kieszeni, poledwicę grillowaną bardzo krwistą.Insza
      inszość ze raczej nie płaciliśmy za tę wyżerkę, bo moi dwaj ukochani kumple,
      biatlonista i judoka w wadze naj ciezszej, polowali na moich
      wielbicieli "basenowych". Ło matko jak to było dawno i jak śmiesznie. Na
      Krupówkach chłopcy wstawiali zachodnie auta między drzewa. Wyjechać sie nie
      dawało trzeba bylo wynosić. Za bakszysz. Jak ja sie teraz cieszę ze moje dzieci
      nie są mimo wszystko takie pomysłowe jak ja, jako nastolatkawink

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka