olineq22
17.02.14, 21:32
Witajcie. Jestem ciekawa czy też macie takie myśli. Moja historia jest zawiła, ciągle mam jakieś problemy doczytuję coś ale po prostu czasem przychodzi moment kiedy nie mamy już sił z tym walczyć ciągle znajduję nowe historie pozytywne, metody itd ale jakoś stałam się obojętna żeby cokolwiek nowego próbować coraz mniej sił i coraz więcej bólu i cierpienia i tyle...
Trzyma mnie trochę to, że jestem chrześnijanką ale zaczynam się poddawać wyobrażam sobie swoją śmierć jako ulgę, zaczynam o niej marzyć i modlić się o nią i pragnąć z całych sił... nie wiem po co to piszę, pozdrawiam Was i życzę Wam zdrowia