Dodaj do ulubionych

zastaw sie a ...

25.04.06, 05:51
Rozmawialam po swietach ze znajoma. Byla zaproszone na sniadanie wielkanocne
(polaczone z kolacja) do znajomych. Zebranie rodzinno - towarzyskie zawsze
tam ogromne. Dobrze powyzej 25 osob. Jak zaczela mi wymieniac, tylko tak
ogolnie, chociaz to ja ja szczegolowo przepytywalam, co bylo do zjedzenia -
to szczeka mi opadla. Matko Bosko - toz to duze wesele. To samo opowiadala
mi o Swiecie Dziekczynienia. To prawda, ze w Ameryce jedzenie nie stanowi
powaznego wydatku finansowego i na takie okazje zawsze kazdy cos przynosi -
ustalone i od siebie dodatkowo, ale to bylo jakies 5 razy za duzo. (jak dla
mnie) Rozmowa ze znajoma nie kleila sie, bo wstydzilam sie za siebie,
zwlaszcza, ze mialam dwie osoby amerykanskie z korzeniami nieeuropejskimi na
sniadaniu i teraz mysle, jak ja wypadlam. Moje swieta byly przy tym
ubozuchne, nikomu nie pozwolilam nic przyniesc, bo juz mam dosc blagania -
wezcie cos, zamrazania ciast, przekladania do mniejszych pojemniczkow i
wyrzucania w koncu wedlin. A i tak to robilam przez tydzien. Obyczaj
obzarstwa, a moze tylko szykowania ogromnej ilosci jedzenia, przeniesiony
zostal tu z Polski, nikt oprocz nas tak straszliwie nie celebruje ilosci i
roznosci jedzenia.
W mojej dzielnicy zaludniajacej sie od kilkunastu lat Polakami powstalo
kilkanascie polskich sklepow spozywczych, ktore zgodnie i dobrze prosperuja.
Inni tez tu przybywaja i proporcjonalnie powinni miec takich sklepow np. ze
cztery, a maja jeden, albo nic. Nie oceniam, tylko stwierdzam - jak my
kochamy wlasne jedzonko.
Obserwuj wątek
    • gaudia1 Re: zastaw sie a ... 25.04.06, 08:56
      Maryna
      Mnie uderzyło jedno zdanie w Twoim poście: "teraz mysle, jak ja wypadlam".
      To jest dla mnie klucz.

      Kiedy kogos zapraszam, zawsze mam nadzieje, że wpadnie do mnie, a nie na
      żarcie. Oczywiście - chcę by ludzie sie najedli, aby jedzenie było smaczne,
      nieco inne niz zwykle i ładnie podane. Ale to jednak jest dodatek do bycia ze
      sobą, smiechu i rozmów.

      Nie pojmuje ludzi oceniających przyjęcie - nieważne z jakiej okazji - według
      kryterium ilości.

      Jeśli zaś ludzie lubią uginający sie stół - niech tak robią. Mnie to nie
      szkodzi.

      Jesli Twoim gościom na sniadaniu było miło i byli usmiechnięci - czym się
      martwisz? smile
      • alfredka1 Re: zastaw sie a ... 25.04.06, 12:02
        Temat aktualny i w kraju , nie tylko za granicą. Jakieś prawie zbiorowe
        szaleństwo ogarnia dużą część społeczności... nakupować, naszykować, dużo,
        dużo, dużo. A co? niech zobaczą że mnie stać, niech porównają z Kociubińską,
        niech opowiadają jak to u nas stół się uginał. Mam znajomych, którzy korzystają
        z kredytów świątecznych bankowych bo raczej biedni są, ale muszą bo co
        rodzina /męża, żony, świekrowie../ powiedzą.Z czego to wynika? u jednych ze
        starych rodzinnych tradycji, jadła ma być dużo, a co zostało to biednym do
        czworaków się zanosiło. U innych - aby nie wydać się "gorszym" - my też nie
        dziady.U znacznej części społeczeństwa występuje syndrom "możności" - wreszcie
        mogę, kupię, bez kartek, bez łaski królewny zza lady.I tak to się wszystko
        przeplata. My już od wielu lat nie zapraszamy gości na swięta, bo albo
        zadłużylibyśmy się albo narazilibyśmy się na niezbyt miłe komentarze, które
        napewno dotarłyby do nas. I tu wypełza z nas nasza małość, że ciągle nam zależy
        by o nas dobrze mówili a to niezby piękna cecha charakteru.
        Wniosek: nie zastawiajmy się , nie "postawiajmy", miejmy odwagę powiedzieć, że
        żyjemy skromnie, ugaszczamy skromnie......... No to jak? macie ochotę przyjść
        do nas na najbliższe święta? będzie tylko karp i pierogi z grzybamismile
        • mammaja Re: zastaw sie a ... 25.04.06, 12:59
          No tak, nie dane mi bylo objesc sie na Swieta (i bardzo dobrze), natomiast maz
          i "dzieci" pozapraszane tu i tam w pierwszy dzien swiat rowniez byli zdumieni
          iloscia i jakoscia jedzonka. Z tym, ze jak ja robilam swieta to efekt byl jednak
          w jakosci, a nie w ilosci. Mloda tez upiekla mazurki, drozdzowe i schab ze
          sliwka, syn kupil swietne wedliny i mieli cos jesć. U mojego braterstwa tradycja
          jest pieknie nadziany i upieczony indyk - ktokolwiek przyjdzie naje sie do syta.
          I rzeczywiscie chyba przesda jakas zapanowala.Ale moze cos w tym jest -
          nareszcie mozna kupic co sie chce - wiec hulaj dusza!
          Do Wodnikostwa i na sledzia z kartofelkami bym sie wybrala, szkoda ze tak
          daleko!smile))))))
          • alfredka1 Re: zastaw sie a ... 25.04.06, 13:50
            Oooo nie, żadnych śledzików nawet gdybyśmy za płotem mieszkali... tylko
            kartofle zalane słodką śmietanką i lekko zapieczone /upru /ó/żone / w
            piekarniku, może jeszcze trochę najświeższego masła , najlepiej domowej
            robotysmile)
        • banitka51 Re: zastaw sie a ... 25.04.06, 13:12
          całkowicie zgadzam się z Tobą, alfredko, jest cała masa śmiesznych zwyczajów,
          pwstałych na zasadzie małpowania i ulegania opinii środowiska.
          I jeszcze jedna uwaga - jeśli się ma wielu gości, to powinno się może robić
          więcej potraw (dla urozmaicenia stołu), ale w mniejszych ilościach. U rodaków
          niestety obecny jest lęk, że zabraknie.
          Też do mnie nie przychodzi się na wyżerkę. Więcej czasu i uwagi poświęcam
          ozdobie stołu, pokoju, wybrania odpowiedniej muzyki, wyprawie po dobre wino, jak
          pichceniu, bo już dawno doszłam do wniosku, że płat z szynki zapiekany z porem
          więcej frajdy sprawia, niż sterta półmisków, które pomieścić się na stole nie
          mogą. Poza tym wyrzucanie jedzenia jest dla mnie nie do przyjęcia, choć - jak
          każdy - muszę to czasem robić.
          Dawniej, gdy sklepy były inaczej zaopatrzone, po świętach w zsypie i koło
          śmietników leżały wręcz sterty całych bochenków chleba, kupionego 'na zapas'.
          Siedzenie przy stole i jedzenie (nie kosztowanie, a faszerowanie żoładka), do
          tego - rozmowy wyłącznie o tym, co na stole, a jak to zrobione, a co jeszcze
          będzie - znane są mi z autopsji, ale unikam takich 'spędów'.
          Akurat dzisiaj wiem, co piszę, bo czekają mnie wieczorem goście na imieniny
          męża. Zdaję sobie sprawę, że śp teściowa byłaby zdegustowana skromnością wg niej
          stołu, ale już mi to 'lata'. Najważniejszy jest nastrój. Do najedzenia się są
          knajpy i własna lodówka.
          Mam wrażenie, że oprócz tradycji rodzinnej, zastawione aż do przesady stoły to
          realizacja marzeń głodnego dzieciństwa. I nawyk kupowania 'za dużo' w
          supermarketach.
          Nigdy nie jadłam pierogów z grzybami, mogę się załapać na kilka (<5)?
          • alfredka1 Re: zastaw sie a ... 25.04.06, 13:23
            Trochę uprościłam, pierogi z grzybami i kapustą... tradycja kresowa,
            litewskowileńska.Serdecznie zapraszam, będzieduuuużo i nic a nic nie
            zostanie.Mogą być jeszcze pierożki z kurkami /ciasto kruche, pieczone w
            piekarniku/ albo pierożki z grzybami smażone z głębokim tłuszczu /oliwie/ .
