Dodaj do ulubionych

1luty 1 dzień

31.01.07, 22:11
Cześć.
Dzięki dziewczyny. Dzięki Wam postanowiłam zacząć walkę z kilogramami. Jutro
zaczynam. Moje wyzwanie to 15 kg. Kto zaczyna ze mną?
Obserwuj wątek
    • mataga3 Re: 1luty 1 dzień 01.02.07, 05:14
      Powodzenia!. Ja dzisiaj dopiero 3 dzień, więc wspierajmy się, będzie łatwiej.
      • mataga3 Re:do Voluptas 07.02.07, 13:48
        Mam nadzieję, że z koteczką wszystko w porządku. Sama mam dwa kocurki i jestem
        na ich punkcie zupełnie odjechana. Tak, że zdrówka dla całej gromadki.
        • voluptas Mataga! 08.02.07, 10:01
          tak, dzięki, nie ma przerzutów a to najważniejsze! :)
          cudem dojrzałam Twój post tu na górze ;)
    • santamanana I ja, ja, ja też:)) 01.02.07, 08:24
      To moje drugie podejscie - pierwsze to klapa - tylko 3 kilo do tylu. Ale mam
      zapał na wiecej. Do zrzutu 14 kg - wiec tak jak u Ciebie:))) Jestem po połowie
      żurku jak na razie. Teraz kawa. Zobaczymy jak będzie. Odzywajcie się.
      Magda
    • voluptas Hej Dziewczynki! :) 01.02.07, 09:15
      I ja się melduję! :)
      Właśnie zaczęłam moja ulubiona dietę. Nawet cele mamy podobne: ja też chciałabym
      schudnąć ~15 kg.
      W zeszłym roku schudłam bardzo dużo, ze 117 do 75, teraz ważę jakieś 78 - efekt
      2-tygodniowego "próbowania", co mi smakuje ;) Koniec z tym - czas wrócić do
      ogólnej dyscypliny i skończyć wreszcie odchudzanie.
      Planują 2 cykle ścisłej: teraz i w kwietniu, chcę być piękna, wiotka i powabna
      na długi majowy weekend :)
      pozdrawiam!
      • santamanana Swietnie 01.02.07, 11:26
        że startujemy z podobną nadwagą i po doswaiadczeniach "dietowych". Ja po
        ostatnim "srednim" powodzeniau na DC zaczynam sie obawiac, czy moj orgaznim
        jest jeszcze w stanie schudnac czy tez moja przemiana materii jest zbyt
        rozregulowana. Ale wchodzę w nową ścisła z optymizmem - bo też lubię to
        dietę:))) Magda
        --
        Dum spiro, spero.
        • voluptas :) 01.02.07, 13:13
          Santamanana, no właśnie czytałam o Twoich perypetiach ze ścisłą i niskim
          wynikiem (chociaż lepsze te 3 niż nic...) A tak z ciekawości - jakie diety
          stosowałaś przed DC? I jak długo przed DC się odchudzałaś?
          Ja ostatnią ścisłą skończyłam z końcem kwietnia zeszłego roku więc mam nadzieję,
          że organizm choć trochę zapomniał o tym, że go głodziłam, i że raczy
          współpracować :) Poza tym wzięłam się na sposób: ponieważ pamiętam doskonale, że
          w okolicach @ chudnięcie na DC się zatrzymywało - tym razem robię ścisłą tuż po
          okresie - no i zobaczymy, co z tego wyjdzie.
          I też uwielbiam DC - właśnie dlatego, że dzięki niej wygrałam z otyłością. Teraz
          chciałabym wygrać z nadwagą... :)
          • santamanana czesc voluptas 01.02.07, 16:09
            musze przyznac ze ja tez o Twoich perypetiach poczytalam i mnie to
            zmotywowalo:))
            Ja sie odchudzalam głównie 1000kcal, tez niskoweglowodanową - co polecam, bo
            naprawde hamuje uczucie glodu (postaram sie tego trzymac po DC, bo to dieta dla
            mnie:)).
            Ja praktycznie jestem ciagle na dietach - na przemian z okresami wiekszego
            jedzenia, co powodowało jo-jo. Ale wreszcie sobie juz w glowie poukladalam moje
            jedzeniowe problemy - takze teraz to juz nie obzarstwo jest moim problemem, ale
            wlasnie zrzut tych nadprogramowych kilogramow. Ogólnie najwieksza moja
            zanotowana waga to 83 kg, obecnie waze 66.
            Mam nadzieje że na DC zrzuce tę resztę, ureguluję przemianę materii i będę
            dalej zyla dlugo i szczesliwie:)) Oczywiscie w miedzyczasie spotykajac rycerza
            na bialym;)
            • voluptas santamanano! 01.02.07, 22:56
              Hehe, cieszę się, że moje kombatanckie wspomnienia mogły się komuś na coś
              przydac :) Fakt, swoje z DC już przeszłam i wiem, co to są przestoje, modlenie
              się do wagi o każdy dekagram, liczenie centymetrów... Na szczęście okres
              histeryczno-rozpaczliwego odchudzania się mam już za sobą. Trzymam wagę (o ile
              nie zaszaleję, ale nawet jak zaszaleję, to w parę dni niweluję efekty tego
              szaleństwa), jest mi z tym dobrze. Powiem więcej: nie chcę być na diecie! To
              znaczy chcę schudnąć to, co przede mną, i wrócić do normalnego jedzenia, czyli
              tak, jak jadłam między lipcem a grudniem, kiedy waga stała. Mam generalnie
              zdrowe i dobre nawyki żywieniowe, więc nic mi więcej nie trzeba tylko 62 kg na
              wyświetlaczu wagi :)))
              Dlatego w planach mam teraz ścisłą, potem jakieś 5 tyg, 1000 kcal
              bezwęglowodanowo, kolejną ścisłą i witam wielką majówkę w rozmiarze 38 (głównie
              na dole, bo na górze to już 38 spokojnie nosze :)) )
              Zamówienie na rycerza moje bóstwa opiekuńcze już zrealizowały, więc do mojej
              pełnej wizji szczęścia potrzeba mi jeszcze tylko zjechać do 62... co ciekawe,
              przez całe swoje dorosłe życie miałam nadwagę, a 62 kg ważyłam ostatnio w
              jakiejś 7 klasie podstawówki :)))) Czas to zmienić.

              Aha, doskonale rozumiem, co masz na myśli pisząc o problemach z atakami jedzenia
              - to w sumie było powodem mojej otyłości. Na szczęście to już za mną.
    • naranykota Re: 1luty 1 dzień 01.02.07, 12:01
      Madziulek,ja również dziś zaczęłam, więc możemy się wymieniać odczuciami;) No bo
      tak łatwiej:)
      Pozdrawiam ciepło,
      Renata
      • lilla25 Re: 1luty 1 dzień 01.02.07, 12:10
        hej dziewczyny,ja od dzis tez zaczynam:)))mam za soba,jedna udana diete-8kg, i
        chyba z 5 nieudanych:(((ale probuje znowu,waga to 74kg, marzenie to 65
        chociaz:)))pozdrawiam
        • voluptas Lilla :)))) 01.02.07, 13:22
          Ale będzie fajna ekipa - bardzo się cieszę, że wróciłaś :)
          Trzymaj się mocno i odezwij się kiedyś na gg ;)
      • kama1507 Re: 1luty 1 dzień 01.02.07, 12:39
        Witam dziewczyny!!!
        Ja też zaczyna po raz drugi
        w zeszłym roku schudlam na tej diecie 12 kg i kolejna dietka (inna)i -3kg ale
        to 3 kg wróciło wiec muszę wrócic na konkretna dietę DC
        POZDRAWIAM
        mam nadzieję ze razem damy rade
        pa pozdrawiam
        kamila
      • madziulek81 Re: 1luty 1 dzień 02.02.07, 12:26
        Hejka,

        no i jak samopoczucie:)? U mnie w normie ....na razie.Mam troche pracy,wiec nie
        mysle o jedzeniu..Ide robic zupe!

    • naranykota lillia 01.02.07, 12:47
      Ja mam podobną sytuację wagową;) Mam 72 kilogramy, chciałabym zrzucić 8-10 kilo.
      Dziś mój pierwszy dzionek. Piłam rano napój capuccino- nie smakował mi. Zaraz
      zupa. Ciekawe czy zjadliwa- wybrałam jarzynową.

      Pozdrawiam, Renata
    • ptasiek12 Re: 1luty 1 dzień 01.02.07, 15:06
      witajcie dziewczyny!
      ja też dzisiaj zaczęłam, pierwszy raz w życiu! zjadłam już pół batona
      czekoladowego - bardzo mi smakuje, ale zjadłam też pół zupy grzybowej i niestety
      w ogóle mi nie smakuje:( czuję ten proszek i przez to jest ochydna, no ale nie
      mogę się załamywać w pierwszy dzień, dam radę:)
      • voluptas Ptaśku :) 01.02.07, 15:21
        bo z tymi saszetkami jest tak, że każdy musi ułożyć menu pod swój smak :) Ja na
        przykład mogłabym jeść same grzybowe, czasami z przerwą na żurek no i baton
        oczywiście. Aha, pamiętaj, że do zupek możesz dodawać świeżych lub suszonych
        ziół - poeksperymentuj, może dzięki temu staną się strawniejsze.
        I trzymaj się mocno, DC da się lubić... zwłaszcza kiedy już przyjdą efekty :)
        • lilla25 Re: voluptas 01.02.07, 15:28
          ekipa super,ojjjj bedzie sie dzialo:)))mysle,ze w koncu dojarzalam do tej diety
          i zrzuce tluszczyk raz na zawsze, nie ma innej mozliwosci:)
          ja zamowialam sobie tym razem same kartoniki do picia, na zupy juz niestety
          patrzec nie moge:( a kartoniki sa pyszne!!!!!!!!:)pozdrawiam Was,papap
          • voluptas Oj, Lilka, a Ty znowu kombinujesz :) 01.02.07, 15:39
            Kochana, zapomnij o samych kartonikach - tak nie wolno. Saszetki muszą iść
            przynajmniej dwie w ciągu dnia - te gotowe napoje nie mają tak bogatego składu
            jak saszetki, a w DC chodzi o to, żeby nie popaść w awitaminozę i anemię; o tym
            przeciez dobrze wiesz. Zup możesz nie tykać, ale są przecież saszetkowe napoje,
            które w smaku prawie niczym się od tych gotowych nie różnią :)
            Cieszę się, że dojrzałaś, ale błagam - odchudzaj się z głową!
        • lilla25 Re: naranykota 01.02.07, 15:41
          ciekawe jak nam bedzie spadac waga skoro mamy podobne wymiary?
          ps.a tak poza tym to ciekawy nick:)
          • ptasiek12 Re: naranykota 01.02.07, 15:54
            ja zaczynam z wagą 73, więc w sumie tak jak Wy:) doprawiłam sobie grzybową
            czosnkiem granulowanym i jest o niebo lepsza!
            • naranykota Re: 1luty 1 dzień 01.02.07, 17:58
              jadłam jarzynową i smakowała mi. Generalnie nie jest zle, chociaż jestem głodna..
    • naranykota Re: 1luty 1 dzień 01.02.07, 18:01
      OOO, można czosnek mieszać? ja uwielbiem czosnek:))) Teraz jem trzecią saszetkę
      już (niestety) zupa kurczak z grzybami czy coś takiego;) Dobra, ale nie powiem,
      że nie zjadłabym czegoś więcej..nasycona się wcale nie czuję:(
      A, i latwo popadam w zdenerwowanie, mówiąc delikatnie- biedny mężulek...;);)

      Pozdrawiam, Renata
    • voluptas Re: 1luty 1 dzień 01.02.07, 23:01
      Pierwszy dzień się łaskawie skończył; miło z jego strony. Głodna jestem tak
      sobie, chyba organizm jeszcze nie zaskoczył, co mu szykuję. Za to robię się
      nadwrażliwa na zapachy, więc od jutra ukochane słodkie perfumy pójdą w odstawkę
      na rzecz czegoś wytrawnego, acz nieciężkiego.
      Irytuje mnie strasznie ciągłe latanie do wc - normalnie nie pije aż tyle, więc i
      tempo przetwarzania mam inne. A teraz dopajam się przepisowo no i trudno. Za
      parę dni i do tego się przyzwyczaję :)
      Mam nadzieję, że i u was dobrze. Zaraz idę spać, chociaż jeszcze wcześnie jak na
      mnie, ale już czuję się zmęczona.
      Do jutra, dziewczynki :)
    • naranykota Re: 2luty 2 dzień 02.02.07, 11:55
      No i jak się mają sprawki dzisiaj? U mnie okej, chociaż to sikanie co chwila
      jest dość upierdliwe;) No i zjadłoby się coś..;)


      Pozdrawiam
      • voluptas Re: 2 luty 2 dzień 02.02.07, 12:58
        U mnie... normalnie. Ta dieta już nie robi na mnie większego wrażenia :)
        Czuję się dobrze, piję dużo, specjalnie przemęczona nie jestem. Od rana miałam
        sporo zajęć, teraz juz tylko jakieś tam drobne stukanie w komputer i w sumie
        mogę otrąbić początek weekendu.
        Batoniki czekoladowe są zdecydowanie pyszne :)))
        • santamanana Re: 2 luty 2 dzień 02.02.07, 14:07
          u mnie też jak na razie ok:))
          Tylko chyba za mało pije i za dużo żuję gumy. Musze sie od tego uwolnić.
          Problemem jest to, że zamówilam dostawe zupek i jeszcze nie dotarły. A mam
          jeszcze tylko na dwa dni. Jak nie dotra dzis to w poniedzialek nie mam co jesc.
          Bewde sobie musiala poradzic jakmis niskoweglowodanowymi zamiennikami:( Ale
          może poczta polska sie zlituje nad dietowiczka:)
          I dzis strasznie za mna cola light chodzi. Wiem ze to swinstwo, ale dzis sobie
          pozwole:)))))
          Przyjemności na weekendowy wieczor:)) Jakie szleństwa sie szykuja? W koncu mamy
          jeszcze karnawał:)))
          • voluptas Re: 2 luty 2 dzień - wieczór, trzymacie się? :) 02.02.07, 20:58
            Santamanano, w takim razie trzymam kciuki, żeby poczta się spisała i żebyś mogła
            spokojnie DC kontynuować.
            U mnie mija spokojnie wieczór, żadnych specjalnych imprez i rozrywek nie planuję
            :) Colę też odstawiłam, będzie lepiej na cerę. Postanowiłam zaciąć się w sobie i
            tyle. Mam sobie coś do udowodnienia :)
            Miłego wieczoru, Dziewczynki! :)
            • lilla25 Re: 2 luty 2 dzień - wieczór, trzymacie się? :) 02.02.07, 21:42
              ja sie tez w sobie jakos zacielam,mam nadzieje,ze kryzys nie nastapi w
              niedziele:((boje sie,bo moja maz ma imieniny i w ogole rodzinny obiad,jak ja to
              zniose?
              a poza tym czuje sie dobrze i juz wyobrazcie sobie lekko!!!buzka:)
    • voluptas 3 lutego - 3 dzień ;) 03.02.07, 09:39
      No moje drogie współodchudzaczki, kto jeszcze trwa na placu boju? Bo ja owszem
      :) Kolejny dzień się zaczął, piję od rana herbatę i kawę, przed chwilą zjadłam
      saszetkę śniadaniową. Pierwsze efekty już widać, organizm się oczyścił, mam
      bardzo fajnie płaski brzuch - właśnie brzuch spada mi zawsze w pierwszej
      kolejnosci - to lubię :) Mam nadzieję, że niedługo zacznie się chudnięcie
      właściwe. Z ciekawości - ja często się ważycie? Ja - codziennie. I absolutnie
      nie mam ochoty się przed tym powstrzymywać: widzę, jak waga leci, a to, że
      pokazuje się wciąż mniej i mniej, dodatkowo mnie motywuje :) Zresztą tak, jak
      każdy dzień na DC, który już za mną :)
      Wszystkim - miłego dnia :)
      • voluptas kryzys, ale się trzymam. 03.02.07, 11:25
        Zaczynam mdleć z głodu, jestem poirytowana i... głodna, czyli koszmar trzeciego
        dnia. Mam świadomość, że jeśli to przetrwam, to potem będzie już z górki, ale
        aktualnie nie jest różowo. Ehhh... byle do wieczora.
        • lilla25 Re: voluptas 03.02.07, 18:34
          jestesm z Toba,ja tez dzis mialam kryzys,po pierwsze okres,po drugie ciezki
          dzien w pracy i podjadlam 2 wasy,ale jestem z siebie dumna,ze sa to dwie wasy a
          nie jak na ostatnich scislych 5 kromek chleba!!!!po tych wasach,juz tylko
          dc.ale musialam:(wstalam o 3.30 i do pracy wczesniej jechalam,w pracy
          zadyma,wiec troszke moze jestem usprawiedliwiona,co?:)no powiedzcie,ze tak:)
          ale generalnie mam oko 1kg mniej,nie wiem dokladnie,bo mam nie za dokladna
          wage,ale czuje sie lepiej. takze dziewczyny TRZYMAJMY SIE!!!
          do voluptas: wiesz,ze Twoja obecnosc dala mi kopa?!!!jak zobaczylam,ze jestes
          to pomyslalam,ze ja tez musze:)))ze jak CI sie udalo i wierzysz,ze uda,to czemu
          mi ma sie nie udac.dzieki
          • voluptas Lilla :) 03.02.07, 19:02
            Uffff... wytrzymałam. Tzn. myślę, że dzisiejszy dzień mogę odfajkować, bo
            największe jazdy głodowe mam zwykle między 10-15, jak to przetrzymam to już
            idzie. Taki biorytm, niestety.

            Lilla, a widzisz, ja specjalnie tak kombinowałam z DC, żeby zacząć tuż po
            okresie, bo przede wszystkim wtedy czuję się najlepiej, a poza tym ja w czasie @
            nawet na DC nie chudnę i nie ma na to rady. Więc nawet 1 kg w czasie @ to dużo.
            Mnie w tej chwili czyści się organizm i ucieka woda, więc waga spada aż miło -
            oczywiście mam świadomość, ze prawdziwe chudnięcie zacznie się od jutra.
            No i kochana, nie chcę, ale muszę, bo sumienie mi nie pozwala inaczej:
            rozgrzeszenia za Wase nie dostaniesz. Co więcej - podjadanie czegokolwiek na DC
            to czysty masochizm, bo męczysz się na darmo. Zwłaszcza, że dopychasz
            węglowodanami. Lilla - nie wejdziesz w ketozę, nie będzie spalania tłuszczu. I
            tak się pogłodzisz sztuka dla sztuki. Fajnie oczywiście, że nie miałaś ataku
            łakomstwa i że nie skończyło się na "zacznę od jutra", ale zanim sięgniesz po
            kolejną Wase przypomnij sobie, co ja Ci tu truję. DC ma sens tylko wtedy, jeśli
            jest stosowana ściśle według reguł, no i wtedy właśnie osiąga się najlepsze wyniki.
            A poza tym - ja też się bardzo cieszę, że Cię widzę. I mam nadzieję, że obie
            dojdziemy do końca - zobacz, już 1/7 za nami :) A jak się rozkręci ketoza to w
            ogóle będzie z górki, bo przestaniemy odczuwać głód, na co liczę, bo dzisiejszy
            dzień miałam koszmarny. Ale grunt to motywacja - ja po prostu chcę wreszcie
            skończyć to, co zaczęłam :) Mam już dość wiecznego bycia "w trakcie odchudzania" :)
            Nos do góry i trzymaj się mocno!
    • milusia78 Re: 1luty 1 dzień 03.02.07, 13:53
      Hej,ja zaczęłam diętę 2 lutego,dziś 2 dzień i uważam,że te zupki są
      nienajgorsze,też mam do zrzucenia 15kg,pozdrawiam.
    • iwkaga Do voluptas.... 03.02.07, 20:37
      Czytam to forum i Twoje posty i widzę , że jesteś dużą ekspertką od DC.
      Powoli robisz się dla mnie autorytetem.....
      Czy mogłabyś nawciskać mi trochę i tym samym zmobilizować mnie do dalszego
      odchudzania na DC? Może tego mi potrzeba...
      Uszła ze mnie para ....
      Ty natomiast trzymasz się super , więc zdradź sekret, co robisz, żeby być tak
      zmotywowaną do działań?!
      JA: 174cm, 93kg, sama widzisz , że nie jest wesoło!
      Jeżeli uważasz ,że to nie na miejscu, to też napisz, wal prosto z mostu , nie
      obrażę się , bo może Ty obiektywnie spojrzysz na sytuację i coś mi doradzisz...
      Z góry dziękuję za cokolwiek-zdesperowana pozdrawiam!Iwona-IWKAGA
      • voluptas do Iwkaga :) 04.02.07, 09:02
        Rzeczywiście sporo mnie jest na tym forum, ale w sumie mogę powiedzieć, że nie
        tyle jestem ekspertem, co weteranką ;) W życiu przeszłam ścisłą 5 razy (teraz
        6.), więc siłą rzeczy znalazłam odpowiedzi na masę praktycznych pytań, które w
        tym czasie przychodziły mi do głowy - a teraz się nimi z Wami dzielę.

        I wiesz co? Nawciskanie Ci, o które prosisz, to absolutnie OSTATNIA rzecz, którą
        mam ochotę dla Ciebie zrobić. A wiesz dlaczego? Pytasz mnie o mój "sekret" -
        dlaczego ja się trzymam, kiedy inni się potykają, dlaczego mnie się udało...
        Przedziwne to, prawda? Przecież wszystkie stosujemy _tę samą dietę_, a nie
        wszystkie stosujemy ją z sukcesem... Iwonko, bo ja po prostu siebie kocham.
        Narcystycznie, obłędnie, bezgranicznie, uważam się za fantastyczną osobę, dla
        której jestem w stanie zrobić wszystko. I dla której jestem w stanie się
        "poświęcać" na wszelkie sposoby, żeby była z siebie zadowolona. Kiedyś miałam do
        siebie bardzo zły stosunek: każde niepowodzenie wywoływało we mnie irytację,
        frustrację, rozpacz: karałam się, mówiłam o sobie bardzo źle, deprecjonowałam
        siebie i wszystko, co robiłam. Dużo czasu upłynęło, zanim w końcu dotarło do
        mnie, jaką krzywdę robię sobie postępując w taki sposób. Dlatego zmieniłam to.
        Traktuję siebie z czułością i cierpliwością - chwalę się i nagradzam za każdy,
        najdrobniejszy sukces, wiem, że już teraz jest dobrze, a może być świetnie, o
        ile sama dla siebie to zrobię. Bo, zastanów się, Iwona, tak na zdrowy rozum: dla
        kogo jesteś więcej w stanie zrobić? Czy dla osoby, która cały czas wzbudza w
        Tobie poczucie winy, ciąży jak kamień u szyi, do której masz non stop pretensje,
        że nie jest tak idealny, jak byś chciała, kogo w końcu jesteś w stanie w swoisty
        sposób ukarać (np. objedzeniem się po gwizdek)? Czy może dla osoby, dla której
        żywisz tylko czułość i serdeczność, która jest dla Ciebie ważna, a nawet
        najważniejsza, bo przecież masz _tylko jedno życie_, drugi raz się to nie
        powtórzy i jeśli dobrze nie wykorzystasz czasu, który został dany Ci _tylko
        jeden raz_, to szansa minie, złota rybka pójdzie w cholerę, a Ty pozostaniesz
        sama z żalem, wyrzutami i ciągłymi pretensjami, dlaczego nie jest inaczej. I
        masą marzeń o tym, jak to by mogło być wspaniale, gdyby... Widzisz, ja po prostu
        przeszłam z etapu posiadania marzeń do ich realizacji. Właściwie zadając te
        pytania sama na nie już odpowiedziałam. Oczywiście wiem, że to wszystko wymaga
        czasu i pracy nad sobą, ale naprawdę, warto się postarać, bo robisz to tylko i
        wyłącznie dla siebie.
        Znasz Dezyderatę? Ten tekst zawiera masą prostych myśli, które - jeśli się nad
        sobą zastanowisz - są po prostu w swej prostocie genialne.

        Beyond a wholesome discipline, be gentle with yourself.[...]
        Be cheerfull. Strive to be happy.

        czyli w moim ukochanym przekładzie:
        Obok zdrowej dyscypliny bądź dla siebie łagodny. [...]
        Bądź pogodny. Dąż do szczęścia.

        czego i Tobie i sobie życzę :))
        • iwkaga Re: do Voluptas:) 04.02.07, 19:04
          Wiesz tak naprawdę to tak jakbym czytała o sobie całą prawdę , nawet się
          poryczałam, nawet nie wiesz jak ja siebie nienawidzę za to że nie jestem taka
          jakbym chciała, moje poczucie wartości jest na minusie.
          Jestem cholernie nieszczęśliwa , do takich doszłam wniosków po przeczytaniu
          Twojej odpowiedzi.Dlatego dziękuję Ci z całego serca, że otworzyłaś mi oczy, że
          można traktować siebie zupełnie inaczej niż ja siebie traktuję. Mając takie
          podejście do samej siebie jak Ty, można nawet odchudzać się w nieskończoność, i
          traktować to jako dogadzanie sobie.Zazdroszczę Ci Twojej postawy, ale skoro
          Tobie udało się to wypracować, to myślę , że i mi się uda.Myślę , że jesteś
          pierwszą osobą która otworzyła mi oczy na mój problem w taki super sposób.
          Chodzi mi o to ,że to co napisałaś wcale mnie nie dobiło(choć uważam ,że to była
          szczera prawda), wręcz przeciwnie natchnęłaś mnie do pracy nad sobą, a fakt że
          Tobie się udało, tylko mobilizuje mnie jeszcze bardziej.
          To co napisałaś powinnam wydrukować i powiesić nad łóżkiem, czytać codziennie i
          nigdy o tym nie zapominać, a Ciebie mianować swoim nadwornym poprawiaczem
          duszy....Nawet nie wiesz jaką przysługę mi oddałaś.....
          Chcę żyć w zgodzie z samą sobą, i nie mieć poczucia ,że życie przecieka między
          palcami , a ja wciąż jestem z siebie niezadowolona...
          Najgorsze jest to że nie cierpię na tym sama , odbija się to w dużej mierze na
          mojej rodzinie, którą tak naprawdę nie umiem się cieszyć, bo ciągle jestem
          sfrustrowana, zła i o byle co tylko krzyczę.
          Dużo pracy przede mną ,ale może kontakt z Tobą ułatwi mi sprawę, o ile mogę na
          taki liczyć...Serdecznie pozdrawiam- szczerze zobowiązana Iwona-IWKAGA
          • akolitka do voluptas , iwkagi i pozostałych koleżanek 04.02.07, 20:36
            Drogie moje,
            widzę, że dyskusja wchodzi na nowe poziomy więc nie mogłam się powstrzymać...
            To co napisała voluptas to całe sedno! Powiem więcej, dziewczyny jesteśmy w
            lepszej sytuacji niż nam się wydaje. To, że problem, z którym się borykamy jest
            dla nas tak oczywisty,choć tak trudny do rozwiązania, to już połowa sukcesu!
            Każda z Was zna pewnie mnóstwo szczupłych dziewczyn, które wcale nie są
            atrakcyjne, choć właściwie trudno powiedzieć dlaczego. Albo ślicznych, które
            wcale nie są szczęśliwe ;-((( A ja sobie tak myślę, że skoro ze swoją nadwagą
            udało mi się tyle rzeczy w życiu osiągnąć zawodowo i prywatnie, mieć tylu
            przyjaciół, to aż strach pomyśleć co mnie jeszcze czeka po pokonaniu tej
            przeszkody! Kocham siebie i uważam się za atrakcyjną kobietę, uwielbiam ciuchy,
            dobre perfumy. Staram się żyć pięknie nie czekając na nic. Gdybym odkładała
            moje plany na "po schudnięciu" to ominęłoby mnie tyle super rzeczy!!!! Tyle
            podróży, znajomości, ciekawych wydarzeń. Znam wiele kobiet, które odkładają
            życie na później - kupię sobie nowe ciuchy jak schudnę, zmienię mieszkanie na
            ładniejsze jak znajdę partnera - nie popełniajcie tego błędu!!! Ważne jest tu i
            teraz. Trzeba się starać walczyć ze swoimi słabościami, ale nie zapominać o
            byciu dobrym dla siebie. Czego sobie i Wam życzę, a.
            • voluptas Akolitko, 04.02.07, 21:30
              powinnam najpierw odpisać na post Iwkagi, ale nie chcę, żeby uciekły te myśli,
              które wypełniają mi głowę po przeczytaniu Twojego. Bo napisałaś kupę mądrych
              rzeczy. Do tego "odkładania życia na później" też doszłam, ale na zasadzie
              mądrego po szkodzie. Mam już nie mało, ale jeszcze nie dużo lat, aktualnie 27,
              ale im bardziej przybliżam się do magicznej 30-tki zauważam, że czas nie stoi w
              miejscu.
              Kiedyś moje życie było nieustannym czekaniem na coś lepszego, co niewątpliwie
              nastąpi, kiedy spełnię dość konkretne warunki brzegowe, tzn. schudnę, zarobię
              więcej pieniędzy, bardziej zadbam o siebie. W swoim przygotowywaniu się do tego
              lepszego "kiedyś" osiągnęłam niemal perfekcję, co równało się paranoi, bo w
              końcu zaczęłam gromadzić ciuchy, kosmetyki, dodatki, których miałam używać w tym
              "przyszłym, lepszym życiu". I w pewnym momencie ja zostałam w jednej dość
              zszarganej spódnicy (jedynej, która jeszcze wchodziła mi na tyłek w rozmiarze
              circa 50), podczas gdy cała moja szafa była wypełniona ciuchami między 38-40.
              Teraz, kiedy o tym piszę, i Wy, kiedy o tym czytacie, myślicie zapewne:
              wariatka. Ale w tamtym stanie ja byłam tak pochłonięta marzeniami o tym, jak
              cudownie będzie kiedyś, że nie zauważałam tego, w jak koszmarnej jestem depresji
              i że zaczynam tracić kontakt z rzeczywistością. "Przebudzenie" następowało
              powoli, dzięki różnym bodźcom. Nie bez znaczenia było przeczytanie opowiadania,
              napisanego zapewne przez osobę o podobnych doświadczeniach, o kobiecie, która
              żyła tak jak ja. Z tym że ona przeżyła tak życie i opowiadanie nie kończyło się
              happy-endem: smutna, samotna, podstarzała i zgorzkniała wyrzucała kolejne
              niemodne już od dawna i na wpół przeżarte przez mole ciuchy, w których miała
              wejść w to "lepsze życie". Wtedy podziałało to na mnie jak lodowaty prysznic i
              na szczęście odniosło skutek właściwy.
              Lubicie sentencje? Ja tak, bo one dzięki zwartej formie i skondensowanej treści
              często dają mi dość mocny bodziec do myślenia. I właśnie kiedy zapadałam się w
              siebie bardziej i bardziej przeczytałam coś takiego: maximum vitae impedimentum
              est expectatio, quae pendens ex crastino perdit hodiernum, co w przekładzie
              znaczy tyle, że oczekiwanie najbardziej przeszkadza nam żyć, bo uczepione na
              tym, co ma nastąpić niszczy nasze tu i teraz. I oczywiście, nic nie działo się z
              dnia na dzień, ale nastąpił moment, kiedy takie prawdy oczywiste zaczęły do mnie
              powoli docierać. Przestałam czekać, zaczęłam żyć. Potem - zamiast marzyć
              zaczęłam swoje marzenia spełniać... oczywiście te, które było ode mnie zależne,
              ale już to wystarczyło, żeby spełnić moją wizję szczęścia. Nie muszę wam nawet
              pisać, o ile lepiej żyje mi się teraz :)
              Reasumując ten cokolwiek przydługi wywód ;) Nie chcę być szczęśliwa kiedyś, chcę
              być szczęśliwa tu i teraz. Dlatego chodzę uśmiechnięta, umalowana, ślicznie
              pachnąca i elegancka. Mam fioła na punkcie perfum i kolekcjonuję je :) Ludzie
              lgną do mnie, bo podchodzę do życia z optymizmem i spokojem. Pracuję, odnoszę
              sukcesy, cieszę się życiem. A to, że ostatnio kupiłam spodnie w rozmiarze 32/32?
              Co z tego? Kolejne kupię w rozmiarze 30! :)
            • iwkaga Akolitko!!! 05.02.07, 15:30
              To super że tak myślisz, zbudowałaś mnie, ale ja tak nie umiem, muszę się tego
              nauczyć-KOCHAĆ SIEBIE. przede mną dużo pracy , dlatego takie posty jak Twój są
              mi niezbędne w budowaniu od podstaw mojego nowego sposobu myślenia, mojego
              drugiego ja.też chcę żyć pełnią życia, ale w mniejszym rozmiarze....
              nie mogę powiedzieć , mam dużo sukcesów, ale nie umiem się z nich cieszyć, bo
              wszystko przesłania mi moja walka o bycie chudszym, którą notorycznie
              przegrywam....
              Ale obiecuję być lepszą dla samej siebie(choć zawsze wydawało mi się ,że
              obżerając się właśnie taka jestem, taka dobra dla siebie)
              Postaram się przemyśleć wszystko od nowa.....
              Dziękuję za dobre słowa...Pozdrawiam! Iwona-IWKAGA
          • voluptas Iwkago :) 04.02.07, 21:52
            bo absolutnie moim celem nie było dobijanie Ciebie. Dobijasz się sama i
            prawdopodobnie doszłaś w tym już do perfekcji. A teraz zadaj sobie pytanie: po
            co to robisz? W czym Ci to pomaga? Do czego Cię to prowadzi? I właśnie, otwórz
            oczy i popatrz na siebie. Bądź egoistką! Co możesz dla siebie zrobić, żeby Ci
            było w życiu lepiej? No tak, schudnąć, to wszyscy wiemy, ale wiemy też, że NIE
            chudnie się z dnia na dzień nawet na naszej cudownej Cambridge i że zanim minie
            ten czas, który minąć musi, warto zrobić dla siebie coś jeszcze. Kup sobie coś
            ładnego, idź do kina, zadzwoń do kogoś, z kim lubisz rozmawiać, umów się na kawę
            z dawno niewidzianą przyjaciółką... Jest tyle fajnych rzeczy, które możesz dla
            siebie zrobić, dlaczego masz ich sobie odmawiać?
            Widzisz, te półtora roku zastanawiania się nad sobą doprowadziło mnie do
            przeświadczenia, że cały problem z nadwagą zaczął się... w mojej głowie. To
            objadanie się, nieumiarkowanie, ciągi były ZAMIAST. Zamiast wyrażania swoich
            emocji, zamiast mówienia o tym, co mi się nie podoba i jasnego formułowania
            oczekiwań, zamiast spełniania marzeń. Satysfakcja była krótkotrwała, frustracja
            tylko rosła. Znasz to uczucie, prawda? To taki martwy krąg, który prowadzi Cię
            do uczucia, że zaraz połkniesz własny ogon. Naprawdę można się z tego wyrwać. W
            tej chwili najważniejsza jest Twoja refleksja. Cieszę się, że moja pisanina
            pokazała Ci, że można żyć trochę inaczej :) Ja - ponieważ znam stan, w jakim Ty
            teraz jesteś - zapewniam Cię, że tak jest lepiej. A Ty - z ciekawości - możesz
            postarać się zrozumieć, o czym ja wygaduję, próbując spojrzeć na siebie innymi
            oczami. Nie uda Ci się za pierwszym razem? Spróbuj kolejny. Nie musisz od razu
            dojść do doskonałości, czy perfekcji. Ale zacznij. Spróbuj. I dziś i jutro też.
            A pojutrze to już na pewno będzie lepiej. Zobaczysz :)
            • iwkaga Re: Voluptas...... 05.02.07, 15:20
              tak wiele chciałabym Ci powiedzieć........
              wyrzucić to z siebie, przed osobą, która na pewno mnie zrozumie.....
              może mi nie wierzysz , ale każdy twój post to moje łzy, ale to nie przez
              Ciebie , tylko łzy wynikające z nadziei ,którą mi dajesz, że i ja mogę się
              zmienić....
              jak nie mogę sobie z czymś poradzić to nagradzam sobie swoje niedoskonałości
              jedzeniem, jak na razie nie znam innego sposobu na to , by się dowartościować.
              doszło do tego ,że jem słodkie w ukryciu, żeby nikt nie widział, bo mi wstyd ,
              a potrafię chować te słodkości przed rodziną...
              właściwie nie ma popołudnia bez podżerania, tak kończy mi się każdy dzień,
              jestem obżarta , pełna i zasypiam z przemęczenia , rano obiecuję sobie że dziś
              to już będzie inaczej , ale to nieprawda....to taki mój ciąg.
              Dookoła mnie ludzie nie widzą mojego problemu, bo jestem na zewnątrz osobą
              bardzo otwartą, życzliwą, uśmiechniętą, pełną poczucia humoru, ale w środku to
              kłębowisko problemów, które zajadam.nawet nie bardzo umiem te problemy
              sprecyzować, bardziej wiąże je z jakimiś sytuacjami....
              wszystko obraca się tylko wokół tego, jak schudnąć, co zrobić by tyle nie
              jeść...
              Muszę to wszystko przemyśleć, poukładać jakoś w swojej głowie.....
              A Ty mi w tym bardzo pomagasz-DZIĘKUJĘ. Pozdrawiam! Iwona-IWKAGA
              • voluptas Iwkago, 05.02.07, 18:47
                widzisz, piszesz o wszystkim tym, co ja przeżyłam. Podżeranie w tajemnicy,
                zamawianie pizzy, kiedy męża (a wówczas narzeczonego) nie było w domu i
                upychanie kartonu po niej w szafie, kiedy wrócił wcześniej, niż się tego
                spodziewałam, chodzenie codziennie do INNEGO sklepu, żeby obsługa nie widziała,
                ile słodyczy biorę... a poza tym jedzenie w ilościach takich, które sprawiały,
                że smak w pewnym momencie przestał się dla mnie liczyć.
                A wszystko to dlatego, że byłam rozpaczliwie w sobie pogubiona i absolutnie nie
                wiedziałam, gdzie mam siebie znaleźć. Otyłość? Ona była tylko problemem
                pozornym, tak jak pozornym pocieszeniem było przeżuwanie kolejnej tabliczki
                czekolady, batona, wszystko jedno czego. Od czego zaczęłam? Ano od tego, że
                mocno się nas sobą zastanowiłam: co mi to jedzenie zastępuje? O co mi chodzi? O
                czym marzę? Co chcę osiągnąć? I w końcu znalazłam coś takiego, co było dla mnie
                ważniejsze niż poczucie po raz kolejny tej dobrze znanej słodyczy, która potem
                procentowała koszmarną zgagą, wyrzutami sumienia i jeszcze głębszą beznadzieją.
                I zapatrzona w ten mój mały, mglisty cel, takie światełko w tunelu, od którego
                dzieliły mnie całe lata świetlne, zaczęłam się ku niemu kierować. I z każdym
                dniem było łatwiej, bo każdy kolejny dzień był moim wielkim, osobistym sukcesem.
                Wiesz, co ja robię do tej pory? W kalendarzu stawiam krzyżyk po każdym uczciwie
                przedietowanym dniu. I w momencie, kiedy masz za sobą najpierw jeden taki
                krzyżyk, potem cały tydzień krzyżyków, a potem miesiąc - to już robisz wszystko,
                żeby móc się tym kolejnym krzyżykiem nagrodzić i pogratulować sobie kolejnego
                dobrze wykorzystanego dnia :)
                Dlatego zacznij ze sobą rozmawiac - do tego przede wszystkim bym Cię namawiała.
                Wsłuchaj się w siebie. Czego pragniesz? O czym marzysz? Na czym Ci zależy?
                Postaw sobie jakiś cel, do którego osiągnięcia schudnięcie będzie tylko
                środkiem. Bo dieta jako taka nie powinna byc sensem życia, bo co to za życie...
                :)
                • iwkaga Re: Iwkago, 05.02.07, 22:15
                  Widzę , że rozumiesz mnie jak nikt inny...
                  Ale boję się , że ja już nie umiem odżywiać się racjonalnie, znam wszystkie
                  zasady, ale co z tego skoro ich nie przestrzegam.
                  Przecież ja nie znoszę tych współczujących albo pełnych pogardy spojrzeń ludzi ,
                  którzy na pewno widzą moją otyłość i myślą sobie , że ta to jest pożałowania
                  godna...gdyby tyle nie żarła , to nie byłaby monstrum....
                  tylko jak dotrzeć do samej siebie, tego chyba też muszę się nauczyć, bo tak
                  naprawdę to ja nie wiem czego pragnę, bo kiedy ja się nad tym ostatnio
                  zastanawiałam, tego nie pamiętam.....
                  zawsze uważałam siebie za farciarę, bo zazwyczaj było dokładnie tak jak sobie
                  zaplanowałam, umiałam wiele rzeczy przewidzieć i w ten sposób ominąć wiele
                  problemów, ale tak naprawdę to chyba życie mnie przerosło, coraz częściej tracę
                  kontrolę nad sobą czy to w kwestii jedzenia , czy krzyków.
                  Wszystko to doprowadziło do tego, że zrobiłam się bardzo nerwowa, sama siebie
                  nie poznaję...
                  Przemyślę też sprawę krzyżyków....
                  to na razie tyle wolnych przemyśleń...
                  teraz wzywają mnie przyziemne sprawy, córcia chce spać....
                  Bardzo dziękuję , że jesteś ze mną!!!
                  wyczekuję każdego postu od Ciebie-wdzięczna Iwona-IWKAGA
                  • voluptas Re: Iwkago, 06.02.07, 18:49
                    nie, odpiszę Ci później/jutro. Teraz jestem rozdrażniona i właśnie skasowałam
                    długiego posta, bo chyba nie w takim tonie powinnam z Tobą rozmawiać.
                    Wiesz, co mnie bardzo zdenerwowało? Że piszesz o sobie "monstrum". Ja Ci nie
                    będę mówiła, co o tym myślę, ale bardzo Ciebie proszę, Ty mi powiedz, Agnieszko,
                    dlaczego tak robisz? Czy poniżając sama siebie czujesz się lepiej? A może
                    myślisz, że jeśli Ty sama zrobisz sobie krzywdę, to już nikt inny nie wpadnie na
                    ten pomysł? Eh... Idę się zagrzebać w jakiejś mniej lub bardziej wirtualnej
                    jamie, jestem dziś nie do życia.
                    ---
                    strive to be happy.
                    • iwkaga Voluptas... 06.02.07, 19:38
                      Przykro mi , że czujesz się dzisiaj podle, współczuję, ale ostatnią rzeczą jaką
                      chciałabym, żeby Cię spotkała to , to że Cię denerwuję.Nie chciałam tego, a
                      skoro tak wyszło to przepraszam.
                      Jeżeli nie masz siły, by to czytać, zrozumiem, przeczytaj jak poczujesz się
                      lepiej,szczerze Ci życzę...
                      Mam na imię Iwona,(ale to szczegół).
                      A teraz postaram się wytłumaczyć.
                      Dlaczego tak o sobie myślę?, bo tak naprawdę brak mi poczucia własnej wartości,
                      tak siebie postrzegam, nawet jak udało mi się zrzucić te 17kg, to nic to nie
                      zmieniło.dalej uważam się za gorszą , bo jestem gruba, a czemu jestem gruba , bo
                      jestem gorsza. i to jest to o czym mi pisałaś, problemy zaczynają się w głowie...
                      Poniżam samą siebie , by móc się pocieszyć np. czymś słodkim , po czym dochodzę
                      do wniosku, że jest coraz gorzej....
                      Przecież nie jestem takim zerem, mam duże doświadczenie i szacunek w pracy
                      zawodowej, mam kochanego męża , dwójkę udanych dzieci, i niby zdaję sobie z tego
                      sprawę,ale skoro nie mogę zapanować nad ilością zjadanego pożywienia, to nic
                      innego się nie liczy...., przecież muszę być doskonała we wszystkim, a coraz
                      mniej mi się to udaje, bo jestem rozdrażniona w pracy,a moja rodzina ma dosyć
                      wiecznie niezadowolonej żony i matki....
                      Czemu nie potrafię się cieszyć z małych rzeczy ,nawet z dużych też, że wystarcza
                      do pierwszego, że jesteśmy zdrowi....
                      Mam nadzieję , że nie zmęczyłam Cię za bardzo tymi swoimi wywodami.
                      Trzymam za Ciebie kciuki, byś jutro poczuła się lepiej i wrzuciła tu parę
                      dobrych słów...Pozdrawiam. Iwona-IWKAGA
    • voluptas 4 lutego - 4 dzień 04.02.07, 09:06
      Hej Dziewczynki! Cisza to straszna, ale mam nadzieję, że to tylko dlatego, że
      jest weekend, a Wy się grzecznie i pilnie trzymacie diety? :)
      Mam nadzieję, że dzisiejszy dzień już nie będzie aż tak męczący, o wczorajszym
      wolałabym zapomnieć. Na razie obudziłam się wyspana i wsunęłam saszetkę
      śniadaniową, teraz trzeba się czymś zająć, żeby do "obiadku" czas minął
      spokojnie. Ale liczę na to, że już dziś nie będą mnie dręczyć takie ataki głodu
      jak wczoraj. Najwyżej w ramach terapii zajęciowej obejrzę z mężem skoki
      narciarskie - grunt to mieć czym się zająć, wtedy czas szybciej mija.
      Miłego dnia! :)
      • shantri do volupts 04.02.07, 15:33
        Hej:)
        przeczytalam Twoja powyzsza wypowiedz.Dala mi wiecej niz prawdopodobnie dalaby
        mi sesja u psychoanalityka. Choc to slowa nie do mnie, serdecznie dziekje:))
        Pozdrawiam
        • lilla25 Re: do volupts 04.02.07, 15:41
          i ja dziekuje:)))
          niedziele mija spokojnie, jesli chodzi o diete.Poza tym pogoda troche nieudana
          i moja Basia chora i to mnie troche doluje,bo z domu nie ma jak wyjsc,ale
          generalnie mam chyba z 1,5kg mniej.takze jest super. Voluptas,czy Ty jestes
          psychiatra,psycholozka,dobra wrożka.....?:)pisz wiecej, chce to czytac:)
          • voluptas Lilla, Shantri :) 04.02.07, 18:12
            Jesteście urocze, Dziewczyny :) Cieszę się, że moje przemyślenia Wam się
            podobają :) Lilko, nie jestem ani psychiatrą, ani psychologiem, po prostu tyle
            babrałam się we własnej duszy, że nauczyłam się rozumieć siebie i czasami przez
            pryzmat siebie udaje mi się zrozumieć i dotrzeć do innych. Ot, cały sekret. Moje
            przygody z nadwagami, dietami, jo-jo jednak czegoś mnie nauczyły: przede
            wszystkim tego, że kluczem do osiągnięcia jakiegokolwiek sukcesu jest
            zrozumienie siebie. Trzeba umieć stawiać sobie pytania: czego chcę, do czego
            dążę, o co mi chodzi, a potem wyznaczać sobie realne cele i realizować je, jeden
            po drugim. Tak staram się robić. Nie wychodzi? Próbuję po raz kolejny, starając
            się jednocześnie dociec, co było przyczyną mojej porażki. I to działa. I
            strasznie się cieszę, bo wiem, że znalazłam ten wytrych, który otwiera przede
            mną drzwi do mnie samej.

            Kolejny dzień za mną. Piję morze herbaty, wodę z obrzydzeniem, na kawę uważam,
            żeby nie przesadzić z mlekiem - nie smakuje mi czarna. Nie mam już na szczęście
            "jazd" głodowych, nie czuję się osłabiona - weszłam w rytm. Na najbliższe 17 dni
            patrzę ze spokojem, nie przeraża mnie już perspektywa głodowania :) Za to
            pożądliwie myślę o chwili, kiedy po raz kolejny stanę na wadze... czyli już
            jutro rano :)
            • shantri slowa otuchy 04.02.07, 19:43
              Voluptas Twoje przemyślenia są bardzo dojrzałe. Przede mną napewno wiele
              ciężkich chwil zwątpienia- wtedy napewno będę szukała Twoich postów. Lżej się
              robi na duszy czytając Ciebie:)
    • naranykota Re: 1luty 1 dzień 04.02.07, 21:02
      No,muszę przyznać ,że znoszę dietę całkiem dobrze. Mam nadzieję, że wytrwam do
      mieszanej...dziś wieczorem zjadłam pyszną jarzynową:) No a ponieważ kończy mi
      się powoli tygodniowy zestaw, muszę złozyć zamówienie po raz kolejny, (tym razem
      już bez kapucino,ble..). Za to batoników kilka- a jakże! no i moje ulubione
      zupki: jarzynową oraz kurczak z grzybami czy coś takiego;) ). A siku to latam
      chyba z 20 razy na dzień...

      pozdrawiam ciepło:)
    • voluptas 5 lutego - 5 dzień scisłej 05.02.07, 09:08
      No to znowu ja zaczynam ;) Bardzo proszę szanowne koleżanki o meldowanie się w
      watku, bo ja już sama nie wiem, kto z 1-lutówek się trzyma :) O ile zdążyłam się
      zorientować, to:
      madziulek81
      naranykota
      lilla25
      i pisząca te słowa voluptas :)
      Uprasza się o potwierdzenie stanu faktycznego ;)
      5 dzień zaczyna się spokojnie, waga przestała lecieć lawinowo (czyt. kilogram
      dziennie), czyli organizm się oczyścił i teraz przechodzimy do chudnięcia
      zasadniczego. Aha, startowałam z jakichś 78 z hakiem (wynik środowego najedzenia
      się), teraz jest 74,6. Trudno powiedzieć, co z tego schudłam, bo taka była mniej
      więcej moja normalna waga. Zobaczymy, jak mi pójdzie dalej. W każdym razie do
      celu, czyli 62 kg zostało mi 12,6 do przejścia ;)
      I z tym optymistycznym akcentem życzę Wam miłego dnia :)
      • santamanana Re: 5 lutego - 5 dzień scisłej 05.02.07, 10:35
        Widze że sporo sie działo przez weekend. Ja niestety nie mogłam kontynuowac
        diety przez weekend - mialam niespodziewany wyjazd i nie moglam zabrac diety.
        Ale trzymalam sie ladnie na innym, niskokalorycznym jedzenieu wiec ok. Dostałam
        naową dostawe diety, wiec dzis zaczynam:)
        Mam tylko pytanie, bo wiem ze są osoby które lubią zurek - jak go robicie, że
        jest zjadliwy - tzn. nie ma tkaiego dziwnego nierozpuszczonego kożuszka? Czy
        jest na to jakiś sposób?
        Voluptas - bobre i mądre te Twoje wypowiedzi o pokochaniu samego siebie -
        wszystko prawda, tylko strasznie ciężko to zrobić...gdy nie masz opracia w
        sukcesach zawodowych, nie przegladasz sie w zachwyconych oczach kochanej
        osoby...wtedy naprawde cholernie ciezko sie pokochac....chociaz ja ciagle
        probuje....i wierze ze mi tez sie uda...bo rzeczywiscie chudniecie zaczyna sie
        w glowie:)
        • voluptas Santamanano! 05.02.07, 18:27
          Santamanano - mam nadzieję, że mimo falstartu pójdzie Ci dobrze ;) Odnośnie
          żurku - ja go lubię, ale miałam z nim dość ciężkie przejścia, dlatego teraz
          biorę max 2-3 saszetki na tydzień. Zdarzyło mi się mianowicie tak, że kiedy
          przez którąś tam ścisłą w zeszłym roku jechałam wyłącznie na żurku, w pewnym
          momencie mój organizm przestał go tolerować - tzn. reagowałam koszmarnymi bólami
          żołądka. Co ciekawe, na inne smaki nie.
          Ja rozrabiam go tak, że nie robi mi się "kożuszek", tzn. dodaję bardzo powoli
          wodę: najpierw robie taką gęstą papkę, którą później coraz mocniej rozcieńczam i
          jest ok ;)
          Santamanano, a co do naszych weekendowych dywagacji - widzisz, moim zdaniem
          mojej siły wewnętrznej nie mogę budować na żadnym "czynniku" zewnętrznym. Muszę
          znaleźć tę siłę i mieć oparcie przede wszystkim w sobie. Bo tak naprawdę w życiu
          nie możesz być do końca pewna niczego i nikogo - poza sobą samą właśnie. Bo
          zachwycone oczy tego kogoś dziś są, a jutro mogą już spojrzeć w inną stronę, bo
          dziś odnosisz sukces zawodowy, a jutro zostajesz na lodzie - koleje losu są
          absolutnie nieprzewidywalne, więc oparcie, jakie dają, jest bardzo złudne i w
          każdym momencie może je trafić szlag. I co wtedy?
          Dlatego uważam, że pogodzenie się ze sobą, zrozumienie siebie i pełna współpraca
          - to właśnie jest podstawa każdego innego sukcesu. Nie tylko dietetycznego.
          Ściskam Cię mocno!
      • voluptas Re: 5 lutego - 5 dzień scisłej 05.02.07, 18:51
        5 dzień powoli zbliża się ku końcowi, przynajmniej dla mnie, już mogę się
        cieszyć, że go przetrwałam i przedietowałam uczciwie :)
        Mam nadzieję na jakiś mały bonusik jutro od mojej szanownej koleżanki wagi
        elektronicznej :) Powiem Wam szczerze, że marzę namiętnie o tym, żeby ugryźć
        granicę 73,5 kg - nie udało mi się tego jeszcze osiągnąć, ta granica to jakiś
        taki metafizyczny fetysz, cholerna bariera, na której do tej pory się
        zatrzymywałam... Śni mi się po nocach ;) Niechże ja ją w końcu dopadnę... :)
    • lilla25 Re: 1luty 1 dzień 05.02.07, 12:28
      hej dziewczyny, ja mam dzis kryzys:(nie wiem juz o co chodzi,ale wczoraj mialam
      1,5kg mniej ,dzis mam 1kg do przodu. jestem po okresie wiec nie powinno tak byc:
      (
      pytanie do voluptas: co to jest dokladnie ketoza? czy to proces spalania tkanki
      tluszczowej, czy to proces w ktorym nie czuc glodu?
      czy ketoze moze np zniszyc kes sprobowany przy gotowaniu,dzis robilam obiad i
      musialam poprostu sprobowac,czy dobrze doprawione, byla tego odrobina,ale jesli
      to ma zepsuc wszystko to od jutra gotuje "na pale":)
      • voluptas Lilla, 05.02.07, 15:24
        a czy Ty masz na pewno dobra wagę? bo tych skoków u Ciebie to ja za diabła nie
        rozumiem.
        A co to jest ketoza? To jest (najoględniej mówiąc) to dzięki czemu chudniemy:
        proces chemiczny, który tworzy się w organizmie w wyniku diety ubogiej w
        węglowodany, dzięki któremu organizm spala tłuszcz, a nie mięśnie. I właśnie
        dlatego na DC nie wolno NIC podjadać: nic, zero, ani jednej wasy, ani jednej
        łyżki zupy. Ketozę może zahamować bardzo wiele czynników, chociażby witamina C
        (dlatego nie wolno np. cytryny do herbaty, czy herbat z kawałkami owoców),
        jakikolwiek tłuszcz, czy minimalny nadmiar węglowodanów. Dlatego rozumiem, że
        musisz gotować, ale na tej diecie albo gotuj - jak piszesz - na pałę (ja tak
        gotuję od lat, sama jestem bezmięsna, a mój mąż owszem mięso jada, więc gotując
        dla niego nie próbuje nigdy ), albo owszem próbuj, ale tylko smak, na języku,
        niczego nie łykając i płucząc zaraz usta. Brzmi i wygląda to dość komicznie, ale
        pamiętaj, na tej diecie obowiązuje opcja zerowa, czyli nie wolno Ci zjeść NIC,
        ani jednego dodatkowego kęsa. Bo chemii nie oszukasz.
    • lilla25 Re: 1luty 1 dzień 05.02.07, 16:49
      no to ja mam te 5 dni na marne,bo tak na prawde raz tylko sie napadlam na
      jedzenie(wtedy te wady) tak to nie zdarzylo mi sie jeszcze opuscic jakiegos
      posilku albo zjesc cos innego,ale jesli chodzi o probowanie przy gotowaniu,
      przy karmieniu mojej corci to codziennie cos bylo, to lyzeczka,to gryz to kes:
      ((((
      czy teraz mi sie wlaczy po 5 dniu ketoza jak w ogole nic nie tkne? jakos mam
      zaparcie na tej scislej i w sumie uwazam,ze idzie mi super, moze nie ma jakis
      spadkow wagi (1-1,5)ale widze po ciuchach i brzucha nie mam.
      nie ukrywam jednak,ze schudniecie tych 6 kg to moje marzenie. wtedy wiem,ze
      czulabym sie dobrze.
      niestety popelniam jeszcze jeden blad:( wypijam czasem red bula,czy ktos sie
      orientuje,czy mozna to pic,niby to dietetyczne i bez cukru,ale nie wiem. w
      kazdym badz razie ja bez tego jestem zgon:( a kawa tego nie moge zastapic,bo
      kawy nie lubie i nie tkne na pewno.ehhhhhhh:(
      a jesli chodzi o wage, to nie mam za dobrej,ale juz sie nie szarpne w tym cyklu
      na pewno,poprostu nie bede sie wazyc,zwaze sie u kogos na koniec scislej,a tak
      to bede obserwowac swoje cialo poprostu,albo sie zmierze,ot co!!:)
      no kurcze troche sie tym wszystkim zdolowalam,bo na prawde mam juz dosc
      odchudzania,juz 2 rok leci:(((fakt sa sukcesy,ale bylyby lepsze gdybym byla
      bardziej konsekwentna:(((ehhhhh
      trzymajcie sie,papap
      piszcie cos dziewczyny.
      • voluptas Re: 1luty 1 dzień 05.02.07, 18:17
        Lilko,
        przykro mi, że mój post Cię zdołował, ale wydaje mi się, że lepiej postawić
        sprawę jasno, niż łudzić się, że będzie dobrze, a tym razem Ci się upiecze. Bo
        tak nie będzie. Nie znam składu RedBulla. Nie piję go zresztą, więc nie mam
        możliwości zerknięcia na etykietkę: przeczytaj ją i zobacz, czy po pierwsze ma
        węglowodany (to powinno być przy wartości odżywczej), oraz czy ma w składzie
        kwasek cytrynowy. Jeśli ma jedno lub drugie - odpada. Jeśli ma jakiekolwiek
        kalorie to zresztą tez odpada, pamiętaj, że na DC należy pić napoje BEZKALORYCZNE.
        Oczywiście, jeśli teraz zaczniesz stosować ściśle zalecenia diety - tzn.
        saszetki i batony i NIC więcej poza kawą, herbatą lub wodą - będziesz chudła jak
        na DC przystało. Ketoza zaczyna się po 72h DC, zresztą właśnie dlatego mówi się,
        że na tej diecie najtrudniejsze są pierwsze 3 dni, potem, kiedy już jesteś w
        ketozie, o wiele łatwiej znosisz głód. Dlatego ja widzę dwie opcje: albo
        zbierzesz się w sobie i skończysz z podjadaniem, albo katowanie się saszetkami i
        łykanie kęsa to tu to tam nie ma sensu... A może Ty lepiej czułabyś się stosując
        na przykład dietę mieszaną? Wtedy spokojnie mogłabyś zjeść jeden posiłek w ciągu
        dnia, a w razie ataku głodu przekąsić jakieś warzywko, a nie byłoby to już dla
        Ciebie tak totalnie zakazane...
        Co do wagi, jeśli nie jest dokładna, to nie katuj się nią. Zmierz się -
        centymetr powinien pokazać prawdę.
        I trzymaj się mocno!
        p.s. widziałam, ze odzywałaś się na gg, ale niestety jak pracuję to go nie
        włączam. Jutro powinnam mieć dość luźne przedpołudnie, więc jakbyś i Ty miała
        czas i ochotę - odezwij się ;)
        • lilla25 Re: 1luty 1 dzień 05.02.07, 19:32
          zbieram sie w sobie i walcze dalej,nie moge sie poddac, jesli teraz to zrobiepo
          raz 3 juz,to bedzie koniec,wiec cala na przod:)mieszana na dzien dobry nie
          wchodzi w rachube,znam siebie,jesli zjem sniadanko,to zjem jogurcik a pozniej
          poleci, co innego po scislej. beda efekty,bedzie lepiej.pozdrawiam
    • naranykota Re: 1luty 1 dzień 05.02.07, 19:44
      Witam:)

      Trzymam się całkiem,całkiem. To znaczy nie podżeram nic. A dziś głodu nie
      czuję..jutro mają mi przysłać nową dostawę (w tym batony oraz koktaile-hurrra!)
      Natomiast moim problemem jest to, że zdarzają mi się spadki nastroju (że tak
      ładnie je ujmę;. I jest to, przyznam problem dla mnie.
      A wagę to może nabyję nową ,bo mam taką niezbyt dokładną. Ale wydaje mi się, że
      z dwa kilosy mi zeszły- jestem baaardzo zadowolona:)

      Pozdrawiam ciepło wszystkie zawodniczki;)
      • lilla25 Re: do naranykota 05.02.07, 20:06
        gratuluje!trzymaj sie!:)
        • laluna1000 Voluptas 05.02.07, 21:35
          Cześc! Jestem zachwycona Twoimi przemyśleniami... To cudowne że potrafisz
          dokładnie opisać swoje refleksje i pomagać nam ,tym którzy czasami nie wierzą
          po co to wszystko robimy. Co prawda te posty nie były bezpośrednio skierowane
          do mnie ale pozwoliły mi również zagłędić się w swoje wnętrze.... Na pewno jest
          jeszcze kupe osób, którym pomogłaś. (o pilingu nie wspomne..he he) Jesteś
          cudowna. Ja jestem na 1000kcal więc teoretycznie nie powinnam tu być ale od 1
          marca zaczynam (podejście 2). A Wy dziewczynki już będziecie po ścisłej.
          Pozdrawiam Cię serdecznie. Oby tak dalej. Dajesz mam nadzieje.
          • santamanana nareszcie wieczór 05.02.07, 21:51
            i prawie isc spac mozna:)))) jeszcze tylko szklo kontaktowe i nynki:)) U mnie 1
            dzień całkiem znośnie. Chociaż w brzuchu burczy nie powiem - ale zaraz sobie
            jeszcze jakas ciepla herbate wypije - to pomaga. Ostatnio zostałam fanka
            Liptona - ma fantastyczne sztucznie aromatyzowane herbaty o ciekawych smakach -
            jak dla mnie rewelacyjnie zabijają uczucie glodu.
            Voluptas - zaczynasz mnie denerewowac;))) Cos za mądrze gadasz, kobito!!!
            Człowiek myśli że jest taki jedyny i wyjątkowy ze swoimi ogromnymi problemami,
            a tu proszę - okazuje się że nie tylko nie jest sam, ale jeszcze że inni to
            przetrawili i znaleźli z nich wyjście:))) To dobrze. Czyli można...Tylko trzeba
            nad sobą popracować:) A co do liczenia do siebie to fakt. Chociaż jest łatwiej
            we dwójkę - może tylko pozornie, ale jednak. Chociaz ja do końca też nie
            polegam na nikim - teraz bede sie starac nie zawiesc samej siebie.
            Strive to be happy:))) !!!!!
            • voluptas Santamanano, 06.02.07, 00:19
              przeczytaj Ty dobrze skład tego Liptonka, czy on przypadkiem nie ma jakichś
              owocowych śmieci w składzie. Bo jeśli ma to... time to say good bye :/ Niestety,
              owocowe śmieci po prostu nie służą DC. Jeśli natomiast to aromat sztuczny - to
              smacznego, czego życzę Ci zapijając burczenie brzuszne Dilmahem malinowym :)

              Co do denerwowania, to stanowczo dementuję wszelkie pogłoski, jakobym to ja
              kogokolwiek denerwowała ;) Czy słyszała koleżanka szanowna, że to od
              rozwijającej się ketozy człowiek się robi nerwowy i nadpobudliwy? :))) No, więc
              jakby co na przyszłość to nie ja tylko ketoza :)

              Dobra, jest środek nocy i mąż się na mnie wydziera z pokoju, że godzina duchów
              już minęła :)
              Takoż w glorii i chwale kończę 5. dzień mojej diety myśląc z optymizmem o dniu
              6., czego i Wam z całego serca zyczę! :)
          • voluptas Lalunko ;) 06.02.07, 00:03
            a co Ty myślisz, że to jest forum tylko dla tych, co się proszkami faszerują?
            Sama się po tym forum snułam od miesiąca, zazdroszcząc tym, którzy się DC
            odchudzają i w końcu nie wytrzymałam, zmolestowałam lekarza o zgodę i... jestem
            :) Więc myślę, że dla każdego, kto chce coś dla siebie zrobić, jest tutaj miejsce ;)
            A co do refleksji i całej reszty? Widzisz, ja po prostu przeszłam pewną drogę -
            choć może jeszcze nie dotarłam do upragnionej mety - ale mam już szmat za sobą.
            I ta droga jest do bólu typowa, tak jak typowy jest problem otyłości mającej
            podłoże w psychice. I całego okładu, czyli szukania pociechy w jedzeniu,
            nagradzania się jedzeniem, uczt pożegnalnych, zaczynania od jutra, od 1-ego, od
            urodzin... Jak my to wszystko doskonale znamy. Kiedyś się tego strasznie
            wstydziłam, wiesz? Czułam się wręcz upokorzona moją słabością, z którą walka
            była istną donkichoterią, bo ja tak naprawdę starałam się tylko zlikwidować
            skutek, a nie przyczynę. I ciągle walczyłam z kilogramami, zamiast utulić duszę,
            która tak bolała, że z bezradności starałam się zjeść cały ten ból we wszystkich
            tabliczkach czekolady, które wpadły mi w ręce. Teraz nie ma we mnie ani wstydu,
            ani obawy przed tym, "co inni sobie pomyślą" :) I wypisuję Wam tutaj te moje
            smęty ;) nie dlatego, żeby popisać się, jaka to ja mądra, tylko dlatego że wiem,
            że czasami człowiek w głębokim zagmatwaniu potrzebuje bodźca, takiej iskry która
            sprawi, że nagle otworzą mu się oczy, że zacznie CHCIEĆ patrzeć na siebie i to,
            co go otacza z innej perspektywy. Że zamiast dryfować w otchłań swojego
            nieszczęścia zacznie walczyć z problemami, które go zalewają i w końcu dotrze
            bezpiecznie do mniej lub bardziej metafizycznego brzegu. Dla mnie takim bodźcem
            było jedno banalne zdanie, które ktoś kiedyś napisał mi w sms'ie. I klapki z
            oczu zaczęły opadać, pojawiły się pierwsze pęknięcia w pancerzu, którym się tak
            namiętnie otaczałam i to był początek końca moich problemów. Każda droga zaczyna
            się od pierwszego kroku. Każda rewolucja życiowa zaczyna się od tej pierwszej
            decyzji. A potem? To już tylko kwestia konsekwencji i motywacji... :)

            Marzec... rozmarzyłam się o marcu :) Bo wtedy będę powoli kończyła mieszaną,
            ważąc na pewno mniej niż 70 kg, bo wtedy zamówię sobie wyczekiwane od dawna
            perfumy o zapachu wiosennego bzu i wtedy zacznę powoli acz konkretnie rozglądać
            się za jeansami w rozmiarze 30 ;) I bardzo, bardzo chcę do tego marca
            pomaszerować w Waszym towarzystwie :) Mam nadzieję, ze mnie tu samej nie
            zostawicie? :)
    • naranykota Santamanana;) 05.02.07, 22:08
      Nie wiem czy dobrze zapamiętałam nicka...;)
      Proszę mi zdradzić jakie liptonowe herbaty są smaczne. No i w ogóle to nie
      wiedziałam, że takie można pić...



      pozdrawiam:)
      • akolitka do lilla25 06.02.07, 06:58
        niestety muszę potwierdzić to co napisała voluptas - na ścisłej nei ma co
        podjadać ani kęska, bo inaczej to się mija z celem. Sama jestem tego
        przykładem - od tygodnia niby ścisła, ale z podjadaniem - rezultat WAGA BEZ
        ZMIAN!!!a przecież nie o to chodzi. Więc od dziś przestaję się oszukiwać i
        pilnuję fanatycznie ścisłej. Nie ma siły - sadło wynocha do sedesu!!!
      • santamanana Herbaty, ketoza ,Lilly 06.02.07, 08:41
        Herbaty Liptona całkiem dobre to Oragnge Jaipur, Forest Fruit, Green Mint Tea
        (jak guma do żucia miętowa). Ja jeszcze dodtakowo piję Pu- Erth melon&apple -
        chociaż ma domieszkę owoców (sladową). Z aromatyzowanych herbat całkiem dobre
        ma tez dilmah - waniliowo-jagodowa, cytrynowo-limetkowa i gruszskowa. Normalnie
        wole z dodatnkiem naturalnych owocow, ale skoro tu nie mozna wiec jede na tych
        z calkiem dobrym skutkiem.
        W poprzedniej ścislej badalam czy jestem w ketozie paskami keto-diastix i bylam
        wiec mysle ze te herbatki sa ok.

        I wlasnie sobie tak pomyslalam - odnosnie Lilly i podjadania - jesli naprawde
        nie mozesz wytrzmyac dobrze zjesc cos co nie zaburza ketozy i co nie wywola
        napadu glodu (a tak jest w przypadku węgli, zwlaszcza prostych) - wiec chude
        mieso gotowane, ryba czy bialy chudy ser w bardzo podbramkowej sytuacji nie
        powinny załamać diety. Ale to tylko moje luźne uwagi.
        Miłego wtorkowania:))
        • voluptas 6 lutego, 6 dzień diety 06.02.07, 09:15
          Coś dzisiaj gorzej się czuję - fizycznie. Trochę pobolewa mnie żołądek (od
          czego, żurku ostatnio nie jadłam!), ogólnie jestem oklapła. Zjadłam pierwszą
          saszetkę, teraz trzeba trochę popracować. Na szczęście dzień nie zapowiada się
          szczególnie ciężko.
          Eh... trzymajcie się, Dziewczynki!
          • voluptas Re: 6 lutego, 6 dzień diety; południe 06.02.07, 12:13
            No już mnie trochę ten żołądek odpuścił na szczęście, więc do przodu.
            Wiecie, zauważyłam jedną rzecz, której nie robiłam w zeszłym roku - tzn. teraz
            dzielę saszetki. Kiedyś jadłam całe, bo zależało mi na tym, żeby dostarczyć
            sobie więcej tego naszego pseudo-jedzenia, teraz _świadomość_ zjedzenia paru
            łyżeczek czegoś nasyca mnie na następne 2 godziny. Trudno się mówi :) Bardzo
            mnie cieszy perspektywa, że to już 6. dzień, że jutro skończę pierwszy tydzień a
            pojutrze zacznę drugi...
            Aha, waga dziś nic fajnego nie pokazała, jakieś tam marne 100 gram, niech się
            wypcha ;) Poczekam do jutra.
            • lilla25 Re: sukces i głód 06.02.07, 12:26
              hej dziewczyny, po wczorajszych postach mowiacych o tym,ze ani kesa,ani
              gryza,ze plukac usta itp...nie tknelam nic oprocz dc.(od wczoraj od popoludnia)
              jakie sa moje przemyslenia na ten temat????po pierwsze uwazam to za moj
              sukces,bo dzis i obiad i jedzonko dla Basi nawet nie lizniete:) a po drugie to
              jestem tak glodna,ze mnie ....trafia:((((
              mam w lodowce lazanie, ale by smakowala na takim glodzie:)))
              ale nie dam sie,dzis zrobilam sobie makijaz,ubralam sie w miare normlane
              ciuchy,nie ciazowe:) i poszlam do pracy,sluchajcie chyba z 6osob mnie zaczepilo
              i mowilo,ze super wygladam:)
              i to mi dalo takiego powera,ze szok!!!!takze dziewczynki moje kochane ja sie
              trzymam,ale bez forum i bez wygadania sie,nie dalabym rady.
              ps.przepraszam Was,za bledy tak w ogole, po pierwsze zawsze pisze w biegu,z
              Basia na kolanach, po drugie z ortografii mialam w podstawowce 3tylko:)))))i
              tak mi do dzis zostalo:)))
              papap
              • voluptas popołudnie/wieczór prawie 06.02.07, 18:37
                Lilla, mam nadzieję, że tego poweru starczy(ło) Ci do końca dnia. Tak trzymaj :)

                U mnie dzień minął w sumie dość byle jak, psisko mi się rozchorowało (infekcja),
                a na jutro mam zaplanowaną operację kici (guz sutka + przepuklina) i... boję się
                jutrzejszego dnia. Z dietą ok, nawet już specjalnie głodna nie chodzę. Saszetki
                dzielę. Teraz trzeba tylko wlać w siebie jeszcze z pół butelki wody mineralnej i
                chwatit. 6 dzień będzie można uznać za szczęśliwie odfajkowany.
                • lilla25 Re: dalam rade 06.02.07, 19:32
                  jw z czego jestem niezmiernie dumna!!!!!glodna jestem jak pies,ale nakrca mnie
                  to,ze nic nie skubnelam i jeszcze bardziej sie trzymam,teraz wiem,ze jakbym sie
                  zlamala chociaz malym gryzem to idzie caly bochenek chleba,wiec sie trzymam,ale
                  jest ciazko:(((teraz pije herbatke,pozniej moze jeszcze jakas czerwona i
                  spac,papapa,pozdrawiam Was
                  ps.to juz 6 dzien!!!:)ciekawe jak co jutro moja waga-oszustka pokazuuu:)
                  • santamanana Re: dalam rade 06.02.07, 19:40
                    a też nieżle dzis dalam rade , nawet przed chwila sobie minimalnie pojezdizlam
                    na rowerku - bardzo lajtowo:) U mnie to dopiero 2 dzien wiec energii mam wbród.
                    Zaraz sobie ide zrobic kąpiel z pianą w ramach kochania siebie i
                    rozpieszcania:)))
                    Lilla - gratuluje. Ja nie wiem czy bym dala rade utrzymac diete majac dziecko i
                    normalnie gotując dla rodzinki. Chapeux bas!!!!
                    Voluptas - bądź dobrej myśli z kicią.
                    • lilla25 Re: santamanana i volptas 06.02.07, 19:56
                      santamanana: w ramach kochania siebie i cukrowania sobie nawzajem, dziekuje
                      bardzo za gratulacje i uznanie:)))powiem Ci,ze to pikus,tak gotowac i paprac
                      sie caly dzien w jedzeniu;))))
                      voluptas: trzymam kciuki za kotke, ja mam pieska labradorka-dzieki Bogu
                      zdrowa,ale wczesniej mialam pinczerka- Bajeczke i miala dwie operacje guzków na
                      piersi, stresol niesamowity:(((no ale tak trzeba,zeby zwierzaczki byly zdrowe.
                      pozdrawiam Was.
                      • laluna1000 Voluptas! 06.02.07, 20:09
                        Wiesz, kawał mądrej baby z Ciebie. Nie mam za bardzo czasu siedzieć non stop na
                        forum i pisać, ale czytam i podziwiam. Troszke zazdroszcze, ale i powoli
                        motywuje się. Obysmy w tym marcu się spotkali... pozdrawiam
                        • mad-len1 Re: Voluptas! 06.02.07, 22:12
                          Nieśmiało witam wszystkich!Czy pozwolicie,że do Was dołącze ?Od poniedziałku
                          czytam to forum no i moją pierwsza reakcją był telefon do kalorie.pl-zamówiłam
                          dietę na tydzień,ale już żałuję ,że nie na 21dni.Będzie to moja pierwsza
                          przygoda z DC.Mam nadzieję,że dam rade bo jestem zawzięta-przeżywałam
                          kilkodniowe głodówki,oczyszczania z toksyn i takie tam...Nie powiem było cięzko
                          ale zawsze wytrwałam.Czytanie o waszych zmaganiach zmobilizowało mnie do
                          schudnięcia .Moja nadwaga nie była dla mnie nigdy problemem nr1 .Problemem jest
                          kupienie fajnych ciuchów,rozebranie się na plaży itp.Ogólnie się akceptuję ale
                          minus 12kg to byłoby super.Jutro dostanę przesyłkę z DC.W czwartek będzie mój
                          pierwszy dzień pierwszego tygodnia, u Was pierwszy dzień drugiego
                          tygodnia .Będe się dzielić swoimi zmaganiami i prosić was o pomoc .Czy mogę na
                          to liczyć??
                          • naranykota 7 dzionek 07.02.07, 06:20
                            A czemu nie? :) Dawaaj;)
                            Coś się wcześniej budzę- przez tą dietę czy jak? W nocy śpię- a jakże-kocham
                            spać:))
                            Siódmy dzień- szkoda tylko, że nie otrzymałam paczki z żarciem, dziś się
                            spodziewam, bo w przeciwnym razie nie zjem zuupy-buu
                            A czuję się fajnie. Mam energię,a nie mam napadów głodu. Lekkie ssanie owszem,
                            ale to pod kontrolą. Pozdrawiam i fajnego dnia!

                            r w-k
                            • voluptas Re: 7 dzionek 07.02.07, 08:09
                              Naranykota, widzę, że wreszcie ktoś inny "zapala światło" w wątku:)
                              Ja dziś jestem wpół przytomna i pewnie będzie tak cały dzień. Wczoraj poszłam
                              spać koło 2. bo oglądałam najpierw Tango Saury, a potem jeszcze cos trzeba było
                              w domu zrobić. Nota bene jeśli ktoś oglądał Tango, to nie wiem, czy zwróciłyście
                              uwagę na to, co ja: jedna z tancerek, pierwsza dziewczyna reżysera, wcale nie
                              miała figury modelki-wieszaka: była wiotka, gibka, tańczyła obłędnie, mając przy
                              tym pełne piersi, okrągłe biodra i mocno zbudowane nogi. Podoba mi się strasznie
                              ten typ sylwetki, sama taki mam, więc jeszcze kilka kg w dół a potem po prostu
                              trzeba wyćwiczyć i wymodelować wszystko po kolei...
                              Wstałam za to o 5. - moja kocica ma operację o 13, wet. pozwoliła karmić do 8h
                              przed operacją, w związku z czym chciałam jeszcze dać im jeść, żeby głodne nie
                              były, bo kocice mam trzy i takie trzy głodne furie są ciężkie do opanowania. A
                              przecież nie mogę nakarmić dwóch a nie dać jednej. To chyba trochę tak jak z
                              dziećmi... W końcu po tej pobudce wróciłam do łóżka, ale już nie mogłam zasnąć -
                              mąż się wiercił, ściągał ze mnie kołdrę, ja nie mogłam sobie miejsca znaleźć - w
                              związku z czym dzien zaczęłam o porze nieprzyzwoitej. Zapowiada się ciężki - a
                              potem perspektywa spania z kotką w kuchni na polówce, bo muszę ją odizolować od
                              pozostałych zwierzaków. No ale nie takie rzeczy już człowiek robił.

                              Lilka, gratuluję Ci serdecznie, że się zawzięłaś i wytrwałaś. Dziś - to samo :)
                              Na punkcie chorób zwierząt, kotów zwłaszcza, mam lekką paranoję: dwa koty, żaden
                              nie dożywszy 4 lat - umarły mi w ciągu ostatniego 1,5 roku, oba na moich rękach,
                              oba ratowane wszystkimi dostępnymi środkami. Dlatego tak bardzo chciałabym, żeby
                              już było po operacji, żeby Maniusia wracała do siebie.

                              Santamanana - dzięki!

                              Lalunko, ja po prostu prawie cały dzień pracuje przy kompie, więc zaglądanie na
                              forum czy pisanie na parę słów to tu to tam, jest dla mnie po prostu formą
                              relaksu i przerwy :) Dlatego tyle się tu produkuję :)

                              Mad-len1 - fajnie, że do nas dołączysz! :) Podoba mi się bardzo Twoje podejście:
                              jest dobrze, a może być lepiej - z takiego samego założenia wychodzę i bardzo to
                              pomaga w narzucaniu sobie reżimu :)

                              Iwkago, mam Ci trochę do napisania - już nie w tak nerwowym tonie, jak wczoraj
                              (przepraszam...), ale to po południu albo wieczorem, teraz i weny brak i za dużo
                              innych myśli po głowie lata.

                              Miłego dnia, Dziewczyny i... trzymajcie kciuki za moja kićkę.
                              • paulina46 Re: 7 dzionek 07.02.07, 09:35
                                Trzymam kciuki za zwierzaki.Ja mam dwa pieski kundelki i nawet jak maja katar
                                to zaraz rozpaczam,więc Cie rozumiem.Będzie dobrze.
                                Co do dietki to jakos leci,troche pobolewała mnie głowa ale zaserwowałam sobie
                                herbatke i jakby lepiej.Ale nudno tak nic nie podgryzać.Jednak nawyki
                                żywieniowe mam okropne.Zaczynam dostrzegać wiele rzeczy.Brrr.Tylko
                                wytrwać.Wyczytałam gdzieś takie hasełko ,niech wszystkim przyświeca -Piękny
                                dzień na początek nowego szczupłego życia-.Pozdrawiam :).
                                • voluptas Paulina, 08.02.07, 10:11
                                  przede wszystkim kwestia praktyczna - jeśli pobolewa Cię głowa, to napij się
                                  cienkiej kawy, na DC mamy przeważnie obniżone ciśnienie, więc bóle głowy mogą
                                  być wywołane tym właśnie+fatalnym biometem.
                                  A DC to świetny przyczynek do zmiany nawyków żywieniowych, wiem co mówię :)
                                  Zresztą pamiętaj: jeśli wrócisz po DC do "normalnego" jedzenia, to stracone w
                                  pocie czoła kilogramy wrócą zanim się obejrzysz.
                                  Hasło fajne :) A ja dodam swoje: każdy nowy dzień to dostateczny powód, żeby
                                  zrobić coś dla siebie :)
                                  Pogłaszcz ode mnie swoje psiska! :)
                              • iwkaga Do voluptas.... 07.02.07, 11:33
                                Nie przepraszaj , wszystko ok., widzę ,że dzisiaj masz na głowie co innego,
                                inne problemy, dlatego moje odłóż sobie na kiedy indziej, jak się trochę u
                                Ciebie wyciszy sytuacja, to dopiero wtedy pomyśl o mnie, ale nie stresuj
                                się ,tym czym nie powinnaś...
                                Trzymam duże kciuki za twoją kicię, współczuję, ale wszytko się powiedzie i
                                będzie dobrze na pewno...głowa do góry.
                                Mega pozdrowionka!!!Iwona-IWKAGA
                                • lilla25 Re: nie dalam rady:((( 07.02.07, 12:53
                                  zjadlam okolo 11 3 marchewki gotowane z zupy.:(((nie wytrzymalam,bylam glodna i
                                  do tego wkurzona(sprzeczka rodzinna) i do tego jeszcze dzis sie nudze
                                  niesamowicie i tylko mysle o jedzeniu.ale od tamtej pory nic nie tknelam.ale
                                  stalo sie...:(
                                  voluptas bedzie dobrze.
                                  dziewczyny nie badzcie tak miekkie jak ja!!!trzymajcie sie!
                                • voluptas Iwka :) 08.02.07, 10:38
                                  dzięki za kciuki i w ogóle :) I przepraszam, za przekręcenie Twojego imienia,
                                  byłam (nie wiem, skąd mi sie to wzięło) przekonana, że Iwkaga to połączenie
                                  imienia Aga, plus nazwiska na "Iwk..." A to się okazuje, że w drugą stronę ;)
                                  ściskam!
                              • edziuch Re: 7 dzionek 07.02.07, 13:26
                                Voluptas, tak mnie natchnęło, kiedy czytałam o tej tancerce z Tanga (film
                                widziałam, jak najbardziej, w końcu jestem iberystką :-). Od jakiegoś czasu mam
                                wielką ochotę zapisac się do szkoły tańca -nie takiej z tańcem towarzyskim,
                                tylko jakaś salsa - solo. Nie przepadam za aerobikiem, ani za siłownią. Wolę
                                rower, basen, czy właśnie taniec.
                                Powiedz mi, proszę, czy Ty, wychodząc ze ścisłej chodziłaś gdzieś na firness,e
                                tc, czy też sama staralaś się dostarczać sobie ruchu?
                                I jeszcze jedno:gdzieś u góry jest mój dzisiejszy post w sprawie przerwy w
                                ścisłej - zerknij i napisz w wolnej chwili, co o tym myslisz. Będę bardzo
                                wdzięczna, ponieważ wiem, że masz spore doswiadczenie, jesli chodzi o DC
                                • voluptas Edziuszku :) 08.02.07, 10:28
                                  widzisz, ja taka popaprana jestem, że wszelkie formy aktywności zbiorowej
                                  napawają mnie irracjonalną odrazą. Poza tym jestem leniem i sam proces "zebrania
                                  się" i pójścia gdzieś mnie nie pociąga. Po zeszłorocznych ścisłych kupiłam sobie
                                  stepper. Tzn. żeby oddać cesarzowi co cesarskie: mąż mi kupił w prezencie
                                  urodzinowym :)) W każdym razie staram się na tym stepperku łazic, moze nie tak
                                  czesto, jak bym chciala, ale ze 4 razy w tyg po 30 minut to basic. A to plus
                                  kosmetyki antycellulitowe robi cuda :) Teraz myślę jeszcze o basenie, nawet
                                  kostium już kupiłam i mam "ekipę" do której mogę dołączyć, ale czekam z tym do
                                  końca ścisłej, bo ja jednak dość realnie mierzę siły na zamiary i teraz
                                  specjalnie ich dużo na dodatkową aktywność nie mam. Taniec mnie pociąga. Jestem
                                  platonicznie zakochana w tangu, niestety mój mąż ma ujemne poczucie rytmu i
                                  rusza się jak kij od miotły, więc po prostu na razie nie mam z kim chodzić. Ale
                                  pożiwiom, uwidim, nauczenie się tanga to jedno z moich większych marzeń. Kiedyś
                                  trzeba będzie zabrać się za jego realizację :)))
                                  A w Twoim watku odpiszę Ci za chwilę.
                                  • edziuch Re: Edziuszku :) 08.02.07, 13:15
                                    Dziękuję bardzo za odpowiedź. Wiesz, z tym steperem to chyba niegłupi pomysł, a
                                    już calkiem niegłupio byłoby szepnąć o tym pomysle mojemu facetowi... :-)
                                    Na basen kiedyś chodziłam regularnie, ale również dlatego, że na basenie na
                                    Potockiej miałam znajomego ratownika i ... darmowe wejściówki. Teraz mieszkam
                                    na Tarchominie, kiepsko tam z basenami, no i z moim czasem wolnym też. Wiosną
                                    będą wycieczki rowerowe, a poki co, chyba jednak muszę się zmobilizować do
                                    ćwiczeń w domu. Coś na pewno muszę robić, skoro od dziś nie jestem już na
                                    ścisłej, tylko na 1000 kcal. Poza tym zawsze odrobina sportu dobrze mi robiła,
                                    kwestia mobilizacji i samodyscypliny, muszę się zawziąć, bo inaczej moja skóra
                                    zacznie zwisać, a to będzie tragedia.
                                    A propos:jakich kosmetyków do ciałka uzywasz?
                                    Ja, żeby spróbować i żeby trochę zaoszczędzić, od paru dni stosuję kosmetyki
                                    Eveline, o których usłyszałam tutaj, na forum. Wiem, że super działa Avon - na
                                    pośladki i brzuch, tylko cholercia, drogie to trochę...
                                    A taniec? U nas jest odwrotnie. To znaczy ja nie potrafię tanczyć w parach,
                                    jakoś prawie przez całe życie byłam sama, może to dlatego. Za to mój mężczyzna
                                    jest dobrym tancerzem....
                                    A tak w ogóle, skoro jest tu kilka osob z Warszawy, to może kiedyś spotkać by
                                    się...??
                                    • santamanana a'propos ruchu 08.02.07, 13:27
                                      mnie osobiscie motywuje chodzenie na jakieś zorganizowane zajecia
                                      i to nie koniecznie aerobik czy inne grupowe zajęcia - ale karnet do klubu
                                      fitness, gdzie jest dobrze wyposażona sala kardio ze stepperami, rowerkami,
                                      biezniami, gdize sobie mozna przyjsc na godzine i pocwiczyc, to cos dla mnie.
                                      Bardzo mnie mobilizuja osoby cwiczące obok:) W domu mam rowerek na ktorym
                                      jezdze - ale czesto po pol godzinie mam dosc - w klubie zawsze jezdze min. 1h:)
                                      Takze po scislej funduje sobie karnet do klubu - całoroczny:)
                                      a potanczyc tez bym chciala - taniec towarzyski, zwlaszcza latino tez mnie
                                      pociaga:) Ale z braku partnera na razie nie dla mnie, ale pażywiom, uwidim;))
                                    • voluptas Edziuszku - kosmetyki do cielska ;) 08.02.07, 15:05
                                      Widzisz, gdybym miała schudnąć 10 kg, to pewnie używałabym co popadnie i
                                      postawiła na regularność. Ale jeśli ja w sumie chcę zrzucić 55 kg, to nie ma po
                                      prostu takiego tematu, jak oszczędzanie na produktach do ciała. To i tak cud, że
                                      mam skórę w takim stanie, w jakim mam i chirurg, który mi woreczek wyżynał, po
                                      prostu nie mógł mi uwierzyć, że schudłam już ile schudłam - bo po skórze tego
                                      nie widać. A przy okazji facet zajmuje się także chirurgicznym leczeniem
                                      otyłości, więc doświadczenie z otyłością i ludźmi na różnych etapach walki z nią ma.
                                      Ja właściwie jako basic traktuje dwa preparaty:
                                      Lipostretch Vichy, używany właściwie na całe ciało, a musowo na brzuch, biust i
                                      ramiona. Genialnie ujędrnia, nawilża równie fantastycznie, to właśnie on
                                      uratował mi ramiona. Wcześniej uzywałam Dermedica LipidioEnd, dobry, tańszy niż
                                      Vichy, ale w pewnym momencie to już było za mało. Poza Lipostretchem używam co
                                      jakiś czas na całe nogi plus uda Lipocure, tyż Vichy. Cellulit znika jak za
                                      dotknięciem czarodziejskiej różdżki, skóra się pięknie wygładza i ujędrnia. Nie
                                      stosuje go stale, bo po kuracji efekt wygładzenia utrzymuje się do 4-5 miesięcy.
                                      Poza tym na resztę mojej szanownej osoby (a niewiele tego zostaje :) ) używam
                                      balsamu takiego, jaki mam, czyli przeważnie jakiegoś bezzapachowego aptecznego,
                                      albo czegoś z linii zapachowej perfum, o ile akurat takowy posiadam :)

                                      W pewien sposób jednak "ekonomizuję" moje nieekonomiczne wydatki :) tzn.
                                      preparaty o których piszę, kosztują a aptece Lipocure 100 zł za 100 ml a
                                      Lipostretch ok. 80 zł. za 200 ml. Ja kupuję je na Allegro, w cenie ok. 50 kilka
                                      zł za każdy i za każdym razem zamawiam po 2-3 sztuki, żeby cena przesyłki jakoś
                                      się rozłożyła. No ale mimo to na samą pielęgnację ciała, doliczając pierdółki
                                      typu żel pod prysznic, krem do rąk i stóp idzie miesięcznie jakieś 150 zł. Cóż,
                                      mówi się trudno, to są tzw. koszta ukryte diety.

                                      Poza tym stosuję peeling kawowy i regularnie owijam się w folię, cudownie to
                                      robi skórze :)

                                      A spotkanie? Fajny pomysł, z tym, że ja się na to piszę za jakieś 2 tyg, jak już
                                      kocica dojdzie do siebie. Poza tym bardzo chętnie :))
                                      • edziuch Re: Edziuszku - kosmetyki do cielska ;) 08.02.07, 21:15
                                        Wielkie dzięki za odpowiedź o kosmetykach. Zgadzam się, że Vichy są jednymi z
                                        lepszych, tez kiedyś używałam, tyle, że teraz trochę zarobki mi spadły,
                                        pojawiły sie inne, stałe wydatki i jakoś to wszystko trzeba pogodzić. A Avon z
                                        serii Anew też polecam, gdybys chciała spróbować. kiedyś stosowałam przez 4
                                        miesiące i miałam fantastycznie jędrną skórkę, brzuszek bardziej spręzysty,
                                        tylko co z tego, skoro niespecjalnie diety się trzymałam.
                                        Ja na razie ze skórą nie mam problemów i mam nadzieję, że przy odrobinie ruchu
                                        nie będę nigdzie obwisać. Startuje z podobnego do Twojego pulapu, czyli przy
                                        wzroście 172 cm, miałam 20 dni temu 105 kg. Teraz mam 97 z groszami, więc idzie
                                        jak na razie nieźle. trochę matrwi mnie, że teraz, przy diecie 1000 kcal,
                                        wolniej będę chudła, ale chyba za dwa tygodnie znowu przejdę na ścisła, teraz
                                        postaram się dostarczyć organizmowi trochę białka, bo chyba go potrzebował.
                                        dzisiaj, pierwszego dnia diety 1000 (obliczyłam, że tak naprawdę zjadłam jakieś
                                        800-900 kcal,więc jest ok), czuję sie nareszcie świetnie, a i brzuszek bardziej
                                        płaski, niż na ścisłej, nie wzdęty, no i wreszcie jakies normalne smaki:
                                        gotowane mięsko, warzywka, etc. Czuję sie objedzona, mimo, że zjadłam mniej niż
                                        zalecają. Mam nadzieję, że to droga do sukcesu.
                                        Czy ważysz sie rano czy wieczorem? Ja zauważyłam, że rano waga pokazuje troche
                                        mniej, choć i tak ogólnie od kilku dni stoi w miejscu, za to po ciuchach widać,
                                        że schudłam a i od przynajmniej 2 osób to usłyszałam, w tym od mojego
                                        przyszłego teścia!
                                        Pozdrów ode mnie kotka i ucałuj w chory nosek :-) Niech zdrowieje.
                                      • edziuch Re: Edziuszku - kosmetyki do cielska ;) 08.02.07, 21:48
                                        Voluptasie, wejdź na www.superapteka.pl. Korzystałam z niej, kupując leki.
                                        Robisz u nich zakupy przez net,a mozesz odebrac osobiście - apteka na rogu
                                        Puławskiej i Rakowieckiej. Mają Lipostretch za 59,84 zł, więc trochę taniej niż
                                        allegro - wiem, bo na allegro też juz sprawdzałam, a jakże :-)
                                    • lenona1 Re: Edziuszku :) 08.02.07, 19:25
                                      Z tym spotkaniem to świetny pomysł, pisze się... Ja mieszkam na Włochach.
                                      • voluptas :) 08.02.07, 20:12
                                        Ochota się kłania :)))
                                        • edziuch Re: :) 08.02.07, 21:20
                                          no a ja na Tarchomie (po francuzku: Tarszomę,hi, hi). Ale pracuję na pograniczu
                                          Mokotowa i Ochoty, więc któregoś dnia wieczorkiem....
                        • mataga3 Re: Voluptas! 07.02.07, 14:00
                          Mam nadzieję,ż koteczką wszystko w porządku.Ja mam dwa kocurki i jestem na ich
                          punkcie zupełnie odjechana. Życzę zdrówka dla całej gromadki.
    • naranykota wieczór dnia siódmego 07.02.07, 18:06
      Miałam dzikie myśli, na szczęście szybko pozbyłam się ich, że skoro już schudłam
      ok 3 kiloski to może nie ma co dalej pościć...? Co za durny pomysł! Na
      szczęście mam bardzo wspierającego mężusia, który bacznie przygląda się moim
      zmaganiom z kilogramami i kibicuje mi całym sobą;)

      Nie dam się! Przynajmniej jeszcze nie dziś. A u Was jak minął dzień siódmy?

      Pozdrawiam:)
      • santamanana Re: wieczór dnia siódmego 07.02.07, 18:53
        Czesc dziewczyny!
        U mnie trzeci dzien dopiero ale trzymam sie mocno. Nawet nie mam akis pokus -
        bylam na zakupach i sie powstrzymalam od kupna: coli, kolejnych gum do żucia
        (które pochalaniam w ilosciach hurtowych) oraz slodzika - chcialabym sie
        odzwyczaic od tych slodzikow wszystkich bo to jednak paskudztwo jest okropne.

        Naranykota - ani mi sie waz przestawac!!!! Trzy poszlo weg to dobrze, ale
        przeciez chcialas wiecej i tego sie trzymaj.

        Voluptas - mam nadzieje że z kocice masz już w domu i sie nią opiekujesz,
        zebyszybko wrocila do formy:) A propos dżinsów w rozmiarze 30:0 Wlasnie sobie
        uswiadomilam ze ja takowe nabylam niedawno - ze strechem, wiec udalo mi sie
        moj "tyłeczek" wcisnąć:) Ale teraz widze że, jak to moj bratanek
        mowi "spadywują bździungwy" - w pasie luźne są:))) I choć kupione 2tyg. temu to
        mi nie żal, niech spadywują coraz bardziej;)))))

        Lilla - mam nadzieje ze do wieczorka, po porannym niepowodzeniu dotarłaś bez
        dalszych wpadek. Imho nie problemem są kaorie z tych marchewek ale to, że w
        sytuacji stresowej zareagowalas, tym co jest tak naprawde przyczyna problemów z
        wagą większości z nas - zjadłaś problemy. Bo to nie głód był przyczyną tylko
        nerwy (tak wywnioskowałam). Trzymaj się :)))
        • voluptas 7 dzień zaliczony 07.02.07, 21:05
          dziś tylko daję znać że żyję i że dzień odfajkowany przepisowo.
          Kocica już po operacji, zabieg się udał, ona dochodzi do siebie po narkozie i
          wskakuje już półprzytomnie na meble, ja ledwo żywa marzę o spaniu, ale nie moge
          się położyć, dopóki ona bardziej nie oprzytomnieje ;/ W każdym razie dobra
          wiadomość jest taka, że na RTG wyszło, że nie ma żadnych przerzutów do organów
          wewnętrznych, więc są duże szanse, że Mańcia wyzdrowieje :)
          Wasze posty przeczytałam, dziś nie odpiszę bo nie myślę, mam nadzieję, ze łapnę
          w nocy trochę snu.
          Do jutra, Kochane i dzięki za trzymanie kciuków! :*
    • lenona1 Re: 1luty 1 dzień 07.02.07, 19:48
      Och jejku!! Dawno mnie tu nie było a tu takie fajne i motywujące rzeczy
      piszecie. Ja doszłam do wniosku że jak dłużej posiedze w domu to nigdy nie
      schudne- i wczoraj zapisałam się na studia, a wszystko po to aby chociaż raz na
      dwa tygodnie wyjść do ludzi. Nie wiem jak sobie przypomne jak się uczyć, bo już
      mineło 3 lata od kiedy skończyłam studia. Obciełam też włosy i planuje je
      ufarbować tylko nie wiem jaki kolor- musze przyzwyczaić się do tych włosów.
      teraz mąz płacze że wolał długie, ale co robic jak połowa wypadła po ciąży.
      Pewnie jeszcze je obetne bo rośnie mi na głowie taki smieszny jeżyk, tylko
      szukam jakiejś odlotowej fryzury. No i jutro Scisła to już chyba z czwarte
      podejście, ale teraz przynajmniej coś się dzieje w moim życiu. A dla mnie to
      właśnie jest recepta na diete- ja zauważyłam ze jem jak się nudze!!!
      • laluna1000 LENONKA! NARESZCIE! 07.02.07, 20:15
        Cześć Żabka!
        No nareszcie się odezwałaś... Jak tam u Ciebie? Jak Malutka? i Starsza? Super
        ze zapisałaś się do szkoły. odpisz mi o wszystkim. Świetnie że znów zaczełaś
        DC. Warto! pozdrawiam Cię gorąco
        • lenona1 Re: LENONKA! NARESZCIE! 07.02.07, 20:41
          U mnie właśnie stukneło 100 magiczna cyfra- jak widzisz i jak się słusznie
          domyślasz pozwoliłam sobie na duuużo- i prosze, długo nie trzeba było czekać.
          Ale już wracam z nowym zapałem, nowym życiem i nowym wyglądem- ale te włosy to
          porażka- szukam fajnej oryginalnej fryzurki, naprawde mam połowe włosów a na
          miejsce tych co wypadły wyrastają takie śmieszne- wyglądam komicznie. Iga
          chodzi do przedszkola a Kaja zaczyna siadać( przy starszej martwiłam się że za
          późno- 8 miesięcy a Kaja niecałe 5- i też źle- bo za wcześnie) A co u Was? Jak
          wytrzymujesz rozłąke, i jak tam przyjeli Cie w pracy? A córcia podobała się
          stronka z teletubisiami?
          • lilla25 Re: witam wszyskie odchudzajace:) 08.02.07, 09:32
            czesc dziewczynki, nie bede sie rozpisywac o tym co sie wydarzylo wczoraj po
            zjedzeniu moich 3 marchewek,bo to nie ma sensu:((( :)))
            w kazdym badz razie, waga w gore nie poszla, na wadze jakies 2,5kg, po ciuchach
            i po mnie samj widac lepiej:)
            dzis zaczynam kolejny dzien,mam nadzieje,ze do konca scislej zrzuce jeszcze
            chociaz z 2kg.
            a jak u Was? jak sie trzymacie?jak pogoda w Waszych miastach?:) w Zielonej
            Górze spadl snieg!!
            voluptas: jak kotek?
            pozdrawiam,papapa
            • paulina46 Re: witam wszyskie odchudzajace:) 08.02.07, 09:48
              Hej.Troche mi smutno.Dzisiaj trzeci dzien i napój capucino-dla mnie
              porażka.Waga stoi.Cierpie w samotnosci,ale musze przetrwac bo jak patrze do
              lustra to mi jeszcze gorzej.Pozdrawiam ,dziewczyny odzywajcie się,bo samej
              ciężko.
              • voluptas Paulina, 08.02.07, 10:19
                waga ruszy :) Jeśli ma Cię to pocieszyć: u mnie też stoi na cholernych 74 kg
                (dziś 74,2), co mnie irytuje niemożebnie, bo dla mnie taką granicą nie do
                przejścia jest 73,5. Jak je zobaczę to chyba odtańczę kankana na uszach ze
                szczęścia ;)
                A do swojego odbicia w lustrze po prostu się uśmiechnij. Przecież Ty i ta fajna
                kobitka, którą w nim widzisz, razem musicie się zawziąć i dołożyć wszelkich
                starań, żeby było z dnia na dzień lepiej i lepiej :) A jeśli nauczysz uśmiechać
                się do siebie, świat odwzajemni Twój uśmiech.
                Ściskam, miłego dnia!
                • santamanana U mnie dzien 4 08.02.07, 10:27
                  i hehe - nie moge uwierzyc - 4 kilo mniej:)
                  wiem że to nierealne - i zeszła woda i wyczyscily sie jelita troche (sama
                  troche oszukalam i sie opilam przed pierwszym wazeniem, ale za to teraz mam
                  wieksza motywacje:)) Chociaz do mojej magicznej granicy ktora na tej sciselj
                  chcialabym przekroczyc mam jescze 5,5 kg - raczej nie sadze ze sie uda. Dzisiaj
                  rano sprawdzalam sobie paskami, ze weszlam w ketoze, minimalnie, ale jest:)))))
                  Trzymajcie sie dziewczyny, pogoda paskudna tu w Poznaniu tez - ledwo sie moim
                  maluszkiem do pracy dokulałam.
                  Chyba czas na kolejną kawę, bo cisnienie spada mi strasznie.
                  • voluptas Santamanana, 08.02.07, 10:36
                    no i jak tu nie twierdzić, że DC robi cuda :))) Na tej samej zasadzie ja 1 dnia
                    ścisłej rano ważyłam 79,2, ale też sobie doskonale zdaję sprawę z tego, że moja
                    "normalna" waga oscyluje w granicach 76-75, a to co na wyświetlaczu to efekt
                    solidnego napchania, które fundowałam sobie przez kilka dni z rzędu, ergo
                    teoretycznie na ścisłej schudłam 5 kg! :D W praktyce ok. 2 ;)
                    5,5 kg to dość ambitne założenie, zwłaszcza dla kobiety z niewielką nadwagą i to
                    w zimie :) Ciekawa jestem, ile z tego uda Ci się uwalczyć? Ja byłabym wdzięczna
                    losowi za dojście jak najbliżej do 70, o przekroczeniu nawet nie marzę... :)
                    Pozdrawiam!
              • mikag5 Re: witam wszyskie odchudzajace:) 08.02.07, 13:48
                Hej, dziewczyny
                Jestem nowa, dziś 11 dzień na DC, muszę przyznać, że z zainteresowaniem czytam
                o waszych spostrzeżeniach w większości nastajają mnie one bardzo pozytywnie
                szkoda, że wcześniej nie wpadłam na to forum aż miło popatrzeć jak się
                wspieracie to bardzo duża pomoc zwłaszcza dla łasucha takiego jak ja,niestety
                rewelacyjnymi osiągnięciami pochwalić się wam nie mogę, tylko 3 kg. choć luz w
                spodniach a pierścionki spadają z palców - zupełnie nie rozumiem jak to
                możliwe, mam jednak nadzieję, że coś się ruszy, życzę wam wszystkip powodzenia
            • voluptas Re: witam wszyskie odchudzajace:) 08.02.07, 10:16
              Lilka, napisz, co się działo wczoraj po zjedzeniu marchewek. Wiem, że się tego
              wstydzisz i Ci głupio, ale spróbuj odpowiedzieć (sobie przede wszystkim) na
              pytanie: dlaczego tak się stało.
              I nadal namawiałabym Cię na przejście na mieszaną. 1 odpowiednio skomponowany
              posiłek zamiast ataku łakomstwa, kiedy wsuwasz wszystko, co Ci podejdzie, jest
              leszy, niż udawanie, że ciągniesz ścisłą. Sorry...
              Ja trzymam się dobrze, chociaż fizycznie jestem zmęczona. Pogoda w Warszawie
              paskudna, nie ma słońca, pada śnieg: ja generalnie nie znoszę zimy, więc tylko
              czekam aż się skończy. Z pozytywów: jeansy, te nowe, robią się przyjemnie
              luźnawe w udach - a uda to moja pięta Achillesowa).
              Trzymaj się mocno i pisz do nas!
            • mataga3 Re: witam wszyskie odchudzajace:) 08.02.07, 15:44
              CZeść. Koszalin biało- czarny, ale ogólnie beeee. Trzymamy sie dobrze(z mężem)
              Właśnie mija 10 dzień, czyli praktycznie półmetek ścisłej. Ja czuję sie super,
              mąż też ok.Ciuchy już tak nie obciskają mojego powabnego cielska,stopy nie są
              podpuchnięte, jeśc się nie chce- czego chcieć więcej.No a pozatym NIEDŁUGO
              WIOSNA!!!!!!!!
    • voluptas 8 lutego, 8 dzień. 08.02.07, 10:00
      świecę światło, czyli zaczynam. Zmęczona jestem potwornie spaniem na raty, mam w
      rękach zakwasy po wczorajszym dźwiganiu klatki z kotką i zawroty głowy - sama
      nie wiem od czego. Ogólnie do kitu. Ważne, że kocica czuje się dobrze i że
      dochodzi do siebie - mały diabeł w coraz lepszej formie.
      Będę sobie stukać do Was na raty, bo i tak cały dzień krążę a okolicy kuchni i
      komputera - jestem tu zamknięta z kicią, którą musze odizolować od pozostałych
      zwierzaków i pilnować.
    • lenona1 do voluptas 08.02.07, 18:34
      Kochana powiedz mi jak po takim dużym spadku wagi wyglądała twoja skóra i
      piersi- troche się boje a mam tendencje do rozstępów(genetycznie)Czy twoja
      skóra się wchłoneła- bo ja jestem takie typowe jabłko -olbrzymi brzuch i biust,
      a dół ujdzie.

      To co piszesz o kochaniu siebie to prawda. Przeczytałam też co pisałaś o
      ketozie- i wiesz ja kupiłam dla męża mrożonki- kluski sląskie, kopytka,
      warzywa, zupy- Ugotowałam gar bigosu i usmażyłam z 20 kotletów w porcje i do
      zamrażalki- koniec z gotowaniem i próbowaniem, zrobiłam zapasy na całą diete.
      Tym razem się nie poddam, zawsze najgorszy był dla mnie obiad- koniec z tym.

      Zaczełam też troche czasu poświęcać tylko sobie- wychodze na spacer, chodze do
      solarium- nawet ciesze się z godzinnego prysznica. Ja dotąd myślałam tylko o
      moich bliskich i tak naprawde wydawało mi się że jak troszke zajme się sobą to
      będę złą żoną i matką. Teraz już wiem że to ja musze być szczęśliwa- wtedy
      rodzina też mnie docenia. Dlatego te studia- to był najlepszy czas w moim życiu-
      szczęśliwa, zadbana, dowartościowana i potem zaczeło się - 3 lata jakiegoś
      niezadowolenia- niby mam męża-fajnego, cudowne dwie córeczki a sama się gdzieś
      zagubiłam. Twoje przemyślenia dały mi siłe do tego aby pomyśleć teraz troche o
      sobie.
      Dziękuje za to że poprostu Jesteś i że wspierasz nas wszystkie!!
      • iwkaga Do lenony... 08.02.07, 20:07
        "Zaczełam też troche czasu poświęcać tylko sobie- wychodze na spacer, chodze do
        solarium- nawet ciesze się z godzinnego prysznica. Ja dotąd myślałam tylko o
        moich bliskich i tak naprawde wydawało mi się że jak troszke zajme się sobą to
        będę złą żoną i matką. Teraz już wiem że to ja musze być szczęśliwa- wtedy
        rodzina też mnie docenia."
        To bardzo mądre słowa , bardzo dziękuję...
        To jak miód na moje rany...
        Pewnie mnie nie znasz, ale może czytałaś o moich problemach w innych postach.
        dużo pomaga mi też voluptas.
        też jesteś dowodem , że jak się chce to można...
        Chcę zacząć z lalunka od marca, teraz jeszcze czas refleksji..
        Ale to miło , że tak wartościowi ludzie tutaj zaglądają jeszcze i wspierają
        słabych.Pozdrawiam . Iwona-IWKAGA
      • iwkaga do voluptas.... 08.02.07, 20:26
        Witam,cieszę się ,że twoja kotka już lepiej.
        U mnie nastrój coraz lepszy,choć dzisiaj ogłosił swoje odejście szef, z którym
        pracowałam z ogromną przyjemnością od 14 lat, bolesna strata i niepewne jutro...
        U mnie czas przemyśleń i refleksji.Zaczynam planować niektóre rzeczy.Chciałabym
        zacząć DC od marca , planuję to z lalunką,ale w ramach "resocjalizacji" zaczynam
        szaleć od soboty. zawsze marzyłam o wypielęgnowanych dłoniach , dlatego w sobotę
        wybieram się do manicurzystki po akrylowe pazurki, potem w planach kawka na
        mieście z koleżanką...to w ramach programu "pokochaj siebie, inni będą kochać
        cię jeszcze bardziej"
        Jak myślisz, czy można to potraktować jako chociaż mizerne postępy???
        Zaczynam sobie uświadamiać, że moje ciągłe zmęczenie zagnieździło się w głowie i
        muszę uruchomić swój mózg , by nie doprowadzać się do takiego stanu , który nie
        ma końca.Przecież nikt inny nie podejmie za mnie decyzji ani odpowiedzialności.
        To moje życie, i to ode mnie ma zależeć ,jeżeli nie wszystko ,to choć większość.
        Chcę czuć się szczęśliwa, potrzebna, piękna i dopiero na końcu szczupła.
        Wiem , że to dopiero początek mojej drogi, ale zaczynam chyba widzieć to małe
        światełko w tunelu, o którym pisałaś.
        Dzięki Tobie zrozumiałam kilka b. ważnych spraw.dlatego dziękuję , że jesteś i
        proszę byś była dalej.
        Pozdrawiam.Iwona-IWKAGA
        • laluna1000 Brawo Dziewczyny!. 08.02.07, 21:35
          I tak trymać Dziewczęta! Zadbajmy wkońcu o siebie! Nam też się coś od życia
          należy. Jesteśmy piękne, poświęćmy troszke czasu na spacer, dobrą książke ,
          spokojną muzyke... Trzeba też się troszke relaksować! więc do roboty!
          Chyba sama jutro wybiore się do fryzjera..... pozdrawiam
          • surflife Re: Brawo Dziewczyny!. 09.02.07, 09:31
            Dzien dobry w piatek..:))

            czytam Was z ukrycia... balam sie pzred soba przyznac...ale dzis 5 dzien
            sukcesu. nie czuje w ogole glodu, waga ani drgnie ( pewnie zepsuta:)), ale mam
            wrazenie ze jestem jakby ciut mniejsza... troszke sie martwie brakiem spadku
            wagi, ale zqmierzam I DAM RADE skonczyc ten cykl, potem 1000 kcal potem 2 cykl
            i mieszana. Zgodnie ze wskazowkami voluptas.:))) wierze jak nigdy ze mi sie
            uda..mimo ze wioeczorem mialam lekkie zalamanie vide: waga stoi.
            • paulina46 Re: Brawo Dziewczyny!. 09.02.07, 09:45
              U mnie tez waga stoi i właśnie szukam przyczyny.Ale trwam dalej.Trzymajmy się!
            • voluptas Surflife :) 09.02.07, 10:43
              wyłaź z ukrycia i chodź do nas - w kupie naprawdę raźniej! :)))

              Po pierwsze - wagi łazienkowe kłamią! Jeśli nie masz elektronicznej, to raczej
              takim "postojem" się nie przejmuj, bo nie ma bata - chudniesz. Z tym, że spadku
              wagi o 200 gram na przykład zwykła łazienkowa może nie wyłapać. Poza tym z tego,
              co napisałaś rozumiem, że ważyłaś się wieczorem: weź pod uwagę, że jeśli wazysz
              się po całym dniu, to poza Twoim ciężarem waga pokaże jeszcze dodatkowo ciężar
              tego, co masz w jelitach i żołądku, czyli np. wody/herbaty która wypiłaś.
              Proponowałabym poranne ważenie PO wizycie w toalecie :)

              Po drugie - napisz coś o sobie. Z czym walczysz? Ile chcesz zrzucić? Może to nie
              aż tak dużo, żeby był potrzebny aż drugi cykl? :) A że dasz radę? Oczywiście, że
              dasz! Nie mam co do tego najmniejszych watpliwości, najgorsze już za Tobą, teraz
              z każdym dniem będzie coraz łatwiej! :)))
        • voluptas do Iwkaga 09.02.07, 10:36
          Dotykasz sedna, słonko :) Stosunek świata do Ciebie, to nic innego jak
          odzwierciedlenie Twojego stosunku do własnej osoby. Jeśli Ty będziesz o siebie
          dbała i nie stawiała siebie na ostatnim miejscu, uważając potrzeby innych za
          wiecznie ważniejsze - sama będziesz się z tym lepiej czuła, a i inni będą Cię o
          wiele lepiej traktować.
          Marzyłaś o akrylach? Cudnie! Zrób je! Tylko dla siebie i swojej przyjemności.
          Tak, tak, tak, takie dopieszczanie siebie drobiazgami to świetna sprawa i
          naprawdę bardzo poprawia humor :)
          Pazurki to taki Twój krok. Już nie pierwszy, kolejny na drodze do siebie, do
          fajniejszego, lżejszego, bardziej satysfakcjonującego życia. I bardzo, bardzo
          podoba mi się to, co napisałaś o szukaniu Ciebie, Twoja refleksja, Twoje
          wyhamowanie i spojrzenie na siebie z perspektywy. Trzymaj się tego i... do
          przodu. Jesteś na dobrej drodze :)
          • iwkaga Re: do voluptas 09.02.07, 20:45
            Staram się cały czas myśleć pozytywnie.Czekam na jutrzejsze pazurki, cieszę się
            jak dziecko. z tej okazji już dzisiaj zabrałam się za sprzątanie po całym
            tygodniu,choć bardzo dawno mi się nie zdarzyło , by mnie ktoś zagonił do roboty
            po całym tygodniu chodzenia do pracy.
            może już niedługo powiem ,że kocham siebie..... to takie moje małe marzenie...
            staram się zająć czymś , żeby nie myśleć o jedzeniu, a jednocześnie w inny
            sposób być dobrą dla siebie.
            zawsze siebie odsuwałam na ostatni plan , to co dotyczyło mnie było na samym
            końcu, szybko potrafiłam nawet z tych ostatnich rzeczy zrezygnować, ale teraz
            chcę to zmienić , nie chcę by było mi wszystko jedno , nie chcę być jakaś tam,
            nie chcę by to jedzenie rządziło moim życiem,bo przecież mam prawo być
            szczęśliwa, potrzebna i szczupła, być samą sobą,żyć własnym życiem....
            Upewniasz mnie, że idę we właściwym kierunku ,więc będę dbać o kiełkującą we
            mnie nową "ja".Pozdrawiam ! Iwona-IWKAGA
      • voluptas Re: do lenonny :) 09.02.07, 10:30
        Lenonko, jak napisałam chwilę wcześniej, moja skóra wygląda tak, że chirurg z
        30-letnim stażem nie chciał mi uwierzyć, że schudłam ile schudłam :) Z tym, że
        ja mam figurą typu gruszka: brzuch płaski jak deska, wcięta talia, za to pełne
        biodra i masywne łydki. W sumie najgorzej wygląda wewnętrzna strona ud, ale cały
        czas maltretuję ja moimi cud-specyfikami i jak na tyle, ile schudłam - nie
        narzekam. Mogłoby być o wiele wiele gorzej :)

        Takie hurtowe przygotowanie jedzenia to całkiem niezły pomysł. Mnie po prostu
        gotowanie nie rusza, także dlatego, że OD ZAWSZE gotuję na "dwa gary", tzn. ja i
        mój mąż mamy zupełnie różne upodobania kulinarne: on lubi czerwone mięso,
        kotlety panierowane albo mielone, warzywa w siebie wmusza, dopycha słodkim. Ja
        czerwonego mięsa do paszczy nie wezmę, w sumie można powiedzieć, ze odzywiam się
        prawie jak wegetarianka, z tym, że do diety włączam drób i ryby. Za to lubię
        warzywa, owoce, tłustego jedzenia nienawidzę, staram się jesć produkty nisko
        przetworzone... W sumie tak jadłam zawsze, zgubiła mnie tylko miłośc do
        tureckiego żarcia+rewelacyjny turecki barek tuż pod domem, oraz zajadanie
        wszystkiego dużą porcja słodyczy. A gdyby wywalić z diety Turka + słodkie +
        ograniczyć weglowodany - to z powodzeniem, jedząc jak lubię, mogę trzymać się
        mojego normalnego sposobu odżywania do końca życia :)

        I... strasznie podoba mi się to, co piszesz. Nie jestem matką - może jeszcze,
        może w ogóle, tego nie wiem, ale wyobrażam sobie, że po urodzeniu dziecka
        priorytety staja na głowie i wywalają się momentalnie. I dlatego wydaje mi się
        tak ważne, żeby w opiece nad tym kimś, kto w tym momencie jest dla nas
        najważniejszy - nie zgubić siebie. Bo co ma takie dziecko z zagubionej,
        niezadowolonej, wiecznie zmęczonej swoim poświęceniem matki? Myślę, że mniej niż
        z zadowolonej, szczęśliwej i pełnej energii :)) Dlatego życzę Ci, żeby to
        szukanie siebie przynosiło Ci dużo radości i wychodziło Ci jak najlepiej! :)
    • vw_e12 Re: 1luty 1 dzień 08.02.07, 22:35
      Cześć Magda ,
      właśnie siedzę nad forum i przeglądam wypowiedzi ,powiem Ci ,że targaja mną
      wątpliwośći czy dam radę.Chcę stracić jakieś 7-8 kg , ale boje się efektu jojo.
      pa
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka