lava71 03.12.08, 08:51 Niektórzy umysłowo nie wyszli jeszcze z piaskownic. Szkoda tylko, że zamiast bawić się piaskiem wzięli do rąk pieniądze. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: k Jak firmy spekulowały walutą IP: 193.109.212.* 03.12.08, 08:53 Widać że pismaki nie kumają o co chodzi. Opcje to instrument zabezpieczający a nie niosący ryzyko. Właściwie skonstruowany nie niesie żadnego ryzyka. A koszt to tylko opłata za opcje. Nie piszcie głupot, albo bądzcie precyzyjni. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nieprawda opcje moaga byc zabezpieczeniem i spekulacja IP: *.acn.waw.pl 03.12.08, 09:35 zalezy co chce sie zrobic. A najgorsze efekty przynosi, gdy nie wie sie ze sie spekuluje i mysli ze to zabezpieczenie. Albo -co mialo miejsce w tym przypadku firmy prezentuja takie stanowisko jak autor postu wyzej i uwazaja ze opcje to "zabezpieczenie", wiec w naturalny sposob traca, bo jednak spekulują Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: p gdzieś dwony biją, ale gdzie.... IP: *.warszawa.mm.pl 03.12.08, 09:59 ja np. jestem okrutnym spekulantem i strasznie dostałem w d.! wyobraźcie sobie kupiem nowy samochód i wykupiłem ubezpieczenie AC! AC opłaciłem, rok jeździłem i nie rozbiłem samochodu. Nawet mi go nie ukradli. Po prostu 1500 zł w plecy na tej mojej spekulacji ubezpieczeniem. p Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: p a tutaj biją dzwony! IP: *.warszawa.mm.pl 03.12.08, 10:11 w Rzeczpospoitej jest artykuł, tylko trochę innej treści. Dziennik Rzeczpospolita tłumaczy nie, że firmy ustalały korzystały z mechanizmu i przez to mają mniejsze zyski, tylko, że firmy spekulowały opcjami na kursy walut silnie zakładając, że złoty będzie się umacniał. Czyli np. wydały dużo pieniędzy na AC - w sumie większą kwotę niż wart był samochód, z założeniem, że go ktoś ukradnie. Potem założyły, że pieniądze już dostały i je wydały (bo inaczej nie byłoby groźby bankructwa). A tu nikt nie ukradł samochodu. Tylko, że rzeczpospolita zawiera mniej więcej taką właśnie infromaję, a tutaj... no, nieudane strzeszczenie :-). Autor mógłby napisać: "w Rzeczpospolitej napisali jakiś artykuł, nie bardzo rozumiem o co chodzi, wydaje mi się że...". Niestety dział "gospodarka" kuleje coraz bardziej. Dobrze, że przynajmniej dziennikarze czytają inne gazety :-). dla leniuchów link: www.rp.pl/artykul/2,228191_Polskie_firmy_moga_stracic_miliardy_zlotych_.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: winIO ...ale slabo bija IP: 78.151.190.* 03.12.08, 11:17 Dzieki za linka. Ten rykul w Rzepie, owzem mnej chaotyczny, bardziej uprzadkowany, ale nadal nie wyjasniajacy na czym polegal mechanizm dodatkowego ryzyka, ktore podejmowane bylo przez zarzady spolek. W sumie dalej nie wiem jaki to patent byl, jakim cudem mozna wykupic opcje, ktora chroni przed ryzykiem kursowym i z powodu tej ochrony firma m utraic plynnosc finansowa. Odpowiedz Link Zgłoś
sajjitarius Re: ...ale slabo bija 03.12.08, 11:24 Gość portalu: winIO napisał(a): > Dzieki za linka. Ten rykul w Rzepie, owzem mnej chaotyczny, bardziej > uprzadkowany, ale nadal nie wyjasniajacy na czym polegal mechanizm > dodatkowego ryzyka, ktore podejmowane bylo przez zarzady spolek. W > sumie dalej nie wiem jaki to patent byl, jakim cudem mozna wykupic > opcje, ktora chroni przed ryzykiem kursowym i z powodu tej ochrony > firma m utraic plynnosc finansowa. Bo nasi geniusze od derywatow nie rozumieja roznicy pomiedzy zabezpieczeniem a spekulacja. Spekulowali. I tyle. Odpowiedz Link Zgłoś
koxiarz Re: ...ale slabo bija 03.12.08, 13:01 Gość portalu: winIO napisał(a): > Dzieki za linka. Ten rykul w Rzepie, owzem mnej chaotyczny, bardziej > uprzadkowany, ale nadal nie wyjasniajacy na czym polegal mechanizm > dodatkowego ryzyka, ktore podejmowane bylo przez zarzady spolek. W > sumie dalej nie wiem jaki to patent byl, jakim cudem mozna wykupic > opcje, ktora chroni przed ryzykiem kursowym i z powodu tej ochrony > firma m utraic plynnosc finansowa. Są 3-4 najważniejsze powody zagrożenia płynności spółek. Po pierwsze spólki te obok zakupu opcji, a więc instrumentów zabezpieczaających (kupione opcje sprzedaży, gwarantujące im PRAWO sprzedaży po okreslonym kursie, gdy kurs rynkowy będzie niższy), wystawiły(sprzedały bankom) także opcje kupna(w tej sytuacji bank stał się posiadaczem prawa do kupna waluty po z góry określonym kursie, z ktorego skorzysta, gdy kurs rynkowy okaże się od niego wyższy, z czym mamy do czynienia obecnie). Po drugie straty wynikają z chciwości i braku ostrożności spółek, które w pogoni za jak najwyższym kursem sprzedazy waluty, zdecydowały sie na agresywne strategie "zabezpieczające". W takich strategiach Klienci akceptowali atrakcyjny kurs sprzedaży waluty w najbliższych okresach (patrz informacje o gwarancji 3,50 PLN za EUR gdy na rynku było 3,2-3,3) ale odbyło się to kosztem zgody na wyższe ryzyko związane z konsrukcją takiej strategii. Zapewne najbardziej na starty wpłynęło zastosowanie dźwigni (asymetryczność strategii), tzn. ża spólki zabezpieczały kurs sprzedaży 1 miliona EUR, gdy kurs był niższy niż 3,50, ale godziły sie na sprzedaż 2-3 milionów EUR (czasem nawet więcej) gdy podskoczy on powyżej tego poziomu. Jeżeli 1 milion EUR to całośc obrotu eksportowego tych spółek, to w rzeczywistości każdy grosz powyżej 3,50 przekłada się na spadek efektywnego kursu sprzedaży tego 1 miliona EUR o 1-2 grosze (odpowiednio dla dżwigni 2:1 i 3:1). Czyli obecnie(kurs spot ok 3,83) efektywny kurs sprzedaży tego 1 miliona EUR(wartość obrotu jako punkt odniesienia) spadł z 3,50 do 3,17 (dźwignia 2:1) lub nawet 2,84 (dźwignia 3:1). Przy asymetrii(zastosowaniu dźwigni) dodatkowe zyski operacyjne wynikające ze wzrostu kursu rynkowego (budżetowane 3,5 a jest 3,83) nie kompensują strat z tytułu różnic kursowych na zawartej transakcji zabezpieczającej. Po trzecie by uzyskać jeszcze wyższy kurs sprzedaży waluty w najbliższym okresie firmy decydowały się na zawieranie transakcji sekewencyjnych, tzn. zbudowanych w ten sposób, że dany mechanizm zabezpieczenia działał dla serii przewalutowań, odbywających sie np raz w miesiącu. Taki zabieg pozwalał wykorzystać fakt, że opcje z dniem rozliczenia w dalszej przyszłości sa więcej warte, co można wykorzystać do poprawy bieżącego kursu sprzedaży. Niestety w momencie odwrócenia się tendencji staje się to bardzo groźne, gdyż szybko spada wartość zakupionych instrumentów, a to oznacza, że rosną koszty przedetrminowego zamknięcia transakcji(firmy te, aby rozwiązać takie umowy muszą sprzedać kupiony wczesniej produkt na rynku międzybankowym, a że ma on obecnie ujemną wartość, to tak naprawde muszą odkupić swoje zobowiązania). Podsumowując: Te trzy czynniki to powody problemów, choć w tarapaty wpędził te spółki skokowy wzrost zmienność kursów, a przede wszystkim gwałtowna wyprzedaż złotego w październiku. Skok kursuów zlotego o kilkadziesiąt groszy spowodował, iż wartość produktów kupionych przez spółki zanurkowała, a to z kolei w wielu wypadkach (np Ropczyce) pociągnęło za soba realizację strat, z wszystkich przyszłych transakcji (niezależnie od ich terminu zapadalności). Wynika to z pratyki przyjętej w tego typu transakcjach, a mianowicie z faktu iż zawierane sa one w oparciu o linie kredytową.Oznacza to, że spółki nie muszą dysponować i zamrażać gotówki potrzebnej do przewalutwania, tylko działają w ramach przyznanych im limitów kredytowych. Są dwa rodzaje limitów: -na ryzyko rozliczeniowe (maksymalny nominał, na jaki spółka moze otowrzyć transakcję) - na ryzyko przedrozliczeniowe, a więc na ryzyko zmiany wartości nabytych przez bank produktów w okresie do dnia rozliczenia. Ten limit pozwala bankowi ograniczyć straty, w przypadku gdy rynek przesuwa się w strone niekorzystna dla Klienta, gdyż po jego przekroczeniu klient dostaje wezwanie do uzupełnienia depozytu zabezpeiczającego(coś jak zapisy w umowach kredytowych, że w przypadku spadku wartości zabezpieczenia bank może wypowiedzieć umowe czy zarządac jego uzupełnienia). To własnie limit na ryzyko przedrozliczeniowe, a dokładnie jego przekroczenie i nieuzupelnienie w określonym czasie odpowiadją za kłopty wielu eksporterów, gdyż banki, by uniknąc powiekszenia strat klientów zamykały ich pozycje(to napewno sytandardowy zapis warunków współpracy). W rezultacie w jednym momencie powstały wielomilionowe zobowiązania, wynikające z nominału zawartych ale jeszcze nie rozliczonych transakcji (np. 6 transzy wymian z następnych 6 miesięcy). Niestety tu tkwi największe ryzyko dla tych firm, gdyż u nich kompletnie leżał monitoring ryzyka przedrozliczeniowego i wykorzystania limitów. W rezultacie nie były one przygotwane na wezwania banków, a tym bardziej na wypłatę na rzecz banków tak duzych kwot pokrywających całość strat. PS. Mam nadzieję, że jest to względnie prosto wytłumaczone, bo coś mi się wydaje, że zadna z gazet nie uraczy was merytorycznym tekstem. Sprawa dla mnie jest prosta: Banda debili (prezesi i dyrektorzy finansowi spółek) wznów podązyła za stadem i myslać ze złtotówka może podążac tylko w jedna stronę zabrała się za spekulacje instrumentami pochodnymi. Jest to trochę zabawa brzytwą więc się w końcu pocięły. A teraz ta banda debili, próbuje wine za wszystko zwalić na banki(widziałem wiele prezentacji tego typu produktów i zapewniam, że w każdej z nich było jak byk napisane, że przy wzroście kursu powyżej tego 3,5 beda oni musieli sprzedawać 2- 3x wartość nominału, ponosząc przy tym starty) podczas gdy wina banków to brak kontoroli ryzyka kontrahenta (pozwalały na to, by ich klienci mieli linie kredytowe pod zabezpeiczenia na maksymalną wartość obrotu w wielu bankach, ale za tak nieumiejętną identyfikację źródeł ryzyka zapłaca w najbliższym czasie, gdy będa musiały same pokryc straty tych klientów, którzy z tego powodu padną. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: toau Re: ...ale slabo bija IP: 91.199.30.* 03.12.08, 15:20 Noooo teraz wszystko rozumiem. Dzieki wielkie za konkretne wyjasnienie! :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aga Jak firmy spekulowały walutą IP: 80.188.82.* 03.12.08, 09:01 te firmy tak naprawdę nie straciły! budżet kalkulowany był na podstawie zawartych opcji - a że teraz mogłyby zarobić więcej na wymianie euro na złotego, to chciwość im się włącza i płaczą... ciekawe, co natomiast zrobiłyby gdyby kurs EUR wynosił 3.2 a one miały zarezerwowaną opcję na 3.5 - dalej premier grzmiałby na piratów walutowych???? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mahadeva Re: Jak firmy spekulowały walutą IP: 193.24.24.* 03.12.08, 11:03 kolezanko, problem w tym, ze sporo firm moze stac sie niewyplacalnych, dodatkowo opcje byly zabezpieczane na miedzybanku przez banki, wiec one tez straca a problem jest naprawde duzy, wiec jak nie wiesz, to nic nie mow Odpowiedz Link Zgłoś
lukasz_szewczyk Jak firmy spekulowały walutą 03.12.08, 09:05 Artykuł razi niekompetenją.. Proponuje autorowi zapoznać sie najpierw z definicją opcji walutowej.. Gdyby te firmy kupowały zabezpieczenia przed wzrostem lub spadkiem to nie byłoby probelmu.. Te firmy wystawiały opcje walutowe (czyli wystawiały się na ryzyko w celu spekulacji).. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: racjonalny 100% racji IP: *.zgh.net.pl 03.12.08, 09:28 Kolega ma rację. "Na początku roku sporo firm zawierało umowy zabezpieczające je przed nadmiernym umocnieniem się złotówki. Jednak, by zredukować koszty takiej transakcji, przedsiębiorcy wykupywali jednocześnie zabezpieczenie przed osłabieniem złotówki." To mógł napisać tylko człowiek nie mający zielonego pojęcia o opcjach. Szkoda że szanowny pan autor się nie podpisał pod tymi wypocinami. Niestety każdego dnia pojawia się coraz więcej pseudoekspertów od derywatów i zabezpieczeń, którzy nie maja zielonego pojęcia w tym temacie i krzyczą o stratach i spekulacjach. A najgorsze że takich niedouczonych ludzi dopuszcza się do głosu w zdawałoby się poważnych mediach (Rz). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bank Re: 100% racji IP: *.ingbank.pl 03.12.08, 09:47 Autor artykułu w Rz jako jedyny wie co pisze, przedstawia cały mechanizm: - zakup opcji sprzedaży; - wystawienie opcji kupna. Najczęsciej firma wystawiala opcje kupna na kwoty np. 2-3 razy wyzsze niz otzrymana opcja sprzedazy (dzieki temu poprawial sie kurs po ktorym mogla sprzedawac walute i nie ponosiła kosztów za zakup opcji). Klopoty firm wynikaja ze slabej zlotowki i koniecznosci sprzedazy waluty z tytułu wystawionej opcji kupna w kwotach przwyższających wpływy walutowe firmy (a to już jest spekulacja). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: racjonalny Re: 100% racji IP: *.zgh.net.pl 03.12.08, 10:04 Jeśli ktoś pisze, że firma zabezpiecza się przed nadmiernym umocnieniem się złotówki, finansując to zakupem zabezpieczenia przed osłabieniem złotówki (zabezpiecza się przed wzrostem i spadkiem kursu)i ponosi z tego tytułu ogromne straty to chyba sam nie wie o czym pisze. Swoją drogą problem faktycznie wynika z lewarowania transakcji. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: p panowie, mała uwaga :-) IP: *.warszawa.mm.pl 03.12.08, 10:17 Przeczytajcie artykuł w Rz, potem rozdzielcie tych autorów. Tego który pisał dla Rz, i tego który pisał dla Wyborczej. Jeden pojęcie miał i napisał, że firmy chciały wykorzystać mechanizmy zabezpieczające do wzbogacenia się, drugi, że przez stosowanie mechanizmów zabezpieczających firmy straciły, dlatego ten drugi nie podpisał się pod swoimi wypocinami. p Odpowiedz Link Zgłoś
koxiarz Re: 100% racji 03.12.08, 13:14 Gość portalu: racjonalny napisał(a): > Kolega ma rację. > "Na początku roku sporo firm zawierało umowy zabezpieczające je przed nadmierny > m umocnieniem się złotówki. Jednak, by zredukować koszty takiej transakcji, prz > edsiębiorcy wykupywali jednocześnie zabezpieczenie przed osłabieniem złotówki." > To mógł napisać tylko człowiek nie mający zielonego pojęcia o opcjach. Szkoda ż > e szanowny pan autor się nie podpisał pod tymi wypocinami. > Niestety każdego dnia pojawia się coraz więcej pseudoekspertów od derywatów i z > abezpieczeń, którzy nie maja zielonego pojęcia w tym temacie i krzyczą o strata > ch i spekulacjach. > A najgorsze że takich niedouczonych ludzi dopuszcza się do głosu w zdawałoby si > ę poważnych mediach (Rz). Przynajmniej ograniczyli się do przedruków, a Tomasz Prusek przestał używać tego jakże oryginalnego zwrotu "walutowe sidła banków" (chciałby stworzyć coś na miarę słynnych "toxic assets"?) Ciekaw jestem, czy miała na to wpływ moja polemika, jaką otrzymał ode mnie mailem. Dziś postanowiłem wkleić jej treśc na forum, gdyż jak na razie nie znalazł on odwagi, by na nią dopowiedzieć, albo choć zamieścić jej fragmenty. "Banki – krwiopijcze instytucje, czy kozły ofiarne? W ostatnim czasie w polskiej prasie, ale też w wypowiedziach polityków dość szerokim echem odbiły się informacje na temat poważnych kłopotów wielu eksporterów i poniesionych przez nich ogromnych strat na zawartych transakcjach zabezpieczających. Społeczeństwo zostało zasypane informacjami o tym, jak to rzekomo złe banki „zasadziły się” na polskich eksporterów by wyciągnąć od nich ogromne kwoty w ramach rozliczenia tychże transakcji. Taką tezę postawił wprost Tomasz Prusek w swoim artykule pt. „Walutowe sidła banków”, opublikowanym na pierwszej stronie ostatniego weekendowego wydania „Gazety Wyborczej”(29-30 listopada 2008). Jednak czy takie postawienie sprawy rzeczywiście odzwierciedla stan faktyczny? W omawianym artykule(„Walutowe sidła banków”) Tomasz Prusek zaprezentował kłopoty eksporterów na przykładzie sytuacji Zakładów Magnetyzowych w Ropczycach, spółki publicznej, notowanej na GPW, która w ostatni piątek(28.11.2008) poinformowała o otrzymaniu wezwania do uiszczenia kwoty ok. 19,5 mln PLN na rzecz Banku Millenium z tytułu rozliczenia zawartych transakcji zabezpieczających. Informacja ta jest oczywiście prawdziwa, jednak obraz całej sytuacji jaki nakreślił autor jest co najmniej niekompletny i mocno jednostronny, a błędy merytoryczne zawarte w tym tekście aż rażą. Jak więc wygląda rzeczywista sytuacja? To wiedzą jedynie spółka i bank Millenium, które znają wszystkie szczegóły zawartej umowy zabezpieczającej, ale z informacji, które wyciekły do mediów można wyciągnąć kilka wniosków. Po pierwsze Ropczyce nie kupiły od banku pojedynczej opcji walutowej, jak pisze Tomasz Prusek, tylko zawarły z nim jakąś strategię walutową, a więc strukturę złożoną z kilku(przynajmniej 2) opcji walutowych. Ma to kluczowe znaczenie, gdyż nabycie pojedynczej opcji sprzedaży EUR nie wygenerowałoby żadnych strat ponieważ w takiej sytuacji Ropczyce miałyby prawo, a nie obowiązek sprzedaży waluty na uzgodnionych wcześniej warunkach. Niestety za tego typu prawo spółka musiałaby zapłacić i to tym więcej, im wyższy kurs sprzedaży chciałaby sobie zapewnić. By uniknąć konieczności płacenia premii za nabywane opcje sprzedaży, spółka zdecydowała się na sfinansowanie ich zakupu poprzez sprzedaż bankowi(wystawienie) opcji kupna euro. Wystawiając opcję kupna waluty firma w rzeczywistości zobowiązała się do sprzedaży określonego nominału po z góry ustalonym kursie wykonania w przypadku, gdy kurs rynkowy w dniu rozliczenia znajdzie się powyżej kursu wykonania tychże opcji(w tej sytuacji bank był posiadaczem prawa do kupna waluty po określonym kursie wykonania, z którego skorzysta tylko i wyłącznie w przypadku gdy kurs rynkowy okaże się wyższy od kursu wykonania opcji). W dalszej części artykułu Tomasz Prusek konsekwentnie używa błędnej nazwy „opcja walutowa” w odniesieniu do transakcji zawartej pomiędzy Ropczycami a bankiem Millenium, ale po powyższych wyjaśnieniach ma to już wtórne znaczenie dla innych informacji zawartych w tym tekście. Dzięki Pruskowi czytelnik dowiaduje się o asymetryczności umowy, czyli o wykorzystaniu przez Ropczyce dźwigni finansowej. Dźwignia to jeden z zabiegów, dzięki którym klient banku może podbić kurs sprzedaży waluty, zagwarantowany w ramach zawartej strategii opcyjnej, jednak poprawa kursu wykonania kupowanych przez klienta opcji odbywa się kosztem zwiększonego ryzyka. Wyższy kurs wykonania opcji sprzedaży wiąże się z wyższą ceną kupowanych opcji, a co za tym idzie klient by go pokryć musi wystawić(sprzedać bankowi) opcje kupna waluty, opiewające na większy nominał, niż opcje kupowane przez klienta. W efekcie, gdy kurs rynkowy w dniu rozliczenia okaże się wyższy od uzgodnionego kursu wykonania (w artykule mowa o 3,50 złotego za euro) Klient będzie zobowiązany(w takim wypadku prawem zakupu waluty dysponuje bank a nie klient)do sprzedaży wielokrotności kwoty, ubezpieczanej w ramach kupowanych opcji, co pomnaża straty poniesione na zawartej transakcji. Przykładowo, jeżeli dźwignia finansowa (stosunek nominałów opcji wystawianych do nominału opcji kupowanych) wynosi 3:1, to straty na transakcji w przypadku wzrostu kursu rynkowego powyżej kursu wykonania transakcji(w artykule 3,50) są trzykrotnie większe, niż zyski klienta, gdy kurs rynkowy znajduje się poniżej kursu wykonania. Tomasz Prusek w tym artykule popełnił jeszcze jeden błąd, tym razem we fragmencie odnoszącym się do prognoz z pierwszej połowy roku („W pierwszej połowie roku kurs euro powyżej 3,50 zł wydawał się niemożliwy. Wszyscy powtarzali, że złoty będzie nadal rósł w siłę, bo jesteśmy silną gospodarką, bo zamierzamy wejść do strefy euro. Ale uderzył w nas globalny kryzys finansowy i złoty poleciał w dół.”). Wbrew temu co pisze autor, nie wszyscy wierzyli w siłę złotego, gdyż I połowa 2008 roku przyniosła już sporo informacji o skali kryzysu, który dosięgnął gospodarkę USA. Rzeczywiście w tym czasie dominował zachwyt nad silnym złotym, jednak głosy ostrzegawcze również się pojawiały, gdyż złoty jako waluta kraju wschodzącego jest narażony na silną przecenę w okresie wzrostu awersji do ryzyka, zjawiska normalnego w okresie kryzysowym. Pomimo iż w dużym stopniu błędny, fragment ten ma sporą wartość, gdyż najlepiej odzwierciedla dominujące przekonanie, iż transakcja zabezpieczająca powinna odpowiadać prognozom zachowania się kursu walutowego w przyszłości. Oczywiście taka praktyka jest słuszna, jednak takiemu podejściu powinna towarzyszyć również zasada, że wynik finansowy spółki nie może zostać zbyt mocno nadszarpnięty w przypadku innego przebiegu sytuacji, niż zakładany w prognozach. [...]" Odpowiedz Link Zgłoś
koxiarz Tomasz Prusek bredzi - cd 03.12.08, 13:20 koxiarz napisał: > Przynajmniej ograniczyli się do przedruków, a Tomasz Prusek przestał > używać tego jakże oryginalnego zwrotu "walutowe sidła banków" > (chciałby stworzyć coś na miarę słynnych "toxic assets"?) Ciekaw > jestem, czy miała na to wpływ moja polemika, jaką otrzymał ode mnie > mailem. Dziś postanowiłem wkleić jej treśc na forum, gdyż jak na > razie nie znalazł on odwagi, by na nią dopowiedzieć, albo choć > zamieścić jej fragmenty. dokończenie poprzedniego postu: "[...] Jeszcze jeden aspekt w artykule Tomasza Pruska został potraktowany zbyt pobieżnie, a chodzi o podstawy, na jakich bank Millenium żąda od Ropczyc ok. 19,5 mln złotych za przyszłe transakcje, których dni rozliczenia jeszcze nie nadeszły(każda transakcja opcyjna ma określony dzień rozliczenia, w którym dokonuje się wymiana waluty na uzgodnionych wcześniej warunkach). Wyjaśnienie tego faktu wymaga odwołania się do praktyki, przyjętej w systemie bankowym dla tego typu transakcji. Otóż, firma, która ma relacje z danym bankiem ma możliwość uzyskania linii kredytowej, dla rozliczania tego typu transakcji, co pozwala jej na zawierania transakcji zabezpieczających bez konieczności zamrażania wolnych środków. Jest to duże udogodnienie, gdyż dzięki temu firmy mogą dość elastycznie, a przede wszystkim tanio, zarządzać ryzykiem kursowym. Z drugiej strony bank w takiej sytuacji bierze na siebie ryzyko niewywiązania się klienta z warunków zawartej umowy, dlatego by to ryzyko ograniczyć bank ustala dla każdego klienta indywidualny limit, do wysokości którego dany klient może dokonywać transakcji terminowych w danym horyzoncie czasu(ryzyko rozliczeniowe). Dodatkowo, każdemu z klientów przyznawany jest drugi limit, tym razem na ryzyko przedrozliczeniowe, a więc związane ze zmianą wartości rynkowej instrumentów finansowych nabytych przez klienta w okresie do dnia rozliczenia(zmiany stawek rynkowych: kursu walutowego, stóp procentowych itp. wywołują wahania wartości tych instrumentów). Taka praktyka z kolei pozwala bankom na niedopuszczenie do narastania strat klienta do poziomów przez niego nieobsługiwalnych(pod warunkiem iż kursy nie zmienią się zbyt gwałtownie) To właśnie ten drugi limit miał prawdopodobnie(nieznajomośc szczegółów transakcji zawartej pomiędzy Ropczycami a bankiem Millenium nie pozwala na kategoryczne stwierdzenie tego faktu) kluczowe znaczenie dla Ropczyc, gdyż październikowa, silna przecena złotego sprawiła, że gwałtownie spadła wartość instrumentów wchodzących w skład kupionej przez Ropczyce strategii walutowej. W takim wypadku, bank Millenium chcąc zabezpieczyć się przed ryzykiem dalszego spadku wartości tych instrumentów, a co za tym idzie dalszego powiększenia się zobowiązań Ropczyc zażądał zapewne wpłacenia pewnej kwoty, jako uzupełnienia depozytu zabezpieczającego. Jeżeli spółka nie wpłaciła w określonym terminie żądanej kwoty zabezpieczenia to bank chroniąc swoje interesy skorzystał z prawa wypowiedzenia umowy zabezpieczenia, co oznaczało natychmiastowe zamknięcie pozycji klienta, a w konsekwencji realizacji całości strat(jest to sytuacja zbliżona do zapisów w umowach kredytów hipotecznych, które dają prawo wypowiedzenia tejże umowy w momencie gdy drastycznie spadnie wartość zabezpieczenia tegoż kredytu). Istotnym w takiej sytuacji staje się pytanie o sposób ustalenia kwoty rozliczenia dla przedterminowego zamknięcia transakcji(wymieniona w artykule kwota ok. 19,5 mln PLN), W rzeczywistości jest to w przybliżeniu(tu już wchodzą w grę wewnętrzne regulacje danego banku) koszt odkupu identycznej strategii na rynku międzybankowym(rynek, na którym banki dokonują pomiędzy sobą różnych transakcji) w danym momencie. Zawierający sporo błędów lub niedociągnięć tekst Tomasza Pruska, w zasadzie nic nie wyjaśnia. Brak prób pogłębienia tematu czy wyjaśnienia czytelnikowi na czym cały proces zarządzania ryzykiem walutowym polega nie byłby może poważnym zarzutem, gdyż nie wszyscy muszą być zainteresowani tą dość trudną dziedziną, jednak staje się takowym w zderzeniu z bardzo radykalnym tytułem: „Walutowe sidła banków”. W trakcie lektury tego artykułu czytelnik nie dowiaduje się nic nowego, poza głośnym hasłem wykrzyczanym wielkimi literami w tytule. W tej sytuacji pytanie o obiektywizm autora i rzetelność w pracy nad tym tekstem nasuwa się samo trudne. Niestety, Tomasz Prusek wpisał się tym tekstem w populistyczny nurt obrzucania błotem „tych złych, pazernych na kasę banków” i raczej powinien żałować firmowania tego artykułu swoim nazwiskiem. Tak jednoznaczne wskazanie palcem na banki i zarzucanie im, iż zastawiły pułapkę na własnych klientów wymaga głębszej analizy przeprowadzonej dla indywidualnych przypadków, na co Tomasz Prusek niestety się nie porwał. Podstawowe błędy jakie popełnił w tym tekście skłaniają do zastanowienia nad tym, czy jest on w ogóle na tyle kompetentny w tej dziedzinie, by przesądzać o czyjejkolwiek winie." Myślicie że spróbuje sie z nią zmierzyć, doczyta o tym czego nie wie, spróbuje dotrzeć do opisu produktu, kupionego przez Ropczyce? Wydaje mi się że zamilknie i więcej nie bedzie sadził bzdetów i ośmeiszał się swoją niewiedzą. Przyznam szczerze, że mi by było wstyd podpisać się pod tak nierzetelnym artykułem(zresztą pod moją polemiką również się nie podpiszę, gdyż chce cieszyć się anonimowością;)) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: BoBo Re: Tomasz Prusek bredzi - cd IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.08, 15:49 > Zawierający sporo błędów lub niedociągnięć tekst Tomasza Pruska, w > zasadzie nic nie wyjaśnia. Brak prób pogłębienia tematu czy > wyjaśnienia czytelnikowi na czym cały proces zarządzania ryzykiem > walutowym polega nie byłby może poważnym zarzutem, gdyż nie > wszyscy muszą być zainteresowani tą dość trudną dziedziną, jednak > staje się takowym w zderzeniu z bardzo radykalnym > tytułem: „Walutowe sidła banków”. Dzieki za wyjasnienie ale mysle, ze mimo wyraznych usterek artykulu Pruska przecietny czytelnik moze sobie i tak latwo wyobraziec, ze to nie banki "wykiwaly" biednego przedsiebiorce lecz i glupota polaczona z pazernoscia. W kazdym razie ja tak sobie od razu pomyslalem, znajac paru polskich "przedsiebiorcow".. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Qbaa Re: Jak firmy spekulowały walutą IP: *.grupalotos.pl 03.12.08, 10:34 jesli by zabezpieczały to by nie zachwiało ich cashflowem. Artykuł jest do dupy - te firmy raczej chciały poprawić sobie własny cashflow w moemencie gdy była silna złotówka i wystawiały opcje otrzymując premie. Jeśli by się zabezpieczały to by kupowały prawo do sprzedaży a robiły zupełnie odwrotnie!!!! I gdzie tu zabezpieczenie??? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mirek Jak firmy spekulowały walutą IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.12.08, 09:22 firmy nie poniosły wielomiliardowych strat, tylko uzyskały mniejszy zysk niz wynikający z aktualnego kursu walut. Kilka miesięcy temu zawierając kontrakty firmy te uznały, ze zadowalajacy jest dla nich kurs zabezpieczany przez banki w wysokości 3,60.. Ale jak ktoś nie zdawał matematyki na maturze i ma znikome pojęcie o instrumentach ekonomicznych bierzesię za komentowaniezjawisk ekonomicznych, to mamy później takie społeczeństwo jakie mamy tzn, z minimalna wiedzą ekonomiczną. A winą za to ponoszą tacy "eksperci" jak autor tego artykułu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: poker Firmy grały w pokera i zostaly sprawdzene IP: *.adsl.inetia.pl 03.12.08, 09:23 nie masz pieniędzy nie graj w pokera bo cię puszczą w gaciach Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kształcony Jak firmy spekulowały walutą IP: *.subscribers.sferia.net 03.12.08, 09:43 Tylko autor zapomina, że cały eksport tych firm planowany po kursie np 3,6 wykonuje sie obecnie po kursie 3,9, więc generuje dodatkowy dochód, który to (o ile ktoś naprawdę nie był wariatem i nie kupił 2 razy więcej zabezpieczeń niż eksportu) równoważy "stratę" na instrumencie zabezpieczającym. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: parker "Rz": Jak firmy spekulowały walutą i straciły m... IP: 129.35.231.* 03.12.08, 10:06 Całkowity brak wiedzy autorów artykułów o tych tzw. "opcjach walutowych" psuje rynek instrumentów rzeczywiście zabezpieczajacych przed zmianami kursów walut. Należałoby raczej pisać o spekulacyjnych instrumentach walutowych i o firmach, które zamiast zabezpieczać swoją działalność operacyjną eliminując jedno z ryzyk wystawiły się na dodatkowe ryzyko. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: 4.5 Re: trzeba jak najszybciej przyjac Euro IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.08, 10:16 zgadza sie - po wymianie 4.5 za euro Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sfs Kilka firm - nawet nie stracilo, a juz sensacja! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.08, 10:15 A gdzie pismaki pisaliscie ile eksporterzy - ci mniejsi, nie majacy takiego free cash flow, stracili w przeciagu kilku lat? O tym nikt nie pisze, tylko propaganda jedzie w przeciwna strone! Pewnie artykul sponsorowany... ciekawe kto zadzwonil do gazety z tych firm zeby o tym pisac.... Propaganda sukcesu jak zwykle idzie swoja droga.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mn Jak firmy spekulowały walutą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.08, 10:21 A w Polsce nie brakuje idiotów , którzy mówią - NIE dla euro . Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: asd Jak firmy spekulowały walutą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.08, 10:25 ja mowie tak. 4.5 za euro i wtedy to bedzie mialo sens... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Tomek Mlody jeszcze ten zurnalista... IP: *.w82-127.abo.wanadoo.fr 03.12.08, 10:37 Wlasnie zawierajac opcje kursowe, robi sie je po to by sie ZABEZPIECZYC przed ryzkiem kursow walutowych. Po prostu: firma stwierdzila ze 3,6 to jest zadowalajacy kurs i zawarla umowe z bankiem. Granie z ryzykiem walutowym byloby gdyby sie nie zabezpieczyli tymi opcjami Odpowiedz Link Zgłoś
sajjitarius Co za bzdety ! 03.12.08, 10:43 Czy autor tego artykulu w ogole wie o czym pisze ? Czy wie co to jest opcja ? Jaki bylby cel zabezpieczania sie eksportera przed oslabieniem zlotowki ? Jesli dzisiaj Euro kosztuje powiedzmy 3.80 zl, a eksporter spodziewa sie wplywu powiedzmy 10 milionow Euro za trzy miesiace, to oslabienie sie zlotowki do, powiedzmy, 4 zl za Euro, daje eksporterowi czysty zysk 2 milionow zlotych. Niech mi ktos wytlumaczy dlaczego eksporterzy zabezpieczali sie przed oslabeiniem zlotowki i to w taki sposob, ze wlasnie z powodu oslaebienia sie tej zlotowki ponosza straty ? Dla eksportera majacego wplywy w obcych walutach ma sens zabezpieczanie sie przed wzmocnieniem zlotowki poprzez kupno opcji put, ktora daje eksporterowi prawo do sprzedazy obcej waluty po z gory ustalonej cenie, w okreslonym momencie (lub do okreslonego momentu) w przyszlosci. Czyli jesli eksporter spodziewa sie wplywu 10 milonow Euro za 3 miesiace, euro chodzi dzisiaj po 3.80 zlotych, to eksporter moze zabezpieczyc sie przed wzmocnieniem zlotowki poprzez wykupienie opcji put dajacej eksporterowi prawo sprzedaze 10 milinow euro po 3.80 za 3 miesiace. Jesli za 3 miesiace Euro stanialo do powiedzmy 3.50 zlotych, eksporter na mocy kontarktu put sprzedaj 10 milinow Euro drugiej stronie (bankowi ?) po 3.80. Czyli nie traci nic. Jesli zlotowka w ciagu 3 miesiecy oslabia sie i Euro na rynku chodzi po 4 zlotych, wtedy kontrakt put jest bezwartosciowy, ale eksporter moze sprzedaje euro na rynku za 40 MLN zlotych. Jedyny koszt ktory eksporter musi poniesc to koszt kupna ocji put, ktory mozna zredukowac przykladowo poprzez ustalenie ceny kupna na poziomie nieco nizszym niz aktualny kurs Euro. Jesli wiec nasi dzielni przedsiebiorcy na osatnich zmianch kursow zaczynaja liczyc straty w milardach, oznacza to, ze tak na prawde oni przed niczym sie nie zabezpieczali, a najzwyczajniej w swiecie spekulowali. I spazyli. Nastepnym razem, zanim zaczna sie bawic narzedziami ktorych nie rozumieja, powinni zaliczyc kurs z podstaw teorii derywatow. Tak samo jak dziennikarze GW, zanim zaczna sie na te tematy wypowiadac. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bleble Re: Co za bzdety ! IP: 195.117.103.* 03.12.08, 13:58 Ta artykuł jest co najmniej nierzetelny. Chodzi o to sformułowanie "wkupywali zabezpieczenia przed osłabianiem" istotnie takie zabezpieczenia wykupywały owszem ale banki od przedsiębiorców w postaci opcji call, a przedsiębiorcy wystawiali te opcje call czyniąc się ubezpieczycielem banku. Dziennikarzowi nawet się nie chciało sprawdzić o co chodzi, coś słyszał ale nie ma pojęcia w ogóle o co chodzi. Odpowiedz Link Zgłoś
sajjitarius Re: Co za bzdety ! 03.12.08, 14:26 Alez oczywiscie. Jest jasne z wielu artykulow na ten temat, ze przedsiebiorstwa musialy pisac/sprzedawac bankom opcje call. Jesli tak robily i nawet nie zadaly sobie pytania co do tego co bedzie jesli zlotowka zamiast wzmacniac sie oslabi sie, i szczegolnie jesli nie zadaly sobie tego pytania w warunkach powaznego kryzysu ogolnoswiatowego, to to nie jest tylko brak zdrowego rozsadku, to glupota...no a teraz placz i krzyk...i wszystkiemu winne banki ! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Donald Wonders Re: Co za bzdety ! IP: *.nwrk.east.verizon.net 03.12.08, 15:02 Bo w Polsce wciaz jeszcze na wysokich stanowiskach zatrudniani sa ludzie przypadkowi (rodziana, znajomi) przynajmniej tam gdzie nie ma kontroli przez zagranicznego inwestora. Nidawno bylem swiadkiem kiedy gosc z zarzadu jednej znajwiekszych firm w Polsce nie mial pojecia co to jest working capital albo quick ratio to co od niego wymagac wiedzy na temat forward contracts albo currency hedges? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: BoBo Re: Co za bzdety ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.08, 14:38 > Czyli jesli eksporter spodziewa sie wplywu 10 milonow > Euro za 3 miesiace, euro chodzi dzisiaj po 3.80 zlotych, > to eksporter moze zabezpieczyc sie przed wzmocnieniem zlotowki > poprzez wykupienie opcji put dajacej eksporterowi prawo sprzedaze > 10 milinow euro po 3.80 za 3 miesiace. Zalozmy, ze przedsiebiorca placi za surowce w Euro i jemu placa za gotowe towary rowniez w Euro. Jak przedsiebiorca zamowil surowce za 10 milionow Euro, a Euro kurs byl w dniu zamowienia 3.5 to skalkulowal wydatek na 35 milionow zlotych. Z tych surowcow obiecal cos tam wyprodukowac i sprzedal (zalozmy, ze w tym samym dniu co kupil surowce) za 15 milionow Euro czyli 52.5 miliona zl. Kurs zmienia sie na 4. Za surowce musi zaplacic w zlotowkach 5 milionow wiecej. Za towary otrzyma jednak 60 milionow zl, czyli i tak bedzie "do przodu" w zlotowkach o 2.5 miliona zl. Czyli zabezpieczenie sie przed oslabieniem zlotowki nie ma sensu dla eksportera. Nie nalezy tutaj zapominac, ze nie zawsze kupuje surowce za Euro, czesto za zlotowki, a wtedy jego zysk bylby jeszcze wiekszy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: trawa Na spekulacji zawsze jest ryzyko... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.08, 13:05 więc nie widzę w tym nic dziwnego że pojawiły się straty :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: przemo "Rz": Jak firmy spekulowały walutą i straciły m... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.08, 13:50 nikt nie stracił !!!!!!!!, autor pisze bzdury !!! Odpowiedz Link Zgłoś
koxiarz Re: "Rz": Jak firmy spekulowały walutą i straciły 03.12.08, 14:07 Gość portalu: przemo napisał(a): > nikt nie stracił !!!!!!!!, autor pisze bzdury !!! Bzdury to piszesz ty, choć stałeś się w tym towarzyszem autora. Wygląda na to, że firmy juz jednak straciły i to dużo, natomiast teraz przyjdzie kolej na banki, które w przypadku upadku któregoś Klienta, będa musiały same z własnej kieszeni pokryć jego stratę (w dominującej liczbie przypadków). PS. Postaraj się następnym razem lepiej przyłożyć się do analizy sytuacji, nim zarzucisz komuś że ten "pisze bzdury". Naprawdę śmiesznie wygląda, gdy ktoś tak kategorycznie potępia czyjąś niewiedzę, przy czym w tym samym poście sam pokazuje swoją ignorancję w danej dziedzinie(choć pewnie i tak wiesz więcej niż autor tego artykułu). Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: miki "Rz": Jak firmy spekulowały walutą i straciły m... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.12.08, 14:42 to nie rozuniem kto podpisywał umowy z bankiem , ktos po szkole czy zwykły idiota a moze ktos kto miał z tym bankiem układy i tez zarabia na lewo . Odpowiedz Link Zgłoś
beaude Ta umowa finansowa ma tyle wspólnego z opcjami co 03.12.08, 14:59 To NIE są opcje. Ta umowa finansowa ma tyle wspólnego z opcjami co stringi z kalesonami. Miały przysłonić d..ę, ale nie wyszło. Odpowiedz Link Zgłoś
benzyl "Rz": Kalemu płacić dobrze, Kali płacić żle. 03.12.08, 15:58 To właśnie jest filozofia Kalego, firmy podpisywały umowę ale chyba nikt dokładnie nie czytał, lub było drobnym drukiem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: krzyjez "Rz": Jak firmy spekulowały walutą i straciły m... IP: *.is.net.pl 04.12.08, 09:16 Podpisuje się pod niekompetencją autora. To chyba już tradycja, że o walutowych zabezpieczeniach firm piszą osoby, które nie mają pojęcia o co chodzi. Wychodzi z tego bełkot. Odpowiedz Link Zgłoś