            • skir.dhu Re: zastaw sie a ... 25.04.06, 16:24
              Oh Maryno, nie miej polskiego kompleksu smile Jedna z bratowych meza pochodzi z
              Chile - Bozesz Ty moj jak Oni jedza wink)) Druga bratowa pochodzi z Indii -
              Bozesz Ty moj jak Oni jedza wink))) I moglabym tak jeszcze pociagnac kontynentami
              i krajami - Polacy naprawde nie wypadaja przy tam na jakichs specjalnych
              obzartuchow. Ja juz nawet nie napisze, co z jedzeniem wyprawiaja "moi" ludzie
              czyli Ormianie, bo wstyd sie przyznac wink
              Ludzka jest to natura i przywara - obzarstwo i zastaw-sie-a-postaw-sie-ostwo,
              nie wylacznie polska choc ja wiem, ze dla Polakow wszystko, co Oni sami robia
              jest zawsze specjalne i wyjatkowe tak w dobrym, jak i w nagannym wink
              Skir Dhu
            • gaja_1 Re: zastaw sie a ... 25.04.06, 16:40
              Alfredko, chyba postąpiłaś pochopnie, pisząc takie zaproszeniesmile
              Za takie pierogi oddam każde mięsiwosmile
              Przyznaję, że w moim rodzinnym domu było dokładnie tak jak opisujecie.
              MOżna było z tego co mama przygotowywała wyzywić pół wsismile
              Ale się nie dziwiłam.
              Przy kazdej okazji opowiadała jak przez 6 lat Syberii tęskniła za chlebem,
              i po powrocie panicznie bała się głodu.
              Zawsze były pokaźne zapasy nie tylko od święta,
              ale nie wiem jak ona to robiła, że nic się nie marnowało.
              Naromiast w moim domu wszystko zależy od tego kto przychodzi.
              Jak przychodzą ludzie, o których wiem,
              że nie mogą sobie pozwolić na zastawienie stołu, chyba że łokciami,
              to nie patrzę czy sie zmarnuje czy nie, i przeginam w ilości.
              W odwrotnym wypadku jest raczej oszczędnie.
              Jedno co mi pozostalo po mamie, to strach przed brakiem chleba i tylko chleba.
              W domu nie moze być mniej niż połowa.
              Nie raz i nie dwa o 23.00 moje biedne chłopisko musiało dygać do sklepu po
              ćwiartkę chleba, jak chciał mieć spokojną noc.
              Lodówka może być pusta, to mi nie przeszkadzasmile
              • alfredka1 Re: zastaw sie a ... 25.04.06, 18:02
                Gaju, doskonale rozumiem to wszystko co o chlebie napisalaśsmile) Ale przyznam
                się, że z zupełnie dla mnie niezrozumiałych powodów, nie położę się spac jeżeli
                nie sprawdzę czy jest w czajniku czy innym naczyniu WODA. Pożaru przecież tym
                nie ugaszę, umyć się?? w litrze wody?? nie wiem, nie rozumiem. Szkoda że nie
                zapytałam mamy dlaczego wieczorem przypominała o wodzie, dla mnie było to
                naturalne, a może byłam takim niedociekliwym tępym dzieckiem /i tak zostało/ smile)
                • alfredka1 Re: zastaw sie a ... 25.04.06, 18:04
                  dopisek: nie pochopnie, nie pochopnie., każdy kto takie pierogi lubi jest
                  przyjacielem naszym. Rzekłam.
                  • maryna04 Re: zastaw sie a ... 25.04.06, 18:38
                    Moja bliska znajoma pracujaca w tzw. nowych technologiach ma kilka kolezanek
                    Hindusek wtopionych calkowicie w swoje srodowisko, i ta znajoma bywa tam
                    czasami na wiekszych okazjach. Jedzenie prawie wylacznie etniczne, jak ona
                    podkresla - w mikroskpijnych ilosciach. Lubie jak opisuje te przyjecia.
                    Ostatnio zas byla u swojej szefowej - Koreanki na pierwszych urodzinach
                    coreczki. Koreanka jest "ozeniona" ze starszym Amerykaninem, jakims wybitnym
                    chirurgiem od jakiegos organu. Mieszkaja pod "znakomitym " adresem, i to by
                    bylo tyle. Kiedy ta moja znajoma od czasu do czasu jedzie zamieszkac tam na
                    kilka dni aby pilnowac psa, to bierze w plecaczku swoj wikt. W lodowce nie ma
                    nic, oprocz wody. (W tym momencie opowiadam jej o pewnej Amerykance, ktora
                    miala w lodowce przynajmnie alkohol - ale z tym byla naprawde wyjatkiem.) Na
                    urodzinach koreansko-amerykanskiego dziecka bylo podobnie - torcik wielkosci
                    mafinki, nawet kawe zapomniala gospodyni podac, dopiero jej spozniony brat
                    poszedl zrobic do kuchni. Ona podobno nawet nie jest skapa, tylko absolutnie
                    nieprzytomna, ale Koreanczycy jedza jednak mikroskopijne ilosci.
                    Moje dzieci z dwoch przyjec weselnych skierowaly sie prosto do McDonalda.
                    Jedno - przyjaciolka Filipinka z b. bogatym ( bo od przeszczepiania wlosow)
                    pochodzenia polskiego lekarzem. W drugim przypadku dosc elitarne towarzystwo
                    portorykanskie - slub byl w obrzadku buddyjskim. W obydwu przypadkach sluby
                    byly do poludnia, wiec przyjecie skonczylo sie po poludniu. W sam raz na Big
                    Maca do McDonalda.
                    Tak to pisze jako ciekawostki, a nie zeby sie specjalnie ustosunkowywac.
                    PS Mammajo, dlaczego napisalas powyzej "dzieci" w cudzyslowiu. Ze juz stare
                    konie? Przeciez zawsze sa dla nas - dzieci.
                  • omeri Re: zastaw sie a ... 25.04.06, 18:42
                    Pierogi też lubię smile). A z tą woda coś na rzeczy, bo mam po mamie,że w czajniku
                    musi być zawsze woda i to przegotowana!
                    • alfredka1 Re: zastaw sie a ... 25.04.06, 20:11
                      No to powolutku zabieram się za lepienie i zamrażanie pierogów aby było dla
                      niespodziewanych a oczekiwanych zawsze przyjaciół. Zamrażanie im nie szkodzi.
                      Wujek, który wrócił z zesłania z Syberii, opowiadał, że zawsze jesienią
                      gospodyni lepiła setki pierogów i trzymała je w tzw. wiecznej zmarzlinie.
                      Uwaga!! wujaszek b ył na zsyłce w początkach XX wieku i głodny nigdy nie
                      był. smile)
                      • gaja_1 Re: zastaw sie a ... 25.04.06, 20:31
                        Alfredko, narazie sie powstrzymajsmile
                        Już niedlugo pojawią się świeże grzybki,
                        to wtedy się zabierzesz do robotysmile
                        O wodzie skojarzyłam, jak napisałaś.
                        Ale to już chyba odruch, że tam zawsze powinna byćsmile
                        W zwiazku z piciem mam innego chyziawink
                        Nie usnę jak koło łóżka w zasięgu ręki nie stoi cosik mokregosmile
                        • mantra1 Re: zastaw sie a ... 25.04.06, 22:34
                          Mozg mam po dniu dzisiejszym wylasowany, wiec z gory przepraszam, ze moze byc
                          chaotycznie smile
                          Mowcie, co chcecie, ale najwieksze wyzerki na przyjeciach, jakie pamietam byly w
                          latach najwiekszej kartkowej bidy. Nie wiem, jak ludzie to robili, "zalatwiali",
                          wystawali w kolejkach, jezdzili na wies po tusze i poltusze, dostawali zrzuty
                          zza granicy i stoly uginaly sie przy kazdej okazji. Teraz moze nieco duch
                          biesiadowania w narodzie zaginal, moze te wszystkie organizatorki-silaczki
                          weszly w wiek, gdy juz mniej sie chce, a moze po prostu coraz mniej nas sie do
                          rodzinnego opychania robi? Zmienil sie tez nieco styl takich imprez i samego na
                          nie zapraszania. Na mniej zobowiazujacy i bardziej "autorski". Coraz rzadziej
                          bowiem sie slyszy kokieteryjne "tylko nie nastawiajcie sie na wielkie przyjecie,
                          ot, takie male spotkanko...", po czym przybiera sie pare kg juz od samego
                          patrzenia na uginajacy sie stol. Teraz coraz czesciej slyszymy calkiem konkretna
                          informacje co do planowanego menu, a czasami wrecz cos w rodzaju spotu
                          reklamowego "przyjdzcie, to zrobie krewetki/upieke sernik/zrobie pierogi, jakich
                          w zyciu nie jedliscie" i w wiekszosci przypadkow mozemy sie nastawic, ze podane
                          zostanie to, co w zapowiedzi i niewiele wiecej. Mnie sie to podoba, bo tak
                          zdrowiej, przy blizszej zazylosci ewentualnie mozna utargowac, zeby nie podawano
                          czegos, czego nie lubimy i nie trzeba goraczkowo szukac McDonalda ani przed, ani
                          po, bo zawsze wiadomo mniej wiecej, czy przed takim spotkaniem lepsza mala
                          glodowka, czy tez ewentualnie jakis "podklad", coby nie pic na pusty smile)
                          To tyle stolowych dywagacji z mojej strony.
                          W dalszych slowach mojego listu pragne doniesc uprzejmie, ze rowniez jestem
                          wielbicielka pierogow i grzybkow wszelakich (Gaja cos wie na ten temat, gdyz juz
                          raz padla ofiara mojego uwielbienia), a Alfredki w szczegolnosci. I prosze tego
                          nie traktowac jako podlizywanie sie wink))
                          A co do wody przegotowanej, to stoja u mnie na stole w kuchni dwa naczynka w
                          permanencji, w ktorych poziom plynu jest systematycznie uzupelniany. Jedno to
                          szklaneczka z woda dla Dudka (papuga), zas drugie to kubas (herbaciarze - nie
                          czytac!wink, w ktorym Nokata trzyma zimna przegotowana wode do dolewania do
                          goracej herbaty. Zgroza! smile)
                          Na szczescie w nocy obywamy sie bez popijania smile)
                          • nokata Re: zastaw sie a ... 25.04.06, 22:54
                            mantra1 napisała:
                            > Na szczescie w nocy obywamy sie bez popijania smile)

                            siure?
                            ryli?

                            hmmmm znaczy mam omamy
                            • maryna04 Re: zastaw sie a ... 26.04.06, 03:32
                              Alfredko, poniewaz mam niewielkie szanse zalapac sie na te pierogi w glebokim
                              tluszczu smazone, to powiedz tylko, jakie ciasto - zwyczajne, czy jakies
                              polkruche, no i pierogi sa surowe?
                              • ewelina10 Re: zastaw sie a ... 26.04.06, 08:48
                                Przywiódł tu mnie smak pierogów z grzybami mniam mniam pyszności, ale "kupa" z
                                nimi roboty przy licznej gromadce smile

                                W zaopatrzeniu świątecznym powielam tradycje mojej mamy. Robię zakupy duże, dla
                                czterech domów. Stół mój wygląda zasobnie, ale się pod jadłem wcale nie ugina.
                                Ta obfitość zakupów wynika raczej z nawyku czynienia zapasów na kilka dni
                                poświątecznych i dzielenia się nimi z najbliższymi.

                                Jestem osobą która nie lubi w kuchni przebywać i raczej na codzień organizuję
                                posiłki "bylebyszybko" i dało się zjeść. Natomiast na święta wkładam więcej
                                inwencji twórczej, czasu, serca by dla każdego było coś dobrego. Wędliny, które
                                wiem, że zostaną pochłonięte we święta kupuję "luzem" zaś inne
                                bardziej "wyszukane", czyli specjalnie wcześniej wędzone na surowo,
                                przyprawiane etc. kupuję w szczelnie zakrytych tackach z terminem ważności
                                nawet do maja, czerwca a nawet kilkumiesięcznym. Nie ma obawy, że coś się
                                zepsuje smile

                                Niemałą sumkę wydaję na słodycze: duże ilości czekolady od nadziewanych do
                                twardych, słodkich i gorzkich, chałwy, różne odmiany orzeszków i rodzynek w
                                czekoladzie i bez, rafaelki kokosowe, batony, wafle ... z ciast domowej roboty
                                tylko drożdżowe mniamniam, inne najczęściej kupuję ale w małych ilościach.

                                Jest się z kim dzielić smile))
                      • fedorczyk4 Re: zastaw sie a ... 27.04.06, 00:31
                        Mądrze piszecie i jeszcze na dodatek smacznie, w Twoje rączki Alfredko.
                        Niestety własnie powywalałam resztki z mega Wielkanocy na 40 sztuk. I Wszyscy
                        sie zaparli ze coś przytargają. I oczywiście matki i moja duma, jako pań domu,
                        wymogła na nas, pozornie przytomnych kobitach, jakieś dzikie kulinarne
                        hopsztosy. Ludzia było jak juz wspomnialam 40 sztuk, a żarcia na 80. Żolądek
                        sie człowiekowi nicuje na drugą stronę jak uczestniczy (i to aktywnie) w takim
                        marnotrwstwiesad
            • banitka51 Re: zastaw sie a ... 26.04.06, 13:47
              alfredko, już mi ślina cieknie. NIGDY nic takiego nie jadłam! Jak to możliwe? U
              mnie wigilia 'stanisławowska' - wszystkiego po trochu, bo tego się tylko
              kosztuje - fasola z miodem, makiełki, kutia. Grzyby znam poniekąd z uszek w
              barszczu, ale pierogów niet. Może to 'lenistwo' mamy, ale z pewnością apetyt
              taty, któremu się dogadzało.
              Znam pierogi ruskie oraz z mięsem. Taka jestem skromna w doświadczeniach
              podniebiennych. Albo mi się nie 'trafiło'. Zawsze wolę spróbować, jak się
              najeść, nie lubię poczucia pełnego żołądka, potrafię się delektować, nie martw
              się, nie podjem dużo!
              • alfredka1 Re: pierogi dla Przyjaciół ... 26.04.06, 17:52
                odpowiadam wzruszona zainteresowaniemsmile)
                .
                Ciasto na pierogi klasyczne, mąka i woda wrząca !/gdy mają być gotowane/
                Ciasto zagniecione z jajkiem i wodą letnia, w ktorej są rozpuszczone drożdze -
                to na pierogi smażone lub pieczone w piekarniku. Po ulepieniu takowych zostawić
                je przykryte ściereczką na pół godziny.
                Farsz: duuużo ugotowanych grzybów /świeżych lub suszonych uprzednio
                namoczonych/, ugotowana kwaśna kapusta /jedna trzecia ilości grzybów/ i cebula.
                wszystko mielimy, dodajemy czarny grubo zmielony pieprz, przesmażamy na oliwie
                i farsz gotowy
                Z potraw podolskich znam tylko kutię, którą u nas w domu na wigilię się
                przyrządzalo.bardzo smaczna potrawa. Czy makiełki to to samo co śliże lub
                śleżyki - twarde ciasteczka z ciasta jak na pierogi , pieczone w piekarniku i
                podawane z tzw. mlekiem makowym.Ale to chyba nie pora na potrawy wigilijne,
                więc temat potraw na ten czas odkładamy do grudnia. A pierogi są całoroczne i
                będą czekały na strudzonych podróżnych.
                • mantra1 Re: pierogi dla Przyjaciół ... 26.04.06, 18:19
                  Makielkami katowala mnie w dziecinstwie Babcia, dopoki reszta rodziny nie doszla
                  do wniosku, ze wlasciwie nikt ich nie lubi i jedza je w Wigilie tylko dla
                  zachowania tradycji. To nie jest to, co piszesz , Alfredko. W lodzkim wydaniu
                  makielki to byla zwykla buła pokrojona w kostke, zalana taka slodka papka,
                  powstala z maku gotowanego w mleku, a moze zalana mlekiem i wymieszana ze
                  zmielonym , sparzonym makiem (nie pamietam juz, jak to sie robilo) i posypane
                  toto jakimis rodzynkami, czy innymi bakaliami. Dla mnie osobiscie bleeee....
                  O kutii nie wspomne, zeby sie nie narazic Producentce pysznych pierogow, no ale
                  ja mak toleruje tylko na pieczywie, w postaci naturalnej - tak mam i nic na to
                  nie poradze wink Na szczescie w rodzinnym menu nigdy nie figurowala, a te, ktora
                  przez pare lat uszczesliwiala mnie sasiadka, zawsze mozna bylo oddac jakiemus
                  amatorowi, grzecznie podziekowawszy smile)
                  • banitka51 Re: makiełki 26.04.06, 20:22
                    nie znam łódzkich makiełek, to co opisałaś, mantro, to tylko ta sama nazwa i
                    ogólnie biorąc - namiastka.
                    Oryginał ze Stanisławowa (podejrzewam Lwów o ten sam przepis), to drobno cięte
                    domowe ciasto makaronowe, w kształcie podobne do łazanek, wymieszane z masą
                    makową, rodzynkami, migdałami i in. bakaliami oraz miodem, rzecz zjadliwa, acz w
                    niewielkich ilościach, bo słodka. Eksperymentowałam z odrobiną soku cytrynowego,
                    ale słodycz dalej nie pobita.
                    Alfredko - a pierogów z grzybami BEZ kapusty zrobić się nie da?
                    • wedrowiec2 Re: makiełki 26.04.06, 20:28
                      Da sięsmile
                      Suszone grzyby namocz, pogotuj, zmiel z cebulką, dodaj sól i pieprz, przesmaż.
                      Przygotuj ciasto drożdżowe lub klasyczne na pierogi. Niewazne, które z nich
                      cienko rozwałkuj, wycinaj małe krążki lub kwadraty. Na każdym z nich kładź
                      porcję farszu. Zalepiaj jak pierogi, lub rób estetyczne tłumoczki (z
                      kwadratówwink) Kładź na chwilę do rozgrzanego tłuszczu (oliwa) i smaż, aż do
                      lekko zrumienienia się.
                      • alfredka1 R pierogi 26.04.06, 20:39
                        znajomi robią ze słodką kapustą /ugotowaną/ i grzybami. Nie jadłam bo ja
                        jestem tradycjinalistka.To tak jak z kołdunami, róznie robią, różnie jedzą a u
                        nas tylko tak jak na Litwie, jak u Wańkowicza.Uobosze, ależ mam apetyt na
                        pierogi lub kołduny albo na babkę kartoflaną. Chyba kolacja była mizerna.. no
                        to zjem dzisiaj dużo chałwysmile))
                      • banitka51 grzybowy farsz 26.04.06, 23:46
                        dzięki, wedrowcze, za przepis, farsz zrobić mogę, tylko mi brakuje chętnego do
                        ciasta (z dłońmi silnymi, w nagarstkach zdrowymi).
                        Apetyt nam wszystkim się pojawił, a miało być o nadmiernym zastawianiu stołu.
                        Alfredko, czy daleko z wrocławia do Twoich zamrożonych zapasów?
    • skrzydlate Re: zastaw sie a ... 26.04.06, 20:36
      ja tam bezżarciowa jestem... chyba że ktoś umiera... a poza tym... nie znosze
      byc napychana, kiedy kogos odwiedzam..... wink))))
      • alfredka1 Re: zastaw sie a ... 26.04.06, 20:56
        Jak to?? nie zjesz paru pierożków?? ale mi przykro. A poważnie to tak
        bezżarciowo, to co lubisz najbardziej /do niewielkiego bezżarcia?/ smile)
        • mantra1 Re: zastaw sie a ... 26.04.06, 21:45
          Banitko,
          te lodzkie makielki to rowniez makielki poznanskie. Zreszta oba regiony maja ze
          soba kulinarnie wiele wspolnego, chociazby poznanskie "pyzy", w Lodzi zwane
          "kluskami na parze", a w Warszawie "pampuchami", lub "parowańcami".
          Chociaz dla mnie to dokladnie obojetnie, czy to buła, czy makaron. Z makiem na
          slodko - odpada jedno i drugie smile)
          I przestancie juz prosze o tych pierogach, bo choc wlasnie dojadlam pizze,
          ktorej nie dalo sie przejesc na obiad, zacz to...zaczynam marzyc smile))
          • alfredka1 Re: zastaw sie a ... 26.04.06, 22:01
            Wszystkie pierogi zostały zamrożone...........w oczekiwaniu
            • mantra1 Re: zastaw sie a ... 26.04.06, 22:16
              A potem bedziemy wygladali tak :
              www.picfury.com/y/pic18139-1.html
              albo tak :
              www.picfury.com/y/pic27707-1.html
              smile)
              • omeri Re: zastaw sie a ... 26.04.06, 23:28
                smile)
      • kanoka Re: zastaw sie a ... 27.04.06, 09:36
        Też bym chciała być bezżarciowa. Niestety, lubię jeść, więc całe życie spędzam z
        nogą na wadze, z reką na centymetrze sad(
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka