Dodaj do ulubionych

Jak firmy spekulowały walutą

03.12.08, 08:51
Niektórzy umysłowo nie wyszli jeszcze z piaskownic. Szkoda tylko, że zamiast
bawić się piaskiem wzięli do rąk pieniądze.
Obserwuj wątek
    • Gość: k Jak firmy spekulowały walutą IP: 193.109.212.* 03.12.08, 08:53
      Widać że pismaki nie kumają o co chodzi. Opcje to instrument
      zabezpieczający a nie niosący ryzyko. Właściwie skonstruowany nie
      niesie żadnego ryzyka. A koszt to tylko opłata za opcje.
      Nie piszcie głupot, albo bądzcie precyzyjni.
      • Gość: nieprawda opcje moaga byc zabezpieczeniem i spekulacja IP: *.acn.waw.pl 03.12.08, 09:35
        zalezy co chce sie zrobic. A najgorsze efekty przynosi, gdy nie wie sie ze sie spekuluje i mysli ze to zabezpieczenie.
        Albo -co mialo miejsce w tym przypadku firmy prezentuja takie stanowisko jak autor postu wyzej i uwazaja ze opcje to "zabezpieczenie", wiec w naturalny sposob traca, bo jednak spekulują
        • Gość: p gdzieś dwony biją, ale gdzie.... IP: *.warszawa.mm.pl 03.12.08, 09:59
          ja np. jestem okrutnym spekulantem i strasznie dostałem w d.!
          wyobraźcie sobie kupiem nowy samochód i wykupiłem ubezpieczenie AC!
          AC opłaciłem, rok jeździłem i nie rozbiłem samochodu. Nawet mi go
          nie ukradli. Po prostu 1500 zł w plecy na tej mojej spekulacji
          ubezpieczeniem.

          p
          • Gość: p a tutaj biją dzwony! IP: *.warszawa.mm.pl 03.12.08, 10:11
            w Rzeczpospoitej jest artykuł, tylko trochę innej treści.
            Dziennik Rzeczpospolita tłumaczy nie, że firmy ustalały korzystały z
            mechanizmu i przez to mają mniejsze zyski, tylko, że firmy
            spekulowały opcjami na kursy walut silnie zakładając, że złoty
            będzie się umacniał.

            Czyli np. wydały dużo pieniędzy na AC - w sumie większą kwotę niż
            wart był samochód, z założeniem, że go ktoś ukradnie. Potem
            założyły, że pieniądze już dostały i je wydały (bo inaczej nie
            byłoby groźby bankructwa). A tu nikt nie ukradł samochodu.

            Tylko, że rzeczpospolita zawiera mniej więcej taką właśnie
            infromaję, a tutaj... no, nieudane strzeszczenie :-). Autor mógłby
            napisać: "w Rzeczpospolitej napisali jakiś artykuł, nie bardzo
            rozumiem o co chodzi, wydaje mi się że...". Niestety
            dział "gospodarka" kuleje coraz bardziej.

            Dobrze, że przynajmniej dziennikarze czytają inne gazety :-).

            dla leniuchów link:
            www.rp.pl/artykul/2,228191_Polskie_firmy_moga_stracic_miliardy_zlotych_.html

            • Gość: winIO ...ale slabo bija IP: 78.151.190.* 03.12.08, 11:17
              Dzieki za linka. Ten rykul w Rzepie, owzem mnej chaotyczny, bardziej
              uprzadkowany, ale nadal nie wyjasniajacy na czym polegal mechanizm
              dodatkowego ryzyka, ktore podejmowane bylo przez zarzady spolek. W
              sumie dalej nie wiem jaki to patent byl, jakim cudem mozna wykupic
              opcje, ktora chroni przed ryzykiem kursowym i z powodu tej ochrony
              firma m utraic plynnosc finansowa.
              • sajjitarius Re: ...ale slabo bija 03.12.08, 11:24
                Gość portalu: winIO napisał(a):

                > Dzieki za linka. Ten rykul w Rzepie, owzem mnej chaotyczny,
                bardziej
                > uprzadkowany, ale nadal nie wyjasniajacy na czym polegal mechanizm
                > dodatkowego ryzyka, ktore podejmowane bylo przez zarzady spolek. W
                > sumie dalej nie wiem jaki to patent byl, jakim cudem mozna wykupic
                > opcje, ktora chroni przed ryzykiem kursowym i z powodu tej ochrony
                > firma m utraic plynnosc finansowa.

                Bo nasi geniusze od derywatow nie rozumieja roznicy pomiedzy
                zabezpieczeniem a spekulacja. Spekulowali. I tyle.
              • koxiarz Re: ...ale slabo bija 03.12.08, 13:01
                Gość portalu: winIO napisał(a):

                > Dzieki za linka. Ten rykul w Rzepie, owzem mnej chaotyczny,
                bardziej
                > uprzadkowany, ale nadal nie wyjasniajacy na czym polegal mechanizm
                > dodatkowego ryzyka, ktore podejmowane bylo przez zarzady spolek. W
                > sumie dalej nie wiem jaki to patent byl, jakim cudem mozna wykupic
                > opcje, ktora chroni przed ryzykiem kursowym i z powodu tej ochrony
                > firma m utraic plynnosc finansowa.

                Są 3-4 najważniejsze powody zagrożenia płynności spółek.

                Po pierwsze spólki te obok zakupu opcji, a więc instrumentów
                zabezpieczaających (kupione opcje sprzedaży, gwarantujące im PRAWO
                sprzedaży po okreslonym kursie, gdy kurs rynkowy będzie niższy),
                wystawiły(sprzedały bankom) także opcje kupna(w tej sytuacji bank
                stał się posiadaczem prawa do kupna waluty po z góry określonym
                kursie, z ktorego skorzysta, gdy kurs rynkowy okaże się od niego
                wyższy, z czym mamy do czynienia obecnie).

                Po drugie straty wynikają z chciwości i braku ostrożności spółek,
                które w pogoni za jak najwyższym kursem sprzedazy waluty,
                zdecydowały sie na agresywne strategie "zabezpieczające". W takich
                strategiach Klienci akceptowali atrakcyjny kurs sprzedaży waluty w
                najbliższych okresach (patrz informacje o gwarancji 3,50 PLN za EUR
                gdy na rynku było 3,2-3,3) ale odbyło się to kosztem zgody na wyższe
                ryzyko związane z konsrukcją takiej strategii. Zapewne najbardziej
                na starty wpłynęło zastosowanie dźwigni (asymetryczność strategii),
                tzn. ża spólki zabezpieczały kurs sprzedaży 1 miliona EUR, gdy kurs
                był niższy niż 3,50, ale godziły sie na sprzedaż 2-3 milionów EUR
                (czasem nawet więcej) gdy podskoczy on powyżej tego poziomu. Jeżeli
                1 milion EUR to całośc obrotu eksportowego tych spółek, to w
                rzeczywistości każdy grosz powyżej 3,50 przekłada się na spadek
                efektywnego kursu sprzedaży tego 1 miliona EUR o 1-2 grosze
                (odpowiednio dla dżwigni 2:1 i 3:1). Czyli obecnie(kurs spot ok
                3,83) efektywny kurs sprzedaży tego 1 miliona EUR(wartość obrotu
                jako punkt odniesienia) spadł z 3,50 do 3,17 (dźwignia 2:1) lub
                nawet 2,84 (dźwignia 3:1). Przy asymetrii(zastosowaniu dźwigni)
                dodatkowe zyski operacyjne wynikające ze wzrostu kursu rynkowego
                (budżetowane 3,5 a jest 3,83) nie kompensują strat z tytułu różnic
                kursowych na zawartej transakcji zabezpieczającej.

                Po trzecie by uzyskać jeszcze wyższy kurs sprzedaży waluty w
                najbliższym okresie firmy decydowały się na zawieranie transakcji
                sekewencyjnych, tzn. zbudowanych w ten sposób, że dany mechanizm
                zabezpieczenia działał dla serii przewalutowań, odbywających sie np
                raz w miesiącu. Taki zabieg pozwalał wykorzystać fakt, że opcje z
                dniem rozliczenia w dalszej przyszłości sa więcej warte, co można
                wykorzystać do poprawy bieżącego kursu sprzedaży. Niestety w
                momencie odwrócenia się tendencji staje się to bardzo groźne, gdyż
                szybko spada wartość zakupionych instrumentów, a to oznacza, że
                rosną koszty przedetrminowego zamknięcia transakcji(firmy te, aby
                rozwiązać takie umowy muszą sprzedać kupiony wczesniej produkt na
                rynku międzybankowym, a że ma on obecnie ujemną wartość, to tak
                naprawde muszą odkupić swoje zobowiązania).

                Podsumowując:
                Te trzy czynniki to powody problemów, choć w tarapaty wpędził te
                spółki skokowy wzrost zmienność kursów, a przede wszystkim gwałtowna
                wyprzedaż złotego w październiku. Skok kursuów zlotego o
                kilkadziesiąt groszy spowodował, iż wartość produktów kupionych
                przez spółki zanurkowała, a to z kolei w wielu wypadkach (np
                Ropczyce) pociągnęło za soba realizację strat, z wszystkich
                przyszłych transakcji (niezależnie od ich terminu zapadalności).
                Wynika to z pratyki przyjętej w tego typu transakcjach, a mianowicie
                z faktu iż zawierane sa one w oparciu o linie kredytową.Oznacza to,
                że spółki nie muszą dysponować i zamrażać gotówki potrzebnej do
                przewalutwania, tylko działają w ramach przyznanych im limitów
                kredytowych. Są dwa rodzaje limitów:
                -na ryzyko rozliczeniowe (maksymalny nominał, na jaki spółka moze
                otowrzyć transakcję)
                - na ryzyko przedrozliczeniowe, a więc na ryzyko zmiany wartości
                nabytych przez bank produktów w okresie do dnia rozliczenia. Ten
                limit pozwala bankowi ograniczyć straty, w przypadku gdy rynek
                przesuwa się w strone niekorzystna dla Klienta, gdyż po jego
                przekroczeniu klient dostaje wezwanie do uzupełnienia depozytu
                zabezpeiczającego(coś jak zapisy w umowach kredytowych, że w
                przypadku spadku wartości zabezpieczenia bank może wypowiedzieć
                umowe czy zarządac jego uzupełnienia).

                To własnie limit na ryzyko przedrozliczeniowe, a dokładnie jego
                przekroczenie i nieuzupelnienie w określonym czasie odpowiadją za
                kłopty wielu eksporterów, gdyż banki, by uniknąc powiekszenia strat
                klientów zamykały ich pozycje(to napewno sytandardowy zapis warunków
                współpracy). W rezultacie w jednym momencie powstały wielomilionowe
                zobowiązania, wynikające z nominału zawartych ale jeszcze nie
                rozliczonych transakcji (np. 6 transzy wymian z następnych 6
                miesięcy). Niestety tu tkwi największe ryzyko dla tych firm, gdyż u
                nich kompletnie leżał monitoring ryzyka przedrozliczeniowego i
                wykorzystania limitów. W rezultacie nie były one przygotwane na
                wezwania banków, a tym bardziej na wypłatę na rzecz banków tak
                duzych kwot pokrywających całość strat.

                PS. Mam nadzieję, że jest to względnie prosto wytłumaczone, bo coś
                mi się wydaje, że zadna z gazet nie uraczy was merytorycznym
                tekstem. Sprawa dla mnie jest prosta: Banda debili (prezesi i
                dyrektorzy finansowi spółek) wznów podązyła za stadem i myslać ze
                złtotówka może podążac tylko w jedna stronę zabrała się za
                spekulacje instrumentami pochodnymi. Jest to trochę zabawa brzytwą
                więc się w końcu pocięły. A teraz ta banda debili, próbuje wine za
                wszystko zwalić na banki(widziałem wiele prezentacji tego typu
                produktów i zapewniam, że w każdej z nich było jak byk napisane, że
                przy wzroście kursu powyżej tego 3,5 beda oni musieli sprzedawać 2-
                3x wartość nominału, ponosząc przy tym starty) podczas gdy wina
                banków to brak kontoroli ryzyka kontrahenta (pozwalały na to, by ich
                klienci mieli linie kredytowe pod zabezpeiczenia na maksymalną
                wartość obrotu w wielu bankach, ale za tak nieumiejętną
                identyfikację źródeł ryzyka zapłaca w najbliższym czasie, gdy będa
                musiały same pokryc straty tych klientów, którzy z tego powodu padną.
                • Gość: toau Re: ...ale slabo bija IP: 91.199.30.* 03.12.08, 15:20
                  Noooo teraz wszystko rozumiem.
                  Dzieki wielkie za konkretne wyjasnienie! :)
    • Gość: aga Jak firmy spekulowały walutą IP: 80.188.82.* 03.12.08, 09:01
      te firmy tak naprawdę nie straciły! budżet kalkulowany był na
      podstawie zawartych opcji - a że teraz mogłyby zarobić więcej na
      wymianie euro na złotego, to chciwość im się włącza i płaczą...
      ciekawe, co natomiast zrobiłyby gdyby kurs EUR wynosił 3.2 a one
      miały zarezerwowaną opcję na 3.5 - dalej premier grzmiałby na
      piratów walutowych????
      • Gość: mahadeva Re: Jak firmy spekulowały walutą IP: 193.24.24.* 03.12.08, 11:03
        kolezanko, problem w tym, ze sporo firm moze stac sie
        niewyplacalnych, dodatkowo opcje byly zabezpieczane na miedzybanku
        przez banki, wiec one tez straca
        a problem jest naprawde duzy, wiec jak nie wiesz, to nic nie mow
    • lukasz_szewczyk Jak firmy spekulowały walutą 03.12.08, 09:05
      Artykuł razi niekompetenją.. Proponuje autorowi zapoznać sie
      najpierw z definicją opcji walutowej.. Gdyby te firmy kupowały
      zabezpieczenia przed wzrostem lub spadkiem to nie byłoby probelmu..
      Te firmy wystawiały opcje walutowe (czyli wystawiały się na ryzyko w
      celu spekulacji)..
      • Gość: racjonalny 100% racji IP: *.zgh.net.pl 03.12.08, 09:28
        Kolega ma rację.
        "Na początku roku sporo firm zawierało umowy zabezpieczające je przed nadmiernym umocnieniem się złotówki. Jednak, by zredukować koszty takiej transakcji, przedsiębiorcy wykupywali jednocześnie zabezpieczenie przed osłabieniem złotówki."
        To mógł napisać tylko człowiek nie mający zielonego pojęcia o opcjach. Szkoda że szanowny pan autor się nie podpisał pod tymi wypocinami.
        Niestety każdego dnia pojawia się coraz więcej pseudoekspertów od derywatów i zabezpieczeń, którzy nie maja zielonego pojęcia w tym temacie i krzyczą o stratach i spekulacjach.
        A najgorsze że takich niedouczonych ludzi dopuszcza się do głosu w zdawałoby się poważnych mediach (Rz).
        • Gość: bank Re: 100% racji IP: *.ingbank.pl 03.12.08, 09:47
          Autor artykułu w Rz jako jedyny wie co pisze, przedstawia cały
          mechanizm:
          - zakup opcji sprzedaży;
          - wystawienie opcji kupna.

          Najczęsciej firma wystawiala opcje kupna na kwoty np. 2-3 razy
          wyzsze niz otzrymana opcja sprzedazy (dzieki temu poprawial sie kurs
          po ktorym mogla sprzedawac walute i nie ponosiła kosztów za zakup
          opcji).

          Klopoty firm wynikaja ze slabej zlotowki i koniecznosci sprzedazy
          waluty z tytułu wystawionej opcji kupna w kwotach przwyższających
          wpływy walutowe firmy (a to już jest spekulacja).
          • Gość: racjonalny Re: 100% racji IP: *.zgh.net.pl 03.12.08, 10:04
            Jeśli ktoś pisze, że firma zabezpiecza się przed nadmiernym umocnieniem się złotówki, finansując to zakupem zabezpieczenia przed osłabieniem złotówki (zabezpiecza się przed wzrostem i spadkiem kursu)i ponosi z tego tytułu ogromne straty to chyba sam nie wie o czym pisze.
            Swoją drogą problem faktycznie wynika z lewarowania transakcji.
            • Gość: p panowie, mała uwaga :-) IP: *.warszawa.mm.pl 03.12.08, 10:17
              Przeczytajcie artykuł w Rz, potem rozdzielcie tych autorów. Tego
              który pisał dla Rz, i tego który pisał dla Wyborczej.
              Jeden pojęcie miał i napisał, że firmy chciały wykorzystać
              mechanizmy zabezpieczające do wzbogacenia się, drugi, że przez
              stosowanie mechanizmów zabezpieczających firmy straciły,
              dlatego ten drugi nie podpisał się pod swoimi wypocinami.

              p
        • koxiarz Re: 100% racji 03.12.08, 13:14
          Gość portalu: racjonalny napisał(a):

          > Kolega ma rację.
          > "Na początku roku sporo firm zawierało umowy zabezpieczające je
          przed nadmierny
          > m umocnieniem się złotówki. Jednak, by zredukować koszty takiej
          transakcji, prz
          > edsiębiorcy wykupywali jednocześnie zabezpieczenie przed
          osłabieniem złotówki."
          > To mógł napisać tylko człowiek nie mający zielonego pojęcia o
          opcjach. Szkoda ż
          > e szanowny pan autor się nie podpisał pod tymi wypocinami.
          > Niestety każdego dnia pojawia się coraz więcej pseudoekspertów od
          derywatów i z
          > abezpieczeń, którzy nie maja zielonego pojęcia w tym temacie i
          krzyczą o strata
          > ch i spekulacjach.
          > A najgorsze że takich niedouczonych ludzi dopuszcza się do głosu w
          zdawałoby si
          > ę poważnych mediach (Rz).

          Przynajmniej ograniczyli się do przedruków, a Tomasz Prusek przestał
          używać tego jakże oryginalnego zwrotu "walutowe sidła banków"
          (chciałby stworzyć coś na miarę słynnych "toxic assets"?) Ciekaw
          jestem, czy miała na to wpływ moja polemika, jaką otrzymał ode mnie
          mailem. Dziś postanowiłem wkleić jej treśc na forum, gdyż jak na
          razie nie znalazł on odwagi, by na nią dopowiedzieć, albo choć
          zamieścić jej fragmenty.

          "Banki – krwiopijcze instytucje, czy kozły ofiarne?

          W ostatnim czasie w polskiej prasie, ale też w wypowiedziach
          polityków dość szerokim echem odbiły się informacje na temat
          poważnych kłopotów wielu eksporterów i poniesionych przez nich
          ogromnych strat na zawartych transakcjach zabezpieczających.
          Społeczeństwo zostało zasypane informacjami o tym, jak to rzekomo
          złe banki „zasadziły się” na polskich eksporterów by wyciągnąć od
          nich ogromne kwoty w ramach rozliczenia tychże transakcji. Taką tezę
          postawił wprost Tomasz Prusek w swoim artykule pt. „Walutowe sidła
          banków”, opublikowanym na pierwszej stronie ostatniego weekendowego
          wydania „Gazety Wyborczej”(29-30 listopada 2008). Jednak czy takie
          postawienie sprawy rzeczywiście odzwierciedla stan faktyczny?
          W omawianym artykule(„Walutowe sidła banków”) Tomasz Prusek
          zaprezentował kłopoty eksporterów na przykładzie sytuacji Zakładów
          Magnetyzowych w Ropczycach, spółki publicznej, notowanej na GPW,
          która w ostatni piątek(28.11.2008) poinformowała o otrzymaniu
          wezwania do uiszczenia kwoty ok. 19,5 mln PLN na rzecz Banku
          Millenium z tytułu rozliczenia zawartych transakcji
          zabezpieczających. Informacja ta jest oczywiście prawdziwa, jednak
          obraz całej sytuacji jaki nakreślił autor jest co najmniej
          niekompletny i mocno jednostronny, a błędy merytoryczne zawarte w
          tym tekście aż rażą. Jak więc wygląda rzeczywista sytuacja? To
          wiedzą jedynie spółka i bank Millenium, które znają wszystkie
          szczegóły zawartej umowy zabezpieczającej, ale z informacji, które
          wyciekły do mediów można wyciągnąć kilka wniosków.
          Po pierwsze Ropczyce nie kupiły od banku pojedynczej opcji
          walutowej, jak pisze Tomasz Prusek, tylko zawarły z nim jakąś
          strategię walutową, a więc strukturę złożoną z kilku(przynajmniej 2)
          opcji walutowych. Ma to kluczowe znaczenie, gdyż nabycie pojedynczej
          opcji sprzedaży EUR nie wygenerowałoby żadnych strat ponieważ w
          takiej sytuacji Ropczyce miałyby prawo, a nie obowiązek sprzedaży
          waluty na uzgodnionych wcześniej warunkach. Niestety za tego typu
          prawo spółka musiałaby zapłacić i to tym więcej, im wyższy kurs
          sprzedaży chciałaby sobie zapewnić. By uniknąć konieczności płacenia
          premii za nabywane opcje sprzedaży, spółka zdecydowała się na
          sfinansowanie ich zakupu poprzez sprzedaż bankowi(wystawienie) opcji
          kupna euro. Wystawiając opcję kupna waluty firma w rzeczywistości
          zobowiązała się do sprzedaży określonego nominału po z góry
          ustalonym kursie wykonania w przypadku, gdy kurs rynkowy w dniu
          rozliczenia znajdzie się powyżej kursu wykonania tychże opcji(w tej
          sytuacji bank był posiadaczem prawa do kupna waluty po określonym
          kursie wykonania, z którego skorzysta tylko i wyłącznie w przypadku
          gdy kurs rynkowy okaże się wyższy od kursu wykonania opcji).
          W dalszej części artykułu Tomasz Prusek konsekwentnie używa
          błędnej nazwy „opcja walutowa” w odniesieniu do transakcji zawartej
          pomiędzy Ropczycami a bankiem Millenium, ale po powyższych
          wyjaśnieniach ma to już wtórne znaczenie dla innych informacji
          zawartych w tym tekście. Dzięki Pruskowi czytelnik dowiaduje się o
          asymetryczności umowy, czyli o wykorzystaniu przez Ropczyce dźwigni
          finansowej. Dźwignia to jeden z zabiegów, dzięki którym klient banku
          może podbić kurs sprzedaży waluty, zagwarantowany w ramach zawartej
          strategii opcyjnej, jednak poprawa kursu wykonania kupowanych przez
          klienta opcji odbywa się kosztem zwiększonego ryzyka. Wyższy kurs
          wykonania opcji sprzedaży wiąże się z wyższą ceną kupowanych opcji,
          a co za tym idzie klient by go pokryć musi wystawić(sprzedać
          bankowi) opcje kupna waluty, opiewające na większy nominał, niż
          opcje kupowane przez klienta. W efekcie, gdy kurs rynkowy w dniu
          rozliczenia okaże się wyższy od uzgodnionego kursu wykonania (w
          artykule mowa o 3,50 złotego za euro) Klient będzie zobowiązany(w
          takim wypadku prawem zakupu waluty dysponuje bank a nie klient)do
          sprzedaży wielokrotności kwoty, ubezpieczanej w ramach kupowanych
          opcji, co pomnaża straty poniesione na zawartej transakcji.
          Przykładowo, jeżeli dźwignia finansowa (stosunek nominałów opcji
          wystawianych do nominału opcji kupowanych) wynosi 3:1, to straty na
          transakcji w przypadku wzrostu kursu rynkowego powyżej kursu
          wykonania transakcji(w artykule 3,50) są trzykrotnie większe, niż
          zyski klienta, gdy kurs rynkowy znajduje się poniżej kursu
          wykonania.
          Tomasz Prusek w tym artykule popełnił jeszcze jeden błąd,
          tym razem we fragmencie odnoszącym się do prognoz z pierwszej połowy
          roku („W pierwszej połowie roku kurs euro powyżej 3,50 zł wydawał
          się niemożliwy. Wszyscy powtarzali, że złoty będzie nadal rósł w
          siłę, bo jesteśmy silną gospodarką, bo zamierzamy wejść do strefy
          euro. Ale uderzył w nas globalny kryzys finansowy i złoty poleciał w
          dół.”). Wbrew temu co pisze autor, nie wszyscy wierzyli w siłę
          złotego, gdyż I połowa 2008 roku przyniosła już sporo informacji o
          skali kryzysu, który dosięgnął gospodarkę USA. Rzeczywiście w tym
          czasie dominował zachwyt nad silnym złotym, jednak głosy
          ostrzegawcze również się pojawiały, gdyż złoty jako waluta kraju
          wschodzącego jest narażony na silną przecenę w okresie wzrostu
          awersji do ryzyka, zjawiska normalnego w okresie kryzysowym. Pomimo
          iż w dużym stopniu błędny, fragment ten ma sporą wartość, gdyż
          najlepiej odzwierciedla dominujące przekonanie, iż transakcja
          zabezpieczająca powinna odpowiadać prognozom zachowania się kursu
          walutowego w przyszłości. Oczywiście taka praktyka jest słuszna,
          jednak takiemu podejściu powinna towarzyszyć również zasada, że
          wynik finansowy spółki nie może zostać zbyt mocno nadszarpnięty w
          przypadku innego przebiegu sytuacji, niż zakładany w prognozach.
          [...]"
          • koxiarz Tomasz Prusek bredzi - cd 03.12.08, 13:20
            koxiarz napisał:

            > Przynajmniej ograniczyli się do przedruków, a Tomasz Prusek
            przestał
            > używać tego jakże oryginalnego zwrotu "walutowe sidła banków"
            > (chciałby stworzyć coś na miarę słynnych "toxic assets"?) Ciekaw
            > jestem, czy miała na to wpływ moja polemika, jaką otrzymał ode
            mnie
            > mailem. Dziś postanowiłem wkleić jej treśc na forum, gdyż jak na
            > razie nie znalazł on odwagi, by na nią dopowiedzieć, albo choć
            > zamieścić jej fragmenty.

            dokończenie poprzedniego postu:

            "[...] Jeszcze jeden aspekt w artykule Tomasza Pruska
            został potraktowany zbyt pobieżnie, a chodzi o podstawy, na jakich
            bank Millenium żąda od Ropczyc ok. 19,5 mln złotych za przyszłe
            transakcje, których dni rozliczenia jeszcze nie nadeszły(każda
            transakcja opcyjna ma określony dzień rozliczenia, w którym dokonuje
            się wymiana waluty na uzgodnionych wcześniej warunkach). Wyjaśnienie
            tego faktu wymaga odwołania się do praktyki, przyjętej w systemie
            bankowym dla tego typu transakcji. Otóż, firma, która ma relacje z
            danym bankiem ma możliwość uzyskania linii kredytowej, dla
            rozliczania tego typu transakcji, co pozwala jej na zawierania
            transakcji zabezpieczających bez konieczności zamrażania wolnych
            środków. Jest to duże udogodnienie, gdyż dzięki temu firmy mogą dość
            elastycznie, a przede wszystkim tanio, zarządzać ryzykiem kursowym.
            Z drugiej strony bank w takiej sytuacji bierze na siebie ryzyko
            niewywiązania się klienta z warunków zawartej umowy, dlatego by to
            ryzyko ograniczyć bank ustala dla każdego klienta indywidualny
            limit, do wysokości którego dany klient może dokonywać transakcji
            terminowych w danym horyzoncie czasu(ryzyko rozliczeniowe).
            Dodatkowo, każdemu z klientów przyznawany jest drugi limit, tym
            razem na ryzyko przedrozliczeniowe, a więc związane ze zmianą
            wartości rynkowej instrumentów finansowych nabytych przez klienta w
            okresie do dnia rozliczenia(zmiany stawek rynkowych: kursu
            walutowego, stóp procentowych itp. wywołują wahania wartości tych
            instrumentów). Taka praktyka z kolei pozwala bankom na
            niedopuszczenie do narastania strat klienta do poziomów przez niego
            nieobsługiwalnych(pod warunkiem iż kursy nie zmienią się zbyt
            gwałtownie)
            To właśnie ten drugi limit miał prawdopodobnie(nieznajomośc
            szczegółów transakcji zawartej pomiędzy Ropczycami a bankiem
            Millenium nie pozwala na kategoryczne stwierdzenie tego faktu)
            kluczowe znaczenie dla Ropczyc, gdyż październikowa, silna przecena
            złotego sprawiła, że gwałtownie spadła wartość instrumentów
            wchodzących w skład kupionej przez Ropczyce strategii walutowej. W
            takim wypadku, bank Millenium chcąc zabezpieczyć się przed ryzykiem
            dalszego spadku wartości tych instrumentów, a co za tym idzie
            dalszego powiększenia się zobowiązań Ropczyc zażądał zapewne
            wpłacenia pewnej kwoty, jako uzupełnienia depozytu
            zabezpieczającego. Jeżeli spółka nie wpłaciła w określonym terminie
            żądanej kwoty zabezpieczenia to bank chroniąc swoje interesy
            skorzystał z prawa wypowiedzenia umowy zabezpieczenia, co oznaczało
            natychmiastowe zamknięcie pozycji klienta, a w konsekwencji
            realizacji całości strat(jest to sytuacja zbliżona do zapisów w
            umowach kredytów hipotecznych, które dają prawo wypowiedzenia tejże
            umowy w momencie gdy drastycznie spadnie wartość zabezpieczenia
            tegoż kredytu). Istotnym w takiej sytuacji staje się pytanie o
            sposób ustalenia kwoty rozliczenia dla przedterminowego zamknięcia
            transakcji(wymieniona w artykule kwota ok. 19,5 mln PLN), W
            rzeczywistości jest to w przybliżeniu(tu już wchodzą w grę
            wewnętrzne regulacje danego banku) koszt odkupu identycznej
            strategii na rynku międzybankowym(rynek, na którym banki dokonują
            pomiędzy sobą różnych transakcji) w danym momencie.

            Zawierający sporo błędów lub niedociągnięć tekst Tomasza Pruska, w
            zasadzie nic nie wyjaśnia. Brak prób pogłębienia tematu czy
            wyjaśnienia czytelnikowi na czym cały proces zarządzania ryzykiem
            walutowym polega nie byłby może poważnym zarzutem, gdyż nie wszyscy
            muszą być zainteresowani tą dość trudną dziedziną, jednak staje się
            takowym w zderzeniu z bardzo radykalnym tytułem: „Walutowe sidła
            banków”. W trakcie lektury tego artykułu czytelnik nie dowiaduje się
            nic nowego, poza głośnym hasłem wykrzyczanym wielkimi literami w
            tytule. W tej sytuacji pytanie o obiektywizm autora i rzetelność w
            pracy nad tym tekstem nasuwa się samo trudne. Niestety, Tomasz
            Prusek wpisał się tym tekstem w populistyczny nurt obrzucania
            błotem „tych złych, pazernych na kasę banków” i raczej powinien
            żałować firmowania tego artykułu swoim nazwiskiem. Tak jednoznaczne
            wskazanie palcem na banki i zarzucanie im, iż zastawiły pułapkę na
            własnych klientów wymaga głębszej analizy przeprowadzonej dla
            indywidualnych przypadków, na co Tomasz Prusek niestety się nie
            porwał. Podstawowe błędy jakie popełnił w tym tekście skłaniają do
            zastanowienia nad tym, czy jest on w ogóle na tyle kompetentny w tej
            dziedzinie, by przesądzać o czyjejkolwiek winie."

            Myślicie że spróbuje sie z nią zmierzyć, doczyta o tym czego nie
            wie, spróbuje dotrzeć do opisu produktu, kupionego przez Ropczyce?
            Wydaje mi się że zamilknie i więcej nie bedzie sadził bzdetów i
            ośmeiszał się swoją niewiedzą. Przyznam szczerze, że mi by było
            wstyd podpisać się pod tak nierzetelnym artykułem(zresztą pod moją
            polemiką również się nie podpiszę, gdyż chce cieszyć się
            anonimowością;))
            • Gość: BoBo Re: Tomasz Prusek bredzi - cd IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.08, 15:49
              > Zawierający sporo błędów lub niedociągnięć tekst Tomasza Pruska, w
              > zasadzie nic nie wyjaśnia. Brak prób pogłębienia tematu czy
              > wyjaśnienia czytelnikowi na czym cały proces zarządzania ryzykiem
              > walutowym polega nie byłby może poważnym zarzutem, gdyż nie
              > wszyscy muszą być zainteresowani tą dość trudną dziedziną, jednak
              > staje się takowym w zderzeniu z bardzo radykalnym
              > tytułem: „Walutowe sidła banków”.

              Dzieki za wyjasnienie ale mysle, ze mimo wyraznych usterek artykulu
              Pruska przecietny czytelnik moze sobie i tak latwo wyobraziec, ze to
              nie banki "wykiwaly" biednego przedsiebiorce lecz i glupota
              polaczona z pazernoscia. W kazdym razie ja tak sobie od razu
              pomyslalem, znajac paru polskich "przedsiebiorcow"..



      • Gość: Qbaa Re: Jak firmy spekulowały walutą IP: *.grupalotos.pl 03.12.08, 10:34
        jesli by zabezpieczały to by nie zachwiało ich cashflowem. Artykuł jest do dupy
        - te firmy raczej chciały poprawić sobie własny cashflow w moemencie gdy była
        silna złotówka i wystawiały opcje otrzymując premie. Jeśli by się zabezpieczały
        to by kupowały prawo do sprzedaży a robiły zupełnie odwrotnie!!!! I gdzie tu
        zabezpieczenie???
    • Gość: mirek Jak firmy spekulowały walutą IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.12.08, 09:22
      firmy nie poniosły wielomiliardowych strat, tylko uzyskały mniejszy
      zysk niz wynikający z aktualnego kursu walut. Kilka miesięcy temu
      zawierając kontrakty firmy te uznały, ze zadowalajacy jest dla nich
      kurs zabezpieczany przez banki w wysokości 3,60.. Ale jak ktoś nie
      zdawał matematyki na maturze i ma znikome pojęcie o instrumentach
      ekonomicznych bierzesię za komentowaniezjawisk ekonomicznych, to
      mamy później takie społeczeństwo jakie mamy tzn, z minimalna wiedzą
      ekonomiczną. A winą za to ponoszą tacy "eksperci" jak autor tego
      artykułu.
    • Gość: poker Firmy grały w pokera i zostaly sprawdzene IP: *.adsl.inetia.pl 03.12.08, 09:23
      nie masz pieniędzy nie graj w pokera bo cię puszczą w gaciach
    • Gość: kształcony Jak firmy spekulowały walutą IP: *.subscribers.sferia.net 03.12.08, 09:43
      Tylko autor zapomina, że cały eksport tych firm planowany po kursie
      np 3,6 wykonuje sie obecnie po kursie 3,9, więc generuje dodatkowy
      dochód, który to (o ile ktoś naprawdę nie był wariatem i nie kupił 2
      razy więcej zabezpieczeń niż eksportu) równoważy "stratę" na
      instrumencie zabezpieczającym.
    • Gość: parker "Rz": Jak firmy spekulowały walutą i straciły m... IP: 129.35.231.* 03.12.08, 10:06
      Całkowity brak wiedzy autorów artykułów o tych tzw. "opcjach
      walutowych" psuje rynek instrumentów rzeczywiście zabezpieczajacych
      przed zmianami kursów walut. Należałoby raczej pisać o
      spekulacyjnych instrumentach walutowych i o firmach, które zamiast
      zabezpieczać swoją działalność operacyjną eliminując jedno z ryzyk
      wystawiły się na dodatkowe ryzyko.
    • Gość: ktos trzeba jak najszybciej przyjac Euro IP: *.aster.pl 03.12.08, 10:15
      • Gość: 4.5 Re: trzeba jak najszybciej przyjac Euro IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.08, 10:16
        zgadza sie - po wymianie 4.5 za euro
    • Gość: sfs Kilka firm - nawet nie stracilo, a juz sensacja! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.08, 10:15
      A gdzie pismaki pisaliscie ile eksporterzy - ci mniejsi, nie majacy
      takiego free cash flow, stracili w przeciagu kilku lat?

      O tym nikt nie pisze, tylko propaganda jedzie w przeciwna strone!
      Pewnie artykul sponsorowany... ciekawe kto zadzwonil do gazety z
      tych firm zeby o tym pisac....

      Propaganda sukcesu jak zwykle idzie swoja droga....
    • Gość: mn Jak firmy spekulowały walutą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.08, 10:21
      A w Polsce nie brakuje idiotów , którzy mówią - NIE dla euro .
    • Gość: asd Jak firmy spekulowały walutą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.08, 10:25
      ja mowie tak. 4.5 za euro i wtedy to bedzie mialo sens...
    • Gość: Tomek Mlody jeszcze ten zurnalista... IP: *.w82-127.abo.wanadoo.fr 03.12.08, 10:37
      Wlasnie zawierajac opcje kursowe, robi sie je po to by sie
      ZABEZPIECZYC przed ryzkiem kursow walutowych. Po prostu: firma
      stwierdzila ze 3,6 to jest zadowalajacy kurs i zawarla umowe z
      bankiem. Granie z ryzykiem walutowym byloby gdyby sie nie
      zabezpieczyli tymi opcjami
    • sajjitarius Co za bzdety ! 03.12.08, 10:43
      Czy autor tego artykulu w ogole wie o czym pisze ? Czy wie co to
      jest opcja ? Jaki bylby cel zabezpieczania sie eksportera przed
      oslabieniem zlotowki ? Jesli dzisiaj Euro kosztuje powiedzmy 3.80
      zl, a eksporter spodziewa sie wplywu powiedzmy 10 milionow Euro za
      trzy miesiace, to oslabienie sie zlotowki do, powiedzmy, 4 zl za
      Euro, daje eksporterowi czysty zysk 2 milionow zlotych. Niech mi
      ktos wytlumaczy dlaczego eksporterzy zabezpieczali sie przed
      oslabeiniem zlotowki i to w taki sposob, ze wlasnie z powodu
      oslaebienia sie tej zlotowki ponosza straty ?

      Dla eksportera majacego wplywy w obcych walutach ma sens
      zabezpieczanie sie przed wzmocnieniem zlotowki poprzez kupno opcji
      put, ktora daje eksporterowi prawo do sprzedazy obcej waluty po z
      gory ustalonej cenie, w okreslonym momencie (lub do okreslonego
      momentu) w przyszlosci.
      Czyli jesli eksporter spodziewa sie wplywu 10 milonow Euro za 3
      miesiace, euro chodzi dzisiaj po 3.80 zlotych, to eksporter moze
      zabezpieczyc sie przed wzmocnieniem zlotowki poprzez wykupienie
      opcji put dajacej eksporterowi prawo sprzedaze 10 milinow euro po
      3.80 za 3 miesiace. Jesli za 3 miesiace Euro stanialo do powiedzmy
      3.50 zlotych, eksporter na mocy kontarktu put sprzedaj 10 milinow
      Euro drugiej stronie (bankowi ?) po 3.80. Czyli nie traci nic.

      Jesli zlotowka w ciagu 3 miesiecy oslabia sie i Euro na rynku chodzi
      po 4 zlotych, wtedy kontrakt put jest bezwartosciowy, ale eksporter
      moze sprzedaje euro na rynku za 40 MLN zlotych.

      Jedyny koszt ktory eksporter musi poniesc to koszt kupna ocji put,
      ktory mozna zredukowac przykladowo poprzez ustalenie ceny kupna na
      poziomie nieco nizszym niz aktualny kurs Euro.

      Jesli wiec nasi dzielni przedsiebiorcy na osatnich zmianch kursow
      zaczynaja liczyc straty w milardach, oznacza to, ze tak na prawde
      oni przed niczym sie nie zabezpieczali, a najzwyczajniej w swiecie
      spekulowali. I spazyli. Nastepnym razem, zanim zaczna sie bawic
      narzedziami ktorych nie rozumieja, powinni zaliczyc kurs z podstaw
      teorii derywatow. Tak samo jak dziennikarze GW, zanim zaczna sie na
      te tematy wypowiadac.
      • Gość: bleble Re: Co za bzdety ! IP: 195.117.103.* 03.12.08, 13:58
        Ta artykuł jest co najmniej nierzetelny. Chodzi o to sformułowanie "wkupywali
        zabezpieczenia przed osłabianiem" istotnie takie zabezpieczenia wykupywały
        owszem ale banki od przedsiębiorców w postaci opcji call, a przedsiębiorcy
        wystawiali te opcje call czyniąc się ubezpieczycielem banku. Dziennikarzowi
        nawet się nie chciało sprawdzić o co chodzi, coś słyszał ale nie ma pojęcia w
        ogóle o co chodzi.
        • sajjitarius Re: Co za bzdety ! 03.12.08, 14:26
          Alez oczywiscie. Jest jasne z wielu artykulow na ten temat, ze
          przedsiebiorstwa musialy pisac/sprzedawac bankom opcje call. Jesli
          tak robily i nawet nie zadaly sobie pytania co do tego co bedzie
          jesli zlotowka zamiast wzmacniac sie oslabi sie, i szczegolnie jesli
          nie zadaly sobie tego pytania w warunkach powaznego kryzysu
          ogolnoswiatowego, to to nie jest tylko brak zdrowego rozsadku, to
          glupota...no a teraz placz i krzyk...i wszystkiemu winne banki !
          • Gość: Donald Wonders Re: Co za bzdety ! IP: *.nwrk.east.verizon.net 03.12.08, 15:02
            Bo w Polsce wciaz jeszcze na wysokich stanowiskach zatrudniani sa
            ludzie przypadkowi (rodziana, znajomi) przynajmniej tam gdzie nie ma
            kontroli przez zagranicznego inwestora. Nidawno bylem swiadkiem
            kiedy gosc z zarzadu jednej znajwiekszych firm w Polsce nie mial
            pojecia co to jest working capital albo quick ratio to co od niego
            wymagac wiedzy na temat forward contracts albo currency hedges?
      • Gość: BoBo Re: Co za bzdety ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.08, 14:38
        > Czyli jesli eksporter spodziewa sie wplywu 10 milonow
        > Euro za 3 miesiace, euro chodzi dzisiaj po 3.80 zlotych,
        > to eksporter moze zabezpieczyc sie przed wzmocnieniem zlotowki
        > poprzez wykupienie opcji put dajacej eksporterowi prawo sprzedaze
        > 10 milinow euro po 3.80 za 3 miesiace.

        Zalozmy, ze przedsiebiorca placi za surowce w Euro i jemu placa za
        gotowe towary rowniez w Euro. Jak przedsiebiorca zamowil surowce za
        10 milionow Euro, a Euro kurs byl w dniu zamowienia 3.5 to
        skalkulowal wydatek na 35 milionow zlotych. Z tych surowcow obiecal
        cos tam wyprodukowac i sprzedal (zalozmy, ze w tym samym dniu co
        kupil surowce) za 15 milionow Euro czyli 52.5 miliona zl. Kurs
        zmienia sie na 4. Za surowce musi zaplacic w zlotowkach 5 milionow
        wiecej. Za towary otrzyma jednak 60 milionow zl, czyli i tak
        bedzie "do przodu" w zlotowkach o 2.5 miliona zl. Czyli
        zabezpieczenie sie przed oslabieniem zlotowki nie ma sensu dla
        eksportera. Nie nalezy tutaj zapominac, ze nie zawsze kupuje
        surowce za Euro, czesto za zlotowki, a wtedy jego zysk bylby
        jeszcze wiekszy.







    • Gość: trawa Na spekulacji zawsze jest ryzyko... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.08, 13:05
      więc nie widzę w tym nic dziwnego że pojawiły się straty :)
    • Gość: przemo "Rz": Jak firmy spekulowały walutą i straciły m... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.08, 13:50
      nikt nie stracił !!!!!!!!, autor pisze bzdury !!!
      • koxiarz Re: "Rz": Jak firmy spekulowały walutą i straciły 03.12.08, 14:07
        Gość portalu: przemo napisał(a):

        > nikt nie stracił !!!!!!!!, autor pisze bzdury !!!

        Bzdury to piszesz ty, choć stałeś się w tym towarzyszem autora.

        Wygląda na to, że firmy juz jednak straciły i to dużo, natomiast
        teraz przyjdzie kolej na banki, które w przypadku upadku któregoś
        Klienta, będa musiały same z własnej kieszeni pokryć jego stratę (w
        dominującej liczbie przypadków).

        PS. Postaraj się następnym razem lepiej przyłożyć się do analizy
        sytuacji, nim zarzucisz komuś że ten "pisze bzdury". Naprawdę
        śmiesznie wygląda, gdy ktoś tak kategorycznie potępia czyjąś
        niewiedzę, przy czym w tym samym poście sam pokazuje swoją
        ignorancję w danej dziedzinie(choć pewnie i tak wiesz więcej niż
        autor tego artykułu). Pozdrawiam.
    • Gość: miki "Rz": Jak firmy spekulowały walutą i straciły m... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.12.08, 14:42
      to nie rozuniem kto podpisywał umowy z bankiem , ktos po szkole czy zwykły idiota a moze ktos kto miał z tym bankiem układy i tez zarabia na lewo .
    • beaude Ta umowa finansowa ma tyle wspólnego z opcjami co 03.12.08, 14:59
      To NIE są opcje. Ta umowa finansowa ma tyle wspólnego z opcjami co stringi z
      kalesonami. Miały przysłonić d..ę, ale nie wyszło.
    • benzyl "Rz": Kalemu płacić dobrze, Kali płacić żle. 03.12.08, 15:58
      To właśnie jest filozofia Kalego, firmy podpisywały umowę ale chyba nikt dokładnie nie czytał, lub było drobnym drukiem.
    • Gość: krzyjez "Rz": Jak firmy spekulowały walutą i straciły m... IP: *.is.net.pl 04.12.08, 09:16
      Podpisuje się pod niekompetencją autora. To chyba już tradycja, że o
      walutowych zabezpieczeniach firm piszą osoby, które nie mają pojęcia o co
      chodzi. Wychodzi z tego bełkot.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka