paul11
30.05.05, 17:32
Piłkarski geniusz
Górny Śląsk oprócz wielu innych bogactw obfitował i obfituje w talenty
piłkarskie. Kilku Ślązaków było bez wątpienia piłkarzami światowego formatu.
Legendarny Gerard Cieślik, który zdaniem kibiców przynajmniej częściowo
odpłacił Rosjanom za ukradzione zegarki i węgiel. Dysponujący niesamowicie
silnym uderzeniem Ernst Pohl, którego trener Ryszard „Faja” Koncewicz
bezpodstawnie pozbawił możliwości pięćdziesiątego występu w reprezentacji
Polski. Krzysztof „Gucio” Warzycha, jedyny Ślązak w panteonie greckich bogów.
Jednak moim zdaniem najwybitniejszym śląskim piłkarzem, który talentem
dorównywał Leonidasowi, Pelemu, Di Stefano, sir Stanleyowi Matthews i innym
futbolowym gigantom był Ernst Wilimowski.
Zakręty losu, które musiał pokonywać popularny „Ezi” są odbiciem
skomplikowanej historii naszej „Małej Ojczyzny”. Urodził się jako Ernst Otto
Pradella w śląskiej rodzinie 23 czerwca 1916 r w Katowicach. Nazwisko
Wilimowski nosił dopiero od 13 roku życia po usynowieniu przez ojczyma. W domu
mówił po niemiecku a „na placu” po śląsku. Karierę zaczynał w niemieckim 1 FC
Kattowitz, następnie przeszedł do występującego w polskiej lidze Ruchu Hajduki
Wielkie z którym czterokrotnie zdobył mistrzostwo kraju. Występował w
reprezentacji Polski i Niemiec. Karierę zakończył w klubach niemieckich.
Bronił barw między innymi TSV 1860 Monachium, FC Chemnitz i VfR Kaiserslautern.
Był niesamowicie skutecznym graczem. W oficjalnym meczach strzelił ogółem 1
185 (słownie: tysiąc sto osiemdziesiąt pięć) bramek, dla porównania Pele w
całej swojej karierze zdobył „tylko” około 1300 goli. Wilimowski dwukrotnie w
roku 1939 i 1942 trafiał do siatki przeciwnika, dziesięć razy w jednym
spotkaniu. Imponująca jest jego średnia reprezentacyjna. W 21 meczach dla
reprezentacji Polski strzelił 21 goli. Dla reprezentacji Niemiec w 8 występach
zdobył aż 13 bramek. W tej konkurencji zostawił w pobitym polu samego Gerda
Müllera (69 bramek w 62 meczach). Jak dotychczas tylko jeden piłkarz na
świecie, fantastyczny Just Fontaine (król strzelców MŚ 1954) może poszczycić
się lepszą średnią w meczach reprezentacji (30 bramek w 20 meczach).
„Ezi” miał irytujący dla przeciwników zwyczaj śmiania się z bramkarza po
zdobytym golu, co często doprowadzało do awantur na boisku. Pierwszy i
najmłodszy zdobywca czterech bramek w jednym meczu mistrzostw świata. Jego
najsłynniejszy popis to mecz Brazylia – Polska 6 : 5 na mistrzostwach świata
we Francji w 1938 r. W meczu tym Wilimowski strzelił 4 bramki, piąta dla
Polski została zdobyta z rzutu karnego podyktowanego po faulu na nim. Według
moich danych jest to jedyny gracz, który w oficjalnych spotkaniach
reprezentacji Brazylii strzelił tej drużynie 4 gole w jednym meczu.
Doceniali go najwybitniejsi trenerzy świata. Młody Kazimierz Górski jechał
całą noc pociągiem z rodzinnego Lwowa, by na własne oczy zobaczyć na stadionie
Ruchu swojego idola. Josef „Sepp” Herberger (trener mistrzów świata z 1954 r.)
przez dwadzieścia miesięcy zabiegał o to by „Ezi” mógł wystąpić w
reprezentacji Niemiec. Najlepiej o skali talentu Wilimowskiego świadczy
wypowiedź piłkarza z jego czasów Henryka Martyny: „Umiał wszystko i miał to,
czego nie miał nikt z nas. Posiadał nieprawdopodobnie bogaty arsenał
wrodzonych, bo tylko Bóg może takie talenty rozdawać, umiejętności. Nikt nie
może się tego nauczyć, choćby ćwiczył przez całą dobę!”. Wielki śląski
sportowiec zmarł w 1997 r.
Wszystkich, którzy chcieliby się dowiedzieć czegoś więcej o tym znakomitym
piłkarzu, utalentowanym hokeiście i bramkarzu piłki ręcznej, zapalonym graczu w
ping-ponga oraz uwielbianym przez kobiety (z wzajemnością) mężczyźnie odsyłam
do jego biografii. Książkę „Die Lebensgeschichte des fussball
nationalspielers Ernst Wilimowski” napisał pan Karl Heinz Harke – prywatnie
jego zięć.
Anton Nowok
Wielkim Ślązokym boł